Dodaj do ulubionych

odrobina dystansu

23.11.08, 19:36
wlasnie sobie uswiadomilam ze w takich trudnych chwilach ja ta, jedyne co nie
pozwala wpasc w jakis mega dol i uzalac sie nad soba bez konca to poczucie
humoru...i chociaz pierwszy usmiech po przychodzi strasznie trudno, warto sie
do niego zmusic, bo wszystkie kolejne robia sie coraz latwiejsze

moja przyjaciolka zadzwonila zeby spytac jak sie czuje..i kiedy ja zaplakana,
recytowalam jakies wyczytane w necie okropienstwa o szansach kolejnych
poronien, chorobach, wadach genetycznych, ona przerwala mi zirytowana slowami
" a co ty sobie glowe zapychasz takimi bzdurami?! po co ci te liczby? jak nie
masz co robic, to sie naucz na pamiec skladnikow kremow przeciwzmarszczkowych,
predzej ci sie przyda!" smile
jeszcze probowalam cos jeczec, ze to pewnie ze starosci mi sie tak robi, to mi
powiedziala ze ze starosci to mi sie zaczna wlosy przezedzac i zeby wypadna
nie potrafilam sie nie rozesmiac smile
jakkolwiek brutalnie by to nie brzmialo, to chyba najlepsza terapia
Obserwuj wątek
    • funia3 Re: odrobina dystansu 23.11.08, 21:34
      mi za to kumpele z roboty zapowiedziały , że odłączą mi internet jak będę dalej
      czytała statystyki, porady i inne straszne rzeczy- co było o tyle zabawne, że
      pracujemy w serwisie internetowym. A tak poza tym, raz na jakiś czas mam doła-
      nadal brak zielonego światełka, wrrr. Wtedy robię sobie tuning u kosmetyczki.
      Jutro kolejna porcja wink
      Ale wierzę, że jeszcze będzie fajnie. Maju, będzie prawda???
      • maja.the.bee Re: odrobina dystansu 23.11.08, 21:57
        pewnie, ze bedzie, funiu. na bank. nie ma innej opcji
        • hainaut Re: odrobina dystansu 23.11.08, 22:27
          Maja, ja tez w listopadzie zobaczylam 2 kreski. szanse mam pewnie
          jeszcze mniejsze niz Ty. 3 poronienia, przyczyna nie znaleziona,
          lekarz zgodzil sie na terapie "na wszelki wypadek" aspiryna i
          heparyna. Nie wiem czy sie uda, na wszelki wypadek przygotowuje na
          to, ze nie.
          Ehh, zebym chociaz wiedziala jakie badania mi robili, moze bylabym
          spokojniejsza, a tak? lekarz powiedzial mi tylko, ze wszystkie,
          jakie obecnie medycyna zna. Merci, Bedankt za takie "szczegolowe"
          wyjasnienia.
          A dystans? Staram sie nie myslec o tym, zajac czyms innym. Tylko, ze
          to wcale nie jest takie proste...
          • anuteczek Re: odrobina dystansu 23.11.08, 23:36
            Dziewczyny,
            Powiem Wam tak z dystansu czasowego i pozytywnie zakończonego.
            Już tak mam, że lubię wiedzieć dużo, mieć plany awaryjne, być przygotowaną na
            najgorsze.
            Wiedziałam od zawsze, że mogę mieć problemy z donoszeniem ciąży - mam chory
            kręgosłup i wiedziałam, że prędzej czy później będzie problem, do tego
            trombofilia. Kiedy zaszłam w pierwszą ciążę było ok, do ciąży byłam zresztą
            przygotowana, badania, szczepienia, strzelanie na poród w czerwcu, żeby
            spokojnie sesję zaliczyć. Wszystko szło zgodnie z planem do przełomu 19 i 20
            tygodnia... Potem same wiecie... Przedsylwestrowy koszmar w małym mazurskim
            szpitalu... Mówiłam sobie będzie ok, na szczęście miałam ginkę, która się
            przejęła i namówiła na komplet badań. Wynik zaskakujący - powtórna infekcja
            toksoplazmozą, wiedziałam, że chodzi o cholernego kota teściów. Prawie dwa lata
            badań, leczenia, diety, ograniczeń, czytania, tłumaczeń, w końcu upragnione
            pozwolenie i dwie kreski. Między dwiema kreskami a pierwszym usg rozstanie z
            mężem, ojcem kresek. Na usg radość - dwa serduszka. Tydzień później (8tc)
            plamienie. Znowu usg - jedno serduszko i czekanie. Miałam szczęście, bo nawet
            nie musiałam prosić o badanie cytogenetyczne. Drugi bliźniak rósł. W ciąży
            mnóstwo problemów, skurcze, nerwy, anemia... W końcu urodził się Maciek. W tak
            zwanym międzyczasie wyszłam drugi raz zamąż. Gdy Maciek troszkę podrósł zaszłam
            kolejny raz w ciążę - też oczywiście zaplanowaną. Mieszkaliśmy już w Antwerpii.
            Do 12 tygodnia wszystko ok, byłam spokojna bo mój lekarz stwierdził, że leki są
            niet meer nodig i rustug... nagle znowu zaczęłam plamić, oczywiście poroniłam,
            tym razem z powodu niedomogi lutealnej. Obiecaliśmy sobie, nigdy więcej takich
            prób, widać tak ma być. Niecałe trzy miesiące później odkryłam, że jestem w
            ciąży - panika niesamowita. Tym razem wszyscy podeszli do sprawy poważnie, leki
            miałam ustawione na początku ciąży. Ciąża przebiegała w sumie bez większych
            powikłań (też przeprowadzka tym razem z Belgii do UK, ale bezbolesna). Marysia
            urodziła się tydzień przed terminem, bardzo malutka, ale dziś ma dwa lata i dwa
            miesiące, rozwija się prawidłowo.
            W lipcu znowu zobaczyłam zupełnie nieplanowane dwie kreski. Znowu badania,
            ustawianie leczenia, ale póki co wszystko jest ok. 8 marca czekam na Ignacego.

            Piszę nie po to, by się pochwalić, że o rrrany udało mi się, ale po to, by
            powiedzieć Wam, że za każdym razem pierwszą moją reakacją na pozytywny wynik
            testu był szloch i strach, ale od momentu pojawienia się dwóch kresek starałam
            cieszyć się każdą daną chwilą z maluszkiem, bo nie wiedziałam jak długo dane
            będzie nam być razem.
            Za każdym razem twardo wykłócałam się o traktowanie mnie poważnie i informowanie
            o wynikach badań, planach, zagrożeniach, bo dzięki temu wiedziałam co mi grozi,
            na co zwracać uwagę, mogłam zmienić dietę (przy trombofilii powinno się unikać
            mleka krowiego), dostosować styl życia. Kiedy patrzę na Maćka i Marysię
            podsłuchujących Ignacego wiem, że moja walka miała sens...
            Dziewczyny uwierzcie, będzie dobrze.
          • sofi75 hainaut! :))) daje 24.11.08, 09:04

            mi duuuuzo otuchy i nadzie ta informacja!
            Gratulacje i trzymaj sie dzielnie!
            Dawaj znac tez jak sie sytuacja rozwija ...

            ps. a mozna wiedziec, ile tym razem na ten cud czekalas? Bo mnie sie
            wydaje ze chyba dluzej niz ja ...
            • hainaut Re: hainaut! :))) daje 24.11.08, 15:12
              Sofi,
              tym razem czekalismy ROK (do tej pory bylo 1,2 i 6 miesiecy). Teraz
              zaskoczylismt dopiero po wizycie w VUB, gdzie pani tlumaczyla nam
              procedure in vitro.
              Za bardzo sie przestraszylam no i... udalo sie. wink)
              Za tydzien mam wizyte. Czy musze pisac jak bardzo sie boje tej
              wizyty?
              • maja.the.bee Re: hainaut! :))) daje 24.11.08, 15:32
                hainaut, to fantastyczna wiadomosc!
                trzymam kciuki i naprawde wierze ze w koncu musi byc wszystko dobrze.

                my jestesmy po wizycie u androloga..wyniki M bardzo dobre, nie ma sie do czego
                przyczepic, caly czas mowil ze nie robi mu to wszystko roznicy, ale jakis
                wyjatkowo szczesliwy sie zrobil smile
                mimo ze nic to nie zmienia, poczulam jakas ulge..ze cos robimy, ze cos jest
                dobrze...teraz te jego wyniki maja byc przeslane do mojej ginki, moja wizyta w
                przyszlym tygodniu, no i zobaczymy co dalej...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka