eliot
24.05.10, 10:28
Artur Bilski o armii w dzisiejszej Rzepie:
www.rp.pl/artykul/9133,484006_Bilski__Armia_wyjatkowej_prowizorki.html
Armia wyjątkowej prowizorki
Artur Bilski 23-05-2010, ostatnia aktualizacja 23-05-2010 18:11
Za kadencji ministra Klicha szansę na karierę w wojsku mają ci
oficerowie, którzy utrzymują kontakty towarzyskie z politykami i
siedzą cicho - twierdzi ekspert ds. wojskowości
Artur Bilski
Mimo 20 lat przemian politycy i generałowie nie zmienili polskiej
armii w sprawnie działającą machinę. Jej najlepiej wyposażona,
kilkutysięczna część walczy w Afganistanie. W kraju pozostaje
pospolite ruszenie, niezdolne nie tylko do obrony kraju, ale i do
zapewnienia prezydentowi bezpiecznego transportu. Kwintesencją
mentalnej prowizorki dotyczącej sposobu myślenia o wojsku było
stwierdzenia byłego szefa MON Bronisława Komorowskiego, że polscy
piloci są tak doskonale wyszkoleni, iż mogą latać na "drzwiach od
stodoły".
Jak piękna defilada
Katastrofa samolotu pod Smoleńskiem to konsekwencja trwającej latami
intelektualnej stagnacji i zaniechań w reformowaniu polskiej armii,
która zamiast stawać się coraz lepiej wyszkolona, robi się "paradna"
i PR-owska. Fakt, pięknie wypada na defiladach, jak na tej ostatniej
w Moskwie. Ale chyba nie tylko o taką armię nam chodzi.Dotąd
ważniejszy od rzeczywistych reform i gotowości bojowej był efekt
polityczny działań wojska, wydźwięk międzynarodowy, "umacnianie"
sojuszu z USA. Prowizorkę w Siłach Lądowych czy Marynarce Wojennej
można ciągnąć w nieskończoność, wymachując art. 5 traktatu
waszyngtońskiego o wzajemnej pomocy.
Stąd postępujące zwasalizowanie Polski wobec Waszyngtonu i
upokarzające domaganie się, a to tarczy antyrakietowej, a to rakiet
Patriot i obecności garstki amerykańskich żołnierzy na terytorium
Polski (właśnie instalują się w Morągu) jako gwarancji ochrony przed
zagrożeniem ze strony Rosji. Czy to jednak zapewni bezpieczeństwo 40-
milionowemu krajowi w środku Europy?
Wojsko na posyłki
Mimo bolesnej lekcji p.o. prezydent Bronisław Komorowski zdecydował
się na dalsze konserwowanie niewydolnego systemu. Mianowanie nowym
szefem sztabu gen. broni Mieczysława Cieniucha to kolejny zły sygnał
dla wojska. Potwierdza on jedynie umacnianie roli wysokiej
biurokracji, dalszą, niebezpieczną stagnację i zakonserwowanie
mentalnego zaścianka, a także sprowadzenia wojska do roli armii na
posyłki."Pod generała" trzeba instrumentalnie nagiąć prawo i zmienić
ustawę, która nakazuje mu odejście z armii ze względu na wiek.
Żołnierze są tym zbulwersowani. Poza tym generał, mimo imponującego
wykształcenia, nigdy nie był na żadnej misji bojowej – ani w Bośni,
ani w Iraku, ani w Afganistanie. Pytanie zatem do ministra Bogdana
Klicha i p.o. prezydenta, marszałka Bronisława Komorowskiego: Jak to
się ma do medialnie nagłaśnianej polityki zmian kadrowych w oparciu
o doświadczenie z misji bojowych?
Czy doświadczenia płynące z nieudolnych przygotowań do misji w
Iraku, czy w Afganistanie nikogo niczego nie nauczyły? Czy w dalszym
ciągu chcemy generałów bez własnego zdania, czy ludzi z wizją
nowoczesnej armii i żelazną konsekwencją?
Nie wiadomo, czy tacy oficerowie w polskiej armii jeszcze się
znajdą, ponieważ zanosi się na falę odejść z wojska sfrustrowanej
kadry. Być może prowizorki w MON miał dość p.o. dowódcy Sił
Powietrznych gen. Krzysztof Załęski, który powiedział szefowi MON,
że "nie bierze odpowiedzialności" za sytuację w Siłach Powietrznych.
I oświadczył, że odchodzi do cywila.
Konsekwencje niechlujstwa organizacyjnego w armii dotykają zwykle
żołnierzy, którzy giną źle wyposażeni w Iraku czy Afganistanie i
stanowią – jak cynicznie określa to Bogdan Klich – "filary polskiego
bezpieczeństwa". Prowizorki w armii dotknęły jednak i samych
polityków w katastrofie pod Smoleńskiem. To jednak, jak widać, w MON
nie przyniosło otrzeźwienia.
Zwycięstwo oportunizmu
Żołnierze są zniesmaczeni postępującym upolitycznieniem i
wszechogarniającą hipokryzją. Z jednej strony minister Klich atakuje
gen. Waldemara Skrzypczaka za publiczną krytykę wyposażenia
żołnierzy w Afganistanie i nazywa ją naruszeniem cywilnej kontroli
nad armią, z drugiej zaś angażuje swoich generałów – propagandzistów
do publicznego atakowania w mediach oponentów swojej polityki. Za
kadencji ministra Klicha armia została poddana totalnej
instrumentalizacji i wykorzystana do walki politycznej o głosy
wyborców, w której nie liczy się jej jakość tylko efekt PR-owski.
Dlatego szansę na karierę mają ci, którzy utrzymują kontakty
towarzyskie z politykami i siedzą cicho.
Generałowie do 10 kwietnia chętnie brali udział w politycznych
kampaniach, czy to agitując za bezkrytycznym udziałem w irackiej i
afgańskiej wojence, czy to promując przygotowaną pod kampanię
wyborczą profesjonalizację armii. Zastanawiam się, gdzie są dzisiaj
gen. Mieczysław Bieniek czy gen. Bogusław Pacek – tuby propagandowe
MON, tak chętnie broniący w mediach ministra Klicha i jego polityki?
Z pewnością ostre słowa pod adresem MON wypowiedziane przez gen.
Waldemara Skrzypczaka mogły być przełomem i zadziałać oczyszczająco
na polskie Siły Zbrojne. Tak się nie stało. Zwyciężył oportunizm i
dogmatycznie pojmowana cywilna kontrola nad armią.
Krytyka MON nie bierze się jednak znikąd. To wina niesprawnego
systemu komunikowania się pomiędzy hierarchią wojskową, politykami a
społeczeństwem, który odbywa się w atmosferze nieufności i
podejrzeń, doprowadzonych do stanu patologii. Dlatego też armia
rozpada się na naszych oczach i niestety Bronisław Komorowski,
sądząc po jego ostatnich decyzjach personalnych, nie jest osobą,
która chce ten proces powstrzymać.
Autor jest komandorem porucznik rezerwy. Napisał książki "Widok na
Sarajewo" o misji NATO na Bałkanach i "Polskiej Armii na Posyłki"
Rzeczpospolita