Gość: tomaszxxx
IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl
04.03.04, 16:22
We wczorajszym wydaniu GW Stołecznym rzuciła mi się w oczy dramatyczna
historia, opisywana z boku szpalty. Jakże jednak istotną się jawiąc na tle
wybuchających samobójców i planów Leszka Millera, powinna zostać natychmiast
zaprezentowana Szanownej Publiczności co najmniej na drugiej stronie Wydania
Krajowego! Spieszę nadrobić błąd redaktorów i zreferuję pokrótce, jeśli
można, na tym skromnym forum..
Otóż jakiś miły pan Tomasz wziął ze schroniska kota. Nie wiem dlaczego, ale
czuję do niego przemożną sympatię. Charakterystyka kota nie jest zbyt
obszerna: kot jest pręgowany, mocno posunięty w latach - oraz wiecznie
zakatarzony (alergia). Kota wziął, powtarzam: jakiś zacny pan Tomasz.
Niestety, po czterech miesiącach, kiedy kot zapewne zdążył się już
przyzwyczaić do nowego właściciela a nowy właściciel do kota – kot został
właścicielowi Tomaszowi, cytuję: „przemocą zabrany przez wolontariuszkę Annę
Wydrę”.
Przemocą, proszę Państwa..
A to dopiero.. jak tak w ogóle można, i to do tego jeszcze „przemocą”?? Nie
wiem jak mogłoby wyglądać odebranie kota przemocą dorosłemu mężczyźnie przez
babę, ale tak jest napisane – próbuję więc uwierzyć. Nikt kota nie pytał o
zdanie, uważam jednak, że to skandal. Napisane jest ponadto, iż kota odebrała
Pani wolontariuszka przemocą, bo pan Tomasz nie raportował do niej przez
cztery miesiące, uwaga: „jak kot się miewa”.(???)
Aha, nie wspomniałem, że rzecz cała skończyła się w sądzie. Wysoki sąd orzekł
w sprawie kota, iż z powodu braku raportowania kot wraca do Wydry. Tak wiec
wśród wielu spraw najwyższej wagi, spór o kota Kotona został rozstrzygnięty
na korzyść wszystkich, tylko nie bezpośrednio zainteresowanego zwierzaka..
Ja takim osobom jak pan Tomasz serdecznie współczuje. Nie dość, że biorą ze
schroniska zasmarkanego, starego kota i o niego oraz jego liczne przypadłości
alergiczne dbają, może się przywiązują - to po jakimś czasie przychodzi
wolontariusz i kota siłą odbiera, nie kwestionując absolutnie prawidłowości
opieki. Jeśli wolontariusz jest aż takim służbistą i zależy mu na dotrzymaniu
procedur schroniskowych to OK., niech dalej organizuje kotom apele rano i
wieczorem oraz mycie zębów na gwizdek, ale jeśli już się pofatygował i
zobaczył że wszystko jest z kotem cacy, to niech przynajmniej nie odrywa go
za przeproszeniem matce od piersi, na Boga..!
Ja takim osobom jak pani Wydra również serdecznie współczuję. Proszę ażeby
przynajmniej dbać choć o pozory i zostawić czytelnikom resztki nadziei, że w
tym wszystkim chodzi o dobro zwierzęcia, a nie o realizowanie się na ich tle
i ekspresję chorej osobowości.. Dbać o pozory, że chodzi o kota, a nie o
Wydrę.
Poza tym nie rozumiem jeszcze jednej rzeczy: dlaczego na zdjęciu ilustrującym
ten mini artykuł, pani wolontariuszka Wydra zasłania się kotem. Czy to ma
związek z dziwną przypadłością większości pań udzielających się społecznie w
charakterze nianiek do zwierząt, które naprawdę bardzo rzadko bywają choć
odrobinę piękniejsze od pupili..?
Dziękuję za uwagę, if any.