Dodaj do ulubionych

Perła dla Słowianofilów

22.12.03, 12:47
Wojciech Jóźwiak o książce Andrzeja Szyjewskiego "Religia Słowian"
(21 grudnia 2003)
W labiryncie półek księgarni im. Prusa w Warszawie (Krakowskie Przedmieście,
naprzeciwko Uniwersytetu) znalazłem prawdziwą perłę - jest to książka
Andrzeja Szyjewskiego pt. "Religia Słowian". Najlepszy z polskich
religioznawców, który kilkanaście już lat temu zadebiutował rewelacyjną
książką "Symbolika kruka" (obowiązkowa lektura dla szamanistów!) tym razem
przedstawia wyniki swoich studiów - jak widać długich i owocnych - nad
pierwotną, etniczną religią Słowian. Książka zachwyca. Czytałem ją z
poczuciem, że każde słowo jest ważne - a niektóre akapity wręcz smakowałem,
czytając jeszcze raz od nowa! I pewnie jeszcze mnóstwo razy do tej książki
będą sięgał.

Zacząć trzeba od tego, że sprawa religii Słowian wygląda dość beznadziejnie.
Mało jest grup etnicznych, z których pierwotną kulturą zwycięskie
chrześcijaństwo rozprawiło się tak dokładnie, ścierając ją niemal bez śladu -
tak jak to stało się w przypadku naszych przodków sprzed tysiąca lat. Nie
darmo pierwszy rozdział książki Szyjewskiego nosi tytuł "Religia bez
źródeł". Bo ślad, jaki został po mitach, wierze i religijnych obyczajach
dawnych Słowian jest nadzwyczaj nędzny. Kilka zdań w kijowskiej "Powieści
minionych lat", gdzie wymieniono imiona Peruna, Chorsa i Mokoszy. Wzmianki w
niemieckich kronikach, gdzie przy okazji wojen z pogańskimi Połabianami
wypomina się im ich "błędy". Ślady słowiańskich grzechów przeciw pierwszemu
przykazaniu w średniowiecznych instrukcjach dla spowiedników. Plus materiały
zebrane przez folklorystów - późniejsze od autentycznego pogaństwa o
kilkaset lat. Trzeba być niezmiernie biegłym detektywem, żeby cokolwiek z
tego odszyfrować. Nic dziwnego, że dawniejsi badacze, jak Aleksander
Brückner lub Henryk Łowmiański rozkładali w końcu ręce, oświadczając: nie
wiemy i nie będziemy wiedzieć. Jednak postępy religioznawstwa porównawczego
w ostatnich dziesięcioleciach pozwalają na rekonstrukcję z tych śladów,
które pozostały. Dają też nowy wgląd w stare zabytki.

W kolejnych rozdziałach Andrzej Szyjewski przedstawia poszczególne aspekty
religii dawnych Słowian. W rozdziale "Świat wyłowiony" przedstawia mit
kosmogoniczny: opowieść o stworzeniu świata, wspólnie przez Boga i Diabła.
Bóg zstępuje z nieba i płynie łodzią po morzu, dosiada się doń Diabeł, razem
im jest za ciasno, Bóg postanawia temu zaradzić, wysyła Diabła na dno morza
po garść ziemi i z niej stwarza suchy lad. Dlaczego sam nie może zejść na
dno? - Bo wody, jako żywioł chaotyczny i mroczny, niebianinowi nie
podlegają, on tam nie ma wstępu. A skąd w ogóle owi "Bóg i Diabeł" w
pogańskiej mitologii? - Bo pierwotnie byli na ich miejscu Perun i Weles,
albo podobna para bóstwa "górnego" i "dolnego", pod które potem podstawiono
postaci chrześcijańskie. W innych kontekstach Perun stał się Świętym Jerzym,
a Weles przybrał imię Św. Mikołaja. Opowieść o wyłowieniu świata przechowała
się w ustnej ludowej tradycji Rusi i Polski.

Następny rozdział "Jak zwalczyć chaos" rozwija ten temat: dwóch boskich
antagonistów, Boga Gromowładcy i Boga Władcy Zmarłych, zarazem opiekuna
ziemi i dawcy pomyślności - bo nie chodzi tu wcale o walkę "dobra"
ze "złem"; Słowianie byli dalecy od manichejskiego widzenia świata. Dalej, w
rozdziale "Wielki młyn" rekonstruuje słowiański obraz wszechświata, z
trójdzielnym kosmosem (podziemie-podwodzie, świat ludzi i niebo), z osią
świata zaczepioną o Gwiazdę Polarną i kosmicznym drzewem.
Rozdział "Zaginieni bogowie" deszyfruje słowiański panteizm, stara się
odgadnąć funkcje poszczególnych bóstw, wymienianych przez kronikarzy.
Ciekawe, że Szyjewski nie odrzuca, jak czynią zwykle w ślad za Brücknerem
inni autorzy, świadectwa Jana Długosza, owych jego "Ład", "Lelów-Polelów"
i "Dzidzielei". W rozdziale "W obliczu bogów" dostajemy obraz religijnych
obyczajów i zachowań naszych przodków. Mnie zaciekawiło, że Autor nie uważa,
aby budowanie świątyń praktykowali tylko Połabianie - przeciwnie, twierdzi,
że wszyscy Słowianie znali świątynie, nie tylko święte miejsca pod gołym
niebem. Trzy ostanie rozdziały to: "W kręgu boginek", "Ciało i dusza"
oraz "Na szlaku junackim". Autor omawia tu kolejno słowiańską demonologię -
bardzo bogatą i dobrze zachowaną, w przeciwieństwie do wiedzy o
bogach "wysokich"; następnie wierzenia antropologiczne - o duszy i ich
losach pośmiertnych, po czym wspomina o słowiańskich herosach, takich jak
kijowski Ilja Muromiec lub serbski Królewicz Marko. Na koniec dostajemy
przegląd dotychczasowej literatury przedmiotu, głównie polskiej.

Książka Szyjewskiego ma tę zaletę - w przeciwieństwie do jego wielkich
poprzedników - że przedstawia jasny obraz słowiańskiego wyobrażeniowego
świata. Pozostawia wrażenie, że się odtąd wie, o co w religii Słowian
chodziło - inaczej niż dzieła Brücknera, Łowmiańskiego czy nawet Gieysztora,
po których pozostaje wrażenie niedosytu, a czasem wręcz skołowania. Może coś
się przełamało w kontakcie ze światem naszych przodków - po dwustu latach
(licząc od Zoriana Dołęgi-Chodakowskiego) wielkich chęci, prób i rozczarowań
wreszcie przetarł się mentalny kanał porozumienia z nimi? Dojrzeliśmy do ich
zrozumienia?

Czy "Religia Słowian" może być użyteczna dla praktyków, szamanistów i
neopogan? Za wyznawców "rodzimych kościołów" nie będę się wypowiadał, choć
obawiam się, że pewne ustalenia krakowskiego religioznawcy mogą im się nie
spodobać... Szamanistów ucieszy, że dawni Słowianie praktykowali rozmowę z
ogniem i wsłuchiwanie się w jego głos z intencją usłyszenia rad i przekazów.
Ucieszy nas trójdzielny kosmos, identyczny z syberyjskim. Ucieszy wielki
szacunek dla ziemi, wody, Słońca, stron świata. Kult niedźwiedzia! Dębu,
orła, kruka. I wiele innych szczegółów.

Czego zabrakło w tej książce? Wydaje się, że Autor nie chciał wchodzić na
tematyczne poletko zagospodarowane dwadzieścia lat temu przez dwójkę autorów
Derwich-Cetwiński, i pominął całą grupę źródeł, szlacheckich legend
herbowych. Szkoda więc, że wśród herosów nie wymienił Godzamby. Nie
znajdziemy też w tej książce wzmianek o słowiańskiej wierze w reinkarnację -
a przecież ta wiara była. Przydałby się też rozdział o słowiańskim
kalendarzu, o roku sakralnym.

W sumie jednak książka Andrzeja Szyjewskiego sprawia wrażenie dzieła
przełomowego: od tej pory każdy, kto zajmuje się wierzeniami naszych
przodków, będzie miał poczucie, że stoi na dużo pewniejszym gruncie, niż to
miało miejsce dotychczas.

Wojciech Jóźwiak
Milanówek, 21 grudnia 2003


Książka omawiana: Andrzej Szyjewski, "Religia Słowian". Wydawnictwo WAM,
Kraków 2003. Stron 268, cena 25 zł.
Obserwuj wątek
    • l4l0 Re: Perła dla Słowian 23.12.03, 00:53
      sporo jeszcze musi upłynąć wody w Wiśle żeby słowianskiego bogosłowia uczono w
      szkołach zamiast mitologii greckiej i rzymskiej, zupełnie nam obcych. Nawet w
      kraju papieży, sławiących Boga Który Jest Miłością, samo słowo miłość to amor.
      Zaś kto to Amor nawet u nas wie każde dziecko które zaliczyło "mitologię" w
      szkole. Cudze sławicie swego nie znacie - to jest cudzosławienie.
    • osse Re: Perła dla Słowianofilów 23.12.03, 15:15
      A wg mnie nie ma sie czym zachwycać.
      A już że w łódce płynęli Perun i Weles to zakrawa na żart chyba.
      Wiele tez w tej książce - jak to wynika z recenzji - nie jest godna
      człowieka uważającego się za religioznawce (i to kto go nazwał największym
      w Polsce ?!).
      Mity słowiańskie są do zrekonstruowania, ale jest to o wiele bardziej
      złożone i trudne niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Sam się tym zajmuje od
      miesięcy, i wiem że droga na pewno nie prowadzi poprzez zwykłe
      podstawienie Peruna w miejsce Boga i Welesa w miejsce Diabła.
      Natomiast sam motwy "ziemi wyłowionej" tak, ale nie przez Peruna
      i Welesa, i chyba nawet nie przez antagonistów - w mit.ind. robi
      to Wisznu pod postacią Odyńca, nie ma tam żadnego sporu przecież.
      Jak żmudne i trudne jest odtwarzanie wątków mitycznych słowiańskich,
      mozna się przekonać czytając np. Toporowa, Katcica (jeśli ktoś umie
      po niemiecku), czy innych.
      Ale tym którzy pójdą na taką łatwą strawę życzę powodzenia!
      • witomir Re: Perła dla Słowianofilów 23.12.03, 15:19
        W religi Słowian brak jest manichejskiego dualizmu dobra i zła jest to
        napisane w opisie książki także nie wiem skąd Ci przyszła do głowy teza o
        podstawieniu Peruna w miejsce Boga a Welesa w miejsce Szatana!!
        • osse Re: Perła dla Słowianofilów 23.12.03, 15:36
          Śpieszę z wyjaśnieniami. Stąd:

          "A skąd w ogóle owi "Bóg i Diabeł" w
          pogańskiej mitologii? - Bo pierwotnie byli na ich miejscu Perun i Weles,
          albo podobna para bóstwa "górnego" i "dolnego", pod które potem podstawiono
          postaci chrześcijańskie. W innych kontekstach Perun stał się Świętym Jerzym,
          a Weles przybrał imię Św. Mikołaja."


          Poza tym wydaje mi się, że Święty Jerzy, Zielony Jerzy zastąpili raczej
          Jarowita (na rusi Jaruna, na Białorusi Jaryłę), a Peruna Eliasz, może też św.
          Jerzy,
          no i Mikołaj. Skąd wiadomo że Weles przybrał imię św. Mikołaja????????
        • osse Re: Perła dla Słowianofilów 23.12.03, 15:39
          witomir napisał:

          > W religi Słowian brak jest manichejskiego dualizmu dobra i zła.

          No jasne że brak. Bruckner pisał nawet, że właśnie ten dualizm "manichejski"
          jest
          dowodem na chrześcijański, a nie pogański początek tej całej opowieści.
          Wg mnie miał on racje. Dualizm przeniknął do Słowian już w Xii wieku, gdzie jak
          wiesz Słowianie połabscy Czarnoboga zaczęli nazywać Diabolem (przejęli kult
          diabła?)
          i wierzyli że dobrym losem kieruje bóg dobry, a złym - zły.
          • sztylet69 Re: Perła dla Słowianofilów 23.12.03, 18:56
            A zeby juz w ogole podlamac zwolennikow slowianskiego dualizmu, spiesze doniesc
            ze pare dni temu rozmawialem w Budziszynie o symbolice slynnych gor na Luzycach.
            Otoz zobaczcie sobie na mapie, kolo Budziszyna sa dwie gory: Czorneboh i
            Bielboh. Wielu twierdzi ze to stare miejsca kultowe Milczan (dzisiejsi Gorni
            Luzyczanie). Ale spotkalem sie z teoria ze nazwa pochodzi od Czarnego Boku-bo
            jedna czesc gory jest zawsze w cieniu. Nazwa Czorneboh miala pojawic sie
            pozniej,pod wplywem romantycznych uniesien. Troche to skomplikowane, bo
            niektorzy wciaz z pochodniami chodza na Czorneboha. Czesc gory (jedno zbocze)
            nazywa sie tradycyjnie po luzycku Praszica co oznaczaloby "Wyrocznie"
            (doslownie-miejsce gdzie sie pyta lub prosi).
            Natomiast zwracam uwage na typowo (tak slyszalem) slowianski dualizm w nazwach
            rzek: bialy i czarny. Tak jest z Wisla, z Dunajcem. Na Luzycach tak dzieli sie
            wiele strumieni: na [nazwa] Bialy i [nazwa] Czarny; w jednym wypadku spotkalem
            sie z odmiana Czarny kontra Srebrny. Wlasnie w jednej z wiosek o przyrostku
            Wendische- byl strumien ktory dzieli sie na dwa: Schwarz Schops i Weiss Schops
            (nazw nie jestem pewien).
            pozdr
            • borebitsy Re: Perła dla Słowianofilów 23.12.03, 22:41
              wystrczy przeczytać "Codex Rohonczy"(CR) by wiedzieć na czym polega dualizm.
              To nie dobro i zło wyizolowane, nawetwcalenie zło a zilło, ziele,
              le. Jest przeciwstawiane dobru, czerwini ra.

              Damskie męskie które w złaczeniu daje życie. Tylko oskrobańce którzy dorwali
              się kiedyś do starych ksiąg zrobili z tego sokrobane bluźnierstwo z tąd
              słowiański odwrót od pisaniny w kierunku przekazów ustnych. Przekazów które
              tródno obalić bo każdy je nosi w słowach i sercu od kolebki.

              Wiem że nierozumiecie tego kodexu, pewnie nikt jeszcze wnim tak jak ja się nie
              zagłebił. Czy ta "niewidzę niema niechcę widzieć" postawa upoważnia do
              formułowania jakichkolwiek wypowiedzi?
              Błądźcie a znajdziecie.
              Kto pyta nie bładzi.
              Proście a będzie wam dane.

              niestety ignorancja niepokorna tumani many.
              Bo jak wytłumaczyć brak dyskusji na temat CR?
              ja wiem a wy chcecie wiedzieć?
      • regulygw Re: Perła dla Słowianofilów 06.01.04, 09:08
        > A wg mnie nie ma sie czym zachwycać.
        > A już że w łódce płynęli Perun i Weles to zakrawa na żart chyba.
        > Wiele tez w tej książce - jak to wynika z recenzji - nie jest godna
        > człowieka uważającego się za religioznawce (i to kto go nazwał największym
        > w Polsce ?!).

        W koncu to publikacja ze stajni KRK - to ochlodzilo wyraznie i moj entuzjazm...
        • osse Re: Perła dla Słowianofilów 12.01.04, 11:56
          ... a powiem i więcej.
          Szyjewski musiał mocno nie doczytać.
          Ten w łódce i ten strzelający potem w diabła to wcale nie jeden bóg, tylko dwaj
          różni bogowie (jeżeli przyjąć, że
          ta bajka (wierzeniowa - wg klasyfikacji Krzyżanowskiego) to jakieś pozlepiane
          szczątki słowiańskich mitów)), trzeba po
          prostu poczytać Tomickiego i to dokładnie (jego artykuły w Etnografii Polskiej
          też).
          Ale skoro to KRK-owiec, to pewnie interpretatio christiana...
          I jeszcze jedno, tak jak w innych mitologiach, tak i słowiańskiej było
          conajmniej kilka generacji bóstw, wiele wskazuje na to,
          że taki np. Rod czy Wismar są właśnie starszymi bogami, a są i przesłanki, że
          Weles był synem Ziemi (litew. Żemyna),
          a Perun synem Swaroga.
          Jak w tym związku patrzeć na "odkrywcze" rewelacje pana Sz.?
          Poza tym duazlim - NIE, NIE, i jeszcze raz NIE!
          A tak na marginesie, to po Tomickim, Giesztorze miałem nadzieje, że nastepna
          książka pójdzie dajmy na to
          20 lat do przodu, jeśli idzie o "najnowsze metody badawcze", a posżła chyba no
          może jakieś 5 lat pewnie,
          a niektórych miejscach cofnęła się 20 lat w stosunku do brucknera, więc jak tu
          mówić o odkrywczości?
          Na pewno skojarzenia pary w łódce z perunem i Welesem to nie naukowe metody
          badawcze.
          I Chciałbym pogratulować panu Sz. ogromnej pomysłowości i wprost zadziwiającej
          odkrywczości jako
          pierwszego religioznawcy RP za tak denne i puste pomysły. Gratuluje.



          • bolko_turan Re: Perła dla Słowianofilów 14.01.04, 14:58
            osse napisał:

            > są i przesłanki, że
            > Weles był synem Ziemi (litew. Żemyna),
            > a Perun synem Swaroga.

            Perun w kazdym razie nie byl najwyzszym i jedynym bogiem.
    • osse Re: Perła dla Słowianofilów 25.02.04, 13:04
      Heh czytał ktoś już tę perłę? ja ją dostałem pare dni temu i zrecenzuje te
      recenzje:

      ) Wojciech Jóźwiak o książce Andrzeja Szyjewskiego "Religia Słowian"
      ) (21 grudnia 2003) W labiryncie półek księgarni im. Prusa w Warszawie (Krakowskie Przedmieście, naprzeciwko Uniwersytetu) znalazłem prawdziwą perłę - jest to książka Andrzeja Szyjewskiego pt. "Religia Słowian". Najlepszy z polskich religioznawców, który kilkanaście już lat temu zadebiutował rewelacyjną książką "Symbolika kruka" (obowiązkowa lektura dla szamanistów!) tym razem przedstawia wyniki swoich studiów - jak widać długich i owocnych - nad pierwotną, etniczną religią Słowian.

      Pierwszy błąd rzeczowy: studia Szyjewskiego wcale nie były żadne długie i owocne. Wręcz przeciwnie, pod koniec książki nawet nie ma bibliografi, tylko wygodne kilka stron pt. Zamiast bibliografi - o czym tam jest? Bruckner, Tomiccy, Lowmianski, Giesztor . Wsio.
      Oprocz tego nie dotarl nawet do tekstow zrodlowych, ksiazka ta jest wynikiem
      moze kilkomiesiecznego wysilku intelektualnego pana Sz. nad kilkoma ksiazkami, ktore na ten temat napisano, zreszta tymi najbardziej dostepnymi. moze nawet mniej niz 10-cioma ksiazkami.

      Książka zachwyca. Czytałem ją z poczuciem, że każde słowo jest ważne - a niektóre akapity wręcz smakowałem, czytając jeszcze raz od nowa! I pewnie jeszcze mnóstwo razy do tej książki będą sięgał.

      Pewnie, jak nei czytales nic oprocz Brucknera i ostatecznie Gieysztora, to cie zachwyca bo nie czytales nic o odkryciach Toporowa, Katcicia i paru innych rzeczy.
      )
      ) Zacząć trzeba od tego, że sprawa religii Słowian wygląda dość beznadziejnie.

      Wlasnie ze nie. Kolejny dowod na kompleks braku mitu. Sprawa ta nie wyglada beznadziejne.

      ) Mało jest grup etnicznych, z których pierwotną kulturą zwycięskie
      ) chrześcijaństwo rozprawiło się tak dokładnie, ścierając ją niemal bez śladu -
      ) tak jak to stało się w przypadku naszych przodków sprzed tysiąca lat.

      Kolejny przyklad na myslenie schematami, cos jakby brucknerowskie: mity slowianskie zginely, wsiaknely w ziemie chrzescijanska i gluche po nich milczenie. Nieprawda.


      Nie darmo pierwszy rozdział książki Szyjewskiego nosi tytuł "Religia bez
      ) źródeł". Bo ślad, jaki został po mitach, wierze i religijnych obyczajach
      ) dawnych Słowian jest nadzwyczaj nędzny.

      Nedzny, bo nedzny jest repertuar zrodel z ktorych Sz. korzysta, i nedzna
      jest jego wiedza w tej sprawie, i w gruncie rzeczy nedzna jest tez jego
      motywacja, aby postarac sie cos z tych zrodel odczytac. oczywiscie poza tym co odczytali wczesniej gieysztor i inni.

      Kilka zdań w kijowskiej "Powieści minionych lat", gdzie wymieniono imiona Peruna, Chorsa i Mokoszy. Wzmianki w niemieckich kronikach, gdzie przy okazji wojen z pogańskimi Połabianami wypomina się im ich "błędy".

      Patrz: wyżej. poza tym dziesiatki wzmianek o magii/zwyczajach i demonologii w ruskich polskich i czeskich kronikach, kazaniach itp, info o poganskich obyczajach u Długosza, i historykow z 16 i 17 wieku, i jeszcze wogole nie brane pod uwage zrodla: Mater verborum i Ksiega cudow mnicha Herbort, no i Katalog magii Rudolfa.

      Ślady słowiańskich grzechów przeciw pierwszemu
      ) przykazaniu w średniowiecznych instrukcjach dla spowiedników. Plus materiały
      ) zebrane przez folklorystów - późniejsze od autentycznego pogaństwa o
      ) kilkaset lat.

      tsaaa. (gdzie to ja już słyszałem... ?)

      Trzeba być niezmiernie biegłym detektywem, żeby cokolwiek z
      ) tego odszyfrować.

      Właśnie. Trzeba myśleć.

      Nic dziwnego, że dawniejsi badacze, jak Aleksander
      ) Brückner lub Henryk Łowmiański rozkładali w końcu ręce, oświadczając: nie
      ) wiemy i nie będziemy wiedzieć. Jednak postępy religioznawstwa porównawczego
      ) w ostatnich dziesięcioleciach pozwalają na rekonstrukcję z tych śladów,
      ) które pozostały. Dają też nowy wgląd w stare zabytki.

      Bruckner i Lowianski reprezentowali dwa oblicza nauki jeszcze 19-wiecznej.
      historyzm pozytywny, czy jakoś tak. "czego nie ma w źródłach pisanych, tego nie było w rzeczywistości", a co w źródłach pojawia sie jako imie osobowe bóstwa, to pewnie wogole nie istniało (zwłaszcza Lowmianski), albo jesli zrodla mowia o posagach i wrozbach z konia, to albo jest to wymysl, albo kon byl a posagu nie bylo (Wienecke), albo że kon był a były amulety przedstawiajace bostwa (Lowmianski), i sceptycyzm.

      W kolejnych rozdziałach Andrzej Szyjewski przedstawia poszczególne aspekty
      ) religii dawnych Słowian. W rozdziale "Świat wyłowiony" przedstawia mit
      ) kosmogoniczny: opowieść o stworzeniu świata, wspólnie przez Boga i Diabła.
      ) Bóg zstępuje z nieba i płynie łodzią po morzu, dosiada się doń Diabeł, razem
      ) im jest za ciasno, Bóg postanawia temu zaradzić, wysyła Diabła na dno morza
      ) po garść ziemi i z niej stwarza suchy lad. Dlaczego sam nie może zejść na
      ) dno? - Bo wody, jako żywioł chaotyczny i mroczny, niebianinowi nie
      ) podlegają, on tam nie ma wstępu. A skąd w ogóle owi "Bóg i Diabeł" w
      ) pogańskiej mitologii? - Bo pierwotnie byli na ich miejscu Perun i Weles,
      ) albo podobna para bóstwa "górnego" i "dolnego", pod które potem podstawiono
      ) postaci chrześcijańskie.

      Bo Szyjewski akurat nie zrozumial rozpraw Toporowa i Iwanowa, chociaz je czytal (a przynajmniej podaje je w przypisach.... )

      W innych kontekstach Perun stał się Świętym Jerzym,
      ) a Weles przybrał imię Św. Mikołaja. Opowieść o wyłowieniu świata przechowała
      ) się w ustnej ludowej tradycji Rusi i Polski.

      tsaaa. Także Ukrainy, Serbii, Węgier, a nawet bliżej Estonii, Lotwy itd.

      )
      ) Następny rozdział "Jak zwalczyć chaos" rozwija ten temat: dwóch boskich
      ) antagonistów, Boga Gromowładcy i Boga Władcy Zmarłych, zarazem opiekuna
      ) ziemi i dawcy pomyślności - bo nie chodzi tu wcale o walkę "dobra"
      ) ze "złem"; Słowianie byli dalecy od manichejskiego widzenia świata.

      Tak, Slowianie wcale nie znali dualizmu, wcale, ale mit mieli dualistyczny.
      Oczywiscie.

      Dalej, w rozdziale "Wielki młyn" rekonstruuje słowiański obraz wszechświata, z
      ) trójdzielnym kosmosem (podziemie-podwodzie, świat ludzi i niebo), z osią
      ) świata zaczepioną o Gwiazdę Polarną i kosmicznym drzewem.

      Tu tez Sz. pionierem nie jest bo wiekszosc roboty odwalili przed nim Moszyński i Tomicki, i pewnie Vulcanescu.

      ) Rozdział "Zaginieni bogowie" deszyfruje słowiański panteizm, stara się
      ) odgadnąć funkcje poszczególnych bóstw, wymienianych przez kronikarzy.
      ) Ciekawe, że Szyjewski nie odrzuca, jak czynią zwykle w ślad za Brücknerem
      ) inni autorzy, świadectwa Jana Długosza, owych jego "Ład", "Lelów-Polelów"
      ) i "Dzidzielei".

      Heh, tym samym cofając nauke 20 albo i 30 lat wstecz.

      W rozdziale "W obliczu bogów" dostajemy obraz religijnych
      ) obyczajów i zachowań naszych przodków. Mnie zaciekawiło, że Autor nie uważa,
      ) aby budowanie świątyń praktykowali tylko Połabianie - przeciwnie, twierdzi,
      ) że wszyscy Słowianie znali świątynie, nie tylko święte miejsca pod gołym
      ) niebem.

      Moze i tak, ale czy swiatynie mieli oprocz Połabskich także na Rusi (Kronika Nestora wspomina wyraźnie o chramach, archeolodzy wykopali kilka śladów drewnianych budynkow w swietych miejscach, np. w Płocku chyba, no i wiadomosci o masie spalonego drewna - po budynkach na Lysicy i Gnieznie), Sz. dalej nie jest Kolumbem.

      Trzy ostanie rozdziały to: "W kręgu boginek", "Ciało i dusza"
      ) oraz "Na szlaku junackim". Autor omawia tu kolejno słowiańską demonologię -
      ) bardzo bogatą i dobrze zachowaną, w przeciwieństwie do wiedzy o
      ) bogach "wysokich"; następnie wierzenia antropologiczne - o duszy i ich
      ) losach pośmiertnych, po czym wspomina o słowiańskich herosach, takich jak
      ) kijowski Ilja Muromiec lub serbski Królewicz Marko.

      Wg mnie slowianska demonologia wg Szyjewskiego to demonologia ludowa w stanie z jakiegos 16 albo 17 wieku, jesli nie pozniejsza.
      Primo: nie było mamun, sibieli, siwilli, planetników, południcy, przypołudnicy, rusałek nie było, i kilku jeszcze rzeczy jak krasnoludki, meluzyny i luzyny, za
      • bolko_turan Dualizm 27.02.04, 18:42
        osse napisał:

        > ) Następny rozdział "Jak zwalczyć chaos" rozwija ten temat: dwóch boskich
        > ) antagonistów, Boga Gromowładcy i Boga Władcy Zmarłych, zarazem opiekuna
        > ) ziemi i dawcy pomyślności - bo nie chodzi tu wcale o walkę "dobra"
        > ) ze "złem"; Słowianie byli dalecy od manichejskiego widzenia świata.

        > Tak, Slowianie wcale nie znali dualizmu, wcale, ale mit mieli dualistyczny.
        > Oczywiscie.


        Jasne ze Slowianie dualizm znali i mieli... gdyby nie znali nie byliby
        Indoeuropejczykami. Ty mylisz dualizm z manicheizmem. Sfera nieba i sfera
        podziemia to juz dualizm. Manicheizm mial by u Slowian miejsce gdyby sfera nieba
        ze sfera podziemia walke prowadzila, jak to z iranskiego zoroastryzmu znamy.
        Jednak sfera podziemia u Slowian "zla" nie oznaczala... wrecz odwrotnie. Weles
        nie byl zadnym zlym bogiem, lecz opiekunem. Z tego powodu mozna powiedziec ze
        Slowianie manicheizmu nie znali, dualizm jednak tak.
    • osse Re: Perła dla Słowianofilów 25.02.04, 13:34
      cd.

      Trzy ostanie rozdziały to: "W kręgu boginek", "Ciało i dusza"
      > oraz "Na szlaku junackim". Autor omawia tu kolejno słowiańską demonologię -
      > bardzo bogatą i dobrze zachowaną, w przeciwieństwie do wiedzy o
      > bogach "wysokich"; następnie wierzenia antropologiczne - o duszy i ich
      > losach pośmiertnych, po czym wspomina o słowiańskich herosach, takich jak
      > kijowski Ilja Muromiec lub serbski Królewicz Marko. Na koniec dostajemy
      > przegląd dotychczasowej literatury przedmiotu, głównie polskiej.
      >
      Nie, to nie jest przegląd dotychczasowej literatury przedmiotu, bo gdyby
      wymienił dajmy na to 50 pozycji, czy 150 to tak, ale jak krótko omówił 3-4 ksiązki,
      to nie jest przegląd literatury przedmiotu.


      > Książka Szyjewskiego ma tę zaletę - w przeciwieństwie do jego wielkich
      > poprzedników - że przedstawia jasny obraz słowiańskiego wyobrażeniowego
      > świata. Pozostawia wrażenie, że się odtąd wie, o co w religii Słowian
      > chodziło - inaczej niż dzieła Brücknera, Łowmiańskiego czy nawet Gieysztora,
      > po których pozostaje wrażenie niedosytu, a czasem wręcz skołowania.

      Tu nie zgodze sie z autorem. Tamtych odpuszcze, ale uczucie niedosytu po Gieysztorze,
      to już nie moge tego zrozumieć. Widocznie są ludzie do których nic nie dociera.

      Może coś się przełamało w kontakcie ze światem naszych przodków - po dwustu latach
      > (licząc od Zoriana Dołęgi-Chodakowskiego)

      TO daleko zajechałeś, jak już Chodakowskiego liczysz.

      wielkich chęci, prób i rozczarowań
      > wreszcie przetarł się mentalny kanał porozumienia z nimi? Dojrzeliśmy do ich
      > zrozumienia?

      "Historia badań nad religią Slowian jest historią rozczarowań" - to pewnie z
      Urbańczyka? XIX - wieczny poztywizm historyczny.
      >
      > Czy "Religia Słowian" może być użyteczna dla praktyków, szamanistów i
      > neopogan? Za wyznawców "rodzimych kościołów" nie będę się wypowiadał, choć
      > obawiam się, że pewne ustalenia krakowskiego religioznawcy mogą im się nie
      > spodobać... Szamanistów ucieszy, że dawni Słowianie praktykowali rozmowę z
      > ogniem i wsłuchiwanie się w jego głos z intencją usłyszenia rad i przekazów.

      Haluuu. Słowianie praktykowali rozmowy z ogniem. Mowa w magii ... Rudolfa była o
      szeptaniu jakichś zaklęć do ognia, tak samo jak modlono sie do kamienia, drzewa czy
      czego tam jeszcze. Otóż to. Szyjewski chciałby zrobić chyba ze Slowian szamanów w
      rodzaju czarowników z syberii, ameryki płn czy australii. Tyle że Slowianie doszli do
      politeizmu, a może i do henoteizmu, a szamanizm zatrzymał sie w rozwoju gdzieś
      pewnie 2-3 tysiące lat p.n.e. Krótko mówiąc, szamanizmu było u Słowian tyle co
      manizmu, który Sz. chyba przecenia (np. krasnoludki, rusałki wszystko to dla niego duchy
      przodków), jeśli takie wierzenia były np. 17 czy 18 i 19 wieku, że w polu był Dziad i Baby,
      to jest to zdaje sie coś co nazywa sie regresem. Myślenie "mityczne" wraca do stanu w
      jakim było pierwotnie, tysiące lat wcześniej, dlatego jeśli odjąć synkretyzm religijny,
      chrześcijaństwo, to magia jaka była na wsiach jeszcze sto lat temu, w niczym nie różniła
      się od tej z roku np. 4000 lat p.n.e., zniknęły wątki mityczne, stworzone przez warstwe
      kapłanow, pozostało to co było zanim jeszcze zaczęto myśleć o bogach.
      Czego zabrakło w tej książce? Wydaje się, że Autor nie chciał wchodzić na
      > tematyczne poletko zagospodarowane dwadzieścia lat temu przez dwójkę autorów
      > Derwich-Cetwiński, i pominął całą grupę źródeł, szlacheckich legend
      > herbowych. Szkoda więc, że wśród herosów nie wymienił Godzamby. Nie
      > znajdziemy też w tej książce wzmianek o słowiańskiej wierze w reinkarnację -
      > a przecież ta wiara była. Przydałby się też rozdział o słowiańskim
      > kalendarzu, o roku sakralnym.

      Rozmowy z ogniem? Były zaklęcia do ognia, a nie rozmowy. To szamanizm?
      O kalendarzu nie chciało sie Sz. pisać bo za trudne.
      >
      > W sumie jednak książka Andrzeja Szyjewskiego sprawia wrażenie dzieła
      > przełomowego: od tej pory każdy, kto zajmuje się wierzeniami naszych
      > przodków, będzie miał poczucie, że stoi na dużo pewniejszym gruncie, niż to
      > miało miejsce dotychczas.

      Nie wiem, ja tam poczucia nie mam, że stoimi na pewnym gruncie. Nie ma tam prawie
      nic, czego nie można znaleźć w ksiązkach Tomickiego i Gieysztora. Dokładnie.
      Nie ma nawet wymienionych imion wszystkich bóstw poświadczonych źródłowo.
      To mnie niż minimum. Ale polecam te ksiażke też. Ma ładną żóltą okładkę.
      No i przysyłają razem z nią sterte ulotek z ofertami ksiązek - niekóre przykłady to
      "173 przysmaki siostry Iksińskiej", czy "Jezus jest".
      • bolko_turan Szamanizm i bebeny 13.03.04, 15:27
        Orientujesz sie czy slowianscy kaplani bebeny lub tamburyny uzywali?
        • osse Re: Szamanizm i bebeny 22.03.04, 16:49
          bolko_turan napisał:

          > Orientujesz sie czy slowianscy kaplani bebeny lub tamburyny uzywali?


          (to było pytanie do mnie?) Nie nie orientuje się, czy słowiańscy kapłani bebeny i
          tamburyny używali. Może bebeny tak, ale tamburyny to nie wiem. Chcesz zostać
          słowiańskim kapłanem, bolko? smile))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka