Dodaj do ulubionych

Brawo Czesi! Eksportujcie do polskich ZACOFANCOW!

22.09.05, 17:42
Nowa elektrownia atomowa w Czechach?

Dariusz Malinowski 21-09-2005 , ostatnia aktualizacja 21-09-2005 18:06

gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,2928439.html

Do końca roku Czesi zdecydują, czy budować kolejną elektrownię jądrową. U
naszych południowych sąsiadów działają już dwa tego typu zakłady

Nową siłownię chce budować CEZ - notowany na praskiej giełdzie największy
czeski koncern energetyczny. Jak zastrzega jego dyrektor wykonawczy Jiri
Borovec, to jedna z opcji. Pozostałe to elektrownie opalane klasycznymi
paliwami - węglem kamiennym lub brunatnym. Rozpatrywany będzie także wariant
budowy dodatkowych reaktorów w już istniejących elektrowniach.

- Wszystko będzie zależało, czy CEZ stać na taki wysiłek finansowy - dodaje
Borovec. Na razie trwają wyliczenia kosztów inwestycji. Mogłaby się rozpocząć
dopiero w przyszłej dekadzie.

Spekuluje się, że CEZ przychyla się jednak ku budowie kolejnej siłowni
atomowej. Jednym z argumentów jest niska cena produkcji energii. W
przyszłości prąd mógłby być eksportowany do sąsiednich krajów, np. Polski.

Taka budowa nie byłaby dla CEZ nowością - spółka jest już właścicielem dwóch
elektrowni atomowych. Starszej, wzniesionej w latach 80. w Dukovanach koło
Brna oraz nowej, otwartej w 2003 roku w Temelinie niedaleko Czeskich
Budziejowic. Moc obu to ponad 3600 MW.

Dlaczego Czesi rozważają budowę kolejnej siłowni atomowej? Bo boją się
niedoborów energii. Na przełomie tej i ubiegłej dekady wyłączono z użycia
kilka najstarszych bloków, bo nie opłacało się ich remontować. Na razie
energii w Czechach nie brakuje, są nawet nadwyżki, które można eksportować.
Jednak według czeskich analityków za pięć lat prądu może być już zbyt mało.

Inwestycja miałaby silne poparcie wśród polityków. I to zarówno rządzących,
jak i opozycyjnych. - Musimy pogodzić się z tym, że budowa kolejnych
elektrowni atomowych może być koniecznością - przekonuje poseł opozycyjnego
ODS Martin Riman.

Na razie nieznana jest ewentualna lokalizacja. Warunkiem są dobre połączenie
kolejowe, duży zbiornik wody i bardzo stabilne podłoże. Jedna z dawnych
koncepcji wskazywała okolice Novego Jicina, 50 km na południe od polskiej
granicy.

Szefowie CEZ liczą się z tym, że ich plany mogą wzbudzić liczne protesty. -
Elektrownia jądrowa jest najmniej szkodliwa dla środowiska - odpowiadają
przedstawiciele koncernu.
Obserwuj wątek
    • bolko_turan Będziemy więcej płacić za gaz 22.09.05, 17:47
      Nie chcecie Polacy produkowac wlasnej taniej energii jadrowej? To placcie
      Putinowi za gaz!



      Będziemy więcej płacić za gaz

      Od pierwszego października będziemy więcej płacić za gaz. Urząd Regulacji
      Energetyki zatwierdził nowe wyższe taryfy na to paliwo. Odbiorcy
      indywidualni, tak zwani kuchenkowicze, zapłacą średnio o 3 procent więcej niż
      do tej pory.
      Ogółem natomiast, czyli także dla odbiorców przemysłowych, ceny tego paliwa
      wzrosną średnio o 7 i pół procent.

      Podwyżka tłumaczona jest wzrostem cen gazu na świecie. Dochodzą do tego
      wyższe ceny produktów ropopochodnych, co pośrednio wpływa na ceny gazu.

      Jest to trzecia podwyżka gazu w tym roku, ale Urząd zapewnia, że ostatnia. W
      przyszłym roku podwyżki są raczej nieuniknione, w związku z dużym wzrostem
      cen paliw na światowych rynkach.

      Gaz ziemny stosowany w miejskich sieciach gazowych wytwarzany jest z gazu
      kopalnianego wydobywanego ze złóż podziemnych. W procesie rafinacji ropy
      naftowej powstaje natomiast propan-butan, czyli gaz używany w butlach
      gazowych i samochodach z odpowiednimi instalacjami.


      wiadomosci.onet.pl/1165039,11,item.html
    • bolko_turan Gaz drożeje, PGNiG przewiduje mniejszy zysk 04.10.05, 11:15
      Gaz drożeje, PGNiG przewiduje mniejszy zysk

      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,2949492.html

      Andrzej Kublik 03-10-2005 , ostatnia aktualizacja 03-10-2005 19:26

      Zachwiały się giełdowe notowania praw do akcji Polskiego Górnictwa Naftowego i
      Gazownictwa. Spółka nieoczekiwanie ogłosiła, że jej zysk może być nawet niższy
      niż w zeszłym roku, bo wprowadzona od soboty podwyżka cen gazu może nie
      zrekompensować wyższych kosztów importu.

      Od soboty PGNiG średnio o 7,5 proc. podniosło hurtowe ceny gazu z importu i
      krajowych złóż. Tłumaczono to przede wszystkim wzrostem rachunków za gaz z
      zagranicy.

      Import pokrywa prawie 70 proc. zapotrzebowania Polski na gaz. Główny wpływ na
      ceny gazu w Polsce ma cena surowca kupowanego na podstawie kontraktu z 1996 r.
      z rosyjskim monopolistą Gazpromem.

      Wzrost cen gazu przed zimą zapowiada wyższe wpływy dla PGNiG. Jednak wczoraj
      spółka nieoczekiwanie ogłosiła, że dopiero co wprowadzona podwyżka może nie
      zrekompensować w pełni wyższych kosztów importu i obniżyć rentowność PGNiG w
      ostatnim kwartale roku. "Sytuacja taka stwarza ryzyko, iż zysk netto w roku
      2005 utrzyma się na poziomie roku 2004 lub będzie nieznacznie niższy" -
      ostrzegło PGNiG.

      Tymczasem wiosną prezes PGNiG Marek Kossowski zapowiadał, że w tym roku zysk
      spółki może być wyższy niż w 2004 r. Dokładnej prognozy Kossowski nie podawał.
      Zeszły rok PGNiG zakończyło z zyskiem netto 746,7 mln zł.

      Na ostrzeżenie PGNiG o ryzyku spadku zysku natychmiast zareagowała giełda. Kurs
      praw do akcji PGNiG spadł o 1,7 proc., do 3,93 zł. Wkrótce kurs zaczął jednak
      rosnąć i po wahaniach w trakcje sesji na zamknięciu giełdy wyniósł 3,95 zł (to
      spadek o 1,25 proc. w stosunku do zamknięcia piątkowej sesji).

      Ostrzeżenie PGNiG mogło wzbudzić zaskoczenie. Ceny gazu importowanego przez
      PGNiG są powiązane w kilkumiesięcznym odstępie z cenami ropy naftowej na
      świecie. Co kilka miesięcy ceny gazu importowanego przez polski koncern są więc
      dostosowywane do zmian cen ropy. Znając wahania cen ropy naftowej na świecie, z
      wyprzedzeniem sześciu lub dziewięciu miesięcy PGNiG może przewidywać, ile
      zapłaci za importowany gaz.

      Od wielu miesięcy ropa naftowa na świecie drożeje. Zatem prognozami kosztów
      importu gazu w czwartym kwartale polski monopolista gazowy powinien dysponować
      już 16 września, kiedy Urząd Regulacji Energetyki (URE) ogłosił, o ile zdrożeje
      gaz od października. Dlaczego już wtedy PGNiG nie ogłosiło ostrzeżenia o
      możliwości spadku zysku?

      Po południu PGNiG poinformowało, że nie będzie ogłaszać prognoz wyniku
      finansowego, a wcześniejszy komunikat nie był stwierdzeniem, lecz jedynie
      wskazaniem ryzyka dotyczącego możliwości wpływu cen gazu na wynik spółki.
      Jednocześnie PGNiG stwierdziło, że na wynik spółki wpływa wiele czynników,
      takich jak np. wielkość sprzedaży, temperatura czy kursy walut. Nie wyjaśniono
      jednak, dlaczego komunikat o ryzyku spadku zysku ogłoszono wczoraj, a nie dwa
      tygodnie temu, kiedy ogłoszono zatwierdzone przez URE podwyżki.

      O ile wzrosną nam rachunki

      Już trzeci raz w tym roku czekają nas wyższe rachunki za gaz. Po raz pierwszy
      gaz zdrożał od stycznia, a następnie od lipca. Obecnie hurtowa cena gazu rośnie
      średnio o 7,5 proc. Nasze rachunki wzrosną jednak mniej - od 2,8 do 5,5 proc.
      Dlaczego? Wzrasta bowiem tylko cena gazu. Bez zmian pozostaje opłata za
      dostarczenie surowca, bo do tej pory rząd nie ogłosił nowych przepisów w
      sprawie opłat za przesył gazu. Obok podajemy obowiązujące od października nowe
      ceny gazu dla gospodarstw domowych i małych firm.

      W tym roku raczej nie grożą nam już kolejne podwyżki cen gazu. Według PGNiG o
      zgodę na wzrost opłat spółka będzie mogła wystąpić w grudniu, aby je wprowadzić
      od stycznia 2006 r.
    • bolko_turan Prezydent Litwy chce nowej elektrowni atomowej 04.10.05, 15:56
      Prezydent Litwy chce nowej elektrowni atomowej

      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,2950356.html
      pi, IAR 04-10-2005, ostatnia aktualizacja 04-10-2005 11:44


      Litewski prezydent opowiedział się za budową nowej elektrowni atomowej. W
      wywiadzie dla wileńskiego komercyjnego Radia Info, Valdas Adamkus podkreślił,
      że Litwa z przyczyn strategicznych nie może zrezygnować z wytwarzania energii
      jądrowe

      Litewski prezydent powiedział, że już wezwał rząd do jak najszybszego
      opracowania planów budowy reaktora nuklearnego najnowocześniejszej generacji.
      Miałby on przejąć funkcje wyłączanej z eksploatacji siłowni jądrowej typu
      czarnobylskiego w Ignalinie.

      Na żądanie Unii Europejskiej został tam już zatrzymany jeden reaktor grafitowy.
      Wygaszenie drugiego i zamknięcie całej atomówki, zaspokajającej 80 procent
      krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną na Litwie, nastąpi
      najprawdopodobniej za dwa i pół roku.

      Wówczas Litwa będzie skazana na import prądu z Rosji, bo ma za mało własnych
      elektrowni konwencjonalnych. Zdaniem specjalistów, dla państwa oznaczałoby to
      niebezpieczne uzależnienie od wschodniego sąsiada, a dla mieszkańców - znaczne
      podwyżki cen.
    • bolko_turan Rosyjska ropa drożeje. Kierowcy zapłacą więcej? 05.10.05, 11:01
      Andrzej Kublik, "Wiedomosti" 04-10-2005 , ostatnia aktualizacja 04-10-2005 18:33

      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,2952016.html

      Zła informacja dla naszych kierowców, którzy kupują paliwo wytwarzane z
      rosyjskiej ropy naftowej. Władze w Moskwie wpadły na pomysł, jak podnieść cenę
      ropy przeznaczonej na eksport.

      Operacja jest dość skomplikowana. Wiceminister gospodarki Rosji Andriej
      Szaronow zapowiedział, że rząd Rosji pracuje nad usunięciem gorszych gatunków
      surowca z rosyjskiej eksportowej ropy REBCO, popularnie zwanej Urals. Chodzi o
      zablokowanie dostaw do rurociągów eksportowych surowca ze złóż koncernów
      Tatnieft i Basznieft. Należą one do najbardziej zasiarczonych gatunków ropy w
      Rosji.

      Ta decyzja wymaga sporej mitręgi prawniczej, bo oba koncerny będą musiały
      dostać rekompensatę, np. ulgi podatkowe. Dlaczego więc rząd Rosji chce odciąć
      je od rurociągów? Eliminując gorszej jakości surowiec ze składu eksportowej
      ropy, będzie można ustalić wyższy standard surowca dla zagranicznych odbiorców.
      Wyższy standard oznacza zaś wyższą cenę.

      Zdaniem Szaronowa cena Urals wzrośnie dzięki temu do ceny ropy Siberian Light.
      To wysokiej jakości rosyjska ropa, która jest wydobywana w bardzo małych
      ilościach. W poniedziałek w Europie Zachodniej baryłka Siberian Light
      kosztowała 58,33 dol., czyli o blisko 1 dol. drożej niż baryłka Urals.

      Plany podwyżki cen są zgodne z zaleceniem prezydenta Rosji Władimira Putina. W
      połowie sierpnia Putin stwierdził, że obecna różnica kilku dolarów między ceną
      Urals a ceną wyższej jakości ropy Brent z Morza Północnego jest nieuczciwa.

      Przed rokiem ta różnica wynosiła 8 dol., a w lipcu tego roku skurczyła się do 3
      dol. Był to skutek gwałtownych podwyżek rosyjskich ceł, co po raz pierwszy od
      kilku lat doprowadziło do zmniejszenia eksportu ropy. Do końca września tego
      roku produkcja ropy w Rosji wzrosła o 2,4 proc. w stosunku do 2004 r. Eksport
      ropy spadł o 1,2 proc. Od końca lat 90. produkcja i eksport ropy w Rosji
      zwiększały się o 10 proc. rocznie.

      Podwyżkę cen Urals mogą odczuć polscy kierowcy, bo ok. 97 proc. ropy
      przerabianej w polskich rafineriach jest importowane z Rosji. Do tej pory ten
      monopol i wielkie inwestycje polskiej rafinerii w odsiarczanie rosyjskiej ropy
      tłumaczono korzystną ceną Urals.

      Rosyjski surowiec jest tłoczony do Polski rurociągiem Przyjaźń. Zaczyna się on
      w Tatarstanie, w pobliżu złóż koncernów, które Moskwa chce teraz wyeliminować z
      dostaw na eksport. - Nie konsultowano z nami planów zmiany standardu
      eksportowej rosyjskiej ropy - powiedział nam rzecznik PKN Orlen Dawid Piekarz.
    • bolko_turan Myślenie o energii jądrowej 07.10.05, 14:52
      Prof. Czachor: Nobel oddali katastroficzne myślenie o energii jądrowej

      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2956868.html
      pi, PAP 07-10-2005, ostatnia aktualizacja 07-10-2005 12:46

      Przyznanie pokojowej Nagrody Nobla Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej
      (MAEA) dowodzi, że poddana kontroli energia jądrowa jest bezpieczna i czysta -
      powiedział PAP prof. Andrzej Czachor z Instytutu Energii Atomowej. Jego
      zdaniem, Nobel dla MAEA może także w Polsce oddalić katastroficzne myślenie o
      energii jądrowej

      Pokojową Nagrodę Nobla przyznano w piątek Międzynarodowej Agencji Energii
      Atomowej (MAEA) i jej szefowi, Egipcjaninowi Mohamedowi ElBaradei.

      Zdaniem prof. Czachora nagroda należała się agencji, ponieważ od wielu lat
      prowadzi ona skuteczną i precyzyjną kontrolę nad wykorzystaniem na świecie
      energii jądrowej.

      "Agencja czuwa nad przestrzeganiem w reaktorach jądrowych standardów
      bezpieczeństwa urządzeń i dokonuje ich inspekcji. Najważniejsze jest to, by
      materiały rozszczepialne przechowywać w bezpieczny sposób i by zabezpieczyć je
      przed dostaniem się w niepowołane ręce" - wyjaśnił Czachor.

      Podkreślił, że energia jądrowa, poddana odpowiedniej kontroli, jest
      bezpieczniejsza i czystsza od konwencjonalnej energii, wytwarzającej gazy
      cieplarniane i wywołującej inne niekorzystne efekty dla środowiska.

      "W Polsce nadal nie ma elektrowni jądrowej. Być może pokojowa Nagroda Nobla dla
      MAEA oddali myślenie katastroficzne o energetyce jądrowej także od polskiego
      społeczeństwa i pozwoli naszemu rządowi na podjęcie racjonalnych decyzji o jej
      rozwoju" - wyjaśnił Czachor.
    • bolko_turan Prasa: Prezes Gazpromu szantażuje Polaków 08.11.05, 10:30
      Prezes Gazpromu Aleksiej Miller szantażuje Polaków - wybija we
      wtorek "Niezawisimaja Gazieta", informując o propozycji renegocjacji cen gazu,
      złożonej Polskiemu Górnictwu Naftowemu i Gazownictwu (PGNiG) przez rosyjskiego
      monopolistę.
      Powołując się na moskiewskich analityków, dziennik pisze, iż "nie można
      wykluczyć, że oprócz czysto ekonomicznych aspektów inicjatywa Gazpromu ma też
      podtekst polityczny".

      "Zgodnie z prognozami wielkich światowych banków inwestycyjnych, śledzących
      koniunkturę na rynkach surowców energetycznych, w najbliższych dwóch latach
      oczekuje się mniej więcej 40- procentowego wzrostu cen gazu. Ponadto do wzrostu
      cen gazu prowadzą też wysokie ceny ropy. Dlatego podwyżka cen dla Polski była
      nieuchronna" - przytacza "Niezawisimaja Gazieta" opinię Dmitrija Cariegorodcowa
      z FIM Securities. "Jednakże mająca swoje źródło w historii nieprzyjazna postawa
      Polski i dość ostre wypowiedzi jej obecnego prezydenta również mogły odegrać
      określoną rolę" - dodał analityk, cytowany przez rosyjski dziennik.

      Zdaniem "Niezawisimej Gaziety", "dzisiejsze stosunki między Polską i Rosją
      rzeczywiście trudno uznać za ciepłe". "Przyszły prezydent Polski Lech Kaczyński
      już zadeklarował, że chce »dobrych, bliskich i wzajemnie korzystnych relacji z
      Rosją«, ale natychmiast zaznaczył, iż »Rosja powinna zrozumieć, że czasy, gdy
      wywierała ona wpływ na Polskę, dobiegły końca«" - konstatuje dziennik.

      "Niezawisimaja Gazieta" przypomina dalej, że kierownictwo Gazpromu wielokrotnie
      podkreślało, iż gaz do Polski dostarczany jest po cenie 120 dolarów za 1 tys.
      metrów sześciennych, podczas gdy we Francji i Niemczech hurtowa cena błękitnego
      paliwa z Rosji wynosi ok. 200 USD za 1 tys. m sześc.

      "Analitycy nie wykluczają, że na decyzję strony rosyjskiej o podwyższeniu ceny
      mogły wpłynąć aktywne wystąpienia Polski przeciwko budowie Gazociągu
      Północnego" - zauważa "Niezawisimaja Gazieta".

      "Wyłączone z projektu kraje wskazują teraz na ekologiczne ryzyko inwestycji.
      Według ekspertów, temat broni chemicznej zatopionej w Bałtyku jest dla
      Europejczyków niezwykle wrażliwy i może, jeśli nie zablokować budowę, to co
      najmniej znacznie zwiększyć koszty projektu za sprawą ekologicznych ekspertyz,
      ewentualnej zmiany trasy i konieczności zastosowania nowych technologii
      układania rury" - dodaje dziennik.

      "Wszelako perspektywa podwyższenia ceny gazu - być może - zdoła nieco ostudzić
      zapał państw bałtyckich" - konkluduje "Niezwisiamaja Gazieta".

      W ubiegłym tygodniu PGNiG poinformowało, że Gazexport, spółka zależna Gazpromu
      odpowiedzialna za eksport gazu, wystosowała do polskiego koncernu pismo, w
      którym zwraca się z prośbą o przystąpienie do renegocjacji cen paliwa,
      dostarczanego do Polski na mocy kontraktu z 25 września 1996 roku.

      PGNiG odpowiedziało, że nie widzi podstaw do zmiany sposobu ustalania cen gazu,
      wynikającego z obowiązującego kontraktu.


      wiadomosci.onet.pl/1191355,12,item.html
    • bolko_turan "Kommiersant": Gazprom chce zarobić na Polsce i Uk 09.11.05, 11:32
      "Kommiersant": Gazprom chce zarobić na Polsce i Ukrainie 2 mld USD

      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3007765.html


      PAP 09-11-2005, ostatnia aktualizacja 09-11-2005 09:48

      Dzięki podwyżce cen gazu przeznaczonego dla Polski i Ukrainy rosyjski Gazprom
      chce zarobić dodatkowo w 2006 roku 2 mld dolarów - informuje w
      środę "Kommiersant".

      "Jeśli negocjatorom Gazpromu uda się podwyższyć ceny dla Polski i Ukrainy,
      które kupują ok. 35 mld metrów sześciennych gazu i płacą - jak twierdzą
      gazpromowscy urzędnicy - +niesłusznie zaniżoną cenę+ (odpowiednio 140 i 50 USD
      za 1 tys. m3), to Gazprom w 2006 roku uzyska dodatkowo 2 mld dolarów" - pisze
      moskiewski dziennik.

      Według "Kommiersanta", podwyżki cen gazu dla odbiorców w Europie Zachodniej w
      przyszłym roku mają przynieść rosyjskiemu koncernowi dodatkowo 1-5 mld USD.

      We wtorek w ubiegłym tygodniu Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG)
      poinformowało, że Gazexport, spółka zależna Gazpromu, odpowiedzialna za eksport
      gazu, wystosowała do PGNiG list, w którym zaproponowała renegocjację cen gazu
      dostarczanego do Polski na mocy umowy z 1996 roku.

      Prezes PGNiG Marek Kossowski zakomunikował, że w następnym tygodniu jego spółka
      przygotuje odpowiedź dla strony rosyjskiej.

      Jego zdaniem, nie ma jednak żadnych powodów ani przesłanek, by zasady ustalania
      ceny rosyjskiego gazu, zawarte w kontrakcie jamalskim, zostały zmienione na
      niekorzyść Polski.

      Kossowski podkreślił, że zasady kształtowania ceny gazu, zapisane w tym
      kontrakcie, obowiązującym do 2020 roku, określone są wzorem matematycznym,
      opartym na ściśle zdefiniowanych parametrach.
    • bolko_turan Przybywa elektrowni atomowych 16.11.05, 11:42
      Przybywa elektrowni atomowych

      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33207,3012560.html


      Dariusz Malinowski, Temelin 13-11-2005 , ostatnia aktualizacja 13-11-2005 18:23

      W grudniu Czesi podejmą decyzję, gdzie wybudować nową elektrownię atomową. Nasi
      południowi sąsiedzi to kolejne państwo, które stawia na siłownie jądrowe.

      Czesi - podobnie jak Polska - borykają się z problemem nadmiaru mocy
      produkcyjnych w energetyce. Pomimo to notowany na praskiej giełdzie koncern
      energetyczny CEZ (wytwarza prawie 60 proc. energii u naszych południowych
      sąsiadów) chce budować nową siłownię jądrową.

      - Owszem, teraz nie wszystkie nasze elektrownie pracują pełną mocą - mówi
      prezes czeskiego koncernu energetycznego CEZ Martin Roman. - Jednak w
      perspektywie dekady niektóre nasze najstarsze elektrownie opalane węglem
      zapewne przestaną już działać. Jeśli nie chcemy importować energii, będziemy
      musieli wybudować nowy zakład, zwłaszcza że wszystkie wyliczenia wskazują na
      to, że zużycie prądu w Czechach będzie szybko rosło.

      Czesi stawiają na energetykę jądrową z wielu względów. W eksploatacji tego typu
      zakładów mają już wieloletnie doświadczenie. Od 20 lat na Morawach pracuje
      elektrownia Dukovany. Niedawno uruchomiono zakład w Temelinie. Sześć reaktorów
      atomowych w obu elektrowniach pokrywa około 25 proc. czeskiego zapotrzebowania
      na prąd.

      Bardzo ważnym argumentem za tego rodzaju siłowniami jest to, że produkują one
      prąd najtaniej. Paradoksalnie, ważne są również względy ekologiczne. -
      Elektrownie jądrowe to zakłady produkujące prąd najczyściej - przekonują Czesi.
      Z ich wyliczeń wynika, że dzięki obu elektrowniom Czechy emitują rocznie do
      atmosfery setki tysięcy ton mniej zanieczyszczeń.

      Przedstawiciele CEZ przekonują także, że nie ma problemu z utylizacją silnie
      radioaktywnych pozostałości po paliwie. Resztki trafiają do zagranicznych
      zakładów zajmujących się przetwarzaniem zużytego paliwa.

      Gdzie zostanie wybudowany nowy zakład? Jeszcze niedawno spekulowało się, że
      może to mieć miejsce zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od naszej granicy. Jedną
      z możliwych lokalizacji były okolice Ostrawy. Tam bowiem występuje największy
      niedobór energii w Czechach.

      Obecnie wydaje się, że zamiast budowy całkowicie nowej elektrowni podwojona
      zostanie moc Temelina. Na terenie zakładu jest bowiem miejsce pod budowę dwóch
      nowych reaktorów, turbin oraz całego potrzebnego zaplecza.

      Plany CEZ cieszą się też poparciem władz Tynu nad Wełtawą, miasta leżącego
      najbliżej Temelina. Jak mówi starosta Tynu Karel Hajek, miasto z elektrowni ma
      spore profity, a znaczna część jego mieszkańców pracuje w Temelinie.

      Skoro prądu w Czechach może zabraknąć za dekadę, to dlaczego o budowie nowej
      elektrowni mówi się już teraz? Ze względu na skomplikowaną technologię i
      wyjątkowo ostre normy budowa elektrowni to proces wieloletni, trwający nawet
      ponad dziesięć lat.

      Wadą elektrowni atomowych jest także wysoki koszt budowy. Temelin pochłonął
      około 96 mld koron (3,2 mld euro). W przybliżeniu to ponad dwa razy więcej niż
      budowa elektrowni opalanej węglem o takiej samej mocy.

      Czesi nie są jedynym państwem europejskim rozbudowującym siłownie jądrowe. W
      budowie jest np. reaktor w fińskim Olkiluoto. Mający jedne z najbardziej
      restrykcyjnych przepisów dotyczących ochrony środowiska Finowie postawili na
      budowę, tłumacząc, że właśnie tego typu zakłady mają najmniejszy wpływ na
      otoczenie.
    • bolko_turan BOT myśli o budowie elektrowni atomowej 16.11.05, 11:43
      BOT myśli o budowie elektrowni atomowej

      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,3017000.html



      PAP za "Parkietem" 16-11-2005 , ostatnia aktualizacja 16-11-2005 10:35

      PRZEGLĄD PRASY. Prezes holdingu BOT Górnictwo i Energetyka Jerzy Łaskawiec
      uważa, że po odpowiednim wzmocnieniu tego koncernu, może się on pokusić o
      budowę elektrowni atomowej - informuje "Parkiet".

      Zdaniem prezesa, na razie nie ma w Polsce organizacji wystarczająco wielkiej,
      aby zbudować elektrownię atomową. Sądzi on, że po restrukturyzacji i
      konsolidacji z zakładami energetycznymi korporacją, która będzie mogła się o to
      pokusić, będzie właśnie BOT.

      - Jeśli będzie podtrzymany trend ekologiczny, czyli nowe, surowe limity na
      emisję zanieczyszczeń, to bez energetyki jądrowej nie wyobrażam sobie
      przyszłości polskiej energetyki - podkreśla Jerzy Laskawiec. Wskazuje, że ceny
      prądu z elektrowni gazowych są na razie dwa razy wyższe niż np. z Bełchatowa.
      Pozostaje więc elektrownia atomowa - droga na początku, ale efektywna i tania w
      eksploatacji.

      W ocenie prezesa BOT, szanse na rozwój w energetyce będą miały tylko
      megakoncerny. Nie udałoby się zdobyć finansowania bloku energetycznego w
      Bełchatowie, gdyby nie to, że odbywało się to na poziomie holdingu. Bełchatów
      sam nie byłby w stanie tego zrobić.

      - Jeśli chcemy mieć energetykę polską, a nie kupować droższą energię z
      zagranicy, musimy decydować się na to, by tworzyć duże koncerny energetyczne -
      przekonuje Jerzy Łaskakwiec.
    • bolko_turan Gazprom chce trzykrotnie podnieść cenę gazu 16.11.05, 11:47
      Gazprom chce trzykrotnie podnieść cenę gazu dla Ukrainy

      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,3016463.html


      Andrzej Kublik, Ukrainskaja Prawda, Kommiersant Ukraina 15-11-2005 , ostatnia
      aktualizacja 15-11-2005 20:48

      Fiaskiem zakończyła się kolejna runda negocjacji Rosji i Ukrainy o warunkach
      tranzytu i dostaw rosyjskiego gazu. Moskwa chce od przyszłego roku trzykrotnie
      podnieść cenę gazu dla Ukrainy. Kijów nie zgadza się na te roszczenia,
      niezgodne z obowiązującą wciąż umową z Rosją

      Bez efektu zakończyły się rozmowy w Kijowie ministrów energetyki Rosji Wiktora
      Christienko i Ukrainy Iwana Płaczkowa. Negocjowali warunki tranzytu i dostaw
      rosyjskiego gazu na Ukrainę w 2006 r. Umowa w tej sprawie powinna być podpisana
      już w połowie roku, ale wciąż trwają negocjacje.

      W połowie 2004 r. poprzednie władze Ukrainy podpisały z Rosją porozumienie o
      opłatach za tranzyt gazu do 2009 r. Ukraina miała naliczać ustaloną z góry
      niską opłatę 1,09 dol. za przesył 1 tys. m sześc. gazu na odległość 100 km.
      Gazprom miał za to płacić w naturze, dostarczając rocznie 23 mld m sześc.
      surowca wycenionego na 50 dol. za 1 tys. m sześc.

      Po pomarańczowej rewolucji Moskwa postanowiła zmienić umowę z Kijowem. Rosjanie
      chcą teraz trzykrotnie podnieść cenę gazu dla Ukrainy, do 150-180 dol. za 1
      tys. m sześc., płatnych w gotówce.

      Taki skok cen gazu zrujnowałby gospodarkę Ukrainy. Tamtejsi analitycy uważają,
      że mogłaby ona przeżyć wzrost cen gazu najwyżej do 100 dol. za 1 tys. m sześc.
      Jesienią Gazprom proponował Ukrainie, że zrezygnuje z podwyżki w zamian za
      udziały w ukraińskich magistralach gazowych, przez które Rosjanie eksportują
      większość gazu do Europy Zachodniej. O tym Kijów nie chce jednak słyszeć.

      Według dziennika "Kommiersant Ukraina" minister Płaczkow proponował powrót do
      ustaleń z 1999 r. Wtedy opłata za tranzyt rosyjskiego gazu wynosiła 1,75 dol.
      Zapłata była także w postaci gazu, tyle że wycenianego na 80 dol. za 1 tys. m
      sześc. Minister Christienko miał jednak nalegać na trzykrotną podwyżkę cen i
      zapłatę w gotówce. "Kommiersant Ukraina" twierdzi, że obaj ministrowie
      przedstawiali własne stanowiska jako "wolę polityczną" swoich rządów i nie było
      szans na kompromis. Ukraińskie ministerstwo energetyki poinformowało, że obie
      strony zdecydowały się powołać zespoły ekspertów, które mają wypracować "gazowy
      protokół" przed zaplanowaną za tydzień wizytą w Kijowie premiera Rosji Michaiła
      Fradkowa. "Kommiersant Ukraina" przewiduje jednak, że uzgadnianie protokołu
      może się przeciągnąć do końca roku albo nawet do wyborów parlamentarnych na
      Ukrainie wiosną 2006 roku.
    • bolko_turan "Rz": Benzyna będzie droższa 22.11.05, 10:56
      "Rz": Benzyna będzie droższa

      wiadomosci.onet.pl/1199262,11,item.html

      "Rzeczpospolita": Jest przesądzone, że w przyszłym roku wzrośnie akcyza na
      paliwa. Dziennik podaje, że budżet zyska na tym prawie dwa miliardy złotych.
      Wzrost akcyzy oznacza, że podrożeje paliwo na stacjach. W najbardziej
      optymistycznym scenariuszu ceny zwiększą się jedynie o 25 groszy na litrze. Tyle
      bowiem będzie wynosiła podwyżka akcyzy - zaznacza "Rz".

      Według pesymistycznego scenariusza natomiast, ceny ropy na świecie w najbliższym
      czasie nie spadną, a benzyna z polskich rafinerii podrożeje więcej niż
      wspomniane 25 groszy. O ile? Tego dziś nikt nie jest w stanie ocenić - podkreśla
      dziennik. "Polaków mniej interesuje wysokość akcyzy, a bardziej ceny benzyny" -
      powiedział wczoraj premier Kazimierz Marcinkiewicz. Ubolewał, że po zmianie
      stawek we wrześniu tego roku nie spadły ceny na stacjach. Na obniżce, według
      niego, skorzystali producenci, znacząco zwiększając swoje wpływy. Potwierdzają
      to statystyki. Zysk na czysto z każdej przerobionej przez PKN Orlen baryłki ropy
      wzrósł od początku roku o prawie 70 proc.

      Premierowi się to nie podoba. "Chcemy doprowadzić do obniżki cen paliw" -
      przekonuje Marcinkiewicz. Jeszcze w tym tygodniu zamierza on spotkać się z
      władzami dwóch największych producentów na polskim rynku - Orlenu i Grupy Lotos.
      Obie spółki w znacznym stopniu kontrolowane są przez skarb państwa - wyjaśnia "Rz".

      Premier będzie przekonywał zarządy spółek do tego, aby to one pokryły koszty
      związane z podwyżką akcyzy, rezygnując z części zysków.
    • bolko_turan Blair zmienił zdanie ws. elektrowni atomowych 22.11.05, 10:59
      Blair zmienił zdanie ws. elektrowni atomowych

      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,3024462.html

      PAP za "The Times" 21-11-2005, ostatnia aktualizacja 21-11-2005 10:37

      PRZEGLĄD PRASY. Premier Tony Blair zmienił zdanie i dał się przekonać do planów
      zbudowania w Wielkiej Brytanii nowych elektrowni atomowych - informuje w
      poniedziałek dziennik "The Times".

      "Niespełna dwa lata po opublikowaniu rządowego dokumentu, w którym uznano
      energię atomową za nieatrakcyjną opcję, premier jest przekonany, że budowa
      elektrowni atomowej jest jedyną drogą zaspokojenia potrzeb energetycznych i
      wypełnienia zobowiązań dotyczących ograniczenia emisji dwutlenku węgla" - pisze
      "Times", powołując się na nieoficjalne informacje.

      Według gazety, Blair chce przyspieszyć procedury związane z budową elektrowni,
      tak by rozpocząć je w ciągu najbliższych kilku lat.

      Nowe elektrownie miałyby powstać w miejscach, gdzie już istnieją inne, tak by
      ograniczyć protesty opinii publicznej i przyśpieszyć procedury budowlane. Będą
      oparte na najnowocześniejszej technologii, która niebawem zostanie wprowadzona
      we Francji i USA -

      pisze "Times".

      Według gazety, plany skłonna jest poprzeć nawet przeciwniczka energii atomowej,
      minister środowiska Margaret Beckett. W wywiadzie dla BBC powiedziała, że choć z
      energią nuklearną wiąże się wiele problemów, to "nie można przed nią
      zatrzaskiwać drzwi".

      "Times" pisze, że 12 istniejących w W.Brytanii elektrowni atomowych pokrywa 22
      proc. zapotrzebowania na energię. Jeżeli nie zostaną zastąpione nowoczesnymi
      zakładami, do 2020 roku działać będą tylko trzy.

      Główny doradca naukowy rządu David King oraz inni doradcy przekonali Blaira, że
      wykorzystanie odnawialnych źródeł energii, jak woda czy wiatr, nie wypełni tej
      luki, a odrzucając energię nuklearną Wielka Brytania stanie się importerem netto
      gazu.
    • bolko_turan Po danych z USA ropa zdrożała 22.11.05, 14:12
      Po danych z USA ropa zdrożała
      (PAP, pb/22.11.2005, godz. 12:46)

      gielda.onet.pl/0,1199753,wiadomosci.html

      Ropa w Londynie podrożała we wtorek o ponad 1 dolara. Jest to reakcja na
      spodziewane wyższe zużycie paliw w USA, gdzie zapowiadana jest chłodniejsza aura
      - podają brokerzy.


      Ropa Brent na giełdzie ICE (dawna IPE) w Londynie zdrożała we wtorek w dostawach
      na styczeń do 56,34 USD za baryłkę.

      W tym czasie lekka ropa WTI w handlu elektronicznym na New York Mercantile
      Exchange zwyżkowała o 76 centów do 58,46 USD za baryłkę.

      Analitycy oceniają, że w tym tygodniu popyt na olej opałowy w USA będzie wyższy
      z powodu zapowiadanych zbliżających się chłodów w USA.

      Rynek czeka też na informacje o stanie zapasów ropy, oleju opałowego i innych
      paliw w USA. Eksperci spodziewają się wzrostu rezerw ropy o 0,27 mln baryłek,
      paliw destylowanych o 0,77 mln baryłek, a benzyny o 0,72 mln baryłek.

      Departament Energii przedstawi swoje najnowsze wyliczenia o rezerwach ropy w USA
      w środę.
    • bolko_turan Litwa: Polska pomoże w budowie elektrowni atomowej 29.11.05, 13:02
      Litwa: Polska pomoże w budowie elektrowni atomowej


      IAR, pi 29-11-2005, ostatnia aktualizacja 29-11-2005 10:31

      Polska może uczestniczyć w budowie elektrowni atomowej na Litwie. Wileński
      dziennik "Lietuvos rytas" twierdzi, że jest to niemal pewne.

      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3038912.html


      Według gazety, nacisk Unii Europejskiej na nasz kraj w sprawie znacznego
      ograniczenia emisji do atmosfery dwutlenku węgla z tradycyjnych elektrociepłowni
      jest bardzo silny. W efekcie, Polska będzie musiała je zamykać i za 15 lat
      zacznie odczuwać niedobór prądu.

      Jeżeli więc Litwa zdecyduje się na zastąpienie likwidowanej poradzieckiej
      atomówki w Ignalinie nowoczesną siłownią nuklearną, to jej budowę
      współsfinansują Polskie Sieci Energetyczne - twierdzi "Lietuvos rytas". Zdaniem
      gazety, projekt ten ma poparcie nowego rządu w Warszawie.

      Gotowość udziału w przedsięwzięciu oficjalnie zgłosili już Estończycy. Pomysł
      budowy elektrowni atomowej na Litwie - inaczej niż w Polsce - nie budzi
      negatywnych emocji wśród mieszkańców tego kraju. Popiera go prawie dwie trzecie
      obywateli, a tylko co czwarty jest przeciw.
    • bolko_turan W.Brytania rozważa budowę elektrowni jądrowych 29.11.05, 17:52
      Blair: W.Brytania rozważa budowę elektrowni jądrowych nowej generacji

      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3039145.html



      PAP 29-11-2005, ostatnia aktualizacja 29-11-2005 13:22

      W połowie przyszłego roku brytyjski rząd przedstawi zarys nowej polityki
      energetycznej, która uwzględni możliwość budowy elektrowni jądrowych nowej
      generacji w Wielkiej Brytanii - zapowiedział we wtorek premier Tony Blair
      podczas dorocznej konferencji Konfederacji Przemysłu Brytyjskiego (CBI).

      Premier zasygnalizował tym samym zmianę stanowiska rządu w sprawie energii
      jądrowej. Dwa lata temu poprzedni rząd Blaira uznał energię atomową za
      nieatrakcyjną opcję.

      Wtorkowe wystąpienie Blaira opóźniło się o ponad pół godziny z powodu protestu
      Greenpeace. Dwóch aktywistów zdołało dostać się na salę konferencyjną podając
      się za uczestników spotkania. Wspięli się oni na konstrukcję pod dachem budynku
      i rozwinęli transparent z napisem "Energia jądrowa - złą odpowiedzią".
      Greenpeace zażądał, by ich przedstawiciel wystąpił przed Blairem. Organizatorzy
      konferencji nie wyrazili na to zgody.

      Premier nie zrezygnował jednak z wygłoszenia odczytu i uczynił to w małej sali
      obok, przy zaimprowizowanym podium. Uczestnicy, w tym premierzy Czech Jirzi
      Paroubek i Estonii Andrus Ansip, wystąpienia Blaira wysłuchali na stojąco.

      "Do 2020 roku działające obecnie elektrownie węglowe i atomowe, które
      zaspokajają ponad 30 proc. zapotrzebowania na energię, zostaną zamknięte. Część
      zostanie zastąpiona przez odnawialne źródła energii, ale nie wszystkie" -
      powiedział Blair.

      Na początku lata 2006 roku brytyjski minister ds. energii Malcolm Wicks
      opublikuje dokument w sprawie przyszłości polityki energetycznej. "Dokument
      odniesie się dokładniej do tego, czy powinniśmy rozwijać elektrownie atomowe
      nowej generacji" - powiedział Blair.

      Podkreślił, że ceny energii rosną, podaż energii jest zagrożona, a jednocześnie
      naglącą sprawą jest przeciwdziałanie ociepleniu klimatu.

      "Przyszłością jest czysta energia" - powiedział Blair. Wyraził nadzieję, że po
      wygaśnięciu w 2012 roku protokołu z Kioto o ograniczeniu emisji dwutlenku węgla
      do atmosfery, wszystkie największe gospodarki świata zdołają się porozumieć w
      sprawie nowego międzynarodowego układu. Protokołu z Kioto nie ratyfikowały m.in.
      Stany Zjednoczone, główny producent gazów powodujących ocieplenie klimatu.
    • bolko_turan "ŻW": Polsko - litewska unia atomowa 30.11.05, 09:12
      Kraj IAR, MZ /06:37
      "ŻW": Polsko - litewska unia atomowa

      wiadomosci.onet.pl/1203911,11,item.html

      "Życie Warszawy" zapowiada polsko-litewską unię atomową. Według dziennika,
      receptą na nasze problemy energetyczne jest zbudowanie elektrowni jądrowej na
      Litwie. Całkowity koszt inwestycji to około 7,5 mld euro.
      Przedstawiciele Polskich Sieci Elektroenergetycznych przyznają, że trwają
      rozmowy z firmą Lietuvos Energia AB na temat budowy transgranicznego połączenia
      400 kV Ełk - Alytus. Jego budowa uzasadniona jest względami bezpieczeństwa
      energetycznego i będzie wspierana przez Komisję Europejską.

      Ale rachunek ekonomiczny wcale nie jest taki oczywisty - mówi Regina Wegnerowska
      z Polskich Sieci Elektroenergetycznych. "Dlatego zaproponowaliśmy stronie
      litewskiej rozważenie większego projektu, jakim mogłaby być wspólna budowa bloku
      atomowego w elektrowni Ignalin" - dodaje Wegnerowska.

      Obecnie 80 proc. potrzeb energetycznych Litwy zaspokaja elektrownia atomowa w
      Ignalinie. Po jej zamknięciu Litwini będą zmuszeni energię importować.

      Naszego współfinansowania inwestycji w Ignalinie nie należy rozpatrywać tylko z
      punktu widzenia ekonomicznego, a raczej politycznego - uważa były prezes PSE
      Krzysztof Żmijewski. Aby nowa elektrownia była dochodowa, musi eksportować
      energię przede wszystkim na Zachód. Do tego potrzebne jest połączenie z
      zachodnimi sieciami, którym dysponuje Polska. Tymczasem Rosjanie chcą
      zrealizować konkurencyjny projekt położenia kabla energetycznego, łączącego
      elektrownię atomową w Petersburgu z Niemcami, po dnie Bałtyku.

      Obecnie 15 proc. sprzedaży naszej energii elektrycznej trafia za zachodnią
      granicę. Pojawienie się w Niemczech tańszego rosyjskiego prądu wyeliminowałoby
      nasz. A to oznaczałoby konieczność zamknięcia u nas dwóch elektrowni i czterech
      kopalni - mówi dziennikowi Krzysztof Żmijewski.
    • bolko_turan Rosja zakręci gaz Europie? 01.12.05, 10:00
      Rosja zakręci gaz Europie?

      Andrzej Kublik 29-11-2005 , ostatnia aktualizacja 29-11-2005 20:04

      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33207,3039896.html


      Gazprom publicznie grozi Europie problemami z dostawami gazu z powodu Ukrainy.
      Kijów nie zgadza się płacić trzy razy drożej za rosyjski gaz, czego wbrew
      obowiązującym umowom domaga się Moskwa

      Gazprom rozpoczął kampanię propagandową przeciw Ukrainie, która nie zgadza się
      na zmianę warunków współpracy w branży gazowej, jaką chce wymusić Rosja. Gazprom
      żąda, aby od przyszłego roku za 1000 m sześc. rosyjskiego gazu Ukraina płaciła
      gotówką 160 dol., trzy razy drożej niż teraz.

      Przy tym Kijów nie rozlicza się gotówką, lecz dostaje od Gazpromu 23 mld m
      sześc. gazu, a w zamian nalicza bardzo niskie opłaty za transport rosyjskiego
      surowca do Europy Zachodniej. Przez ukraińskie gazociągi płynie ok. 75-80 proc.
      gazu eksportowanego z Rosji.

      Kijów nie zgadza się na nagłą zmianę we współpracy z Rosją, bo gwałtowna
      podwyżka cen gazu doprowadziłaby do załamania ukraińskiej gospodarki tuż przed
      wyborami parlamentarnymi. Przy tym podwyżka cen jest sprzeczna z umowami
      podpisanymi z Rosją przez poprzednie władze Ukrainy. Te umowy miały obowiązywać
      do 2009 r., z możliwością przedłużenia do 2013 r.

      Kijów próbował pomóc Moskwie wyjść z impasu. Ukraina proponowała, że w przyszłym
      roku będzie płacić 80 dol. za 1000 m sześc. gazu, a w zamian podniesie z 1,09 do
      1,75 dol. opłatę za transport gazu. Takie warunki rozliczeń Rosji z Ukrainą
      obowiązywały w 1999 r.

      Jednak Moskwa odrzuciła kompromis i zaostrza konflikt z Ukrainą. Tydzień temu
      premier Rosji Michaił Fradkow w ostatnim momencie odwołał wizytę w Kijowie,
      tłumacząc to brakiem gazowych uzgodnień. Zaraz potem minister energetyki Rosji
      Wiktor Christienko w rosyjskiej telewizji ostrzegał, że konflikt z Ukrainą
      stwarza ryzyko dla dostaw do Europy.

      Teraz to ostrzeżenie publicznie powtórzył Gazprom. Rosyjski koncern wydał
      komunikat, w którym oskarża Ukrainę o "niekonstruktywne" podejście do
      rozstrzygnięcia gazowych kontraktów. "Ukraińska strona faktycznie sabotuje
      podpisanie dokumentów, od których zależy wiarygodność zaopatrzenia europejskich
      klientów w rosyjski gaz" - stwierdził Gazprom. Koncern, przedstawiając się jako
      "gwarant bezpieczeństwa energetycznego konsumentów gazu w Europie", zagroził
      też, iż "przeciąganie przez ukraińską stronę podpisania protokołu kontraktów
      zagraża ciągłości zabezpieczenia w 2006 r. europejskich klientów w gaz". Ogłosił
      też, że proponuje Ukrainie, by już teraz podpisać umowę o tranzycie opłacanym
      według "europejskich stawek". Umowę o dostawach na Ukrainę wynegocjowano by później.

      Jest oczywiste, że Kijów nie może się na to zgodzić, bo zostałby zimą bez gazu i
      bez atutów w negocjacjach z Moskwą. Podobne propozycje Gazprom składał Białorusi
      w czasie konfliktu gazowego na przełomie 2003/2004 r., podczas którego Rosjanie
      wstrzymali transport gazu do Polski i Litwy.

      Agencja RIA Nowosti poinformowała, że podczas wizyty w Brukseli na początku
      grudnia premier Fradkow chce omawiać problemy na Ukrainie jako problem w
      stosunkach między Rosją, Ukrainą i UE.

      Oskarżenia wobec Ukrainy Gazprom ogłosił przed piątkowym szczytem UE - Ukraina w
      Kijowie, podczas którego ma być podpisana umowa o współpracy energetycznej UE z
      Ukrainą. Rosyjskie oskarżenia mają pogorszyć wizerunek Ukrainy przed szczytem.
      Można je też potraktować jako sugestię dla Brukseli, by kontakty z Ukrainą
      prowadziła przez Moskwę, bo tylko Rosja może zagwarantować Europie
      bezpieczeństwo energetyczne.
    • bolko_turan Rosyjsko-ukraiński konflikt gazowy 16.12.05, 15:58
      15 grudnia 2005 r.

      uxa.osw.waw.pl/pub/koment/2005/12/051215a.htm


      Jesienią 2005 roku doszło do ostrego konfliktu pomiędzy Rosją a Ukrainą,
      dotyczącego warunków dostaw i przesyłu rosyjskiego gazu przez Ukrainę w 2006
      roku. Postawa Rosji w sporze gazowym demonstruje, iż w swych działaniach obok
      przesłanek ekonomicznych Moskwa kieruje się także motywami politycznymi
      (wskazuje na to m.in. fakt, iż zaproponowana Ukrainie cena gazu na rok 2006 jest
      najwyższa spośród cen proponowanych krajom poradzieckim). Wydaje się jednak, iż
      rosyjsko-ukraiński spór gazowy nie zagraża pewności dostaw rosyjskiego gazu do
      Europy. Zakłócenia w tej sferze uderzyłyby bowiem zarówno w wiarygodność Rosji,
      jak i Ukrainy.

      Geneza i przebieg konfliktu

      Rosję i Ukrainę łączy głęboka współzależność w sferze gazowej. Z jednej strony
      Ukraina - drugi po Niemczech największy odbiorca rosyjskiego gazu - aż 75%
      konsumowanego w kraju błękitnego paliwa sprowadza z Rosji lub tranzytem przez
      jej terytorium (z Turkmenistanu). Z drugiej strony ok. 80% gazu eksportowanego
      przez Rosję do Europy płynie przez Ukrainę. Ukraińsko-rosyjską współpracę gazową
      reguluje długoterminowa umowa międzyrządowa na lata 2003-2013. Ceny gazu dla
      Ukrainy (50 USD za 1000 m3) oraz stawki tranzytowe (1,09 USD za 1000 m3 / 100
      km) na lata 2004-2009 precyzuje umowa zawarta pomiędzy Gazpromem i ukraińskim
      monopolem gazowym Naftohaz. Umowa ta zawiera klauzulę stanowiącą, że jej warunki
      nie mogą być zmienione w jednostronnym porządku. Wbrew istniejącym
      zobowiązaniom, jesienią 2005 roku Gazprom zapowiedział podwyżkę cen gazu w 2006
      roku do 160 USD za 1000 m3.
      Decyzja ta była uzasadniana potencjalnymi zyskami, jakie Rosja mogłaby
      realizować, gdyby Ukraina płaciła czterokrotnie wyższą cenę, obowiązującą w
      krajach Unii Europejskiej. Początkowo obie strony unikały negocjacji w tej
      sprawie, jednak wraz ze zbliżającym się końcem roku Ukraina zaczęła prezentować
      pewną elastyczność - zaproponowała dwuletni okres przejściowy, który umożliwiłby
      stopniowe dochodzenie do cen europejskich. Rosja utrzymała jednak bardzo sztywne
      stanowisko, utrudniając przy tym negocjacje: 23 listopada premier Michaił
      Fradkow odwołał wizytę w Kijowie. Strona rosyjska zrezygnowała także z
      zaplanowanych na 6 grudnia w Moskwie rozmów ministrów energetyki obu krajów. W
      kolejnych dniach doszło do eskalacji konfliktu. W negocjacje włączyli się
      prezydenci: kwestie gazowe omówili w rozmowie telefonicznej 7 grudnia, po czym
      prezydent Władimir Putin jednoznacznie poparł stanowisko Gazpromu, oświadczając,
      iż Ukrainę stać na podwyżkę cen gazu. Wtedy Ukraińcy poinformowali o możliwości
      rewizji umowy o bazowaniu rosyjskiej Floty Czarnomorskiej na terytorium Ukrainy,
      na Krymie. W konsekwencji prezes Gazpromu Aleksiej Miller zapowiedział 13
      grudnia, że jeśli umowa nie zostanie podpisana do końca roku, to Rosjanie
      wstrzymają dostawy gazu na Ukrainę, natomiast Federacja Rosyjska nadal będzie
      przesyłać gaz zakontraktowany w Europie. Równocześnie wiceprezes Gazpromu
      Aleksandr Miedwiediew zapowiedział możliwość podwyższenie cen gazu dla Ukrainy
      do 230 USD za 1000 m3.

      Ekonomiczne i polityczne cele rosyjskiej polityki

      Przebieg konfliktu wydaje się wskazywać, iż ogłaszając gazowe ultimatum, Rosja
      obok celów ekonomicznych kieruje się również motywami o charakterze politycznym.
      Niewątpliwie jednym z istotnych powodów rosyjskich żądań cenowych jest wola
      maksymalizacji dochodów z eksportu gazu. Potencjalne zyski z podniesienia cen
      gazu dla Ukrainy strona rosyjska szacuje na ok. 3,6 mld USD rocznie (zyski te
      będą jednak mniejsze, jeśli Ukraina podniesie opłaty tranzytowe). Równocześnie
      Rosja liczy także, że "presja gazowa" skłoni Ukrainę do wznowienie rozmów na
      temat konsorcjum, które miałoby zarządzać ukraińskimi rurociągami gazowymi. W
      intencji Rosjan konsorcjum takie miałoby zapewnić Gazpromowi kontrolę nad
      kluczowymi dla transportu rosyjskiego gazu do Europy magistralami przesyłowymi.
      Należy wspomnieć, iż na razie bezskuteczne zabiegi Gazpromu w tej sferze trwają
      już od wielu lat i mają niewątpliwie priorytetowe znaczenie dla koncernu.
      Bardzo radykalne stanowisko Rosjan oraz ustanowienie ceny na poziomie znacznie
      wyższym niż w przypadku innych krajów poradzieckich (np. krajom bałtyckim Rosja
      zaproponowała na 2006 rok cenę 120-125 USD za 1000 m3) wskazuje jednak również
      na polityczny kontekst rosyjskich działań. Można podejrzewać, iż wykorzystując
      instrument gazowy, Moskwa usiłuje zdyskredytować obecne władze ukraińskie w
      oczach społeczeństwa i wesprzeć tym samym w marcowych wyborach parlamentarnych
      antyjuszczenkowską opozycję (głównie kierowaną przez Wiktora Janukowycza Partię
      Regionów). Ponawiane wypowiedzi przedstawicieli władz rosyjskich krytykujących
      niekonstruktywną postawę Ukrainy w gazowym konflikcie wydają się również
      zmierzać do zdyskredytowania Kijowa jako wiarygodnego partnera Brukseli i
      godnego zaufania państwa tranzytowego.

      Konsekwencje konfliktu

      Jest wątpliwe, aby obecny kryzys gazowy zakłócił dostawy rosyjskiego gazu do
      Europy. Dla każdej ze stron sporu taki rozwój sytuacji byłby wysoce
      niekorzystny. Gazprom będący gwarantem stabilności dostaw do europejskich
      odbiorców narażałby się na utratę wiarygodności w oczach swoich najważniejszych
      odbiorców. Również Ukrainie nie zależy na kompromitacji wobec państw
      europejskich. Ewentualne zakłócenia w dostawach do Europy zniweczyłyby
      podejmowane ostatnio próby budowania wizerunku Kijowa jako wiarygodnego i
      stabilnego partnera dla UE. Nawet jeśli rosyjsko-ukraiński spór nie odbije się
      bezpośrednio na unijnych odbiorcach, stanie się on dla Zachodu kolejnym
      argumentem na rzecz konieczności dywersyfikacji źródeł i szlaków dostaw dla UE.
      Obecna sytuacja pokazuje bowiem dobitnie, iż uzależnianie się od jednego
      korytarzu tranzytowego, jak i od jednego dostawcy może być obarczone zbyt dużym
      ryzykiem.

      Spór o ceny gazu niewątpliwie odbije się natomiast na relacjach pomiędzy Ukrainą
      a Rosją, przyczyniając się do dalszego wzrostu dystansu pomiędzy tymi krajami.
      Bardzo sztywne i niezgodne z zawartymi wcześniej umowami stanowisko Rosji
      podważa jej wiarygodność jako życzliwego i godnego zaufania sąsiada, stawia pod
      znakiem zapytania wszelkie inicjowane przez Moskwę, a skierowane m.in. do
      Ukrainy projekty integracyjne w regionie.

      Iwona Wiśniewska, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz
      współpraca Anna Górska

      Aneks

      Rosyjsko-ukraińskie umowy gazowe

      Rosyjsko-ukraińską współpracę gazową reguluje umowa międzyrządowa podpisana w
      2003 roku na dziesięć lat, która przewiduje coroczne podpisywanie protokołu
      między Gazpromem i NAK Naftohaz o wielkości tranzytu, stawek tranzytowych i
      zasadach rozliczeń za tranzyt w danym roku. W 2004 roku Gazprom i Naftohaz
      podpisały umowę o współpracy w latach 2005-2009, w której określono warunki
      rozliczeń. W umowie tej ustalono, że z dostarczonych Ukrainie 130 mld m3 gazu
      rocznie 25 mld jest opłatą za usługi tranzytowe (rozliczenie barterowe). W
      rozliczeniach przyjmuje się cenę gazu - 50 USD (obecna cena gazu w Europie
      wynosi ok. 200 USD), a stawkę tranzytową 1,09 USD za 1000 m3 / 100 km (ok. 2 USD
      w Europie). Umowa zawiera klauzulę stanowiącą, że jej warunki nie mogą być
      zmienione w jednostronnym porządku. Tak więc w protokole na rok 2005 wskazywano
      jedynie wielkości przesyłu i dostaw na Ukrainę. W 2005 roku w ramach rozliczeń
      za tranzyt Ukraina otrzymała 25 mld m3 gazu oraz gotówkę (w sumie tranzytem
      przesłano 128 mld m3).
    • bolko_turan Rosja grozi Litwie ograniczeniem dostaw ropy 16.12.05, 16:01
      Andrzej Kublik, Dariusz Malinowski 15-12-2005 , ostatnia aktualizacja 15-12-2005
      21:06

      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,3070032.html

      Rosja chce drastycznie zmniejszyć dostawy ropy naftowej na Litwę. W ten sposób
      Moskwa chce zmusić Wilno, aby zrezygnowało ze sprzedaży rafinerii w Możejkach
      polskiemu PKN Orlen i wybrało koncern popierany przez Kreml.

      W pierwszym kwartale przyszłego roku Rosja planuje zwiększenie eksportu ropy
      naftowej. Nie dotyczy to jednak Litwy. Dostawy do rafinerii w Możejkach mają się
      zmniejszyć z 1,7 do 0,96 mln ton (o 42 proc.) w stosunku do czwartego kwartału
      2005 r., a tranzyt przez litewski terminal portowy w Butyndze zostanie obcięty o
      jedną trzecią (z 2 do 1,36 mln ton). Tak wynika ze wstępnych ustaleń państwowego
      koncernu Transnieft, który ma monopol na transport ropy rosyjskimi rurociągami.

      Analitycy cytowani przez agencję Reuters uważają, że decyzja Transnieftu to
      część polityki Kremla, który chce ukarać Litwę za prozachodnią politykę. Jednak
      najczęściej decyzję o ograniczeniu dostaw rosyjskiej ropy na Litwę interpretuje
      się jako próbę zmuszenia Wilna do wyboru po myśli Kremla nowego inwestora dla
      rafinerii w Możejkach.

      Dotąd strategicznym akcjonariuszem tej jedynej w państwach nadbałtyckich
      rafinerii jest rosyjski Jukos. Po atakach Kremla ten koncern balansuje na
      krawędzi bankructwa i Litwa chce wybrać nowego inwestora dla swojej rafinerii.
      Ostatnio do negocjacji o sprzedaży 54 proc. akcji Możejek Jukos wybrał polski
      koncern PKN Orlen i kazachski KazMunaiGaz. Ich oferty oceniono wyżej niż
      propozycje wspieranych przez Kreml koncernów TNK-BP i Łukoil.

      Kreml, grożąc ograniczeniem dostaw ropy dla Litwy, wspiera oferty swoich faworytów.

      Sytuacja na Litwie na razie nie martwi szefów największego polskiego koncernu
      paliwowego. - Zmniejszenie dostaw to problem obecnego właściciela Możejek. Nas
      to nie dotyczy. Jesteśmy jednak przekonani, że w razie kupienia zakładu będziemy
      w stanie na rynkowych zasadach zapewnić tej rafinerii surowiec - uważa rzecznik
      Orlenu Dawid Piekarz.

      Na co liczy PKN? Orlen jest największym na świecie odbiorcą ropy z Rosji.
      Rocznie zużywa prawie 10 proc. surowca eksportowanego z Rosji. Po przejęciu
      Możejek udział PKN w rosyjskim eksporcie wzrośnie do 13-15 proc. Szefowie PKN
      mają więc nadzieję, że Rosjanie nie zablokują dostaw, bo sami by z tego powodu
      ucierpieli.

      Orlen obliczył też, że w razie wstrzymania dostaw do Możejek opłacalny byłby
      transport paliwa tankowcami z terminalu naftowego w Naftoporcie do Butyngi. -
      Nawet wówczas interes by się opłacał - zapewniał kilka tygodni temu prezes PKN
      Igor Chalupec.
    • bolko_turan Rosja szykuje Polsce problemy z ropą i gazem? 17.12.05, 11:38
      Rosja szykuje Polsce problemy z ropą i gazem?

      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,3072251.html


      Andrzej Kublik, Dariusz Malinowski 16-12-2005 , ostatnia aktualizacja 16-12-2005
      21:18

      Czy Polskę czekają problemy z dostawami ropy naftowej i gazu z Rosji? W Moskwie
      ogłoszono plany zmniejszenia na początku przyszłego roku dostaw ropy do Polski.
      W Warszawie Gazprom zażądał zaś obniżenia opłat za transport rosyjskiego gazu do
      Niemiec

      W pierwszym kwartale 2006 r. dla polskich rafinerii przewidziano dostawy ropy
      naftowej o jedną dziesiątą mniejsze niż w ostatnim kwartale tego roku - wynika
      ze wstępnych planów rosyjskiego państwowego koncernu Transnieft, który zarządza
      rosyjskimi rurociągami. Problem w tym, że polskie rafinerie nie przewidują
      zmniejszenia przerobu ropy, którą niemal w całości kupują od Rosji. Mimo to
      zachowują spokój. - Opublikowana przez Rosjan wersja grafiku dostaw na I kwartał
      2006 r. ma wstępny charakter i może jeszcze podlegać korektom. Nie powinniśmy
      mieć kłopotów z zaspokojeniem naszych potrzeb - mówi rzecznik PKN Orlen Dawid
      Piekarz. Przedstawiciele Grupy Lotos dodają, że w razie problemów zamiast
      sprowadzać rosyjską ropę rurami Transnieftu, można ją przywieźć tankowcami. Tyle
      że jest to droższe i mogłoby spowodować podwyżkę cen na stacjach benzynowych. -
      W praktyce nigdy nie zdarzyło się, aby Rosjanie przesyłali nam ropę tankowcami.
      Dla nich to też nie jest dobry biznes - uważa przedstawiciel Lotosu.

      Orlenowi starczy na styk

      Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zapowiedzi Transnieftu wywołały jednak
      pewne zaniepokojenie w Orlenie, bo zaplanowane przez Rosjan dostawy starczą
      płockiej firmie "na styk". To znaczy, że nie miałaby żadnych zapasów np. na
      wypadek chwilowego wstrzymania dostaw.

      Według agencji Reuters, która przedstawiła nowe plany Transnieftu, jeszcze
      większe zmniejszenie dostaw przewidziano dla Litwy. To tam rosyjskie koncerny
      TNK-BP i Łukoil przegrały z Orlenem i kazachskim KazMunaiGazem wstępny etap
      przetargu na zakup rafinerii w Możejkach. Niewielki spadek dostaw Transnieft
      zapowiada też dla Czech, gdzie na rynku paliwowym dominuje koncern Unipetrol
      kontrolowany przez Orlen. Znaczne zwiększenie strumienia ropy Transnieft
      przewiduje natomiast dla Węgier i Słowacji, czyli do rafinerii konkurującego z
      polskimi firmami koncernu MOL. Zapowiedź ewentualnego ograniczenia dostaw ropy
      do Polski być może jest więc sugestią dla Orlenu, by zrezygnował z zakupu
      litewskiej rafinerii.

      Dajcie więcej za gaz

      Pretensje do Polski mnoży też Gazprom. Już na początku listopada, w dniu
      powołania rządu Kazimierza Marcinkiewicza, rosyjski potentat gazowy zaproponował
      rozmowy na temat podwyżki cen gazu dostarczanego do Polski. Tłumaczył to m.in.
      wzrostem cen paliw na świecie po zniszczeniu przez huragany rafinerii w Zatoce
      Meksykańskiej. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo uznało, że nie ma podstaw
      do podwyżki cen ustalonych w kontrakcie z Gazpromem w 1996 r. Za rosyjski gaz
      Polska płaci niemal tyle, co Niemcy i Francja. W styczniu żądania Gazpromu mają
      być omawiane na spotkaniu przedstawicieli rosyjskiego koncernu i PGNiG.



      Przez rurę za drogo

      Ale nie tylko o ceny gazu Rosjanom chodzi. W tym tygodniu odbyło się posiedzenie
      rady nadzorczej EuRoPol Gazu. To spółka PGNiG i Gazpromu, do której należy
      polski odcinek gazociągu jamalskiego przesyłającego rosyjski gaz do Niemiec. Na
      posiedzeniu przedstawiciele Gazpromu stwierdzili, że opłaty, jakie w 2006 r.
      EuRoPol Gaz chce pobierać za przesył gazu do Niemiec, są za wysokie i niezgodne
      z polsko-rosyjskim porozumieniem rządowym z 2003 r. Uważają, że za przesył 1000
      m sześc. gazu na odległość 100 km EuRoPol Gaz powinien pobierać 1,5 dol., a nie
      ok. 2 dol. Polska strona przypomniała, że w porozumieniu z 2003 r. przewidziano
      ustalanie opłat zgodnie z polskim prawem. I że muszą one zapewnić spółce dochody
      wystarczające na spłatę kredytów zaciągniętych na budowę jamalskiej rury.

      Czy to przekonało Gazprom? Jesienią 2002 r. rosyjski koncern zakwestionował
      wprowadzone przez ówczesny zarząd EuRoPol Gazu opłaty i po prostu nie regulował
      ich w całości. EuRoPol Gaz oszacował swoje roszczenia na prawie 90 mln dol. i
      dochodził ich zapłaty w sądzie arbitrażowym w Moskwie. Jednak rosyjski sąd wydał
      orzeczenie niekorzystne dla polskiej firmy.
    • bolko_turan Elektrownie jądrowe wracają do łask 19.12.05, 21:18
      (Parkiet, cire.pl)

      atomowe.kei.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=112&Itemid=2

      Od czasu katastrofy w Czarnobylu, w Europie i w USA nie wybudowano ani jednej
      elektrowni atomowej. Po 19 latach wracają jednak do łask, bo spółki i rządy
      szukają sposobów obniżenia rekordowych cen energii i zmniejszenia zanieczyszczeń
      – pisze PARKIET.

      W chwili obecnej na świecie działa 440 elektrowni atomowych, a 24 jest w trakcie
      budowy. Ponad 200 mld USD świat wyda na elektrownie atomowe do 2030 r. w
      najbliższym czasie powstaną one w Finlandii, Francji, USA.

      W budowie elektrowni atomowych przodują teraz kraje azjatyckie - Chiny, Indie,
      Południowa Korea i Japonia. W ciągu 10 lat z takich siłowni ma pochodzić 8%
      zużywanej tam energii elektrycznej. Teraz to niecałe 5%. W skali całego świata,
      udział energetyki jądrowej w produkcji prądu powinien w ciągu dekady utrzymać
      się na obecnym poziomie 12%.

      Jako przyczyny powrotu do tego źródła energii najczęściej podaje się rekordowe
      ceny ropy naftowej i obawy o globalne ocieplenie w wyniku emisji dwutlenku węgla
      podczas spalania kopalnianych surowców energetycznych. W ub.r. w USA l kWh
      energii wyprodukowana w siłowniach nuklearnych kosztowała 1,69 centa, w
      elektrowniach opalanych węglem 1,90 centa, w gazowych 5,87 centa i mazutowych
      5,39 centa.

      Zainteresowanie powrotem do elektrownie atomowych spowodowało wzrost cen uranu.
      W ciągu roku podrożał o 62 proc.
    • bolko_turan Droższe grzanie gazem od nowego roku 19.12.05, 21:25
      qub 18-12-2005 , ostatnia aktualizacja 18-12-2005 21:56

      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33207,3073801.html

      Nawet kilkadziesiąt złotych więcej niż teraz trzeba będzie od stycznia zapłacić
      co miesiąc za ogrzewanie domów gazem. Spółki dystrybucyjne Polskiego Górnictwa
      Naftowego i Gazownictwa ogłosiły nowe cenniki gazu dla gospodarstw domowych

      Od stycznia PGNiG podnosi średnio o 12 proc. ceny hurtowe gazu. Czwarta w ciągu
      roku podwyżka cen gazu to skutek gwałtownego wzrostu cen tego surowca na
      świecie. Dwie trzecie zużycia gazu w Polsce zaspokaja import i kiedy gaz na
      świecie drożeje, nie mamy wyboru - musimy nabijać kabzę zagranicznym dostawcom
      tego surowca. Na nieszczęście dla naszych portfeli w tym roku fala podwyżek
      dotarła w środku zimy, kiedy zużywamy najwięcej gazu na ogrzewanie mieszkań.
      Właśnie te gospodarstwa domowe czeka największa podwyżka, na całe szczęście w
      mniejszej skali niż wzrost cen hurtowych. Urząd Regulacji Energetyki szacuje, że
      gospodarstwa domowe, które używają gaz do ogrzewania domów, od stycznia będą
      płacić za gaz o 6,61 do 7 proc. więcej niż obecnie. Jeśli zatem zimą ktoś zużywa
      miesięcznie ok. 1000 m sześc. gazu na ogrzewania mieszkania, to od stycznia jego
      rachunek za gaz będzie co miesiąc wyższy o blisko 70 zł (z podatkiem VAT o
      blisko 90 zł) niż w ostatnim kwartale 2005 r. Gospodarstwa domowe, który używają
      gaz tylko do gotowania posiłków, zapłacą o kilka złotych miesięcznie więcej.
      Wzrost cen gazu dla tej grupy klientów URE szacuje na 4,7 do 5,7 proc.
    • bolko_turan Dostawcy prądu szykują podwyżki 19.12.05, 21:30
      Dariusz Malinowski 18-12-2005 , ostatnia aktualizacja 18-12-2005 20:46

      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33207,3073835.html

      Średnio o ponad 4 proc. wzrosną ceny prądu od Nowego Roku. Urząd Regulacji
      Energetyki zatwierdził nowe taryfy na prąd.

      Najmniej powodów do niezadowolenia w związku ze styczniową podwyżką mają
      mieszkańcy zachodniej części Górnego Śląska. Dystrybutorem energii jest tam
      Górnośląski Zakład Elektroenergetyczny należący do szwedzkiego koncernu
      energetycznego Vattenfall.

      Cena prądu (zarówno dla odbiorców indywidualnych, jak i zakładów przemysłowych)
      wzrośnie średnio o ok. 1,5 proc. Prawie trzykrotnie większa podwyżka dotknie
      mieszkańców

      północnej i zachodniej Polski, czyli rejonów, gdzie prąd dostarcza grupa
      energetyczna Enea.

      Jednak nawet w poszczególnych firmach podwyżki dla odbiorców indywidualnych mogą
      mieć różną wysokość. Minimalna podwyżka wyniesie niespełna 1 proc. Maksymalna -
      6,45 proc.

      Nie wiadomo, czy w nowym roku podwyżka cen energii czeka mieszkańców stolicy.
      Stołeczny dystrybutor energii STOEN wciąż bowiem nie ma zatwierdzonej nowej
      taryfy. Według naszych rozmówców z branży opóźnienie w zatwierdzeniu taryfy być
      może wiąże się z konfliktem STOEN-u z URE. Urząd na warszawskiego dystrybutora
      nałożył niedawno rekordowo wysoką karę ponad 7 mln zł. Uznał bowiem, że
      ubiegłoroczny blackout w stolicy (kilka dzielnic pozbawionych było prądu) to
      wina dystrybutora, który nienależycie dbał o swoją infrastrukturę. STOEN odwołał
      się od tej kary. Jednym z argumentów przemawiających na jego rzecz jest to, że
      do awarii sieci energetycznej na terenie działania STOEN-u dochodzi rzadziej niż
      u większości pozostałych dostawców prądu. - Nie zatwierdzając nowej taryfy, URE
      być może chce wywrzeć presję na STOEN - uważa nasz rozmówca.

      Zgodnie z przepisami energia dla odbiorców nie może podrożeć więcej niż o 3 pkt
      ponad inflację średnioroczną. Spółki dystrybucyjne co roku składają do Urzędu
      Regulacji Energetyki swoje wnioski taryfowe (mogą także prosić o zgodę na taryfę
      wieloletnią). Każda zmiana taryfy musi być bowiem zatwierdzona przez prezesa
      URE. W taryfach tych zawarte są rodzaje oraz wysokość opłat stosowanych przez
      zakłady energetyczne w rozliczeniach z klientami (m.in. za zużytą energię
      elektryczną, abonament, usługi przesyłowe, przyłączenie do sieci). Od czego
      zależą podwyżki? W największym stopniu od inflacji. Ważną rolę ogrywają także
      plany inwestycyjne. Spółka może także próbować udowodnić, że podwyżka to efekt
      np. zaplanowanych na ten rok kosztownych remontów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka