Wiem, że moje uczucia nie są niczym niezwykłym, że przeżywamy to wszystkie,
ale czuje się coraz gorzej. Minęły już 49 dni od tego koszmaru, a nie ma dnia
bym o tym nie myślała. Mam wrażenie, że powoli wariuje. Wszędzie widzę
kobiety w ciąży albo małe dzieci. Cały czas czuje na sercu jakby kamień,
obojętnie czy jestem w pracy, w domu, u znajomych to uczucie towarzyszy mi
nieustannie. Zaczynam dostrzegać, że odsuwam się od przyjaciół, bo na nerwy
działają mi ich stwierdzenia typu „będzie dobrze”, „myśl pozytywnie”
albo „dobrze, że to stało się tak wcześnie, pomyśl jak byś urodziła
nienormalne dziecko …”
A ja nie wiem, jak mam sobie poradzić z moim bólem i żalem. W nocy ciągle śni
mi się szpital, wszystko wraca. Przypomina mi się jak zobaczyłam pierwszy raz
dziecko na USG to była malutka kropeczka, a ja sobie pomyślałam, że to
najładniejsze dziecko świata, taka byłam dumna i szczęśliwa. Potem sama się z
siebie śmiałam …
W pracy mam trzy dziewczyny w ciąży, wiem, że robią to nieświadomie, ale
przychodzą do mnie i opowiadają jak to wybierają łóżeczka, ubranka … a ja
uśmiecham się głupio, a serce mi się rozrywa z żalu.
Wiem, że powinnam jak najszybciej być znów w ciąży ale nawet @ jeszcze nie
dostałam , to też mnie rozstraja nerwowo. Chodzę po lekarzach, ale same
wiecie „tak miało być, to się zdarza, następnym razem będzie inaczej”.
Chciałabym poczuć się choć na chwile normalnie, zapomnieć o tym co się stało,
a nie potrafię… Piszę tutaj, bo nikt inny nie potrafi mnie zrozumieć.
Usiłuje sobie tłumaczyć, że naprawde mam lepiej niż niejedna z Was, bo martwa
ciąża w 3 miesiacu to "tylko" zabieg a rodzenie martwego dziecka to jest
dopiero dramat. Ale co to za pocieszenie