Dodaj do ulubionych

Lekki dołek...

24.04.11, 15:14
Jestem osobą dla której szklanka zawsze jest w połowie pełna. Skłamałam..jednak nie zawsze. Teraz nie jest. Nie umiem w tej chwili przejść na jasną stronę mocy. Jestem sama od 3 lat. Po kilkuletnim związku z młodszym o kilka lat facetem. Od kilku miesięcy ten gość chce do mnie wrócić, ale ja już tego nie chcę. Bliżej mi do 40-tki niż do 30-tki ale ciągle czuję się jak dziecko.Jakiś czas temu rozwinęła mi się znajomość z moim przyjacielem..także młodszym-przekształciła się w przyjaźń z seksem. Broniłam się, stawiałam granice sama...starałam się odgrodzić seksualność od przyjaźni. Jednak intensywność kontaktów, czułość jaka była między nami, bo to nie tylko żądze, sprawiła, że w nieznanym mi momencie jednak zaczęłam czuć coś więcej niż chciałam. Mój przyjaciel stwierdził, że musimy zmienić nasze relacje i na powrót stać się tylko przyjaciółmi, bo będąc ze mną nie ma ochoty na spotkania z innymi i uważa,że tak będzie mądrzej.Że jest mu trudno, ale tak chyba powinniśmy. Bo On mnie uwielbia, ale tylko lubi. Ja rozsądnie wiem, że może i tak...Nie miałam w planach by to trwało wiecznie, ale raczej sądziłam,że to się wypali, znudzi, a nie,że problemem się stanie nadmierne zaangażowanie.On stwierdził,że ja miałam się nie angażować,że On także nie potrafi oddzielić emocji.Myślałam,że może przestaniemy się kontaktować i tak będzie mi łatwiej, ale On nie chce mnie tracić..kontaktuje się ze mną z taką samą intensywnością-kilka razy dziennie, w tym conajmniej jedna dłuższa rozmowa.Mnie się chce płakać..jest mi cholernie źle.Ostatnio chciałam,żeby jednak nie odzywał się do mnie,żeby mi ułatwić.Że może będziemy w stanie wrócić do relacji przyjacielskich za czas jakiś. Rozmowa skończyła się kłótnią, która mi przez chwilę ułatwiła-byłam na Niego tak wściekła,że uznałam,że to super-mniej będzie bolało. Niestety dwie godziny później już mnie przepraszał, Już chciał żebym wymyśliła jakieś dobre rozwiązanie...Znów zapewniał ile dla Niego znaczę i o tym,że jemu z tym wszystkim jest cholernie źle, ale skoro coś wymyślił to po prostu myśli, żeby się tego trzymać...Nie łączy nas żadna zależność, nie było między nami żadnych układów, korzyści itd...po prostu zrozumienie, czułość, śmiech, pasja..Tak..chyba był dla mnie namiastką związku-namiastką, bo sama bałam się,by czymś więcej (nie analizując czy On by chciał).Czy nie powinnam być egoistka?Czy zaprzestanie kontaktów to egoizm? Co zrobić, gdy na myśl o tym serce mi pęka? Aaa...przez cały ten nasz wspólny czas (kilka miesięcy) żadne z nas nie robiło nic z innymi osobami,tzn nawet się nie całowaliśmy ani nic...I jestem pewna tego..Nie ma w moim życiu nikogo, ani w Jego życiu także.Co powinnam zrobić? Targają mną tak sprzeczne uczucia.Skończyć-próbować walczyć. Walczyć ale o co?Skończyć, ale jak, by nie bolało....
Obserwuj wątek
    • moonogamistka Re: Lekki dołek... 24.04.11, 16:09
      Nie mozecie po prostu byc ze soba? Pozwolcie temu sie rozwinac, bedzie co ma byc, jak nei wyjdzie to sie rozstaniecie i tyle. Po co takie durne szarpanki, gierki, szkoda zycia...
      • crazyness Re: Lekki dołek... 24.04.11, 16:59
        Pewnie to byłoby najsensowniejsze, ale jak mu to teraz zaproponuję to czy nie wyjdę na desperatkę? Czy On w całej tej swej upartości nie uprze się na swoje zdanie? Tylko dlatego,że RAZ POSTANOWIŁ? Chciałabym tego o czym piszesz...bo albo by się rozwinęło, albo okazało,że nie ma co i pewnie jakoś rozeszło...Trochę może marudzę, ale naprawdę do dupy mi z tym wszystkim...Dzięki tak czy inaczej :)
      • Gość: gh Re: Lekki dołek... IP: *.centertel.pl 23.05.11, 18:04
        Przyjaźń między mężczyzną a kobietą prędzej czy później przeistacza się w miłość. Wiem bo sama jestem obecnie z moim przyjacielem, nasza przyjaźń trwała 5 lat, potem okazało się że zaczyna się coś poważniejszego, tylko że u nas odwrotnie to ja nie wiedziałam czego od niego chce. Nie mieściło mi się w głowie że ten facet ma być moim facetem...a jednak bliskość była silniejsza i póki co zwycięzyła. Jak się pojawiła bliskośc fizyczna to też była chęc żeby wszystko wróciło do poprzedniej wersji zwykłej przyjaźni, ale nie ma czegoś takiego, nie da się już do przyjaźni wrócić. Z tego co piszesz, to ten facet też jest do Ciebie bardzo przywiazany, i jestes dla niego bardzo ważna. Ale też straszne jest to co piszesz, nie widze zadnej przyszlosci dla waszego zwiazku jesli on nie uda się do terapeuty i nie rozwiaze swoich problemow, bo jak na razie to taplacie się w błocie, a to nie na tym polagać powinno, z drugiej strony trudne sytuacje na pewno was wzmocnią i sprawią ze wasza relacja stanie sie bardziej wartościowa i trwała. A to że się Ty wykańczasz w tym zwiazku tez mi sie bardzo nie podoba. Nie pomożesz mu sama. Nie jestes terapeuta zeby rozwiazywac jego problemy. Wyobraź sobie jak czuły by sie z wami wasze dzieci... Dopóki facet nie zajmie sie swoimi problemami to ja bym na twoim miejscu zajela się sobą. Zadbaj o swoje zdrowie psychiczne bo jak juz bierzesz wolne w pracy z tego powodu to znaczy ze jest bardzo zle.
        • crazyness Re: Lekki dołek... 27.05.11, 01:01
          Dziękuję za odpowiedź :)
          Jeśli chodzi o mnie, to chwilami jest trochę lepiej. Chwilami jednak łapię doła. On stara się udawać. Uparł się,że nie pójdzie do lekarza, a ja się martwię coraz bardziej, bo objawy stara się ukrywać - spotyka ze znajomymi, stara się rozmawiać normalnie, przejawia jakąś aktywność fizyczną, ale od jakiś dwóch tygodni mam wrażenie,że Jego organizm zaczyna właśnie reagować na stres. Według mnie to problemy psychosomatyczne. Ma problemy z jedzeniem, często wymiotuje itd. Stara się ze mną rozmawiać normalnie, a jak staram się rozmawiać o Jego problemie to albo zaczyna mieć łzy w oczach, albo się na mnie wścieka,że o tym chcę mówić.
          Ja też uważam,że jestem dla Niego ważna, a On dla mnie...Tylko,że skoro postanowił spróbować z kimś innym to chyba jednak nie tak samo jesteśmy ważni dla siebie.Swoją drogą zaskakuje mnie jak mało czasu spędza z nową znajomą - oczywiście nie wiem czym to jest powodowane,może Ona nie chce się z Nim widywać czy coś,ale w ciągu ostatniego tygodnia spędził z Nią jakieś 2-3 godziny, jeden raz. Skąd wiem? Bo ciągle do mnie wydzwania.Jak jedzie do pracy, z pracy, wychodzi z domu itd tylko raz była przerwa i zadzwonił koło 23 jak wracał hehehe
          Ja nie jestem przekonana co do tego co powinnam zrobić. Słyszę wszystkie mądre rady. Z wieloma się zgadzam. Zdrowy rozsądek mi coś mówi. No ale serce...jest rozchwiane. Wczoraj pokłóciliśmy się przez tel przed samą Jego pracą. Zachował się jak baran i rzucił słuchawką. Napisałam więc smsa, że skoro tak mnie szanuje i ma mnie w d... to właśnie ja Go również tam mam. Znowu przez chwilę myślałam,że jest głupi i dobrze,że tak zrobił to się nie odezwę itd Zadzwonił natychmiast jak wyszedł z pracy i mówi,że nie mogę się z Nim kłócić bo nie mógł pracować.
          Jak z Nim rozmawiam, myślę,że może byłoby lepiej gdybyśmy nie rozmawiali. Jak nie rozmawiam-że to nie jest dobre. To wszystko jest takie trudne. Pewnie gdyby mnie trafił grom z jasnego nieba to On by mi przeszedł. Bo normalne spotykanie nie zadziała.
          Tak naprawdę to wiem o tym,że już nic z tego nie będzie. Ale na jakiejś płaszczyźnie pewnie łudzę się,że nie mam racji, że On się zagubił i się odnajdzie..że nie tylko mnie lubi, bo za dużo dzwoni, za bardzo "włoskie" są nasze kłótnie..że On tego po prostu jeszcze nie zrozumiał...Ale może to ja muszę się odnaleźć..Oj...
          Fajnie Ci,że jesteś tak blisko z przyjacielem. Ja sobie wymyśliłam jakiś termin..Niedługo ma urodziny. Chwilami myślę,by po urodzinach przestać z Nim rozmawiać...Czy takie wymyślanie ma sens? Czy udawać,że jest ok i jestem tylko koleżanką....
    • lilyrush Re: Lekki dołek... 24.04.11, 18:19
      Mężczyźni naszych czasów- zjeść ciastko i mieć ciastko, a Ty sie szarpiesz.
      Każ mu dorosnąć- albo z Toba jest albo nie. Na początku będzie bolało bardziej, ale potem zrobi sie lepiej. Albo pan zrozumie czego chce
      Pamietaj- nikt na świecie sie Tobą nie zaopiekuje jeśli nie zrobisz tego sama....

      Ja tez jestem sama juz od jakiegoś czasu- bo związki oferowane przez facetów spełniają ich potrzeby, a nie moje. A ja juz przestałam byc "Matką Teresą"
      • crazyness Re: Lekki dołek... 24.04.11, 18:27
        Zaglądam tu co chwilę żeby coś przeczytać...że może ktoś mi podpowie coś co odmieni całą sytuację. Szarpię się, bo raz myślę,że powinnam zrobić tak, a raz że inaczej. Szukam tu jakiegoś wsparcia, bo normalnie jestem silna baba..Piszesz o byciu Matką Teresą, niestety trochę jestem taka,że jak ktoś mi jest bliski to oddaję całą siebie. Zarówno mówię o rodzinie, mężczyznach jak i po prostu przyjaciołach..
        Z tym szarpaniem to trochę tak,że choćby przy tej najświeższej kłótni, najpierw dzwonił-nie podnosiłam, w końcu podniosłam..a może nie powinnam...oj....czy to wszystko nie może być łatwiejsze?...Może ja tylko tak komplikuję...hehehe
        • Gość: Mela Re: Lekki dołek... IP: *.lublin.mm.pl 24.04.11, 18:51
          Wasza relacja z przyjacielskiej zmieniła się w uczuciowo-seksualną i bardzo trudno będzie teraz wrócić do tego, co było. Zwłaszcza Tobie, bo chyba dla Ciebie to już za mało. Porozmawiaj z "przyjacielem" szczerze, choć pewnie boisz się zranienia, odrzucenia. Spróbujecie kontynuować te nowe, bliskie relacje i albo Wam się uda albo nie. Dajcie sobie szansę. Nie ukrywaj przed nim, że nie dasz rady tylko się przyjaźnić, że to dla Ciebie zbyt trudne. Ja nie wierzę w powrót "czystej" przyjaźni między Wami, Ty chyba też. Czas zapytać jego o zdanie :-)
          • crazyness Re: Lekki dołek... 24.04.11, 20:23
            To znaczy myślę,że może byłby możliwy powrót ale dopiero za jakiś czas. Teraz nawet jak chwilę próbowałam, to ciężko mi było z tym,że nie wiem co powiedzieć, bo nie wiem jak będą pewne teksty (nad którymi się wcześniej bym nie zastanawiała) odebrane. Nie mówiąc o tym, że ciężko mi było mając Go obok...tak po prostu. Pewnie,że się boję. Z jednej strony zranienia, ale z drugiej głupiego uporu i tego,że On zdecyduje się na to,że między nami nie ma nic, tylko dlatego,że raz coś palnął, a uparty jest jak nieszczęście...
    • Gość: grz-aneczka Re: Lekki dołek... IP: *.net.stream.pl 24.04.11, 20:35
      a mnie to wszystko wydaje się marnymi gierkiami faceta, który nie potrafi się zaangażować.
      W ogóle czytałam to co napisałaś i zastanawiałam się jak dorośli ludzie mogą tak się bawić. A to seks a to przyjaźń, a to seks i przyjaźń - gubiłam się trochę. Wszystko to trochę infantylne.
      Ciekawe, że wiążesz się z młodszymi facetami... Czyżby taka infantylność trochę Cię pociągała?
      • crazyness Re: Lekki dołek... 24.04.11, 20:51
        Hmmm...z tym wiązaniem się z młodszymi...samo się jakoś tak. Generalnie są młodsi ale dojrzali. Zresztą nie mówimy tu o dzieciach, bo to są mężczyźni, już po studiach itd. Czy pociąga mnie infantylizm? Kurczę, nie wiem...wydawało mi się,że nie, ale może nie jestem obiektywna. :) Myślę nad tym Jego angażowaniem się. Z tego co wiem nie był nigdy w dłuższym związku, więc albo jest tak jak mówisz, albo ma paskudny charakter...Sorry, że tak przynudzam przy Świętach :) ale to z jednej strony poszukiwania jakiś sensownych głosów, z drugiej chyba rodzaj psychoterapii :)
    • potwor_z_piccadilly Re: Lekki dołek... 25.04.11, 17:22
      Oj fantazji to ci nie brakuje, oj nie brakuje.
      Upstrzyłaś tą swoją życiowa ścieżkę masą powstałych w twoim mózgu komplikatorów. Tobie się wydaje że to zasady, przemyślenia, granice bezpieczeństwa, a tak po prawdzie to zwykłe chwasty które przeszkadzają ci kroczyć wspomnianą ścieżką.
      Co robić ?
      - Znaleźć coś ostrego i zielicho wytępić.
      - Zadbać o siebie.
      - Przyjąć pozycję Światowida, byś ty widziała ewentualnych nowych i by ciebie ci nowi widzieli (chwasty już nie zasłaniają, bo wycięte).
      - Postawić twardo młodzianowi warunki, niech wybiera. Jeśli mu zależy na tobie, to zmięknie, jeśli nie, to i mała strata. Jesteś jeszcze młodą kobitką i wiele przed tobą. Jeszcze są faceci szukający normalnej partnerki. Wystarczy tylko otworzyć się i uprościć to co jak dotąd komplikowałaś, a że komplikowałaś, to tego jestem raczej pewny.
      Nie pozdrawiam, nie życzę powodzenia.
      Życzę ci spokoju ducha i samoistnego, lub wypracowanego uporządkowania twojego, wewnętrznego bałaganu.

      • crazyness Hehehehe... 25.04.11, 19:17
        Dzięki za posta...uśmiałam się :) Hmmm...a wydawało mi się,że moje genialne idee ułatwiają mi życie i jeszcze wytyczają tę ścieżkę ;) ale postawa Światowida wydaje się zacna ;p Z tym zielskiem to jak rzuciłam najpierw okiem to myślałam, że mam się nie wiem...tym zielskiem najarać i jako Światowid mieć wizję ;p Ale ufff...
        • potwor_z_piccadilly Re: Hehehehe... 25.04.11, 21:41
          crazyness napisała:

          > Hmmm...a wydawało mi się,że moje genialne ide
          > e ułatwiają mi życie i jeszcze wytyczają tę ścieżkę ;)

          No i dokąd ta ścieżka cię zaprowadziła ? Twoje rówieśnice odchowawszy dzieci już tańczą u boku swych małżonków, gdy ty jeszcze ścierasz się ze swoimi (myślę że nieco pokręconymi) koncepcjami. Staropanieństwo ci miła pani grozi.

          ale postawa Światowida w
          > ydaje się zacna ;p

          Nie tyle zacna co życiowa.
          To polowanie, wabienie. Większość kobiet wie o czym piszę i ty zapewne też. Obserwuj, wybieraj cele i atakuj. Taktyka prosta i dzięki swojej prostocie skuteczna.

          Ale
          > ufff...

          Sadzę ze za wcześnie na ufff.
          Troszkę roboty przed tobą, a jest co nadrabiać.
          Przepraszam za ton. Sadzę jednak że czasami lepszy efekt można osiągnąć szturchańcem niż głaskaniem.
          Jeszcze coś co ci może pomóc.
          Wasz kobiecy oręż. Myślę że skuteczny, bo na mnie działa.
          www.youtube.com/watch?v=nfIlzaiLHaU
          • crazyness Hmmm... 25.04.11, 23:27
            Staropanieństwo to chyba bardziej stan umysłu :) Mnie zawsze przerażała myśl o małżeństwie i publicznych deklaracjach że na zawsze i na wieki...
            Jeśli zaś chodzi o wabienie, to problemem jest to,że jestem kobietą-kumplem.....ale to nic. :)
            Problemem jest to, czy powinnam coś robić by być z TYM gościem, bo jeśli nie z Nim to co już dalej będzie to będzie..czy sama czy z kimś-zobaczymy :)

    • ewa.zeromska Re: Lekki dołek... 25.04.11, 22:36
      Odniosłam wrażenie, być może mylne, że to on podejmuje decyzje, a ty przystajesz.
      Chce być to jest, chce coś zmienić, to zmienia. A ty ? Jakie są twoje decyzje?
      Nie pragnienia, nie marzenia, ale decyzje.
      Poza tym wydaje mi się, że facet jest z gatunku tych, co nie lubią deklaracji.
      Wydaje się, że skoro jest dobry kontakt, porozumienie, na dodatek seks - to jest to związek. Może nie na całe życie (kto to zresztą wie), ale jest.
      Tymczasem pan, uważa, że skoro nie zostało wypowiedziane, przyklepane, zdeklarowane, to to jest........, no własnie co?
      Jak to nazwać?
      Więc może lepiej nie nazywać, nie szukac formuły, tylko po prosyu być, tak jak napisała monogamistka.
      Kobiety zwykle potrzebują określenia, pewniej się czują, stabilniej. Mężczyznom nie zawsze jest to potrzebne, zwłaszcza tym, ktorzy panicznie boją się ograniczenia wolności.
      Niemniej jeśli źle się w tym czujesz, jeśli zdecydownie chcesz czegoś innego, to podejmij decyzję i bądź w niej konsekwentna.
      Ale dobrze rozważ
      Konsekwentana i sama, czy nie bardzo konsekwentna i z nim?
      To jest własnie ta decyzja, którą TY powinnas podjąć. Każda będzie dobra, o ile sama zadecydujesz.
      Pozdrawiam
      • crazyness Troszkę może jest tak jak mówisz. 25.04.11, 23:35
        Tzn gość jest młodszy, ale ma silną osobowość. Ja sama nie wiem czy umiem w tej chwili podjąć decyzję. Najbliższa memu wyobrażeniu wydaje się opcja by to się toczyło dalej i samo się jakoś rozwiązało w jakąś stronę..Może to trochę ucieczka od decyzji o której mówisz, ale chyba najmądrzejsze. Tyle tylko,że obawiam się tego,że ja będę żałosna wychodząc z taką propozycją. Czy nie będę mu się napraszać, skoro raz powiedział o tym, że powinniśmy zluzować...
        Rety...tysiąc myśli. Pisze pewnie to samo co w innych postach wcześniej,ale cały czas mnie to męczy. No cóż-jeśli na to nie pójdzie powinnam uciąć z Nim kontakty, ale czy będę umiała wytrwać w swojej decyzji?
    • ewa.zeromska Re: Lekki dołek... 26.04.11, 10:55
      Pozostawienie wszystkiego losowi, o ile jest to świadome, a nie przypadkowe - to też decyzja.
      Ale wiesz co, problem jest chyba gdzie indziej.
      Ty, jako starsza czujesz, że to na ciebie spada obowiązek scenariusza na przyszłość. A jednocześnie ta świadomość (bycia starszą) powoduje, że nie czujesz się do końca pewnie - tyle młódek dookoła.
      A co będzie jak on powie, zakochałem się, a dziewczyna o 10 lat mlodsza? I co wtedy?
      Nawet jak się do tego nie przyznajesz, to taka scena cię dręczy. Nie chcesz tego, jak to przeżyć z twarzą?
      I dlatego teraz kombinujesz, jkby na zapas.
      I to jest bez sensu.
      On cię kocha, pragnie, ty jego - wiek nie ma znaczenia.

      Tylko myślę, że on na pewno nie chce kobiety rozdygotanej, niepewnej, przewrażliwionej. Zakochał się w tobie, w twojej osobowości, więc nie zmieniaj tego, nie wymagaj od niego wsparcia w tej kwestii.
      Nie wiem jak duża jest ta różnica, ale niezaleznie od tego ile lat, faceci boją się kobiecych problemówi rozterek, a im mlodsi, tym gorzej dają sobie z tym radę.
      Więc nie funduj sobie tego.
      Więcej luzu, więcej beztroski w naajlepszym tego słowa znaczeniu, a mniej deklaracji po grób, a powinno być dobrze, nawet bardzo dobrze.
      Pozdrawiam
      • crazyness Hmmm...oczywiście zastanawiam się nad Twoim postem 26.04.11, 19:53
        Może po części tak jest, choć mimo, że jestem starsza, to wiem, że wiek przed niczym nie chroni. Mógłby być starszy ode mnie a odejść z dziewczyną młodszą o ileś lat. Wiem jaka jestem wspaniała (chwilami to wiem hehehhehe). Tylko ja generalnie nie chcę dalekosiężnych planów...bo ja się takich planów boję. Ja chciałabym,żeby to się toczyło aż do wypalenia,czy czegoś tam innego. Nie miało być tak, że problemem okaże się to,że jest nam obydwojgu dobrze...
        Staram się zachowywać normalnie..właściwie w wielu sytuacjach nie muszę się starać bo tak się zachowuję, ale najgorzej jest...w nocy...wszystkie koty są czarne...Na szczęście teraz jest dzień..
        Dzięki :)
        • potwor_z_piccadilly Re: Hmmm...oczywiście zastanawiam się nad Twoim p 26.04.11, 22:19
          crazyness napisała:

          > Wiem jaka jestem wspaniała (chwilami to wiem hehehhehe).

          Może się mylę, lecz twój niepokój chyba wynika też z twojego wewnętrznego przeczucia że marnotrawisz te walory, czy nie ? Skąd to przypuszczenie ? Ano stąd że na mojego nosa to względem tego młodszego nie ma z twojej strony wielkich ochów i achów. Jest ci sympatyczny, potrzebny, owszem, lecz dusza twoja gdzieś tam w podświadomości zadaje sobie też pytanie, czy to aby na pewno ten.

          Tylko ja gene
          > ralnie nie chcę dalekosiężnych planów...bo ja się takich planów boję.

          Jeśli jest tak jak napisałem wyżej to faktycznie, uczucia strachu, niepewności są naturalne, tak jak naturalne są obawy człowieka stojącego przed trudnym wyborem właściwej drogi. Widzisz ja jestem zwolennikiem budowania na solidnych fundamentach, solidnych, trwałych konstrukcji i nie boję się snuć dalekosiężnych planów, bo wiem ze bez nich nie śmierdziałbym groszem i wakacje zamiast na Santorini spędzałbym gdzieś (możliwe że samotnie) w osiedlowej, żelbetonowej klitce . To jednak jest mało ważne. Ważne jest sięgnięcie wyobraźnią w daleką przyszłość, czyli snucie i urzeczywistnianie planów na w miarę bezbolesne przeżycie najtrudniejszego etapu naszego życia, starości.

          Ja chciał
          > abym,żeby to się toczyło aż do wypalenia,czy czegoś tam innego.

          A pomyślałaś co będzie po wypaleniu tego czegoś ?

          Nie miało być t
          > ak, że problemem okaże się to,że jest nam obydwojgu dobrze...

          No i tu jest problem. Jeśli dla kogoś jest problemem fakt że jest mu dobrze, to albo z nim jest coś nie teges, albo wcale tak dobrze mu nie jest.

          > Staram się zachowywać normalnie..właściwie w wielu sytuacjach nie muszę się sta
          > rać bo tak się zachowuję,

          No i pierwsza klasa. Tak trzymaj, lecz równolegle z zabiegami o utrwalenie istniejącego związku nie zapominaj bacznie się rozglądać czy jakaś okazja nie przechodzi ci koło nosa.

          Pozdrowienia z dedykacją.
          www.youtube.com/watch?v=TJxetsyUq6k
          • crazyness Re: Hmmm...oczywiście zastanawiam się nad Twoim p 28.04.11, 00:03
            Hmmm..chyba się zadurzyłam, ale od zadurzenia do miłości droga daleka..Więc na razie nie wiem czy marnuję moje walory na Niego :) Na pewno musi być wyjątkowy skoro mi zawrócił w głowie. Ale z tą niepewnością..chyba ostatni raz podejrzewałam,że mogę skończyć na ślubnym kobiercu będąc w liceum ;p także może jednak ze mną coś nie jest do końca dobrze :)

            Po wypaleniu? Albo będziemy przyjaciółmi albo nie..
            Dla mnie to,że obydwojgu jest dobrze nie jest problemem. Raczej było powodem do radości, ale On się chyba tego przestraszył, co dla mnie jest zaskakujące...heheheh...Zwłaszcza, że nie chcę żadnych zobowiązań ...hmm...

            Dzięki za dedykację ;) Jeśli chodzi o gościa, to nie wiem czy można to teraz nazwać związkiem. Zobaczymy :) I tak nadal raz uważam "niech się pocałuje w nos" a raz "tęsknię za Nim"...

            Życie jednak bywa skomplikowane..
    • crazyness Temat wydawał się zakończony.. 06.05.11, 01:11
      ..ale oczywiście coś się musiało wydarzyć. To znaczy spotkaliśmy się dziś na rozmowie. W moim mieszkaniu. Zaczął mi mówić,że to przez Jego depresję zaczął wymyślać problemy i wtedy stracił zapał do nas.(Zapomniałam napisać, że od początku marca ma dołek,z którego próbowałam Go wyciągać,namawiałam na pójście do psychologa-usłyszałam,że bardzo mu pomagam,ale musi poradzić sobie sam,do psychologa nie pójdzie,bo nie lubi mówić o problemach i że może to zadziała tak,że jak nie będzie o czymś mówił,zamknie temat, to problem zniknie).Dziś po rozmowie,w której ja się rozkleiłam zaczął się irytować i zbierać do wyjścia,przy drzwiach coś zaczęliśmy się na siebie wściekać...i po chwili mnie mocno przytulił pytając czemu to wszystko jest takie powalone.Po czym zaczął rozmawiać normalnie i mówić, że mówił mi,że powinien zobaczyć czy może się z kimś spotykać i spotkał się z kimś. Po czym zaczął mi płakać jak bóbr...skończyło się czterogodzinną rozmową z płakaniem obydwojga.I tekstami typu,że On nie wie co ma robić,bo mu jest źle, a przez to,że mnie jest źle to Jemu jest jeszcze gorzej,że wcale mu nie jest łatwo tylko może lepiej to ukrywa niż ja..itd...Kazałam mu zabrać kilka Jego rzeczy,które miał w moim mieszkaniu.Dzwonił później.Mówię do Niego,że ustaliliśmy,że odezwie się jak mu będzie źle,a ten,że właśnie tak jest...Potem dzwonił znów,że przespał się, bo myślał,że może będzie lepiej,ale nie jest...Żebym z kimś porozmawiała kto może chłodnym okiem popatrzy na to wszystko...Że może powie co pochrzaniliśmy,co moglibyśmy zrobić..W sumie jest super, dzięki tej akcji nie jadłam dziś nic, jak tak dalej pójdzie to na wakacje będę miała jeszcze lepszą figurę niż mam ;p Oczywiście powiedziałam,że nie będę sama do Niego dzwonić,żeby nie było..bo skoro chce spróbować czegoś to niech próbuje-tzn nie chodzi o to,że ja mam czekać i wypatrywać co tam, czy mu się ułoży czy nie, ale chyba nie powinnam się do tego wtrącać..z drugiej strony wkurza mnie taka deklaracja, bo mam czekać czy On zadzwoni czy nie?Czemu mam nie zadzwonić jak będę chciała, w końcu jest równouprawnienie?Chyba nie jesteśmy do końca normalni...Czy łączy nas coś więcej niż tylko lubienie i boimy się tego? Czy to moje jakieś urojenie? Aaa..i jeszcze jak powiedział o tym,żebym się poradziła kogoś "na zewnątrz" to powiedziałam, że nie wiem przecież co dokładnie On ma w głowie,a On stwierdził,że przecież On sam nie wie i chyba stąd problem.Wiem,że pytanie czy warto sobie głowę Nim zawracać, czy robić cokolwiek jest pewnie irracjonalne, i na zimno sama powiedziałabym "nie odzywaj się więcej do Niego", ale wiem,że będę tęsknić,będzie mi źle-nie wiem czy mniej czy bardziej niż teraz.Do tego pewnie się oszukuję doszukując się w Jego słowach tego,że coś dla Niego znaczę tzn coś więcej niż koleżanka.Na dodatek zamęczam się tym Jego dołem..Angażowanie się jest chyba przereklamowane ;p
      • bombalska Re: Temat wydawał się zakończony.. 06.05.11, 11:41
        Brakuje tu sytuacji, ktora rozstrzygnie, co naprawde w Was (a wlasciwie w nim) siedzi.
        Gosc stoi w rozkroku, sam nie wie czego chce. Moze powiedz mu, ze chcesz zmienic cos w zyciu i myslisz o emigracji. Rozstanie moze tutaj bardzo pomoc. Ale rozstanie konsekwentne, na dobre. Gdy Cie straci, ale poczuje, ze to z Toba chcial spedzic zycie, to pojedzie za Toba nawet na Antypody. Daj mu sie wykazac i okreslic. W przeciwnym razie bedziesz sie dalej meczyc.
        • crazyness Re: Temat wydawał się zakończony.. 06.05.11, 21:01
          Pomysł niezły, ale nie do zrealizowania - tzn prawdziwa groźba emigracji. Pomagam rodzicom, którzy mają problemy zdrowotne,więc tak realnie,to nie wchodzi w grę. Choć chciałabym móc dokonać czegoś co spowoduje takie...przesilenie. Może niech On wyjedzie? :) Dziś dzwonił do mnie...ze dwadzieścia razy...i nic tak naprawdę to nie wnosi.Bo kolejny raz mówił,że On nie wie..a poza tym rozmawialiśmy o głupotach.Zapytałam tylko czy rozmawia z kimś o problemach, o tej depresji i dowiedziałam się,że nie,że tylko ze mną.Co dodatkowo mi dorzuca kolejny kamień na plecy,bo jak przestanę z Nim rozmawiać,to kto mu pomoże?Kurczę..
    • crazyness No to na próbę przestaliśmy rozmawiać... 13.05.11, 13:53
      Wczoraj. Powiedział,że mam rację, zobaczmy...Ile chcę daje mi czasu. Jego depresja trochę już i mnie sponiewierała. Zrobiłam sobie test depresji Becka i niestety wyszło,że mam dużą depresję. No..tuż ponad granicą więc wolę zaliczyć do średnich ;p
      Rozmowę odbyliśmy przez telefon bo On nie był gotowy na rozmowę i spotkanie ze mną...na rozmowę na taki temat...
      Generalnie jest do luftu...Zmieniłam mu opis w telefonie na "NIE DZWON!!!" żebym miała jakieś jeszcze ostrzeżenie jeśli będę chciała zadzwonić. Strasznie jest mi ciężko...Mam nadzieję,że robię dobrze i że się szybko pozbieram...Kilka ciężkich przeżyć już miałam, ale nie pamiętam kiedy tak zostałam walnięta przez łeb...
      W tej chwili mieszkam z rodzicami więc muszę wstawać z łóżka i udawać że jest ok. Wzięłam dwa dni wolnego w pracy...
      No nic...wygadanie się też jakoś pomaga...Powinnam wychodzić do ludzi na siłę? Upić się i zresetować?
      Dobrze zrobiłam z tym nierozmawianiem? Ile wytrwać? Przestać odzywać się wcale..już nigdy..dopiero jak mi przejdzie?Martwię się też tą Jego depresją o której nikt nie wie...Z kim On o tym porozmawia...Jego depresja jest poważniejsza niż moja..Moja jest tylko przez Niego..Jego przez życie...Wczoraj mnie znów przepraszał,że to przez Jego problemy z głową to wszystko złe się stało...O rety...czemu to wszystko nie może być łatwiejsze....
    • Gość: Asia. Re: Lekki dołek... IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.05.11, 14:15
      Najlepiej porozmawiac i mze dac sobie szanse, ale jak meczy to trzeba porozmawiać ,b inaczej to juz mozna naprawde zeswirowac w takim kole niedomowień.
      • crazyness Re: Lekki dołek... 14.05.11, 10:38
        No tak, ale wydaje mi się,że On się już uparł,że po prostu zakończymy to "coś więcej" i może nam się uda wrócić do przyjaźni. A ja już nie wiem czy ja np nie doszukuję się czegoś więcej tam gdzie tego nie ma? Ja WIEM że Jemu bardzo na mnie zależy, tylko nie wiem czy On nie wie jak bardzo (po zachowaniu sądząc bardzo) czy ja nadinterpretuję Jego zachowanie, a powinnam się skupić na słowach. Na tym co powiedział na samym początku,że powinniśmy spróbować być osobno. Niedługo miną dwie doby jak nie rozmawiamy....HURRAAA...dotychczas najdłuższe przerwy to były nocne...max kilkanaście godzin...Tylko,że dziś pewnie w tych pięknych okolicznościach przyrody się spotkamy, bo nasz wspólny kolega ma ślub. Tak sobie myślę,że może za ileś dni ten worek kamieni który mam na piersiach spadnie..Staram się sobie tłumaczyć,że ja przeżywam, a On może w tym czasie imprezuje...szaleje itd...
        Oszczędzam za to na kosmetykach...nie potrzebuję demakijażu, bo wszystko samo spływa jak płaczę ;p
        • potwor_z_piccadilly Re: Lekki dołek... 14.05.11, 11:25
          crazyness napisała:

          >.Tylko,że dziś pewnie w tych pięknych
          > okolicznościach przyrody się spotkamy, bo nasz wspólny kolega ma ślub.

          Jeśliś jeszcze na wyszła to tak.
          - Odstaw się.
          - Dla innych perlisty uśmiech.
          - Dla niego chłodna uprzejmość.
          - Propozycje z jego strony w rodzaju "porozmawiajmy", skwituj pytaniem "a przemyślałeś, wypracowałeś już konkrety ?
          • crazyness Re: Lekki dołek... 15.05.11, 12:01
            Przeczytałam i nawet chciałam się zastosować..tzn częściowo się zastosowałam.
            Odstawiłam się..przygotowałam perlisty śmiech ;p
            No ale niestety On się nie pojawił.Poszedł z nowym towarzystwem na koncert.
            Także propozycji nie było. Ja poszłam z naszym towarzystwem na imprezę i starałam się dobrze bawić. Choć naprawdę jestem nieszczęśliwa...Ale myślę,że nikt z towarzystwa nie domyśla się. To są tylko znajomi,a nie przyjaciele...Także to straszne jak pozory mogą mylić...
    • crazyness Chyba pora przestać się oszukiwać. 15.05.11, 21:24
      Ja przeżywam i cierpię On rzuca się na nową znajomość. To chyba dosyć jednoznaczne. Teoretycznie to już wiem, praktycznie mi ciężko. Jeśli On codziennie gdzieś wychodzi z nową znajomą to wygląda,że się zaangażował. Nie sprawia to,że mi jest lepiej,sprawia,że straciłam nadzieję. Wiem,że Jego łzy były prawdziwe,żal itd jest najuczciwszym gościem.Pewnie dlatego,że taki właśnie jest tak mi cholernie ciężko.CHOLERNIE.Nie wiem jak to wszystko oswoić.Czy nieodzywanie się będzie mieć jakikolwiek sens?Czy lepiej odzywać się ograniczenie, bo przyjdzie nam się wielokrotnie jeszcze spotykać.Może lepiej być znajomymi...i próbować udawać,ze nic mi nie jest?
      • potwor_z_piccadilly Re: Chyba pora przestać się oszukiwać. 16.05.11, 18:56
        No i z dołka powstała wyrwa.
        No cóż, sprawa się rypła, a tobie radzę olać gnoja.
        Tak, tak, gnoja, bo ile czasu cię zwodził by w końcu jojcząc dać drapaka ?
        Co ci pozostaje ?
        Ano przyjąć spokojnie pozycję Światowida.
        Jeszcześ młoda i myślę że nie jeden zaśpiewa ci po mojemu, ot tak
        www.youtube.com/watch?v=YnW0z_lGI40
        Owocnych łowów.
        • crazyness Re: Chyba pora przestać się oszukiwać. 17.05.11, 12:58
          Jak to mówią "Gdzie serce i rozum dogadują się? Tylko w reklamie".
          To zaczyna przypominać brazylijską telenowelę...Znowu rozmawiamy. Spotkaliśmy się. Obyło się bez płaczu (HURRAAA). Wydaje mi się, że przez to, że mnie jest do dupy On tez nie potrafi jednak sie skupić na nowej znajomosci...Troche wredność mi się włącza i wcale nie będę mu tego ułatwiać ;p
          Rozmowy z koleżankami nie do końca przynoszą dobre efekty, bo logika mówi,że powinnam sobie tłumaczyć jaki On jest okropny itd a ja bez idealizowania Go, zdając sobie sprawę z głupich cech jakie posiada, nie umiem przypisywać mu negatywnych cech których nie posiada.
          Koleżanka, która mieszka w innym mieście, więc nei zna Go osobiście np starała mi się wmówić, że zaczął na pewno się wcześniej spotykać z kimś. A ja w to NIE UWIERZĘ, bo mimo całego pokręcenia jest uczciwy.Niedojrzały, ale uczciwy...
          Jakby był bardziej beznadziejny, byłoby mi łatwiej, a to chyba jest tak, że nie zdążyłam się Nim rozczarować....Prócz rozczarowania tą sytuacją...Dzwonił do mnie dziś z pięć razy...
          Mimo wszystko chyba mi lepiej jak się z Nim kontaktuję...Może będzie to dłużej trwało, ale lżej?
          • potwor_z_piccadilly Re: Chyba pora przestać się oszukiwać. 17.05.11, 22:20
            crazyness napisała:

            >.Znowu rozmawiamy. Spotkaliśmy s
            > ię. Obyło się bez płaczu (HURRAAA).

            Czemu nie, spotykajcie się, lecz ty skończ z okazywaniem swoich odczuć. Sprawdzisz go czy twoje reakcje od serca są, czy nie są dla niego dowartościowującą go pożywką. Ponadto musisz bardziej dbać o swój stan psychiki na wypadek złego zakończenia tej przygody.

            .Troche wrednoś
            > ć mi się włącza i wcale nie będę mu tego ułatwiać ;p

            Coś w tym sensie, niech wie ze nie ma lekko.

            > Rozmowy z koleżankami nie do końca przynoszą dobre efekty,

            Z koleżankami fajnie się rozmawia o szmatkach i przepisie na szarlotkę.

            > Koleżanka, która mieszka w innym mieście, więc nei zna Go osobiście np starała
            > mi się wmówić, że zaczął na pewno się wcześniej spotykać z kimś.

            Jak wyżej.

            , bo mimo całego pokręcenia jest uczciwy.Niedojrzały, ale uczciwy...
            > Jakby był bardziej beznadziejny, byłoby mi łatwiej, a to chyba jest tak, że nie
            > zdążyłam się Nim rozczarować....Prócz rozczarowania tą sytuacją...Dzwonił do m
            > nie dziś z pięć razy...
            > Mimo wszystko chyba mi lepiej jak się z Nim kontaktuję...Może będzie to dłużej
            > trwało, ale lżej?

            Pamiętaj o zmianie podejścia do niego.
            Wszystko pięknie, lecz zero wywnętrzania się. Z tym koniec do czasu wyjścia na tę czy inną prostą. Stań się życzliwą mu zagadką.
            Dawni Wikingowie mieli powiedzenie "najbardziej obawiamy się tego, czego nie widać". No i on tez nie wszystko musi widzieć.
            Trzymaj się.


            • crazyness Re: Chyba pora przestać się oszukiwać. 18.05.11, 23:41
              Jest o tyle lepiej, że przestałam płakać..niemal zupełnie. Chociaż chwilami jest słabo, bo oczywiście już sobie myślę o tych Jego spotkaniach...Hmmm...Chyba najtrudniej pogodzić mi się z irracjonalnością całej sytuacji. Tak wewnętrznie pogodzić. Że to nie skończyło się bo było coś nie tak, czy przestaliśmy na siebie działać itd czy przestaliśmy się rozumieć, lubić. Tylko tak po prostu..jeden pomysł i upór.Powalone. Wiem,że teraz najlepiej by mi zrobił "grom z jasnego nieba". Bo na zdrowy rozum teraz nie jestem w stanie z nikim uczciwie się zaangażować.Byłoby to wbrew sobie i nieuczciwe.A tak na pewno byłoby mi łatwiej zobojętnieć.Oj rety...ale się umarudzę ;p
    • bea.tissima Re: Lekki dołek... 27.05.11, 16:30
      Facet ewidentnie traktuje Cię jak "kryzysową narzeczoną" i seks-pogotowie, a Ty łudzisz się że z tego może być poważny zwiazek. Nie, nie będzie, nie oszukuj się, zerwij z nim kontakt i żyj swoim życiem. Jemu na Tobie nie zależy.
      Ja bym z kimś takim nie chciała się widywać i być zdana na jego humory. laskę i niełaskę. Poza tym... co to za facet? toż to baba a nie mężczyzna. Prawdziwy mężczyzna się tak nie zachowuje i nie ryczy, tylko jest konkretny.
      • crazyness Re: Lekki dołek... 27.05.11, 18:07
        Mogę się zgodzić z tym, że jestem jakąś namiastką, natomiast nie ma seksualnego pogotowia. Od czasu "bycia razem" przed pierwszą rozmową nie było żadnego seksu.
        Zastanawiam się czy liczę ma poważny związek czy trochę są to zawiedzione ambicje - "Jak to mnie mógł odtrącić?"! Nie umiem tego ocenić. On JEST inny...trochę pewnie właśnie to mnie w Nim pociąga. Ale tak szczerze rozchwiana jestem przez te Jego problemy emocjonalne. Ja nie umiem się tak zwyczajnie od Niego odwrócić. Nawet nie chodzi tylko o Niego. Ja taka po prostu jestem. Chętnie wykasowałabym Go z pamięci...Nie wiem JAK ja mam Go zostawić...
    • Gość: dorota Re: Lekki dołek... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.11, 19:41
      Ja bym ci radziła żeby tą szklanke mało wody napełnić i to pomoże. z poważaniem dorota.
      • Gość: Ata Re: Lekki dołek... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.11, 19:52
        A czym napelnic? ;p i wypic do lustra? hehehe
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka