Dodaj do ulubionych

Czeski błąd

10.03.05, 15:01
Kiedy zdarzy nam się napisać „wlna” zamiast „wełna”,, „skdła”
zamiast „skład”, „wsyzdeł” zamiast „wyszedł”, to słowa te istotnie wyglądają
tak, jakby były żywcem z języka czeskiego...
Czeski błąd
W jednym z programów „Dzwonię do Pani (Pana) w bardzo nietypowej sprawie”
emitowanych w Radiu Zet spytano Janusza Weissa, czy wie, skąd się wzięło
powiedzenie czeski błąd, kiedy przestawi się w wyrazie litery (np. gdy
napisze dal zamiast dla, nei zamiast nie, bćy zamiast być, rok 2050 zamiast
2005). Słuchacz zdradził, że miał nawet zadzwonić w tej sprawie do profesora
Miodka, bo owa kwestia męczy go od lat, ale nie zna numeru. Pomyślał więc o
Januszu Weissie. Ten odpowiedział, że, owszem, zetknął się z określeniem
czeski błąd, nie ma jednak pojęcia, jaka jest jego etymologia. Natychmiast
pomyślałem, że to temat na nowy odcinek „Obcego języka polskiego”...
Otóż wyrażenie czeski błąd, oznaczające − jak już powiedziano −
przestawienie liter w wyrazach pisanych na maszynie lub na komputerze, ma
rzeczywiście odniesienie do języka czeskiego. Wśród bohemizmów (tak to się
fachowo nazywa) można bowiem natrafić na wyrazy dziwnie dla nas wyglądające,
np. osm (osiem), osmnáct (osiemnaście), čtrnáct (czternaście), čtvrtek
(czwartek) czy srpen (sierpień). Choć czyta się je [osum], [osumnact],
[cztyrnact] [cztwyrtek], [syrpen], w zapisie brakuje samogłosek u, y. Kiedy
więc zdarzy nam się napisać wlna zamiast wełna, brd zamiast brud, skdła
zamiast skład, wsyzdeł zamiast wyszedł, a więc kiedy opuścimy jakąś literę
albo przestawimy któreś, to słowa te istotnie przypominają czeskie. Dlatego
na takie usterki w pisowni zaczęto mówić czeski błąd, czyli ‘napisane jak po
czesku’.
Nieco inaczej interpretuje omawiany frazeologizm prof. Grzegorz Dąbkowski z
Uniwersytetu Warszawskiego. Otóż w języku czeskim (pod wpływem niemieckiego)
liczebniki złożone (od 21 w górę) występują w dwóch postaciach. Na przykład
liczba 28 to dvacet osm lub osmadvacet (osiem i dwadzieścia), a zatem ktoś,
kto zapisuje takie liczby, łatwo może zrobić czeski błąd, przestawiając cyfry
i z 28 wychodzi 82. Czeskie błędy popełnia się zazwyczaj wtedy, gdy pisze się
na maszynie bądź na komputerze bardzo szybko. Przytrafiają się one zwykle
osobom operującym dwiema dłońmi. Wtedy najczęściej a lub e mylone jest z i,
bo litery te umieszczone są na klawiaturze po przeciwnej stronie. Zdarza się
jednak i tak, że jedną literę zastępuje się drugą, gdyż sąsiadują obok siebie
(np. m przez n), albo wręcz występują one w tym samym klawiszu (np. z i ż, x
i ź, a i ą itp.; wówczas trzeba włączyć przycisk Alt).
Dodajmy, że w językoznawstwie (w fonetyce) znane jest zjawisko o nazwie
metateza. Mówi się o niej wówczas, gdy w jakimś wyrazie przestawione zostają
głoski lub sylaby, co zwykle wynika z upodobnienia lub odpodobnienia
artykulacyjnego (np. renament zamiast remanent, ekulubracja zamiast
elukubracja, lewolwer zamiast rewolwer, labolatorium zamiast laboratorium).
Tak więc piśmie mamy do czynienia z czeskimi błędami, w mowie zaś − z
przestawkami głosek lub sylab, tzn. z metatezą.

Maciej Malinowski
www.obcyjezykpolski.interia.pl/?md=archive&id=157
Obserwuj wątek
    • kubek Re: Czeski błąd 2 10.03.05, 15:03
      CZESKI BŁĄD cd 2/2
      Wiele jest anegdot związanych z czeskimi błędami, czyli gafami dziennikarskimi,
      a czasami drukarskimi. W książce „Dziennikarz w globalnej wiosce” Krzysztof
      Mroziewicz wspomina o tym, jak to „Polityka”, tygodnik za czasów Gierka oddany
      reformom i modernizacji kraju, wydrukował w jednym z tekstów publicystycznych
      słowo gospodraka zamiast gospodarka. Redakcja tłumaczyła się potem, że klawisze
      z literkami d, r, a znajdują się blisko siebie i że wystąpił właśnie czeski
      błąd, czyli pomylono czcionki. Mało kto w to jednak uwierzył. Z kolei w połowie
      lat 50. ub. wieku jeden ze spikerów Dziennika TVP miał powiedzieć, że do
      Warszawy przyjechał Nikita Chruszczow. Pobyt jego trwa mać (zamiast: trwać ma)
      pięć dni. To mać , jako człon pewnego dobitnego wyrażenia, odebrane zostało
      jednoznacznie (łatwo przewidzieć, co się stało ze spikerem...). Dostało się też
      przed laty dziennikarzowi, który przejęzyczył się i zamiast SLD powiedział na
      antenie LSD. A było to w czasach, gdy Sojusz Lewicy Demokratycznej trzymał
      władzę bardzo mocno i żartów albo wpadek nie tolerował.
      Z braniem wszystkiego za czeski błąd należy jednak uważać. Kiedy zobaczą
      Państwo gdzieś w druku stare słowo fejleton bądź nowe odbytwatel albo
      przeczytają, że pani prezydentowa z wszelkich precjozów najbardziej lubi
      kulczyki, to niekoniecznie muszą to być od razu literówki...
      A oto fragment tekstu, w którym aż się roi od czeskich błędów:
      Zdognie z nanjwoymszi baniadmai perzporawdzomyni na bytyrijskch uweniretasytch
      nie ma zenacznia kojnolesc ltier przy zpiasie dengao sołwa. Newajżanszjie jest
      to, aby prieszwa i otatsnia lteria byla na siwom mijsecu, ptzosałoe mgoą być w
      niaedziłe i w dszalym cąigu nie pwinono to sawrztać polbemórw ze zozumierniem
      tksetu. Dzijee sie tak datgelo, że nie czamyty wyszistkch lteir w sołwie, ale
      cłae sołwa od razu.
      Po poprawieniu wychodzi taka sensowna treść:
      Zgodnie z najnowszymi badaniami przeprowadzonymi na brytyjskich uniwersytetach
      nie ma znaczenia kolejność liter przy zapisie danego słowa. Najważniejsze jest
      to, aby pierwsza i ostatnia litera była na swoim miejscu, pozostałe mogą być w
      nieładzie i w dalszym ciągu nie powinno to stwarzać problemów ze zrozumieniem
      tekstu. Dzieje się tak dlatego, że nie czytamy wszystkich liter w słowie, ale
      całe słowa od razu.
      Maciej Malinowski
      www.obcyjezykpolski.interia.pl/?md=archive&id=157
      • kubek Czeski Film 10.03.05, 15:05
        Czeski film


        − Niedawno wyjaśnił Pan wyczerpująco etymologię określenia „czeski błąd”,
        nie wspominając o równie obiegowym określeniu „czeski film” − pisze internauta
        (Skor@biskupin.wroc.pl). − Sądzę, że ma on związek z tytułem i treścią filmu
        pt. „Nikt nic nie wie”, naiwniutkiej, lecz popularnej w latach powojennych
        czeskiej komedii o walce czeskiego ruchu oporu z Niemcami.




        Rzeczywiście powiedzenie czeski film należy łączyć z pierwszą po drugiej
        wojnie światowej komedią produkcji czechosłowackiej pt. „Nikt nic nie wie” (w
        oryginale „Nikdo nic nevi”wink w reżyserii Josefa Macha, wyprodukowaną bodajże w
        1947 r. Była to farsa okupacyjna ciesząca się w Polsce sporą popularnością.
        Film spodobał się ludziom do tego stopnia, że wkrótce włączyli do swego
        słownictwa powiedzenie nikt nic nie wie, czyli czeski film, które zaczęło odtąd
        żyć własnym życiem. Trafiło nawet do słowników i stało się frazeologizmem
        nazywającym ‘sytuację, w której dzieje się coś dziwnego, ale nie wiadomo, o co
        chodzi, co i dlaczego się wydarzyło’. Oto przykłady użycia: To, co się obecnie
        dzieje w Wiśle Kraków, można śmiało określić jako „czeski film” i to
        niekoniecznie dlatego, że nowym trenerem Białej Gwiazdy został Werner Lička”
        (cytat ze strony internetowej wislaportal.pl); Przyjeżdżam na miejsce, widzę
        zbiegowisko ludzi, pytam, co się stało, ale każdy mówi co innego. Istny „czeski
        film”...

        Okazuje się jednak, że określenie czeski film funkcjonuje czasem w
        polszczyźnie w innym znaczeniu − jako ‘film słabo wyreżyserowany, tzn. taki, w
        którym nie można się połapać, o co chodzi i z którego nic mądrego nie wynika’.
        To jakiś czeski film – nikt nic nie wie – słyszy się nieraz, kiedy w telewizji
        pokazują na przykład mierny dramat psychologiczny albo kryminał (i to
        niekoniecznie produkcji czeskiej). Tymczasem przypięcie takiej łatki (czyli
        określenia pejoratywnego) filmom wyprodukowanych nad Wełtawą i kojarzenie ich
        wyłącznie z tandetą, z kiczem jest absolutnie nieuzasadnione. Kinematografia
        sąsiadów z Południa nie zasłużyła sobie bowiem na tak negatywną ocenę. Po
        pierwsze, trzy filmy czeskie zdobyły (do tej pory!) Oscara za najlepszy film
        nieanglojezyczny (w latach 60. ub. wieku „Sklep na ulicy głównej” i „Pociągi
        pod specjalnym nadzorem”, a w 1996 r. „Kola”wink, a wszystkich zachwycał swego
        czasu serial „Szpital na peryferiach”, po drugie zaś, wytwórnia filmowa na
        praskim Barrandovie uchodzi za jedną z najlepiej wyposażonych i największych w
        Europie (korzystają z niej wybitni światowi reżyserzy).

        A zatem warto chyba zapamiętać (to oczywiście uwaga nie do wszystkich),
        że powiedzenie czeski film nawiązuje wprost do tytułu „Nikt nic nie wie”, a nie
        do jakości, wartości każdego filmu produkcji czeskiej. Wręcz odwrotnie: ów
        frazeologizm należy rozumieć w ten sposób, że na ekranie dzieje się coś
        interesującego, intrygującego, ale dziwnego, tajemniczego, co sprawia, że widz
        musi się zastanowić nad rozwikłaniem akcji.

        Maciej Malinowski
        www.obcyjezykpolski.interia.pl/?md=archive&id=159
        • pressforum Re: Czeski Film 10.03.05, 18:17
          jesssuuu kubus, jakis ty mndry smile))
    • stary.prochazka Re: Czeski błąd 10.03.05, 18:53
      słyszałem, że w l. 90 jakiś makler na giełdzie w Warszawie wywołał hossę przez
      taki czeski błąd; pomylił liczbę akcji, które miał kupić, z ceną którą
      proponował czy coś takiegowink
      • macgil Re: Czeski błąd 10.03.05, 21:59
        A niejaki Dżordż Dablju Busz ponoć wywołał panikę na giełdzie tokijskiej, gdy
        będąc tam z wizytą pomylił słówka: dewaluacja/denominacja/defloracja... de-
        cośtamcośtam. Później tzw. administracja musiała przepraszać i prostować...
        Zdravim,
        macgil
        • hrabalek Re: Czeski błąd 15.04.05, 19:41
          wspaniała lekcja, serdecznie dziękuję, całe życie się człowiek uczy,wyrazy
          szcaunku!smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka