kobieta_z_saturnem 03.01.15, 09:10 Czy to prawda, śmierć jest najbardziej prawdopodobna przy Saturnie w III ćwiartce horoskopu (od Dsc do MC)? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
acrux_79 Re: śmierć a Saturn 03.01.15, 17:41 OK. Parę matematycznych założeń. Założmy, że są z grubsza na ASC: 1) znaki szybko wschodzące (oś ASC szybciej się zmienia) - od Koziorożca do Bliźniąt 2) znaki wolno wschodzące - od Raka do Strzelca Co za tym idzie: Statystycznie więcej naszych znajomych i okolicznych radixów pomieszkujących Polskę np ma ASC w znakach pomiędzy Rakiem a Strzelcem, niż pozostałą połowę. Co za tym dalej idzie: Statystycznie więcej naszych znajomych ma descendenty w znakach szybko wschodzących (bo ASC są zarezerwowane dla znaków wolno wschodzących). I jeszcze następny wniosek: Logicznym jest, że więcej z nas ma początek trzeciej ćwiartki od Koziorożca do Bliźniąt. Zatem: Prawdopodobnie trzecia ćwiartka znacznie częściej składa się z odcinka składającego się z tych znaków plus ew. Raka i Lwa. Czyli: Pobyt Saturna w znakach pomiędzy Koziorożcem a Bliźniętami skutkowałby "częstszymi śmierciami", aniżeli pobyt Saturna w znakach pozostałych - gdyż ten odcinek znacznie częściej odnajdowalibyśmy w ćwiartce trzeciej. W szczególności zaś posiadacze Saturna w znakach Wagi i Skorpiona (prawdopodobnie najczęściej by wypadały w drugim domu) zwiastowałoby więcej zdrowia, ponieważ Saturn w znakach Barana i Byka znajdowałby się w hipotetycznym domu ósmym. Czy ten rodzaj mitu astrologicznego jest możliwy? Owszem, należałoby tylko udowodnić, że większa ilość osób z Saturnem w znakach szybkiego wschodzenia zwiastuje krótszą długość życia. Jeszcze inaczej: że krócej żyją ludzie, którzy mają Saturna pomiędzy znakami Koziorożca i Bliźniąt (a najlepiej pomiędzy Rybami a Baranem - największa szansa, że znajdą się w trzeciej ćwiartce) niż ludzie, którzy mają Saturna pomiędzy znakami Raka i Strzelca (a najlepiej pomiędzy Panną a Wagą - największa szansa, że nie znajdą się w trzeciej ćwiartce, tylko w pierwszej). Zważywszy na niesamowity przyrost długości życia, tego typu konstrukcje intelektualne są skazane na porażkę, ba - na klęskę: pl.wikipedia.org/wiki/Lista_pa%C5%84stw_%C5%9Bwiata_wed%C5%82ug_oczekiwanej_d%C5%82ugo%C5%9Bci_%C5%BCycia . Znacznie ciekawszym wątkiem byłoby jednak spróbować technik astrologii tradycyjnej, od wyznaczania hylegu włącznie. Odpowiedz Link
lwi2 Re: śmierć a Saturn 05.01.15, 10:50 Chodzi o tranzyt Saturna oczywiście, przez 3 ćwiartkę i tak mówi teoria astrologiczna, że jak idzie już pod górkę, a siły słabsze, to można nie podołać, czyli odejść, logiczne, na ile logiczna jest astrologia, a jest logiczna. W młodszym wieku taki tranzyt sprzyja, dodaje ambicji, a w starszym nadmiar ambicji jest szkodliwy, 3 ćwiartka jest po prostu bardzo wymagająca. To wynika z teorii, z logiki, a jak jest w praktyce to każdy sam może sobie posprawdzać na ile jest to prawda, tego nie trzeba weryfikować praktycznie, żeby uznać, że tak jest, bo jest. Ja to gdzieś czytałam, ale nie pamiętam gdzie. Lwi Odpowiedz Link
kobieta_z_saturnem Re: śmierć a Saturn 06.01.15, 15:41 Ja początkowo jak o tym przeczytałam, to uważałam to za jakąś pomyłkę wynikającą z dowolnej numeracji ćwiartek horoskopu. Bo przecież Saturn wznoszący się ku MC to okres wzmożonej aktywności i oznaka, że życie człowieka idzie ku lepszemu, że jest jakaś nadzieja na sukces. Przykładowo po okresie marazmu i bezrobocia pojawiają się oferty pracy i ożywienie towarzyskie Na horyzoncie widać nagrodę jaką jest przejście Saturna przez MC i względny spokój w IV ćwiartce. Niestety mam dostęp do niewielu godzin urodzenia osób zmarłych. Na dwa przypadki Saturn był właśnie w III ćwiartce. Obecnie ja i bliska mi osoba mamy Saturna w III ćwiartce i faktycznie muszę stwierdzić, że jest to dość nerwowy okres w życiu, pełen frustracji. Tak więc w tej teorii jest sporo logiki. Przykładowo mogą pojawić się choroby psychosomatyczne lub myśli samobójcze. Z drugiej strony patrząc, logika nakazywałaby kojarzyć śmierć z pobytem Saturna w okolicach IC i IV domu, jako symboliczny powrót do korzeni. Obrazowo rzecz ujmując, IC pokazuje jak będzie wyglądał grób człowieka. Wiele osób umiera po zakończeniu aktywności zawodowej i po powrocie do rodzinnych stron, a to wszystko kojarzy się z Saturnem na dole, a nie na górze. W każdym razie jeśli ta teoria okazałaby się prawdziwa, to byłoby to jedno z wielu narzędzi do rektyfikacji horoskopu. Odpowiedz Link
acrux_79 Antyprzykłady 06.01.15, 15:57 OK, wykorzystam losowo dane z bazy horoskopów zmarłych w ostatnich kilku latach, żeby nie było, że coś "projektuję". Różewicz: Saturn przez I ćwiartkę przeszedł, jak umarł: astrolog.org.pl/baza-horoskopow/R%C3%B3%C5%BCewicz_Tadeusz Jaruzelski: Saturn przez III: www.astrolog.org.pl/baza-horoskopow/Jaruzelski_Wojciech Jarocka: I/II ćwiartka: www.astrolog.org.pl/baza-horoskopow/Jarocka_Irena Jura: przez II ćwiartkę: astrolog.org.pl/baza-horoskopow/Jura_Tomasz Papcio Chmielewski: nie ma szans raczej, by Saturn mu przechodził w chwili śmierci przez III ćw, musiałby żyć jeszcze 11 lat, czyli przeżyć 103 lata, oczywiście życzę zdrowia: astrolog.org.pl/baza-horoskopow/Chmielewski_Henryk Mrożek, przez III: astrolog.org.pl/baza-horoskopow/Mro%C5%BCek_S%C5%82awomir Andrzej Nowicki, przez II: astrolog.org.pl/baza-horoskopow/Nowicki_Andrzej Ile było przypadków przejścia Saturna przez dom III w chwili śmierci? Dwa na siedem. Czy to czegoś dowodzi? Niczego. Czy gdyby było sto przypadków, dowodziło by tej teorii? Zapewne też nie. Bo to zła teoria była, jakby powiedział Bogusław Linda. Odpowiedz Link
kobieta_z_saturnem Re: Antyprzykłady 06.01.15, 19:47 Przy okazji wyszło, że w żadnym przypadku Saturn nie był w ćwiartce IV, co może być jakimś dalszym tropem do poszukiwania zależności. Podane przykłady dotyczą osób raczej podeszłych wiekiem. Być może dyskutowana teoria dotyczy śmierci przedwczesnej, np. do 60 roku życia. Przykładowo niedawno zmarła aktorka Anna Przybylska miała Saturna w III ćwiartce. "Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem." C.G.Jung Odpowiedz Link
aarvedui Re: Antyprzykłady 06.01.15, 20:33 zarówno przykłady, jak i antyprzykłady podawane na wyrywki są bez sensu, podobnie jak mówienie o "częstości". żeby mówić o czymś takim, czyli statystyce, trzeba właściwie sformułować problem, określić zmienne, dobrać próbę... dobrać zmienne odpowiedzialne za śmierć...ha..ha..ha... no ale załóżmy, że niech to będzie tylko Saturn. jak dobrać próbę, żeby była wiarygodna ? jakie ramy czasowe dobrać, bo przecież skąd wiemy, że Saturn w 3 ćwiartce nie działał bardziej w innych warunkach historycznych lub środowiskowych (i stąd była taka obserwacja), zaś teraz te zmienne już nie będą aktualne ? skoro Saturn winduje osobę "na szczyt" w 3 ćwiartce, to śmierć....była szczytem osiągnięć w kulturze chrześcijańskiej, zwłaszcza w średniowieczu - tzw. dobra śmierć. teraz szczytem jest sukces materialny i pozycja społeczna, na pewno nie śmierć, więc moim zdaniem, to kryterium w obecnych czasach jest całkowicie błędne. trzeba pamiętać, że astrologia współczesna jest antropocentryczna, to już nie jest przepowiadanie pogody (niezależnej od ludzi), więc próby do badań muszą być odpowiednio dobrane, zależnie od czasu i miejsca trzeba też traktować interpretację. Odpowiedz Link
acrux_79 Re: Antyprzykłady 07.01.15, 02:05 No właśnie, ale jakby napisać "SATURN PRZECHODZĄCY PRZEZ TRZECIĄ ĆWIARTKĘ NIE WYWOŁUJE ŚMIERCI", to część osób by się oburzyła, że my tam coś chowamy, przemilczamy, ukrywamy niekompetencję, itd. Albo że jesteśmy niemili. Więc: 1. nie zrobiono badań zapewne 2. ktoś napisał teorię, ale jej nie uzasadnił 3. co nie przeszkodziło, żeby ją teraz wszem i wobec powtarzać Jedyny pewnik, to że w trzeciej ćwiartce jest dom ósmy, uważany za dom śmierci. Ale dla niektórych to seks. Niech i tak będzie. Jeszcze, ze znanych: Joe Cocker: Saturn przez III Udo Jurgens: owszem, też Jack Bruce: IV Joan Rivers: przez III Macie szczęście . Badajcie więc dalej. Odpowiedz Link
lwi2 Re: Antyprzykłady 07.01.15, 11:57 To nie trzeba badać, astrologia to nie statystyka, wystarczy się zastanowić, a najlepiej przeczytać cały kontekst (niech ktoś poda źródło bo nie pamiętam) i wtedy wszystko jasne. Też choroby, wyobrazić sobie Saturna jako kamień, który mamy toczyć, czy od Descendentu do MC nie jest aby najtrudniej? I nie wywołuje tylko opisuje, no i oczywiście nie zawsze, ale zauważalnie w określonych okolicznościach, jak pojawia się problem, że gorsze rokowania. Celna uwaga, że może służyć do rektyfikacji, ale to przy chorobach przydatne, bo potem to i po co delikwentowi rektyfikacja. Mam teraz tranzyt w 1 ćwiartce, nie do pozazdroszczenia, zerowe ambicje, "kamień" leci sobie w dół, a ja za nim gonię ochoczo... ale przynajmniej daleko do 3-ciej ćwiartki. Lwi Odpowiedz Link
acrux_79 Re: Antyprzykłady 07.01.15, 14:15 Ja przejście przez I ćwiartkę znacznie bardziej sobię cenię, niż przez IV, trwa to już 1,5 roku i zmiany są znacznie większe i korzystniejsze, niż podczas paru lat wcześiej. Ale z tego tytułu, że używam więcej technik i widzę, że obecny solariusz to Słońce na MC. Co zmienia postać rzeczy i spycha na plan dalszy jedną, jedyną i propagowaną przez 95% astrologów metodę prognostyczną. Odpowiedz Link
kobieta_z_saturnem Re: Antyprzykłady 10.01.15, 16:29 lwi2 napisała: > Celna uwaga, że może służyć do rektyfikacji, ale to przy chorobach przydatne, bo potem to i po co delikwentowi rektyfikacja. Rektyfikacja może też być istotna po śmierci. Ja na przykład próbuję rektyfikować horoskopy swoich zmarłych dziadków, których godzin urodzenia nie mogę poznać z dokumentacji. A jestem ciekawa, jakimi ludźmi byli i na ile opowieści rodzinne o ich życiu odzwierciedlają ich horoskopy. Odpowiedz Link
kobieta_z_saturnem podaję źródło 11.01.15, 13:50 Ś.F. Nowicki, W. Jóźwiak: „Cykle zodiaku”, Warszawa 1991, s. 170-171. „Obserwacje każą podejrzewać, że trzecia, z punktem pik pośrodku, ćwiartka cyklu Saturna jest najtrudniejsza – dosłownie – do przeżycia. Zapewne owo natężenie losowych przygód i związanych z nimi emocji wpływa negatywnie na biologiczną równowagę organizmu – i jeśli niektórych hartuje , to wielu powala. Wydaje mi się – chociaż nie posiadam miarodajnych statystyk – że prawdopodobieństwo śmierci największe jest właśnie w tym okresie, w skali wystarczającej do tego, aby położenie Saturna w opisywanym tu układzie odniesienia na równi z innymi czynnikami uwzględniać przy próbach prognozowania czasu śmierci”. Odpowiedz Link
kobieta_z_saturnem Re: Antyprzykłady 11.01.15, 14:06 Dom ósmy to podobno nie tylko śmierć, seks, ale także pieniądze od innych ludzi. Trzy odległe dziedziny życia wrzucone do jednego worka. I którą z nich wybrać? Odpowiedz Link
princesswhitewolf Re: śmierć a Saturn 10.01.15, 22:34 > To wynika z teorii, z logiki, a jak jest w praktyce to każdy sam może sobie pos > prawdzać na ile jest to prawda, tego nie trzeba weryfikować praktycznie, żeby u > znać, że tak jest, bo jest. no wlasnie. Jesli takowa osoba ma owa 3cia cwiartke korzystnie aspektowana wobec natalnego Saturna totez cala ta teorie mozna sobie o kant d...potluc... Odpowiedz Link
lilith76 Re: śmierć a Saturn 25.01.15, 16:25 Mnie to już nie grozi O kilkunasty tygodni Saturna mam w IV ćwiartce. Gdy był w VIII domu, w ciągu dwunastu miesięcy - straciłam ciążę, zmarła nagle moja matka, nie mogłam ponownie zajść w ciążę, wpadłam w depresję i rozpadł się mój związek. Ale pamiętam jego tranzyty przez główne linie, które dawały mi jedne z najfajniejszych miesięcy życia. Sam Saturn tak życia nie przeora Odpowiedz Link
ksieznapodolska33 Re: śmierć a Saturn 27.01.15, 23:30 To przeokropne, co piszesz, Lilith. Właśnie teraz mam Saturna w 8 domu. Na razie cisza (w trwałym kryzysie), swoje już przeszłam gdy Saturn przechodził przez punkt pik (? środek III ćwiartki), i Słońce w 7 domu. Koszmar, nie dziwię się, że ludzie wysiadają przy Saturnie w III ćwiartce Odpowiedz Link
lilith76 Re: śmierć a Saturn 28.01.15, 09:50 Ale on aspektował moje inne planety - Wenus i potem Merkurego (opozycja), a jednocześnie Jowisz przechodził przez mój XII dom, Asc, a potem I dom (to przydaje się do innego wątku). Dla pocieszenia - kolejny rok okazał się jednym z najmocniejszych w moim życiu (finansowo, macierzyńsko). Zaś obawy co do koniunkcji tranzytującego Urana ze Słońcem w kosmogramie okazały się w moim przypadku niepotrzebne - to by czas mocy i hartu ducha w trudnej sytuacji. Nie wiadomo nigdy, czy trudny aspekt nie okaże się właśnie dobrą kartą przetargową. Mam nadzieję, że coś się zmieni, bo wszystkie decyzje zawodowe jakie podejmowałam w ciągu ostatnich 3-4 lat okazały się błędne. Saturn jest już w IV ćwiartce. Odpowiedz Link
annapolna Re: śmierć a Saturn 11.05.15, 15:53 Pytanie : Saturn na ASC a uczucie przemijania /śmierci, smutku, przeczucia że coś złego się stanie Saturn kręci mi się pomiedzy koniukcją do ASC w końcówce Skorpiona a kwadratem do MErkurego w Pannie. Nawet nie myślałam, że będę tak trudno znosić. Wydawało mi się, że wszystko tkwi w głowie i po prostu nie trzeba się nastawiać negatywnie ani projektować sobie czarnych myśli. Dlatego na siłę robie wszystko, żeby tylko nie poddawać się tym dołującym nastrojom. Nie umiem sobie poradzić z tym smutkiem..Wszędzie widzę przemijanie i śmierć. Nachodzą mnie ciągle wspomnienia z przeszłosći będące niczym pożegnanie. Potrafię w każdej minucie się rozpłakać, wzruszam się zwłaszcza patrząc na straszych ludzi Psychicznie "rozstaje" sie z rodziną....z otoczeniem...ze światem ... Lęk przed śmiercią wraz z równoczesną fascynajcą tym zjawiskiem - zakrawa to już o obsesję... Nieee, nie zrobię sobie nic złego ! To nie o to chodzi ! Natomiast mam dziwne przeczucia że to jest całkiem niedaleko, nie wiem czy do mnei czy do kogoś bliskiego Pocieszcie mnie, ze to tylko myśli....ze to tylko projekcje ... Gdyby teraz tfu tfu przyszła jakaś choroba odpukac, to nawet nie mam krzty zapału i chęci do walki.. po co i dla kogo ? zmeczyło mnie juz to życie Gaśnie we mnie ogień, witalność i żywiołowość, którą umiałam zarażać ludzi .. wszsytko wydaje się tak beznadziejne i bezcelowe, żyję sobie no bo co mi szkodzi ? nawet pisanie tego posta jest durne tak naprawdę - czemu włąściwie ma on służyć ? To nawet nie depresja w sensie choroby itp. Pracuję, uśmiecham się na siłę nawet, staram się codzinnie uprawiać aktywnosć fizyczną i dotleniać itp. - wiem, ze nie wolno ubijać coraz większego dołka pod sobą, trzeba walczyć z nadchodzącą depresją jakiś taki masakryczny kryzys wewnętrzny i nie umiem sobie z nim poradzić Czyżby to było takie matematycznie proste do przewidzenia że akurat zdarza sie na tym tranzycie ? Dodam, że tranzyty Saturna znoszę fatalnie .. A astrologią interesuję sie niedawno, niewiele wiem jeszcze - wiec przecież nie ma takiej możłiwosći ze majac te tranzyty kilka lat temu mogłam się nakręcać czy negatywnie nastawiać...bo nie miałąm o tym zielonego pojecia Stwierdzam suche fakty jak było i jak sie czułam. Pewnie powinnam zrobić jakieś radykalne zmiany w zyciu; ale na nic nie mam siły, wszystko mnie przeraża i zasmuca.. Klasyka gatunku - czuję się beznadziejna, nic nie warta, słaba i skazana od zawsze na porażkę Kładąc się spać myślę, że układam sie do wiecznego snu. No paranoja jakaś co się ze mną dzieje ?? a teraz puszczam ten post w eter, musiałam się tym podzielić ... PS. Saturn natalnie w domu 9, w koniukcji z Wenus w Lwie w kwadracie do ASC w Skorpionie. Odpowiedz Link
tamara401 Re: śmierć a Saturn 11.05.15, 17:07 tak się składa,że mam podobny układ w tym roku Saturn własnie opuścił kwadrat do Merkurego w Pannie/wł.Asc/ a w solariuszu na ubiegły rok Saturn "siedział" dokładnie na Asc solarnym.Cóż wiele z tego co piszesz odczuwam podobnie.Nie można pominąć faktu że Neptun tworzy opozycje do tego układu nawet gdy nie ma już orby do Merkurego to gdzieś tam echa neptunicznej tęsknoty za kompletnością się jeszcze odczuwa.Staram się z tego tranzytu wyciągnąć ile się da przede wszystkim poprzez akceptacje rzeczywistości.Świat nie jest tylko świetlany i naładowany energią i radością Lwa Świat to także mroki znaku Skorpiona.Chcieć by było inaczej to tak jakby człowiek chciał czegoś nierealnego.Ból i cierpienie należą tak samo do życia jak radość i optymizm.Nie bez znaczenia jest fakt, że Saturn w IX domu ma wiele wspólnego z Jowiszem zatem zestawienie tych dwóch zasad nijako na dzień dobry może tłumić spontaniczność, radość i wiarę w przyszłość.Ucieczka od czarnych myśli niewiele da.Może spróbuj utworzyć diadę Ja i Moje Myśli i pokusić się o kooperacje między nimi. Może nawet przelać to na papier/czy to w formie obrazu czy tekstu/ ważne jest by Ja spojrzało na swe myśli jak na przedmiot z którym można pracować a nie pozostawało podmiotem który się z nimi identyfikuje.Nie wiem w jakim stopniu masz Saturna i czy tranzytujący Jowisz miał już okazję uwolnić część a może wszystko z tego co przez lata "połknął" Saturn.Gorąco zachęcam aby szukać w tym tranzycie optymizmu mimo tego iż jego skutki są tak przykre i męczące.Depresja nie jest w moim mniemaniu czymś za karę czy czymś na wieki to uroda psychiki jest jak wentyl bezpieczeństwa,który czuwa nad tym abyśmy nie popadli w skrajną jednostronność.Skoro panujesz nad rzeczywistością/jak piszesz praca,aktywność fiz. itp./to znaczy że nie jest tak źle.Spójrz tej Czerni swych myśli głęboko w oczy i zaakceptuj to co niosą/w sensie niepersonalnym/Wszelkie lęki i czarne wizje to tylko Twoje myśli snuć przypuszczenia ,że to przeczucia- jest nadużyciem interpretacji tego tranzytu. Odpowiedz Link
lwi2 Re: śmierć a Saturn 11.05.15, 17:17 Poczytaj sobie o tranzytach Saturna, np. u Wojciecha Jóźwiaka, co się dzieje, jak mija Ascendent. To szczególny moment jest bo zostawia się "najlepszą" ćwiartkę, w której nam najlepiej szło, już z góry, ale w pełni sił, a wejście do I ćwiartki to znowu inna sytuacja, rozpoczyna się "dołowanie". I to dołowanie jest naturalne, nie walczyć z nim, tylko się do niego dostosować. I na pewno nie radykalne zmiany! Poczytaj u Jóźwiaka. Po prostu bardziej patrz w dół niż w górę, w jakiś "dół". Pewnie masz i inne wskaźniki w horoskopie, że tak ciężko to znosisz (zobacz szczególnie Lilith w jakim stopniu i którego znaku się znajduje). Jak mi Saturn przechodził przez Asc. to miałam taką zabawną dość sytuację, że jakby kamieniem mnie przywaliło i nie miałam siły wstać z łóżka i to nie był mój wymysł, chociaż już znałam astrologię i teorię nt. tranzytów Saturna. Zabawne było to, że nie poszłam oczywiście do lekarza i nie kazałam takiego do mnie wołać, bo wiedziałam, że mi minie. Jacyś goście wtedy u mnie byli i naprawdę było zabawnie w pewien sposób, mało pamiętam, ale pewnie gdzieś to zapisałam sobie. Ogólnie trzeba znaleźć sobie zainteresowanie stosowne do takiego tranzytu, one mogą być różne, jak myślisz o śmierci za wiele to zajmij się genealogią, na przykład. W ogóle trzeba się zająć czymś bardziej "dołującym", znam kogoś kto sam z siebie w takicm czasie zmienił pracę na .. trudniejszą, bardziej monotonną, mniej radosną i żadnej depresji nie przechodził z tym związanej, bo szedł z Saturnem jakby, a nie przeciw niemu. Lwi Odpowiedz Link
princesswhitewolf Re: śmierć a Saturn 11.05.15, 21:53 ja bym sie cwiartkami mniej przejmowala a bardziej aspektami do natalnego Saturna... Odpowiedz Link
labrom Re: śmierć a Saturn 12.05.15, 18:44 princesswhitewolf napisała: > ja bym sie cwiartkami mniej przejmowala a bardziej aspektami do natalnego Satur > na... Otóż to. Saturn to stary dziadyga, zawsze dopiec w zyciu potrafi Odpowiedz Link
corami.5 Re: śmierć a Saturn 17.05.15, 23:37 Tak ja mam pozamiatane saturn w opozycji do słońca i w kwadracie do księżyca w natalnym. Nawet nic dodac się już nie chce. Odpowiedz Link
tina544 Re: śmierć a Saturn 11.05.15, 20:44 Jeśli masz Merkurego w pierwszym dekanacie Panny, to teraz Neptun jest do niego w opozycji i w tym doszukiwałabym się bardziej przyczyn totalnego zniechęcenia, złych przeczuć i myśli o śmierci. Popatrz też na inne tranzyty Neptuna/ na przyklad do Księżyca/ i jego pozycję w horoskopie. Odpowiedz Link
annapolna Re: śmierć a Saturn 12.05.15, 15:40 Dziękuję, tak właśnie jest jak piszecie.. Tyle chciałabym napisać, ale nie umiem jakoś zebrać myśli w sensowną całość. Ta umysłowa ociężałość ostanio to też Saturn Odpowiedz Link
rennifer_lopez Re: śmierć a Saturn 13.05.15, 23:12 Przeczytałam Twój poprzedni wpis i pod wieloma rzeczami spokojnie mogę się podpisać - mam ascendent w Skorpionie i pierwsze przejście Saturna przez niego też wiązało się u mnie z czarnowidztwem, a konkretnie wymysłami przeradzającymi się w obsesję że coś stanie się mnie lub moim bliskim. Nie miałam wtedy żadnego istotnego aspektu Merkurego, Saturn trochę wcześniej tworzył kwadrat z natalną Wenus. Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie te przeczucia dotyczyły zarówno wydarzeń, które miały jakąś szansę stać się realne np. zamartwiałam się że umrze mój ojciec (choruje) i takie, które zaliczam do gatunku "chyba mi kompletnie odbiło" np. zabolało mnie coś w brzuchu - to na pewno jakiś rak, coś dziwnie stuka w windzie - spadnę, na pewno spadnę, liny się urwą i zginę. Szło to etapami: wymysły - próby ich opanowania (bez większych rezultatów) - złość że mi się nie udaje. Chyba najgorsze z tego wszystkiego były nawet nie te wyobrażenia śmierci czy zbliżających się katastrof, co raczej świadomość, że nie udaje mi się tego opanować. Zwykle jest tak, że automatycznie wynajduję pozytywne strony życia/wydarzeń/osób, jest to coś, z czego czasem nabija się dwójka moich przyjaciół (ja nabijam się z ich czarnowidztwa). Nie mogłam tego przeboleć, że nachodzą mnie te wszystkie myśli, wiedziałam zaraz po tym jak przychodziły mi do głowy, że są idiotyczne, ale i tak było to silniejsze ode mnie. Tak jakby jakaś malutka część mnie żyła swoim życiem ale nie takim, które by mi pasowało. Zjawisko ustąpiło jak tylko Saturn wszedł trochę dalej do pierwszego domu, kolejne dwa jego przejścia przez ascendent nie przyniosły powrotu do czarnych myśli, ale może dlatego, że podczas pobytu Saturna w tym domu byłam zawalona pracą i obowiązkami w stopniu jakiego wcześniej nie doświadczyłam. Dodam, że chociaż Saturn w moim horoskopie natalnym jest nieciekawie położony i z dużych aspektów tworzy tylko dwie kwadratury w tym jedną ścisłą, to był to dopiero drugi tranzyt tej planety w moim życiu, który początkowo odebrałam negatywnie, a i tak był o wiele lepszy od pierwszego, bo wtedy to miałam jazdy...Na pocieszenie, z perspektywy osoby, której Saturn przeszedł przez pierwszy dom i kręci się teraz koło wierzchołka drugiego przyznaję, że mimo nieciekawego wejścia do pierwszego domu, ogólnie pobyt Saturna w nim wspominam jako udany czas w moim życiu. Działo się sporo i trochę rzeczy musiałam zmienić ale za to wygląda że są to zmiany trwałe, co mnie cieszy, bo kilka rzeczy chciałam pozmieniać już dawno i zawsze wracałam do starych nawyków, a tu w końcu się udało. Mam nadzieję że Ty też za jakiś czas stwierdzisz, że idzie ku lepszemu I chętnie poczytam czy coś się zmieniło i jak odbierasz dalszy pobyt Saturna w pierwszym domu. Odpowiedz Link
corami.5 Re: śmierć a Saturn 17.05.15, 16:45 Kiedy saturn przechodził przez mój descendent właściwie utworzył dokładną koniunkcje, spotkałam miłość która bardzo zawazyła na moim życiu, przekręciła je do góry nogami właściwie do tej pory jakos się na nim odbija. Były tez jakieś plany matrymonialne. Ale jednocześnie saturn robił koniunkcje równiez do mojego księzyca no i pluton był w koniunkcji z wenus, a to potężna planeta. Ogólnie to był bardzo dobry okres w moim zyciu. Natomiast kiedy saturn przechodził przez MC to przejście jest jakby lekcją dla człowieka to była dla mnie masakra widocznie lekcji udzielanej nie zaliczyłam. Odpowiedz Link
labrom Re: śmierć a Saturn 17.05.15, 17:16 corami.5 napisała: > Kiedy saturn przechodził przez mój descendent właściwie utworzył dokładną koniu > nkcje, spotkałam miłość która bardzo zawazyła na moim życiu, przekręciła je do > góry nogami właściwie do tej pory jakos się na nim odbija. Były tez jakieś plan > y matrymonialne. Ale jednocześnie saturn robił koniunkcje równiez do mojego ksi > ęzyca no i pluton był w koniunkcji z wenus, a to potężna planeta. Ogólnie to by > ł bardzo dobry okres w moim zyciu. Natomiast kiedy saturn przechodził przez MC > to przejście jest jakby lekcją dla człowieka to była dla mnie masakra widocznie > lekcji udzielanej nie zaliczyłam. Bardzo ciekawy tranzyt opisalas. Abstrahując juz od h.natalnego, powinnas zwrocic uwagę jakie aspekty Ci robił tenże Saturn i Pluton w tranzytach, pomijając juz, te koniunkcje do DSC, Ksiezyca i Wenus. Wygląda na to, że Pluton spełnił swoją rolę i przewartosciował Twoje życie, zanim Saturn zdązyl schłodzic emocje. Odpowiedz Link
corami.5 Re: śmierć a Saturn 17.05.15, 18:18 Ha tylko że saturn nigdy tych emocji nie schłodził więc rozstawanie sie z tym człowiekiem było bardzo ciężkie dla mnie chociaz on rozstawać się nie chciał. Ale wtedy uwazałam że nie mam wyjścia za bardzo mi dopiekł mściwie, podejrzliwie bezwzglednie potrafił się zachowywać. Może nie dziwne -ur.7.11.1974 godz 8rano. Ale ten chłód emocjonalny był zaraz na początku z mojej strony. Pierwsze wrażenie - nie zainteresował mnie. W noc walpurgii poznaliśmy się. Po kilku godzinach znajomosci chłod się skończył i powstały emocje bardzo silne. Wtedy jeszcze tranzytujący pluton wszedł oprócz wenus w koniunkcje z moim merkurym i w opozycje z MC. Saturn juz w nic nie wchodził. Tylko koniunkcja księzyc desc i opozycja z asc. Z ciekawszych jowisz w trygonie 0 z księzycem i sekstyl na asc. Odpowiedz Link
labrom Re: śmierć a Saturn 17.05.15, 22:28 orami.5 napisała: > Ha tylko że saturn nigdy tych emocji nie schłodził więc rozstawanie sie z tym > człowiekiem było bardzo ciężkie dla mnie chociaz on rozstawać się nie chciał. A > le wtedy uwazałam że nie mam wyjścia za bardzo mi dopiekł mściwie, podejrzliwie > bezwzglednie potrafił się zachowywać. Może nie dziwne -ur.7.11.1974 godz 8rano > . Ale ten chłód emocjonalny był zaraz na początku z mojej strony. Pierwsze wra > żenie - nie zainteresował mnie. W noc walpurgii poznaliśmy się. Po kilku godz > inach znajomosci chłod się skończył i powstały emocje bardzo silne. Wtedy jeszc > ze tranzytujący pluton wszedł oprócz wenus w koniunkcje z moim merkurym i w opo > zycje z MC. Saturn juz w nic nie wchodził. Tylko koniunkcja księzyc desc i opo > zycja z asc. Z ciekawszych jowisz w trygonie 0 z księzycem i sekstyl na asc. Pluton jest najwolniejszą planetą przemierzającą zodiak, wiec nie ma znaczenia jak piszesz w "noc Walpurgii". W tę noc pewnie mial znaczenie tranzyt Jowisza na Twoj Ksiezyc i jakies inne szybciej biegające planetki Odpowiedz Link
corami.5 Re: śmierć a Saturn 17.05.15, 23:01 Wiem wiem tak dodałam noc Walpurgii jako ciekawostke, wtedy nawet nie wiedziałam że jest to pogańskie święto, jakiekolwiek swięto a nic zdrożnego nie zaszło wówczas oprócz obudzenia b. dużych uczuć i emocji(miałam 21lat skończone i dopiero wtedy pierwszy raz sie zakochałam wcześniej moje kontakty z kolezankami zakochanymi zawieszały się kiedy one przeżywały swoje miłości bo ja nie potrafiłam wczuć się w temat. bardziej mnie interesowało omawianie prozy np.Cortazara czy łazenie na kółka filozoficzne),nawet chciał mnie wsadzić w taxi i wysłać do domu bo nie interesowałam się nim. Odpowiedz Link
corami.5 Re: śmierć a Saturn 17.05.15, 23:28 Ale może to ten pluton siedzący mi na wenus i zarazem temu Skorpionowi siedzący na ascendencie (koniunkcja) powodował że nie mogliśmy rozerwać tych więzów latami chciaż było potem ciężko i beznadziejnie. Nie znam się na tym za dobrze ale czy pluton nie daje obsesji czy takiego uzaleznienia związania? Bo chyba nie saturn. Odpowiedz Link
corami.5 Re: śmierć a Saturn 17.05.15, 23:29 Jak spiewała kiedyś Renata Przemyk ,,nie potrzebna wcale mi taka miłość do krwi...'' Odpowiedz Link
lilith76 Re: śmierć a Saturn 19.05.15, 10:58 Kiedy Saturn tranzytował moje linie zakochiwałam się toksycznie. Taki upór emocjonalny bez sensu. Z wyjątkiem ostatniego tranzytu, gdzie zostało mi to oszczędzone. Jest coś takiego jak "związek saturniczny" - wpada się w niego właśnie przy takim tranzytach. Zaślepienie, bo trzeba, bo szybko, bo nikogo innego nie ma, niczym bohater "Głupiego i głupszego" goniący przez cały kraj za ukochaną. A gdy tranzyt schodzi zostaje się w niewygodnym związku, nie potrafiąc z niego wyplątać. Oczywiście to nie fatum, ale ryzyko wpadnięcia w taką relację. Mam nadzieję, że będę o tym pamiętać jak mi koleś wejdzie na ascedent Jak nie można kogoś pozbyć się z horoskopu, to trzeba się z nim zaprzyjaźnić Odpowiedz Link
labrom Re: śmierć a Saturn 20.05.15, 18:40 corami.5 napisała: > Jak spiewała kiedyś Renata Przemyk ,,nie potrzebna wcale mi taka miłość do krwi > ...' Podejrzewam, że Renata Przemyk miala jakąś planete osobistą w znaku wodnym. Dlatego tak bardzo "treściwe" są jej piosenki. Lubię jej twórczosc. Nie widzialam jej horoskopu. Odpowiedz Link
corami.5 Re: śmierć a Saturn 20.05.15, 23:56 Tylko marsa w rybach a tak to powietrzna kobieta, wodnik. Odpowiedz Link
labrom Re: śmierć a Saturn 21.05.15, 13:25 corami.5 napisała: > Tylko marsa w rybach a tak to powietrzna kobieta, wodnik. Niekoniecznie. Może miec osie w zywiole Wody, albo obstawione tak domy. Odpowiedz Link
lilith76 Re: śmierć a Saturn 21.05.15, 09:46 Nie będę się upierać, ale autorką większości tekstów Renaty Przemyk jest Anna Saraniecka. Ale podejrzewam, że obie mają podobną wrażliwość. Odpowiedz Link
corami.5 Re: śmierć a Saturn 21.05.15, 16:50 Sprawdziłam teraz tak A. Saraniecka teksty pisała- nie wiem czy wszystkie. Bardzo emocjonalne to wszystko muzyka teksty, wykonanie. Wiem banał napisałam. Pamiętam jak ryczałam jak bóbr przy piosence ,,Ten taniec''. Nie dziwne takie nagromadzenie wody w moim horoskopie utudnia mi życie i wywołuje takie reakcje. Odpowiedz Link
labrom Re: śmierć a Saturn 20.05.15, 18:37 corami.5 napisała: > Ale może to ten pluton siedzący mi na wenus i zarazem temu Skorpionowi siedzący > na ascendencie (koniunkcja) powodował że nie mogliśmy rozerwać tych więzów lat > ami chciaż było potem ciężko i beznadziejnie. Nie znam się na tym za dobrze ale > czy pluton nie daje obsesji czy takiego uzaleznienia związania? Bo chyba nie saturn Saturn chłodzi, oziębia relacje miedzyludzkie, traktuje emocje ludzkie zdrowo-rozsądkowo. Pluton rozwala, albo scala, bez względu na koszty (pisząc doslownie) Obsesyjność moze sie dać odczuć. To prawda. To w ogole przywilej trygonu znakow wodnych (Rak, Skorpion i Ryby) Będę trwać ,dopóki sie nie zatrace w tych emocjach i poczuje chaos. Odpowiedz Link