felutka
19.04.08, 00:04
Wielkie dzięki wszystkim za sugestie i wskazówki.Cały problem
opisałam w wielkim skrócie,postaram się to nadrobić.Ciąża
przebiegała prawidłowo a ja byłam pod opieką jednego z najlepszych
specjalistów w Wa-wie.Sam poród rozpoczął się nagle 2 tygodnie przed
terminem i 2 dni przed wizytą kontrolną.Niestety oddział na który
miałam skierowanie i opiekę swojego lekarza został na kilka dni
zamknięty więc niespodziewanie wylądowałam w środku nocy w innym
szpitalu i bez swojego lekarza przy boku(komórek wtedy nie było no i
była niedziela)Przeleżałam kilka godzin bez konsultacji
lekarskiej,dopiero na obchodzie coś się zaczęło dziać.Zrobiono mi
rentgena!!!który wyrażnie wskazywał na ułożenie pośladkowe(płód
przekręcił się kilka dni wcześniej więc mój lekarz nie mógł tego
wiedzieć)Po 10 godz.katuszy w partych bólach(na koniec po prostu
zanikły!)skończyło się na cesarce(to chyba ta trauma okołoporodowa o
której wspomniała Neptus)Drugiego dnia po porodzie synowi zrobiono
transfuzję(podobno żółtaczka)ale żadnych konkretów nie podano.Ja
sama leżałam przykuta do łóżka(jak to po operacji)a dziecka nie
widziałam przez 5 dni(takie to były czasy)Póżniej wydawało się,że
wszystko jest ok.Po 2 mies.ujawniła się przepuklina pachwinowa a
niejako ,,przy okazji"wyszła z wora ta wielka niewiadoma.Dalszy ciąg
znacie.W wieku 2 lat(progresywne Słońce w kwadracie do nat.Plutona)
syn przeszedł czerwonkę!!!( zupełnie nie wiadomo skąd i jakim
cudem),leżał w CZD,czerwonkę wyleczono reszta była milczeniem.I tak
się już ostało mimo naszych usilnych starań.Sugestia Astrofina
odnośnie odrabiania czegoś z przeszłości w linii męskiej wydaje mi
się bardzo trafna gdyż z tego co wiem(ciągle jest to temat tabu) w
rodzinie męza właśnie mężczyżni mieli problemy (neurozy,depresje itp)
ojciec męża na skutek choroby odebrał sobie życie,maż od 25 lat jest
na rencie(diagnoza-depresja dwubiegunowa).O najstarszym synu już
wiecie,po roku była córka(cudna i zdrowa)a po kolejnym bliżnięta-2
chłopców(ciąża bezobjawowa,do 5mies próby ciążowe ujemne,rozwiązanie
w 7 mies.przy czym dopiero podczas porodu okazało się,że to bliżnięta
(tak się kamuflowali mimo badań USG,HSGitp,podczas porodu także
jedno tętno,bicie jednego serca)Wcześniaki wylądowały w
inkubatorach,po 5 dniach jeden zmarł(wylew).Drugi ma się świetnie i
jest zupełnie zdrowy.Taka to linia męska.Muszę jeszcze dodać,że
chory syn od 8 roku życia przebywa w zakonnym ośrodku gdzie ma
wspaniała opiekę i warunki do życia,więc rzeczywiście jak słuszne
zauważyła Astrofin z przytulaniem jest problem,ale to nie był ani
mój wybór ani moja decyzja(czyżby to palec Boży Uran,Saturn,Merkury?)
Zapewniam,ze gdybym tylko mogła cokolwiek obecnie zrobić,na pewno
wykorzystam tę szansę.Kiedyś odebrano mi nadzieję.Kurczę,opisałam
Wam kawał własnego życia,ale może ten Chiron na Wenus(wł5domu)
wskazuje mi ,ze chyba nadeszła pora by pomóc własnemu dziecku(lepiej
póżno niż wcale).Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam