dolores2222
15.02.19, 12:36
Poszłam do lidla. I spotkałam męża koleżanki, mieszkającej na drugim końcu miasta. Pan robił zakupy w towarzystwie młodej dzierlatki, która co chwilę słodko ćwierkała mu do uszka i nieco głośniej wyrażała swoją radość z zaplanowanego na dziś menu. Starałam się omijać, ale lidl nie dał mi szans. I kiedy państwo zaczęli wybierać winko na kolację nie zdzierżyłam i z uśmiechem powiedziałam: cześć, pozdrów Asię (żonę, imię zmienione). Mina gościa bezcenna. Ale jak przyszłam do domu, to wku... na niewiernego mi przeszedł a ogarnęły mnie wątpliwości. Po cholerę sie odzywałam? Co mam teraz zrobić? Udawać, że nic nie było? Czy jak wrócę do roboty, to zburzyć sielankę rodzinie? I co mam powiedzieć tej koleżance? Po co mi to? Ale jak nie powiem, to jak mam słuchać jej kolejnych opowieści o kochającym zapracowanym mężu, który tyle musi wyjeżdżać, żeby mogli tak wygodnie żyć. Normalnie tak mnie to denerwuje i mam mętlik w głowie. Po jaką cholerę sie odzywałam? Nie wiem, co mam zrobić. Wolelibyście wiedzieć czy nie? I czy ta jednoznaczna sytuacja jest aż tak jednoznaczna? Wprawdzie nie miałam wątpliwości w sklepie, ale przecież materacem nie jestem. Po co ja polazłam do tego lidla? Co byście zrobili? Koleżanka jest tylko koleżanką. Ale jak myślę o sobie, to ja wolałabym wiedzieć. Tylko jeśli już, to jak jej to powiedzieć? Sorry za ten ślinotok, ale szlag mnie trafia przez to wszystko. Napiszcie coś proszę, moze ktoś mi zmyje głowę albo pomoże na to spojrzeć z innej perspektywy albo z jakiejkolwiek trzeźwej.