3 dni temu straciłam mojego syneczka... mimo, że wszyscy w koło podziwiają mnie za twardość (bo nie umiem ukazać swoich emocji publicznie) siedzę właśnie w kącie z laptopem na kolanach i płaczę...
mieliśmy z mężem piękne plany: 2ka wspaniałych dzieciaczków w podobnym wieku, wakacje nad morzem (mąż by ze starszakiem jeździł na wycieczki a ja w cieniu nadmorskich sosenek miałam leżeć na leżaczku i głaskać brzuchol) itp.... i co?
w sobotę zaczęłam krwawić, pojechałam do szpitala i okazało się, że maleństwo już od 3 tyg nie żyło... w niedzielę rano wywołali poród i wyskrobali....
dziś załatwiłam pogrzeb...
nigdy w życiu nie myślałam, że będę chować własne dziecko...
Boże Dziewczyny! To takie niesprawiedliwe, miejsce takich maleństw jest w maminych brzuszkach a nie w chłodniach....