Dodaj do ulubionych

Liberalna Słowiańszczyzna: szanse i możliwości

05.12.03, 01:37

Obserwuj wątek
    • ignorant11 Jak być bogatym (1) 05.12.03, 01:41

      • ignorant11 Re: Jak być bogatym (2) 05.12.03, 01:44
        Irlandia: przede wszystkim finanse

        Jeszcze w drugiej połowie lat 70. sytuacja gospodarcza Irlandii była
        beznadziejna. Jedna trzecia ludności żyła poniżej minimum socjalnego,
        zagraniczne długi sięgnęły 560 mln funtów, bezrobocie było najwyższe od 1940
        r., deficyt budżetowy ogłoszono długiem wszechczasów, a inflacja wynosiła 18
        proc. Strajkowali niemal wszyscy: bankowcy, pracownicy komunikacji i
        telekomunikacji oraz emeryci. Ludzie żądali wyższych płac – i dostali je w
        prezencie od przerażonego rządu. Pocztowcom dano niemal 40 proc. podwyżki,
        emerytury podniesiono o 16 proc., zwiększono zasiłki socjalne, 40 tys. osób
        zwolniono od wszelkich podatków, innym zaś zwiększono kwotę wolną od
        opodatkowania. Ta kontynuowana przez następne lata polityka rozdawnictwa
        państwowych pieniędzy doprowadziła do wielkiego kryzysu. W 1987 r. deficyt
        budżetowy sięgnął 11 proc. PKB (w Polsce przekracza obecnie 5 proc.), dług
        publiczny przekroczył 120 proc. PKB (w Polsce szacuje się go na blisko 50
        proc.), a bezrobocie – niemal 20 proc. (tak jak dziś w Polsce).

        Wtedy wybory parlamentarne wygrała republikańska partia Fianna Fail, a na czele
        nowo utworzonego rządu stanął Charles Haughey, który za główny cel postawił
        sobie przeprowadzenie kompleksowej reformy finansów publicznych.

        Jej najważniejszym elementem było ograniczenie wysokości płac w sektorze
        budżetowym – ustalono, że przez pierwsze trzy lata reformy wzrost płac będzie
        niższy od oczekiwanej stopy inflacji (spodziewano się wzrostu cen o 4-4,5
        proc., a umowny wzrost płac ustalono na 3 proc.). W ten sposób unieszkodliwiono
        związki zawodowe, które już kilka razy wcześniej nie dopuściły do reform,
        właśnie żądając podwyżek i organizując radykalne protesty.

        Rząd zapowiedział też obniżkę podatków w przyszłości, co w połączeniu z
        konsekwentną realizacją zapowiedzianej reformy finansów publicznych sprawiło,
        że przedsiębiorcy odważyli się na inwestycje.

        Po rozprawieniu się ze związkami zawodowymi zabrano się do ograniczania
        wydatków socjalnych. Mimo że cięcia były tak znaczne, iż ówczesnego ministra
        finansów Raya MacSharry’ego nazywano Mac the Knife (Mackie nóż), cieszył się
        poparciem wśród zdesperowanych Irlandczyków. Kolejnym krokiem było wprowadzenie
        niskiego 12,5 proc. podatku dla przedsiębiorstw (CIT). Przepisy dotyczące
        inwestorów zagranicznych zmieniono tak, żeby przyciągać zachodni kapitał,
        zwłaszcza amerykańskie firmy z przyszłościowych branż: informatycznej i
        elektronicznej.

        Chile: chłopcy z Chicago

        Dobrze prosperującą w latach 60. gospodarkę chilijską wykończył eksperyment,
        który przeprowadzili na niej socjaliści pod przewodnictwem Salwadora Allende. W
        1970 r. Allende, kandydat lewicowej partii Jedność Ludowa, wygrał wybory
        prezydenckie.

        W kampanii wyborczej obiecał nacjonalizację „strategicznych gałęzi gospodarki”,
        czyli bogactw naturalnych, banków i przemysłu, reformę rolną, ostateczne
        rozwiązanie kwestii bezrobocia i bezdomności oraz powszechną, bezpłatną opiekę
        lekarską.

        Jak powiedział, tak zrobił. Za jego prezydentury znacjonalizowano złoża i
        kopalnie miedzi. Pięć największych kopalń, należących do firm amerykańskich
        Anaconda Copper Corporation, Kennecott Copper Corp. i Cerro Corp., stało się
        własnością państwa. Amerykanom nie dano żadnego odszkodowania za zabrany
        majątek. Przeciwnie – ogłoszono, że to firmy z USA winne są Chile kilkaset
        milionów dolarów za to, iż „osiągały nadmierne zyski”.

        Ekipa Allende zrealizowała też ustawę o reformie rolnej z 1967 r., która
        pozwalała wywłaszczać majątki o powierzchni większej niż 80 ha. Zgodnie z nią
        dotychczasowi właściciele mogli zachować tylko maszyny i inwentarz.
        Wywłaszczanie zaczęło się już za Eduardo Frei, poprzedniego prezydenta, jednak
        to podczas prezydentury Allende ochotnicy z Ruchu Lewicy Rewolucyjnej i
        Rewolucyjnego Ruchu Chłopskiego, nie oglądając się na decyzje urzędników,
        łamali prawo i wyrzucali właścicieli z ich majątków. Również mniejszych niż 80
        ha.

        Kiedy Allende obejmował urząd prezydenta, ceny miedzi były korzystne, wskaźnik
        bezrobocia spadł właśnie poniżej 5 proc., eksport był większy od importu i
        rósł, podobnie zresztą jak produkcja, a rezerwy dewizowe kraju wynosiły
        kilkaset mln dolarów.

        Po dwóch latach jego rządów sytuacja wyglądała o wiele gorzej. Przyspieszenie
        reformy rolnej spowodowało zmniejszenie dostaw żywności na rynek, bo przejęte
        przez lud gospodarstwa w większości zostały doprowadzone do ruiny. W kraju
        zaczęło brakować najpierw artykułów spożywczych, później niemal wszystkiego.
        Ludzie umierali z głodu, a nie było pieniędzy na import żywności. Rezerwy
        dewizowe stopniały z kilkuset do kilkudziesięciu mln dolarów, a zadłużenie
        zagraniczne sięgnęło prawie 4 mld dolarów. Produkcja miedzi w upaństwowionych
        kopalniach spadła o jedną czwartą, a inflacja wzrosła z 22 do 500 proc.

        Wtedy generał Augusto Pinochet dokonał zamachu stanu.
        Admirał Jose Toribio Merino w ekipie Pinocheta odpowiedzialny za uleczenie
        gospodarki zatrudnił zespół młodych liberałów, wykształconych w USA, znanych
        jako „Chicago boys”, którzy reformy rozpoczęli od zlikwidowania państwowych
        nierentownych molochów. Zaprosili także amerykańskie koncerny do ponownego
        zarabiania pieniądze w Chile i wypłacili odszkodowania firmom – ofiarom
        nacjonalizacji przeprowadzonej przez Allende. Np. firma Kennecott dostała od
        chilijskiego rządu 68 mln dolarów odszkodowania za znacjonalizowaną kopalnię
        miedzi w El Teniente. Wstrzymali także przejmowanie majątków i zwrócili dawnym
        właścicielom nielegalnie odebraną ziemię.

        Ich dewizą było: „to rynek, nie państwo, ma określać ceny oraz wpływać na
        wytwarzanie i zbyt towarów”; uwolnili więc ceny i cofnęli wszystkie dopłaty.
        Pierwszym efektem tych zmian był bolesny wstrząs. Chleb kosztował trzy razy
        więcej niż dawniej, a wiele państwowych przedsiębiorstw państwowych upadło.
        Niebawem jednak pojawiły się pierwsze wyniki zachęcające do dalszych reform.

        Za Allende średni wskaźnik wzrostu gospodarczego wynosił 0,8 proc., dziesięć
        razy mniej niż w innych krajach południowoamerykańskich. Natomiast w pierwszych
        ośmiu latach rządów junty średni wskaźnik wzrostu wzrósł w Chile do 3,85 proc.

        Chłopcy z Chicago wydali również wojnę biurokracji. Z 6,2 tys. urzędników
        państwowych admirał Merino pozostawił 1,6 tys. Rozwiązano urzędy powołane do
        kontroli handlu i rozdziału żywności. Przestępstwa gospodarcze i spekulację
        zaczęto karać zgodnie z prawem wojennym. Gospodarka chilijska stała się tak
        stabilna, że przetrzymała recesję i kryzys gospodarczy z lat 80.

        Czas pokazał, że rządy liberałów bardzo się Chile opłaciły. Dziś jest to kraj o
        ustabilizowanej gospodarce, nie wstrząsany – nie licząc wywołanych recesją
        protestów właśnie z lat 80. – protestami społecznymi. Dochód narodowy na głowę
        mieszkańca zwiększył się tam z 1,4 tys. dolarów w 1986 r. do ok. 5 tys. dolarów
        obecnie, a inflacja waha się między 3 a 4 proc. Chile nie sprowadza już
        żywności, przeciwnie – zaczęło ją eksportować. Oprócz tego, że jest największym
        na świecie wytwórcą miedzi, stało się także jednym z ważniejszych dostawców
        celulozy, mączki rybnej, łososia i wina.

        Co kazałby nam zrobić Ronald Reagan

        Pewnego dnia umarło trzech ludzi: chirurg, inżynier i ekonomista. Wszyscy
        spotkali się przed bramą Nieba. Święty Piotr wyszedł do nich i oznajmił, że
        przyjmie tego, kto udowodni, że reprezentuje najstarszą profesję świata. – To
        ja! – ucieszył się chirurg. – Pan Bóg stworzył Ewę z żebra Adama i to była
        pierwsza operacja chirurgiczna. – Nic podobnego – oburzył się inżynier. – Zanim
        Pan Bóg stworzył Adama i Ewę, stworzył przecież Ziemię z Chaosu. W tym momencie
        odzywa się ekonomista: – A jak myślicie, kto stworzył Chaos?

        Tak Ronald
        • ignorant11 Re: Jak być bogatym (3) 05.12.03, 01:45
          Co kazałby nam zrobić Ronald Reagan

          Pewnego dnia umarło trzech ludzi: chirurg, inżynier i ekonomista. Wszyscy
          spotkali się przed bramą Nieba. Święty Piotr wyszedł do nich i oznajmił, że
          przyjmie tego, kto udowodni, że reprezentuje najstarszą profesję świata. – To
          ja! – ucieszył się chirurg. – Pan Bóg stworzył Ewę z żebra Adama i to była
          pierwsza operacja chirurgiczna. – Nic podobnego – oburzył się inżynier. – Zanim
          Pan Bóg stworzył Adama i Ewę, stworzył przecież Ziemię z Chaosu. W tym momencie
          odzywa się ekonomista: – A jak myślicie, kto stworzył Chaos?

          Tak Ronald Reagan kpił w 1964 r. ze zwolenników ekonomii Johna Maynarda Keynesa
          (Keynes, angielski ekonomista z Cambridge w 1936 r. sformułował teorię
          ekonomiczną, zgodnie z którą gospodarka nie może sprawnie funkcjonować bez
          ingerencji państwa). W latach 70. jego doktryna doprowadziła Amerykę do jednego
          z najpoważniejszych kryzysów gospodarczych w jej dziejach. Regulowanie
          gospodarki za pomocą ogromnej ilości produkowanych przez Kongres przepisów,
          nakazów i zakazów oraz poprawianie jej stymulowanym przez rząd popytem
          doprowadziło Stany Zjednoczone do trzech recesji, zakończonych w 1980 r. niemal
          14-procentową i wciąż rosnącą inflacją, 7-procentowym bezrobociem, spadkiem
          wzrostu gospodarczego, wzrostem wydatków państwowych i podatków.

          Ameryka Reagana bardzo różni się od dzisiejszej Polski. Nie mamy, tak jak USA w
          latach 80., sprawnie funkcjonującego sądownictwa, policji i prokuratury, mamy
          za to ogromną korupcję. Jednak ekonomiści z Centrum im. Adama Smitha zwracają
          uwagę, że problemy gospodarcze, z którymi boryka się Polska, są identyczne jak
          te, z którymi kiedyś musiała uporać się Ameryka. Naszymi największymi chorobami
          są również: wysokie bezrobocie, niski wzrost gospodarczy i rosnąca ilość
          niezrozumiałych, często wzajemnie sprzecznych przepisów. Badania opinii
          społecznej pokazują, że z Ameryką Reagana łączy nas coś jeszcze: Polacy, tak
          jak Amerykanie 20 lat temu, są przekonani, że bez naprawdę głębokich reform,
          nic się nie zmieni na lepsze.

          Podczas swojej kampanii wyborczej w 1980 r. Reagan, jako pierwszy polityk od
          początku lat 50., odważył się powiedzieć swoim rodakom: „państwo wam nie
          pomoże, jeśli nie pomożecie sobie sami”. Prezydenturę zaczął od obniżenia o
          połowę najwyższej, 70-procentowej stawki podatku dochodowego, co pociągnęło za
          sobą obniżenie wszystkich innych podatków. Jego następnym posunięciem było
          zmniejszenie ilości regulacji prawnych i ograniczenie wydatków z budżetu. To
          jednak nie wystarczyło, by przedsiębiorcy zaczęli z powrotem przyjmować ludzi
          do pracy. Aby zmniejszyć bezrobocie, Reagan wprowadził więc
          przepisy ...ułatwiające wyrzucanie ludzi z pracy. Przedsiębiorcy, mając
          świadomość, że mogą łatwo kogoś zwolnić, przestali obawiać się zatrudniania
          nowych pracowników. Pracownicy z kolei, wiedząc, że nie mogą pozwolić sobie na
          niedbałość i nierzetelność, pracowali efektywniej. W bardzo krótkim czasie
          (1981-83 r.) wydajność pracy bardzo wzrosła.

          Kolejnym ruchem Reagana było zwolnienie niemal połowy urzędników administracji
          publicznej. Pozytywne skutki reform przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych w
          latach 80. były widoczne przez następnych 20 lat. Od czasów Reagana Ameryka
          przeżyła tylko dwie niewielkie recesje, a gospodarka rosła średnio 4 proc.
          rocznie. Od 1982 r. bezrobocie w USA spada bez przerwy – dziś wynosi ok. 4
          proc. Na wyjątkowo niskim poziomie (2 proc.) utrzymują się tam również stopy
          procentowe banku centralnego.

          Wielka Brytania, czyli jak rozprawić się ze związkami

          Niemal w tym samym czasie, gdy Reagan reformował gospodarkę amerykańską, w
          Wielkiej Brytanii to samo robiła Margaret Thatcher. Po 30 latach rządów
          socjaldemokratów gospodarka angielska stała bowiem nad brzegiem przepaści.

          Zaraz po II wojnie światowej władzę na Wyspach objęła socjaldemokratyczna
          Partia Pracy, której polityka polegała na nacjonalizowaniu wszystkiego, co się
          dało. W 1946 r. upaństwowiono kopalnie węgla, huty przejął państwowy British
          Steel, z czasem również największe koncerny samochodowe jeden po drugim
          przeszły na garnuszek państwa. Stale zwiększała się rola związków zawodowych,
          które – zdaniem wielu ekonomistów – w latach 60. nie były parterem rządu, ale w
          praktyce same rządziły. Związki korzystały z politycznego wsparcia Partii
          Pracy: pracownikom-członkom związków składkę ściągano przy wypłacie, a później
          jej część zasilała kasę Labour Party, nawet jeżeli pracownik był sympatykiem
          konserwatystów.

          Efekt: Wielka Brytania – w XIX w. lider wśród krajów uprzemysłowionych –
          zaczęła przesuwać się w dół na liście najbogatszych państw.

          W drugiej połowie lat 70. inflacja przekroczyła 25 proc., a wśród Anglików
          powszechne stało się przekonanie, że socjaliści nie bronią interesów
          pracowników, tylko kliki związkowców. I tak nie najlepsze nastroje społeczne
          pogarszało dodatkowo zbiurokratyzowanie oraz przerost zatrudnienia w
          administracji państwowej.

          Niekończące się strajki i rosnące, obciążające wszystkich podatników dotacje
          dla znacjonalizowanych przedsiębiorstw zmęczyły społeczeństwo i stworzyły
          klimat, który umożliwił konserwatystom wyborczy sukces w 1979 r.

          Premierem została Margaret Thatcher, która przedstawiła realizowany później
          konsekwentnie plan liberalnych reform gospodarczych. W 1981 r. zdecydowała się
          na budzący wówczas wiele kontrowersji ruch: sprzedała większościowy pakiet
          udziałów państwowego przedsiębiorstwa lotniczego British Aerospace i zaczęła
          wyprzedawać rządowe udziały państwowej firmy telekomunikacyjnej Cable &
          Wireless. Od 1984 r. sprywatyzowała po kolei British Telecommunications,
          British Gas, British Airways, Rolls-Royce’a, British Steel oraz komunalne
          zakłady dystrybucji wody i energii elektrycznej.

          W rezultacie nierentowne państwowe molochy zatrudniające zbyt wielu
          pracowników, które w 1981 r. kosztowały podatników 50 mln funtów (80 mln
          dolarów) tygodniowo, zaczęły co tydzień zasilać skarb państwa 55 mln funtów w
          postaci podatków i dywidend.

          Thatcher nie tylko prywatyzowała, co się dało, mocno ograniczyła także
          wszechwładzę związków zawodowych. Krok po kroku parlament zaakceptował kilka
          skierowanych przeciwko nim ustaw, a między nimi tę, likwidującą automatyczne
          przekazywanie składek związkowych dla Labour Party. Zdelegalizowano wiele form
          protestów, zwłaszcza tzw. „ruchomych”, które przenosiły ogień strajkowy z
          jednego miejsca na drugie. Równocześnie Thatcher wprowadziła tańsze nawet niż w
          USA kredyty mieszkaniowe.

          Przez następnych 18 lat swoich rządów konserwatyści doprowadzili angielską
          gospodarkę do rozkwitu. Wielu komentatorów politycznych twierdzi nawet, że
          laburzystom nie udałoby się przejąć władzy w 1997 r., gdyby nie lekcja
          udzielona im przez torysów: w kampanii wyborczej przekonywali, że podobnie jak
          oni, potrafią rozsądnie gospodarować pieniędzmi i nie będą żyć ponad stan.





          Wyślij ten link znajomemu


          Pozdrawiam i zapraszam na:
          Forum Słowiańskie
          nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
          www.pajacyk.pl
          Ignorant
          +++
    • ignorant11 Dziesięć mitów. 05.12.03, 01:48

      • ignorant11 Re: Dziesięć mitów.(2) 05.12.03, 01:50
        Szwedzki Departament Informacji Gospodarczej zapowiedział już zresztą, że w
        tym roku znowu podatki znowu zostaną obniżone.
        Podobnie jest z Danią, której gospodarka wyhamowała na początku lat 90. (tak
        jak w Szwecji powodem był nadmiernie rozbudowany system opieki społecznej).
        W listopadzie 2001 r. po raz pierwszy od wielu lat wybory parlamentarne wygrali
        tam nie socjaldemokraci, lecz liberałowie, pod przywództwem Fogha Rasmussena.
        Rasmussen jest autorem publikacji "Od społeczeństwa opiekuńczego do
        społeczeństwa minimalistycznego", którą magazyn "The Economist" uznał za
        manifest wolnego rynku. Duńscy liberałowie za główny cel swoich rządów uznali
        dążenie do zreformowania systemu podatkowego (imigranci mają prawo do świadczeń
        socjalnych niemal bezpośrednio po przyjeździe) i obniżenia podatków (najwyższa
        stawka podatku dochodowego wynosi 59 proc.). Międzynarodowe organizacje
        badające stan wolności gospodarczej w różnych krajach są zgodne, że liberalne
        reformy, jeśli tylko będą gruntowne i konsekwentnie przeprowadzane, doprowadzą
        do tego, że Szwecja i Dania mogą stać się motorem rozwoju gospodarczego Europy.
        Sprzyja temu ich stabilizacja polityczna, głęboko zakorzenione rządy prawa oraz
        ochrona praw własności.
        Mit czwarty:
        Nigdzie nie udowodniono,
        że liberalizm może
        uzdrowić gospodarkę
        Jeszcze ponad 10 lat temu Estonia miała galopującą inflację, ogromny deficyt
        budżetowy i ponad 30-procentowe bezrobocie. We wrześniu 1992 r. w wyniku
        pierwszych wolnych wyborów powstał tam antykomunistyczny centroprawicowy
        gabinet. Premierem został Mart Laar, który na kierowniczych stanowiskach w
        najważniejszych dla gospodarki resortach zatrudnił młodych liberałów,
        absolwentów wyższych uczelni ekonomicznych. Rząd Laara uprościł system
        podatkowy, przeprowadził prywatyzację, wprowadził restrykcyjne przepisy, które
        nie dopuszczały dotowania przez państwo bankrutujących państwowych molochów
        oraz zniósł większość ceł. Reformy przyniosły widoczny efekt: od początku lat
        90. Estonia notuje ponad 5-procentowy wzrost gospodarczy (w 1997 r. było to
        11,5 proc.), bezrobocie spadło tam do 12 proc., dzięki jasnemu prawu niemal nie
        ma korupcji, a administracja publiczna należy do najsprawniejszych w Europie.
        Gospodarka irlandzka znalazła się w stanie głębokiego kryzysu gospodarczego w
        1987 r. Deficyt budżetowy sięgał wówczas 11 proc. PKB (w Polsce przekracza dziś
        11 proc. PKB), dług publiczny przekroczył 120 proc. PKB (w Polsce szacuje się
        go na niemal 50 proc.), a bezrobocie prawie 20 proc. (tak jak obecnie w
        Polsce). Wtedy wybory do parlamentu wygrała republikańska partia Fianna Fail,
        która za główny cel postawiła sobie zreformowanie finansów publicznych i
        przyciągnięcie zagranicznego kapitału. Liberałowie kolejno ograniczyli płace w
        sektorze budżetowym, zmniejszyli uprawnienia związków zawodowych i obniżyli
        podatek dla przedsiębiorstw (CIT). Znacznie usprawnili też administrację
        państwową, co z czasem umożliwiło im wykorzystanie 99 proc. środków z pomocy
        unijnej. Dziś Irlandia należy do ścisłej czołówki krajów rozwijających się.
        Liberałowie pomogli nawet znanym z niechęci do nich Francuzom. W 1981 r. wybory
        we Francji wygrał Franuois Mitterand i władzę objęli socjaliści. Lewicowy rząd
        zaczął realizować swój program wyborczy: podwyższył świadczenia socjalne oraz
        płace minimalne i zwiększył zatrudnienie w instytucjach państwowych.
        Przeprowadził też nie zrealizowany od 1946 r. program nacjonalizacji
        przedsiębiorstw - upaństwowił 39 banków, 2 towarzystwa finansowe oraz 5
        potężnych grup przemysłowych, czołowych producentów w branży elektrycznej,
        elektronicznej, informatyce, chemii i metalurgii. Na początku Francuzom żyło
        się lepiej - mieli wyższe pensje i zasiłki, obniżono wiek emerytalny do 60 lat,
        rolnicy dostali państwowe dotacje, a państwo stworzyło 110 tys. nowych miejsc
        pracy. Jednak minęły dwa lata i gospodarka zaczęła kuleć. Państwowe molochy
        pożerały coraz większe dotacje budżetowe, deficyt budżetowy był coraz większy
        (samo tylko utworzenie nowych miejsc pracy kosztowało budżet w 1981 i 1982 r.
        ponad 1,5 mld franków), a bezrobocie wzrosło do 40 proc. Wreszcie, w 1984 r.,
        kiedy spadek poziomu życia powodował coraz większe niezadowolenie społeczne,
        Mitterand zdymisjonował rząd. Nowym premierem został Laurent Fabius,
        dotychczasowy minister gospodarki, który zaczął realizować liberalny "program
        odbudowy zaufania społecznego": z powrotem sprywatyzował wiele państwowych
        przedsiębiorstw, ograniczył liczbę państwowych urzędników i uprościł przepisy.
        Taka konsekwentna polityka ponownie skierowała Francję na drogę powolnego
        wzrostu gospodarczego. Powolnego, bo skutki rządów socjalistów były odczuwalne
        do końca 14-letniej prezydentury Mitteranda.
        Rządy liberałów pomogły wyjść z kryzysu także gospodarce Chile w latach 70.,
        Ameryce i Wielkiej Brytanii w latach 80. (szczegółowo opisaliśmy to w "GP" z 12
        listopada br.), Portugalii (pod koniec lat 80.) czy Hiszpanii za rządów Jose
        Marii Aznara.
        Mit piąty:
        Liberałowie
        nie są wrażliwi społecznie
        Wrażliwość społeczna w wydaniu socjalistycznym (czyli za duże i zbyt łatwo
        przyznawane zasiłki socjalne) prowadzi do tego, że ludzie przestają brać za
        siebie odpowiedzialność:
        Sztokholm, stolica Szwecji, rok 1976. Do zatłoczonego autobusu miejskiego
        wsiada starowina. Głośno oddycha i wygląda, jakby miała zaraz zemdleć. Nikt nie
        ustępuje jej miejsca. Jeden z pasażerów nie wytrzymuje i zwraca uwagę
        zajmującemu siedzące miejsce chłopakowi: - Jak panu nie wstyd, przecież ta
        kobieta jest stara i chora. - Widzę i bardzo mi przykro, ale proszę mieć
        pretensje do gminy. To przecież wina gminy, że miejsc siedzących w autobusach
        jest za mało.
        Wrażliwość społeczna w wydaniu socjalistycznym pozbawia motywacji do pracy.
        Pokazuje to przykład opisany przez Jacka Ewinga, reportera tygodnika "Business
        Week". Pewien 48-latek z Offenbach k. Frankfurtu nad Menem (Niemcy) był
        kierowcą ciężarówki. Dziesięć lat temu zrezygnował z pracy z powodu
        uniemożliwiającej kierowanie pojazdem choroby stawów kolanowych. Od tamtej pory
        utrzymywał się z dorywczych zasiłków, by w końcu wystarać się o orzeczenie
        trwałej niezdolności do pracy. Teraz do końca życia pozostanie na garnuszku
        państwa. Mógłby pracować - po specjalnym przeszkoleniu znalazłoby się wiele
        odpowiednich dla niego zajęć - tylko po co, skoro zasiłek nie jest wcale niższy
        od pensji, a czasem nawet od niej wyższy.
        Praktyka pokazuje, że los biednych obchodzi liberałów dużo bardziej niż
        socjalistów. To właśnie w krajach z gospodarką wolnorynkową są
        najefektywniejsze systemy opieki społecznej: bo tylko bogate społeczeństwo stać
        na to, żeby naprawdę pomagać swoim najsłabszym (chorym, samotnym, wykolejonym)
        jednostkom. W Wielkiej Brytanii, Portugalii, Hiszpanii, Chile, Irlandii czy
        Estonii, a od niedawna także w Stanach Zjednoczonych, pomoc trafia do naprawdę
        potrzebujących.
        W Polsce, Szwecji, Danii, Holandii Niemczech czy Francji, czyli krajach, gdzie
        rządzi "wrażliwa społecznie" lewica, pomoc socjalna jest trwoniona. System
        opieki społecznej jest tam jak sito z dużymi dziurami - przedostaje się przezeń
        wielu symulantów, żyjących na koszt reszty podatników. W efekcie - ci, którzy
        mogliby pracować, nie robią nic.
        Liberalny wyścig szczurów do pieniędzy w socjalizmie zamienia się w wyścig do
        lepszego miejsca w kolejce do opieki społecznej.
        Mit szósty:
        Liberalizm z powodzeniem
        może zastąpić "społeczna
        gospodarka rynkowa",
        np. taka jak w Niemczech
        Niemcy, niegdyś motor rozwoju Unii Europejskiej i autor fiskalnych kryteriów z
        Maastricht, dziś same ich nie przestrzegają.
        Z danych niemieckiego Federalnego Urzędu Statystycznego wynika, że od przejęcia
        władzy przez lewicową koalicję SPD i Zielonych liczba bankructw wzrosła w
        Niemczech aż o 14 proc. - z 27.800 w 1998 r., do 32.300 w 2001 r. W 2002 r.
        splajtowało dalszych 4
        • ignorant11 Re: Dziesięć mitów.(3) 05.12.03, 01:53

          Mit szósty:
          Liberalizm z powodzeniem
          może zastąpić "społeczna
          gospodarka rynkowa",
          np. taka jak w Niemczech
          Niemcy, niegdyś motor rozwoju Unii Europejskiej i autor fiskalnych kryteriów z
          Maastricht, dziś same ich nie przestrzegają.
          Z danych niemieckiego Federalnego Urzędu Statystycznego wynika, że od przejęcia
          władzy przez lewicową koalicję SPD i Zielonych liczba bankructw wzrosła w
          Niemczech aż o 14 proc. - z 27.800 w 1998 r., do 32.300 w 2001 r. W 2002 r.
          splajtowało dalszych 40 tys. firm. Bezrobocie i deficyt budżetowy stale rosną,
          a wielu ekonomistów otwarcie mówi o krachu niemieckiej "społecznej gospodarki
          rynkowej", spowodowanym zbytnim zwiększeniem liczby przywilejów pracowniczych i
          socjalnych.
          Doświadczenie uczy, że każda społeczna gospodarka rynkowa z biegiem czasu jest
          coraz bardziej społeczna, a coraz mniej rynkowa - prof. Leszek Balcerowicz
          prezes NBP.
          Mit siódmy:
          Liberalizm jest nieetyczny
          - dopuszcza nieuczciwą konkurencję
          Liberalizm gospodarczy nie istnieje bez jasnego i prostego prawa. Uczciwa
          konkurencja jest łamana wtedy, gdy są różne prawa dla różnych podmiotów na
          rynku i gdy państwo wspiera jednych, a przeszkadza drugim. Z taką sytuacją mamy
          do czynienia w krajach rządzonych przez socjalistów. Zdobycie fortuny zależy w
          nich nie od pomysłowości i pracowitości ludzi, a od zamówień rządowych i
          zwolnień podatkowych, udzielanych w zależności od widzimisię urzędników.
          Najbardziej znani polscy biznesmeni, np. Ryszard Krauze i Jan Kulczyk, dorobili
          się fortun dzięki intratnym kontraktom rządowym.
          To nie socjaliści, lecz liberałowie tworzą instytucje antymonopolowe chroniące
          rzetelną konkurencję. W Stanach Zjednoczonych obowiązuje całkowity zakaz
          działań, które mogłyby w nieuczciwy sposób doprowadzić do zdominowania jakiejś
          części rynku przez jedną korporację. Firmy nie mogą tam zawierać między sobą
          jawnych ani tajnych umów i porozumień dotyczących wielkości produkcji lub
          różnicowania cen, wykupywać akcji konkurentów czy tworzyć połączonych dyrekcji.
          Gospodarki Hiszpanii (za rządów Aznara), Irlandii, Estonii (w latach 90.),
          Portugalii (pod koniec lat 80.) oraz Chile czy Wielkiej Brytanii (w latach 70.)
          podźwignęły się z upadku właśnie dzięki liberalnym reformom, które umożliwiły
          prywatnym przedsiębiorcom uczciwe współzawodnictwo.
          Mit ósmy:
          Liberałowie dbają tylko o kapitał
          Biznesmeni z reguły wspierają polityków przewidywalnych, nie obiecujących
          gruszek na wierzbie i mających kompetencje w rządzeniu państwem. Tak bardzo
          potrzebny każdemu państwu kapitał ucieka z krajów, w których kwitnie korupcja,
          przepisy zmieniają się co kilka miesięcy i są niespójne, a kolejni ministrowie
          finansów składają sprzeczne ze sobą deklaracje. Tak stało się w przypadku
          Polski, która w rankingu badającym poziom inwestycji zagranicznych w krajach
          kandydujących do członkostwa w UE zajęła jedno z ostatnich miejsc.
          Wszystkie kraje, które zwycięsko wyszły z kryzysów gospodarczych (choćby
          Estonia, Irlandia, Chile, Portugalia), zmieniały przepisy tak, żeby przyciągać
          kapitał zagraniczny.
          Oprócz sprawnie funkcjonującej gospodarki, priorytetem każdej z liberalnych
          partii jest suwerenność i obronność państwa. Ronald Reagan, który w latach 80.
          przeprowadził w Ameryce szereg liberalnych reform, za priorytet - oprócz
          gospodarki - uznawał właśnie obronność. Zwiększył wydatki wojskowe Stanów
          Zjednoczonych tak, że możliwe stało się to, w co większość amerykańskich
          polityków nie wierzyła - upadek Związku Radzieckiego.
          Liberałowie wychodzą z założenia, że interesy jednostki są zbieżne z interesem
          państwa. Bogaci, zadowoleni ludzie tworzą bogate, przywiązane do swojego kraju
          społeczeństwo.
          Mit dziewiąty:
          Najlepiej żyć w kraju,
          gdzie są wolności polityczne,
          ale gospodarką steruje państwo
          Parafrazując Miltona Friedmana, amerykańskiego ekonomistę i laureata Nagrody
          Nobla (w 1976 r.): czy wolny jest człowiek, który pracuje od rana do wieczora,
          a połowę zarobionych pieniędzy musi oddawać państwu? Czy wolny jest człowiek,
          który przez miesiąc musi błagać kolejnych urzędników o coraz to nowe
          zezwolenia, żeby założyć firmę? Czy wolny jest człowiek, który potrzebuje
          licencji, żeby handlować warzywami?
          Zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że władza, która ogranicza wolność
          gospodarczą, zaczyna z czasem ograniczać wolności polityczne i swobody
          obywatelskie.
          W 1970 r. wybory prezydenckie w Chile wygrał Salwador Allende, kandydat
          lewicowej partii Jedność Ludowa. Rząd Allende zaczął przekształcać gospodarkę
          Chile z kapitalistycznej w socjalistyczną. Znacjonalizował kopalnie i złoża
          miedzi, wywłaszczył chłopów z majątków większych niż 80 ha i podniósł zasiłki
          socjalne. Na początku Chilijczykom żyło się nawet lepiej - wzrosły płace,
          zasiłki socjalne i emerytury. Tyle, że kiedy skończyły się rezerwy walutowe,
          rozdawnictwo przestało być możliwe. W kraju zapanował głód (nie było pieniędzy
          nawet na import żywności) i zaczęły się protesty społeczne.
          Wtedy Allende coraz bardziej prześladował opozycję. Wszystkich, którzy
          krytykowali politykę gospodarczą Jedności Ludowej, zaczęto nazywać faszystami;
          wszystkich, którzy sprzeciwiali się nacjonalizacji, określano mianem
          spekulantów.
          Z czasem Allende porzucił wszelkie pozory demokracji - wprowadził cenzurę i
          zakazał demonstracji ulicznych. Każdy Chilijczyk zaczął się liczyć z tym, że
          może zostać aresztowany bez nakazu sądowego.
          W Polsce obecne rządy postkomunistów realizujących "lewicowy program
          gospodarczy" przebiegały w dużej części pod znakiem wojny z wolnością słowa.
          Gdyby nie determinacja prywatnych mediów i interwencje międzynarodowych
          instytucji monitorujących przestrzeganie wolności słowa, doszłoby do powstania
          ustawy o rtv ograniczającej możliwość rozwoju prywatnych mediów, a umacniającej
          monopolistyczną pozycję telewizji publicznej.
          "(...) Rząd nie może kontrolować ekonomii bez kontrolowania ludzi. (...) Kiedy
          próbuje to robić, musi używać siły, aby osiągnąć swój cel" - powiedział Ronald
          Reagan w 1964 r. przemawiając w czasie kampanii wyborczej Barry'ego Goldwatera,
          republikańskiego kandydata na prezydenta USA. Wiele lat później, kiedy sam
          został prezydentem, często przypominał krytykującym jego liberalne reformy
          demokratom to, co w 1937 r. powiedział Lew Trocki: "W kraju, gdzie jedynym
          przedsiębiorcą jest państwo, opozycja oznacza powolną śmierć z głodu. Stara
          zasada: kto nie pracuje, ten nie je, została zastąpiona nową: kto nie jest
          posłuszny, ten nie je".
          Tę regułę można zresztą odwrócić: liberalne reformy i otwarcie się gospodarki
          wcześniej czy później powodują wzrost swobód politycznych.
          To nie socjalistyczne, lecz pierwsze partie liberalne, które powstały w XIX w.,
          zajmowały się promowaniem demokratycznych zasad gry politycznej oraz
          upowszechnianiem prawa wyborczego - w wielu krajach europejskich bowiem nie
          miały go kobiety. Podstawą programów wszystkich partii liberalnych -
          republikanów w USA i Włoszech, niemieckiej FDP, belgijskiej PW czy brytyjskich
          torysów - oprócz wspierania prywatnej przedsiębiorczości, jest zagwarantowanie
          obywatelom ich wszystkich praw i wolności.
          Mit dziesiąty:
          Liberałowie myślą tylko o tym,
          żeby bogaci byli jeszcze bogatsi
          Liberałowie tworzą warunki, w których człowiek może walczyć o lepszy byt, jemu
          pozostawiając decyzję, czy chce to robić. O wiele trudniej dorobić się za
          rządów socjalistów, którzy zabierają człowiekowi dużą część zarobionych
          pieniędzy.
          Socjalizm nie rujnuje multimilionerów, którzy zawsze znajdą dość furtek do
          unikania wyższych podatków i dość sposobów do korzystania z rządowych
          kontraktów. Socjalizm pozbawia za to biedaków nadziei na to, że staną się
          bogatsi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka