Dodaj do ulubionych

pieskie życie kota Kotona

IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 04.03.04, 16:22
We wczorajszym wydaniu GW Stołecznym rzuciła mi się w oczy dramatyczna
historia, opisywana z boku szpalty. Jakże jednak istotną się jawiąc na tle
wybuchających samobójców i planów Leszka Millera, powinna zostać natychmiast
zaprezentowana Szanownej Publiczności co najmniej na drugiej stronie Wydania
Krajowego! Spieszę nadrobić błąd redaktorów i zreferuję pokrótce, jeśli
można, na tym skromnym forum..
Otóż jakiś miły pan Tomasz wziął ze schroniska kota. Nie wiem dlaczego, ale
czuję do niego przemożną sympatię. Charakterystyka kota nie jest zbyt
obszerna: kot jest pręgowany, mocno posunięty w latach - oraz wiecznie
zakatarzony (alergia). Kota wziął, powtarzam: jakiś zacny pan Tomasz.
Niestety, po czterech miesiącach, kiedy kot zapewne zdążył się już
przyzwyczaić do nowego właściciela a nowy właściciel do kota – kot został
właścicielowi Tomaszowi, cytuję: „przemocą zabrany przez wolontariuszkę Annę
Wydrę”.
Przemocą, proszę Państwa..

A to dopiero.. jak tak w ogóle można, i to do tego jeszcze „przemocą”?? Nie
wiem jak mogłoby wyglądać odebranie kota przemocą dorosłemu mężczyźnie przez
babę, ale tak jest napisane – próbuję więc uwierzyć. Nikt kota nie pytał o
zdanie, uważam jednak, że to skandal. Napisane jest ponadto, iż kota odebrała
Pani wolontariuszka przemocą, bo pan Tomasz nie raportował do niej przez
cztery miesiące, uwaga: „jak kot się miewa”.(???)
Aha, nie wspomniałem, że rzecz cała skończyła się w sądzie. Wysoki sąd orzekł
w sprawie kota, iż z powodu braku raportowania kot wraca do Wydry. Tak wiec
wśród wielu spraw najwyższej wagi, spór o kota Kotona został rozstrzygnięty
na korzyść wszystkich, tylko nie bezpośrednio zainteresowanego zwierzaka..

Ja takim osobom jak pan Tomasz serdecznie współczuje. Nie dość, że biorą ze
schroniska zasmarkanego, starego kota i o niego oraz jego liczne przypadłości
alergiczne dbają, może się przywiązują - to po jakimś czasie przychodzi
wolontariusz i kota siłą odbiera, nie kwestionując absolutnie prawidłowości
opieki. Jeśli wolontariusz jest aż takim służbistą i zależy mu na dotrzymaniu
procedur schroniskowych to OK., niech dalej organizuje kotom apele rano i
wieczorem oraz mycie zębów na gwizdek, ale jeśli już się pofatygował i
zobaczył że wszystko jest z kotem cacy, to niech przynajmniej nie odrywa go
za przeproszeniem matce od piersi, na Boga..!

Ja takim osobom jak pani Wydra również serdecznie współczuję. Proszę ażeby
przynajmniej dbać choć o pozory i zostawić czytelnikom resztki nadziei, że w
tym wszystkim chodzi o dobro zwierzęcia, a nie o realizowanie się na ich tle
i ekspresję chorej osobowości.. Dbać o pozory, że chodzi o kota, a nie o
Wydrę.

Poza tym nie rozumiem jeszcze jednej rzeczy: dlaczego na zdjęciu ilustrującym
ten mini artykuł, pani wolontariuszka Wydra zasłania się kotem. Czy to ma
związek z dziwną przypadłością większości pań udzielających się społecznie w
charakterze nianiek do zwierząt, które naprawdę bardzo rzadko bywają choć
odrobinę piękniejsze od pupili..?
Dziękuję za uwagę, if any.
Obserwuj wątek
    • Gość: wzburzona Re: pieskie życie kota Kotona IP: *.murator.com.pl 05.03.04, 10:59
      Niestety mam podobna opinie. Malo tego dodam, ze Koton u p.Wydry dokonal zywota
      a tego juz p.Wydra nie powiedziala. Zadarla z lecznica, ktora za "dziekuje"
      leczyla nie tylko Kotona ale pozostale kilkadziesiat kotow z azylu, kot trafil
      z domu gdzie byl zadbanym, jedynym miziakiem do mieszkania (nawet jesli
      sterylnie czystego, to tez proponuje p. Wydrze isc do zadbanego przytulku,
      zobaczymy jaka bedzie szczesliwa) z 30 innymi kotami i psami i pewnie umieral
      majac przed oczami dom z ktorego kochajaca go zbyt mocno i glupio p. Anna
      zabrala. P. Wydra wiele robi dla kotow, sa u niej piekne egzemplarze i dziwne,
      ze przez wiele miesiecy, czasem lat nie znajduja domu. Chociaz czy dziwne?
      Czlowiek ktory bierze kota, chce miec zazwyczaj tylko kota a nie malo uprzejma
      pania w wianie. dzwonilam do p. Ani dwa razy, raz jak chcialam wziac kota i
      zostalam przesluchana takim tonem jakbym chciala go wziac tylko po to by zaraz
      ubic i drugi raz jak zadzwonilam w sprawie klatki lapki by zlapac dzika kotke
      do sterylizacji ktora dwa razy w roku rodzila kocieta na smierc i zostalam
      potraktowana jak potwor ktory chce zrobic kotu krzywde. Canis, podobno
      propaguje sterylizacje. Klatke pozyczylam z innej fundacji a z p. Wydra nie
      chce miec nic do czynienia. Mam kilka kotow, sa to same znajdy, kocham je i
      zrobilabym dla nich wiele, sama zajmuje sie okolicznymi kotami i szukam dla
      nich domu, interesuje sie swoimi podopiecznymi gdy trafia do nowych opiekunow,
      ale staram sie to robic taktownie, uprzejmie i nigdy nie zrozumiem tak
      idiotycznie chorej postawy jaka wykazala sie p. Wydra. To prawda, ze trzeba
      przestrzegac umow, ale fundacja utrzymuje sie z datkow sponsorow (do ktorych ja
      sie tez zaliczlam, wrzucajac pieniazki - calkiem niemale do skrzynek w
      lecznicach)i nie jest to w takim razie prywatny folwark p. Ani. Co na to prezes
      fundacji - p. Danuta Skarbek? Moze ona powinna zajac sie skandalicznym
      zachowaniem p. Wydry?
    • Gość: ella Re: pieskie życie kota Kotona IP: 157.25.152.* 05.03.04, 11:42
      Gazety nie czytałam, powiedzcie dlaczego zabrano kota z powrotem?
    • neeki Re: pieskie życie kota Kotona 05.03.04, 11:57
      dobrymi checiami pieklo jest wybrukowane...
      ja najbardziej wspolczuje zwierzetom, ktore traca szanse na normalny dom przez
      zachowanie tej kobiety.
      Czy NIE MA nad nia zadnej kontroli ? skad ta samowolka? wszystko pieknie, ale
      ja bym taka wscibska babe wywalila za drzwi. i kota bym nie oddala. moje
      zwierzeta traktuje bardzo dobrze i wszystkie sa z odzysku. ale co innego
      sprawdzanie czy kotu nie dzieje sie krzywda a co innego bezczelne wsciubianie
      nosa i obowiazek meldowania sie jak u kuratora na zwolnieniu warunkowym.
      RSPCA tez nadzoruje adopcje ale o takim zachowaniu pracownikow nie szlyszalam.
      pozbawila kota domu bo sie wlasciciel nie zglaszal... a nie mozna bylo po
      prostu sprawdzic w jakich warunkach jest kot ? bo wydaje mi sie ze w tym
      przypadku wazniejsze byly dla niej procedury i chec dania po lbie
      niesubordynowanemu czlowiekowi. a ucierpial kot...
      Pani Wydro moze czas popracowac nad soba i nad swoim podejsciem do ludzi. bo
      potwierdza pani stereotyp ze ludzie bardzo kochajacy zwierzeta nienawidza
      innych i nie umieja sobie z nimi ulozyc stosunkow...
      • Gość: cath Re: pieskie życie kota Kotona IP: *.chello.pl 05.03.04, 17:09
        Skoro u Pana Tomasza kot byl nieleczony to dlaczego byl porwany z lecznicy? Co
        tam robil? nie sadze by Pan Tomasz sam sie leczyl u dr. Brzezny? A skoro u p.
        Wydry byl doprowadzony do tak dobrego stanu (jak pisala w swym zalosnym liscie
        otwartym)to dlaczego kot umarl? Co na to Canis? Moze ktos odpowie? Niestety
        cala ta sytuacja odbije sie tylko na kotach, gdyz wielu ludzi mocno sie
        zastanowi zanim wezmie kota od p. Wydry. To chciala osiagnac? Stwierdzenia, ze
        opiekunki bezdomnych kotow to porywcze wariatki. Taki stereotyp chciala
        umocnic? Ma satysfakcje? Z czego? Ze wygrala sprawe czy ze kot UMARL?? Jest mi
        za nia wstyd. sama zajmuje sie dziczkami i naprawde wstyd mi, ze przez taka
        niezrownowazona osobe karmiciele i opiekunowie kotow sa tak postrzegani.
        • Gość: ala precz z Canisem! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.04, 16:08
          nigdy nie wezme zadnego zwierzecia od p. Wydry, ktora wolala usmiercic kota niz
          pozwolic by zyl sobie spokojnie u swojego Pana!!!
          • Gość: tomaszxxx ??? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 10.03.04, 15:31
            Zaraz.
            Jak to kot zdechł???? Czy nie warto by w takim razie zamiast Pana Zacnego
            Tomasza pozwać panią Wydrę?

            Niestety łatwo wśród opiekunów zwierząt znaleźć osoby robiące wokół siebie tyle
            szumu, tyle ubitej piany, że obrzydzaja całość szczytnych idei. Częstym
            zjawiskiem jest tzw fioł. Innymi słowy - np brak rodzinnego życia
            rekompensowany współżyciem ze zwierzętami. Nikt mi nie wytłumaczy, że pani
            mieszkająca w bloku z 30 kotami jest zdrowa. Jest chora na głowę, a ponieważ
            należy do grupy robiącej wokół idei pomocy zwierzętom hałas - jest akceptowana..
            I tu ronię szczerą łzę, bo jakoś nie mam w pamięci modelu natchnionych
            aktywistek, czupiradeł z obłędem w oczach, dam wonią zdolnych położyc zastęp
            ułanów - nawołujących np do pomocy hospicjom dla dzieciaków. Nie, Drodzy. Nie
            zauważyłem. I żal prawdziwy. Efekty pomocy mogłyby byc dużo, dużo większe gdyby
            ciśnienie medialne wywoływała i tu grupa ześwirowanych dam. Ale nie - tego
            rodzaju osób jakoś nie ma.
            Hyś jakos dziwnym trafem występuje u miłośników zwierząt, którym szczerze
            życzę, by byli choć w połowie tak dobrymi ludźmi, za jakich bierze ich własny
            kot.
            Miłośc do zwierząt jest często oszukiwaniem samego siebie. I innych przy okazji
            również. To że miłujesz zwierzęta nie zawsze znaczy, że jestes tzw "dobrym
            człowiekiem".
        • Gość: m.pw Re: pieskie życie kota Kotona IP: *.konstancin-jeziorna.sdi.tpnet.pl 10.03.04, 16:43
          ..."Moze ktos odpowie? Niestety
          cala ta sytuacja odbije sie tylko na kotach, gdyz wielu ludzi mocno sie
          zastanowi zanim wezmie kota od p. Wydry. To chciala osiagnac?"

          ...na mój rozum, Canis - może nieco zapomniany chciał tym aktem zwrócic na
          siebie uwagę. W końcu trzeba za coś utrzymać biuro. Tylko po co to biuro - inne
          fundacje ratujące setki kotów, organizujace setki adopcji obywaja sie bez
          biurek, nawet komputerów, działaja sercem. Tez oczywiscie nie oddaja kotów w
          ciemno, ale czuwaja dyskretnie
          Chodziło o to, żeby zrobic wokól duzo szumu, jak to robia przechodzone aktorki,
          bo może sie ktoś Canisem zainteresuje i dołoży cos ekstra. Brzydze sie takimi
          babami!
          TYLKO DLACZEGO OFIARA PADŁ KOTON I DLACZEGO ZROBIono TAKA PRZYKROŚĆ P.
          TOMASZOWI, który miał serce dla kota. Może racja - jak ktoś pisał- ktos
          powinien pociagnac do odpowiedzialności p.W.
          Wiem z doświadczenia, że kot który trafia do domu pełnego kotów przeżywa
          ogromny stres i często ginie, bo przestaje jeść, pić łapia go choroby.
          • Gość: ska Re: pieskie życie kota Kotona IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 11.03.04, 10:27
            ...moze skupiła by się pani na Azylu zamiast obrzucać błotem inne fundacje..
    • ombu Re: pieskie życie kota Kotona 10.03.04, 16:33
      Książkę piszesz,czy starasz się o pracę w prasie brukowej ????
      Filozof od siedmiu boleści !!!
      • Gość: m.pw Re: pieskie życie kota Kotona IP: *.konstancin-jeziorna.sdi.tpnet.pl 10.03.04, 19:58
        ombu napisała: Książkę piszesz,czy starasz się o pracę w prasie brukowej ????


        nie piszę, zycie samo pisze, ja tylko komentuję, po to jest forum
        • ombu Re: pieskie życie kota Kotona 10.03.04, 21:23
          To piszcie bardziej treściwie,każdy po kolei wykłada tyrady,przecież nie idzie
          tego czytać.Chociaż przerwy pomiędzy przemyśleniami by się przydały,a tak
          wychodzi ciąg ciężki do strawienia :-(
          • Gość: m.pw Re: pieskie życie kota Kotona IP: *.konstancin-jeziorna.sdi.tpnet.pl 10.03.04, 22:34
            Napisałam kilka zdań z przerywnikami, a moze nie wiesz kogo komentujesz?

            cytat z windy w moim bloku: "Pisze pomału bo nie wiem jak u was z czytaniem"

            pisałam pomału ale i tak nie dotarło...
            • ombu Re: pieskie życie kota Kotona 10.03.04, 22:49
              Ha,ha
              To ty jesteś nie dzisiejszy ;-)
              Ja komentowałem osobę,która napisała ten post,czyli niejakiego Tomaszaxxx,ale
              widać pisałem pomału a i tak to do Ciebie nie dotarło :-)
              Po prostu byłeś ostatnią osobą odpowiadajacą i myślałeś,że to do Ciebie.
    • Gość: Emma Re: pieskie życie kota Kotona IP: 195.85.227.* 15.03.04, 12:54
      Po krótce wszystkim wzburzonym wyrokiem. Dlaczego odpowiadam - bo sama mam 3
      koty z CANISu i przeszłam procedurę adopcyjną, a także dlatego, że znałam
      Kotona i widziałam go przed i po adopcji.
      1.biorąc kota z Fundacji podpisuje się umowę - nikt nikogo do tego nie zmusza,
      podpisuje się pewne ustalenia "rączką własną",
      2. w treści tejże umowy jest obowiązek poinformowania jak się kot
      zaaklimatyzował i zgoda na odwiedziny kota w nowym miejscu (wizyta ma celu
      sprawdzenie warunków, a głównie zabezpieczenia okien)- nikt nikogo nie nachodzi
      i nie nęka, co wiem z autopsji,
      3. pan adoptujący Kotona (kota specjalnej troski, który w Ośrodku był prawie 2
      lata - i nikt z Państwa jakoś o niego nie walczył. Jeśli ktoś opiekując się
      kotem przez czas tak długi, nie przywiąże się do niego - to wolę z taką osobą
      nie mieć nic wspólnego) podpisał umowę bez wahania,
      4. Fundacja - zarówno w osobie pani Ani, której nazwiskiem Państwo szafujecie
      tak beztrosko (czy ktoś został upoważniony??!!) jak i Prezes Fundacji,
      próbowały się skontaktować z nowym opiekunem, ale albo nie mógł, albo był w
      pracy, albo... natomiast dzwoniła z awanturami jego znajoma, zarzucając paniom
      z Fundacji - mobbing??!! lub osobiste zainteresowanie tym panem!!!,
      5. skrajny niepokój wzbudziło stwierdzenie opiekuna w kolejnej rozmowie z
      inicjatywy Pani Prezes, że "kot mu dobrze robi" bez żadnej informacji o kocie,
      6. pani Ania ma 150 cm wzrostu i waży ok 40 kilo, opiekun jest normalnym
      mężczyzną - jeśli ktoś uważa, że przy takim układzie sił, pani Ania mogła
      zrobić coś przemocą, to go podziwiam,
      7. kot był w kontenerze, jeśli by nie chciał, to nie wyjął by go stamtąd nikt,
      8. kot do Fundacji wrócił lżejszy o 1 kg (z 5 na 4 czyli... 20% masy w 4
      miesiące) może niektóe z pań chciałyby ustalić z opiekunem jaką to cud dietę
      stosował na kocie, który nie był oceniany przz weterynarzy jako zbyt gruby
      9. dalsze losy KOtona są sprawą Fundcji, rozumiem, że prosta sytuacja,
      potwierdzona wyrokiem sądu grodzkiego, nie satysfakcjonuje osób, które nie
      dostały kota z Fundacji i pogrążają Panie, poprawiając swój wizerunek, ale na
      to już nikt nic nie poradzi
      • Gość: marii Re: pieskie życie kota Kotona IP: 195.150.133.* 15.03.04, 14:35
        Sprawy adopcji kotów są podobnie przeprowadzane w Krakowie, zarowno przez
        Fundację Zwierzęta Krakowa jak i np. przeze mnie prywatnie. Podpisuję z "nowym
        panem/panią" formularz adopcyjny, który ma kilka warunków. Te warunki muszą byc
        spełnione! Sprawdzam to wizytując, bo jak inaczej. Nigdy!!!!!!!!!! ale to
        nigdy!!!!!! nie spotkałam się z odmową. A wręcz przeciwnie - nowi państwo -
        CHCĄ się pochwalić - kotkiem - podrośniętym, wspaniałym, zadbanym.
        Jego "kącikiem", leżanką, najczęściej muszę obejść cały dom i obejrzeć, gdzie
        lubi spać, gdzie lubi się bawić, jak strącił np. wazon, co je, że tę zabawkę
        lubi najbardziej. Gdyby mi ktoś odmówił wizyty, mówię wprost poszłabym do
        dzielnicowego. Nie "daję" kotów, na futerka, do zabawy. Daję koty do "kochania"
        i to musze sprawdzić. Nie jestem "oszołomem", "wredną babą", jak ktoś ma
        wątpliwości, to jego problem. Więc obrzucanie błotem osoby, która dba o wydane
        zwierzęta lest bełkotem. Zastanówcie się ilu wy pomogliście zwierzętom, nie
        pisząc głupoty i gadając, ale tak faktyczne, wzięliście z ulicy, wyleczyliście,
        znaleźliście dom, ... no ilu?
        • neeki Re: pieskie życie kota Kotona 16.03.04, 00:50
          a wyobraz sobie ze pomoglam. ale czym innym jest samemu wizytowanie zwierzat a
          co innego wariatka odbierajaca kota sila w lecznicy. trzeba bylo ruszyc tylek i
          samemu sprawdzic a nie wzywac wlasciciela jak na zwolnienu warunkowym. nie
          mozna pozwolic zeby dobro zwierzecia bylo mniej wazne niz procedury. w tym
          wypadku ta pani chciala widocznie postraszyc innych wlascicieli i dac przyklad
          a osiagnala efekt dokladnie odwrotny
          • Gość: ska do neeki IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.03.04, 08:51
            otóz właśnie chodzilo o to, ze właściciel nie był nigdzie wzywany
            mozesz pokazać, gdzie to jest napisane?
            właściciel odmawiał jednej, okreslonej w umowie którą własnoręczni podpisał
            wizyty członka fundacji.
            Wizyta taka ma na celu strwierdzić czy wszystkie warunki umowy są spełnione
            np "jeszcze nie mam zabezpieczonych okien ale zabezpieczę", albo własciciel
            deklaruje ze bierze psa do domu na kanapę, a nie na podwórko do budy albo i nie.
            Chodzi o to by skonfrontowac rzeczywisctość z obietnicami.
            Nikt nikogo nie nachodzi, nikt nikogo nie nęka.

            Neeki - ja w tym tyg oddałam komuś 3 koty, które wzięłam na leczenie z Azylu. I
            uwierz mi, jestem BARDZO zainteresowana ich losem - czy się zaaklimatyzowały,
            czy nie siedzą ponure pod łóżkiem, czy będą w terminie odrobaczane i
            szczepione. Poprosilam te osoby o tel, i nie uważam,żebym je nękała,
            wprowadzala nadmierną kontrolę anibym była wariatką.
            p. Tomasz odmawial jakiegokolwiek kontaktu z Fundacją, do czego wszakże
            zobowiązał się na piśmie. Nawet przez telefon nie chciał porozmawiać - po
            próbach kontaktu oddwaniała kolezanka z insynuacjami, że telefony Fundacji są
            powodowane osobistym zainteresowaniem a nie dobrem kota.

            Neeki, odwiedź stronę canisu i wejdź na link 'znalazlem dom". Zobacz ile
            zwierząt zostalo szczęsliwie wyadoptowanych. Jest tam też mój zwierzak - Miętus-
            Dyngus. A z ostatnio adoptowanych Kilerek i Szmytka były przejściowo tydzien u
            mnie. To wszystko są szczęśliwe adopcje.
            Ta jedna była nieudana.
            Myślę, że to bardzo mały odsetek.

            A co do nazywania innych publicznie wariatami...
            Na twoim miejscu bym się hamowala.
            Internet moze zapewnia anonimowość a co za tym idzie poczucie bezpieczeństwa,
            ale wszystko ma swoje granice.

            Można wyrazić swoje zdanie bez obrażania innych.
            Szcególnie, kiedy Ci inni mogą wystąpić o naruszenie dóbr osobistych.
            • neeki Re: do neeki 16.03.04, 19:27
              a w jaki sposob ta pani starala sie sprawdzic czy kot ma dobre warunki skoro go
              odebrala sila z lecznicy? z tego co slyszalam nie jest to pani mila w obejsciu.
              odbieranie leczonego kota sila to dla mnie objaw wariactwa. co do naruszania
              dobr osobistych to na szczecie Polska to nie hameryka i jeszcze do ciagania
              kogos po sadach za to ze powiedzial w necie " wariatka" chyba nam daleko.
              zreszta patrzac na wydarzenia z kotem to moze sie myle. w takim razie prosze
              bardzo zakuc mnie w kajdanki :p
          • Gość: marii Re: pieskie życie kota Kotona IP: 195.150.133.* 16.03.04, 08:53
            Zrozumiałam, że ten Pan nie chciał "dać się zwizytować". I dlatego ta akcja w
            lecznicy. I dlatego się nie dziwię, gdyby ktos mi kilkakrotnie
            odmawiał "pokazania" kota, czy wogóle żyje i jak się ma. Też by mnie poniosło.
            Dosłownie. A jestem nieco większej postury niż opisywana p. Wydra, 172 wzrostu
            i 62 kg wagi. A tak swoją drogą, neeki, to ty chyba jesteś tą "miłośniczką"
            kotów, któa siedzi w Londynie i opiekuje się swoimi na odległość? Pomagasz
            zwierzętom korespondencyjnie? Czy przez Internet?
            • Gość: tomaszxxx pieskie życie.. Kotona? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 16.03.04, 16:43
              Ja nie mogę..
              Czy naprawdę na kolejny telefon Pani Zaniepokojonej Wydry z Fundacji Canis w
              deseń "jak się kot miewa?", Pan Tomasz raczył odpowiedzieć coś w stylu ażeby mu
              nie przeszkadzać, bo "kot mu robi dobrze"????
              Mnie się ciągle to bydło rogate z Holandii przypomina..

              Ludzie, ja chyba nie wytrzymam.. Nasza cywilizacja wali się w gruzy. Co to w
              ogóle jest "mobbing"? Czy to też coś od 18 lat? Ja z przerażeniem stwierdzam,
              że chyba jestem z jakiejś innej planety, gdy się porównuję z niektórymi
              miłośnikami zwierza wszelakiego, kotów w szczególności. Jeśli Pani Wydra czuła
              miętę do Pana Zacnego (choć nie do końca, zważywszy na to co robił z kotem)
              Tomasza i dostała przysłowiowego kosza - to wszystko mi się tu rozjaśnia.
              Zawiedziona miłość… Teraz z pewnością Pani Wydra, aby zrekompensować sobie
              zawiedzione uczucie, zaopiekuje się kolejnymi 30 kotami które bez niej ni w
              cholere nie dadzą sobie rady w ich kocim życiu - i podsumowawszy - będzie miała
              razem 60 podopiecznych w mieszkaniu w bloku, ku uciesze gawiedzi przechodzącej
              w promieniu mili dookoła.
              Tak trzymać.
              Wyjrzyjcie ludzie zza kota.

              Nie mogę odmówić sobie komentarza posta jednej z Pań, cyt:
              „..Więc obrzucanie błotem osoby, która dba o wydane
              zwierzęta lest bełkotem. Zastanówcie się ilu wy pomogliście zwierzętom, nie
              pisząc głupoty i gadając, ale tak faktyczne, wzięliście z ulicy, wyleczyliście,
              znaleźliście dom, ... no ilu?”
              Wieje tu grozą, bo ja na przykład znam parę osób które nie pomogły w życiu
              żadnemu kotu, czy kotowi – niech tam. Maja np. po 80 lat i pomaganie kotom ich
              brzydzi. Są zdania, ze dopóki ostatni dzieciak w ich otoczeniu potrzebuje
              pomocy, pierwszy kot czeka w kolejce. Pytanie ilu w życiu pomogłem zwierzętom
              dla mnie nie określa żadnego kryterium – żadnego kryterium czegokolwiek. To w
              skrócie – mogę rozwinąc w chwili wolnej chętnym na zweryfikowanie swojego
              systemu wartości.
              Odnośnie cytatu. Ja obrzucam błotem Pania Wydrę, bo brzydzę się takimi osobami.
              Liczę, ze może otrzeźwieja jej podobni. „Mieszkam w bloku z 30 kotami”. To nie
              jest normalne, Drodzy. To jest nienormalne. Ponieważ mam panią Wydrę za osobę
              niezrównoważoną, zakładam, iż jej uczynki dalekie są od normalności. I cóż tu
              więcej deliberować?

              • mar.gajko Re: pieskie życie.. Kotona? 17.03.04, 08:48
                Panie Tomaszuxxx co pan robi na forum "Zwierzęta"? Prosze sie przenieść na
                inne. Tu Pan nic nie wnosi do dyskusji, oprócz swojego ego (przyznam trochę
                rozszalałego).
              • neeki Re: pieskie życie.. Kotona? 19.03.04, 18:53
                Problem z panie Wydra jest taki iz wylala dziecko z kapiela.Pewnie chciala
                dobrze, nie wiem co to mialo byc,pokaz sily, pokaz co moze Cie spotkac jesli
                nie bedziesz przestrzegac umowy? Osoba taka jak p. Wydra powinna sie zastanowic
                jaki skutek przyniesie jej zachowanie. bo poki co jest taki, ze osoby nie
                lubiace kotow dostaly orez w reke.wyszlo ze kotami opiekuja sie osoby
                niezrownowazone. i nie ma sie co dziwic ze tomasz pisze co pisze.
                to ze sad uznal iz ta pani ma prawo odebrac kota oznacza tylko ze pan Tomasz
                zlamal warunki umowy. sad nie orzekal czy pan ten sie dobrze zajmowal kotem czy
                nie.
                tamaszuxxx... nie uwazam zeby ktos kto ma nawet 30 kotow bo stara sie im pomoc
                byl nienormalny.i nie uwazam ze wiecej warte jest pomaganie dzieciom niz
                kotom. kazdy obiera inna droge zyciowa. tylko niektorzy powinni sie zastawowic
                jakie skutki wywolaich zachowanie. moze zabraklo dyplomacji...
            • neeki Re: pieskie życie kota Kotona 16.03.04, 19:33
              a co Cie to obchodzi gdzie ja jestem i co robie ? tak jestem milosniczka kotow
              i tak jestem w Londynie. a nasze rodzinne koty zostaly u siebie i maja sie tam
              bardzo dobrze. na pewno lepiej niz odsiadujac 6 miesieczna kwarantanne w
              anglii. zreszta nie to jest tematem topicu. braklo Ci argumentow i urzadzasz
              persolnalne wycieczki ? ja pomoglam wielu zwierzetom co nie znaczy ze bede
              siedziec w Polsce bo tam jeszcze wiele zwierzat wymaga pomoccy. radze sie zajac
              swoim podworkiem i nie wsciubiac nosa w nie swoje sprawy szczegolnie jesli nie
              ma to nic wspolnego z tematem i ma tylko na celu wbicie szpili.
              • mar.gajko Re: pieskie życie kota Kotona 17.03.04, 08:50
                Wiesz neeki, tak czytam twoje teksty, w tym i innych postach. Ty jesteś
                okropnie prymitywna. Musisz być albo bardzo młoda, albo .....
                • neeki Re: pieskie życie kota Kotona 19.03.04, 18:45
                  tak przyznaje sie jestem strasznie prymitywna dziekuje ze mi to uswiadomiles o
                  mistrzu.nestepnym razem skopie jakies zwierze albosiegozpobede wtedy pewnie
                  bede na Twoim poziomie mistrzu
              • Gość: ska do Tomasza IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.03.04, 09:53
                Panie Tomaszu !

                napisał Pan: Nie mogę odmówić sobie komentarza posta jednej z Pań, cyt:
                „..Więc obrzucanie błotem osoby, która dba o wydane
                zwierzęta lest bełkotem. Zastanówcie się ilu wy pomogliście zwierzętom, nie
                pisząc głupoty i gadając, ale tak faktyczne, wzięliście z ulicy, wyleczyliście,
                znaleźliście dom, ... no ilu?”
                Wieje tu grozą, bo ja na przykład znam parę osób które nie pomogły w życiu
                żadnemu kotu, czy kotowi – niech tam. Maja np. po 80 lat i pomaganie kotom ich
                brzydzi. Są zdania, ze dopóki ostatni dzieciak w ich otoczeniu potrzebuje
                pomocy, pierwszy kot czeka w kolejce. Pytanie ilu w życiu pomogłem zwierzętom
                dla mnie nie określa żadnego kryterium – żadnego kryterium czegokolwiek. To w
                skrócie – mogę rozwinąc w chwili wolnej chętnym na zweryfikowanie swojego
                systemu wartości.


                Hmm...
                pozwolę sobie zauwazyć, że pisze pan na Forum Zwierzęta.
                To jest dość ściśle sformatowany temat.
                To tyle

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka