Dodaj do ulubionych

BINGE EATING DISORDER

11.05.04, 21:07
do przeczytania,
dla tych, które jeszcze tu są :)

www.xl-pozytywnie.pl/anorexia.htm

nie zrażajcie się tytułem linku, tam jest o czym innym,
a o anoreksji nieco niżej.

pozdrawiam,
a tak przy okazji
co tam u Was? :)
Obserwuj wątek
    • agatada Re: BINGE EATING DISORDER 12.05.04, 18:26
      Zaraz wskoczę na link choć wydaje mi sie, że już czytałam. Matula podsyła mi
      sporo do czytania odkąd zrobiłam jej scenę pt 'Twoja córka jest chora do
      cholery jasnej'. No właśnie, na leczenie zapisana tylko co z tego skoro w
      międzyczasie zdążyłam już zaliczyć kilka tzw porażek.
      Btw, spodobała mi się Twoja ankieta na blogu. Niby takie nic a dociera do senda
      sprawy - fajne ;-)

      ***

      Mówie sobie: dobra dziewczyno jestes chora wiec sie wyleczysz, reszta jest ok i
      w ogóle - wystarczy się opamiętać.
      Potem myślę: za wszelką cenę chuda, ładna, pamiętaj nie wolno tyle jeść.
      Jeszcze potem: jeść jesć jeść.
      No i: kurwa mać jesteś żałosną szmatą.

      To takie niby płytkie, nawet śmieszne, a potrafi obedrzeć z całej radosci
      zycia.

      Being ed.

      Ale zeby nie było tak smętnie, nie o to chodzi, to zaczynam powoli wierzyć, że
      za pare lat (!) będę miała normalne podejście do jedzenia dzięki wytrwałości i
      prawidłowemu podejściu :-)

      Pozdrawiam
      • agatada Re: BINGE EATING DISORDER 12.05.04, 18:28
        no patrzcie: binge a nie being :-)
    • negritha Re: BINGE EATING DISORDER 12.05.04, 21:23
      Czytałam już i ten artykuł i wiele innych, ale jakoś niewiele to zmienia..:-(
      Samo uświadamianie sobie problemu nic nie daje jesli nie jest poparte checia
      wyzdrowienia... A to jest właśnie to bolesne "zdarcie strupa".
      Mam już namiary i telefon na panią doktor z TPM, zaproponowała mi mailem swoją
      pomoc. Ale ja już jej chyba nie chce. Moja głowa jest zapełniona myślami
      o "końcu". Nie mam siły walczyć, nie widzę motywacji. Zawsze się łatwo i
      wcześnie poddawałam. Jak coś wymagało większego wysiłku, jakiejś większej pracy
      zawsze rezygnowałam. Zresztą przez swoje 20letnie życie "pod kloszem" nie
      miałam zbyt wiele wyzwań. Chce mieć wkońcu spokój, uwolnić się od obsesyjnych
      myśli o jedzeniu, wiecznego napięcia, poczucia winy, nienawiści i pogardy do
      siebie. Nie ciekawi mnie przyszłe życie, świat. Jestem piep**onym tchórzem i
      boje się życia, jego zwrotów, wypadków, zawirowań. Moja nienawiść do siebie
      jest coraz większa, zaczynam już nienawidzieć swoich rzeczy, ubrań, przedmiotów
      tylko dlatego że są moje. To coś na kształt obrzydzenia. Są momenty, które
      przywracają chęć do życia (np jak usłysze gdzieś przepiękną muzykę) ale to
      działa tylko przez chwilę. Dlaczego nie mogę po prostu wziąć się w garść,
      ponadrabiać zaległości z uczelni (jak na razie uczelnia tylko czasami pojawia
      się w moich myślach, co przekłada się na zawalanie kolejnych przedmiotów),
      pójść wkońcu do psychologa i być 'dzielną dziewczynką'. Mam dość tego że tak
      się użalam nad sobą, że zwalam wszystko na ED. Tylko że to wymaga pewnego
      wysiłku a ja zawsze byłam leniwa.. :-\
      • horlaa NEGRITHA!!!!! 12.05.04, 22:38
        idź do lekarza.
        pliiiizzzz.
        to tylko etap, moment, kiedy wszystko się wali. takich własnie czarnych myśli. ale ja wierzę, że to przejdzie, wiesz? tak mądrze piszesz, tyle rozsądnych myśli - masz predyspozycje do bycia zdrową, wierz mi!!! :) trzymam za ciebie gorąco kciuki, idź do lekarza, pomyśl sobie, że nie warto się niszczyć...

        teraz jest u Ciebie bardzo źle, olej uczelnię, może musisz sobie zrobić przerwę. nikt nie każe Ci być "dzielną dziewczynką", nie "zaciskaj zębów", po prostu spróbuj... przyznaj się do tego, że jesteś chwilowo słaba, przestań udawać silną...
        nie musisz "brać się w garść"
        po prostu zatroszcz się o siebie, zrób cos dla siebie - podejmij leczenie. to teraz najważniejsze.......

        a jak masz ochotę, napisz do mnie horlaa@gazeta.pl
        przytulę :) i w ogóle

        trzymam za Ciebie mocno kciuki!!
        • negritha Re: NEGRITHA!!!!! 13.05.04, 22:24
          Dziękuje
          za wiarę we mnie
          Podoba mi się szczególnie to zdanie, że mam predyspozycje do bycia zdrową ;-)
          Pomyśle znowu o leczeniu. Zauważyłam że bardzo pomaga mi basen. Jedna rzecz
          która odkąd skończyłam grać w gry sprawia mi przyjemność. I to taką zupełnie
          inną niż jedzenie. Nie daje euforii w pierwszej chwili i rozpaczy w drugiej.
          Ale pokonywanie kolejnych długości basenów w coraz krótszym czasie daje mi
          chociaż wiarę , że mogę się w jakikolwiek sposób rozwijać. Ostatnio byłam w tak
          wisielczym humorze bo we wtorek zamiast iść popływać, postanowiłam się nażreć,
          ale tak solidnie, żeby przez następne dni mnie "odrzucało" od jedzenia.
          Oczywiście wczoraj i dziś wcale mnie nie odrzucało więc nie miało to
          najmniejszego sensu...-_- Tak naprawde to chciałam iść wtedy na basen, ale na
          złość sobie postanowiłam że nie idę..:-\ <Ile to już razy w ten sposób się
          unieszczęśliwialam..?> Dziś już w każdym razie byłam i troche się odprężyłam.
          Szkoda że to na długo nie starcza...
          W każdym razie dziękuje za ciepłe słowa :-) Musze chyba pozmieniać pare rzeczy
          w swoim życiu.

          Pozdrawiam

          • horlaa Re: NEGRITHA!! 14.05.04, 15:08
            negritha napisała:

            > Dziękuje
            > za wiarę we mnie

            ależ :)

            dobrze, ze plywasz :) to fajna rzecz. ja tez kiedys plywalam a wręcz trenowalam - do dzis mam sentyment. chociaz w przeciwienstwie do Ciebie nie potrafie sie jakos zabrac za pojscie na basen. obrzydliwy leń ze mnie, mimo ze mam na basen 5 minut piechotą.
            dobrze, ze to zamiast gier :) zdrowsze :)

            tak, i to jest wlasnie taka malutka zmiana. jeszcze tylko ważne, zeby nie stała się taka "kompulsywna" - wiesz, ze tylko plywanie i nic innego. pomalutku, po troszeczku :) wiem co mowie, bo jak ja w coś nagle się 'zanurzę' to nic innego nie istnieje. tak na wzór jedzenia. jak tanczylam, to tylko, a jak mi przeszlo i sie zabralam za spiewanie, to też tylko to.
            nie powinno tak byc.

            ale i tak będzie dobrze, no nie? :)
            trzymaj sie wiosennie i nie-depresyjnie, powodzenia
            i pisz co tam u Ciebie!!!


            ps. a jak tam Twoi bliscy? chlopak?

            • negritha Re: NEGRITHA!! 15.05.04, 13:51
              Ja też bym miała trudności ze zmobilizowaniem się, dlatego nie chodzę sama
              tylko z ojcem. Mój ojciec ma od jakiegoś czasu obsesje na punkcie zdrowego
              stylu życia i to on namówił mnie na ten basen. Jak na razie tylko raz odwołałam
              wyjście, ale ochotę miałam wiele razy. Po prostu zobaczyłam jak bardzo się
              zmartwił i że był zawiedziony niemal jak dziecko któremu się coś wcześniej
              obiecało :-) Dlatego często zaciskam zęby i idę a potem się cieszę że się
              przemogłam. Tak.. chyba jeszcze ani razu nie żałowałam że poszłam. Więc może
              spróbuj chodzić z kimś, kogo lubisz.
              No właśnie zastanawiam się na ile złe jest takie angażowanie się w coś bez
              opamiętania. Bo chyba nie zawsze jest ono złe...? A jak jest z hobby, pasjami,
              zainteresowaniami? Może wystarczyłoby tylko zmienić obiekt "obsesji" z jedzenia
              na coś mniej szkodliwego?
              A jak chłopak... no cóż. Jednocześnie bardzo mi na nim zależy i widzę że coraz
              więcej mi przeszkadza w moim związku. Mój chłopak nie wie i nie dowie się o
              mojej "chorobie". Często więc cierpie, gdy mam napad, czuje że muszę biec do
              sklepu, a on wtedy jest ze mną. Kręcę wtedy, wymyślam preteksty żeby pojechał
              już do domu. Jemu jest przykro że nie chce z nim być a mi przykro że go ranię,
              jednak potrzeba jedzenia jest silniejsza.
              POza tym jest jeszcze jedna sprawa, a mianowicie seks.
              Kiedyś przeczytałam że jest powiązanie między jedzeniem a seksem i że jedno
              rekompensuje drugie. Dla mojego chłopaka seks jest zdecydowanie przyjemniejszy
              niż jedzenie, a dla mnie mógłby w zasadzie nie istnieć. Nie dlatego że nie mam
              takich potrzeb w ogóle, ale dlatego że nauczyłam się je tłumić nadmiernym
              jedzeniem, które przecież też jest zmysłowe. I tu właśnie głównie "zgrzyta
              między nami". Np rano ja się zrywam bo myślę już tylko o śniadaniu, a on by
              jeszcze w tym łózku został. Ech, tak często już myślałam żeby zerwać, być sama.
              Ale mam wrażenie że wtedy byłoby jeszcze gorzej. I że wtedy nie byłoby już
              powodu do "opamiętywania się".. no i mimo wszystko chyba go kocham :-(
              Ale się rospisałam. O bardzo intymnych dla mnie sprawach, ale gdzieś musiałam
              to wkońcu wyrzucić z siebie.
              pozdrawiam
              • horlaa Re: NEGRITHA!! 15.05.04, 14:43
                dobrze czasem tak się wygadać :)
                zastanowiło mnie to stwierdzenie co do chłopaka: że nie dowie się o Twojej chorobie. dlaczego? nie ufasz mu? boisz się że nie zrozumie?
                słyszałam już o paru przypadkach, że dziewczyna powiedziała facetowi, i okazało się że... było lepiej.
                ja sama mam ten problem odnośnie mamy - niby chcę jej powiedzieć, ale z drugiej strony CZUJĘ ŻE STRACIŁABYM SWOJĄ TAJEMNICĘ - wszystko byłoby jasne. to jest głupi argument, więc może jednak się przemogę. widzę, jak często jestem zła, pyskata, wściekła, a ona wtedy zapewne nie rozumie w ogóle o co chodzi. tak to przynajmniej dowiedziałaby się, że nie jest to jakieś moje urojone gadanie, i żółć wylewająca się ze mnie ot, tak.
                tzn. rozumiem opory przed powiedzeniem tzn u mnie to wygląda tak, że jest to jednak sprawa WSTYDLIWA - przyznać się, że człowiek się obżera. i nie umie przestać. ale może zamiast tego powiedzieć o tym, że ma się problemy ze swoją psychiką, że czasem potzebuje się tego i tamtego, że tak i tak pojmuje się wszystko to, co nas otacza, że jest się nadwrażliwym, że nie radzi się z trudnościami codziennymi i potrzebuje się pomocy? wsparcia? jeśli mi wyjdzie z facetem z którym teraz chadzam na randki :) to myślę że za jakiś tam jakiś czas powiem mu to właśnie w ten sposób - bo jedzenie nie jest najważniejszym problemem, tylko psychika...

                co do seksu to znakomicie cię rozumiem, bo dla mnie ten temat faktycznie jest zupełnie obcy :) ale co do Ciebie i Jego to może to też wynikać z najnormalniejszej różnicy temperaentu - może wystarczy o tym pogadać? po co się gryźć w samotności, że to problem?

                naprawdę (wiem, powtarzam się) widzę od niedawna, jak wiele wydawałoby się super poważnych problemów można łatwo i szybko załatwić dzięki krótkiej rozmowie, paru pytaniom. teraz jeszcze tylko problem, żeby się do tej otwartości zmusić, nauczyć jej :) a potem już będzie gut :)

                >No właśnie zastanawiam się na ile złe jest takie angażowanie się w coś bez
                > opamiętania. Bo chyba nie zawsze jest ono złe...? A jak jest z hobby, pasjami,
                > zainteresowaniami? Może wystarczyłoby tylko zmienić obiekt "obsesji" z jedzenia
                >
                > na coś mniej szkodliwego?

                tak, może i by wystarczyło. tylko własnie np. ja mam tak, że nie umiem tego zrobić racjonalnie. potrzebuję się w czymś utopić: jak papierosy, to na maksa, jak picie, to do upicia, jak jakiś tam sport, to na całego. zastanawiam się co w tym takiego jest, że tak bardzo chcę się "zanurzyć" w czymś nowym, rzucić się na to całkowicie. nadal nie wiem co to może być.
                bo potem jest tak: np. tydzień czy miesiąc udaje się mieć pracę + wiele super dodatkowych zajęć, spotkań itp. potem to się kończy i zupełnie nie umiem się do niczego zabrać. siedzę w domu i wygląda to depresyjnie. nie umiem żyć w normalności - największy problem. wałkuję to na terapii, ale wiele się na razie nie zmieniło :)

                trzymaj się,
                pływaj sobie dalej - oj jakie to zdrowe i jakie przyjemne! :)
                • negritha Re: NEGRITHA!! 16.05.04, 23:16
                  W sumie to boje się że nie zrozumie. Kiedyś chciałam się zorientować jakie ma
                  poglądy np na depresje i dowiedziałam się że to wymysł ludzi leniwych, którym
                  się nic nie chce. Tak samo kiedy mu mówiłam że mogę mieć chwiejne nastroje ze
                  względu na zaburzenia hormonalne to usłyszałam że to tylko wymówka i że się tym
                  zasłaniam. Problem w tym, że mój facet to człowiek o bardzo silnej osobowości,
                  który bardzo dobrze wie czego chce i uważa że człowiek może wszystko jak sie
                  postara. Po 2 latach palenia bez najmniejszej trudności przestał palić (a palił
                  dużo) i od tego czasu "nie uznaje nałogów, bo nie chce być ich niewolnikiem".
                  Wyobrażałam sobie niejednokrotnie tą rozmowę: ja mu mówie że nie mogę przestać
                  jeść a on uzna to za łakomstwo, albo że przesadzam i gdybym chciała to bym
                  przestała. Problem więc zarówno w tym żeby nie zrozumiał, jak i w tym że
                  dowiedział by się że przez cały czas go okłamywałam. Poza tym mam taką paskudną
                  cechę że nienawidzę jak ktoś mnie kontroluje, pilnuje, mówi co mam robić itp.
                  Zakładając że po tym wszystkim byłby jeszcze ze mną to ja nie wytrzymałabym
                  tego że kazał by mi jeść kiedy nie mam ochoty, lub trzymał mnie z dala od
                  jedzenia kiedy chcę zbyt wiele... Wiem, że sama się nie jestem w stanie
                  kontrolować, ale taka odgórna kotrola byłaby dla mnie nie do zniesienia. Taka
                  głupia godność, honor, urażona duma czy jak to zwać...:-| Tak co prawda się
                  niszczę, ale mam chociaż swoje upragnione uczucie wolności (jakże złudne w
                  gruncie rzeczy...).
                  Nie wiem, czy mnie też chodzi o tajemnicę. Ale może i tak...może coś w tym
                  jest. Tylko że akurat przed nim nie chciałam mieć tajemnic, nie tak to sobie
                  wszystko wyobrażałam...:-(
                  Jeszcze inny powód przyszedł mi na myśl: nie ma co ukryć od świąt Bożego
                  narodzenia przytyłam z 5-6 kg (objadam się praktycznie codziennie, jak mi się
                  uda powstrzymać to jest święto). Mojemu chłopakowi podobałam się jak byłam
                  jednak te 5-6 kg szczuplejsza (jak się poznaliśmy ważyłam już w ogóle 10 kg
                  mniej). Widzi to, że tyję. On zawsze mi powtarza, że każdy powinien o siebie
                  dbać. Dlatego przy nim jem zdrowo, bez słodyczy itp. Myśli że mam kiepską
                  przemianę materii, albo że to przez pigułki tak wyglądam. On dba o siebie żeby
                  mi się podobać, a ja co w tym kierunku robię? Obżeram się kilogramami
                  słodyczy.. Pomyślałby że mi nie zależy.
                  To sprawa bardzo WSTYDLIWA. Dawno temu nie pomyślałabym że mnie to może
                  spotkać. I kiedy słyszałam o ludziach monstrualnie grubych i ciągle jedzących
                  nadmiernie, wydawało mi się to takie przyziemne i troche żałosne...nie
                  rozumiałam jak tak można robić. I tak myśli większość normalnych ludzi, po
                  prostu nie bardzo mogą to pojąć. "Najadłaś się? Czujesz się przejedzona?
                  niedobrze Ci? To po co dalej jesz?"
                  Co do seksu to z pewnością różnica temperamentów zwiększana jeszcze przez
                  problem jedzenia. Ale rozmawialiśmy już na ten temat wielokrotnie i niestety
                  nic to nie zmieniło :-( Rozmawianie o istnieniu problemu nie powoduje jego
                  rozwiązania :-(
                  TO oddawanie się czemuś w całości.... hmm kiedy jeszcze to nie było jedzenie,
                  ale np inne pasje, nawet picie na imprezach, to mnie wtedy przechodziły po
                  prostu dreszcze. Potrzebowałam się czemuś oddać w całości aby dogłębniej poczuć
                  że żyje. Żeby poczuć ten dreszcz emocji, który zawsze mnie przeszywa kiedy się
                  czymś mocno emocjonuje. Albo łzy w oczach... (Np kiedyś bardzo się przejmowałam
                  zamarzniętymi szybami autobusu. Przechodził mnie dreszcz, stawały łzy w oczach
                  że natura tworzy takie piękne widowiska ;'-) ). Hmmm ale jak idę do sklepu,
                  albo już jem to nie czuje tych dreszczy. Nawet to powinno mi uświadomić że to
                  nie daje mi żadnej radości... ale i tak nic do mnie nie dociera.
                  Jeszcze co do faceta którego poznałaś. Ja bym się nie śpieszyła z powiedzeniem
                  o ED. Tak na początku znajomości to może nieźle wystraszyć.. Ale z drugiej
                  strony nie powinnam w ogóle nic mówić, bo ja sama przegapiłam moment kiedy
                  moglam jeszcze powiedzieć...:-/
                  Pływam, pływam. Mam nadzieje że jutro grzecznie pójde. Jest niebezpieczeństwo
                  że coś mi nie pozwoli. Bo po powrocie do domu będe miała jeszcze czas na
                  jedzenie i w efekcie mogę wszystko odwołać żeby móc dalej jeść. Mam nadzieje że
                  się nie złamię..
                  Pozdrawiam :-)

                  • horlaa Re: NEGRITHA!! 17.05.04, 10:55
                    fajny wątek się zrobił, rozmowa między Negrithą a Horlą :) podoba mi się :))

                    co to podejścia do zycia Twojego faceta to też znam takich ludzi więc wyobrażam sobie jakie to może być trudne. ja jednak wczoraj odkryłam pewną rzecz... mogę powiedzieć (np. mamie) o moich problemach NIE MÓWIĄC NIC o jedzeniu... faktycznie jest to koszmarna sprawa, udowadniać komuś, że tego jedzenia nie da się opanować, nikt "normalny" tego nie zrozumie... dlatego może zastanowić się czego tak naprawdę nam brak, że zastępujemy to jedzeniem? ja wiem mniej więcej jak to jest u mnie: chcę żeby ktoś się mną opiekował, żeby czuć się potrzebna, żeby mieć bliskie osoby koło siebie... itp. zastanawiam się więc, czy nie powiedzieć tak (moja mama jest b. podobna do twojego chlopaka, racjonalna, konkretna, wierzy w siłę charakteru): mam problemy, mam ciężki okres, miotam się trochę, nie wiem czego chcę, czuję się zagubiona, potrzebuję opieki, nie chcę być już dłużej silna itp, chcę przyznać się do słabości - potrzebuję twojego wsparcia i tego, żebyś wiedziała, że moja częsta złość nie jest na ciebie, tylko na sytuację w której się znalazłam, pracuję nad sobą, chodzę do terapeutki, to nie jest urojony problem. potrzebuję zrozumienia i wsparcia.
                    itp.
                    ubiorę to w jakieś słówka gładkie, i powiem jej. chyba.
                    widzisz, nie ma ani słowa o jedzeniu, a jest o istocie problemu. myślę, że nawet takie "konkretne osoby" jak nasi bliscy zrozumieliby to. jeśli powiedziałabyś chlopakowi, że potrzebujesz jego wsparcia, pomocy (nie ma ani słowa o tym, ze coś przed nim ukrywałaś!), zrozumienia, że możesz mieć ciężki czas. nie wiem, strzelam czysto teoretycznie, ale facet to facet - może to połechtać jego poczucie męskości :)
                    nawet możesz wykorzystać jego argumenty i powiedzieć że wiesz, że on na to patrzy tak i tak, że może mu się to wydawać głupie, że może sobie pomyśleć
                    że robisz problemy, użalasz się nad sobą, ale dla ciebie to wiele znaczy itp itp.
                    :)))

                    myśle ze on mógłby skorzystać na tym, zaopiekowałby się tobą, zmieniłby poglądy na depresję :), a i ty czułabyś się lżej i może nawet z czasem nie potrzebowałabyś tyle jesc/

                    tyle moich obserwacji + tego co sie dowiedzialam na terapii ;)


                    A co do wzruszenia na widok kropli na szybach autobusu, to ja płaczę nad pieknem świata np. kiedy słucham dobbrej muzyki, oglądam koncert jakiegoś młodego wykonawcy (i zdolnego) albo np. patrzę na morze... ;)
                    nadwrażliwe jesteśmy, ot co. to pewnie stąd to wszystko. bo jakoś musimy sobie radzić z tą wrażliwością. inni ludzie, same wiemy którzy :) nie mają takich dylematów :)



                    ja od wczoraj jeżdzę na rowerku. inauguracja sezonu rozpoczęła się niepomyślnie: musiałam go stargać z 3 piętra, obtłukłam sobie kciuk od trzymania blisko hamulca ręcznego, rozsuwał mi sie zamek w dżinsach, nerwowo zachowytwałam się na pasach...
                    ale jak wracałam to już z poniesionym czołem :) dziś też jadę :)

                    pozdrawiam mocno ściskając

                    ---

                    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12051www.apetyt.blog.pl
                    • negritha Re: NEGRITHA!! 17.05.04, 15:30
                      Mnie też się podoba ten wątek :-)
                      Co do rozmowy z mamą... ja już próbowałam metody okrężnej, tzn mówienia tylko o
                      przyczynach (i skutkach też) nadmiernego jedzenia. Powiedziałam mojemu
                      chłopakowi że jestem ciągle smutna, że płaczę, że nie widzę sensu życia, ze nie
                      wiem co chcę osiągnąc, co robić w życiu. Powiedziałam mu o samookaleczaniach o
                      tym że nienawidzę siebie, że nie potrafie sobie znaleźć niczego co by mnie
                      interesowało, że nie chce przebywać z ludźmi itp. Nie udawał że mnie rozumie.
                      Mówił że on też miał takie "fazy" ale nigdy bez ważnego powodu. Pytał czy nic
                      nie ukrywam. Ja nic więcej nie chciałam mówić. Stanęło więc na tym że jestem
                      nieszczęśliwa i to pewnie przez niego(a to nieprawda!). Ze nie umie mnie
                      uszczęśliwić itp Kiedy zapewniłam go że nie w tym rzecz to już zupełnie nie
                      rozumiał i powiedział mi że chyba mi za dobrze, że wymyślam sobie problemy, że
                      popatrzyłabym na to jakie problemy mają ludzie a od razu zaczęłabym doceniać to
                      co mam. Wyszłam więc na osobę która wymyśla sobie problemy..:-|
                      Hmmm zastanawia mnie to pragnienie opieki... Mam opiekę, nie czuje jej braku i
                      wiele to nie zmienia. Otrzymuje sporo miłości i czułości. Przy nim przyznaje
                      się do słabości. U mnie więc chyba nie chodzi o tą potrzebę.. Może o prawo do
                      słabości.... nigdy nie umiałam go sobie sama dać. Może potrzebuje ciągle
                      zapewnień że bez względu na te słabości będę kochana. Nie daje sobie prawa do
                      lenistwa, do marnowania czasu bo bardzo się zawsze przejmowałam tym co mam do
                      zrobienia. Nie daje sobie np prawa do np jednodniowego leniuchowania więc cały
                      dzień się obżeram... Bo to potrzeba fizjologiczna, bo każdy jeść musi. Na inne
                      rzeczy, inne niefizjologiczne potrzeby mam odwieczne wrażenie że nie
                      zasłużyłam :-(
                      Muzyka i mnie potrafi doprowadzić do łez i zgadzam się że to nadwrażliwość,
                      tylko pytanie brzmi, czy da się coś z tym zrobić? :-)
                      Rower świetna rzecz :-) Ja będe jeździć w wakacje na działce, bo po mieście nie
                      lubie. Chciałabym zamiast w jedzenie wciągnąć się w sport... żeby tak zamiast
                      najadać się po powrocie do domu, odreagować przez wysiłek.. zeby zamiast
                      niszczyć się od wewnątrz, poprawić wkońcu zdrowie. Wiem, że od sportu można też
                      się uzależnić, ale jakoś to i tak jawi mi się jako lepszy nałóg...
                      Ok, to ja pędze na basen :-)

                      • horlaa Re: NEGRITHA!! 17.05.04, 16:37
                        i jak było na basenie? ;)

                        ja byłam krótko, godzinkę na rowerze, wczoraj 3 godziny, hihi pupę mam poobijaną :)

                        hmmm cos w tym jest, że Twój chlopak ciebie nie rozumie. jesli ciebie kocha, powinien CHCIEC rozumiec. chociaz nie wiem, w ogole sie nie znam na relacjach w związkach, wiec tak sobie teoretyzuje. ale tak na mój rozum, to on powinien chcieć cię zrozumiec, w koncu jestescie razem, tymczasem on sugeruje Ci jakies teorie z ktorymi sie nie zgadzasz...
                        i wydaje mi sie, ze moze chodzic wlasnie o okazywanie słabości. on, a moze i inni ludzie przyzwyczaili cie do "bycia twardą", sama wiem jak jest, ja i moje znajome podobnie mają (wszystkie z zaburzeniami odzywiania :)). że trzeba "zacisnąć zęby" i walczyć, że nie można być "mazgajem" itp. nie raz takie teksty słyszalam od rodzicow, tym bardziej ,ze jestem starszą siostrą więc powinnam być "dojrzalsza a się zachowuję jak histeryczka". itp.
                        moze ED to jest takie wołanie o to, zeby nas zauwazono, bo mamy PROBLEM? bo nie jestesmy silne, czujemy się słabe i chcemy żeby ktos w to uwierzyl i nie dopisywal roznych teorii do tego? i - wlaśnie - kochal nas mimo to?
                        i nie kazał nam być silnymi, bo teraz sie wcale takie nie czujemy?

                        jesli tak jest, to znaczy że relacja z twoim chlopakiem może byc kluczem. ciągle jesz, po to (podswiadomie) zeby zmartwil sie, spytal co ci jest - a on nic! chcesz zeby cie kochal mimo tych problemow, a on o nich nie wie, a sygnaly bagatelizuje... moze cos z tym wlasnie trzeba zrobic? znow sprobowac porozmawiac?


                        a co do tego porownania, ze inni ludzie też mają problemy i to o wiele gorsze, to mnie to długo powstrzymywalo przed pojsciem do terapeuty. myslę sobie: rany, niektorzy mają takie choroby, problemy, anoreksja, bulimia, sklonnosci samobojcze, depresja, a ja tu z takim "fiubździu"... poszlam powiedzialam o tych obawach i okazalo sie ze mam się innymi nie przejmować, bo to ja mam problem... i dla mnie on jest wazny. to ja jestem chora...
                        inni też, ale tymczasowo nie nimi się mam zajmować tylko sobą...

                        skoro wiesz, ze nie dajesz sobie prawa do lenistwa, to sprobuj raz sie przełamać i wlasnie to zrobić: dzień polegający na snuciu się z kąta w kąt, czytaniu, oglądaniu tv, spacerowaniu. zeby sie nauczyc, ze to nie musi byc zle i nie trzeba tez wtedy jesc...


                        alem gadatliwa. to pewnie dlatego ze nie mam się do kogo odezwać :)
                        pozdrowka
                        • negritha Re: NEGRITHA!! 18.05.04, 14:29
                          Na basenie jak najbardziej ok i po basenie tez niezle. Po basenie jestem dosc
                          zrelaksowana i zadolona ale niestety starcza to tylko na jeden wieczór.. dzis
                          juz ":-("
                          Wlasnie od 2 godzin powinnam sie uczyc bo jutro mam (mialam?) szanse zdac
                          egzamin z zeszlego semestru. Naprawde nastawialam sie zeby do niego podejsc,
                          ale to juz jutro a ja nie moge sie za nic zabrac i jem, jem ,jem... Mechanizm
                          jest taki: musze sie uczyc --> stres ---> jedzenie. Na razie poprzestalam na
                          wyzeraniu tego co jest w domu (ciasto, orzeszki chleb itp) ale wieczorem ide do
                          lekarza i bede przechodzic obok wielu sklepow i nie wiem jak to sie skonczy.
                          3 godziny na rowerze? No niezle, ja na ogol przestaje po godzinie bo nie mam
                          wprawy..
                          Moj chlopak mowi ze chce mnie zrozumiec, ale nie rozumie z jakiego powodu tak
                          sie czuje. Bo nie wystarczy powiedziec ze jest ci zle, ze jestes nieszczesliwa.
                          Bo druga osoba chce wtedy koniecznie pomoc i probuje dociec przyczyn. A wtedy
                          ja mowie ze czuje sie tak bez wyraznego powodu i on nic nie moze na to
                          poradzic. Gdybym miala jakis problem to moze pomogl by mi go rozwiazac, ale tak?

                          jesli tak jest, to znaczy że relacja z twoim chlopakiem może byc kluczem. ciągl
                          > e jesz, po to (podswiadomie) zeby zmartwil sie, spytal co ci jest - a on nic!
                          c
                          > hcesz zeby cie kochal mimo tych problemow, a on o nich nie wie, a sygnaly
                          bagat
                          > elizuje... moze cos z tym wlasnie trzeba zrobic? znow sprobowac porozmawiac?

                          Jesli tak jest to robie to BARDZO podświadomie. A ze sygnaly bagatelizuje? No
                          niezupelnie. Jak placzę to pyta co sie dzieje itp ale chyba po prostu juz sie
                          przyzwyczail. Czesto pytal mnie co ma robic, jak mi pomoc, ale chyba sama tego
                          nie wiem..

                          >skoro wiesz, ze nie dajesz sobie prawa do lenistwa, to sprobuj raz sie przełama
                          > ć i wlasnie to zrobić: dzień polegający na snuciu się z kąta w kąt, czytaniu,
                          o
                          > glądaniu tv, spacerowaniu. zeby sie nauczyc, ze to nie musi byc zle i nie
                          trzeb
                          > a tez wtedy jesc...

                          no sprobuje moze tak przez cala sesje... i tak wszystko pozawalam, a jak sobie
                          na to dam przyzwolenie to chociaz nie bede sie obzerala i trula lekami. Wyjdzie
                          na to samo: i tak bede z nauka do tylu a przynajmniej sie bede lepiej czula...
                          No tak, tyle ze pewnie dopadnie mnie poczucie winy, bede chciala sie ukarac za
                          to ze nic nie robie i znowu bede sie przejadac na zlosc samej sobie. :-(

                          pozdrawiam..
                          • horlaa Re: NEGRITHA!! 18.05.04, 16:23
                            wiesz co: najlepiej po prostu idź do terapeuty - tzn psychologa, nie psychiatry! (psychiatra w ostateczności).
                            on ci może naprawdę dużo pomóc - i bez tej "chemii".

                            kiedy masz wizytę? kiedy mam trzymać kciuki? :)

                            ps. co do tego roweru to trzy godziny ale z przerwami, no i jeżdżenia po mału, powoli ;) dziś byłam też godzinkę, widzę jak z dnia na dzień nabieram coraz większej pewności siebie, podoba mi się to! pewnie tak może być ze wszystkim ;)
                            • negritha Re: NEGRITHA!! 20.05.04, 22:28
                              Ciagle to odkładam niestety- udanie się do specjalisty. Dziś telefonicznie
                              przekonywała mnie do tego moja przyjaciółka, która nie dość że wie o chorobie
                              to jeszcze sama przez nią przeszła (ale ciągle musi się pilnować).
                              Psychiatra...no cóż... i tak biore sporo różnych środków można i psychotropy
                              dołożyć ;-) Nie wiem tak naprawde czy warto ładować w siebie chemię na problemy
                              duszy...chyba nie.
                              Mi też coraz lepiej wychodzi pływanie :-) Tylko bardzo żałuje że nie mogę
                              pływać krytą żabka (problem z przegrodą nosową, no chyba że założyłabym spinacz
                              na nos ;-P ) bo by mnie tak szyja nie bolała.. Heh, może to głupie porównanie,
                              ale widzę analogię między tym co osiągam w pływaniu i w walce z chorobą. Tzn w
                              obu rzeczach poczyniłam pewne postępy (w wychodzeniu z choroby jest to
                              zaakceptowanie wkońcu swojego wyglądu)i zatrzymałam się w pewnym miejscu widząc
                              ograniczenia które uniemożliwiają mi dalsze postępy. Może wystarczyłoby więc w
                              jakiś sposób przemóc się w pływaniu, żeby moć uczyć się dalej i uwierzyć w
                              siebie? Heh, ale wymyśliłam ;-)
                              W dni kiedy pływam, czyli 2x w tygodniu wszystko mi się jakoś układa. Ale w
                              dni "niebasenowe" łapie strasznego doła i objadam się, tak jak dziś :-( Ale
                              mogłobyć gorzej bo powstrzymałam się przed udaniem się do sklepu, co zawsze
                              zwiastuje najgorszą "wyżerkę". Boję się jutra, bo kolejne 3 dni spedzam z
                              chłopakiem, a relacje z nim są pewną częścią przyczyn nadmiernego objadania
                              się.. Cały czas mam wrażenie że największe szanse uporania sie w tym wszystkim
                              miałabym gdybym była sama. Chyba zniknęłaby duża część nieuzasadnionego
                              poczucia winy i przestałabym wiele rzeczy robić wbrew sobie. Muszę to
                              przemyśleć..

                              Pozdrawiam
                              • horlaa Re: NEGRITHA!! 21.05.04, 12:34
                                skoro tak, to nie możesz uciekać w samotność. w tym własnie rzecz - uciekając nie rozwiążesz problemów. one mogą się rozpłynąć w nowym, innym stanie - samotności, ale nie będzie to oznaczało zdrowia. jedynym lekarstwem , takim pseudo-lekarstwem byłaby więc samotność dożywotnia. a to raczej niemożliwe, bo zawsze wchodzi się z kimś w jakieś związki, niekoniecznie z facetem...

                                posłuchaj przyjaciółki, pójdz do terapeuty. naprawdę. sama decyzja o pójściu będzie już dużym osiągnięciem. najlepiej poszukaj w necie kogoś sprawdzonego, poleconego przez inne dziewczyny. lepiej wychodzić z tego pod opieką kogoś, kto się zna na rzeczy - i jest obiektywny. my tutaj same sobie możemy pomagać, ale to tak naprawdę nie wystarczy.
                                sam fakt, że przyjaciółka przeszla przez to samo i poleca leczenie - już powinno przekonywać :) przełam się - to jest poza tym naprawdę ciekawe ludzkie doświadczenie - zupełnie coś innego niż taki np. dentysta :)

                                co do leków - mogą pomagać, ale na krótko. poza tym leczą tylko objawy. to nie jest dobra droga. cały czas na chemii.. no właśnie - nie warto leczyć duszy chemią, to bez sensu...

                                powodzenia
                                i do roboty! :)
                                • negritha Re: NEGRITHA!! 24.05.04, 16:13
                                  Rzeczywiście. Przed wszystkimi trudnościami uciekam w chorobę. Zamiast zmienić
                                  coś w związku, powiedzieć otwarcie że czegoś nie akceptuje, wole powiedzieć
                                  sobie że najlepiej będzie zerwać i uciec w jedzenie. Tak robiłam ze wszystkim
                                  co sprawiało mi choćby minimalną trudność.
                                  Momentami wydaje mi się że jestem szczęśliwa i chyba przez ucieczkę w chorobę
                                  chce sobie odebrać te resztkę szczęścia.
                                  Coraz wyraźniej widzę potrzebę pomocy, przed którą tak bardzo się bronię.
                                  Wszystkie okresy poprawy są bardzo krótkotrwałe, nigdy więcej niż kilka dni.
                                  Jednak jako plus mogę odnotować że moje myślenie coraz bardziej się zmienia.
                                  Daje sobie coraz więcej praw, miedzy innymi do odpoczynku. Ale i tak wciąż tak
                                  wiele przede mną.
                                  pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka