Na wrozbiarstwie pojawil sie taki oto watek
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=468&w=13421850&v=2&s=0
o badaniach Davida Harklaya - o ile kojarze, robila je na podstawie ankiet
kolportowanych wraz z ksiazeczkami serii Harlequin

wyniki sa dostepne w
oddzielnej ksiazce (w tytule cos o milosci oczywiscie, pelnego nie pamietam)
i w tych wydawanych co roku seryjkach z przepowiedniami na rok taki a taki.
dla niewtajemniczonych (choc mam wrazenie, ze _kazdy_ je zna

): Koseska
badala w oparciu jedynie o znak slonca dwa asekty ukladow damsko-meskich:
1) atrakcyjnosc (czyli sile przyciagania, szanse na milosc od pierwszego
wejrzenia)
2) harmonijnosc (czyli sznse na pzrezycie z soba ilus tam lat)
i podawala wyniki w punktach, odzielnie dla kobiet i mezczyzn spod kolejnych
znakow zodiaku.
Jest to rzecz jasna astrologia na poziomie gazeciarskim, natomiast mimo to
nie uwazam, zeby byla bezwartosciowa. Ksiazka oparta jest na nieglupim
pomysle sprawdzenia empirycznie klasycznej rguly astrologii partnerskiej - ze
zwiazki ludzi z tego samego zywiolu lub z zywiolow harmonijnych sa raczej
udane.
Oczywiscie nie ma co za bardzo przejmowac sie wynikami, bo nie samym sloncem
czlowiek zyje - ale zawsze (tzn. odkad przeczytalam tekst Koseskiej)
zastanawiala mnie sprawa skrajnych wynikow: np. z jej badan wynika, ze bardzo
trudno znalezc dlugostazowa pare z ukladu kobieta Wodnik - mezczyzna
Skorpion. Zakladajac oczywiscie, ze sa to wyniki autentycznych badan - jest
to dosyc zastanawiajace. Czyzby te dwie solarne energie byly tak mocno
nieprzystajace, ze nawet inne czynniki horoskopu nie sa w stanie jakos ich
zharmonizowac?
Z innej beczki: wiadomo, ze tego typu ksiazki pisze sie li i jedynie dla
kasy: tluszcza raczej nie rzuci sie czytac Liz Green, bo kogo by interesowaly
mroczne i problemowe sfery ja, natomiast zbadac, jaki pan Waga jest w wyrze i
czy Panna z Bykiem to moze, a z Baranem to juz nie - ooo, to co innego... O
ile ksiazeczka Harklaya jak dla mnie jest jeszcze milutka lekturka, to juz
ksiazka Konaszewskiej-Rymarkiewicz "Czy to jest przyjaźń, czy to jest
kochanie?" jest po prostu zenujaca. Dorwalam ja ostatnio w BUWie i sie
zalamalam: stek bzdur w stylu porad z tygodnika dla pan niemyslacych. Sadzac
po innych pozycjach Konaszewskiej spodziewalam sie jakiegos wprowadzenia do
astrologii synastrycznej, zbioru podstawowych regul, ale nie czegos
takiego...
---
p.s. jakby ktos sie czepial moich lektur, ze malo ambitne, to lojalnie
ostrzegam, ze choc udalo mi sie dzis popisowo oblac egzamin z teorii
literatury, to i tak potrafie w akcie zemsty przywalic Derrida albo czyms
rownie strasznym