Dodaj do ulubionych

Kosmos Jarockiego?

17.10.05, 11:38
Był kto w Narodowym na tym? straszna nuda czy tylko trochę mniejsza?
Obserwuj wątek
    • Gość: kulka Re: Kosmos Jarockiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 19:36
      nareszcie w tn spektakl, z ktorym warto dyskutowac. dojrzala i przemyslana
      wizja mistrza. kapitalna scenografia. swietni zapasiewicz i seniuk oraz mlody
      hycnar. mialam troche watpliwosci co do hamerskiego chociaz nie zgadzam sie, ze
      to porazka jak twierdza niektorzy. doskonaly tez drugi plan: fudalej,
      kozuchowska, bonaszewski, bobrowski, baar i solarz. po roznych gniotach typu
      happy end, wladza czy rzeznia, kosmos ratuje honor narodowej sceny.
        • Gość: ewa Re: Kosmos Jarockiego? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.10.05, 23:36
          nie jest to żadne arcydzieło, ale - wybaczcie ten wtręt: jak na narodowy -
          dobre, porządne przedstawienie, pierwsze takie od długiego czasu. Świetne Anna
          Seniuk i Beata Fudalej, ale największe brawa dla Marcina Hycnara. Trzymam za
          niego kciuki od prawie trzech lat - czyli od jego pierwszego egzaminu na
          pierwszym roku, już wtedy był wspaniałym, dojrzałym aktorem; i taki jest jego
          debiut w narodowym!
            • Gość: Klakier Re: Kosmos Jarockiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.05, 00:16
              Don Giovanni, też tak uważam jeżeli chodzi o Witolda. Klucz młodego studenta jest za prosty w interpretacji w połaczeniu z ascetyczną, ale bogatą w znaczenia scenografia. TEż myślełem o Bonaszewskim, ale z tego co sie dowiedziałem, Jarocki koniecznie chciał mieć młodego aktora.
              Faktycznie, spektakl nie jest może arcydziełem, ale za to scenografia jest!!!!
              Jej zmiany znaczeniowe ze sceny na scenę sa materiałem na poważny naukowy esej. Jestem ciekaw ilu krytyków roziąże łamigłówkę wpisaną w przestrzeń. Przyznam, ze domyśliłem sie tylko części. Brawo Juk-Kowarski.
              A propos, macie jakieś typy kto mógłby zagrać jeszcze Witolda z aktorów młodego pokolenia?

            • Gość: Fellini Re: Kosmos Jarockiego? IP: 212.244.179.* 21.10.05, 10:03
              Fudalej obezwładnia! Fudalej genialna!

              Niech mi tylko ktoś wytłumaczy dlaczego - bo w kontekście całego przedstawienia
              jej koncepcja roli "niedorozwinięty kocmołuch" nie ma za dużo sensu. A wszystko
              tylko dlatego, że gombrowicz wymyślił, że ona ma wywinięta wargę... ale
              przeciez nie jest nienormalna.

              Co do Hycnara - jesli ktoś od trzech lat obserwuje jego postępy (znaczy ktoś z
              branży) niech wie, że to żadne debiut w TN - MH debuiutował w "2 maja"
              Saramonowicza. (Z dwojga ja też wolałbym debiutowac u Jarockiego).

              Jeszcze raz wybiorę sie na "Kosmos" - nie przypuszczałęm, ze powstanie tak
              udany spektakl - chciałbym prz najbliższej okazji zastanowić się nad senseami,
              które Jarcoki wpisał w swoja adaptację.


              • Gość: Don Giovanni Re: Kosmos Jarockiego? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.10.05, 14:17
                Można powiedzieć to tak:Fudalej genialna,chciaż sam pomysł na tę postać mnie
                także się nie podobał.Robiąc z Katasi wariatkę Jarocki wpadł w niepotrzebną
                rodzajowość,Katasia powinna być najnormalniejszą dziewuchą pod słońcem,a jej
                delikatny - powtarzam:delikatny - uszczerbek na urodzie był podnietą dla
                znudzonej wyobraźnie nieszczęśliwego Witolda.
                Nie wiem dlaczego Hamerski nie potrafił nadać Witoldowi wymiaru głęboko
                skrywanej tragedii,zbliżył się do tego stanu tylko raz - podczas sam na sam z
                Leną.
                Wrażenie było fantastyczne,kiedy wchodziło się na zwykle spowitą w mroku
                widownię,która teraz niemal oślepiała swoją bielą.Ale może trzeba trzeba było w
                czasie spektaklu trochę ją skazić, naruszyć w jakiś anarchiczny sposób ten
                porządek???Te otwierające się przejścia,przekroczenia, na roztaczającą się
                wokół czerń i ta falliczna skała na koniec to trochę za mało chyba.
                Może...
                Przed obejrzeniem żałowałem,że Bonaszewski nie zagra Witolda,al teraz już nie
                żałuję,bo Ludwik to bodaj najgłębiej przemyślana postać w tym przedstawieniu.
                Dobre przedstawienie,ale brakowało mu tego szaleństwa,które podskórnie buzuje w
                powieści.
                Gombrowicz obronił się przed kolejnym mistrzem teatru!!!
                • Gość: Bustaw Re: Kosmos Jarockiego? IP: *.atman.pl / *.atman.pl 25.10.05, 19:09
                  A jednak najważniejsza jest treść - ten gombrowiczowski sceptycyzm wobec
                  ograniczenia możliwości ludzkiego poznania, człowiecza bezradność wyrażona
                  najpełniej w postawach Ludwika i autoironicznie - Witolda. Konwencja
                  groteskowego kryminału to genialny pomysł /wszak niesceniczny/ samego
                  Gombrowicza. Powieść/?/ jest jednak nudnawa, a spektakl porywający. Zrobić z
                  "Kosmosu" sztukę to doprawdy sztuka; widać stary Jarocki jest nadal w świetnej
                  formie.
                  Witolda mógł zagrać inny aktor, występujący w tym spektaklu - Robert Jarociński.
                  Ci którzy go lepiej znają wiedzą jak świetnie potrafi "uprawiać" monolog, jak
                  łatwo potafi skupiać na sobie uwagę przy pomocy tej wewnętrznej energii, której
                  Hamerskiemu wyraźnie brakuje. Ale Jarocki tego chyba nie wiedział...
                  • Gość: gomich Co ze scenografią? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.05, 19:01
                    "Jestem ciekaw ilu krytyków roziąże
                    łamigłówkę wpisaną w przestrzeń. Przyznam, ze domyśliłem sie tylko części"
                    napisał Klakier.
                    Też zrobiła na mnie ogromne wrażenie ascetyczna, ale nośna semantycznie
                    scenografia. Czy jednak aż tyle sensów zawiera i co można w niej dostrzec.
                    Klakier, może podzielisz się swoimi spostrzeżeniami.
                    • Gość: Klakier Re: Co ze scenografią? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.05, 23:42
                      układ współrzędnych i sposoby rysowania perspektywy.
                      scenografia ma dużo wspólnego z oznaczaniem punktu w przestrzeni, także w KOsmosie. X Y Z....
                      Wycinek koła. Kąt.
                      Białe kartki, niezapisana książka.
                      w niektórych scenach izolatka:)
                      wariacja na szachownicę
                      Pusta scena.
                      Łamigłówka. Kostka Rubika.
                      najważniejsze jednak są te współrzędne określające relacje w przestrzeni, punkty względem siebie, wzajemny stosunek
                      Może dlatego Fuks stoi od początku na scenie.

                                    • Gość: gomich Re: Co ze scenografią? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.05, 10:16
                                      Czy "Kosmos" Gombrowicza jest prościutki? Możnaby się spierać... Wydaje mi sie
                                      jednak, że to co zrobili Jarocki z Kowarskim jest znakomitym odbiciem pozornej
                                      prostoty książki, która wciąga w sieć dziwnych, zawikłanych historii, układów i
                                      zdarzeń. To zwracanie uwagi na chaotyczny kosmos, odciąganie uwagi czytelnika
                                      (widza) od istoty rzeczy. Bo czemu Ludwik się powiesił? Hm, zajmowaliśmy sie
                                      śledzeniem znaków, które nie prowadzą do niczego lub prowadzą tylko do rzeczy
                                      już oczywistych. I zarówno Gombrowicz, jak i Kowarski skupiają naszą uwagę na
                                      kosmicznym układzie (współrzędne, strzałki, znakim, itp.), by na koniec zaśmiać
                                      sie głośno i powiedzieć: Trzeba było organizować kosmos samemu, wg własnego
                                      wzoru, wtedy może zauważylibyście więcej i znaleźli odpowiedzi na pytania,
                                      któych ja nie daję. Ale tak spointowana książka (przedstawienie) jest
                                      jednocześnie gorzką krytyką możliwości poznania.
                                      • szlo_sporo Re: Co ze scenografią? 01.11.05, 11:08
                                        Ciekawa interpretacja... Ale o tym, ze ta powiesc jest niesamowicie zlozona,
                                        swiadczy fakt, ze juz dla mnie istnieje powod powieszenia sie Ludwika. I
                                        wpisuje sie on w system znakow, ktore Witold roszyfrowuje, czy raczej wymysla.
                                        Mianowicie Ludiwka zabil sam dyskurs o zabijaniu... Witold, probujacy zbudowac
                                        spojna historie na oparta na zasadzie -przede wszytskim- analogii
                                        (matematycznej) , odnosi tryumf. Jak odpowiedzia na uderzenia mlotkiem jest
                                        zabicie kota, tak na dyskurs o wieszaniu- smierc Ludwika. Wiec z chaosu w koncu
                                        cos sie wylania, nagina do zasad narzuconych przez Witolda.ktory wygrywa, jak
                                        Leon.

                                        Spektaklu Jarockiego jeszcze nie widzialam, ale wasze wzpowiedzi bardzo mnie
                                        zachecily... trzeba by stolice jak najszybciej odwiedzic:)
                                        • Gość: gomich Re: Co ze scenografią? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.05, 14:04
                                          Oczywiście błądzić ("Błądzenie"?) można w nieskończoność i trochę nawet na
                                          tym "chodzenie wokół" Gombrowicza polega. Masz rację. Ludwik wpisuje się w
                                          porządek śmierci-powieszeń wymyślony przez Witolda i Fuksa, ale to nie jest
                                          odpowiedzią na pytanie dlaczego to robi. Nie zapominajmy, że historię opowiada
                                          Witold, a więc i wszystkie wypadki przybierają jego punkt widzenia. Ludwik
                                          wiesza się, ale przeciez nie w odpowiedzi na wiszącego wróbla i patyk. Wiesza
                                          się, bo... - no właśnie, tego nie jesteśmy w stanie dociec, bo sam kosmos
                                          witolda jest już zbudowany: wróbel-patyk-Witold.
                                          A jakie miejsce w tym wszystkim zajmuje Leon, któy drwi sobie trochę z poczynań
                                          detektywów, którego porządek inny niż swój nie obchodzi, dla którego kosmosem
                                          jest bembergowanie. I wszystkich w swój układ pragnie wciągnąć, wszystkich
                                          swojemu układowi podporządkować.
                                          I tak jak mówisz, Witold i Leon wygrywają, bo potrafią wedle własnego zamysłu
                                          poukładać chaos. Inni bohaterowie to tylko znaki, elementy mozaiki. Na koniec
                                          jednak okazuje się, że jedynym przegranym jest widz (czytelnik) i on jeden nie
                                          wie, co zrobić z opowiedzianą historią. Jako wytrawny postmodernista szuka
                                          różnych kluczy (tak jak my), ale nie znajduje. Nie potrafi wybrać jednego wzoru
                                          (jak Leon i Witold). Przegrany skazany na wieczne błądzenie. I sam Gombrowicz
                                          jest chyba bliżej takiego widza niż swoich bohaterów.
                                          • Gość: lia Re: Co ze scenografią? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.05, 21:45
                                            świetnie! bardzo mi sie podoba dyskusja.

                                            jeszcze do postaci Witolda /hamerskiego/ . Uwazaice, że "student' wyczerpuje
                                            jego możliwości? Nasuwają się przecież: młodziak egzystencjalista z lat60
                                            czytujący Sartre'a - sam Gombrowicz, który w tym czasie młody już nie był, ale
                                            takiego siebie wywołuje, pisząc kosmos - pisarz, który wspomina, tworzy na
                                            naszych oczach i jednocześnie przeżywa...

                                            nie twierdze, ze aktor sobie poradził z wieloma możlwościami tej roli, ale
                                            raczej nie poprzestaje na studencie
                                          • szlo_sporo błądzenie? 03.11.05, 16:23
                                            Wedlug mnie- poniewaz to jest ukladanie rzeczywistosci, pokawalkowanej i
                                            belkotliwej, skladajacej sie jedynie z jednowymiarowych znakow bez odniesien (co
                                            widac szczegolnie w narracji: ciagi elementow)- Ludwik jest tylko jednym ze
                                            znakow (zreszta o tym pisales. mozaika- trafna metafora) Nie ma historii
                                            'prawdziwej obiektywnie' czy prawdopodobnej psychologicznie, bo, do diabla, po
                                            co mi wiedziec, dlaczego Ludwik sie zabil?ON nie istnieje jako pelnoprawna
                                            postac.Zakladam, ze - poniewaz rzeczywistosc sie nagiela do praw logiki- Ludwik
                                            motywacji miec nie musi( jest jak kot, tyle ze zabija go sam dyskurs o
                                            wieszaniu, a nie sam siebie... tak mocno dziala logika Witolda). Reguly gry
                                            przyjmujemy na poczatku, od razu wiemy, ze perspektywa bedzie skrajnie
                                            subiektywna. Ale zdecydowanie prawda jest, ze w taki sposob troche mnie na
                                            manowce autor wyprowadza; a gry z czytelnikiem, na tylu poziomach... w tym
                                            chyba tkwi sedno powiesci. Bladzenie to, faktycznie, staly stan czytelnikow
                                            Gombrowicza:). Z zalozenia.(Btw: Nie widzialam "Bladzenia" Jarockiego, ale
                                            czytalam scenariusz iii.... wydalo mi sie, ze nie warto... warto?)

                                            Jako pelnoprawna postac funkcjonuje natomiast Leon.I takze nie sa tu wazne
                                            kryteria obiektywne, bo dla tej grupki 'postaci-znakow', tych wszystkich, ktorZy
                                            przyszli z Leonem na miejsce 'wspomnienia' sens tego zdarzenia nie jest jasny...
                                            Nie moga tego zrozumiec, bo to jest historia Leona. On wygrywa, bo to zrozumiale
                                            dla niego (ite missa est!;))i wtajemniczonego czytelnika, ktory zna kontekst. W
                                            przypadku takiej powiesci mozna chyba jedynie rozwazac rzeczywistosci
                                            'subiektywne'. Ot. namieszalam, ale chyba intencja czytelna;)Nie wydaje mi sie,
                                            ze czytelnik jest przegranym. Jest wtajemniczonym.
    • Gość: Doktor Dolittle Re: Kosmos Jarockiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.06, 13:04
      Mam zamiar wybrac sie do Warszawy po lekturze owych "didaskaliów" - długa
      recenzja Beaty Guczalskiej sugeruje, że może to być dla mnie inspirujące
      przezycie.
      No i bardzo ciekawy wywiad z Hamerskim świadczy o tym, że gość dobrze wie, co
      gra (na pewno nie "wiecznego studenta"), co chyba w przypadku takiej roli, jak
      Witold, jest najważniejsze.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka