sarna34
05.06.05, 20:23
Ostatnio wyczytalam, że gdy dwojga ludzi lączy koniunkcja wenus z
ascendentem, to milością WIELKĄ kocha prawie wylącznie wlaściciel wenus, a
ten z ascendentem może być obojętny.
Mam taki przypadek u siebie ascendent mężczyzny jest w ścislej koniunkcji z
moją wenus w raku, na dodatek do tego uklasdu jest kwadrat jego marsa (wiem,
że to aspekt śilnych namiętności wenus-mars). Ostatnio trzeci raz przechodzi
mi przez slońce saturn i chyba jestem przewrażliwiona, latwo się rozklejam
(placzę). Mam wrażenie iż facet mnie olewa, jakby mnie nie bylo, jakbym nie
istniala - nie wiem, czy naprawdę nic dla niego nie znaczę czy też on trochę
gra, bo lew.
Dodam, że mój ascendent i merkury jest w ścislej koniunkcji z jego slońcem,
jego wenus w koniunkcji z moim uranem a moja wenus w sekstylu do jego urana,
nasze księżyce są w koniunkcji w biźniętach i mój księżyc jest w koniunkcji z
jego jowiszem. Niestety jego saturn robi kwadrat do mojego księżyca.
Czuję się ostatnio przez niego odepchnięta... ta obojętność mnie zabija.