Dodaj do ulubionych

Sposoby na deprechę poporonieniową

23.11.05, 19:29
Hej
Cierpię na depresję poporonieniową, wszystko jest bez sensu i barw na
przyszłość. Nie wiem jak z tego się wyleczyć. Nie wierzę w psychologów, praca
nie pomaga w 100% zapomnieć tym bardziej że dokuczają mi jeszzce dolegliwośc
intymne i chyba zielone światło się opóźni. Macie jakieś sposoby na psychikę?
bo to najważniejsze. Przyjaciele i hobby to na krótką metę pomaga
Obserwuj wątek
    • 89mika Re: Sposoby na deprechę poporonieniową 23.11.05, 19:37
      jestem po pronieniu, wokół mnie same znajome w ciąży i nie mam żadnego dziecka,
      mimo to nie wpadam w depresję , bo wierzę że moje życie mimo tych wszystkich
      cierpień ma sens, poza tym mam kochającego mądrego męża i on mi mówi a gdybyś
      miała gorzej ?, przed chwilą w faktach była pokazana kobieta chora na serce
      która z małym dzieckiem mieszka w piwnicy w totalnej nędzy bo nie ma
      mieszkania , więc może warto się zastanowic nad tym co masz juz w zyciu i nie
      narzekać bo ludzie mają jeszce gorzej
      • kowali do 89mika 23.11.05, 19:41
        Łatwo tak powiedzieć nie przejmuj się, psychika nie sługa. Poza tym "dzięki"
        za "pocieszenie",nie takich odpowiedzi szukałam. Wiem że ludzie mająo wiele
        gorzej aleto chyba nie jest najlepszy argument w tej sytuacji
        • bach28 kowali 23.11.05, 19:50
          rozumiem cię i wiem co pzreżywasz ja przechodziłam przez to dwa razy sądze że
          warto byłoby jednak porozmawiac z psychologiem wbrew temu co mowisz może jednak
          ci pomóc...no i bede beznadziejnie nieoryginalna ale Słońce uwierz że z czasem
          bedzie lepiej u mnie mija 4mc i jest lepiej naprawde mam swojecięzkie dni ale
          jest ich coraz mniej to banalne ale próbuje staram sie mysleć o rzeczach
          pozytywnych (a jest ich mało w moim zyciu) ale staram sie...skup się na tym co
          masz i staraj się to doceniać i tym się cieszyć...to trudne ale warto a nawet
          trzeba...
          Sciskam cię baaardzo mocno
        • 89mika Re: do 89mika 23.11.05, 19:51
          wiesz co robisz z siebie najwiekszą ofiarę tak jakby żadna z nas nie przeżywała
          tego samego , niektóre z nas mają jeszcze gorzej bo straciły wiecej jak jedno
          dziecko i nie zaauwazyłąm jak czytam żeby tak histeryzowały raczej dają
          wsparcie innym, przykład - chyba anuteczek, wiem ze szukasz pocieszenia ale
          pomysl czy dobrze wpływasz na inne kobiety, które byc może sie tu nie ujawniaja
          ze swoimi problemami ale czytaja posty i tez szukaja wsparcia
          • kowali Re: do 89mika 23.11.05, 19:54
            no waąśnie ja też szukam wsparcia ale Ty chyba go nie dajesz tylko jeszzce
            bardziej dołujesz. I nie robię z soebie ofiary bo każda z nas to przeżywa (na
            swój sposób) i Ty też piszesz rózne posty i szukasz wsparcia i rady. Bądź tak
            miła i nie wypowieadaj się jak masz komuś dopiec bo to nie na tym polega
            • 89mika Re: do kowali 23.11.05, 20:00
              ja tobie nie dopiekam może się tego tylko doszukujesz, nie bedę wiecej sie z
              Toba tu wykłócac bo to nie ma sensu, ja tez szukam wsparcia i go daje ale
              staram sie też mysleć o tym jak inni to odbierają, dziekuję
              • marta266 Re: do kowali 23.11.05, 20:46
                zabieg miala 2 miesiace temu... nadal poplakuje bladzac po roznych forach-
                zaczynajac od ciazy przez poronienie, strate dziecka, forum dla starajacych
                itd... przestalam bac sie widoku matek w ciazu- budza we mnie nadzieje-tyle ich
                jest i ja tez kiedys bede... nie wolno sie poddac bo wtedy po tobie- trzeba
                sobie znalezc jakis punkt zaczepienia i najlepiej zeby bylo to cos dajacego
                nadzieje... jest mi tez bardzo ciezko- to tej pory zdarza mi sie poglaskac po
                brzuchu... wiem ze moj najukochanszy aniolek tam jest- nigdy nie pozwole sobie
                o nim zapomniec... trzeba sie wyplakac, nawet na chwile obrazic na swiat...
                ulge przynosza te fora-daja wsparcie i nadzieje- daj sobie czas i zacznij
                planowac przyszlosc i pamietaj ze nie jestes wyjatkowa- wtedy latwiej znosi sie
                tragedie- mi to sformulowanie pomoglo- nie jestesmy wyjatkowe- mialo prawo nam
                sie to zdarzyc- nasze malenstwa odeszly czujac sie kochane, nie cierpiac, pod
                srecem matki, w spokoju i cieple. trzymaj sie kochana
          • anuteczek Re: do 89mika 24.11.05, 00:43
            Miko,
            Każda z nas jest inna. Każda z nas inaczej cierpi. Każda w inny sposób szuka
            ukojenia. Wierz mi, że nieważne ile dzieci się straciło, cierpienia i tak nie da
            się zmierzyć. Każda z nas inaczej przeżywa żałobę, inaczej przechodzi przez
            wszystkie jej fazy. Niektóre z nas mają silniejsze wsparcie w rodzinie, inne są
            bardziej odporne psychicznie.
            Uważam, że pisanie o uczuciach jest bardzo, bardzo potrzebne. Wielu z nas wmawia
            się,że nic się nie stało, że nie ma po czym rozpaczać...
            Miko, moja babcia też przeżyła poronienie. Ból siedział w niej przez prawie 50
            lat - tak silny, że mój Tata jest jedynakiem. Dopiero kiedy ja straciłam Zoję
            zaczęła mówić. Razem płakałyśmy nad moją córeczką i niezaną ciocią czy wujkiem.
            Tak sobie myślę, że może gdyby wtedy ktoś dał jej prawo do żałoby, żalu, mój
            Tata miałby rodzeństwo. Wiem, że trzeba wziąć się w garść i żyć dalej, ale
            najpierw trzeba przeżyć żałobę do końca. Proszę, nie pozbawiajmy się tego prawa.
            Bądźmy dla siebie dobre...
            przytulam
            ania
    • anuteczek Re: Sposoby na deprechę poporonieniową 23.11.05, 22:20
      Kochane...
      Zastanawiam się co Wam napisać. Straciłam troje dzieci, mam też Synka. Z każdą
      stratą umierała cząstka mnie i jednocześnie uświadamiałam sobie jak cennym darem
      jest Dziecko... Każda strata była inna i z każdą inaczej sobie radziłam.
      Najgorzej było za pierwszym razem. Ogromny ból fizyczny, niemalże zezwierzęcenie
      w szpitalu. Byłam bardzo słaba. Wtedy jeszcze nie było forum... Pomogły mi
      rozmowy z mamą, pierwszym mężem, kolegą, który stracił 3 malutkie siostry. W
      nocy tuliłam malutkie śpioszki, które kupiliśmy dla Tosi i misia... Pisałam do
      Niej listy. Rana powoli się zabliźniała. Znalazłam forum. Zaczęłam pisać
      próbować pomagać innym. Jednocześnie zaczęlam pracę w fundacji pomagającej
      dzieciom z rodzin patologicznych.
      Druga strata Zojka - bliźniaczka Maćka. Prawie równocześnie z nią straciłam
      pierwszego męża - zwariował na punkcie małolaty. Nie wierzyłam, że to dzieje
      się naprawdę. Lekarze nie dawali mi większych szans na donoszenie Maćka. Nie
      miałam siły, by pisać. Walczyłam o Maćka i żyłam nadzieją. Zamówiłam
      dziewczynkom małe kamienne tabliczki, które umieściliśmy na rodzinnym grobie.
      Pierwszego listopada zapaliłam im lampki, położyłam kwiaty - kiedy było mi
      bardzo źle chodziłam do nich. Nadal pisałam listy. Poznałam mojego obecnego męża
      kiedy byłam na samym dnie. To przyszło nagle i niespodziewanie. Pokochał nas
      oboje, a ja odważyłam się mu zaufać. Był ze mną ciągle, chronił przed światem.
      Maciek rozwijał się prawidłowo. Dostałam propozycję wyjazdu do Amsterdamu.
      Warunkiem była szybsza obrona doktoratu - skupiłam się na pracy. Udalo się.
      Oboje wyjechaliśmy do Holandii. W Holandii urodził się Maciek - 19 dni przed
      terminem - była naprawdę malutki - 2250g i 48cm. Miałam cc w znieczuleniu
      ogólnym, więc Mały trafił najpierw w ramiona mojego M... W lipcu w Polsce
      wzięliśmy ślub. Przeprowadziliśmy się do Belgii. Wiedzieliśmy, że ze względu na
      moje problemy z kręgosłupem musimy się pospieszyć ze staraniami. Udało się.
      Bylismy najszczęśliwsi na świecie. Miało być długo i szczęsliwie. Niestety od
      początku miałam problemy z progesteronem, lekarze naprawdę nie wiedzą dlaczego.
      Brałam końskie dawki duphastonu i kaprogestu, leżałam plackiem. Rano jeszcze
      biło serduszko, w nocy było po wszystkim... Emma jako jedyne z moich dzieci
      miała pogrzeb. Tutaj to normalne.
      Mocno wierzę, że to co nas spotkało miało jakiś cel. Staram się pomagać
      dziewczynom w podobnej sytuacji. Cieszę się z każdego maluszka, który urodzi się
      po trudnej ciąży. O moich córeczkach myślę z usmiechem. Czasami przychodzą do
      mnie. Czuję to. Zaczęłam medytować, wtedy czuję je mocniej. Kiedy jest mi
      szczególnie źle płaczę i proszę je o jakiś znak. Przeważnie jest to promyk
      słońca na twarzy... Widzę jak Maciek gada i śmieje się do powietrza, wyciąga
      rączki, podaje zabawki... Wierzę, że on widzi Tosię, Zojkę i Emmę. Nadal piszę
      listy. Wiem, że kiedyś się spotkamy i będziemy wszyscy razem. Teraz zamiast bólu
      jest cichy spokój i tęsknota...
      Dziewczyny, dajcie czasowi czas...
      przytulam mocno
      ania
      • 89mika Re:do anuteczek 23.11.05, 22:52
        anuteczek , podziwiam Ciebie
    • balbusiaba Re: Sposoby na deprechę poporonieniową 24.11.05, 09:25
      Dziewczyny, chyba każda z nas tutaj cierpi z tego samego powodu - inaczej byśmy
      się tu znalazły... zastanawiam się tylko dlaczego tak mało pozytywnej energii
      sobie udzielamy, łatwiej tu się rozklejać i rozgrzebywać wszystko, co boli niz
      szukać optymizmu. We wszystkich chorobach wazne jest przede wszytskim podejście
      pacjenta i jego nastawienie, wola walki. Jeśli się poddamy zbiorowemu
      lamentowi, to napewno nie przybliży nas do bycia mamą.
    • kasiunia.fm6 Re: Sposoby na deprechę poporonieniową 24.11.05, 09:46
      Bardzo, bardzo mi przykro, że to wszystko nas spotyka. Anuteczek ja też mam 3
      Aniołki w niebie i jednego Duszka Kacperka na ziemi. Nie mam recepty na
      przezycie żałoby lub jej szybsze przezycie. Wydaje mi się, że nie mozna tu
      niczego przyspieszać, wszystko się dzieje w swoim czasie. Nie można tu mówić,
      że się nad sobą rozczulamy czy histeryzujemy. My TAK własnie przezywamy stratę
      naszego dziecka. Niektóre z nas szybko dochodzą do siebie, niektórym sie wydaje
      że się juz pozbierały a dopiero za jakiś czas ból uderza dwa razy mocniej, a
      niektóre powoli oswajają się z tą tragedią. Kowali i wszytscy osieroceni
      rodzice dajce sobie czas, nigdy już ni będzie tak jak kiedyś ale z czasem
      będzie spokojniej w wszych secach. Pozdrawiam Was wszystkich.
      • bach28 Re: Sposoby na deprechę poporonieniową 24.11.05, 14:52
        zgadzam sie z kasiunią to forum nie jest tylko po to żeby mówić i słyszeć będzie
        dobrze mysle że to tu jest miejsce na żal i emocje negatywne których osoby z
        zewnątrz bardzo często nie rozumieją, wydaje mi się że jeśli ktoś chce wyrazić
        swoje smutki to chyba wlasnie tutaj...
    • gogo2 Z perspektywy czasu.... 24.11.05, 15:28
      To jest bardzo trudne powiedzieć komuś by przestał mysleć o czymś przykrym co
      go spotkało. Możesz tylko spróbować mysleć w ten sposób, że kiedyś napewno
      będzie dobrze, że potrzebujesz czasu by cieszyć się tym szczęściem. To wszystko
      jest zapisane u góry, nie mamy na to wpływu. Tylko czas leczy rany. Teraz z
      perspektywy czasu wiem,że tak miało być, że inaczej być nie mogło. Mam już
      dziecko po 2 poronieniach i już nie rozpaczam tego co się stało. Wiem, że
      poronienia nauczyły mnie pokory, innego myslenia, nauczyły mnie żyć. Teraz mam
      swoje kochane szczęście i jest ono doceniane 100x bardziej. Wiem ile to
      szczęście jest warte.
      P.S. A zapomnieć, niestety nigdy się nie da
      • gg24 Re: Z perspektywy czasu.... 24.11.05, 16:10
        A jak żyć z takim poczuciem winy jak mam ja.... Ciągle się obwiniam, że za mało
        walczyłam, za szybko się poddałam. Złamały mnie te 4 miesiące walki,
        nieprzespanych mocy całych we łzach, leków, skurczów, krwawień i tego, że
        lekarze ciągle mi mówili, że jest źle, że mogę poronić w każdej chwili. Byłam w
        takim stresie, że miałam ponad miesiąc zapakowaną torbę do szpitala. I ten
        dzień przyszedł i już nie chciałam walczyć, ja chcialam już poronić. I co,
        myslałam, że będzie lepiej dla mnie i dzieci. A okazało sie jeszcze gorzej, jak
        mam z tym żyć teraz. Czuję, że nie mam już prawa do szczęścia w życiu,do
        sprawiania sobie przyjemności. Co za mnie za człowiek, że nie miałam siły
        walczyć. Jeszcze mi gorzej jak czytam historie Waszych starań, przeżyć.
        Dlaczego ja tak nie umiałam???
        • kasiunia.fm6 Re: Z perspektywy czasu.... 25.11.05, 13:52
          gg24, własnie dlatego że JESTEŚ CZŁOWIEKIEM poczułaś sie zmęczona. Przez te 4
          miesiące walczyłaś dniem i nocą! Nie jesteś niczemu winna! Nikt nie jest.
          Walczyłas tak długo jak mogłaś a potem pozwoliłaś odejść swojemu dziecku, to
          tez jest duża odwaga. Każda z nas po smieci swojego synka lub córeczki czuje
          sie winna lub szuka winnych. Masz prawo do bycia szczęśliwą i będziesz, juz w
          inny bardziej wyważony sposób ale będziesz szczęśliwa. Każda historia jest inna
          ale żadna z nas nie jest więcej czy mniej "bohaterska" od innej, każda z nas
          inaczej przeżyłą ten koszmar, a potem żałobę. Nie ma co licytowac sie kto jest
          czy był dzielniejszy. Tak jak każda matka kocha inaczej swoje dzieco tak każda
          matka cierpi inaczej po jego śmierci. Mocno, mocno Cie ściskam i zapalam
          światełko dla Twojej Dzidzi, która wie, że jej mamusia bardzo, bardzo ją kocha
          (*) (*) (*)
          • gg24 Re: Z perspektywy czasu.... 26.11.05, 21:12
            Dziękuję Ci za takie słowa, kojące i wspierające...
            Będę musiała z tym żyć. Chyba najważniejsze jest rzeczywiście to, że ja bardzo
            chciałam tych dzieci, kochałam je i kocham. Jeżeli los pozwoli mi jeszcze
            kiedykolwiek urodzić dziecko, to nigdy ono nie będzie pierwsze, zawsze będzie
            trzecie. Bo ja nigdy nie zapomnę o moich Aniołkach-bliźniakach.
    • mmmmmm2 Re: Sposoby na deprechę poporonieniową 25.11.05, 15:48
      A ja już chyba wszędzie gdzie mogę, napisałam:
      Bierzcie, kobiety psa!!!
      Głowa zajęta problemem, z psem trzeba wyjść, pójść z nim do weterynarza,
      nakarmić.
      A jak płaczesz, a mąż ma Cię dość - Ciebie i Twoich łez, masz się do kogo
      przytulić. Przyjaciel na dobre i na złe, który kocha nie za coś, ale mimo
      wzystko.
      To, między innymi była moja terapia.
      Dwa psy, w tym jeden staruszek, który wymagał pielęgnacji.
      Opieka nad nim i obowiązki z nim związane naprawdę mi pomogły. Teraz jest już
      za Tęczowym Mostem i pewnie teraz on opiekuje się moją Julią.
      Pozdrawiam!!!
      • asa.asa Re: Sposoby na deprechę poporonieniową 25.11.05, 19:57
        Moje Kochane. Mam za sobą 3 poronienia, niemal jedno po drugim, rok w rok.
        Później przez prawie 3 lata nie mogłam wogóle zajśc w ciążę. I wiecie co,
        najgorsze było to że ja i rodzina męża winiła tylko mnie, że się nie udało. Ale
        okazało się ze to nie moja wina a męża. On nigdy nie był dla mnie wsparciem.
        Nie rozumiał po co ja tyle płaczę. Nie miałam komu się wyżalić. W koło
        widziałam same wozki i małe dzieci oraz "ciężąrówki". Dałam sobie wtedy spokój.
        Powiedziałam: "mam już dość. Nie będę mieć dzidzi". I gdy dałam sobie już ten
        spokój to zaszłam w ciążę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka