swiatlo
20.12.04, 19:50
Mieszkam w USA i moja córka chodzi razem z pewnym młodym Amerykaninem.
Ów chłopak mojej córki poszedł do armii i opowiedział pewną ciekawą historię.
Otóż spotkał on tam pewnego oficera który wdał się z nim w rozmowę. Oficer po
kilku chwilach rozmowy spojrzał się na chłopaka córki i powiedział: - "Ty
masz pochodzenie szwajcarskie z elementami Cherokee (plemię indiańskie)".
Chłopak zbaraniał, bo wszystko co tamtem powiedział to była stuprocentowa
prawda.
Aby dalej oficera przetestować, chłopak dał oficerowi zdjęcie swojej
dziewczyny, czyli mojej córki. Ten się spojrzał i po sekundzie
rzekł: "Polka!".
Chłopak dał inne zdjęcie, na którym przypadkiem byłem ja. Oficer po
sekundzie: "Polak!".
Okazało się potem że oficer jest agentem CIA i specjalistą w antropologii.
Zadziwia mnie to. Czym można rozpoznać Polaka od nie-Polaka. Co jest takiego
w nas antropologicznego, że można powiedzieć: to Polak!
Czasami spotykam ludzi na ulicy i od razu przeczuwam po twarzy że to "nasz".
Niestety zupełnie nie umiem tego zdefiniować. Po prostu jakieś takie
przeczucie.
Na czym polega polska rasa? Zaczęłem się nad tym głębiej zastanawiać i
baczniej obserwować polską społeczność. Rzeczywiście jest w nas coś odrębnego.
Ja bym to sforumuował tak, że nasze twarze sa bardzo z gruba ciosane. Tacy
anglosasi mają twarze o wiele gładsze i delikatniejsze w rysach, podczas gdy
my jesteśmy jacyś tacy ciosani i szorstcy.
Podobnie nasze kobiety. Podobnie ciosane, chociaż ciut bardziej przygładzone,
ale te same ostre i wyzywające rysy. Nawet jak się patrzy na nasze modelki,
to tą ostrość widać jak na dłoni. Jest to w szokującej różnicy gdy się patrzy
na modelki anglosaskie: łagodne i delikatne.
Są to tylko amatorskie dywagacje, ale czy ktoś o większej znajomości
antropologii ma coś więcej do powiedzenia?