Dodaj do ulubionych

kot i PZPR ;)

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.02.04, 19:07
jak to było mieć kota w czasach przed "ogólnodostępnym" dobrobytem? piasek z
piaskownicy do kuwety, biały serek do jedzenia? ;) a, nie, przepraszam -
pracowite odwijanie ryby z gazety :)) przywoziliście jakieś kocie specjały
(... łiskas?) z zagranicy? weterynarzy chyba, jak pamiętam, nie było więcej
niż jeden/trzech na dzielnicę?
? :))
Obserwuj wątek
    • Gość: m.pw Re: kot i PZPR ;) IP: *.konstancin-jeziorna.sdi.tpnet.pl 20.02.04, 20:44
      zaczęłam opowiadać jak to było i nagle myk i listu nie ma - czyżby ORMO czuwa?
      Na złość napiszę jeszcze raz , w skrócie - moje koty jadły dorsze - ponieważ
      ludzie ich nie jedli. Nawet na murach widniały napisy "jedzcie dorsze, gówno
      gorsze". sKUTEK BYŁ TAKI, ZE KOTY SZYBKO ODCHODZIŁY Z POWODU MOCZNICY, CO
      ZAcholera miesza mi duze i małe litery? O zadnych suchych karmach nie było
      mowy, chyba że jakiś kociolub jechał za żelazna kurtynę. Wetów prawie nie było,
      a jak sie któryś trafił to był mało gramotny (stąd ta mocznica). Piach był z
      ogródka - babcia przywoziła, bo piaskownice tak jak i teraz były zasr.. przez
      inne zwierzaki a o szczepionkach jakos sie nie mówiło.
      Rzeczone dorsze się odwijało z gazety (przedtem wyciekał sos na schodach i w
      windzie) wrzucało się do gara i obgotowywało - smród na 1/2 bloku - kto słyszał
      o wyciągach, żyło się siermiężnie.
      Zawsze u babci były dwa dorodne psy i kiedyś wzięłam je do Wawy. Jakis babsztyl
      rzucił sie z mordą- jak ci nie wstyd takie duże zwierzęta hodować, ile zjedzą
      mięsa, a dla ludzi nie ma! A te biedne psy jadły kaszę + wywar na kościach.
    • abracadabra1 Re: kot i PZPR ;) 21.02.04, 06:32
      Moj kocur mial drapak -noge od stolu w kuchni gdzie codziennie robil manicure
      Piasek z piaskownicy zmieniany codziennie
      Jadl zupke z dorsza z jarzynkami oraz surowa wolowinke (na zmiane) oraz nabial
      Byl wyjatkowy- bo w tym czasie ludzie w blokach miewali psy ale nigdy koty
      Wychodzilismy z nim na spacer na podworze ale czesto uciekl na drzewo lub
      chowal sie pod samochodami
      Jezdzil tez na wycieczki samochodowe , lubil siedziec na tylnej szybie
      Wtedy nie bylo mowy o kastracji wiec zapuszczal swoj zapach na swoim
      terytorium , czyli w mieszkaniu - kocie "perfumy" czulo sie ale nie mozna bylo
      ich zidentyfikoac
      Do weterynarza kiedys pojechal w plastikowej siatce na zakupy - nie bylo klatek
      Fajny byl ... i PZPR tez mial swoj urok nieprawdaz?


    • kocibrzuch Re: kot i PZPR ;) 21.02.04, 14:16
      Ano właśnie. Choć koty zawsze darzyłem sympatią, za PRLu nie przyszło mi do głowy, żeby jakiegoś trzymać w domu, w mieście. U wszystkich, którzy koty mieli, "pachniało", a zwierzaki trochę mizerne. Więc miałem psy. Odkąd pojawił się żwirek mam już dwa koty (nie licząc psa) i można powiedzieć odkryłem te stworzenia na nowo dla siebie. Żrą Iamsa i mają stale świeży Benek do dyspozycji. Gdyby nie alergia małżonki, przygarnąłbym jeszcze z jednego ;)
    • Gość: Trampp Re: kot i PZPR ;) IP: 217.144.243.* 21.02.04, 15:08
      Taaaak jako mlody chlopak tez mialem kota w minionej dekadzie i chyba nie
      wiodlo mu sie najgorzej jak sadze.Napewno gdybum mial jakiegos kocura w domu
      teraz zamienil bym piasek z piaskownicy na zwirek.Do reszty sklepowych sensacji
      mam raczej stosunek umiarkowany...
    • neeki Re: kot i PZPR ;) 23.02.04, 10:40
      jak PRL upadl to ja bylam gdzies w polowie podstawowki, ale cos tam jeszcze
      pamietam. koty mielismy na wsi u babci, podworkowce, pily mleko, pojadaly
      jakies skorki, teraz to mi sie wlos na glowie jezy jak o tym mysle.
      w miescie mielismy psa, oczywiscie mowy nie bylo o gotowych karmach, mama
      karmila go jakims miesem, ale jakim to juz nie pamietam ;) w kazdym razie pies
      mial sie dobrze. koty sie u nas pojawily juz w poznych latach 90tych kiedy
      wszystkiego bylo pod dostatkiem.
    • Gość: kociara Re: kot i PZPR ;) IP: 62.148.87.* 23.02.04, 11:10
      Fajny watek:-)
      Przypomnial mi moje i mojej niezyjacej Mamy przeboje jesienne
      z "zabezpieczeniem" odpowiedniej ilosci piasku dla kotow na zime. W piwnicy
      staly 2 olbrzymie drewniane skrzynie i przez okienko (40x40), przez tube z
      tektury, wiadrami, pod oslona nocy znosilysmy ten cholerny piach. Potem co pare
      dni trzeba bylo znow nosic pelne wiadro do mieszkania i stalo ono w lazience i
      nie bylo ozdoba, niestety.Potem ten sam piasek zatykal nam co jakis czas
      kibelek. No-horror! Acha , do noszenia piachu z piaskownicy angazowalam swoich
      kolejnych narzeczonych, ktorzy chyba tez nie wspominali mnie mile...
    • Gość: BBB Re: kot i PZPR ;) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.02.04, 11:22
      moja mama jakimś cudem załatwiła u lekarza dla ludzi (znajomy) receptę na
      tabletki antykoncepcyjne dla kobiet , podawaliśmy kotce po pół raz ma miesiąc
      ale potem niestety odeszła rak macicy trzeba było ją uśpić ale piach z
      piaskownicy faktycznie ..
      wiaderko szpadelek i zapas na tydzień a jedzenie ..
      tragedia ale jakoś przeżyła z nami ok 9 lat.
      O sterylizacji w mojej rodzinnej miejsowości do dziś można zapomnieć brak
      odpowiednich narzędzi podobno..
      tylko krowy i konie do leczenia a koty czy psy to jak na razie PRL bis
      • Gość: klaryma Re: kot i PZPR ;) IP: *.brpo.gov.pl 23.02.04, 13:55
        W dzieciństwie (jakieś 20 lat temu:( miałam dwa koty ale tylko kilka miesiecy i
        latem. Nie wiem, jak by to było na dłuższą metę...Jednak należy wspomnieć, że
        nie było też kuwet. My z mamą, jakoś tak bezmyślnie, trzymałyśmy najpierw piach
        w kartonowym pudle, dopiero jak zaczeło przemiękać zastąpiła jej kuchenna,
        metalowa taca. Na mozliwość wykorzystania kuwety fotograficznej wpadłam dopiero
        dobrych kilka lat później, przy okazji pierwszego naprawdę własnego kota, ale
        to juz inna historia....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka