Witam chociaż szkoda ze w tak smutnym wątku. Chcę Was troszeczkę pocieszyć,
ja wygrzebałam się po śmierci mojej córeczki 02-02-2004. Może było mi łatwiej
bo zawsze byłam realistką i wiem że to co się stało nie da się cofnąć. Minęły
2 tygodnie od porodu jak wróciłam do pracy ( chociaż nie umiałam pracować)
ale musiałam coś robić... Mąż kupił mi pieska który troszkę mnie zajął...
Wiem że będzie Wam trudno ale ja pocieszam się tym co nam dane, jestem
zdrowa, żyję a życie mam tylko jedno. Tragedie się zdarzają nie tylko nam.
Umierają najbliźsi i w obliczu śmierci nie mamy nic do powiedzenia. Są ludzie
którzy urodzili się chorzy, kalecy, są dzieci umierające na nowotwory, więc
wytłumaczyłam sobie że nie ja jedna że te ludzkie tragedie poprostu są i
będą. Ciesz się każdym dniem bo może być ostatni i jak mówi hasło:'Spieszmy
się kochać ludzi, tak szybko odchodzą".
Ja drapałam rany 3 m-ce,obwiniałam siebie, pytałam czemu ja. ..
Teraz jestem pogodzona z tym co się stało, inaczej się nie da żyć... Mam grób
córeczki który odwiedzam ale nie pozwolę tej tragedii przesłonić mojego
krótkiego życia. Bardzo się boję bo w moim przypadku śmierć dziecka
spowodowania była zakrzepicą i może się to powtórzyć w kolejnej ciąży. Myśli
że dziecko umarło we mnie wyżłóbiły tak głęboką ranę że gdzieś w głowie i
sercu zostanie ona na zawsze ale schowam ją jak najgłębiej.
Żyjcie dalej i bierzcie z życia jak najwięcej, kochajcie Mężów i Rodziców (
moja Mama teraz jest w szpitalu z nowotworem wątroby) i wierzcie mi ": co nas
nie zabije to nas wzmocni"
Ja zaczynam od lipca starania o ciążę. Co ma być to będzie chociaż tą ciążę
potraktuję inaczej niż poprzednią. Zadnych zakupów, imion, poznawania płci.
Wiary w przyszłość i dużo uśmiechu przesyłam Wam gorąco