Dodaj do ulubionych

smutek :-(

23.06.04, 09:05
Wiem, że moje uczucia nie są niczym niezwykłym, że przeżywamy to wszystkie,
ale czuje się coraz gorzej. Minęły już 49 dni od tego koszmaru, a nie ma dnia
bym o tym nie myślała. Mam wrażenie, że powoli wariuje. Wszędzie widzę
kobiety w ciąży albo małe dzieci. Cały czas czuje na sercu jakby kamień,
obojętnie czy jestem w pracy, w domu, u znajomych to uczucie towarzyszy mi
nieustannie. Zaczynam dostrzegać, że odsuwam się od przyjaciół, bo na nerwy
działają mi ich stwierdzenia typu „będzie dobrze”, „myśl pozytywnie”
albo „dobrze, że to stało się tak wcześnie, pomyśl jak byś urodziła
nienormalne dziecko …”
A ja nie wiem, jak mam sobie poradzić z moim bólem i żalem. W nocy ciągle śni
mi się szpital, wszystko wraca. Przypomina mi się jak zobaczyłam pierwszy raz
dziecko na USG to była malutka kropeczka, a ja sobie pomyślałam, że to
najładniejsze dziecko świata, taka byłam dumna i szczęśliwa. Potem sama się z
siebie śmiałam …
W pracy mam trzy dziewczyny w ciąży, wiem, że robią to nieświadomie, ale
przychodzą do mnie i opowiadają jak to wybierają łóżeczka, ubranka … a ja
uśmiecham się głupio, a serce mi się rozrywa z żalu.
Wiem, że powinnam jak najszybciej być znów w ciąży ale nawet @ jeszcze nie
dostałam , to też mnie rozstraja nerwowo. Chodzę po lekarzach, ale same
wiecie „tak miało być, to się zdarza, następnym razem będzie inaczej”.
Chciałabym poczuć się choć na chwile normalnie, zapomnieć o tym co się stało,
a nie potrafię… Piszę tutaj, bo nikt inny nie potrafi mnie zrozumieć.
Usiłuje sobie tłumaczyć, że naprawde mam lepiej niż niejedna z Was, bo martwa
ciąża w 3 miesiacu to "tylko" zabieg a rodzenie martwego dziecka to jest
dopiero dramat. Ale co to za pocieszenie sad
Obserwuj wątek
    • golo25 Re: smutek :-( 23.06.04, 09:50
      Kochanie, tak bardzo mi przykro. Bo skrawek po skrawku odczuwam to samo co Ty,
      choć od straty mojego skarbu minęło juz pół roku. Czasami mam lepszy dzień,
      myślę, że już trochę się z tym uporałam. Ale to polepszenie jest tylko na
      chwilę. Potem dzwoni przyjaciółka, bo właśnie była na usg, kolezanka z pracy
      własnie wybiera wózek, następna lada chwila rodzi...A mi peka serce z żalu, że
      straciłam swoje dziecko. Powoli szykuję się do następnej ciąży, ale i to nie
      takie proste, ciągle jakieś bakterie i tysiąć innych spraw, które nie pozwalają
      mi znowu być w ciąży. To dołuje mnie jeszcze bardziej, czasami powoduje we mnie
      gniew, który chcą nie chcąc wyładowałam wczoraj np. na mężu. Teraz mi źle. Jest
      kochany, jest przy mnie, wspiera mnie, wierzy, że będziemy mieli dziecko. A ja
      co trochę przeżywam to od nowa. I boję się.
      Boimy się co będzie potem kobietki, ale przecież jeżeli nie spróbujemy
      znowu - to nigdy się nie dowiemy. Tak bardzo chcemy być szczęśliwymi mamami.
      Może i nam los da szanse.
      Trzymaj się mocno Kochanie, zadbaj o siebie, rób duzo badań i wyników, żeby
      sytuacja się nie powtórzyła. Po poronieniu jesteśmy chyba najbardziej
      uświadomionymi przyszłymi mamami jakie są.
      Ściskam mocno. Gosia
    • maja_m1 Re: smutek :-( 23.06.04, 10:06
      Kochana masz prawo cierpiec i czuc bol w sercu, i to ze ktos przezył wiekszy
      dramat wcale nie umniejsza Twojej osobistej tragedii... A to miejsce jest w
      kocu po to, zeby wylewac tu swoje zale... Wiem dokladnie co czujesz, od mojej
      ostatniej straty mineło pol roku - i teraz patrzac wstecz wiem ze dla kazdej z
      nas przychodza bardziej słoneczne dni, ale potrzeba czasu... Nikt nie moze juz
      cofnac czasu, zmienic tego co sie stało...
      Kochana wspolczuje razem z Toba i bede cieplutko o Tobie myslec - mając
      nadzieje ze wszystko sie ułoży... A teraz rob to co Ci serce podpowiada, jesli
      chcesz to placz, krzycz, wszystko co moze ulżyc Twojemu bolowi...

      pozdrawiam i posyłam promienie slonca, zeby usmiech zagoscił w Twoim
      serduszku smile
      maja m.
    • lara_croft2 Re: smutek :-( 23.06.04, 14:37
      rozumiem cię i bardzo Ci współczuję
      Ja mojego syneczka straciłam w 6 m-cu ciąży i choć od tematego strasznego dnia
      minęło prawie 5 m-y to smutek mnie nie opuszcza. Na codzień staram się żyć
      normlanie, tj.uśmiechać się i nie beczeć nonstop, ale wieczorami to nie
      potrafię wytrzymać. Pociesza mnie tylko myśl że dostałam zielone światełko od
      ginki i zaczynam starania. Oczywiście nadal 90% babek wokół mnie to cieżarówki,
      ale to jakoś lepiej już znoszę. Najgorsze dla mnie są spotkania z moją kuzynką-
      mieszka niedaleko, miałyśmy te same terminy.Ona już jeździ z 2 miesięcznym
      bobasem na spacerki, a ja co ją widzę to płaczę, normalnie nie potrafie nawet
      dotknąc tego dziecka. Jak sobie pomyślę że mój też tak miał wyglądać to nie
      moge, rodzina to jakoś zaakcpetowała, chociaż część twierdzi że histeryzuje,ale
      mam ich za przeproszeniem w dupie smile.
      Czas pomału leci, kończę remont, który zaczęłam w styczniu, chciałam żeby
      maluszek miał nowiutki, pomalowany domek. w szafie mam stos ubranek i gadżetów
      dziecięcych, ostatnio pochowałam to do worków to płakałam jak bóbr, żałuje też
      tego mojego USG3D - miałam nagrane na video, oglądałam to ze sto razy i do dziś
      pamiętam każde ujęcie.To mnie chyba najbardziej boli.
      Kończę bo zaś się pobecze, ale trzymcie się kochane i bądzcie silne. Mnie tylko
      trzyma na tym świecie świadomość że wkrótce (może) będę mamą smile
      pozdr, aga
    • babula2004 Re: smutek :-( 23.06.04, 17:14
      Nie wiem, czy potrafię Cię jakoś pocieszyć, ale ja przeżywam to samo co ty.
      Ciążę straciłam miesiąc temu a mam wrażenie, że im więcej czasu upływa, tym
      więcej o tym myślę i gorzej się czuję. Wiesz, myślę, że musimy się jakoś
      uodpornić na te wszystkie rady "nie przejmuj się", "jeszcze urodzisz zdrowe
      dziecko", bo inaczej zwariujemy. Na razie to normalne, że tak bardzo bolą
      pytania kogoś, kto nie wie " a wy kiedy...?, albo "to kiedy będziemy pić
      pępkowe?"Ale chyba najlepiej wyleczy nas czas. Dlatego trzeba uwierzyć i mieć
      nadzieję, że jeszcze będzie dobrze,mimo że płakać się chce. Gorąco pozdrawiam.
      Chciałam poprzez mój list nie tyle Cię pocieszyć, bo o to trudno,ale napisać Ci
      że czuję to samo. Trzymaj się i życzę powodzenia
      babula2004
    • agape76 Re: smutek :-( 23.06.04, 17:55
      Witaj. Etapy żalu i bólu po stracie dziecka są inne u każdej z nas. Ja
      poroniłam w lutym. Najwiekszy kryzys (jak do tej pory) miałam dopiero jakies 3
      miesiace po zabiegu. Nie wiem czemu dopiero wtedy, ale byo mi naprawde ciezko.
      Odsuwalam sie od wszystkich z mezem wlacznie. Teraz jest troche lepiej, ale
      boje sie co bedzie w miare zblizania sie terminu porodu (mialam na wrzesien).
      Kazdy dzien jest inny, bo wystarczy naprawde niewiele, aby obudzic zal, bunt i
      wscieklosc na to co sie stalo. W dodatku mam w rodzinie ciezarna, która ma
      rodzic prawie dokladnie wtedy kiedy ja mialam. Wiesz co jest jej najwiekszym i
      jedynym zmartwieniem? - Ze nie moze jesc czeresni, ktore tak uwielbia. Ijak tu
      sie nie wkurzac? Ale mysle ze po prostu potrzebujemy czasu, jedna mniej, druga
      wiecej, pewnych etapwow nie da sie po prostu przeskoczyc, trzeba przez nie
      przejsc.Z calego serca zycze Ci aby kazdy dzien byl juz coraz lepszy, aby
      miejsce smutku i zalu zajela nadzieja. Trzymaj sie cieplutko a wrazie czego to
      pisz tu na forum, to ma tez wielkie znaczenie, ze wyzalisz sie komus (nawet tak
      wirtualnie) - wiem to z wlasnego doswiadczenia.
      sciskam. Agnieszka
    • gizmag Re: do ewal-m. 23.06.04, 18:15
      Cześć kochana.To co przeżyłaś nie zrozumie nikt kto tego nie przeżył.Ja wiem co
      czujesz,ponad rok temu urodziłam martwą córeczke w 41 tygodniu ciąży.Choć
      minęło tyle czasu cała trgedię mam prawie codziennie przed oczami gdy ide
      spać.Ból jaki towarzyszy takiemu wydarzeniu jest nie do opisania.A najgorsze są
      głosy ludzi-jestescie młodzi jeszcze bedziecie mieli niejedno dziecko.Jak to
      słyszałam najchętniej bym wtedy ich rozszarpała.Cierpiałam długo dopóki nie
      zdecydowałam sie zajść ponownie w ciąże.Izaświeciło mi słoneczko.Jestem teraz
      19 tygodniu ciąży i to w jakiś mały sposób koi mój ból po stracie
      Weroniczki.Każdy dzień jest dla mnie darem od Boga dla mojej istotki bo mam
      lęki aby historia sie nie powtórzyła.Prowadze moją ciaże u dwóch lekarzy -
      zawsze dwa zdania to jedno.Pozdrawiam Cie serdecznie i życze duzo siły i
      wytrwałości.Napewno tak jak mi zaświeci Ci światełko i nie obejrzysz sie jak
      mała dzidzia bedzie koło ciebie.Musisz przede wszystkim dojść do siebie
      psychicznie i fizycznie.Trzymam za ciebie kciuki i wierze że wszystko sie uda
      i bedziemy razem cieszyć sie z naszych bobasków.
    • 24ania Re: smutek :-( 23.06.04, 19:33
      Witah
      Wiem dokładnie co czujesz bo rowny miesiąc temu straciłam mojego Aniołka,jest
      mi ciezko i ciagle wracją mysli dlaczego my itp. Boje się jak nadejdzie
      listopada - termin porodu nie wiem jak to wtedy przezyję napewno bedzie ciezko!
      Ale nie poddaje sie i wiem ze musi byc dobrze i jeszcze bedziemy miec dziecko!
      Najgorszy był powrot do pracy te spojrzenia, pytania typu - urodziłas juz te
      dziecko? Poprostu szok!
      Pozdrawiam bardzo mocno trzymajcie sie pa!
    • anuteczek Re: smutek :-( 23.06.04, 20:48
      Kochane Dziewczyny,
      Ja swoje maleństwo straciłam półtora roku temu... Najgorsze mam więc już za
      sobą. Powoli zaczynam myśleć o drugim dziecku, ale to wcale nie jest takie
      łatwe. Same wiecie. Chcę Wam napisać, że do siebie wraca się bardzo powoli.
      Najpierw trzeba uporać się ze sobą, potem z ciążami i dziećmi w otoczeniu...
      Trzeba też się przebadać, wyleczyć i powoli zacząć myśleć o następnej próbie.
      Niestety, to nie jest tak, że po poronieniu zachodzi się w ciążę i wszystko
      jest różowe. Ciąża po poronieniu bywa trudna psychicznie, pełna obaw i stresu.
      Trzeba się do niej dobrze przygotować.
      Przyjaciele, nawet Ci najbliżsi nie są w stanie zrozumieć uczuć rodziców po
      stracie dziecka, nawet jeśli bardzo się staraja może im to nie wychodzić. Mimo
      to są bardzo potrzebni, bo koszmar poronienia trzeba z siebie wyrzucić, trzeba
      opowiedzieć komuś wszystko, wypłakać się albo wypisać...
      A myśleć, cóż, trzeba pozytywnie, ale dopiero we właściwym czasie...
      ściskam mocno
      andzia
    • ewal-m dziękuję 24.06.04, 09:04
      Dziewczyny bardzo Wam wszystkim dziękuję za słowa wsparcia, dobrze jest czuć,
      że nie jest się samemu w tym wszystkim, a przede wszystkim, że się nie
      zwariowało bo inni czują się tak samo okropnie.
      Ja sobie tak myśle, że jedynym lekarstwem by nie oszaleć jest nowa ciąża. Choć
      zgadzam się że napewno będzie trudno.
      • jula78 Re: dziękuję 28.06.04, 14:09
        Kochana!
        ja swoja ciąże straciłam w 4 tygodniu, ale czułam się tak jakby to juz było
        dziecko, bo tak bardzo się o nie staraliśmy z mężem. czułam je od poczęcia,
        czekałam na wizytę u ginekologa a tu nagle krwotok. tylko wy dziewczyny
        potraficie zrozumiec co sie wtedy czuje. mineły 4 tygodnie a ja czuje ze
        zaczynam na nowo zyc. zaczynamy starac sie o dziecko znowu, boje sie jak
        cholera, ale bardzo tego dzidziusia pragniemy. masz racje ze rady kolezanek 9 z
        zwlaszcza tych z dziecmi albo ciezarnych) dzialaja jak płachta na byka,
        dochodze do wniosku, że ludzie są bez serca i wyobraźni pytając co chwile:
        kiedy bedziecie mieli dziecko? trzymaj sie , wiem ze ten moj list jest
        chaotyczny ale chce zebys wiedziala ze bedzie dobrze, a mówię to ja tez
        starajaca sie o dziecko a nie dzieciata kolezanka z pracysmile)) trzymaj sie
        • maretina Re: dziękuję 28.06.04, 14:21
          kolezanki potrafia dokuczyc. wiem, ze nie robia tego z premedytacja.... ale to
          boli. ja przestalam dzwonic do swoich( po slubie wyprowadzilam sie do innego
          miasta, byly czeste telefony itd), dzwonie tylko z zyczeniami na swieta albo na
          urodziny.....
          zachowuje sie tak, bo zawsze slysze pytanie: jestes juz w ciazy? nie? a kiedy
          zajdziesz?
          duzo mnie kosztuje wtedy wysilku kulturalne i spokojne zachowanie. nienawidze
          usmiechac sie przez zacisniete z bolu zemby. zatem milcze, tak mi lepiej.
      • dgor Re: dziękuję 28.06.04, 23:17
        Ja sobie tak myśle, że jedynym lekarstwem by nie oszaleć jest nowa ciąża. Choć
        > zgadzam się że napewno będzie trudno.
        Tak będzie trudno bo przez cały czas myśli się o tym żeby się nie powtórzyło. Ja
        zaszłam w ciąze już 5 miesięcy po zabiegu. Ucieszyłam się ale nie do końca bo
        cału czas był strach....... By się znowu nie "przywiązać". trochę lepiej było po
        3 miesiącu ale tak naprawdę bałam sie kochać synka do samego porodu. Dopiero po
        uczyłam się kochać . bardzo trudno jest pokonać dystans który się samemu
        stworzyło!!!!!! Jak już będziesz w ciąży przywiąż się i kochaj swoje maleństwo
        od początku i mimi strachu ciesz się z całego serca pa pa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka