Gość: grosz32
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
11.10.12, 11:21
Pewnie mój problem nie będzie czymś wyjątkowym, a może będzie, ale potrzebuję obiektywnej oceny. Nakreślę sytuację, która wygląda następująco. Mieszkamy osobno, oboje jesteśmy przed trzydziestką. Ja prowadzę swoją firmę a ona pracuje na etacie i punkt 16 wychodzi z pracy powracając do niej dnia następnego. Jak to na własnym, jest się sprzątaczką, sprzedawca, doradcą, księgowym, informatykiem, grafikiem, odpowiedzialnym za zapasy, materiały w firmie itd. Oczywiście do tego dochodzą spotkania z klientami, urzędnikami, współpracownikami. Są też sytuację, których nie da się przewidzieć. Prace przeważnie kończę około 19, czasem o 21 a czasem później. W pracy mam co robić, nie siedzę i nie piję kawy z nogami na biurku. Ona na nic nie ma czasu, wiecznie słyszę, że kiedy ona ma to zrobić kiedy (np.: pójść z kilkutygodniowym bólem do lekarza), wiecznie na nic nie ma czasu nie wspominając już o nas. Ale ma czas na to, żeby kilka razy dziennie zapytać mnie czy załatwiłem najmniej ważną sprawę w danym momencie jak np.; prezent dla znajomych na BOŻE NARODZENIE. I oczywiście na pytaniach się nie kończy. Po jej pracy zawsze jest telefon z przynajmniej 30 minutowym wykładem jaki to ja jestem nieodpowiedzialny, jak źle zorganizowany, że nie można na mnie liczyć itd. Jakiś miesiąc temu powiedziałem, że może zmienie samochód z naciskiem na może. No i się zaczeło - że o czymś mówie i nie kończę sprawy itd. A dla mnie prezent dla kogoś na boże narodzenie nie jest sprawą priorytetową na chwilę obecną, nie jest też nim nowy samochód. Wczoraj po jej pracy oczywiście telefon, jak się czujesz i czy załatwiłeś sprawę z samochodem. Nie wytrzymałem i rzuciłem słuchawka. Jak będe miał czas w ciągu dnia, jak będę miał w jakimś dniu wolne godziny to pójde do salonu dopytać o szczegóły ale nie teraz - bo nie jest to sprawa super pilna, nawet pilna, baaa, nawet nie kwalifikuje się do ważnej sprawy. Ale dla niej moj nowy samochód jest najważniejszą sprawą. Spięcie przez telefon - jak od kilku tygodni - wielki wywód o mojej nieodpowiedzialności, że nie można na mnie liczyć (bo co będzie jak stary samochód się popsuje a ona stanie gdzieś na ulicy swoim i co? nie będzie mogła na mnie liczyć!), że moje słowo jest nic nie warte itd. Oczywiście za 20 minut, po krótkiej refleksji dzwoni i z najmilszym akcentem "za ile będziesz robaczku" - na odpowiedz, że nie będę ani za chwilę, ani za 5 minut ani za 5 złotych wielkie halo. A ja zwyczajnie nie mam ochoty na żadne spotkanie bo wiem, że znowu będę słuchał, że czegoś nie zrobiłem o co ona mnie prosiła.
I teraz pytanie - co o tym wszystkim sądzicie? Mam ochotę rzucić tym wszystkim bo rzygać mi się chcę jak słyszę - nie można na Ciebie liczyć, jak chcesz ze mna zakładać rodzinę, nie mam na nic czasu bo pracuję itd. Należę do osób spokojnych, nawet jej przyjaciele jej mówili nie raz, że należę do osób bardzo spokojnych jesli chodzi o jej charakter no ale wczoraj już nie wytrzymałem. Jestem odporny ale każdy ma swoje granice. Sam nie wiem co dalej z tym robić, prosby o nienaciskanie na mnie w mało istotnych sprawach nie skutkuje.