Gość: Primax
IP: *.salwator.net
30.11.01, 03:14
Gdy wchodzę w nią, starcza może minuta,dwie i moja dziewczyna osiąga
orgazm.Boli ją potem,naraz sztywnieje,odwraca głowę, widać po jej minie,że
wręcz cierpi.Oczywiście to tylko przedłuża moje "kończenie".Wielokrotnie
wolałem wyjść w momencie,gdy osiągnęła orgazm niż sprawiać jej ból.Probowałem
wielokrotnie z nią o tym porozmawiać,ale jej trudno o tym mówić,niby chce jakoś
się wspólnie nad tym zastanowić,ale wciąż jakoś nie potrafi "o tym"
rozmawiać.Czasem się zdarza,że po osiągnięciu pierwszego orgazmu "pracuje" na
drugi,ale wtedy zwykle ja,wytężając wyobraźnię,nauczony doświadczeniem,staram
się jak najszybciej skończyć,no i skutek jest taki,że nie osiąga tego drugiego
orgazmu.Generalnie dopasować się nie umiemy.Większość stosunków polega wlaśnie
na tym,że stresuje sie czy zdążę skończyć przed nią,w ciągu minuty.Nigdy się
nie udaje.Potem frustruję się żeby jak najszybciej skończyć,by jak najmnniej
sprawiać jej nieprzyjemności.Może to coś powiązanego z anatomią-nie możemy sie
na przykład kochać "od tyłu",członek wypada,tak jakby pochwa znajdowała się nie
w tym miejscu co trzeba.Moja dziewczyna mówi, że to wszystko dlatego,że za
bardzo ja podniecam wcześniej.Ale gra wstępna trwa minutę i już chce żebym w
nią wchodził.Piszę niezbyt fachowo i zbyt chaotycznie,ale jest noc i zmęczony
jestem.