witomir
22.12.03, 12:47
Wojciech Jóźwiak o książce Andrzeja Szyjewskiego "Religia Słowian"
(21 grudnia 2003)
W labiryncie półek księgarni im. Prusa w Warszawie (Krakowskie Przedmieście,
naprzeciwko Uniwersytetu) znalazłem prawdziwą perłę - jest to książka
Andrzeja Szyjewskiego pt. "Religia Słowian". Najlepszy z polskich
religioznawców, który kilkanaście już lat temu zadebiutował rewelacyjną
książką "Symbolika kruka" (obowiązkowa lektura dla szamanistów!) tym razem
przedstawia wyniki swoich studiów - jak widać długich i owocnych - nad
pierwotną, etniczną religią Słowian. Książka zachwyca. Czytałem ją z
poczuciem, że każde słowo jest ważne - a niektóre akapity wręcz smakowałem,
czytając jeszcze raz od nowa! I pewnie jeszcze mnóstwo razy do tej książki
będą sięgał.
Zacząć trzeba od tego, że sprawa religii Słowian wygląda dość beznadziejnie.
Mało jest grup etnicznych, z których pierwotną kulturą zwycięskie
chrześcijaństwo rozprawiło się tak dokładnie, ścierając ją niemal bez śladu -
tak jak to stało się w przypadku naszych przodków sprzed tysiąca lat. Nie
darmo pierwszy rozdział książki Szyjewskiego nosi tytuł "Religia bez
źródeł". Bo ślad, jaki został po mitach, wierze i religijnych obyczajach
dawnych Słowian jest nadzwyczaj nędzny. Kilka zdań w kijowskiej "Powieści
minionych lat", gdzie wymieniono imiona Peruna, Chorsa i Mokoszy. Wzmianki w
niemieckich kronikach, gdzie przy okazji wojen z pogańskimi Połabianami
wypomina się im ich "błędy". Ślady słowiańskich grzechów przeciw pierwszemu
przykazaniu w średniowiecznych instrukcjach dla spowiedników. Plus materiały
zebrane przez folklorystów - późniejsze od autentycznego pogaństwa o
kilkaset lat. Trzeba być niezmiernie biegłym detektywem, żeby cokolwiek z
tego odszyfrować. Nic dziwnego, że dawniejsi badacze, jak Aleksander
Brückner lub Henryk Łowmiański rozkładali w końcu ręce, oświadczając: nie
wiemy i nie będziemy wiedzieć. Jednak postępy religioznawstwa porównawczego
w ostatnich dziesięcioleciach pozwalają na rekonstrukcję z tych śladów,
które pozostały. Dają też nowy wgląd w stare zabytki.
W kolejnych rozdziałach Andrzej Szyjewski przedstawia poszczególne aspekty
religii dawnych Słowian. W rozdziale "Świat wyłowiony" przedstawia mit
kosmogoniczny: opowieść o stworzeniu świata, wspólnie przez Boga i Diabła.
Bóg zstępuje z nieba i płynie łodzią po morzu, dosiada się doń Diabeł, razem
im jest za ciasno, Bóg postanawia temu zaradzić, wysyła Diabła na dno morza
po garść ziemi i z niej stwarza suchy lad. Dlaczego sam nie może zejść na
dno? - Bo wody, jako żywioł chaotyczny i mroczny, niebianinowi nie
podlegają, on tam nie ma wstępu. A skąd w ogóle owi "Bóg i Diabeł" w
pogańskiej mitologii? - Bo pierwotnie byli na ich miejscu Perun i Weles,
albo podobna para bóstwa "górnego" i "dolnego", pod które potem podstawiono
postaci chrześcijańskie. W innych kontekstach Perun stał się Świętym Jerzym,
a Weles przybrał imię Św. Mikołaja. Opowieść o wyłowieniu świata przechowała
się w ustnej ludowej tradycji Rusi i Polski.
Następny rozdział "Jak zwalczyć chaos" rozwija ten temat: dwóch boskich
antagonistów, Boga Gromowładcy i Boga Władcy Zmarłych, zarazem opiekuna
ziemi i dawcy pomyślności - bo nie chodzi tu wcale o walkę "dobra"
ze "złem"; Słowianie byli dalecy od manichejskiego widzenia świata. Dalej, w
rozdziale "Wielki młyn" rekonstruuje słowiański obraz wszechświata, z
trójdzielnym kosmosem (podziemie-podwodzie, świat ludzi i niebo), z osią
świata zaczepioną o Gwiazdę Polarną i kosmicznym drzewem.
Rozdział "Zaginieni bogowie" deszyfruje słowiański panteizm, stara się
odgadnąć funkcje poszczególnych bóstw, wymienianych przez kronikarzy.
Ciekawe, że Szyjewski nie odrzuca, jak czynią zwykle w ślad za Brücknerem
inni autorzy, świadectwa Jana Długosza, owych jego "Ład", "Lelów-Polelów"
i "Dzidzielei". W rozdziale "W obliczu bogów" dostajemy obraz religijnych
obyczajów i zachowań naszych przodków. Mnie zaciekawiło, że Autor nie uważa,
aby budowanie świątyń praktykowali tylko Połabianie - przeciwnie, twierdzi,
że wszyscy Słowianie znali świątynie, nie tylko święte miejsca pod gołym
niebem. Trzy ostanie rozdziały to: "W kręgu boginek", "Ciało i dusza"
oraz "Na szlaku junackim". Autor omawia tu kolejno słowiańską demonologię -
bardzo bogatą i dobrze zachowaną, w przeciwieństwie do wiedzy o
bogach "wysokich"; następnie wierzenia antropologiczne - o duszy i ich
losach pośmiertnych, po czym wspomina o słowiańskich herosach, takich jak
kijowski Ilja Muromiec lub serbski Królewicz Marko. Na koniec dostajemy
przegląd dotychczasowej literatury przedmiotu, głównie polskiej.
Książka Szyjewskiego ma tę zaletę - w przeciwieństwie do jego wielkich
poprzedników - że przedstawia jasny obraz słowiańskiego wyobrażeniowego
świata. Pozostawia wrażenie, że się odtąd wie, o co w religii Słowian
chodziło - inaczej niż dzieła Brücknera, Łowmiańskiego czy nawet Gieysztora,
po których pozostaje wrażenie niedosytu, a czasem wręcz skołowania. Może coś
się przełamało w kontakcie ze światem naszych przodków - po dwustu latach
(licząc od Zoriana Dołęgi-Chodakowskiego) wielkich chęci, prób i rozczarowań
wreszcie przetarł się mentalny kanał porozumienia z nimi? Dojrzeliśmy do ich
zrozumienia?
Czy "Religia Słowian" może być użyteczna dla praktyków, szamanistów i
neopogan? Za wyznawców "rodzimych kościołów" nie będę się wypowiadał, choć
obawiam się, że pewne ustalenia krakowskiego religioznawcy mogą im się nie
spodobać... Szamanistów ucieszy, że dawni Słowianie praktykowali rozmowę z
ogniem i wsłuchiwanie się w jego głos z intencją usłyszenia rad i przekazów.
Ucieszy nas trójdzielny kosmos, identyczny z syberyjskim. Ucieszy wielki
szacunek dla ziemi, wody, Słońca, stron świata. Kult niedźwiedzia! Dębu,
orła, kruka. I wiele innych szczegółów.
Czego zabrakło w tej książce? Wydaje się, że Autor nie chciał wchodzić na
tematyczne poletko zagospodarowane dwadzieścia lat temu przez dwójkę autorów
Derwich-Cetwiński, i pominął całą grupę źródeł, szlacheckich legend
herbowych. Szkoda więc, że wśród herosów nie wymienił Godzamby. Nie
znajdziemy też w tej książce wzmianek o słowiańskiej wierze w reinkarnację -
a przecież ta wiara była. Przydałby się też rozdział o słowiańskim
kalendarzu, o roku sakralnym.
W sumie jednak książka Andrzeja Szyjewskiego sprawia wrażenie dzieła
przełomowego: od tej pory każdy, kto zajmuje się wierzeniami naszych
przodków, będzie miał poczucie, że stoi na dużo pewniejszym gruncie, niż to
miało miejsce dotychczas.
Wojciech Jóźwiak
Milanówek, 21 grudnia 2003
Książka omawiana: Andrzej Szyjewski, "Religia Słowian". Wydawnictwo WAM,
Kraków 2003. Stron 268, cena 25 zł.