frunze
29.03.04, 08:06
Byłam rano na spacerze z moim psem. To szczeniak, 6-miesięczny, ale duży.
Była na smyczy, szedł jakiś metr ode mnie, straaaasznie wolno i z nosem przy
ziemi, bo przechodzi etap, że wszystko go interesuje. Ja wpatrzona w psa, a
raczej to co przed nim (lubi sobie..hmm..podjeść na spacerach) nie zuważyłam
idącej z naprzeciwka kobiety. Gdy była już na równi z nami, jakieś dwa metry
od psa zaczęła wrzeszczeć, zebym natychmiast zabrała psa. Spojrzałam na nią
nieco nieprzytomna, potem na psa, myśląc że może poszedł w jej stronę, ale
nie, nadal miał nos przy ziemi. Ściągnęłam go jednak, a pani tłumaczę, że to
szczeniak. Ona mi na to, że wczoraj ugryzł ją pies (ciągle wrzeszcząc). Na
taki argument nic nie można powiedzieć, człowiekowi bojącemu się psów nie
wytłumaczy się, szczeniak, nie szczeniak, ważne ze wielki, więc po prostu
chciałam odejść. Ale pani nie, nie ustąpiła, dalej dziamgocze, stoi i gada.
Na koniec wykrzyczała, że pies to powinien mieć kaganiec. A tak sobie
pomyślałam, że kagańce to niektórzy ludzie powinni nosić i jeżeli byłabym
psem to też bym ją ugryzła. W dupę. Nie za jej reakcję. Za ten koszmarny
jazgot o 7 rano.