crazyness
24.04.11, 15:14
Jestem osobą dla której szklanka zawsze jest w połowie pełna. Skłamałam..jednak nie zawsze. Teraz nie jest. Nie umiem w tej chwili przejść na jasną stronę mocy. Jestem sama od 3 lat. Po kilkuletnim związku z młodszym o kilka lat facetem. Od kilku miesięcy ten gość chce do mnie wrócić, ale ja już tego nie chcę. Bliżej mi do 40-tki niż do 30-tki ale ciągle czuję się jak dziecko.Jakiś czas temu rozwinęła mi się znajomość z moim przyjacielem..także młodszym-przekształciła się w przyjaźń z seksem. Broniłam się, stawiałam granice sama...starałam się odgrodzić seksualność od przyjaźni. Jednak intensywność kontaktów, czułość jaka była między nami, bo to nie tylko żądze, sprawiła, że w nieznanym mi momencie jednak zaczęłam czuć coś więcej niż chciałam. Mój przyjaciel stwierdził, że musimy zmienić nasze relacje i na powrót stać się tylko przyjaciółmi, bo będąc ze mną nie ma ochoty na spotkania z innymi i uważa,że tak będzie mądrzej.Że jest mu trudno, ale tak chyba powinniśmy. Bo On mnie uwielbia, ale tylko lubi. Ja rozsądnie wiem, że może i tak...Nie miałam w planach by to trwało wiecznie, ale raczej sądziłam,że to się wypali, znudzi, a nie,że problemem się stanie nadmierne zaangażowanie.On stwierdził,że ja miałam się nie angażować,że On także nie potrafi oddzielić emocji.Myślałam,że może przestaniemy się kontaktować i tak będzie mi łatwiej, ale On nie chce mnie tracić..kontaktuje się ze mną z taką samą intensywnością-kilka razy dziennie, w tym conajmniej jedna dłuższa rozmowa.Mnie się chce płakać..jest mi cholernie źle.Ostatnio chciałam,żeby jednak nie odzywał się do mnie,żeby mi ułatwić.Że może będziemy w stanie wrócić do relacji przyjacielskich za czas jakiś. Rozmowa skończyła się kłótnią, która mi przez chwilę ułatwiła-byłam na Niego tak wściekła,że uznałam,że to super-mniej będzie bolało. Niestety dwie godziny później już mnie przepraszał, Już chciał żebym wymyśliła jakieś dobre rozwiązanie...Znów zapewniał ile dla Niego znaczę i o tym,że jemu z tym wszystkim jest cholernie źle, ale skoro coś wymyślił to po prostu myśli, żeby się tego trzymać...Nie łączy nas żadna zależność, nie było między nami żadnych układów, korzyści itd...po prostu zrozumienie, czułość, śmiech, pasja..Tak..chyba był dla mnie namiastką związku-namiastką, bo sama bałam się,by czymś więcej (nie analizując czy On by chciał).Czy nie powinnam być egoistka?Czy zaprzestanie kontaktów to egoizm? Co zrobić, gdy na myśl o tym serce mi pęka? Aaa...przez cały ten nasz wspólny czas (kilka miesięcy) żadne z nas nie robiło nic z innymi osobami,tzn nawet się nie całowaliśmy ani nic...I jestem pewna tego..Nie ma w moim życiu nikogo, ani w Jego życiu także.Co powinnam zrobić? Targają mną tak sprzeczne uczucia.Skończyć-próbować walczyć. Walczyć ale o co?Skończyć, ale jak, by nie bolało....