witomir
15.12.04, 13:41
Cudze chwalicie, swego nie znacie? „Nauka w Polsce” pisze o pracy prof. dr
hab. Wojciecha Lipońskiego na temat naszego zapomnianego i zaniedbanego
dziedzictwa – regionalnych sportów.
Na świecie odnotowuje się obecnie wzrost zainteresowania dawnymi sportami,
zwanymi regionalnymi lub ludowymi, których liczbę szacuje się na co najmniej
7000. Powstała Europejska Federacja Sportów i Gier Tradycyjnych, jeszcze w
tym roku odbędzie się w Montrealu Światowy Festiwal Sportów Tradycyjnych.
Jednak udział poszczególnych narodów i grup w tym zjawisku jest bardzo różny:
w krajach, gdzie tradycje sportowe przeżywają renesans, od lat świadomie
pielęgnowano i rozwijano je jako składnik narodowej tożsamości, w innych
sporty regionalne uległy zaniedbaniu, a bardzo często niemal całkowitemu
zapomnieniu. Niestety, do takich krajów, gdzie w dziedzinie sportu zwyciężył
kosmopolityzm, skłonność do niedoceniania wartości własnej tradycji, a także
różnego rodzaju snobizmy, należy także Polska.
Podczas gdy przez ostatnie wieki, a także współcześnie wiele regionalnych
dyscyplin przeżywało renesans w swoich ojczyznach lub wręcz dokonało – lub
właśnie dokonuje - międzynarodowej ekspansji, konia z rzędem temu, kto jest w
stanie wymienić dziś 3 żywe współcześnie tradycyjne polskie sporty. Japońskie
karate jest dziś częścią światowego sportowego dziedzictwa, a nawet niektóre,
wydawałoby się, niszowe sporty, jak curling, (będący pierwotnie zabawą
szkockich górali) udało się przedstawić szerokim masom, nieraz uczynić z nich
nawet dyscypliny olimpijskie.
W czasach, kiedy prawdopodobnie więcej Polaków zna francuskie boule czy
amerykańskie rzucanie podkowami do celu niż poczciwego palanta, ukazała się
pionierska w naszym kraju książka prof. Lipońskiego, zatytułowana „Rochwist i
palant”, będąca studium etnologicznym dawnych polskich sportów i gier
ruchowych na tle tradycji europejskiej. Autor przytacza liczne przykłady
naszych rodzimych sportów, niejednokrotnie sięgających swą genezą
Średniowiecza i stawia niezwykle ciekawe pytanie: dlaczego nawet w
podzielonej zaborami Polsce doceniano tradycję ludową we wszystkich
dziedzinach kultury, oprócz kultury fizycznej? Profesor udowadnia (i ubolewa
nad tym), że poza odchodzącymi w niepamięć licznymi sportami tradycyjnymi
giną niezapisane zabytki językowe z nimi związane, że mamy obszerny "Słownik
polskich przekleństw i wulgaryzmów", a nikt nie podjął się próby ocalenia
zapomnianego już dziś języka sportów staropolskich (tutaj warto może dodać,
że niestety również w dziedzinie wulgaryzmów jesteśmy społeczeństwem coraz
bardziej kosmopolitycznym i odciętym od swoich tradycji).