dolores2222
13.11.18, 21:09
że zmarła moja koleżanka.
Nie chorowała specjalnie, ale ciągle spadała jej waga. Nawet się cieszyła, że inne po 40 tyją a ona na odwrót. Potem zaczęły się bóle brzucha ale tak potworne że nic nie działało. No to mąż ją na siłe wywiózł na ostry dyżur. Objawy, badania i dosć szybka diagnoza. Rak trzustki. Miała niewiele czasu żeby się pożegnać z rodziną, dwie córki, mąż. Znajomych nie chciała widzieć. NAwet długo nie wiedzieliśmy. Nawet nie poinformowali o pogrzebie, bo mąż nie miał głowy dzwonić po dalszych znajomych z innego miasta. Jutro idziemy na jej grób. Ryczałam w robocie pierwszy raz od kiedy pamietam i ciągle ryczę. Myślę o naszych wspólnych wygłupach kiedy blisko mieszkałyśmy, o jej słynnym placku zemsta teściowej. Kurde jakie to wszystko teraz wydaje mi się żadne, te spory w pierdoły i podchody w robocie i kłótnie o byle co. I myślę, co straciłam dobrego w życiu i ile w tym mojej winy, zołzowatego charakteru. I kude już mam taki mętklik ż e tylko ryczeć moge
Jak macie o co, o kogo zawalczyć to nie wahajcie sie ani chwilli bo zadna z nich nie wróci