eliot
26.01.06, 11:20
Cień nad słowackimi reformami
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34475,3130931.html
Martin M. Szimeczka* 25-01-2006 , ostatnia aktualizacja 25-01-2006 19:42
Słowacja jest w ostatnich latach podziwiana przez światowe media za reformy
gospodarcze. To odmiana po długim okresie litościwej pogardy w latach 90., za
autorytarnych rządów Vladimira Mecziara. Ale obecny stereotyp jest równie
fikcyjny jak poprzedni
Słowackie reformy są interesujące dla Europy, gdyż ucieleśniają jej
pragnienie zmiany, a jednocześnie stanowią tani test laboratoryjny, który ma
potwierdzić lub obalić teorię. Od 2004 r. w kraju obowiązuje jednolita stawka
podatków PIT, CIT i VAT - 19 proc. Idea podatku liniowego została już
wprawdzie dość dawno opisana, w praktyce jednak w Europie, z wyjątkiem
Estonii, nikt jeszcze nie wypróbował jej z taką konsekwencją, by można było
przeanalizować rezultaty.
Na pierwszy rzut oka nie są one złe. PKB rośnie w niebywałym tempie (4,5
proc. w 2005 r.), inflacja jest niska, przybywa inwestycji zagranicznych,
spada bezrobocie, a państwo rzetelnie kontroluje swój deficyt budżetowy i
stara się go obniżać.
Z drugiej strony jednak, statystyki i sondaże wskazują, że na razie
zwycięzców jest zdecydowanie mniej niż tych, którzy mają poczucie przegranej.
Przybyło ludzi, którzy trafiają pod skrzydła opieki społecznej lub utrzymują
się powyżej tego poziomu tylko przy dużym nakładzie sił. W miastach środkowej
i wschodniej Słowacji, takich jak Partizanske lub Medzilaborce, po reformie
nie ma śladu, a ludzie żyją tam bez nadziei na lepsze życie.
Wszyscy ci ludzie są wyborcami, którzy dzięki swojemu poparciu dla lewicowo-
populistycznego Smeru (według najnowszych sondaży mógłby liczyć na 35 proc.
głosów) zagrażają utopijnej wizji premiera Mikulasza Dzurindy i ministra
finansów Ivana Miklosza, która głosi, że wystarczy już tylko kilka lat reform
i pojawi się lepsze jutro.
Przewodniczący Smeru Robert Fico otwarcie obiecuje, że zlikwiduje podatek
liniowy i jednolitą stawkę VAT, ponieważ podobno sprzyjają one tylko bogatym.
Jeśli wyborcy rzeczywiście mu to umożliwią, to test laboratoryjny pokaże, że
w Europie nie da się przeprowadzić reform, jakich próbował dokonać rząd
Słowacji. I będzie to na swój sposób dowód prawdziwy, mimo że Fico stanowi
raczej - by posłużyć się terminologią biologiczną - niechciany wirus, który
tylko bezsensownie zaatakował osłabiony organizm społeczny.