Dodaj do ulubionych

CO NAS ŁĄCZY?

06.01.04, 16:45
zastanawiam się nad tym, co nas łączy. tak jak i inne zaburzenia różnego
rodzaju, tak i nasze kompulsywne jedzenie być może dotyka konkretne osoby? o
pewnym zestawie cech? o pewnych podobnych doświadczeniach?

piszcie.
może zrozumiemy, dlaczego akurat nas to dotknęło.

Horlaa:
- bardzo opanowana, znana z "zimnej krwi"
- w szkole nieśmiała, cicha woda, bałam się odezwać
- po szkole (wśród przyjaciół) - zupełne przeciwieństwo, rozrywkowa,
pyskata, wesoła
- skłonność do popadania w skrajności: od euforii do depresji
- przejmowanie się opiniami innych, tymi dobrymi jak i złymi, wciąż wydawało
mi się (i wydaje), że wiele osób o mnie myśli, mówi, że w jakiś sposób się
wyróżniam
- niska samoocena: jestem za głupia, zbyt leniwa, zbyt nieśmiała, żeby
osiągnąć to, co inni
- a jednocześnie zdaję sobie sprawę z własnych zalet i uważam, że inni ich
nie doceniają ;)
- przez długi okres życia samotniczka
- gdy przydarzało mi się coś złego: chowałam to "do siebie" i od razu
pędziłam do sklepu
- brak perfekcjonizmu (w porównaniu do anorektyczek): zawsze jestem
jakaś "niedorobiona", nie lubię się zanadto starać, nie jestem specjalnie
ambitna (chyba że na czymś naprawdę mi zależy)
- uwielbiam siebie "upadlać", niszczyć, robić wszystko, żeby ktoś na mnie
zwrócił uwagę, na przykład samotnie pić, dużo palić, jeść - wszystko to
chyba takie wołanie na pomoc
- a jednocześnie jestem b. samodzielna (syndrom starszej siostry), zawsze
byłam bardzo dojrzała, dorosła, odpowiedzialna. nie lubię radzić się innych
(choć ostatnio to się zmienia), przyznawać się do uczuć, słabości,
wrażliwości. większość moich znajomych i przyjaciół jest ode mnie młodsza
(choć od jakichś 2 lat czuję się bardzo dziecinnie i młodziej od nich :))
- twórcza dusza, odreagowuję wszystko w ten sposób
- no i coś, co podobno potwierdzone naukowo: złe doświadczenie seksualne w
wieku 10 lat (molestowanie)

jak jest z wami?

Obserwuj wątek
    • pasibrzuszek1 Re: CO NAS ŁĄCZY? 06.01.04, 18:02
      Jaka ja jestem?
      -jesli chodzi o zachowanie w szkole to chyba podobnie, nigdy nic nie
      mowilam;gy oceniano aktywnosc bylam jedna z ostatnich.
      -jezli chodzi o kontakty z rowiesnikami to roznie:miewem okresy gdy gadam jak
      szalona, smieje sie z byle czego. Kiedy indziej jestem cicha, nic nie mowie,
      zwlaszcza wsrod nowych ludzi, np. pare razy jadac na wakacje, caly wyjazd
      (czyli jakies 3 tygodnie)praktycznie nic ne mowilam:)
      -mam kompleksy na kazdym punkcie:jestem glupia, brzydka, leniwa, mam okropny
      charakter
      -zawsze wydaje mi sie, ze mi sie nie uda.
      -kazde niepowodzenie wyolbrzymiam i przezywam bardzo dlugo. Po kolokwium przez
      tydzien sni mi sie, ze je pisze, sprawdzam prace, sprawdzam wyniki itp. Przez
      nastepny tydzien nie moge zasnac bo zrobilam glupi blad
      -jak cos mi nie wychodzi zniechecam sie bardzo szybko.
      -jak jestem w czyms lepsza to motywuje mnie to i wylazi moj perfekcjonizm i
      placze,ze nie jestem dostatecznie dobra.
      -jestem placzka.
      -wszystkiego sie boje. Czasem nawet nie wiem czego.Tak jak teraz:od kilku dni
      caly czas az mnie cisnie w zoladku ze strachu, ale nie wiem dlaczego...
      -przezywam nie tylko wlasne doswiadczenia, ale tez filmy, ksiazki...(mam to od
      dziecka, bo mama wspomina jak dostalam goraczki na smerfach jak sie
      denerwowalam)
      -ocena innych strasznie sie przejmuje. Poza tym wydaje mi sie,ze nikt mnie nie
      lubi:(

      tyle przychodzi mi teraz na mysl. Moze pozniej cos dopisze.
      Pozdrawiam:)

      -lubie wywolywac poczucie winy(ale to chyba mam po mamie :) ).Jestem
      typem "meczennicy".
      • horlaa Re: CO NAS ŁĄCZY? 06.01.04, 18:24
        właśnie właśnie! mogę się podpisać pod wymienionymi przez Ciebie cechami, o
        których zapomniałam! racja! racja! jestem taka sama...

        kto jeszcze? :)
    • negritha Re: CO NAS ŁĄCZY? 06.01.04, 20:20
      Heh, moze to nie powinno dziwic...ale ja czytalam o Tobie z otwartymi oczami,
      bo prawie wszystko dotyczy rowniez mnie... jesli chodzi o:
      -opanowanie- szczegolnie kiedys... teraz troche mniej, a moze po prostu
      odrobine bardziej okazuje to co sie we mnie dzieje. Kiedys wogole nie
      wiedzialam co to znaczy okazywac po sobie zdenerwowanie... teraz troche
      lepiej, ale ciagle z nikim sie nie kloce, nie krzycze itp

      -niesmiala- w szkole podstawowej i sredniej rzeczywiscie taka bylam, teraz
      jestem zdecydowanie odwazniejsza, i nawet glosno zartuje ;-)...ale mysle ze
      nawyk i nalog jedzenia uksztaltowal sie wlasnie w podstawowce i liceum i teraz
      po prostu trwa mimo ze jestem troche inna.

      -wsrod przyjaciol zawsze ozywam...pamietam ze w szkole podstwowej kolazanki
      dziwila sie ze gdy jestem z nimi tak bardzo sie zmieniam....

      -duza sklonnosc do popadania w skrajnosci: mam do dzis w coraz wiekszym
      stopniu..

      -bardzo przejmuje sie opiniami innych, kiedys kolezanka skarcila mnie za cos
      tam, powiedziala ze sie na mnie troche zawiodla....bylam po prostu zrozpaczona
      i mialam ochote sie pociac....:-( kazda krytyke nawet konstruktywna odnosze za
      bardzo do siebie

      -niska samoocena- jesli chodzi o wyglad to wczesniej bylam po prostu jednym
      wielkim kompleksem ;-) teraz nie przejmuje sie tak wygladem i doceniam to co
      mam... jesli chodzi jednak o charakter to mam duze kompleksy, bo tu jestem z
      jednej strony troche perfekcjonistka i chcialabym duzo od siebie wymagam a z
      drugiej strony nie chce mi sie tak bardzo starac bo jestem pesymistka i nigdy
      nie mysle ze moze sie udac..:-(

      - tez zdaje sobie sprawe ze swoich zalet (kiedys nawet mialam jakas obsesje na
      punkcie swoich intelektualnych zdolnosci, dopiero potem nauczylam sie
      pokory ;-) ) ale u mnie chyba to inni doceniaja a czasem mam wrazenie ze
      przeceniaja...boje sie ze nie spelniam oczekiwan...

      -to moj powod do stresu: ciagle sie stresuje ze inni ode mnie wymagaja, ze nie
      spelniam oczekiwan, ze nie jestem wystarczajaco dobra, ze za malo sie staram,
      ze jestem po prostu beznadziejna (to ostatnie sformulowanie jest byc moze
      spowodowane dzisiejszym dolem...:-( )

      -samotniczka bylam zawsze! Teraz jestem od roku z kims ale w glebi duszy
      jestem samotniczka...Uwielbialam spedzac sama czas i tak jest w sumie do dzis.
      Oczywiscie potrzebuje tez przyjaciol, ale samotnosci - bardzo..

      - tak jak u Ciebie - to samo z chowaniem wszystkiego w sobie

      -niestety rowniez mam potrzebe upadlania sie .....:-( z rozna czestotloscia w
      zaleznosci od okresu...

      -ja skolei jestem mlodsza siostra... ale lubie wszystko robic sama, denerwuje
      sie jak mam robic jakis projekt z kolezanka, lubie byc odpowiedzialna za to co
      robie, radzic sie innych w ostatecznosci...i samej podejmowac decyzje. Mam
      rowniez zanadto rozwinieta potrzebe wolnosci. Kiedy ktos mnie do czegos
      przymusza reaguje odwrotnie niz ta osoba chce, musze miec poczucie wolnosci....

      - a co rozumiesz przez tworcza dusze? Czy jakies zapedy artystyczne...? :-) Ja
      przez wiele lat troche rysowalam, teraz juz niestety bardzo rzadko, ale jestem
      nielogiczna, roztrzepana, balaganiarska jak prawdziwa artystka ;-P

      -doswiadczen seksualnych zlych nie mam... przykro mi, horlaa, ze Ty takie
      mialas.....:-(

      -ponadto, nigdy nie podobalo mi sie w jakim swiecie zyje, uciekalam wyobraznia
      w krainy fantasy, przeraza mnie wspolczesnosc,bezlitosny wyscig szczurów i
      ludzka obojetnosc.. jestem troche idealistka, aczkolwiek pozbawiona zludzen..

      -zawsze zyje w jakims napieciu, stresuja mnie codzienne sytuacje..z tego
      powodu nie moge ogladac np thrillerow bp nie wytrzymalabym tego dodatkowego
      napiecia. Poza tym boje sie ludzkiego okrucienstwa, nie moge patrzec jak na
      jakichs filmach kogos torturuja, od razu wychodze z pokoju. Horrorow nie
      ogladam wiec wcale. Podobnie jak Pasibrzuszek przezywam filmy...

      -rownie czesto placze (choc kiedys prawie wcale - nawet placz tlumilam w sobie)
      -jesli mi cos nie idzie niemal od razu rezygnuje a jak wychodzi to staram sie
      z calych sil...

      -czesto sie usmiecham, mam poczucie humoru, choc ten usmiech to czesto rodzaj
      maski zeby nikomu nie pokazywac co dzieje sie naprawde, wole zgrywac twarda..
      no i zdecydowanie latwiej mi pisac niz mowic

      troche tych cech wspolnych jest....
      • horlaa pierwsze wnioski 06.01.04, 22:42
        kurcze, jestem w poważnym szoku, że wszystkie jesteśmy takie podobne... to, co
        napisałaś negritha: każda z tych cech do mnie jakoś się odnosi.
        a z tymi filmami to już w ogóle... pamiętam jak po "Misji" wpadłam w taką
        histerię... podobnie "1492" - moje pierwsze naprawdę przeżyte filmy, od tego
        czasu było już cały czas tak, że zawsze fabułą się strasznie przejmowałam.
        podobnie silnie odbieram muzykę.

        zapędy artystyczne w moim wykonaniu: kocham pisać, kiedyś też wiele lat
        malowałam, kocham spiewać, tańczę... trochę tego jest. ;)

        i coś ważnego napisała negritha - b. ważna rzecz:
        nasza choroba ukształtowała się w podstawówce, liceum - kiedy dojrzewałyśmy.
        teraz to już tylko choroba, nałóg, przyzwyczajenie - bo jak piszecie, wiele
        złych cech nauczyłyśmy się pokonywac, zmieniłyśmy się. ale nałóg w ciele i
        duszy siedzi. i niszczy.

        ...
        tyle wniosków a to dopiero 3 osoby się wypowiedziały :))))




        • suziliu Re: pierwsze wnioski 07.01.04, 14:08
          witam was wszystkie!
          Czytając wasze posty , czuję się jakbym czytała o sobie:
          - zależnie od swojej wahajacej się wagi jestem albo towarzyska, otwarta, wesoła
          lub nieśmiała, zamknięta w sobie
          - w chwilach stresu automatycznie sięgam po ksiązkę i jedzenie
          - nie jestem perfekcjonistką, raczej w chwilach które wymagałyby "tego
          ostatniego szlifu" dopilnowania, w panice wszystko rzucam, zamykam się w sobie
          - pasjami lubię wymyślać dla siebie czarne scenariusze ("mężczyzna mnie
          rzuci" "Nic więcej nie osiągnę" "Jestem beznadziejna")
          - wszelkie sukcesy uważam jedynie za przejściowy, niezasłuzony usmiech losu
          - zawsze mam poczucie iż jestem samotna, i tylko na siebie mogę liczyć, ja mogę
          tylko komuś pomóc nigdy o pomoc poprosić
          - szczęśliwa jestem tylko kiedy przestrzegam kolejnej diety i jestem w stanie
          zapanować nad moim ciałem; z jedenej strony pragnę nic nie jeść, a z drugiej
          nie potrafie opanować głodu

          Właśnie zaczęłam kolejną beznadziejną dietę, którą i tak rzucę w chwili
          wiekszego stresu.

          Pozdrawiam i gratuluję załozycielce forum świetnego pomysłu.
        • negritha Re: pierwsze wnioski 07.01.04, 22:18
          Ja tez dosc silnie odbieram muzyke... pamietam jak kiedys uslyszalam po raz
          pierwszy utwor, ktory tak mnie zachwycil ze sie poplakalam (ze szczescia ze go
          slysze i ze wzruszenia ze taki piekny ;') i zaczelam tanczyc...nie umiem nawet
          opisac tego co sie ze mna dzialo....
          reczywiscie mysle ze taka np szkola podstawowa wplynela na to jacy jestesmy
          jako dorosli... to wkoncu czas kiedy jakby po raz pierwszy sie sprawdzamy, czy
          rowiesnicy nas akceptuja, czy umiemy sobie radzic sami w obcym miejscu, czy
          radzimy sobie ze stresem (wkoncu 10latki tez maja troche stresu :-) ) i
          wowczas tez ksztaltuje sie nasza osobowosc i to jak sie postrzegamy..nasz
          autowizerunek. Ale jak doszlo do tego ze zaczelam jesc kompulsywnie to
          niestety nie bardzo wiem....a moze warto by wiedziec, bo moze jak sie tego
          dowiem bede wiedziala jak to zmienic....moze....:-(
      • pasibrzuszek1 Re: CO NAS ŁĄCZY? 07.01.04, 18:39
        Ja tez jestem balaganiarska. Czasem mysle, ze to jest jakby metafora mojego
        zycia-ten wszechoobecny balagan...
        • ultra75 Mozna sie do Was dolaczyc? 07.01.04, 21:18
          Witajcie Kobiety!
          Czytam to forum od dawna, bo niestety problem takze mnie dotyczy, ale dopiero
          dzisiaj odwazylam sie dodac cos od siebie. Pod wiekszoscia Waszych postow moge
          sie podpisac nogami i rekami - czytajac je mialam wrazenie, ze sama je
          napisalam.
          Co do cech charakteru, o ktorych piszecie, to zdecydowana wiekszosc odnosi sie
          takze do mnie. Czasami nawet czuje sie, jakbym miala podwojna osobowosc:
          - w pracy (a wczesniej w szkole i na studiach) jestem raczej niesmiala,
          zamknieta w sobie, wiecej slucham niz sie odzywam - w gronie przyjaciol i
          znajomych zamieniam sie w dusze towarzystwa,
          - ktoras z Was juz o tym wczesniej pisala: tez nie jestem specjalnie ambitna i
          na pewno nie jestem perfekcjonistka, ale jezeli mi na czyms zalezy, to potrafie
          o to walczyc i zmieniam sie o 180 stopni (przyklad moze glupi, ale pierwszy,
          ktory mi przyszedl do glowy: w liceum bylam typem lesera, olewalam wszystko
          oprocz jezykow obcych - na te lekcje zawsze chodzilam i bylam przygotowana i
          musialam miec z tych przedmiotow najlepsze oceny. Smieszne, ale prawdziwe :-)),
          - sprawiam wrazenie osoby bardzo spokojnej i opanowanej (opinia znajomych i
          ludzi z pracy: "jeszcze nigdy cie nie widzialem/lam zdenerwowanej")- i taka tez
          najczesciej jestem, ale czasami az sie we mnie gotuje, czego nigdy nie widac na
          zewnatrz,
          - mam cala mase kompleksow, zawsze czuje sie gorsza/brzydsza/mniej zdolna itd.
          (odpowiednie skreslic :-)), itp. od innych, chociaz z drugiej strony zdaje
          sobie sprawe z tego, ze w wielu przypadkach takie myslenie nie jest niczym
          uzasadnione, jestem b. wrazliwa na krytyke i w ogole na wiele rzeczy patrze
          przez pryzmat: co sobie inni o mnie pomysla. Wiecznie tez czuje sie oceniana
          przez innych ludzi.
          - wieloma rzeczami martwie sie na zapas, w ogole uczucie strachu niestety
          czesto mi towarzyszy (boje sie, ze sobie z czyms nie poradze, wyobrazam sobie
          rozne stresujace sytuacje, w ktorych wcale nie musze sie znalezc, ale i tak sie
          ich boje :-) itd. - zreszta nie musze pisac, dobrze wiecie, o czym mowie,
          prawda?)
          - tez jestem straszna balaganiara :-)

          Sorry, ze tak sie rozpisalam, ale juz dawno mialam ochote ujawnic sie na tym
          forum, ale nie mialam odwagi (ach, ta moja niesmialosc!). Mam tez nadzieje, ze
          z powyzszego opisu nie wylania sie obraz jakiegos potwora i mnie stad nie
          przegonicie :-). Zapewniam, ze pare pozytywnych cech tez posiadam.
          A przede wszystkim Was serdecznie pozdrawiam i zycze duzo zdrowia i wytrwalosci
          w walce z "naszymi" problemami.
          PS. Sorry za brak polskich czcionek, ale nie mam w tej chwili dostepu do
          polskiej klawiatury.
          • negritha Re: Mozna sie do Was dolaczyc? 07.01.04, 22:03
            Witam :-) Widze ze forum bardzo sie rozkreca, widze ze nie tylko ja przez
            dluzszy czas pozostawalam "cichym obserwatorem".. czyli mamy kolejne dowody ze
            to uzaleznienie wiaze sie z konkretnymi cechami cechami
            charakteru....zastanawiam sie czy to ma związek rownież ze sklonnosciami do
            innych nalogow... bo u mnie chyba tak...na szczescie ani kawa nie smakuje, ani
            papierosy, ale np jak juz cos pilam to zawsze na calego (patrz: popadanie w
            skrajnosci) nigdy nie pilam dla smaku, tylko zeby sie conajmniej troche
            wstawic.. :-(
            tez sie martwie na zapas...i to wszystkim, zyje w wiecznym stresie, nawet jak
            wszystko sie dobrze ukada ja mam wiecznie jakies niepokoje.. nic przyjemnego,
            wkurza mnie juz czasem jak moj facet mi mowi "wyluzuj sie!" ja nie wiem co to
            znaczy....:-(
            A z balaganiarstwem to widze ze coraz wiecej nas w klubie ;-)
            Hmm wiesz, ze nie zwrocilam uwagi ze pisze bez polskich liter...:-o Jakos tak
            przywyklam do tego, ze zapomnialam ze moze to sprawiac innym trudnosci...-_-
            to tez przez to balaganiarstwo...i ogolnie roztrzepanie..
            Tak czy inaczej, witaj w gronie :-) choc raczej niewesole to grono....:-(
            pozdrawiam
            • ultra75 Re: Mozna sie do Was dolaczyc? 08.01.04, 19:47
              Witaj jeszcze raz, Negritha! I znowu musze napisac, ze ze mna jest dokladnie
              tak samo! Nie lubie kawy (poza tym kojarzy sie wylacznie z nauka :-)), do fajek
              tez mnie nigdy specjalnie nie ciagnelo, za to alkohol zawsze traktowalam jako
              srodek do odurzenia sie i wystepowal, podobnie jak jedzenie, prawie zawsze
              wylacznie w duzych ilosciach. Dokladnie tak, jak piszesz - picie nie dla smaku,
              ale zeby sie wstawic. I te skrajnosci: albo b. duzo albo nic - skad ja to
              znam :-)?. Czasami nawet zartuje, ze sklonnosc do nalogow to ja po prostu mam w
              horoskopie (Ryba) i nic na to nie poradze. Pozdrowienia i dzieki za mile
              powitanie.
              • horlaa Re: Mozna sie do Was dolaczyc? 08.01.04, 21:37
                witaj, ultra w szeregach! walcz z nami :)))

                co do nałogów: kawy nigdy nie lubiłam, ale rok temu przełamałam się ciężko
                pracując i teraz jestem w stanie ze smakiem wypić rozpuszczalną z
                mleczkiem. :) innej nie.
                co do fajek, alkoholu - mam do tego podobne podejście co wy. lubię, jak mam
                zły humor nastawić się na totalne "upalenie" i "upicie" (choć co do tego
                upicia to jest od pewnego czasu lajtowo, 2 lata temu strasznie się zatrułam
                alkoholem i od tego czasu piję niewiele).
                zresztą nie tylko to.
                lubię się uzależniać. byłam już uzależniona od internetu, może nadal jestem.
                podobnie od blogów.
                teraz, kiedy nie mogę jeść słodyczy, zauważyłam że uzależniłam się od
                fistaszków :) albo od paru dni: od masła orzechowego.

                po prostu lubię, lubię sie upodlić, lubię się uzależnić, i nawet się do tego
                przyznaję, jakby to był powód do zadowolenia.

                to jakaś skaza w charakterze, fakt.
                • yossarianka Re: Mozna sie do Was dolaczyc? 09.01.04, 03:37
                  Witam Was Wszystkie bardzo serdecznie,
                  Bardzo ciekawy watek i myślę, że pożyteczny bo może dowiemy się czegoś więcej,
                  a mianowicie o co w tym wszystkim do licha chodzi i z czego to wynia.mam
                  nadzieję, że to nam jakos pomoże.
                  Dodam tez coś od siebie i niebędziecie pewnie mocno zdziwione jeżeli na
                  wstepie powiem, że w szkole byłam bardzo niesmiała J w podstawówce koszmarem
                  było pójście do tablicy.szłam cała w pąsach i musiałam koniecznie (o ile się
                  dało) wcześniej przerobić zadanie lub cokolwiek na jaki temat miałam się
                  wypowiadać bo panicznie bałam zrobić z siebie ofiarę.zawsze zazdrościłam
                  osobom, które tak od siebie coś mówiły na lekacjach albo jak padało jakieś
                  pytanie w tłum to one się odzywały.to było dla mnie nie do pojęcia. W
                  ogólniaku na wstępie założyłam sobie, że wykreuję się na inna osobę więc
                  robiłam z siebie głupka klasowego odzywając się kiedy tylko można było, wtedy
                  kiedy trzeba i wtedy kiedy nie trzeba. Moja niesmiałośc powróciła jednak w
                  trzeciej klasie i nie chciała się odczepić prawie przez całe studia.dopiero na
                  koniec studiów zaczęłam czytac fajne teksty o „odgrywaniu”, „prezentowaniu”
                  siebie przed innymi i zrozumiałam, że tak naprawdę to może jestem cholernie
                  niesmiała ale mogę „grać” śmiałą bo tak naprawdę to w kontaktach z ludzmi
                  gramy siebie.robimy takie małe przedstawienie samego siebie. Jak już to
                  zrozumiałam to tak tez zaczęłam robic i od tamtej pory nie mam aż takich
                  potwornych „efektów ubocznych” wypowiadania się typu łomotanie serca, zimny
                  pot, wszystkie odcienie czerwieni na policzkach.
                  Nieśmiałość przerobiona J
                  Kompleksy. Oj tak. Przez długi długi długi czas uważałam, że jestem głupia jak
                  but, a brzydka jak noc. Autentycznie byłam święcie przekonana, że każda osoba
                  spotkana przeze mnie chociażby na ulicy jest ładniejsza ode mnie. Poza tym
                  zawsze byłam straaaaasznie gruba.W którym miejscu to nie wiem bo jak patrzę na
                  zdjęcia z przeszłości to sama stwierdzam, że mnie pogięło. Moim wielkim
                  komplesem byłbiust bo był całkiem spory zawsze i po prostu koszmarem były
                  jakieś komentarze kolesi na ulicy, co przy ogólnej mojej niesmiałości to był
                  po prostu zawał! Chciałam zniknąć, rozpuścić się w powietrzu.
                  Zamknieta w sobie do bólu. Nie powiem co mi lezy na sercu. Nauczyłam się jakoś
                  tak odsuwać na bok problemy udając, że nie istnieją.Ale one były, czekały
                  tylko na odpowiedni moment chyba...
                  Nigdy się nie obżerałam w dzieciństwie ani jak byłam nastolatką.Paliłam sporo
                  ale w każdej chwili mogłam przestać na miesiąc, a po miesiącu, czasami po roku
                  zacząć znowu.Albo palic tylko w weekendy. Pić alkoholu w ogóle nie
                  lubię.Lepiej się bawię jak nic nie piję. Kawę za to kocham J Najlepiej taka
                  przypominająca bardziej kakao niż kawę czyli pół na pół z mlekiem.
                  Też chyba niestety lubię się upadlać, wymyślać historie typu jak to choruje na
                  raka i nikomu o tym nie mówię albo inne jakieś dosyć chore historie.Chyba
                  chciałabym po prostu zwrócić na siebie uwagę.Zreszta nie wiem o co tu
                  chodzi.Jakaś taka chęc użalania się nad sobą.
                  Również kiedys wyolbrzymiałam każde niepowodzenie. W szkole to przez północy
                  analizowałam swoje wypowiedzi i czemu na przykład nie powiedziałam tak albo
                  tak, bardziej elokwentnie, ładniej, ...a nie tak beznadziejnie....
                  Opanowana jestem okropnie. Czasami nie cierpię tego chociaż generalnie w
                  naszej kulturze to jest postrzegane jako cecha pozytywna bo to niby oznacza,
                  że się panuje nad soba i stresem itp.
                  Jestem skryta i nie lubie uzewnetrzniac uczuć do tego stopnia, że jeden z moch
                  chłopaków nazwał mnie przy jednej takiej okazji „Królową Śniegu”.... to nie
                  było miłe J
                  Poza tym jestem niesamwoicie konsekwentna ale tak az do bólu. Jak sobie cos
                  postanowię i uważam ze tak jest dobrze/slusznie/sprawiedliwie/tak jak trzeba
                  to już nic się nie da zrobic.Beton.
                  Tak jak Negritha pisała o maskach, to ja też się pod tym podpiszę bo nauczyłam
                  się wkładać maskę uśmiechniętej, zadowolonej z życia dziewczyny.
                  Filmy tez przeżywam ale nie aż tak poważnie. Nie lubię oglądać filmów
                  mówiących o miłości bo zaraz mam doła, że ja też chcę tak pięknie,
                  egzotycznie, fascynująco, niespodziewanie, romantycznie,
                  nieromantycznie...itd. Rzeczywistośc jakaś taka mniej atrakcyjna się wówczas
                  wydaje...
                  Podobnie jak Suziliu rzucam wszystko w ostatniej chwili. Tzn. męczę się nad
                  czymś, pracuję, coś robię i później już mam dość i tylko szukam sposobności
                  żeby rzucić to w diabły!
                  Suziliu: „szczęśliwa jestem tylko kiedy przestrzegam kolejnej diety i jestem w
                  stanie
                  zapanować nad moim ciałem; z jedenej strony pragnę nic nie jeść, a z drugiej
                  nie potrafie opanować głodu”
                  Mam dokładnie tak samo. Czuję się wspaniale jak nic nie jem. Im dłużej nie jem
                  tym lepiej psychicznie się czuję.jak zaczynam jeść odczuwam to jako jakąs
                  porażkę. I wiem, że to bezsensu.
                  Również wszelkie sukcesy uważam za „kwestie przypadku”, „szczescia”, „losu”
                  itd.
                  To chyba wszystko na ten temat.
                  Wiecie, te cechy faktycznie się powtarzają u nas tu wszystkich tylko co to
                  znaczy i co można z tym zrobić żeby działało bardziej na nasza korzyść niż
                  niekorzyść?
                  pozdrawiam
      • planasana Re: CO NAS ŁĄCZY? 12.04.04, 14:10
        Dziewczyny, jestem taka sama jak Wy !
        Czytajac Wasze posty czytalam o sobie.

        Jeszcze sie odezwe pewnie,
        dzisiaj wracam do szpitala na psychoterapie.

        planasana
      • lusia85 Re: CO NAS ŁĄCZY? 05.08.04, 15:15
        To wszystko jest zaskakujące, wszystkie mamy ten sam problem i jak sie okazuje
        bardzo podobne charaktery...
        Ostatnio postanowilam walczyc z objadaniem sie i zastanowic sie nad sobą
        Najbardziej mnie martwi, ze mam bardzo słabą wolę... a właściwie
        niezupełnie ... bo jeżeli coś robię to wkładam w to całe serce... problem
        objadania sie nie dotyczy mnie nigdy kiedy jestem zajęta, chodze do szkoły, coś
        mam do załatwienia, wtedy poprostu nie mam czasu na podjadanie... ale kiedy
        zostaje sama w domu zaczyna sie istny koszmar... jem wszystko co widze :( Nie
        jestem gruba... nie jestem też szczupła...jestem ponoc w sam raz, ale ja
        postrzegam siebie inaczej, czasem podobam sie sobie, częściej jednak patrze na
        swoje ciało z obrzydzeniem... wówczas dołuje się jeszcze bardziej i... znowu
        jem.. wówczas nie myślę o niczym i nic nie czuję... To podobieństwo między nami
        jest jednak tak niesamowite, że zwątpiłam... domyślam się, że takich jak my
        jest całe mnostwo... tylko dlaczego... Acha mam pytanie, o co dokładnie wam
        chodzi kiedy piszecie, że się nad sobą znęcacie czy cos podobnego? czy chodzi o
        głodzenie?
        Bo ja nie potrafię... w ogole moje diety nigdy nie trwały dłużej niż 3 dni...
        Ciesze się że znalazłam tak wiele podobnych mi osób, teraz moze poczuje sie
        lepiej
    • vitta Re: CO NAS ŁĄCZY? 25.01.04, 20:21
      ja niestety złamię wzorzec-nie jestem bałaganiarą, wprost przeciwnie-mam manię układania wszystkiego,planowania, zapisywania...
      Ala za to kiedyś miałam komplexy,potem stopniowo znikły. Mam b. wymagającą mame, która nadal mimo mojego wieku(już pracuję po studiach) próbuje ingerować w moje życie, ale mam poczucie że b.mnie kocha.Mam problem alkoholowy w rodzinie,o którym wszyscy zgodnie milczymy przed reszta świata-wie tylko 1 osoba (ode mnie),na szczęście nie rozłożył całkiem rodziny.
      Nie jestem ambitna.Nie jestem skryta, nie jestem opanowana-przeciętnie.
      B.łatwo się wzruszam nawet głupotami,często płaczę.
      Jestem samodzielna, zawsze byłam.
      Ale za to b. czuła na krytykę pod własnym adresem,wręcz przeczulona.
      Nie palę (popalałam kiedyś), mało piję (kiedyś sporo), nie piję kawy (kidys tak).To z grubsza tyle.Pozdrawiam.
      • negritha Re: CO NAS ŁĄCZY? 26.01.04, 22:39
        Po pierwsze- witam na forum! Normalnie napisalabym ze cieszymy sie z
        powiekszonego grona, ale to w sumie nie cieszy ze tyle z nas ma tego typu
        problem.. To że się różnisz w tych wszystkich wymienionych cecham świadczy
        tylko o tym że nie ma jednego profilu osobowości podatnej na uzależnienie od
        jedzenia...mamy pewne cechy wspólne, ale jak widać nie wszystko.
        Z tych podobnych cech, to zauważyłam że ja również jestem nieco
        przewrażliwiona na krytykę innych i zawsze chcialam być akceptowana. Jednak
        gdy ktoś mnie nie akceptował nie dążyłam za wszelką cenę by mnie polubił.
        Też bardzo często płacze, a moje kompleksy kiedyś ogromne, teraz mniejsze ale
        są ciągle... poza tym na marginesie dodam że miewam okresy różnej samooceny.
        Tzn popadam w skrajności: raz jestem super, raz totalne dno..i czasem te
        zmiany są bez konkretnych przyczyn i zależą od mojego nastroju..
        Ukrywanie i w ogole to ze masz problem alkoholowy w rodzinie moze miec
        niestety duzy wplyw na Twoje zachowanie...mysle ze moze byc jedna z przyczyn.
        Aczkolwiek nie moge powiedziec ze wiem o co chodzi bo nigdy nie mialam takiego
        problemu... moze to tak ze podswiadomie dazysz rowniez do jakiejs formy
        uzalenienia? Z gory przepraszam jesli wnikam za daleko...
        Pozdrawiam Ci serdecznie, trzymaj sie i walcz, zwlaszcza ze, jak piszesz,
        sprawy maja sie ku lepszemu :-)
    • vitta Re: CO NAS ŁĄCZY? 27.01.04, 13:24
      Też myślę,że to może być taki rodzaj uzależnienia, na które być może jestem
      podatna. Generalnie zapomniałam dodać,że mam skłonność do sezonowych obniżeń
      nastroju(jesienna deprecha), moja mama jest osobą niezbyt stabilną
      emocjonalnie,znerwicowaną,dołującą się, skrytą(oczywiście ma lepsze i gorsze
      okresy)-ja na szczęście nie mam AŻ TAK jak ona,ale ta ogólna tendencja...Kiedyś
      myślałam,że jestem silna,ale pierwsze "dorosłe" problemy zachwiały moją
      pewność.I teraz właśnie po całkiem niezłych paru miesiącach,zima w końcu chyba
      zaczęłą mnie dobijać...poza tym mało widuję się z moim narzeczonym,bo b. dużo
      pracuje i często wyjeżdża...i jak tak jest zimno i siedzę sama...Moim problemem
      jest też mobilizacja do działania.Ogólnie zwykle czuję się b. dobrze
      psychicznie (i oczywiście mniej jem),kiedy mam dużo zajęć.A właśnie wystarczy
      mały dołek i nie potrafię się zmobilizować do niczego,czego nie muszę.Mogłabym
      wyjść do znajomych,zostać dłużej w pracy(mogę wtedy im pomóc i sama wiele się
      uczę),poczytać coś zawodowego,posprzątać,załatwić jakieś urzędowe
      sprawy,ale..wracam do domu i leże,czytam głupoty,ostatnio raczej siedzę przed
      komputerem i JEM.Staram się wymyślać sobie zajęcia,ale łatwo się poddaję.Jest
      ładna pogoda,wpieprzyłam właśnie 2 drożdżówki(duże;1 była dla brata...),więc
      idę na spacer i odkupię tę bułę i orzeszki,które wyżarłam wczoraj...Byle do
      wiosny,dziewczęta.
    • hekate6 Re: CO NAS ŁĄCZY? 08.06.04, 11:17
      Szok!Wszystko się zgadza!!!No,prawie wszystko...Nigdy nie byłam molestowana, a
      z opanowaniem to jest różnie-raz wybucham i panikuję, a w innych sytuacjach
      zachowuję "zimną krew"...Poza tym wszystko identycznie jak u Horlii.Dodam
      jeszcze skłonność do uzależnień i wszelkich objaw autodestrukcji(ciągotki do
      dragów i alkoholu,nałogowe palenie,zdarza mi się okaleczać,no i 3 próby
      samobójcze)
    • fortella Re: CO NAS ŁĄCZY? 09.06.04, 12:43
      No to teraz kolej na mnie:

      - w szkole byłam "niewidzialna", za wszelką cenę starałam się nie wychylać (
      nigdy nie zgłaszałam się o odpowiedzi - nawet gdy byłam jej pewna)

      - wśród przyjaciół czuję się swobodnie, ale duszą towarzystwa nigdy nie byłam

      - błyskawicznie wpadam w skrajne nastoje - czasem wystarczy jedno czyjeś słowo
      czy np. piosenka...

      - bardzo zależy mi na opinii ludzi (często boję się wyrazić swoją opinię, żeby
      komuś nie podpaść)

      - za wszelką cenę unikam ryzyka, podejmuję się czegoś tylko wtedy gdy wiem, że
      mam prawie 100 % szans na sukces

      - mam mnóstwo kompleksów, boję się co inni myślą o moim wyglądzie

      - jestem samotniczką

      - swoje problemy rozwiązuję sama, nie wtajemniczam w nie nikogo, chyba że to
      absolutnie konieczne

      - zdecydowanie nie jestem perfekcjonistką, większych ambicji brak

      - punktualność granicząca z obsesją ;-))

      - duża samodzielność i bardzo szybkie podejmowanie decyzji (nie zawsze trafnych)

      Oto ja :-))

      Pozdrawiam
      Fortella
    • karibe Re: CO NAS ŁĄCZY? 23.08.04, 13:03
      Nie odkryję Ameryki, jak powiem, ze z wiekszością postów się identyfikuje:) U
      mnie jest to tak, że ja dopiero co skończyłam liceum.. Nie miałam zatem jeszcze
      czasu się leczyc z kompleksów.
      A mam ich naprawdę dużo..Czyli zaczynam:

      - tony kompleksów, boję się i wstydzę często wychodzić z domu.. szczególnie
      teraz, kiedy prztyłam 6kg w ciągu miesiąca. Uważam się za tępą, głupią,
      brzydką, grubą, nieciekawą i w ogóle to, co najgorsze.
      - czuję odrazę do mężczyzn.. Nie umiem się jej pozbyć. Obawiam się, że została
      mi zaszczepiona przez mamę, która ciągle mówiła niemiłe rzeczy o moim ojcu.
      Dodatkowo praktycznie zawsze mieszkałam tylko z babami ;) A przez ostatnie 4
      lata mieszkam z facetem mojej mamy.. Nieciekawa sytuacja, tym bardziej, że moja
      mama przyjeżdża tylko na weekendy - resztę tygodnia jestem sama z 55letnim
      facetem, który często w samych slipach chodzi:( Niedobrze mi. :(
      - nigdy nie miałam dobrych kontaktów z całością rodziny.. I ojciec i matka mają
      silne osobowości i próbują mnie przeciągnąć na swoją stronę obrzydzając tą
      drugą osobę.. Obydwoje mnie też szantażują. Ojciec ostatnio wymyślił, że mam
      się przestać spotykać z jedyną osobą, z którą jeszcze rozmawiam, to dostanę
      własne mieszkanie..
      - od dzieciństwa wiele mi obiecywano i nigy tego nie dotrzymywano
      - ostatnio rzuciłam palenie (paliłam 2 paczki dziennie), ale za to codziennie
      piję piwo.. Autodestrukcja? Ależ oczywiście! :/ Kiedyś się namiętnie upijałam..
      - Moje ulubione wyobrażenie: rak mózgu (to chyba mówi za siebie??) Często myślę
      też o śmierci i o tym, jak by wtedy za mną rozpaczali..
      - Mam w sobie naprawdę dużo złości.. Kiedyś wymyśliłam sposób na niewkurzanie
      się - siedzę i próbuję niemyśleć.. Teraz trochę mniej blokuję uczucia.. Kiedyś
      częściej to robiłam - bycie bez uczuć było moim marzeniem..
      - Jakakolwiek odpowiedź na lekcjach - wracałam z pokrwawionymi rękoma..
      Maniakalnie obdzieram/obgryzam skórki.. Jestem tak nerwowa, że chcę zrezygnować
      z kursu nauki jazdy - nie mogę się po nim poruszać (sztywne mięśnie), a do teg
      ciągle ryczę ze wściekłości na siebie i w ogóle
      - płaczę, płaczę, płaczę..
      - mam bardzo nieprzyjemne wspomnienia w związku z psychologami/psychiatrami i
      lekarzami
      - szybko się wzruszam (muzyka, film, książki).. Nie mogę oglądać
      thrillerów/horrorów, bo potem mam halucynacje przez miesiąc i nie mogę zasnąć.
      - manipuluję szantażuję, wymagam od swojego przyjaciela nie wiadomo czego i
      uwielbiam wywoływac poczucie winy
      - uwielbiam myśleć źle o sobie.. Jestem krytycyzmem samym w sobie. Wymiotować
      mi się chce, jak siebie widzę.
      - straszne i niemiłe scenariusze to moja specjalność.. Żyję w świecie marzeń..
      Uwielbiam wymarzyć sobie coś wspaniałego.. I dobrze wiem, że każdemu może się
      to zdarzyć, ale nie mnie.. MNIE nie zdarza się nic miłego..
      - wszystko, co dobre, zdarza się przez przypadek.. To na pewno nie moje
      zasługa, że dostałam sie na studia ze świetnymi wynikami itd.. To przypadek.
      - mam przyjaciela z robitej rodziny i przyjaciółkę (anorektyczkę), siostra była
      bulimiczką, cudem z tego wyszła(wyprowadziła się z domu), a brat miał straszną
      depresję, dopóki nie uciekł z Polski.. - sami problemowi ludzie naokoło..
      - użalanie się nad sobą - to też świetny sposób spędzania czasu dla mnie..
      - Mam bardzo niskie poczucie własnej wartości
      - zawsze gdzieś panuje u mnie choć malutki bałagan, choćby w moich myślach,
      jeśli nie w pokoju
      - skrajne nastroje zdarzają mi się codzień. W jednej chwili euforia, a potem dno
      - jestem typem przsywódcy.. wolę wszystko zrobić sama.. Nienawidzę prac
      grupowych, bo ludzie mnie wtedy często olewają. Jednak zawsze znajdę jakiś
      sposób, żeby ich pokrętnie ukarać (jeśli mnie oleją przy wspólnym projekcie,
      mimo wyznaczonych im zadań)
      - często czuję się niedoceniona
      - nie umiem się jakoś przywiązać do ludzi. Jedyną osobą, do której jestem
      przywiązana jest mój przyjaciel (oprócz rodziny) i nie wiem, co zrobię, jeśli
      odejdzie ode mnie.. Jak już nie wytrzyma.. Idealizuję go mocno, ale jest moją
      ostatnią nadzieją. To on mnie podtrzymuje przy życiu.. Bluszcz ze mnie. W
      czasie jego 3dniowego wyjazdu mialam 4 napady.
      - potrzebuję ogromnej ilości czułości, zrozumienia i pomocnej ręki.
      - kiedyś (w LO) byłam najpopularniejszą dziewczyną w szkole, faceci się za mną
      uganiali, każdy chciał mnie na swojej imprezie. Jakiś rok temu się zamknęłam na
      ludzi. W SP za to spokojne dziecko byłam. Nieśmiała, cicha.
      - moi znajomi zawsze byli starsi (poszłam rok wcześniej do szkoły), zdarzali
      się i ludzie koło 30ki. Często wydawało mi się, że z rówieśnikami nie mam o
      czym rozmawiać, bo się interesują jakimiś bzdurami.
      -ach - wyszłam z papierosów, ale uzależniłam się od ineternetu. Co ciekawe -
      pety rzuciłam jednego dnia i to bez problemu.

      Dużo tego.. ale muszę powiedzieć, że trochę mi to pomogło. Ach.. zapomniałam.
      Powiedziałam mojemu przyjacielowi o tym..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka