21.07.03, 18:51
Sława!

Myślę, że warto grupować tematycznie nasze watki;

Oto ciekwy link o Czechach:

wiem.onet.pl/wiem/fts.html?q=czechy&szukaj.x=41&szukaj.y=11
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Czechy. Polska. Śląsk 03.08.03, 13:28
      www.miramex.com.pl/SYMPOZJA/SEJMIK/S12-SEJM.HTM#referaty
    • ignorant11 Edward Benesz i kwestia niemiecka 03.08.03, 14:51
      Wysiedlenie Niemców z Czechosłowacji. Ewolucja Edwarda Benesza
      Z punktu widzenia czysto ideologicznego Edward Benesz był typowym
      przedstawicielem opcji liberalnej, można nawet powiedzieć masońskiej. Wychowany
      w duchu tejże ideologii miał ambiwalentny stosunek do kwestii narodowej,
      podzielając stanowisko Tomasza Masaryka, że przyszłe państwo czechosłowackie
      musi być "republika obywatelską". Z czasem musiał wszakże skorygować swoje
      poglądy na ten temat. Główną tego przyczyną była tzw. kwestia niemiecka.

      Budując po 1918 roku państwo czechosłowackie duet Masaryk-Benesz wychodził z
      założenia, że jego granice należy ustalić wedle kryteriów historycznych, a nie
      etnicznych. Gdyby bowiem oparto się na kryterium etnicznym, to nowe państwo
      pozbawione byłoby nie tylko swoich dawnych siedzib, ale i dużej części
      terytorium. Taką właśnie wizję udało im się przeforsować na konferencji
      pokojowej. Ceną była obecność w ich państwie aż 3,5 mln Niemców, którzy od
      samego początku kontestowali sam fakt istnienia czeskiej państwowości.
      Początkowo Niemcy próbowali bojkotu instytucji państwa czechosłowackiego, ale z
      czasem musieli zmienić taktykę i zaangażować się w życie polityczne Republiki.
      Nie było to zaangażowanie szczere, gdyż w odczuciu Benesza, i nie tylko
      Benesza, Niemcy tylko przeczekiwali i czyhali na okazję, by się od swojej nowej
      ojczyzny odłączyć. Z tego też względu Benesz sprzeciwiał się od samego początku
      postulatom nadania Niemcom autonomii, gdyż, jak słusznie sądził, byłby to tylko
      wstęp do oderwania dużej części terytorium Czechosłowacji i przyłączenia jej do
      Niemiec. Już w latach 20. Benesz był pesymistą. W rozmowie z jednym z
      francuskich dyplomatów powiedział: "Nie mam żadnych iluzji co do tego, czego
      możemy oczekiwać od czechosłowackich Niemców w trudnych okolicznościach. W
      przypadku silnego zagrożenia zewnętrznego nie będą po naszej stronie". Mimo to
      podejmował wysiłki, by pozyskać chociaż część Niemców Sudeckich do lojalnej
      współpracy z państwem. Uczynił bardzo dużo zwłaszcza w ciągu pierwszych dwóch
      lat swojej prezydentury (1935-1937). Zjeździł całe Pogranicze, agitował,
      przekonywał i obiecywał
    • ignorant11 Sprawa Zaolzia(1) 05.08.03, 23:05
      CZY POLACY PRZEPROSZĄ CZECHÓW
      tygodnikforum.onet.pl/1116642,0,4788,925,7,artykul.html

      Otwarte rany Zaolzia



      W 1938 roku wojska polskie zajęły cały Śląsk Cieszyński. Dla Czechów to
      początek wysiedleń, prześladowań i krzywd. Dziś czas rozpocząć dialog na ten
      temat.


      IVAN MOTÝL


      3.02.2003


      Jest jesień 1938 roku. Do chaty na górze Stożek w Beskidzie Cieszyńskim zmierza
      bojówka miejscowych Polaków. Przychodzą ze wsi Nydek, do niedawna jeszcze
      czechosłowackiej. Chcą tylko, aby mieszkańcy domu na górskim odludziu
      pocałowali polską flagę. 81-letnia Zuzana Stebelova z Nydka na zawsze
      zapamięta, jak matka hardo odprawiała rozkrzyczanych bojówkarzy: Przysięga się
      przed krzyżem, nie przed takimi chłopami jak wy.

      W czasie gdy niemiecka armia zabiera Sudety, polscy żołnierze zajmują wąski pas
      przy północno-wschodniej granicy Czechosłowacji, pomiędzy Boguminem a
      Jabłonkowem. Polacy wypędzają tysiące Czechów. Nie na długo. Po błyskawicznym
      rozgromieniu Polski przez hitlerowców we wrześniu następnego roku większość
      wypędzonych Czechów powraca. - Wielu pała żądzą zemsty i przychodzi do domu z
      czeską flagą w jednej ręce, a swastyką w drugiej. Niemiecki agresor ma teraz
      posłużyć Czechom do usunięcia dawnych i głęboko tkwiących zadr w ich stosunkach
      z polskimi sąsiadami - historyk Józef Szymeczek, przewodniczący Kongresu
      Polaków w Republice Czeskiej, stara się unikać ostrych słów. Rana w stosunkach
      czesko-polskich jest wciąż otwarta.

      "Bez prawa powrotu do Rzeczypospolitej Polskiej" - taki wysiedleńczy glejt
      polscy policjanci doręczyli 84-letniemu dziś Albinowi Hillowi ze Skrzeczonia
      pod Boguminem 1 grudnia 1938 roku. Na wyprowadzkę miał tylko kilka godzin. - To
      było na początku adwentu. Inni Czesi tutaj mieli jeszcze gorzej. Polacy celowo
      zmuszali ich do wyprowadzki w samą wigilię - opowiada Hill, trzymając w rękach
      pożółkły dokument, który miał go na zawsze pozbawić możliwości życia na
      rodzinnej ziemi.

      W wigilię na bruk

      Granicę przekroczył w Rychwałdzie, gminie bezpośrednio sąsiadującej dziś z
      Ostrawą. - Żołnierze na przejściu granicznym jeszcze mnie dokładnie pouczyli.
      Powiedzieli, że niedługo cała Ostrawa ma należeć do Polski, więc powinienem
      raczej kierować się dalej w głąb kraju - mówi Hill, przypominając ówczesne
      hasło bojowe polskich nacjonalistów: "Ostrawica-granica". Do rzeki Ostrawicy w
      Ostrawie polskie wojsko jednak nie dotarło, chociaż miało ją na wyciągnięcie
      ręki. - Na własne oczy widziałem, jak w wigilię przez most sykorowski w
      Ostrawie przejeżdżali na wozach wygnańcy. W rękach mieli poubierane choinki -
      Hill przywołuje zdarzenia z 24 grudnia 1938 roku.

      Rozkaz wysiedlenia był dla wielu Czechów tak wielkim zaskoczeniem, że nie
      potrafili się rozstać z udekorowanym już symbolem Bożego Narodzenia. -
      Zagubieni i zziębnięci stali z tymi choinkami na rynku głównym, zanim
      ktokolwiek się nimi zajął - opowiada świadek, który w dzień wigilii był
      wygnańcem już od czterech tygodni. Zdążył nawet znaleźć pracę w kopalni
      Zarubek, co dla uciekinierów stanowiło nie lada szczęście. "W czasie świąt
      nasiliły się prześladowania osób czeskiej narodowości. Czesi byli
      przesłuchiwani przez komisję karną, która przyjechała do gminy z dalszych
      rejonów Polski. Poturbowano trzynastu obywateli. Na przykład staruszek, który
      nigdy nie udzielał się w polityce, został pobity za to, że nie chciał się
      wyprowadzić. Innym owijano głowy czechosłowacką flagą i przez nią bito" -
      podaje kronika miejscowości Dolna Lutynia koło Karwiny.
      1234567
      • ignorant11 Re: Sprawa Zaolzia(2) wersja czeska 05.08.03, 23:06
        CZY POLACY PRZEPROSZĄ CZECHÓW


        Otwarte rany Zaolzia



        W 1938 roku wojska polskie zajęły cały Śląsk Cieszyński. Dla Czechów to
        początek wysiedleń, prześladowań i krzywd. Dziś czas rozpocząć dialog na ten
        temat.


        IVAN MOTÝL


        3.02.2003



        ... ciąg dalszy

        Dziś, po 65 latach od zagarnięcia Sudetów przez hitlerowców, toczy się otwarty
        dialog między stroną czeską i niemiecką. - Niestety, między Czechami i Polakami
        taki dialog jeszcze się nawet nie rozpoczął. Nie powstała ani jedna
        organizacja, która, tak jak na przykład Czesko-Niemiecki Fundusz Przyszłości
        czy Wspólnota Ackermann, zajęłaby się wzajemnymi krzywdami Czechów i Polaków z
        tamtego czasu - martwi się Szymeczek.

        Wydarzenia z lat wojny nie mogą już, jego zdaniem, służyć za źródło nienawiści
        narodowej na Zaolziu. - Jasne, że niektórzy świadkowie wywodzący się z obu
        narodów tych krzywd nie zapomną - mówi. Zwraca jednak uwagę, że po roku 1989
        Zaolzie ominęła fala skrajnego nacjonalizmu, która w Europie zalała głównie
        byłą Jugosławię.

        - Już kilkakrotnie zdarzało się, że spory narodowościowe pomiędzy Czechami a
        Polakami na ziemi cieszyńskiej (w oryg. Tieszinsko, czeska nazwa geograficzna
        Zaolzia - przyp. Forum) prowadziły do napięć, jakich później byliśmy świadkami
        w Bośni i Hercegowinie. Niemniej nigdy nie palono tutaj wsi i tylko
        sporadycznie kogoś zabijano, a wszystko kończyło się z reguły na paru
        bijatykach i wybitych oknach - uzupełnia polskiego kolegę czeski historyk Petr
        Beck z Muzeum Ziemi Cieszyńskiej w Cieszynie Czeskim. Mówiąc o napiętych
        sytuacjach Beck ma na myśli czesko-polskie walki o Śląsk Cieszyński w latach
        1918-1920 i właśnie rok 1938. "W październiku tego roku wypędzono 86 czeskich
        rodzin, razem 319 osób. Kolejni wypędzeni dołączyli w wigilię, podczas
        najgorszych mrozów. Było to wielkie cierpienie zarówno dla tych, którzy musieli
        wynieść się jako żebracy, jak i tych, którzy mogli zostać" - zapisał tuż po
        zajęciu ziemi cieszyńskiej mieszkaniec Bogumina Frantiszek Szima, którego
        notatki przechowuje dziś archiwum powiatowe w Karwinie.

        Najpierw tabliczka, potem dom

        Z Bogumina wygnano również rodziców Dagmary Stolarzikovej z Ostrawy. - Mama
        była nauczycielką, tata urzędnikiem. Oboje już wcześniej domyślali się, że na
        ziemi cieszyńskiej nie będzie się działo dobrze, więc nas z siostrą wysłali
        wcześniej do cioci do Ostrawy - wspomina Stolarzikova, która w Boguminie
        zdążyła skończyć pierwszą klasę w nowo wybudowanym czeskim gimnazjum. Rodzina
        miała willę obciążoną hipoteką. Matka Anna Szlachtowa uczyła w czeskiej
        zerówce. - Przyjazd polskiego wojska do Bogumina opisywała późnej z należną
        dawką czarnego humoru. W odróżnieniu od eleganckich żołnierzy z
        czechosłowackiego posterunku w Boguminie polscy żołnierze wyglądali nędznie -
        mieli karabiny na sznurkach - Stolarzikova przytacza opowieść matki.
        1234567
        • ignorant11 Re: Sprawa Zaolzia(3) wersja czeska 05.08.03, 23:07
          CZY POLACY PRZEPROSZĄ CZECHÓW


          Otwarte rany Zaolzia



          W 1938 roku wojska polskie zajęły cały Śląsk Cieszyński. Dla Czechów to
          początek wysiedleń, prześladowań i krzywd. Dziś czas rozpocząć dialog na ten
          temat.


          IVAN MOTÝL


          3.02.2003



          ... ciąg dalszy

          Na decyzję o wypędzeniu nie trzeba było długo czekać. - Najpierw przyszedł
          żołnierz mówiąc, że tabliczka na furtce, która ostrzegała przed złym psem, musi
          być w języku polskim. Wkrótce potem przyszli od razu z rozkazem ewakuacyjnym.
          Na spakowanie rodzice dostali 24 godziny - wspomina Stolarzikova. Rodzina
          została w Ostrawie, a do Bogumina wróciła dopiero na wiosnę 1945 roku. - Dom
          był zdewastowany, ale rodzice nie dociekali, kto w nim mieszkał za panowania
          Polaków ani później, za Niemców. Podziwiam, że po tak bolesnych doświadczeniach
          wojennych nie zgorzknieli i nigdy nie nabrali do Polaków szowinistycznych
          uprzedzeń.

          Z fotografem prezydenta

          Do saloniku dla gości w siedzibie Kongresu Polaków w czeskim Cieszynie
          sekretarka wnosi dzbanek z gorącą herbatą i solidną porcją miodu. Z fotografii
          na ścianie spogląda polski prezydent Ignacy Mościcki, stojący na czele państwa
          od roku 1926 aż do niemieckiego najazdu w 1939 roku. Pożółkłe zdjęcie pochodzi
          z jesieni 1938 r., kiedy to odwiedził "starą ojczyznę" - Zaolzie, zajęte przez
          polskie wojsko.

          - Zrobiłem wtedy we Frysztacie cały reportaż z prezydenckiej wizyty - wyjaśnia
          autor zdjęcia, 87-letni Frantiszek Sikora. Na stole pojawia się jedna
          fotografia za drugą. Ze wszystkich bije pogodny nastrój: Mościcki radośnie
          witany przez dzieci w cieszyńskich strojach ludowych, polski generał Edward
          Rydz-Śmigły podczas przeglądu przybyłych wojsk, Mościcki z karwińskim starostą,
          czy pani prezydentowa kosztująca zupę z kuchni polowej.

          - To był wielki dzień dla Polaków w mieście. Czesi i Niemcy dla odmiany woleli
          raczej nie wychodzić na ulice - wspomina Sikora. Sam wówczas deklarował czeską
          narodowość. - Byłem handlowcem w trójjęzycznym mieście, a to wymagało dobrej
          znajomości czeskiego, polskiego i niemieckiego. A do tego jeszcze trzeba było
          władać gwarą cieszyńską - wyjaśnia. O pozwolenie na dokumentację wizyty
          poprosił płynną polszczyzną samą głowę państwa: Miałem już doświadczenie z
          prezydentami, w 1935 r. we Frysztacie pytałem o możliwość fotografowania
          Masaryka.

          O tym że Polacy wyganiają tysiące Czechów, wiedział, ale nie sądził, żeby padło
          także na niego. Nie padło. Po wejściu Niemców został nawet nadwornym fotografem
          karwińskiego barona węglowego Larischa.
          1234567
          • ignorant11 Re: Sprawa Zaolzia(4) wersja czeska 05.08.03, 23:11
            ... ciąg dalszy

            Po drugiej stronie barykady

            Koleżanka Sikory Wanda Vantuchowa po wkroczeniu Niemców znalazła się po drugiej
            stronie barykady z racji polskiej narodowości. - W 1938 r. widziałam, jak
            Polacy wyganiają Czechów, a na spakowanie się dają im sześć, dwanaście albo
            dwadzieścia cztery godziny. Ani mi przez myśl nie przeszło, że za kilka
            miesięcy będziemy uciekać i my - opowiada. Jej ojciec próbował chronić rodzinę
            przed groźbą niemieckiego ataku ewakuacją do wschodniej Polski. Doszli do
            Lublina, ale hitlerowskie wojska były szybsze.

            Potem nastąpił zwrot, znamienny dla targanej politycznymi wichrami ziemi
            cieszyńskiej. Ciotka wyszła za niemieckiego żołnierza, rodzina podpisała
            volkslistę i praktycznie całą wojnę spędziła w Berlinie. - Nawet jeszcze
            pamiętam adres, Steinmetzstrasse 62 - mówi kobieta. Inni Polacy z ziemi
            cieszyńskiej wyszli na tym gorzej. Zwłaszcza ci, którzy w 1939 r. zdążyli na
            mobilizację. Na wschodzie czekała ich pułapka zastawiona przez Hitlera i
            Stalina, dzielących między siebie Polskę. Niejeden cieszyński krajan, który
            zakładał mundur polskiego oficera i wierzył, że w radzieckiej Rosji powstanie
            teraz legionowe wojsko przeciwko hitlerowcom, gorzko się rozczarował. Czekał go
            łagier, a później zbiorowy grób w Katyniu.

            Ondrzej Polok, ojciec Stebelovej, dostał jesienią 1938 r. ostrzeżenie od
            Polaków, że przyjdą go pociąć piłą. - Tata przez to kilka tygodni ukrywał się
            nocami w lesie, a w tym czasie polskie bojówki systematycznie wybijały nam
            okna. Powiem panu, baliśmy się o swoje życie - opowiada Stebelova. Rodzina
            deklarowała się jako czeska, choć w praktyce przynależność narodowa była tu
            sprawą względną. Mieszkańcy górskich wsi na ziemi cieszyńskiej byli przede
            wszystkim "gorolami". Do tego wszyscy mówili po "gorolsku" - gwarą do dziś
            określaną tu jako "po naszemu" - barwną mieszanką czeskiego i polskiego (z
            wieloma neologizmami), z której równie mało zrozumie Polak z Warszawy, co Czech
            z Pragi.

            Z okupacji pod okupację

            Czescy i polscy nauczyciele zgadzają się w jednym. Podręczniki historii
            praktycznie nie poświęcają miejsca polskiej okupacji ziemi cieszyńskiej, a całe
            zagadnienie spada na barki wykładowcy. - Nie wiem, czy taki temat da się w
            ogóle obiektywnie przedstawić. Polski nauczyciel będzie zawsze wykładał
            materiał inaczej niż czeski - mówi dyrektorka polskiej szkoły w Hradku Renata
            Czaderova. - Spór o ziemię cieszyńską ma swoje korzenie między innymi w
            konflikcie o te tereny z lat 1918-1920, przy czym nieporozumienia między dwoma
            narodami nie ustały też w międzywojennej Czechosłowacji - przypomina historyk
            Petr Beck. - Raz paliło się w gminie Szumbark i do pożaru jechała czeska
            drużyna strażacka. Kiedy strażacy zobaczyli, że pali się polskie gospodarstwo,
            zawrócili i pozwolili mu spłonąć - opowiada. Podobnie zachowywali się, jego
            zdaniem, polscy strażacy, kiedy płonęły zabudowania czeskie.
            Ocenia się, że z ziemi cieszyńskiej w 1938 i na początku 1939 roku wygnano od
            20 do 30 tysięcy Czechów. - To był czas wielkiego zamętu, liczby wypędzonych do
            dziś nie możemy dokładnie ustalić - mówi historyk. Zwykle wyganiano według
            klucza: kto nie jest rodakiem, musi opuścić Polskę. Podobną zasadę stosowano
            wobec tych, którzy przedtem pracowali w administracji czeskiej i działali w
            czeskich organizacjach. - Jak udało mi się stwierdzić na podstawie zapisków
            kronikarskich i rozmów ze świadkami, polscy urzędnicy z Warszawy czy Krakowa w
            większości zachowywali się po rycersku. Najgorsi byli sfanatyzowani miejscowi
            ludzie - podkreśla Beck.

            Ziemię cieszyńską trudno jest zdefiniować pod względem etnicznym. Według
            autochtonów - Czechów, Niemców i Polaków - żyli tu ludzie, którzy deklarowali
            swego rodzaju "przynależność ziemską" do Śląska Cieszyńskiego. Podczas gdy
            hitlerowcy terroryzowali Polaków, co było w części zemstą za wypędzenie podczas
            krótkotrwałych polskich rządów około pięciu tysięcy Niemców, prześladowania
            Czechów były dość umiarkowane.

            Hitlerowcy umożliwili większości obywateli wybranie tzw. narodowości śląskiej,
            a nadana z urzędu volkslista uczyniła z nich obywateli niemieckich,
            podzielonych na cztery kategorie wedle ich lojalności w ocenie okupanta. - Mnie
            wpisali na volkslistę od razu, mimo że o nią nie prosiłem. Dla odmiany
            szwagier, aktywny członek organizacji Sokol i przedwojenny kolejarz, prosił o
            nią kilka razy, ale nigdy nie dostał. I na szczęście dla niego - Jan Stebel
            wraca wspomnieniami do początku lat 40.

            Ziemia paradoksów

            W 1942 r. zmobilizowano go do Wehrmachtu i po krótkim szkoleniu pomaszerował na
            front wschodni. - Kierunek Moskwa. 17 września 1942 r. zostałem po raz pierwszy
            ranny - opowiada ten były żołnierz armii niemieckiej. - To było straszne.
            Rosjanie uzbrojeni w zwykłe karabiny napierali na nas chmarą. Pierwszy szereg
            powaliliśmy seriami z ckmów, ale zaraz za nim ruszał drugi - po plecach
            zabitych. Kiedy w panice chcieliśmy się wycofać, uzbrojeni po zęby esesmani
            pędzili nas z powrotem - Stebel opowiada, jak polityczna zawierucha rzucała
            zwyczajnymi ludźmi ze Śląska Cieszyńskiego.
            • ignorant11 Re: Sprawa Zaolzia(5) wersja czeska 05.08.03, 23:12
              ... ciąg dalszy

              Zbliżamy się do historycznego mostu nad graniczną rzeką w czeskim Cieszynie,
              którą Czesi nazywają Olszą, a Polacy Olzą. Aż do roku 1920, kiedy to jednolite
              dotąd miasto śląskie podzieliła granica państwowa, przez most co pół godziny
              przejeżdżał tramwaj. - W październiku 1938 r. przechodziły tędy na mocy
              ultimatum mego imiennika, ministra spraw zagranicznych Józefa Becka, polskie
              jednostki - mówi historyk Beck. Jak się okazało po przebadaniu drzewa
              genealogicznego, wywodzi się on z tego samego rodu co ten zmarły w 1944 r.
              polityk. - Ale jest to naprawdę dalekie pokrewieństwo z wielkim europejskim
              rodem szlacheckim Becków - dodaje z uśmiechem historyk. Ziemia cieszyńska jest
              krainą paradoksów, których trudno by szukać gdzie indziej w Czechach.

              * * *

              Rok 1938 na ziemi cieszyńskiej - co mówią Czesi?

              Księstwo Cieszyńskie zalicza się do pozostałości Górnego Śląska, utraconego po
              roku 1742 przez habsburżankę Marię Teresę w wojnach z Prusami. Wielonarodowy
              skrawek ziemi o powierzchni 2,2 tys. kmkw. po kryzysie i krótkiej wojnie w
              latach 1918-1920 rozdzieliły między siebie Czechosłowacja i Polska.

              Od wiosny 1938 r. zarówno przedstawiciele mniejszości polskiej jak i Warszawa
              domagali się pełnej autonomii dla czechosłowackiej ziemi cieszyńskiej.
              Niemieckie i proniemieckie siły na ziemi cieszyńskiej żądały plebiscytu.

              - Polska mniejszość jest zdecydowana postawić żądanie poprawy jej sytuacji w
              republice poprzez akt prawny zapewniający takie swobody autonomiczne, które nie
              tylko uchroniłyby Polaków w Czechosłowacji przed dalszym wynaradawianiem, lecz
              również umożliwiły przywrócenie własności ziemi, którą im w roku 1920 odebrano -
              mówił na przykład 28 marca 1938 r. w czeskim parlamencie poseł Wolf ze Związku
              Polaków w Republice Czechosłowackiej. Inny polski poseł, komunista Śliwka,
              kontrował wówczas: Tam gdzie stanie stopa pana Wolfa i jego wspólników, trawa
              nie rośnie przez siedem lat. Program autonomii przedstawiony tu przez posła
              Wolfa jest wierną kopią tego, co głosi i pisze Konrad Henlein. (Henlein
              przewodził tzw. Niemcom Sudeckim, dążącym do oderwania od Czechosłowacji
              terenów zamieszkanych przez mniejszość niemiecką (przyp. FORUM).

              ... ciąg dalszy

              27 września 1938 r. polski rząd przedłożył w Pradze notę z żądaniem oddania
              czechosłowackiej części ziemi cieszyńskiej. Notę odrzucono, a rząd
              Czechosłowacji zaproponował powołanie mieszanej, czesko-polskiej komisji pod
              patronatem Wielkiej Brytanii i Francji. Jednak Józef Beck, polski minister
              spraw zagranicznych, wystosował kolejną notę - z 12-godzinnym ultimatum. Żądał
              między innymi "wycofania z Zaolzia czechosłowackiego wojska i policji".

              1 października, w napiętej sytuacji po układzie monachijskim, Czechosłowacja
              skapitulowała i przyjęła polskie warunki. - Oczywiście niepodobna zgadzać się z
              teoriami niektórych polskich historyków, że nic się nie stało, a Polska jedynie
              zajęła, po oficjalnym porozumieniu z rządem w Pradze, sporne terytorium z lat
              1918-1920 - mówi polski historyk i przewodniczący Kongresu Polaków w Republice
              Czeskiej Józef Szymeczek.

              Zajmowanie obszaru o powierzchni 810 kmkw. zakończono 11 października 1938
              roku. Granica przebiegała między dzisiejszymi dzielnicami Ostrawy - Hruszov i
              Michalkovice, przez Radwanice, Orłową i Ligotkę do wsi Tyra i dalej do granicy
              ze Słowacją.

              Czeskie organizacje i stowarzyszenia zostały rozwiązane, podobnie jak wiele
              organizacji niemieckich. Wysiedlono 20 do 30 tysięcy Czechów i około pięciu
              tysięcy Niemców. Historia ziemi cieszyńskiej pod rządami Polski kończy się 1
              września 1939 r., kiedy tereny te zajęli Niemcy. Do rąk czeskich wróciły one po
              sześciu latach. Na podstawie Týden

              Co mówią Polacy?

              Konflikt wokół Śląska Cieszyńskiego ma swoją genezę w pierwszych latach po I
              wojnie światowej, a więc na dwa dziesięciolecia przed zajęciem Zaolzia przez
              wojska polskie w 1938 roku. 23 stycznia 1919 r. armia czechosłowacka wkroczyła
              na polską część Śląska Cieszyńskiego, podzielonego tymczasowo 5 listopada 1918
              roku na podstawie porozumienia dwóch władz lokalnych - polskiej Rady Narodowej
              Księstwa Cieszyńskiego i czeskiej Rady Narodowej Śląska - według kryteriów
              etnicznych.

              Śląsk Cieszyński był atrakcyjny dla władz praskich głównie ze względów
              gospodarczych. Na jego terytorium znajdowały się kopalnie węgla w Zagłębiu
              Karwińskim, huta żelaza w Trzyńcu oraz odcinek linii kolejowej łączącej Czechy
              ze Słowacją. Czesi zamierzali zająć cały Śląsk Cieszyński, od Ostrawy po
              Bielsko, jednak po starciach z siłami polskimi zatrzymali się na linii górnej
              Wisły. O ostatecznym podziale Śląska Cieszyńskiego, Spisza i Orawy zadecydowała
              28 lipca 1920 roku Konferencja Ambasadorów, ciało wykonawcze Rady Najwyższej
              zwycięskich mocarstw alianckich. Strona polska musiała ograniczyć swój stan
              posiadania, tracąc dodatkowo część Cieszyna, na zachodnim brzegu Olzy, oraz
              Frysztat, Trzyniec i Jabłonków. (Polsce przyznano tylko północno-wschodnią
              Orawę i północno-zachodni Spisz). W granicach Czechosłowacji znalazło się 184
              tys. Polaków.

              Zanim to nastąpiło, władze czeskie nasilały ucisk ludności polskiej, zwłaszcza
              w obliczu planowanego plebiscytu, do którego ostatecznie nie doszło. Należy
              dodać, że w okresie międzywojennym, mimo pewnego złagodzenia represji, prawa
              polskiej mniejszości narodowej w Czechosłowacji nie były w pełni respektowane.

              Na podst. książki prof. Marka Kamińskiego "Konflikt polsko-czeski 1918-1921",
              Instytut Historii PAN, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2001.
      • lacietis Czy Czesi przeproszą Polaków za stworzenie Zaolzia 21.10.03, 13:31
        W czasach komunistycznych - ale i dzisiaj - za bardzo przejmowano się w Polsce
        polskimi "grzechami" wobec Czechosłowacji, a zupełnie ignorowano
        czechosłowackie...
        Nie widzę problemu wyzwolenia Zaolzia z Czeskiej niewoli, tylko problem
        Czechosłowackiej agresji na polską część Śląska Cieszyńskiego w 1919roku!
        Bo, że sobie panowie Masaryk i Beneš, założyli państwo czechosłowackie w
        granicach historycznych Królestwa Czech i Górnych Węgier - to raczej ich
        problem, a nie polski, czy niemiecki. To, że Czechosłowacja potrzebowała linii
        kolejowej Ostrawa-Cieszyn_czadca, czy huty w Trzyńcu, jest po prostu bezczelnym
        argumentem. Polacy też potrzebowali huty w Trzyńcu i kopalnii w Karwinie, a
        przede wszystkim miejscowi Polacy mieli prawo przy rozpadzie poprzedniego
        państwa {Austro-Węgier} do SAMOSTANOWIENIA!
        Nic nie wiem na ten temat by Czesi przeprowadzali debaty, o tem jak to
        podstępnie i bezczelnie zagarnęli połowę Księstwa Cieszyńskiego - z dominującą
        ludnoscią polską! A może górnicy w Karwinie powinni byli byś lojalni wobedz
        Czechosłowacji w styczniu 1919, gdy oddziały czechosłowackie pod dowództwem
        francuskich oficerów napadły na Polskę?... Może Polska powinna przeprosić
        jeszcze za to, że nie oddała wówczas całego Cieszyńskiego i że granica zamiast
        na Białce, przebiega dzisiaj na Olzie?...
        Udział Hitlera w sprawie "Sudetów" i wyzwolenia Zaolzia zaciemnia sprawę.
        Powoduje, że sprawy oczywiste zmieniają swe kształty. Bo ani Polacy
        zaolziańscy, ani Niemcy "sudeccy" nie mieli żadnych powodów do lojalnosci wobec
        Czechosłowacji - która siłą i wbrew oporowi zbrojnemu owej ludności, dzięki
        poparciu Francji {czy nie czas na zrewidowanie naszej nieuzasadnionej sympatii
        do żabojadów?] zagarnęła prawem kaduka ziemie z miażdżącą przewagą ludności
        polskiej i niemieckiej (a także węgierskiej). A może jest inaczej - może to
        Polacy byli nielojalni wobec Niemiec wszczynając powstania: wielkopolskie i
        śląskie? Może powinni byli być lojalni wobec Rzeszy, na terenie Warthelandu -
        bądź co bądź włączonego dekretem Hitlera (coś jak decyzja Masaryka) do Rzeszy
        (coś jak Czechosłowacja)? I na koniec pytam się: gdzie lojalność Czechów wobec
        władz Protektoratu, gdy (dopiero) w maju 1945roku zwrócili się przeciwko
        wojskom niemieckim na nieodłącznym terenie Rzeszy Wielkoniemieckiej - w
        Protektoracie Czech i Moraw!
        Najlepszym dowodem na słuszność polskiej akcji w 1938r. są dwa fakty:
        1.Czeskich kolonistów (jakby ktoś nie rozumiał - tacy czescy Volksdeutsche -
        czyli Volkstschechen)wyrzucali spontanicznie miejscowi Polacy - a więc: nie
        pragnęli oni władzy ČS, byli zadowoleni z powrotu do Polski, rzady czeskie były
        dla nich dokuczliwe (stąd brzydkie, ale zrozumiałe pragnienie zemsty...).
        2.Dziś na Zaolziu, niewiele jest miejsc gdzie Polacy stanowią choćby połowę
        populacji - a przed wojną było odwrotnie. Zostali w państwie Czechosłowackim
        zbohemizowani - gdyż obcy okupant nie umiał i nie chciał zapewnić im właściwych
        warunków rozwoju...

        Dobrze jest bić się w piersi za swoje winy - ale nie winy urojone i wmówione
        nam przez bezczelnych (w tym wypadku) sąsiadów.

        p.s.:Cieszyn Zachodni zawsze był czeski - ale jeszcze wróci do macierzy
    • ignorant11 CZESI 07.08.03, 04:13
      CZESI
      Nowa encyklopedia powszechna PWN © Wydawnictwo Naukowe PWN SA


      CZESI, naród zachodniosłow. zamieszkujący gł. Czechy (9,7 mln), mieszkają
      również w USA (ok. 500 tys.), Słowacji (ok. 63 tys.), Kanadzie (ok. 50 tys.),
      Francji, Niemczech, ogółem ok. 10,4 mln; język czeski. Ludność słow. napłynęła
      na te tereny (określane hist. nazwą łac. Bohemia) w V w. Były to plemiona
      Czechów, Chorwatów czes., Łuczan, Zliczan, Dudletów, Deczan, Pszowian. Po
      upadku państwa wielkomorawskiego, na przeł. IX i X w. zjednoczyły się wokół
      najsilniejszego plemienia — Czechów; powstało państwo z dyn. czes. Przemyślidów
      na czele; w IX w. rozpoczął się proces chrystianizacji Czechów; od 2 poł. XII
      w. w obrębie Rzeszy; od 1526 podlegali władzy Habsburgów, później wchodzili w
      skład monarchii austro-węg. (do końca I wojny świat.). W XVI–XIX w. wyraźne
      nasilenie wpływów niem., zwł. w wyższych warstwach społ.; mimo germanizacji
      język i kultura czes. przetrwały w warstwach ludowych. W XIX w. rozpoczął się
      proces odrodzenia nar., zainicjowany przez czes. inteligencję (początki nauki i
      literatury w języku czes.), w wyniku którego ukształtował się współcz. naród
      czeski.
      Czesi w Polsce. W II RP mieszkało 38 tysięcy Czechów (spis z 1931); gł. rolnicy
      w woj. wołyńskim (osiedlali się tam od 2 poł. XIX w.) oraz 4 tys. w woj. łódz.,
      gł. w Zelowie (od pocz. XIX w.), przede wszystkim rzemieślnicy i robotnicy.
      Ludność czes. nie brała udziału w życiu polit. Polski, natomiast przywiązywała
      wielką wagę do zachowania tradycji oraz odrębności nar.; na Wołyniu istniały
      szkoły czes., działała Czes. Macierz Szkolna i inne lokalne organizacje (m.in.
      Tow. Roln., Stowarzyszenie Sport. „Sokół”wink. Obecnie Polskę zamieszkuje ok. 4
      tys. Czechów, gł. w Zelowie i okolicy; tworzą wspólnie ze Słowakami Tow. Społ.-
      Kult. Czechów i Słowaków (zał. 1957), wydają pismo „Żivot”.

      J. TOMASZEWSKI Mniejszości narodowe w Polsce XX wieku, Warszawa 1991.


      WIĘCEJ;

      encyklopedia.pwn.pl/15153_1.html
      • ignorant11 Aglicy chcieli spłacić dług za orłow-lotników? 30.08.03, 23:37
        Czechy/ Brytyjscy ochotnicy chcieli bronić Praskiej Wiosny

        (PAP) 20-08-2003, ostatnia aktualizacja 20-08-2003 14:54

        20.8.Praga (PAP) - Na kilka tygodni przed inwazją wojsk Układu Warszawskiego na
        Czechosłowację w 1968 roku w kraju tym przebywało kilkudziesięciu brytyjskich
        ochotników wojskowych, którzy chcieli wesprzeć ówczesne władze w walce z
        interwentami

        Wiadomość taką podał w najnowszym dodatku magazynowym czeski dziennik "Pravo".
        Według byłego pracownika sekcji brytyjskiej w ministerstwie spraw zagranicznych
        Czechosłowacji Jana Mrazka, ówczesne władze brytyjskie, mocno sympatyzujące z
        Praską Wiosną, sondowały różne możliwości wsparcia ówczesnych przemian

        O możliwościach pomocy wojskowej Mrazek rozmawiał m.in. z korespondentem
        wojennym "Timesa" Charlesem Humem (bratankiem byłego brytyjskiego premiera) i
        ówczesnym konserwatywnym posłem Montgomerym Hydem, który w czasie II wojny
        światowej był szefem brytyjskiego wywiadu na Dalekim Wschodzie

        W pierwszych dniach lipca 1968 roku, kiedy w kręgach ówczesnych władz coraz
        głośniej zaczęto mówić o możliwej interwencji, a naciski Rosjan na ekipę
        Alexandra Dubczeka nasilały się, czechosłowackie ministerstwo spraw
        zagranicznych otrzymało anonimowy (jak ustalono, napisany na maszynie
        brytyjskiej ambasady w Pradze) tekst, określający warunki, na jakich brytyjscy
        ochotnicy wojskowi gotowi byliby bronić "integralności terytorialnej
        Czechosłowacji przeciwko interwencji zewnętrznej i w przypadku próby puczu"

        Jan Mrazek (który przed 1968 rokiem przez wiele lat pracował jako dyplomata w
        Londynie) opisał spotkanie z mężczyzną, który przedstawił się jako Cape, a
        który - jak ocenił Mrazek - był przedstawicielem brytyjskiego wywiadu i
        koordynował akcję brytyjskich ochotników wojskowych, chcących walczyć w
        Czechosłowacji w obronie Praskiej Wiosny

        Od mężczyzny tego dowiedział się, że grupy ochotników (w większości
        czechosłowackich emigrantów) przebywają już w okolicach Pragi, Brna i
        Bratysławy. Kilka grup oczekiwało ponoć na rozkaz w Austrii w regionach
        przygranicznych. W Pradze ochotnicy zakonspirowani zostali jako statyści,
        występujący w kręconym tam akurat amerykańskim filmie wojennym "Most w Remagen"
        (The Bridge at Remagen)

        Ostatecznie czechosłowackie władze nie przyjęły pomocy brytyjskich ochotników.
        Jan Mrazek sądzi, że całą akcję podjęto z inicjatywy rządzącej wówczas w
        Wielkiej Brytanii Parti Pracy, za wiedzą i zgodą premiera Harolda Wilsona,
        który jednak oficjalnie nie mógł jej wesprzeć

        Zbigniew Krzysztyniak (PAP) dmi/ kan/ mw/

    • ignorant11 Czechy zaczną reformę finansów 26.09.03, 20:59
      Czechy zaczną reformę finansów


      d, PAP 26-09-2003, ostatnia aktualizacja 26-09-2003 20:37

      Czeski parlament uchwalił w piątek wszystkie projekty ustaw związanych z
      reformą finansów; jest ich jedenaście. To podwójny sukces czeskiego rządu
      koalicyjnego Vladimira Szpidli, który kilka godzin wcześniej przetrwał
      głosowanie nad wotum nieufności

      Rządowy pakiet reform wprowadza cięcia w wydatkach budżetowych i zmiany
      podatkowe. Celem reformy jest zmniejszenie deficytu do 4 proc. PKB w 2006 r. z
      oczekiwanych w tym roku 7 proc. Wśród uchwalonych reform znalazło się stopniowe
      podnoszenie wieku emerytalnego, tak by w 2013 r. mężczyźni i bezdzietne kobiety
      przechodzili na emeryturę po ukończeniu 63 lat. Obniżany ma być z kolei wymiar
      wcześniejszych emerytur. Obniżony został też zasiłek chorobowy: za pierwszy
      trzy dni zwolnienia lekarskiego - aż do połowy obecnego poziomu. Niższy będzie
      także zasiłek za pierwsze 14 dni zwolnienia.

      Posłowie uchwalili też zamrożenie na trzy lata wynagrodzeń urzędników
      państwowych, których płaca nie będzie mogła przekraczać trzykrotności
      przeciętnego wynagrodzenia w sektorze publicznym.

      "Położyliśmy solidne fundamenty pod budżet" - skomentował po głosowaniu premier
      Szpidla. Minister finansów Bohuslav Sobotka przypomniał, że przegłosowany
      pakiet to dopiero początek głębokiej reformy finansów
      publicznych. "Przygotowujemy drugą fazę, która rozpocznie się wraz ze złożeniem
      trzech projektów ustaw dotyczących walki z szarą strefą" - zapowiedział.
    • ignorant11 W Czechach tylko do końca miesiąca będzie można pł 03.10.03, 00:51
      W Czechach tylko do końca miesiąca będzie można płacić 10- i 20-halerzówkami


      Tomasz Grabiński 02-10-2003, ostatnia aktualizacja 02-10-2003 21:50

      Tylko do końca października będzie można płacić w Czechach najmniej
      wartościowymi monetami - 10- i 20-halerzówkami (ok. 14 i 28 gr). Czeski Bank
      Narodowy wycofuje je z obiegu, m.in. dlatego, że koszty produkcji są dwukrotnie
      wyższe od ich wartości. Na dodatek z tymi monetami były same problemy

      - Od kilku lat te monety były tylko kawałkiem blaszki jednokrotnego użytku -
      mówi Jan Frait z rady banku centralnego. W przeciwieństwie do pozostałych monet
      o wyższej wartości większość Czechów wyciągała bowiem "dziesiątki"
      i "dwudziestki" z portfeli i portmonetek, wskutek czego nie wracały one do
      obiegu. Np. z 10-halerzówek wydanych w 2001 r. do banku centralnego wróciło
      tylko 19,2 proc., podczas gdy dla pozostałych monet wskaźnik ten wynosił ponad
      86 proc. Tymczasem duże sieci handlowe słały do banku centralnego nieustanne
      zamówienia na monety o najniższym nominale. By je spełnić, bank musiał
      produkować nowe. Szacuje się, że dzięki wycofaniu 10- i 20-halerzówek Czeski
      Bank Narodowy zaoszczędzi 20-30 mln koron (2,8-4,2 mln zł).

      Przedstawiciele banku uspokajają, że ta operacja nie powinna spowodować dużego
      wzrostu cen. W najbardziej pesymistycznym wariancie (jeśli wszystkie ceny
      zaokrąglono by w górę) ceny towarów wzrosłyby o 0,5 proc., a w wypadku
      produktów o wartości do 50 koron o ponad 1 proc. Manipulowanie cenami powinna
      jednak ograniczyć konkurencja na rynku. Jeden z operatorów komórkowych
      zapowiedział już, że wszystkie rachunki będzie zaokrąglał tylko w dół.

      Zgodnie z zaleceniem banku centralnego dotychczasowe ceny w sklepach powinny
      pozostać bez zmian. Do połowy lub pełnej korony będzie zaokrąglana dopiero
      ostateczna cena za wszystkie zakupy. Klientom z kolei też nie będzie łatwo
      pozbyć się w październiku zbieranych przez lata monet. Sprzedawca może odmówić
      przyjęcia więcej niż dziesięciu monet naraz.

      Banki komercyjne będą wymieniać wycofane halerze jeszcze przez rok, a bank
      centralny do końca października 2009 r. Szacuje się jednak, że wróci do niego
      najwyżej jedna trzecia monet, a większości Czechów nie będzie się chciało
      fatygować do banku. Monety będzie można wymienić za darmo, ale pod warunkiem że
      będą zapakowane w rulony po 50 lub 100 sztuk.

      Pierwotnie halerze o najmniejszym nominale miano wycofać jeszcze w maju.
      Decyzję przesunięto, by mieć więcej czasu na dostosowanie cen regulowanych
      przez państwo, m.in. znaczków pocztowych i energii. Bliski podjęcia podobnego
      kroku jak Czesi jest również Narodowy Bank Słowacji.

      W połowie roku w obiegu było 705 mln monet 10-halerzowych i 540 mln 20-
      halerzówek. W sumie ważyły 822 tony. Statystycznie każdy mieszkaniec Czech ma w
      domu 69 "dziesiątek" i 53 "dwudziestki". Monety 10-halerzowe wprowadzono do
      obiegu przed 80 laty, a "dwudziestki" dwa lata wcześniej. W latach 1953-70
      wzorem radzieckim zastąpiono je monetami o wartości 25 halerzy.
    • ignorant11 Re: Czechy Armia zawodowa 20.10.03, 19:55

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka