Dodaj do ulubionych

Centrum wypędzonych po słowacku

12.11.03, 15:06
Bardzo ciekawy artykul!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

HISTORIA PISANA NA NOWO


W krajach Europy Wschodniej istnieje już jedno muzeum wypędzonych, na którego
kształt istotny wpływ wywarły ziomkostwa niemieckie. To bratysławskie muzeum
Niemców karpackich. Warto potraktować je jako przykład wizji historii
wypędzeń, która może zdominować ewentualne Centrum przeciw Wypędzeniom w
Berlinie.

Muzeum Niemców Karpackich znajduje się poza głównymi szlakami bratysławskiej
Starówki. Mała zabytkowa kamienica przy ulicy Żiżkowej przycupnęła u podnóża
zamku. Muzeum działa od 1994 roku, a jego oficjalnym celem jest ukazanie
ponad ośmiu wieków obecności Niemców na ziemiach leżących dziś w granicach
Słowacji.

Większość ekspozycji przedstawia, jak w ciągu stuleci Niemcy zakładali
miasta, tworzyli kulturę i sztukę, jak budowali kopalnie i zakłady
przemysłowe. Udokumentowano miejscową gwarę niemiecką, stroje i obyczaje.
Osobna część wystawy - nieporównanie skromniejsza - ukazuje życie polityczne
Niemców karpackich pod władzą korony węgierskiej, okres istnienia
Czechosłowacji i wreszcie podległego Hitlerowi państwa słowackiego księdza
Jozefa Tisy.

Zniszczona przyjaźń

O najbardziej istotnych dla współczesnych losów Niemców latach 1918 - 1945
muzeum informuje w liczącym tylko sześć zdań tekście towarzyszącym
ekspozycji. Fragment dotyczący lat 1938 - 1945 brzmi: "Podobnie jak nie
wszyscy Słowacy, tak i nie wszyscy Niemcy karpaccy byli w tym czasie w pełni
zjednoczeni w służbie niemieckiemu nazizmowi. Na mocy traktatu między
Słowacją (czyli państwem ks. Tisy z lat 1939 - 1945 - przyp. P.S.) a Rzeszą
Niemcy otrzymali autonomię polityczną, kulturalną i szkolną. Powstanie, które
wybuchło jesienią 1944 roku, dotknęło Niemców karpackich mieszkających w
odosobnionych miejscowościach i w Hauerlandzie (niemiecka nazwa rejonu w
środkowej Słowacji). Tak rozpoczęła się droga przez mękę Niemców słowackich".

Obok tej skrótowej informacji zamieszczono zdjęcia ilustrujące cierpienia
Niemców. Na wystawie znalazły się fotografie masowych grobów niemieckich
cywili zabitych w słowackim powstaniu narodowym, z dokładnym wyliczeniem
spalonych wsi i liczbą ofiar. Opisywane są też powojenne deportacje Niemców
ze Słowacji. Potępionym dekretom Edvarda Benesza (były podstawą do
pozbawienia majątku oraz wydalenia z Czechosłowacji Niemców i Austriaków -
red.) towarzyszy nazistowska karykatura czechosłowackiego prezydenta.
Obejrzeć można zdjęcia obozu internowania w Petzalce, dokumenty wyjazdowe i
sceny z pociągów wywożących Niemców. "Tak w latach 1944 - 1947 została
zniszczona trwająca ponad 800 lat nadzwyczaj płodna kultura i przyjazne
współżycie Niemców karpackich i Słowaków" - podkreśla się w katalogu wystawy.

Zwiedzający, który nie zna dziejów okresu przedwojennego i lat drugiej wojny
światowej, z trudem domyśli się, co mogło spowodować decyzję o wysiedleniu
Niemców karpackich. Przybysz na przykład z Japonii może zachwycić się bogatą
wielowiekową kulturą Niemców na Słowacji i uznać, że oto Słowacy jednej nocy
wpadli w amok szowinizmu i wygnali bez powodu naród, który od średniowiecza
budował wspólne z nimi państwo.

Niemiecka kolonizacja zaczęła się na terenach dzisiejszej Słowacji w XIII
wieku. Węgierscy królowie, którzy władali wówczas tymi ziemiami, ściągali z
Niemiec specjalistów od wydobywania złota i srebra. To oni stworzyli górnicze
miasta, takie jak Bańska Bystrzyca, zasiedlili też Spisz. Przejęcie władzy
nad Węgrami przez Habsburgów umocniło pozycję Niemców, choć Wiedeń nie
obdarzał ich specjalnymi przywilejami. Po 1867 roku, gdy powstały Austro-
Węgry, miejscowi Niemcy byli szanowani przez Węgrów za wielowiekową
lojalność. Zdała ona próbę w październiku 1918 r., gdy po klęsce Austro-
Węgier Niemcy ze Spiszu ogłosili, że uznają zwierzchność władz w Budapeszcie.
Jednak wojska czechosłowackie szybko zajęły Słowację i Niemcy musieli uznać
republikę Tomasza Masaryka, gdzie otrzymali zresztą szeroką autonomię. Byli
mniejszością niewielką (około 140 tysięcy) i rozbitą politycznie, ale bardzo
rozwiniętą cywilizacyjnie, ze sprawnymi organizacjami narodowymi.

W latach 20. miał swój początek znamienny dla przyszłości proces - z powodu
braku własnych kadr niemieckie szkoły na Słowacji zaczęły ściągać nauczycieli
z Sudetów. Przybysze przywlekli na Słowację nieznaną tu wcześniej ideologię
pangermanizmu.



Obserwuj wątek
    • msciwoj24 Re: Centrum wypędzonych po słowacku 12.11.03, 15:07
      Szowinizm zamiast lokalnego patriotyzmu

      Sudety już od przełomu XIX i XX wieku zaczęły spoglądać na Berlin, krytykując
      tolerancję Habsburgów wobec "słowiańskiego zalewu". Właśnie pod wpływem Niemców
      sudeckich stary prowęgierski mieszczański patriotyzm "małej niemieckiej
      ojczyzny" został zastąpiony wielkoniemieckim szowinizmem. Na wzór określenia
      Sudetendeutsche narodowcy zaczęli popularyzować nieznany wcześniej termin
      Karpatendeutsche. W 1929 roku powstała zjednoczona Partia Niemców Karpackich,
      którą po 1933 roku hitlerowcy bez większych protestów zaczęli przejmować i
      organizować na sposób wodzowski. W październiku 1938 roku, czyli już po
      zawarciu traktatu monachijskiego, utworzono nową, zmilitaryzowaną Deutsche
      Partei z własnymi bojówkami. W 1939 roku powstało pod kuratelą Hitlera państwo
      słowackie z księdzem Tiso na czele, a Niemcy karpaccy otrzymali w nim specjalny
      status. Nie ukrywali, że są gwarantem lojalności Tisy wobec III Rzeszy. Mieli
      zresztą własne oddziały w armii słowackiej, a wybrani rekruci kierowani byli do
      przeszkolenia w oddziałach SS tworzonych w Protektoracie Czech i Moraw.

      29 sierpnia 1944 r. wybuchło słowackie powstanie narodowe. Było inicjatywą
      części słowackiego wojska, które przed nadejściem Sowietów chciało zmazać
      kolaborację z nazistami. Niepewni sukcesu oficerowie Tisy weszli w sojusz z
      komunistami, wspomaganymi przez sowieckich oficerów zrzuconych na tyły frontu.
      Po krótkim czasie powstanie upadło, Niemcy rozbroili regularne jednostki
      zbuntowanej armii, ale wielu Słowaków przeszło do partyzantki. Do walki z nimi
      skierowano oddziały SS, do których wcielono młode roczniki Niemców karpackich.
      Miejscowi Niemcy, doskonale znający teren, dali się we znaki partyzantom, a
      niemieckie wioski stały się naturalnym punktem oparcia dla sił pacyfikacyjnych.
      Potem spirala odwetu kręciła się już sama. Słowaccy partyzanci z zemsty palili
      niemieckie wioski i mordowali wszystkich - kobiety, starców i dzieci. Muzeum
      Niemców Karpackich podaje sześć takich przypadków. Niemcy likwidowali powstanie
      z drobiazgowym i obsesyjnym okrucieństwem - palono słowackie wsie i masakrowano
      ludność cywilną. Udział Niemców słowackich w tych akcjach zapamiętano bardzo
      dobrze.

      Tych, którzy pragną zrozumieć atmosferę tamtych miesięcy, odsyłam do wydanej w
      Polsce powieści "Lasy milczą" Josefa Horaka, który opisuje spiralę przemocy na
      przykładzie małej tatrzańskiej wsi. "Co było niemieckie, wszystko powstało
      przeciw nam. I niedorosłe dzieci strzelały. Znienacka, z zasadzki. Nie
      oszczędzili nikogo, partyzant był zwierzęciem. Zabijali ich, gdzie się dało. I
      nasi nie inaczej. Kiedy cofali się, niszczyli, co było niemieckie. Nienawiść
      rozlewała się i budziła zajadłość. Nawet ci, co byli niezdecydowani, wybierali
      drogę zemsty" - pisze Horak.

      Dziś takie książki jak napisane w 1947 roku "Lasy milczą" Niemcy słowaccy łatwo
      dyskredytują jako komunistyczną propagandę. Na łamach "Heimatblatt",
      oficjalnego pisma ziomkostwa karpackiego w Austrii, słowackie powstanie
      narodowe określa się dziś jako "ordynarną bandycką wojnę za niemieckimi liniami
      frontu", która zmusiła Niemców karpackich do samoobrony.

      W 1945 roku dwie trzecie Niemców karpackich wycofały się wraz z Wehrmachtem do
      Niemiec i Austrii. Resztę wysiedlono po wojnie, choć zgodę na pozostanie
      uzyskało około pięciu tysięcy Niemców - głównie osoby, które były w stanie
      udowodnić czynną walkę z nazizmem.

      Muzeum w Bratysławie pokazuje, że można milczeć o tym, co zdarzyło się w czasie
      powstania w 1944 roku. Czy można jednak bez wyjaśnienia tego wydarzenia
      zrozumieć to, jak zakończył się ośmiowiekowy pobyt Niemców na ziemi Słowaków?

      Importowane wzorce

      Muzeum odwiedzają głównie niemieccy turyści. Związki Niemców karpackich dbają o
      dobre stosunki z prezydentem Rudolfem Schusterem, który nie ukrywa niemieckiego
      pochodzenia. W wywiadzie dla "Die Welt" w 1999 roku określił on dekrety Benesza
      jako "okrutne i bezprawne", choć jednocześnie, mimo wezwań Niemców słowackich,
      unika bardziej wyrazistej krytyki powojennych wysiedleń.

      Zresztą sami Słowacy są podzieleni, jeśli chodzi o stosunek do swojej historii.
      Zwolennicy partii narodowych starają się rehabilitować państwo Tisy, przeciw
      któremu wybuchła ówczesna rewolta. Powstanie, zafałszowywane przez lata jako
      dzieło komunistów, jest niekiedy przedstawiane jako czyn nieodpowiedzialny,
      który ściągnął na kraj krwawy hitlerowski odwet.

      Przybyszowi z Polski trudno wyzbyć się jednak wrażenia, że historyczne
      rozdwojenie Słowaków wykorzystywane jest przez niemieckich twórców wystawy do
      lansowania rewizjonistycznej wizji historii. Muzeum uzyskało status filii
      Słowackiego Muzeum Narodowego, ale jego szefem i - jak wynika z katalogu
      wystawy autorem ekspozycji - jest dr Ondrej Poess, jednocześnie szef Związku
      Niemców Karpackich na Słowacji. Oficjalnymi współtwórcami i partnerami muzeum
      są: ziomkostwo Niemców karpackich w RFN oraz Fundacja Kulturalna Ziomków
      Karpackich z Karlsruhe.

      Ekspozycja muzeum powstała głównie z eksponatów i dotacji ziomkostwa
      zagranicznego, co miało znaczący wpływ na jej treść. Niewielka pięciotysięczna
      społeczność niemiecka na Słowacji jest w dużym stopniu zależna od dotacji z
      zagranicy i przyjmuje importowane wzorce historii - wzorce odległe od tak
      chętnie przywołanych 800 lat życia na Słowacji.

      • msciwoj24 Re: Centrum wypędzonych po słowacku 12.11.03, 15:08
        Między Wiedniem a Berlinem

        Niemiecka kolonizacja środkowej i wschodniej Europy miała różne oblicza. Polacy
        i narody bałtyckie poznały ją jako agresję Krzyżaków i Kawalerów Mieczowych.
        Późniejsze zabory i agresywna polityka kolonizacyjna Prus przyćmiewają
        pozytywne przykłady asymilacji niemieckich rodów na terenie centralnej Polski i
        Galicji.

        Zupełnie inne doświadczenia miało Królestwo Węgier, gdzie Niemcy potrafili
        przez wieki pokojowo współżyć z narodami korony św. Stefana. Te dobre
        doświadczenia przejęło od Węgrów państwo Habsburgów. Symbolem tej polityki był
        cesarz Franciszek Józef. Stworzył państwo, które stało się przyjaznym domem dla
        wielu narodowości. Niemcy nie byli w nim obarczani żadnymi "misjami" i nigdy
        nie byli "równiejsi" od innych poddanych cesarza.

        Zupełnie inny model symbolizuje Otto von Bismarck, za którego czasów pojawiła
        się obsesja germańskiej misji na wschodzie i teza o politycznych obowiązkach
        wobec Berlina Niemców mieszkających w Europie Środkowej. To "pangermańskie
        ukąszenie", podjęte przez nazistów, zamieniło z czasem niemieckie wspólnoty w
        paramilitarne awangardy podbojów III Rzeszy.

        Walka tych dwóch mentalności miała swe początki już w ostatnich latach rządów
        Franciszka Józefa. Doskonale opisuje to Joseph Roth, który w powieści "Krypta
        kapucynów" wkłada jednemu z wiedeńczyków w usta takie oto
        spostrzeżenie: "Oczywiście już tylko Słowacy oraz galicyjscy Polacy i Rusini,
        tylko chałaciarze z Borysławia i handlarze koni z Baczki, tylko muzułmanie z
        Sarajewa i sprzedawcy kasztanów z Mostaru - śpiewają jeszcze hymn ÇBoże
        wspieraj CesarzaČ. Bo już niemieccy studenci z Brna i Egeru, dentyści,
        aptekarze, czeladnicy fryzjerscy i artyści - wszyscy ci wołowaci alpejczycy -
        śpiewają ÇWacht am RheinČ. Zobaczycie, moi panowie, że ta wierność Nibelungom
        zgubi Austrię".

        Wierność Nibelungom po dwudziestu latach zamieniła się w wierność Hitlerowi.
        Istotnie najpierw zgubiła Austrię, ale niedługo potem i wszystkie niemieckie
        wspólnoty w środkowej i wschodniej Europie. Rozpamiętujący wieki niemieckiej
        obecności na wschodzie liderzy ziomkostw nie chcą uznać do dziś znaczenia tej
        duchowej przemiany.

        Erika Steinbach, szefowa Związku Wypędzonych, opisując okropność wysiedleń XX
        wieku, wskazywała, że wcześniej władcy toczyli wojny i zmieniali granice, ale
        nigdy nie przychodziło im na myśl przesiedlać całych narodów. Pani Steinbach w
        swoim myśleniu nie bierze pod uwagę przemian pierwszej połowy XX wieku.
        Istotnie, o ile w czasie wojen Fryderyka Wielkiego niemiecka ludność cywilna
        nie była traktowana jako oparcie dla ofensyw pruskich marszałków, o tyle w
        polityce III Rzeszy całym niemieckim wspólnotom wyznaczono strategiczne
        zadania. Doskonale ilustruje to przypadek Niemców karpackich. Najpierw Hitler
        zdominował ich politycznie, potem zaczął uzbrajać i szkolić wojskowo, potem
        uczynił z nich gwarantów swych wpływów w Słowacji Tisy, by wreszcie użyć ich do
        zwalczania słowackiego powstania.

        Dramat nie rozegrał się jednak z dnia na dzień. Co stara, wychowana za
        Habsburgów generacja uczyniła, żeby zablokować wpływ wysłanników z Berlina?
        Nazistowskie "zglajszachtowanie" niemieckich wspólnot odbywało się zazwyczaj
        bez większego oporu, tak jak bez większego oporu zamalowywano na brunatno same
        Niemcy. Można pytać, czy Niemcy z Bańskiej Bystrzycy mogli uniknąć poboru do
        SS? Karą za sprzeciw była kula w łeb, ale o takim rozwoju wydarzeń trzeba było
        myśleć w spokojnych latach 20. i 30., gdy sudeccy nauczyciele zaczynali
        zwoływać potajemne zbiórki połączone z nauką obsługi mauzera.

        Doświadczenie wszystkich tych, którzy stracili najbliższych wskutek współpracy
        miejscowych Niemców z siłami pacyfikującymi powstanie, musiało wywołać w
        Europie Środkowej przyzwolenie na deportacje Niemców.

        Obrońcy bratysławskiej ekspozycji wskazywać będą zapewne, że o latach wojny
        opowiada tylko parę gablot. Cóż to jest - zapytają - wobec większości wystawy
        zapełnionej przez stroje ludowe, zdjęcia ze świąt górniczych i pamiątki z
        karpackich wsi? Problem jednak w tym, że przemilczenie wydarzeń z lat 30. i 40.
        zakłamuje całą ekspozycję.

        Brak wiary

        - Dlaczego nam się nie wierzy? - tak współtwórca Fundacji Wypędzonych Peter
        Glotz pytał Polaków wątpiących w rzetelność przedstawienia historii w przyszłym
        Centrum przeciwko Wypędzeniom w Berlinie.

        Brak wiary wynika z obserwacji. Sposób, w jaki swoje dzieje prezentują
        ziomkowie karpaccy, każe zapytać, czy podobna wizja historii - pełna
        szowinistycznych stereotypów, przemilczająca kwestię odpowiedzialności Niemców
        za własny los - nie zostanie przedstawiona w Berlinie. -

        www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_031108/plus_minus_a_6.html
    • msciwoj24 Re: Centrum wypędzonych po słowacku 12.11.03, 15:13
      Zwiedzający, który nie zna dziejów okresu przedwojennego i lat drugiej wojny
      światowej, z trudem domyśli się, co mogło spowodować decyzję o wysiedleniu
      Niemców karpackich. Przybysz na przykład z Japonii może zachwycić się bogatą
      wielowiekową kulturą Niemców na Słowacji i uznać, że oto Słowacy jednej nocy
      wpadli w amok szowinizmu i wygnali bez powodu naród, który od średniowiecza
      budował wspólne z nimi państwo.29 sierpnia 1944 r. wybuchło słowackie powstanie
      narodowe. Było inicjatywą części słowackiego wojska, które przed nadejściem
      Sowietów chciało zmazać kolaborację z nazistami. Niepewni sukcesu oficerowie
      Tisy weszli w sojusz z komunistami, wspomaganymi przez sowieckich oficerów
      zrzuconych na tyły frontu. Po krótkim czasie powstanie upadło, Niemcy rozbroili
      regularne jednostki zbuntowanej armii, ale wielu Słowaków przeszło do
      partyzantki. Do walki z nimi skierowano oddziały SS, do których wcielono młode
      roczniki Niemców karpackich. Miejscowi Niemcy, doskonale znający teren, dali
      się we znaki partyzantom, a niemieckie wioski stały się naturalnym punktem
      oparcia dla sił pacyfikacyjnych. Potem spirala odwetu kręciła się już sama.
      Słowaccy partyzanci z zemsty palili niemieckie wioski i mordowali wszystkich -
      kobiety, starców i dzieci. Muzeum Niemców Karpackich podaje sześć takich
      przypadków. Niemcy likwidowali powstanie z drobiazgowym i obsesyjnym
      okrucieństwem - palono słowackie wsie i masakrowano ludność cywilną. Udział
      Niemców słowackich w tych akcjach zapamiętano bardzo dobrze.

      Na łamach "Heimatblatt", oficjalnego pisma ziomkostwa karpackiego w Austrii,
      słowackie powstanie narodowe określa się dziś jako "ordynarną bandycką wojnę za
      niemieckimi liniami frontu", która zmusiła Niemców karpackich do samoobrony.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka