ignorant11
21.03.04, 22:32
Sława!
Polskie krety KGB
Tygodnik "Wprost", Nr 1112 (21 marca 2004)
http://www.wprost.pl/ar/?O=57648
Agenci KGB działali na szczytach polskiego wywiadu wojskowego już po upadku
PRL - wynika z akt Stasi
Gordon Thomas
Publicysta piszący na temat wywiadu, autor książki "Szpiedzy Gideona. Tajna
historia Mosadu"
Polski wywiad wojskowy, od 1991 r. Wojskowe Służby Informacyjne,
współpracował z KGB nie tylko przed upadkiem komunizmu, ale i po nim. W
szpiegowskich operacjach wykorzystywano oprogramowanie skradzione w Stanach
Zjednoczonych. To samo oprogramowanie zostało potem odsprzedane
Departamentowi Stanu USA, tyle że zawierało już wówczas
elektroniczną "furtkę", która umożliwiała śledzenie przepływu informacji
między Departamentem Stanu a ambasadą USA w Warszawie oraz w sieci 170
ambasad i konsulatów Stanów Zjednoczonych na całym świecie. Tydzień temu
ujawniono, że oprogramowanie z "furtką" zainstalowano w komputerach Wang VS,
które przetwarzały w Departamencie Stanu USA dane SCIF (Sensitive
Compartmented Information - informacje chronione specjalnego znaczenia).
Dochodzenie w tej sprawie prowadzi amerykańskie Federalne Biuro Śledcze.
Bomba w archiwach Stasi
Prawdziwa bomba wybuchła, gdy przeanalizowano dokumenty przejęte przez
brytyjski wywiad (MI6) z głównej siedziby NRD-owskiego Ministerstwa
Bezpieczeństwa Państwowego (Stasi) w Berlinie Wschodnim (krótko przed
splądrowaniem budynków po upadku komunistycznego reżimu). W dokumentach Stasi
pojawiają się nazwiska trzech szefów polskiego wywiadu
wojskowego "bezpośrednio zaangażowanych w działalność wywiadowczą przeciwko
Wielkiej Brytanii i Stanom Zjednoczonym już po upadku systemu komunistycznego
w Polsce". Wymieniono nazwiska generałów Bolesława Izydorczyka (szefa WSI w
latach 1992-1994), Konstantego Malejczyka (kierował WSI w latach 1996-1997)
oraz jego następcy Marka Dukaczewskiego, który obecnie jest szefem WSI.
Dokumenty przejęte przez MI6 dowodzą, że wywiad wojskowy PRL oraz NRD-owska
Stasi wzajemnie się szpiegowały. I Polacy, i Stasi mieli własne kopie
oprogramowania Promis sprzedane im przez Roberta Maxwella. Markus Wolf, który
kierował wywiadem Stasi przez 27 lat (1958--1985), a teraz spokojnie żyje w
Berlinie Wschodnim, polecił swoim informatykom ulepszyć izraelską wersję
Promisu, by pozwalała systemowi komputerów Robotron w berlińskiej siedzibie
Stasi na śledzenie tego, co polski wywiad przekazuje KGB. - To było klasyczne
śledzenie śledzących - mówi Markus Wolf.
Inny ślad, pozwalający wejrzeć w głąb tajemnic polskiego wywiadu, pojawił się
w dokumentach Stasi znajdujących się w centrali brytyjskiego wywiadu w
Londynie. Dokumenty te informują nie tylko o tym, jak Robert Maxwell sprzedał
Promis SB i wywiadowi wojskowemu PRL, lecz także o tym, w jaki sposób służby
te w rewanżu umożliwiły Mosadowi kradzież sowieckiego samolotu Mig-29. Ari
Ben-Menashe, były doradca ds. bezpieczeństwa premiera Icchaka Szamira, który
potem pracował dla Maxwella, twierdzi, że polski generał "blisko związany z
szefem WSI" otrzymał [od Izraela] milion dolarów za zgodę na skreślenie
nowego samolotu Mig-29 ze stanu sprzętu bojowego (jako rzekomo nie nadającego
się do lotów). - Pieniądze zostały wpłacone na konto w Citibanku w Nowym
Jorku. Niedługo przed tą transakcją miga przetransportowano z rosyjskiej
fabryki do Gdańska. Myśliwiec rozłożono na części, zapakowano do skrzyń z
napisami "maszyny rolnicze" i wysłano specjalnym samolotem do Tel Awiwu. Tam
go ponownie złożono i wypróbowano w locie. Wszystko po to, by piloci
izraelskiego lotnictwa wojskowego przekonali się, w jaki sposób mogą się
przeciwstawić w boju syryjskim myśliwcom Mig-29 - opowiada Ben-Menashe.
W dokumentach Stasi znajdują się informacje, że już po kilku tygodniach
Moskwa odkryła zniknięcie jednego z migów. Kreml wystosował wtedy ostry
protest do izraelskiego rządu. "Protest był wsparty groźbą zatrzymania
wyjazdów Żydów ze Związku Sowieckiego do Izraela" - czytamy w jednym z
dokumentów Stasi. Kiedy lotnictwo w pełni wypróbowało miga, rząd Izraela
wyraził ubolewanie i przeprosił władze ZSRR za "niestosowną nadgorliwość
oficerów, którzy działali bez upoważnienia". Samolot został ponownie
rozłożony i wysłany do Gdańska. W tym czasie polski generał, który kierował
całą operacją, mieszkał już w Ameryce.
W służbie terrorystów
Wysoki oficer wywiadu brytyjskiego powiedział mi, że istnieją "mocne dowody"
na to, iż Wojskowe Służby Informacyjne brały także udział w tajnych
transakcjach sprzedaży broni organizacjom terrorystycznym na Bliskim
Wschodzie. Działo się to do roku 1999, a być może także później. Informator z
izraelskiego Mosadu powiedział z kolei, że WSI "w wielu aspektach pozostają
dawnymi wojskowymi służbami wywiadu, które prowadziły wojnę przeciwko
Zachodowi".
Eliza Mannigham-Buller, dyrektor MI5 (brytyjskiego kontrwywiadu), wysłała
raport do Home Office (MSW), w którym alarmuje, że po 1 maja 2004 r. tajne
służby z krajów byłego bloku wschodniego będą miały ułatwione zadanie, jeśli
chodzi o umieszczanie głęboko zakonspirowanych agentów w Wielkiej Brytanii.
Wysoki oficer jednostki antyterrorystycznej Scotland Yardu powiedział
mi: "Wiemy, że nadal istnieją bliskie powiązania między niektórymi tajnymi
służbami w [byłym] bloku wschodnim a ugrupowaniami terrorystycznymi. Służby
te mogą ułatwić im przeszmuglowanie materiałów wybuchowych do Wielkiej
Brytanii".
Szpiegowanie Ameryki
Przedstawiciele wywiadu w Londynie i Waszyngtonie potwierdzili, że specjalnie
spreparowana przez KGB wersja oprogramowania Promis "działała" w
Departamencie Stanu USA do roku 1996. W tym czasie Departament Stanu
formułował zasadnicze decyzje dotyczące polityki USA wobec Polski i innych
państw Europy Wschodniej.
- Kupując trefne oprogramowanie, Departament Stanu nie zadawał żadnych pytań,
nie sprawdzał, czy nie zawiera ono pułapek - mówi Bill Hamilton, prezes firmy
Inslaw Inc. Oprogramowanie opatentowane przez Inslaw (nazwane Promis) zostało
wykradzione przez wywiad Izraela w 1983 r. Ówczesny dyrektor operacji
specjalnych Mosadu Rafi Eitan udawał prokuratora z Tel Awiwu, niejakiego
doktora Orra. Przekonał Amerykanów, że dzięki temu oprogramowaniu można
chwytać islamskich terrorystów. Departament Sprawiedliwości za darmo
przekazał Eitanowi kopię programu Promis.
- Rozłożyliśmy oprogramowanie na czynniki pierwsze i założyliśmy w nim
tajną "furtkę". Następnie sprzedawaliśmy je na całym świecie - mówi Eitan.
Człowiekiem, któremu powierzono to zadanie, był brytyjski magnat prasowy
Robert Maxwell ("Wprost" poświęcił temu artykuł "Ucho generała", nr 11). To
Robert Maxwell sprzedał Promis KGB, a potem polskiemu wywiadowi wojskowemu -
poprzednikowi obecnych Wojskowych Służb Informacyjnych.
Z dokumentów złożonych w sądzie w Waszyngtonie 22 grudnia 2003 r. wynika, że
spreparowaną przez KGB wersję Promisu kupił Departament Stanu USA. Program
zainstalowano w komputerach w placówkach dyplomatycznych i konsularnych USA
na całym świecie bez zachowania wymogów bezpieczeństwa i bez procedur
sprawdzających kontrahenta. Moi informatorzy w Londynie i Waszyngtonie
twierdzą, że oprogramowanie to zainstalowano również w komputerach ambasady
USA w Warszawie, co dało polskiemu wywiadowi wojskowemu bezpośredni wgląd w
politykę Stanów Zjednoczonych w tak ważnych sprawach, jak
działania "Solidarności", wiarygodność Lecha Wałęsy, a później stanowisko
ówczesnego prezydenta George'a Busha w kwestii pomocy Stanów Zjednoczonych
dla postkomunistycznej Polski. Bush uważał, że pomoc ta powinna być skromna.
Dokumenty złożone w waszyngtońskim sądzie dowodzą, że polskie służby
wywiadowcze, znając amerykańskie stanowisko, mogły tak grać wobec Zachodu, by
stać się wiarygodnym partnerem.
Inwigilowana FBI
Były agent kontrwywiadu FBI Robert Hanssen, który w 2001 r. został
zdemaskowany ja