zmarzluszka
07.10.07, 22:37
Masakra w Książnicy – z cyklu opowiadania wybrane
Na imię miał Artur i już od dziecka wyróżniał się olbrzymim talentem. Rodzice
byli pewni, iż synek wyrośnie na dzielnego obywatela, którego kiedyś polubią
wszyscy kaliszanie. Zobacz stary, nasz Artuś znowu przy książkach – rzekła
mama. Mógłby sobie jakąś babę znaleźć, a nie tylko przekrój prącia oglądać –
odparł tatuś. Co ty stary wygadujesz?! Jakiego prącia?! – sepleniła
zdezorientowana matka, nerwowo gestykulując w stronę męża. Jesteś pewien, że
nie był to przekrój waginy? Oczywiście! Jestem przekonany, że z nim jest coś
nie tak. Jezu Chry! Co za wstyd – wyjęczała żałośnie matka. Co będzie, jak się
dowiedzą nasi znajomi? Musimy szybko iść do księdza Sobczyńskiego, on zawsze
nam doradzał w problemach wychowawczych naszego Artusia – rzekł wesoło tatuś.
Tak, idźmy do naszej super niani- poparła szybko pomysł tatusia zaniepokojona
matka. Zmartwienie rodziców było zmorą wysysają z nich resztki życia, bo mimo
iż synuś przynosił wysokie noty ze szkoły, inne sprawy nie układały się jak
najlepiej. Ksiądz spokojnie wysłuchał rodziców, po czym stwierdził, że trzeba
mu baby poszukać. Tylko gdzie? – spytali zszokowani rodzice. Proponuję spytać
Wacka i Władka, oni zawsze mieli najlepsze laski – odparł Sobczyński. Wacio
poradził, że tylko gruba sztuka jest w stanie ujarzmić Artura, dlatego z taką
go zaślubiono. Wieloryb w domu i ogrom nauki wymagał poświęcenia. Artur
wielokrotnie wędrował do pobliskiej Książnicy w celu wertowania setek tysięcy
pożółkłych stron, które pomagały mu zapomnieć o domowym potworze. Czytelnia
biblioteki była bardzo zadowolona z Artura, który zawsze bezproblemowo
pobierał kluczyk, regulaminowo chował kurteczkę do szafki, a i wpisać w zeszyt
się nie zapominał. Artuś siedział często do zamknięcia instytucji, niekiedy
przysypiał ze zmęczenia. Jednak czujne oko Alfonsa obserwowało go od dawna.
Wiedział, że Artuś prowadzi podwójne życie i postanowił ukrócić ten precedens.
Pewnego wieczoru Artek ocknął się i z przerażeniem chciał wykrzyczeć –
ratunku! Niestety w ustach miał już treskę dyrektora, a Ewcia (pseudonim –
Mała) w lateksowym wdzianku, ćwiczyła biczowanie pejczem na pobliskiej figurce
Apollina. Nigdy stąd nie wyjdziesz kochaniutki! – warczała Ewcia. Artek w
jedną chwilę wydoroślał, bo wiedział, że proces defloracji przebiegnie bardzo
ostro. Jego ręce przygniecione były ogromnymi piersiami kobiety XXL z działu
udostępniania zbiorów. Zbiory miała niesamowite, bo każdy ważył ze sto kilo.
Na procesie defloracji pojawiła się także Zmarzluszka, która chłodno odczytała
akt defloracji. Alfons w obecności wszystkich wytatuował Arturowi na
pośladkach nowe imię – Tartur, a Mała pokwitowała to olbrzymim biczem. Ból był
tak silny, że Tartur wyrwał się ze szponów kobiety XXL i zbiegł po schodach na
dół. Niestety przy wejściu leżała kupa nietoperza Sobczyńskiego, która
spowodowała poślizg i starcie z pobliskim słupem. Mimo wielu prób reanimacji
przez miejscową murzynkę z Kotliny Kongo, akcja nie udała się. Tartur wyzionął
ducha. Alfons przekazał straszną wieść rodzicom, którzy zakupili dwa bukiety
za sto złotych u miejscowej kwiaciareczki.