h.olender
16.07.04, 13:53
Spośród podlaskich miasteczek, które niegdyś odegrały ważną rolę w historii,
nie do przecenienia jest Mielnik nad Bugiem. Ogołocony z drzew ryneczek
otaczają na przemian drewniane i murowane domki. Wielki kamień ustawiony tu w
2001 r. przypomina o 500. rocznicy unii polsko-litewskiej. Podpisał ją na
tutejszym zamku Aleksander Jagiellończyk i choć nie weszła w życie, proces
jednoczenia obu państw trwał. W Mielniku bywał też brat Aleksandra - Zygmunt,
późniejszy król o przydomku Stary. W 1506 r. czekał on w Mielniku na
delegację polskich dostojników, którzy poprosili go o objęcie tronu. Z
biegiem lat znaczenie Mielnika malało, znalazł się z dala od szlaków
handlowych i linii kolejowych, aż w 1934 r. został pozbawiony praw miejskich.
Po zamku zostały porośnięte lipami, dębami i dzikim bzem ruiny. Choć na
Wzgórze Zamkowe nie prowadzi żaden szlak, warto się tam wdrapać. Widok jest
imponujący: dołem płynie szeroko rozlany Bug, po drugiej stronie łagodne
sosnowe lasy i aż po horyzont żadnych śladów cywilizacji. Tylko po
mielnickiej, północnej stronie widać jakąś łódkę i parę łaciatych krów na
łące. Sielanka!
Dla naszych antenatów ten rozległy widok miał inne, nie tylko estetyczne
znaczenie. Z naturalnego wzgórza można było obserwować okolicę i strzec
przeprawy przez Bug. Gród warowny istniał w Mielniku już w średniowieczu.
Przez setki lat tędy przez wieki wiodły główne szlaki handlowe z Polski na
Litwę. Mielnik otrzymał prawa miejskie na początku XV wieku, za rządów
księcia mazowieckiego Bolesława IV. W latach 1440-1569 należał do Wielkiego
Księstwa Litewskiego, później do Korony Polskiej.
Mielnik najlepiej objechać rowerem - od wzgórza z działającą od czterech
wieków kopalnią kredy po nadbużańskie łąki z przeprawą promową na drugi
brzeg. Od cerkwi z lśniącymi kopułami przez dawną synagogę (obecnie: galeria
malarstwa) po stuletni kościół we wschodniej części miasta. Warto obejrzeć
zaciszny cmentarz na nadbużańskiej skarpie z grobami katolickimi i
prawosławnymi. Dobrym pomysłem jest przejażdżka łódką albo spływ tratwami.
Wtedy najlepiej podziwia się okoliczną przyrodę. Bug jest bowiem unikatem w
skali europejskiej - to jedyna tak duża nieuregulowana rzeka na kontynencie.
(Rzeczpospolita, 7 maja 2004 r., dodatek "Moje podróże")