Jakoś strasznie mi ciężko. Wszystko robię mechanicznie, a nawet z pewnym
wysiłkiem, nic mnie nie cieszy. Jest wokół mnie sporo ludzi, ale mimo tego
czuję się strasznie samotna. Wydaje mi się, że tak naprawdę to mało kogo
obchodzę. Nie ma osoby przed którą bym się mogła otworzyć, przytulić w
cieżkich chwilach, osoby która by ode mnie nic nie oczekiwała prócz mojej
obecności, przed którą nie musiałabym udawać niczego. Nie ma kogoś kto pokazał
by mi jak cieszyć się życiem. Nie mam zaufania do ludzi. Chcę się tego
nauczyć, ale cały czas nie wychodzi. Może to faktycznie we mnie leży problem.
Zastanawiam się tylko ile jeszcze zniosę ten stan. Tak pragnę poczuć radosne
oczekiwanie na cokolwiek, juz jakiś czas temu zagineło to uczucie. Smutek
zajadam. Co nie jest dobre dla mojej figury

pozdrawiam Wszystkich.