justek80
04.08.07, 17:33
że się budzę nad ranem w naszym małżeńskim łóżku i leżę w nim inaczej niż
zwykle (rzeczywiście było już rano i leżałam w drugą stronę to znaczy tam
gdzie zwykle mam nogi, miałam ułożoną głowę, bo w trakcie nocy Bruno do nas
wlazł i tak mnie nad ranem wykopał, że musiałam położyć się odwrotnie), mąż
też leży na swoim miejscu i już się obudził, Bruno rozbudzony siedzi na mojej
poduszce i czymś się bawi. Widzę, że na łóżku między naszą trójką, dokazuje
mniej więcej 1,5 roczna dziewczynka. Nie zwraca na nas uwagi tylko łazi i coś
sobie "podśpiewuje" po dziecięcemu, jest ubrana w sukieneczkę, ma włosy
ciemno blond (tak jak jej brat). Wiem w tym śnie, że to nasza córka ale nie
mogę sobie przypomnieć jej imienia. Jest mi potwornie wstyd, że nie pamiętam
imienia własnego dziecka, proszę więc męża, żeby mi przypomniał ale on też go
nie pamięta. Próbuję więc przypomnieć sobie cokolwiek, co o niej wiem, ale
nie mogę! Poczucie winy narasta. Patrzę na Bruna i wiem o nim wszystko, o
niej nic. Czuję się strasznie, czyżbym kochała tylko syna a córki nie? Nie
mogę przypomnieć sobie jej daty urodzenia! Niczego! Jest mi jej strasznie
żal, biedne dziecko ma taką wyrodną matkę. Dalej więc próbuję przypomnieć
sobie chociaż coś z czasu jak byłam z nią w ciąży. I nic. No to może chociaż
poród? Czyżby był taki traumatyczny, że wyrzuciłam go z pamięci? Wreszcie z
trudem przypominam sobie jak leżę na fotelu ginekologicznym. Aha, więc to
były jej narodziny. Nagle już na granicy snu i jawy uświadamiam sobie ze
zgrozą, że to wspomnienie łyżeczkowania! Budzę się i już wiem dlaczego ona
nie ma imienia.
Dodam, że razem z mężem planowaliśmy symbolicznie ochrzcić naszą Kruszynę,
ale jakoś to odkładaliśmy i nie zrobiliśmy tego jeszcze. Ciąża zakończyła się
zbyt wcześnie by poznać płeć ale gdy jeszcze byłam na samym jej początku,
mężowi śniła się córeczka. Do chrztu wybraliśmy takie imię, by miało też
ładną wersję męską ale ta wersja chyba się nie przyda. Mam nadzieję, że
córcia będzie się nami opiekować.