wlasnie sobie uswiadomilam ze w takich trudnych chwilach ja ta, jedyne co nie
pozwala wpasc w jakis mega dol i uzalac sie nad soba bez konca to poczucie
humoru...i chociaz pierwszy usmiech po przychodzi strasznie trudno, warto sie
do niego zmusic, bo wszystkie kolejne robia sie coraz latwiejsze
moja przyjaciolka zadzwonila zeby spytac jak sie czuje..i kiedy ja zaplakana,
recytowalam jakies wyczytane w necie okropienstwa o szansach kolejnych
poronien, chorobach, wadach genetycznych, ona przerwala mi zirytowana slowami
" a co ty sobie glowe zapychasz takimi bzdurami?! po co ci te liczby? jak nie
masz co robic, to sie naucz na pamiec skladnikow kremow przeciwzmarszczkowych,
predzej ci sie przyda!"

jeszcze probowalam cos jeczec, ze to pewnie ze starosci mi sie tak robi, to mi
powiedziala ze ze starosci to mi sie zaczna wlosy przezedzac i zeby wypadna
nie potrafilam sie nie rozesmiac

jakkolwiek brutalnie by to nie brzmialo, to chyba najlepsza terapia