ignorant11
23.11.03, 19:54
Sława!
Stara wietnamska baśń opowiada historię dwóch braci. Gdy starszy z nich
odziedziczył po rodzicach majątek, zaczął gardzić młodszym i obarczać go
najcięższymi zajęciami. Ciemiężony brat odszedł z domu i dzięki pracowitości
zdobył majątek. Starszy, rozleniwiony dostatkiem, nie potrafił zmusić się do
ciężkiej pracy i popadł w biedę. Tę dalekowschodnią przypowieść powinni teraz
wziąć sobie do serca Czesi, Polacy i Węgrzy.
Gdy 10 lat temu rozpadła się Czechosłowacja, świat przyzwyczaił się widzieć
Słowaków jako naród biedny, mimo że na głowę obywatela rocznie przypada 10,4
tys. euro. Tylko
o 2 tys. euro mniej niż w przypadku Czechów, którzy cieszą się opinią
zamożnych. Takie postrzeganie Słowacji wkrótce może się zmienić. Bratysławski
rząd gruntownie zaczął reformować gospodarkę, dystansując sąsiadów, do
niedawna uważanych za regionalnych liderów przemian gospodarczych.
Reformy są Słowakom niezbędne, by ich gospodarka rosła, ale także, by mogli
szybko wejść do strefy euro. Wyścig do wspólnej waluty już się rozpoczął.
Większość krajów wstępujących w maju do Unii prowadzi rozmowy na temat
przystąpienia do systemu ERM 2, który jest rodzajem poczekalni przed
przyjęciem euro.
Słowacy, Czesi, Węgrzy i Polacy spieszą do euro, bo zdają sobie sprawę z
tego, że członkostwo w samej UE to tylko połowa sukcesu, cały zapewnia
dopiero przyjęcie wspólnego pieniądza. Nie dość, że daje stabilizację
walutową, to niweluje ryzyko kursowe dla firm w handlu zagranicznym. Żeby móc
przyjąć euro, trzeba jednak spełnić wyśrubowane kryteria z Maastricht - w tym
przede wszystkim deficyt budżetowy nieprzekraczający 3 proc. PKB. Słowacy
tego kryterium nie spełniają (deficyt w ubiegłym roku sięgał 7,2 proc.). Sęk
w tym, że nie oni jedni mają z tym kłopoty. Wysokie deficyty - w okolicach 5
proc. PKB - dławią również gospodarki Węgier, Polski i Czech. O ile jednak te
kraje głównie tylko mówią o reformach, Słowacy z determinacją wprowadzają je
już w życie.
Wiedzą bowiem, że na taryfę ulgową nie ma co liczyć. Bruksela już ma kłopoty
ze zdyscyplinowaniem rządów Francji czy Niemiec, gdzie deficyty trzeci rok z
rzędu przekraczają ustalony próg. Gdyby państw z nadmiernym deficytem
przybyło, mogłoby to podkopać zaufanie do wspólnej waluty, a na to Komisja
Europejska nigdy się nie zgodzi. Z kolei podporządkowanie się sztywnym
kryteriom euro wyjdzie gospodarce tylko na dobre - dzięki niezbędnym reformom
i niskiemu deficytowi zyska ona szanse na znacznie szybszy i trwalszy rozwój.
Zdaje sobie z tego sprawę słowacki rząd Mikulasza Dziurindy. Dlatego pod
koniec października, bez zbędnych debat, parlament przegłosował 19-procentowy
podatek liniowy - obejmujący firmy, osoby fizyczne i VAT. Zastąpi on
skomplikowany system różnych stawek podatkowych oraz ulg i odliczeń. Na
przykład firmy płaciły fiskusowi do tej pory według stawki 25 proc., a
zwykłych ludzi obowiązywało aż pięć stawek.
Rząd w Bratysławie liczy, że niższe podatki ściągną więcej inwestorów. I nie
myli się. Tylko w ostatnich tygodniach liczne międzynarodowe korporacje, ale
także firmy z Czech, postanowiły otworzyć swoje filie właśnie na Słowacji, by
tam płacić niższe podatki. Co prawda w ciągu trzech lat także w Czechach
podatek dla firm ma się stopniowo zmniejszać - z 31 proc. dziś do 24 proc. w
roku 2006. Jednak Czechy pozostaną w tyle już nie tylko za Słowacją, ale
również Polską (19 proc.) i Węgrami (18 proc.). Ale nasze kraje Słowaków
doganiają tylko pod tym względem, bo już stawki podatku dla osób fizycznych i
VAT są nadal inne niż dla firm.
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
www.pajacyk.pl
Ignorant
+++