Dodaj do ulubionych

Czy ta wiedza jest mi potrzebna??

15.02.05, 13:30
Witajcie. Jestem pączątkującym miłośnikiem astrologii(co zresztą wiecie)
Wiedza ta wciągnęła mnie niesłychanie, ale też przeraziła. Jestem po lekturze
Vademekum astrologii K. Konaszewskiej a wczoraj zgłębiłam dokładnie wykład p.
A. Wesołowskiego umieszczony na stronach internetu. Niezwykle wszystko
fascynujące ale i ogromnie przerażające. Autorzy w tak konkretny sposób
interpretują aspekty, połozenie domów itd..... A mianowicie np. przyczyna
śmierci - położenie władcy 8 domu. ( wytyczne pana A. Wesołowskiego) Patrzę
na horoskopy ur. swój i moich bliskich i odczytuję: ja w szpitalu (12 d),
moja przyjaciółka w trakcie uprawiania jakiegoś sportu,jakiejś pzryjemności
(5 d), mój przyjaciel - napad na tle rabunkowym (2 d). Boże !!! Czy ja
naprawdę chcę to wiedzieć. Czy ja naprawdę chcę znać swoją i moich bliskich
przyszłość. Bardzo interesuje mnie wasze zdanie na ten temat.Przecież z
horoskopu można odczytać wszystko, całe życie...żony, mężów, wypadki,
choroby, nie tylko charakter danej osoby. Czy z taką wiedzą bedzie nam lżej??
Myślę, że raczej nie. Ja chcę miec nadzieję na lepsze jutro, na miłość, na
szczęście. A astrologia odbiera mi po trochu tej nadzieji. Więrzę w
przeznaczenie, ale też chcę wierzyć, ze moim przeznaczeniem jest byc
szczęśliwą.
Pozdrawia. Beata
Obserwuj wątek
    • pjopaw Im dalej w las... 15.02.05, 14:03
      Wiesz co - trochę to jest tak, że im dalej w las, tym więcej drzew. Oczywiście
      to, o czym wspomniałaś cytując śp. pana Wesołowskiego można tak interpretować
      (choć nie każdy astrolog się z tym zgodzi, to pewne) to i tak trzeba by wziąc
      dodatkowe elementy pod uwagę: aspekty władcy ósmego domu, dyspoyztora władcy
      ósmego domu i jego położenie i aspekty. W każdym razie nigdy bym nis sformułował
      takich twierdzeń jak Ty na tej jednej podstawie. I raczej w ogóle nie
      fomułowałbym ich głośno, bo mogę się mylić, nie uwzględnić czegoś - bo przecież
      śmierć to nie tylko VIII dom ale i IV oraz XII... Chcę powiedzieć, że im
      bardziej zgłębiasz dane zagadnienie tym mniej oczywiste i proste okazuje się to
      być. Na kategoryczne sądy może sobie pozwolić albo kompletny dyletant albo
      mistrz, choć doprawdy trudno stwierdzić, kto nim jest... dla mnie żaden z
      astrologów, których poznałem nie jest nim do końca, ale to moje zdanie.

      Weź też pod uwagę, że to, co masz w Internecie to są zapiski "na gorąco" z
      wykładów Wesołowskiego, mogą zawierać skróty myślowe nigdzie nie objaśnione, bo
      i nie miał kto tego robić. To zostało przeklepane w wersję elektroniczną wiele
      lat po śmierci Wesołowskiego, z zapisek jego uczennicy, do których raczej nie
      miał on wglądu.

      Pytanie po co Ci ta wiedza to już osobna historia. Musisz na to odpowiedzieć
      sobie sama. Ona jest tylko narzędziem i to narzędziem dość delikatnym i
      niebezpiecznym, choć w umiejętnych rękach może Ci pomóc do tego szczęścia, o
      które Ci chodzi się przyczynić. Ale to Ty musisz w swoim sumieniu i sercu to
      rozważyć i podjąć decyzję.
    • cytryna76 Re: Czy ta wiedza jest mi potrzebna?? 15.02.05, 14:03
      Ręce opadają!!! Zajrzyj do wątku "wartość negatywnych aspektów jowisza i
      saturna" kilka postów niżej i poszukaj moich (i nie tylko) komentarzy na temat
      sensu i skutków czytania książek Pronaya , pani Konaszewskiej i innych
      podobnych tekstów, dla mnie rodem z wczesnego średniowiecza.

      I jeszcze jedno. Jesli ktoś z astrologów twierdzi, że w horoskopu można
      wyczytać absolutnie wszystko, i to w dodatku takze na temat krewnych i bliskich
      własciciela horoskopu, to albo nie rozumie, o czym mówi , albo znacznie
      przecenia swe możliwosci. A co z wolną wolą człowieka??? Jesteśmy jakimiś
      bezwolnymi marionetkami, czy co?

      Przepraszam za ostry ton, ale starsznie denerwuje mnie to, ze książki po które
      sięgnęłaś trafiają do nieświadomych (bo początkujacych) czytelników, szerząc
      tylko panikę i katastrofalne wizje i na pewno nie przyczyniajac się do rozwoju
      atsrologii.
      Jest taka mądra sentencja; "gwiazdy sklaniaja, ale nie zmuszają, a mędrcy
      rządzą gwiazdami". Ot, co!
      • potrek Re: Czy ta wiedza jest mi potrzebna?? 15.02.05, 15:20
        Cytryna 76 napisała :

        I jeszcze jedno. Jesli ktoś z astrologów twierdzi, że w horoskopu można
        > wyczytać absolutnie wszystko, i to w dodatku takze na temat krewnych i
        bliskich
        >
        > własciciela horoskopu, to albo nie rozumie, o czym mówi , albo znacznie
        > przecenia swe możliwosci.

        może przeceniam swoje możliwości ale uważam że z Radixu mozna takie informacje
        otrzymać. Guru Polskiej Astrologii Pana Wesołoskiego bardzo cenie.
        Ale po pierwsze jego wykłady nie są dle osób z praktyką jednego roku ale co
        najmniej siedmio letnią.
        Poniewarz uwarzam że Astrologiia jest wiedzą dla bardzo ścisłego grona
        pasjonatów jak nie obrazjąc innych- Fanatyków. To trzeba do zgłębioania tej
        królewskej wiedzy dużo pokory by móc oceniać wiedze tych co są jej pasjonatami
        od lat 30 czy 50 lat jak L.Szuman ,Robert Walter,J.
        Sar,L.Zawadzki,L.Weress,Justyna .Reinert, Artur.Świech,Jarosław Gornert a
        wymieniłem tylko czołówke Polskiej Astrologii o zagranicznej nie wspominając smile


        Dalej Pani Cytryna pisze:
        Jest taka mądra sentencja; "gwiazdy sklaniaja, ale nie zmuszają, a mędrcy
        > rządzą gwiazdami". Ot, co!

        Tylko ta senetncje jest dla Cesarza i Króla którzy z widzy astrologicznej
        korzystalii oraz Bogów bo nimi nikt nie rządzi smile

        Dam ci konkrektny przykład Cyrulika astrologa . Co z tego że wiem że Saturn w
        miesiącu maju
        zrobi mi nieharmonijne aspety do mojego radix i będę musiał wiecej pracować by
        to samo zarabiać. Nie jestem Prezydentem w Polsce by ustawe o WAT 22% za usługi
        móc za WETOWAĆ smile
        I jakie jest teraz Cytryno 76 spojrzenie odnośnie cytatu tak bardzo mądrego-


        Jest taka mądra sentencja; "gwiazdy sklaniaja, ale nie zmuszają, a mędrcy
        > rządzą gwiazdami". Ot, co!

        Tu jest niestety mus !!!! a nie skłanianie i mimo mej astro
        mądrości smile smile smile:0 na wiele mi to się nie zda smile)))))

        Chyba że przejde na żebry albo prostytucje bo o od tego podatku w UE nie
        pobierają smile Poza Holandią smilei Daniąsmilesmile


        Po Wielkim Wybuchu nie ma ciszy,
        jest harmonia,
        Wybuchu Harmonicznego.
        Tylko wiekszość tego nie chce widzieć
        i za akceptować że jest to proces dynamiczny sad
        Piotr Alexander Rydlewski
        • cytryna76 Re: Czy ta wiedza jest mi potrzebna?? 15.02.05, 15:45
          > Chyba że przejde na żebry albo prostytucje bo o od tego podatku w UE nie
          > pobierają smile Poza Holandią smilei Daniąsmilesmile

          A więc jednak masz wybór!
          Oczywiscie zgadzam się, że wiele zdarzeń wynikajacych z tranzytów jest trudnych
          do uniknięcia i doswiadczyłam tego na własnej skórze. Według mnie nie wolno
          jednak uprawiać ślepego determinizmu, bo potem ma sie schizy takie jak na
          rpzykład nieubliżając nikomu załozycielka wątku. W przytoczonej przeze mnie
          sentencji chodzi włąsnie o to, by nie straszyć nikogo wygłaszaniem
          niepodważalnych wyroków co do przyszłosci, bo chyba nie o to chodzi w
          astrologii.
          > może przeceniam swoje możliwości ale ...
          moim zdaniem troszkę tak,a le zaraz potem piszesz o koniecznej pokorze. I o to
          chodzi.
          Z polskich astrologów najbardziej cenię Wojciecha Jóźwiaka, własnie za wielką
          pokorę i podejscie do astrologii, które , znów tylko moim zdaniem, "trzyma się
          kupy". To on napisał kiedyś na przykład, ze astrolog "patrzy na horoskop przez
          lekko zaciemnioną szybę. Coś widzi, ale na pewno nie wszystko" . I ja się z nim
          zgadzam, bo dotychczas nikt nie przekonał mnie, ze się mylę
          • beatka38 Re: Czy ta wiedza jest mi potrzebna?? 15.02.05, 16:10
            Nie mam schizy. Poprostu mam wątpliwości, czy z tak w końcu tajemną wiedzą
            bedzie mi lżej, mam wątpliwości bo jestem osoba myślącą, czującą i wrażliwą.
            Cytryno76 to po jakie ksiązki ma sięgnąć początkujący?. W recenzji ksiązki K.
            Konaszewskiej jest zapis, ze właśnie ona jest dla takowych.
            Beata
            • cytryna76 Re: Czy ta wiedza jest mi potrzebna?? 15.02.05, 16:26
              Przepraszam, w żadnym wypadku nie chiałam Cię urazić, to słowo wydało mi się
              jedynie adekwatne, do opisu stanu emocjonalnego po lekturze takich książek.

              Zadałas trudne pytanie. Swoje rady dla początkujących przedstawiłam już w innym
              wątku - poszukaj, było to tydzien, dwa temu.
              Moim zdaniem nalezy zacząć od gruntownego poznania rzetelnej charakterystyki
              znaków zodiaku. I znów nie, uchowaj Boże, Konaszewska, tylko na przykład
              Szuman, a potem moze ambitna pozycja Weresa "Homo Zodiacus". Do poznania
              astrologicznego alefabetu zaproponowałabym pracę Leszka Weresa i Rafała
              Prinke "mandala życia", choc ja zaczynałam od od pracy pani Malinowskiej, lecz
              wątpie, by dziś była gdziekowliek dostępna. Potem polecam prace Arroyo: przede
              wszystkim "Astrologia i psychologia" (zwłaszcza II częśc ksiązki), "Podrecznik
              interperetacji astrologicznej" (Dla mnie rewelacja!!!). Pzoostałe pozycja tego
              autora sa raczej dlazaawansowanych. EwentualniE Tracy Marks "Sztuka
              interpretacji kosmogramu". ostatnio ukazała się bardoz dobra książka "Klucze do
              astrologii". Do kupienia w księgarniach, polecam. gdy po nią sięgniesz,
              zrozumiesz, na czym polega róznica miedzy tym podejsciem a podejsciem
              Konaszewskiej.
              W ogole przeczytaj wątek "wartość negatywnych aspektów jowisza i saturna". Tam
              wyjasniam, do jakiej kategorii według mnie nalezy Konaszewska czy Pronay.
              Oczywiscie z tymi pozycjami zetknie się prędzej czy później kazdy astrolog,
              lecz trzeba miec już nieco wiedzy astrologicznej w głowie, by umieć ocenić ich
              wartośc i nabrac koniecznego dystansu.
            • j.wojak WH Zylbertal napisał nowoczesny podręcznik 16.02.05, 08:57
              Włodzimierz H. Zylbertal "Kosmiczne źródła jaźni"- książka pomyślnana właśnie
              jako podręcznik. Nowsza wersja nazywa się "Kosmiczny dar tożsamości".
              pozdro
              Jacek
          • potrek Re: Czy ta wiedza jest mi potrzebna?? 15.02.05, 16:39
            cytryna76 napisała:

            Z polskich astrologów najbardziej cenię Wojciecha Jóźwiaka, własnie za wielką
            > pokorę i podejscie do astrologii, które , znów tylko moim zdaniem, "trzyma
            się
            > kupy". To on napisał kiedyś na przykład, ze astrolog "patrzy na horoskop przez
            >
            > lekko zaciemnioną szybę. Coś widzi, ale na pewno nie wszystko" . I ja się z
            nim
            >
            > zgadzam, bo dotychczas nikt nie przekonał mnie, ze się mylę


            WJ też bardzo cennie i gdyby nie on nie zajoł bym sie może astro smile
            Ale ostatni mi podapdł smilesmilesmile\
            Za określenie -Junktra Bo jak by to nie pisać to dwady i dwadasansy astro
            hinduskej a nie jego sad Pod nową nazwą germanską-słowiańską smilesmilesmile

            Cytryna 78 napisała :
            To on napisał kiedyś na przykład, ze astrolog "patrzy na horoskop przez
            >
            > lekko zaciemnioną szybę. Coś widzi, ale na pewno nie wszystko" .

            Dobry astrolog widzi 3/4. A napewno nie wszystko i tu się z tobą z zgadzam smile

            Powiem ci że Artystów jest mało. Jestem Fryzjerem artyst i z mojego punktu
            widzenia>
            Mistrz i Artysta wie wszystko ! W Polsce może jest takich osób z 10 smileJak
            kompozycje Fruzury zgodnie z harmonią ułożyć. Astrologia jest moją pasją
            dopiero od 7 lat. A fryzjerstwo od lat 23 i wiem że można dojść do perfecji bez
            względu czy to jest czesanie włosów czy patrzenie na kółka.W miare swej
            praktyki ta szyba staje się bardziej jasna .Ale do tego cały czas potrzebna
            jest pokora i doświadczenie swych aspektów progreywnych,tranzytowych i
            dyrekcyjnych.
            Pani cytryno 76 to jest temat rzeka smile
            MOżemy pogadać na gg smile
            Mój e-meil->>>> potrek@wp.pl

            Pozdrawiam potrek
          • potrek Re: Czy ta wiedza jest mi potrzebna?? 15.02.05, 17:00
            cytryna76 napisała:

            A więc jednak masz wybór!

            Kochana Cytryno 76 nie ma wyboru- Saturn na MC natalnie >
            Chyba relokacja z Wenus na MC smile- nieharmonijna z Plutonem -prostytucjasmile
            Może Neptun - relokacja na MC- też nie harmoniijny smile- Żebractwo.
            Ale może popatrze zawsze mam wybór - smile
            Lubie porządek bo w nim jest haos smile
      • pantomass Re: O determinizmie w astrologii 15.02.05, 17:17
        Witaj

        Pozwól, że dodam od siebie trzy grosze, gdyż poruszane przez Ciebie wątki
        wydają się zazębiać z tematyką moich dociekań. Piszesz, że „mędrcy rządzą
        gwiazdami”. Owszem, żądzą, ale w kontekście tej sentencji LZ w jednej ze swych
        książek zadaje pytanie: ile lat człowiek potrzebuje na to, by zostać mędrcem?
        Jego pytanie wydaje mi się jak najbardziej na miejscu. To nie jest tak, że
        mędrcem łatwo jest zostać. Dlaczego? Zobacz jak ja to widzę:

        Wyobraźmy sobie 33 letnią potrójną rozwódkę, która ma koniunkcję Wenus z
        Saturnem w Baranie. Kobieta ta ma wewnętrzną potrzebę doświadczania stymulacji
        w partnerstwie. Po prostu bardzo lubi, jak coś w tym obszarze jej życia się
        dzieje. Ze względu na połączenie Wenus z Saturnem po kilkunastu miesiącach
        związku, gdy kończy się już okres podrywów, zaczyna być dla swoich partnerów
        coraz bardziej chłodna i coraz bardziej z tych związków niezadowolona. Zaczyna
        się więc czas kłótni i przepychanek. W pewnym momencie, przy jakimś tam wyjściu
        z domu, czuje na swym karku spojrzenie mężczyzny. Wchodzi w to, bo inaczej nie
        potrafi. Wchodzi w to, bo chce!

        Wyobraźmy sobie teraz, że idziemy do niej razem, tzn. Ty i ja i mówimy jej o
        tym mechanizmie, który zaobserwowaliśmy w jej życiu. Dodatkowo tłumaczymy jej,
        że przecież pragnie spokojnego domu, gdyż ma Księżyc w Raku, więc ta część
        osobowości, która potrzebuje stymulacji w partnerstwie nie harmonizuje z tym
        Księżycem, co będzie ją doprowadzało do niezadowolenia, czemu będzie dawała
        wyraz na różnego rodzaju imprezach, jak się troszkę napije. Mówimy jej również,
        że może to wszystko zmienić, że – wyrażając to w naszej astrologicznej
        nowomowie – może ten aspekt „przepracować”.

        I tu zaczyna się problem, gdyż aby „przepracować” dany aspekt należy spełnić
        dwa warunki:

        1) Należy chcieć to zrobić. To nie jest takie oczywiste, że nasza rozwódka
        będzie chciała zmienić tą swoją Wenus w Baranie. Np. ja mam Marsa w Bliźniętach
        i jak byś mi powiedziała, żebym nie był takim wielkim gadułą, to bym się
        stuknął w czoło i powiedział Ci, że nie mam wcale zamiaru się zmieniać. Obok
        mnie siedzi teraz pewna Pani, która ma Księżyc w Pannie. Zaraz zobaczymy, co
        odpowie, gdy się jej o pewną część jej horoskopu zapytam.
        – Anno, czy mogłabyś nie zwracać uwagi na bałagan jaki Twoja córka zostawia w
        kuchni?
        – Czepiasz się?
        – Nie, nie czepiam się, jestem ciekaw. Czy mogłabyś?
        – Nie!

        Więc ta, Pani, która teraz obok mnie siedzi, nie ma zupełnie zamiaru się
        zmieniać. Po prostu tego nie chce. Myślę, że podobnie jest z opisywaną przeze
        mnie rozwódką, która lubi, jak w jej partnerstwie się coś dzieje i mimo tego,
        że przez Wenus w Baranie jej Księżyc w Raku będzie cierpiał, to nie do końca
        będzie chciała to zmienić; zwłaszcza wtedy, gdy jakiś przystojniacha patrzy na
        jej kark.

        2) Należy zachowywać nieustającą świadomość własnego zachowania. To szalenie
        ważne, gdyż większość rzeczy, które w naszym życiu robimy dzieje się poza naszą
        świadomością. Widzisz, chodzi o bardzo prostą rzecz, o sposób naszego
        reagowania. Wystarczy w horoskopie popatrzeć na Księżyc i od razu będziemy
        wiedzieli, w jaki sposób ta osoba reaguje na zdarzające się jej sytuacje.
        Sposób reagowania jest pozaintelektualny. Oczywiście tutaj można by się spierać
        i zastanawiać się, jak to rozkłada się procentowo, ale myślę, że przy odrobinie
        dobrej woli zgodzisz się ze mną, że wiele rzeczy w naszym życiu dzieje się poza
        świadomością: miłość, nienawiść, dobre i złe samopoczucie, etc, etc. Tak więc
        aby „przepracować” dany aspekt należy naszą świadomość refleksyjnie kierować ku
        sobie i niejako stawać obok siebie i patrzeć na to wszystko, co się w naszym
        środku dzieje, zupełnie z boku, patrzeć tak, by te rzeczy, które są tam w
        naszym środku, zupełnie nas nie poruszały. A cóż to jest innego jak definicja
        oświecenia?

        Tak czy inaczej widzę, że coś takiego jak determinizm, z którym starasz się
        walczyć, niewątpliwie istnieje. Kiedyś starałem się go szukać w rzeczach wobec
        mnie zewnętrznych, teraz odnajduję go również w moim wnętrzu. Ot, po prostu:
        mam taką a nie inną konstrukcję psychologiczną, więc w taki, a nie inny sposób,
        wszystko, co wobec mnie zewnętrzne, postrzegam, w taki a nie inny sposób, na
        wszystko, co wobec mnie zewnętrzne reaguję.

        Przypomina mi to trochę słowa, które ponoć kiedyś wypowiedział Heraklit. Brzmią
        one: naszym przeznaczeniem jest nasz charakter. To wydaje mi się takie
        paradoksalne, ale mimo, że astrologia humanistyczna tak mocno z determinizmem
        walczy, to obecnie, gdy staram się do astrologii w sposób humanistyczny (czyli
        psychologiczny) podejść, to tak wiele w niej determinizmu dostrzegam.

        Oczywiście determinizm nie wyklucza wolnej woli. Jest przecież wiele systemów
        filozoficznych, które powstały głównie po to, by te dwa skrajnie różne
        podejścia połączyć. Tak więc mimo, że ów determinizm zauważam, to elementy
        wolnej woli również w sobie dostrzegam. Nie chcę jedynie, by popadano w
        skrajności, a to, co się obecnie w kręgach astrologicznych dzieje, trochę
        popadanie w skrajność przypomina. Bo czy to nie jest zadziwiające, że
        największymi przeciwnikami determinizmu, z jakimi przyszło mi się spotkać, są
        ludzie zajmujący się astrologią?

        Serdecznie pozdrawiam
        Pantomas
        • cytryna76 Re: O determinizmie w astrologii 15.02.05, 17:50
          W tym co piszesz, jest sporo racji. Oczywiście naszej osobowości włąsciwe
          zmienić się nie da. Jesteśmy tacy, jak jesteśmy i kropka.Zresztą pisał o tym na
          przykład mój ulubiony Arroyo: jeśli mam na przykład marsa w pannie, moje
          działanie jest skrupulatne i dokładnie zaplanowane, mało spontaniczne itp.
          Oczywiście na krótką mogę próbować funkcjonować tak, jak osoba z marsem w
          bliźniętach czy innym znaku powietrznym, ale na dłuższą metę wykończy mnie pod
          względem energetycznym,a wiec w praktyce nie do wykonania. TU SIĘ ZGADZAMY.

          Natomiast ja pisząc o determinizmie w astrologii nie miałam na myśli horoskopu
          natalnego, poza który niezwykle trudno wyjść (choć pod wpływem tranzytów
          przyznasz, ze czasem nieco modyfikujemy urodzeniowy potencjał). Chodziło mi o
          podejscie do że tak powiem "przepowiadania przyszłosci".
          I tak na przykład obecnie przechodzę przez koniunkcję plutona do urodzeniowego
          księżyca. Gdy sięgnę po Pronaya, przeczytam tam, jakie to nieszczęscia mają
          mnie dotknąć w tymże czasie. Śmierć, utrata domu, utrata matki itp. Po pierwsze
          jak mozna mieć gotową instrukcję do każdego horoskopu ??? Każdego z tym
          tranzytem spodka utrata matki i domu? Zresztą jak to katastroficznie
          brzmi: "utrata". A może pod wpływem tego tranzytu sama zdecyduję o wyprowadzce,
          jak w moim przypadku ??? Nie jestem bezwolnym pionkiem, który bezradnie czeka
          na katastrofę, jak chce Pronay. Zresztą z tej mojej wyprowadzki prawdopodobnie
          wynikną spore korzysci, mimo że nieporzeczę, poprzedza ją ogromne cierpienie
          emocjonalne i poczucie smierci psychicznej. Dlaczego Pronay czy Konaszewska
          nie dostrzega żadnych potencjalnych korzyści każdego, nawet nieharmonijnego
          tranzytu ,a wyłącznie straszy tragediami ???
          Gdybym poprzestała na lekturze Pronaya, takze nie spałabym po nocach,a w dzień
          trzęsła się jak galareta , oczekując najgorszego.

          Głeboko wierzę w przeznaczenie i w tym sensie takze w determinizm. Ale wierzę
          również, że to, co się nam przytrafia, ma głębszy sens i cel. Nie wierzę
          natomiast to, że przepowiadanie przyszłosci na podstawie horoskopu mogło być
          sprowadzone do bardzos zczególowych konkretów. Ile ludzi, tyle realizacji
          danego tranzytu. Nie każdego przy tranzycie staurna do jowisza czeka utrata
          pracy w dramatycznych okolicznościach itp., dlatego mówiłabym raczej o
          tendencjach na przyszłość. W która dokładnie stronę one poszły, okaże się po
          fakcie.
          • pantomass Re: O determinizmie w astrologii 15.02.05, 18:52
            W 2003 i 2004 roku obserwowałem przejście Saturna przez Słońce w horoskopie
            Leszka Millera. Przedstawienie graficzne tego oddziaływania, jak również opis
            Pronaya (Ten po literach [AP]) znajdziesz pod tym adresem:

            www.horoskop.astrolabium.pl/przyklad-miller-tranzyt.htm
            Przyznasz, że opis ten dość dobrze opisuje to, co miało miejsce w tamtych
            latach w życiu premiera:

            – 1 przejście we wrześniu 2003 – Platforma Obywatelska dogania w sondażach SLD;
            – 2 przejście w grudniu 2003 – wypadek śmigłowca, 4 dni od dokładnego przejścia;
            – 3 przejście w maju 2005 – Leszek Miller odchodzi.

            W sierpniu tego roku podobne oddziaływanie czeka mojego ojca. Dowiedziałem się,
            że w styczniu tego roku firmę, w której pracował, przejął jakiś Niemiec, który
            zaczął robić oszczędności. Mój ojciec był już na rozmowie, gdzie powiedziano
            mu, że albo podpisuje z nimi umowę z niższą pensją, albo wywalają go z pracy. W
            tej chwili jest na 3-miesięcznym okresie wypowiedzenia, a po tym czasie mają z
            nim podpisać umowę o pracę z niższą pensją. Osoby, z którymi umówiono się
            podobnie, zostały już zwolnione. Boję się.

            Niech Los Ci sprzyja Cytryno...

            Pozdrawiam
            Pantomas

            PS. Znam też kilka osób, u kórych przy przejściu Saturna przez Słońce raczej
            nic się nie stało. Mimo wszystko boję się...
            • potrek Re: O determinizmie w astrologii 15.02.05, 19:15
              Pantomas napisał :

              Znam też kilka osób, u kórych przy przejściu Saturna przez Słońce raczej
              > nic się nie stało. Mimo wszystko boję się...
              Pantomasie nie ból- mimo wszystko boje się -ale wiara
              Po to te moje minerały smile
              Pierwsza Hrmoniczna jest także czwartą i jedną ósmą.smile
              Narodzinny są wybuchem smile
              Starch jest otchłanią która nas ogrąża a nie wybija.Saturn > - Jowisz.
              W co uwierzysz to twoje smileI tu jest twój Radix smile
              • pantomass Re: O determinizmie - do Potrka 15.02.05, 19:48
                > Pantomasie nie ból- mimo wszystko boje się -ale wiara
                > Po to te moje minerały smile

                Witaj Wielki Łódzki Magu Astrofryzjerze vel Potrek!

                Zaiste wielką szkołą astrologii było dla mnie patrzenie w Twój poharatany
                radix, na ważne zdarzenia z Twego życia, na Twoją piękną żonę, dostatek
                panujący w Twym domu i miejscu pracy, jak również na szacunek jakim obdarzasz
                naszego Pana stawiając mu ołtarze.

                Niech Los sprzyja Twemu domowi...

                Twój nieudolnie lansujący się wierny sługa
                Rycerz Lanselot z Mysiadła
            • pjopaw Tranzyt Saturna przez Słońce 15.02.05, 19:31
              pantomass napisał:

              > Znam też kilka osób, u kórych przy przejściu Saturna przez Słońce raczej
              > nic się nie stało. Mimo wszystko boję się...

              Ja należę do tych osób, którym nic się nie stało. A urodzeniowo mam koniunkcję
              Saturna ze Słońcem, więc ten układ działa na mnie z dodatkową mocą. (Inna rzecz,
              że daje mi ta koniunkcja urodzeniowa w kość - dosłownie i w przenośni:
              dosłownie, bo mam połamany kręgosłup w kilku miejscach, w przenośni - cóż...).
              Ale tranzyt Saturna przez Słońce (jak dotąd jeden) przeszedł całkiem
              bezboleśnie. Znacznie mocniej odczułem inne tranzyty Saturna. Jak widać sprawa
              jest bardzo indywidualna.

              Popieram Cytrynę w tym, co twierdzi: że ten sam tranzyt u każdego może się
              objawiać inaczej. I o ile sam tranzyt jest kwestią deterministyczną - nie
              zmienimy go przecież,- to nasze przeżywanie go jest wypadkową podejmowanych
              przez nas decyzji a zatem stopnia rozwoju. Czym innym będzie tranzyt Saturna
              przez Słońce dla Leszka Millera (mężczyznę poznaje się po tym jak kończy suspicious),
              czym innym dla mnie, czym innym dla mnicha, czym innym dla rolnika... Nawet
              założywszy, że wszyscy mamy te same układy pobudzane tranzytem. Ten sam tranzyt
              a jednak nie to samo.

              A co do kwestii determinizmu i indeterminizmu - myślę, że kwestia jest na tyle
              ciekawa, że zasługuje na osobny wątek.
              Pozdrowienia dla wszystkich! smile

              Pjopaw
            • cytryna76 Re: O determinizmie w astrologii 15.02.05, 21:57
              > że w styczniu tego roku firmę, w której pracował, przejął jakiś Niemiec,
              który
              > zaczął robić oszczędności. Mój ojciec był już na rozmowie, gdzie powiedziano
              > mu, że albo podpisuje z nimi umowę z niższą pensją, albo wywalają go z pracy.
              W
              >
              > tej chwili jest na 3-miesięcznym okresie wypowiedzenia, a po tym czasie mają
              z
              > nim podpisać umowę o pracę z niższą pensją. Osoby, z którymi umówiono się
              > podobnie, zostały już zwolnione. Boję się.

              Czy to własnie,co napisałeś powyżej znajduje się w książce Pronya? Nie sądzę.
              Przetransformowałeś jego słowa w oparciu o wiedze o tym, co sie już wydarzyło i
              o to własnie chodzi!!! Nie o bezkrytyczne odczytywanie jego notki o
              tranzycie, ale o dostosowanie pewnych ogólnych wytycznych do realiów, w jakim
              żyje dana osoba.
              Pronay leży u mnie zakopany gdzieś na dnie, więc nie mam pewnosci,ale sadzę, że
              link, który mi podałeś jest wersją znacznie rozszerzoną w stosunku do
              podręcznika i to pewnie rozszerzoną nie przez niego, dlatego całkiem sensowną.
              Zresztą czepiając się Pronaya mam przed oczami przede wszystkim jego podręcznik
              do interpretacji horoskopu urodzeniowego, który jest koszmarny.

              Tak się składa, że w czerwcu 2004 przechodziłam koniunkcję saturna do
              urodzeniwego słońca. Tranzyt ten miał miejsce w domu 6. faktycznie miałam
              kłopoty w pracy, ale było to raczej uczucie nadmiernego obciążenia i bezsensu
              tego, co robię. BYłam wykończona fizycznie i psychicznie, ale przede wszystkim
              na tle nerwowym. Nie pracuję już w tym miejscu, ale odeszłam na własną
              prosbę , bo nikomu do glowy nie przyszło, żeby mnie zwolnić.
              Jak widać nie u wszystkich tranzyt ten manifestuje się identycznie, choć pewne
              podobieństwa są jak najbardziej dostrzegalne. Do tego też zmierzam. Nie da się
              przyłozyc sztywnego schematu interpretacyjnego, bo każdy z nas przeżywa to
              nieco inaczej. Bo jakie załamanie kariery grozi na rpzykład osobie bezrobotnej
              i bez aspiracji, która żyje z dnia na dzień,spędzajac czas pod budką z piwem ?
              Sa i tacy. Jak do niej odnieśc mądrosci Pronaya?
          • pantomass Re: O determinizmie - jeszcze coś... 15.02.05, 19:30
            Jeszcze jedna cholernie ważna rzecz, o której w poprzednim poście zapomniałem
            powiedzieć. Astrologia jest jedynie wiedzą, która nigdy nie dała, nie da i nie
            będzie dawała spokoju. Pamiętam jak w 2002 roku dostałem w dupę. Pluton stanął
            mi naprzeciw Marsa, a w tym samym czasie 22 maja Saturn przechodził przez Marsa
            i dokładnie 22 maja dostałem w dupę. Było to ode mnie zupełnie niezależne, gdyż
            przyszło z zewnątrz. Im bardziej cierpiałem, tym bardziej starałem się trzymać
            astro-wiedzy, a im bardziej się jej trzymałem, tym bardziej wiedziałem, że to,
            co miało nastąpić 22 maja, nastąpiło 22 maja! I co? I kurwa nic! – co
            wiedziałem, to wiedziałem, a spokój jak nie chciał nadejść, tak nie nadszedł.

            Dopiero z czasem zdałem sobie sprawę, z pułapki, w jaką wpadłem, z pułapki, w
            jaką wpadliśmy my wszyscy. Astrologia jedynie wskazuje na problemy, natomiast
            nie dostarcza nam ich rozwiązania. Co z tego, że wiesz co i kiedy nastąpi,
            jeżeli nie jesteś w stanie temu zaradzić? Dlatego szczególną uwagę zwracam na
            rozwój duchowy, który w moim podejściu do astrologii jest szczególnie
            akcentowany. Okazuje się, że zbawienie, spokój czy też szczęście, są
            aintelektualne. Astrologia jest jak najbardziej intelektualna, więc nie jest w
            stanie dać nam jakiegokolwiek rozwiązania.

            I jeszcze jedno, teraz tak zupełnie na marginesie. Owszem każdy, nawet
            najgorszy aspekt jest w stanie dać nam coś dobrego. Ale z drugiej strony widzę
            to tak:

            1) Rzeczywistość, z którą przychodzi nam się stykać, jest różna. Gdy ją
            obserwujemy, to możemy w niej dostrzec wiele zdarzeń, które wypełniają spektrum
            między szczęściem a cierpieniem.

            2) Astrologia jest odwzorowaniem rzeczywistości. Wierzę w to, że to
            odwzorowanie jest całościowe, czyli, że odwzorowuje nie tylko zdarzenia
            związane ze szczęściem, lecz również zdarzenia związane z cierpieniem.

            3) Twierdzenie, że każdy aspekt może przynieść coś dobrego, jest nadużyciem,
            gdyż jest jednoznaczne ze stwierdzeniem, że każde zdarzenie, z jakim przychodzi
            nam się spotkać, jest zawsze zdarzeniem prowadzącym do szczęścia. To jest
            oczywiście nieprawdą.

            I już teraz na zakończenie. Przy okazji przechodzenia Plutona przez Księżyc
            zalecam kobietom częstsze wizyty u ginekologa...

            Serdecznie pozdrawiam
            Pantomas

            PS. Przepraszam za tę k...., ale jeden z artykułów Pana WJ do jej użycia mnie
            ośmielił wink
            • zaden1 Re: O determinizmie - jeszcze coś... 15.02.05, 19:52
              Poniewaz Pantomas, Potrek i kilku innych wypowiedziało sie obszernie i
              językiem fachowym to może przekona Cie powiedzonko pewnej starszej pani "
              gdyby człowiek wiedział ze sie potknie ,to by ze stołeczkiem chodził całe
              całe zycie " które bardzo pasuje do objawien widocznych w kole horoskopu -
              wiesz ze będzie trudno -dzieki astrologii, to sie przygotuj na trud na miare
              własnych możliwości równiez psychicznie , bedzie slicznie , weź pod uwage -
              może jednak deszczyk nadejść.
            • cytryna76 Re: O determinizmie - jeszcze coś... 15.02.05, 22:07
              Twierdzenie, że każdy aspekt może przynieść coś dobrego, jest nadużyciem,
              > gdyż jest jednoznaczne ze stwierdzeniem, że każde zdarzenie, z jakim
              przychodzi
              >
              > nam się spotkać, jest zawsze zdarzeniem prowadzącym do szczęścia. To jest
              > oczywiście nieprawdą.

              To, że MOŻE nie jest jednoznaczne z tym, że na pewno MUSI. Moze nie od razu
              wydac te dobre strony, zwłaszcza gdy traznyty sprowadzają na nas życiowe
              dramaty ale z czasem najprawdopodbniej je dostrzeżemy. I nie musi do prowadzić
              od razu do szczęścia. Moze skłonić, a czasem zmusić do wyboru mniejszego zła.
              Ale widać to dopiero z pewnej perspektywy czasowej .
              • pantomass Re: Jeszcze coś - do Cytryny 15.02.05, 23:19
                cytryna76 napisała:
                > To, że MOŻE nie jest jednoznaczne z tym, że na pewno MUSI. Moze nie od razu
                > wydac te dobre strony, zwłaszcza gdy traznyty sprowadzają na nas życiowe
                > dramaty ale z czasem najprawdopodbniej je dostrzeżemy.
                > I nie musi do prowadzić
                > od razu do szczęścia. Moze skłonić, a czasem zmusić do wyboru mniejszego zła.
                > Ale widać to dopiero z pewnej perspektywy czasowej.

                Zgadzam się z tym, co napisałaś, w 100%. smile

                Serdecznie pozdrawiam
                Pantomas
          • antares22 Re: O determinizmie w astrologii 15.02.05, 21:58
            Cytryno powiem Ci krótko : wymienieni autorzy nie dostrzegają tego, bo nie są
            tacy mądrzy jak Ty. Bo sięgają z innych półek niż Ty. Bo nastawili się na inną
            część astrologii niż Ty. Bo reprezentują inny poziom niż Ty. Ale to nie znaczy,
            że nie mają racji. Przyznam ,że mnie Konaszewska nie ciągnie, że Pronay też nie
            jest moją ulubioną lekturą, ale nie mam prawa potępiać ich w czambuł, bo jednak
            doświadczenie i osiągnięcia jakieś mają, i zapewne większe niż Twoje czy moje.
            To że czegoś nie trawisz, nie przyjmujesz ,nie świadczy o tym, że jest złe.
            Jest takie dla Ciebie, dla innych "przerażonych", ale jeśli ktoś chce zajmować
            się astrologią czy nawet być astrologiem powinien mieć choć odrobinę zdrowego
            rozsądku i jak już pisałam - używać swoich szarych komórek , a nie
            bezkrytycznie podchodzić do wszelkich lektur, podręczników, ściąg , choćby nie
            wiem jak wydawałyby się mądre. Także do autorytetów. Astrologia zaś wymaga m.in
            doświadczenia, ogromnej ilości własnomyślnie zinterpretowanych horoskopow i
            wielkiej pokory wobec ogromu wiedzy, którą niesie. Czy Ty naprawdę sądzisz, że
            starożytni i średniowieczni nie mieli pojęcia o tym, że Wenus sygnifikuje
            obok "małego szczęścia", pieniędzy, bogactwa, urody, czaru ,stanu posiadania
            także umiejętność kochania i wchodzenia w związki z ludźmi, dobroć, empatię,
            współczucie, towarzyskość, współpracę? I na tej podstawie przepowiadali
            przebieg wydarzeń zwiazanych z małżeństwem np.? Tylko wtedy nikt nie nazywał
            tego ani psychologią, ani astrologią humanistyczną, która nie jest wynalazkiem
            pp.Rudhyara ani Weresa, bo istniała od zawsze i była podstawą
            tego "wieszczenia". Tyle, że dziś o tym się mówi, zwraca szczególną uwagę,
            nadano jej taką właśnie nazwę, a niegdyś to "się wiedziało" po prostu.Inne też
            mamy czasy i inne wymagania, człowiek dojrzewa, aby wiedzieć i rozumieć coś
            więcej niż tylko skutki, pozostając w nieświadomości co do przyczyn. Temu
            właśnie służy astrologia dziś zwana humanistyczną, ukazując, że trzeba zwrócić
            się do własnego wnętrza, aby poznać te właśnie przyczyny, zrozumieć, że
            wszystko, co się przydarza ma źródło w człowieku, jego psychice, osobowości,
            charakterze. Jedno zaś wypływa z drugiego i jest ze sobą ściśle powiązane.
            Dlatego uważam, że determinizm i wolna wola nie są sobie zaprzeczeniem, tylko
            wzajemnie się uzupełniają. W ramach Przeznaczenia istnieje miejsce na wolną
            wolę, ale trzeba mieć świadomość, że istnieje wiele dróg wiodących do
            spełnienia tegoż Przeznaczenia, i że każdy ponosi konsekwencje za wybór takiej
            albo innej drogi i że wolna wola to nie jest swa-wola właśnie dlatego. W
            astrologii bardzo dużo wspólnego z wolną wolą ma Saturn. Tu dochodzimy do
            działania tranzytów, niosących jakieś wydarzenia w zyciu WłH. Każdy odbiera je
            z takiego poziomu, na którym w aktualnym wcieleniu jest i zazwyczaj nie zdaje
            sobie sprawy, że nie musi być jedynie uczestnikiem ale może być także ich
            współtwórcą. Astrologia humanistyczna, zwracając się ku wnętrzu człowieka może
            i powinna mu takie możliwości ukazać i takie właśnie jest zapotrzebowanie
            dzisiejszych czasów. Ale i ona nie przeskoczy pewnych doświadczeń, które WłH
            przejść musi , bo takie jest jego przeznaczenie, może jedynie pomóc mu spojrzeć
            na nie z innej perspektywy. I tu kółko się zamyka. Dodam jeszcze, że mimo to
            olbrzymia większość ludzi oczekuje wieszczenia i że astrolog w swoim
            repertuarze umiejętność przewidywania posiadać powinien, a nie poprzestawać
            tylko na uogólnieniach. Ja jestem słabieńka jeszcze w tych prognozach, ale za
            to dobrej myśli, bo jednak powoli lecz pewnie, z dnia na dzień zdobywam nowe
            doświadczenia....
            Pozdrawiam i życzę szerokiego wglądu - Antares22
            • cytryna76 Re: O determinizmie w astrologii - do Antaresa22 16.02.05, 15:05
              > Cytryno powiem Ci krótko : wymienieni autorzy nie dostrzegają tego, bo nie są
              > tacy mądrzy jak Ty.
              Wyczuwam tu lekką nutkę ironii. Otóz wcale nie uważam się za osobę, która
              pozjadała wszystkie rozumy. Często zdarza mi się błądzić, kluczyć lub czegos
              nie rozumiec, zwłaszcza w odniesieniu do astrologii.

              > To że czegoś nie trawisz, nie przyjmujesz ,nie świadczy o tym, że jest złe.

              Zgadzam się. Dlatego w każdym moim poście podkreslam, że wypowiadam się
              wyłącznie w imieniu własnym. Mnie oni nie przekonują.

              jeśli ktoś chce zajmować
              > się astrologią czy nawet być astrologiem powinien mieć choć odrobinę zdrowego
              > rozsądku i jak już pisałam - używać swoich szarych komórek , a nie
              > bezkrytycznie podchodzić do wszelkich lektur, podręczników, ściąg , choćby
              nie
              > wiem jak wydawałyby się mądre. Także do autorytetów.

              Otóz to!!! Do tego zmierzam w każdym poscie. Nie chodzi o to, by odtworzyć
              napisany w formie encyklopedii - słownika podręcznik, odczytać jakąś formułkę
              i traktowac ją jako pewnik.

              Czy Ty naprawdę sądzisz, że
              > starożytni i średniowieczni nie mieli pojęcia o tym, że Wenus sygnifikuje
              > obok "małego szczęścia",
              Pojęcie pewnie mieli.Pisząc o podejsciu rodem ze średniowiecza mam na myśli
              kreaowanie się przez niektórych astrologów na wyrocznie i wykorzystywanie
              przewagi, choćby psychologicznej, jaką daje im powszechne wśród ludzi
              przekonanie, że astrolog widzi wszystko. Jesli czyjes słowa adresowane do
              czytelników brzmią jak wyrok, takie zachowanie prypomina mi relacje nieliczni
              wtajemiczeni - ogół. W końcu w średowieczu tylko garstka ludzi umiała pisać,
              stąd brała się ich przewaga na resztą. Dlatego też przyszła mi do głowy pewna
              analogia.

              Tylko wtedy nikt nie nazywał
              > tego ani psychologią, ani astrologią humanistyczną, która nie jest
              wynalazkiem
              > pp.Rudhyara ani Weresa, bo istniała od zawsze i była podstawą
              > tego "wieszczenia".
              Śmiem wątpić. W końcu psychologia jako taka to bardzo młoda nauka, choć
              oczywiscie ludzie dociekali na temat człowieka od zawsz, z tym że na początku
              głównym obszarem zainteresowań astrologów było przepowiadanie przyszłosci.

              Konaszewska nie ciągnie, że Pronay też nie
              >
              > jest moją ulubioną lekturą, ale nie mam prawa potępiać ich w czambuł, bo
              jednak
              >
              > doświadczenie i osiągnięcia jakieś mają,
              Moze i mają. Poproszę jednak o konkrety (oprócz wydania swoich książek w sporym
              nakładzie)

              Dodam jeszcze, że mimo to
              > olbrzymia większość ludzi oczekuje wieszczenia i że astrolog w swoim
              > repertuarze umiejętność przewidywania posiadać powinien, a nie poprzestawać
              > tylko na uogólnieniach
              Zgadzam się w 100%, zresztą pisałam o tym w wątku " wartośc negatywnych
              aspektów jowisza i saturna". Powienien, bo takie jest społeczne oczekiwanie ale
              upieram się, że próby konkretyzacji równają się zwykłemu strzałowi na chybił
              trafił (stąd nieudane prognozy na temat rpzebiegu wyborów w Usa!)

              Co do przeznaczenia i opisanej koncepcji astrologii humanistycznej - absolutna
              zgoda.


              • antares22 Re: O determinizmie w astrologii - do Antaresa22 17.02.05, 01:36
                Właściwie mówimy w kółko o tym samym. Z małym wyjątkiem - pp.Rudhyar i Weres
                nadali nazwę temu, co kiedyś tak się nie nazywało, ale to nie oni odkryli że
                astrologia to psychologia. Niegdyś tej nazwy nie znano, ale istota astrologii
                pozostała niezmienna. Przeczytaj uważnie to co napisałam, bo nie chodzi nam o
                nazwę, a o to że astrologia zawsze brała pod uwagę ludzkie wnętrze i to właśnie
                stanowiło wyjściową interpretacji horoskopu, bez względu na to czy dotyczyło to
                przepowiadania przyszłości, czy określenie usposobienia WłH. Wątpić w to
                możesz, i jest to bardzo fajna sprawa, bo tylko wątpiący szuka, a jak
                przestanie to fanatykiem zostaniesmile)
                P.Konaszewska i p.Pronay nie są moimi znajomymi, toteż jeśli potrzebujesz
                konkretów zwróć się bezpośrednio do nich, myślę, że mogliby podzielić się z
                Tobą swoimi doświadczeniami. Albo poczytaj wywody Konaszewskiej
                dot.interpretacji horoskopu, zdaje się, że w niektórych pozycjach zamieszczała
                przykładowe horoskopy i swój sposób myślenia. W środowisku astrologicznym jest
                też zwyczaj przekazywania sobie informacji nt. astrologów, i jeśli jeden dobry
                astrolog mówi o drugim, że on "jest dobry" w tym co robi, to można w to wierzyć
                lub nie, ale ja w tym wypadku wierzę, bo nie mam żadnych podstaw, żeby nie. A
                ponieważ p.von Pronay o obronę mnie nie prosił, przeto i do takowej się nie
                poczuwam. I on też jakieś przykłady w swoich książkach podawał.
                Ale właściwie masz rację, że von Pronay nie nadaje się dla początkujących, bo
                oni rzucają się bezkrytycznie na gotowce nie mając pojęcia o podstawach. Wtedy
                łatwo zgłupieć. Ja na początek polecałabym Szumana i Weresa "Homo Zodiakus".
                • antares22 Re: O psychologicznym podejściu starożytnych 17.02.05, 15:48
                  Przytaczam cytat z pewnej, pp.dobrze Ci znanej lektury:
                  "Często cytuje się słowa Carla Gustava Junga, iż astrologia ucieleśnia sumę
                  psychologicznej wiedzy starożytnego świata. Ten olbrzymi skarbiec starożytnej
                  mądrości(...)został obecnie ponownie przestudiowany w świetle nowoczenej
                  psychologii i innych gałęzi wiedzy oraz na nowo sformułowany przez kilku
                  pionierów posługujących się nowoczesnym językiem i proponujących setki nowych
                  zastosowań."
                  Od siebie dodam tylko to, że dobrze byłoby się zastanowić nad tym , dlaczego
                  Uran wespół z Saturnem władają znakiem Wodnika....
    • jerry.uk nie, Tobie nie jest potrzebna 15.02.05, 14:47
      horoskop urodzenia moze zawierac pewne sugestie co do losów czlowieka (mozliwe
      ze czlowiek uwielbiajacy ryzyko znajdzie sie w szpitalu, to logiczne), ale
      trzeba by wiele godzin spedzic nad horoskopem, przeanalizowac progresje i
      tranzyty aby wiedziec to na pewno.
      Nawet jesli widzisz takie rzeczy na pierwszy rzut oka i przeraza Cie to, to byc
      moze astrologia nie jest dla Ciebie?
      Oscar Wilde powiedzial kiedys: "Kto siega pod powierzchnie, czyni to na wlasna
      odpowiedzialnosc".
      • xxero Re: tak jest z kazda wiedza... 15.02.05, 15:21
        nie jest to jakies szczegolne odkrycie co teraz napisze: blogi stan ducha i brak
        zmartwien gwarantuje idealna niewiedza, nieswiadomosc i glupota. Im czlowiek
        bardziej zaglebia sie w jakas dziedzine tym bardziej go to oswieca i przeraza
        jednoczesnie. Masa roznego rodzaju hipohondrii i przewrazliwien bierze sie
        wlasnie stad. Podobnie z astro i innymi dziedzinami ezoterycznymi, naukami o
        czlowieku i o psyche. Mozna sie wystraszyc poznajac zaleznosci, aspekty i
        zaglebiajac sie w temat. Potrzeba troche czasu aby w tym okrzepnac i nabrac
        dystansu. Podobno wszyscy bez wyjatku psychiatrzy, psychoanalitycy sa w jakis
        sposob nienormalni - z tego wlasnie powodu.
    • anahella Re: Czy ta wiedza jest mi potrzebna?? 16.02.05, 01:31
      Nie przejmuj sie. To tylko na poczatku wydaje sie takie prostesmile
    • abaddon_29a Re: Czy ta wiedza jest mi potrzebna?? 16.02.05, 07:29
      Ja w to nie wierzę. Astrologia ma pewne sukcesy jako narzędzie pracy
      psychologa, tam jest skuteczna, natomiast do przewidywania przyszłości się nie
      nadaje. Co nie tak dawno potwierdziły wybory prezydenckie w USA. Nie chcę być
      złośliwy, ale ilu z forumowiczów stawiało na Kerry'ego?
      • jerry.uk Re: Czy ta wiedza jest mi potrzebna?? 16.02.05, 13:51
        do abaddon: wczoraj pisalem o tym w watku
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11132&w=20559187&a=20627934
        przeczytaj koniecznie.
        Przyczyna dla ktorej niektorzy astrologowie daja ciala jest ich kiepski
        warsztat. Sama astrologia dziala bez pudla.
      • anahella Re: Czy ta wiedza jest mi potrzebna?? 17.02.05, 01:31
        abaddon_29a napisał:

        > Nie chcę być
        > złośliwy, ale ilu z forumowiczów stawiało na Kerry'ego?

        Byla, owszem tu dyskusja na temat wyborow prezydenckich. Moge sobie spokojnie
        pogadac na ten temat, bo nie interesuje mnie astrologia polityczna i generalnie
        takie rzeczy mnie nudzasuspicious
        Wygrana Kerry'ego przewidzial na warsztatach astrologicznych Jarek Gronert -
        mamy na forum osobe, ktora na tych warsztach byla, od niej to wiem. Jezeli
        bedzie miala ochote, napisze jakich metod uzyl Gronert podczas zajec.
        • jerry.uk Nie tylko J.Gronert sie pomylil 17.02.05, 11:45
          wielu astrologow przewidywalo wygrana Kerry'ego, sam czytalem takie
          opracowania. Po prostu aspekty tego dnia sprzyjaly bardziej Kerremu i kazdy kto
          pobieznie interpretuje horoskop wpadlby na ta mine. Mam wrazenie ze pan Gronert
          bardzo polega na "wgladach" astrologicznych, mowi jak czuje, niekoniecznie
          troszczac sie o uzasadnienie tych wizji. Taki nasz polski Nostradamus smile
          Tylko jeden astrolog, powiedzial zagadkowo ze ze wzgledu na polozenie Ksiezyca
          zaden z kandydatow nie wygra. Mysle ze to niesamowicie ciekawy werdykt i czas
          pokaze co ten astrolog mial na mysli.
          • anahella Przepraszam, zle napisalam! Gronert mial racje 17.02.05, 20:37
            Przewidzial przegrana Kerry'ego!
            Bardzo przepraszam za wprowadzenie w blad.
            • jerry.uk Re: Przepraszam, zle napisalam! Gronert mial racj 18.02.05, 02:58
              > Przewidzial przegrana Kerry'ego!
              > Bardzo przepraszam za wprowadzenie w blad.

              rzeczywiście astrologia polityczna (jak pewnie i polityka) mało Cię interesuje uncertain
              • anahella Re: Przepraszam, zle napisalam! Gronert mial racj 18.02.05, 23:49
                jerry.uk napisał:

                > rzeczywiście astrologia polityczna (jak pewnie i polityka) mało Cię
                > interesuje uncertain

                Widzisz ten blad jest efektem kwadratury marsa do merkuregotongue_out Czasem szybciej
                pisze niz myslewink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka