Dodaj do ulubionych

Przesada...

29.03.04, 08:06
Byłam rano na spacerze z moim psem. To szczeniak, 6-miesięczny, ale duży.
Była na smyczy, szedł jakiś metr ode mnie, straaaasznie wolno i z nosem przy
ziemi, bo przechodzi etap, że wszystko go interesuje. Ja wpatrzona w psa, a
raczej to co przed nim (lubi sobie..hmm..podjeść na spacerach) nie zuważyłam
idącej z naprzeciwka kobiety. Gdy była już na równi z nami, jakieś dwa metry
od psa zaczęła wrzeszczeć, zebym natychmiast zabrała psa. Spojrzałam na nią
nieco nieprzytomna, potem na psa, myśląc że może poszedł w jej stronę, ale
nie, nadal miał nos przy ziemi. Ściągnęłam go jednak, a pani tłumaczę, że to
szczeniak. Ona mi na to, że wczoraj ugryzł ją pies (ciągle wrzeszcząc). Na
taki argument nic nie można powiedzieć, człowiekowi bojącemu się psów nie
wytłumaczy się, szczeniak, nie szczeniak, ważne ze wielki, więc po prostu
chciałam odejść. Ale pani nie, nie ustąpiła, dalej dziamgocze, stoi i gada.
Na koniec wykrzyczała, że pies to powinien mieć kaganiec. A tak sobie
pomyślałam, że kagańce to niektórzy ludzie powinni nosić i jeżeli byłabym
psem to też bym ją ugryzła. W dupę. Nie za jej reakcję. Za ten koszmarny
jazgot o 7 rano.
Obserwuj wątek
          • erinaceus Re: Przesada... 29.03.04, 11:16
            no a co ja mam powiedzieć, chodząc z dogiem de Bordeaux? Ona by muchy nie
            skrzywdziła, a słyszę: niedźwiedź, potwór, na łańcuch do budy, taki pies to
            tylko marzy, by do gardła skoczyć... mam nerwicę, bo ona musi biegać bez
            smyczy, ale trudno mieć oczy dookoła głowy i kazdego w pore dojrzeć, a ona
            jeszcze potrafi być przyjacielska i podejść, by ją pogłaskać...ja wiem, że są
            groźne rasy, ale czy kto słyszał o agresywnym dogu de Bordeaux? poza tym po
            psie to widać, jakie ma zamiary. najgorsze jest to, ze dzieci od małego słyszą:
            zostaw psa, bo cię ugryzie. no i jak potem mieć właściwy stosunek do zwierząt?
            • frunze Re: Przesada... 29.03.04, 11:47
              Dla ludzi, którzy nie maja psów i o rasach i ich charakterach nie maja pojęcia
              to wsio rawno - rottweiler, czy dog, czy może bulterier. I będą wrzeszczeć na
              właściciela każdego większego psa. Przykre.
    • cattaraugus Nie Ty jedna... 29.03.04, 11:18
      Jak już kiedyś na tym forum wspomniałem idąc z psem w teren zawsze kombinuję
      tak, aby spuścić go ze smyczy w miejscu nie objętym żadnym patologicznym
      polskim antypsim prawem i żeby nie przyczepił się do mnie żaden strażnik
      miejski, gminny, powiatowy, leśny i międzygalaktyczny. Mając w głowie abecadło
      prawne na ten temat i mapę do pokazywania, że jestem na „ziemi niczyjej”
      poszedłem raz ze swoim gończym polskim w taki właśnie starannie wybrany teren.

      Gończy polski – wiadomo. Pies swojego właściciela i koniec kropka. To pies,
      który nie potrzebuje żadnych powitań i pieszczot ze strony innego człowieka,
      niż właściciel, pies który w lesie ma całą masę swoich spraw do załatwienia,
      pies który ludzi z definicji omija wielkim łukiem i w ogóle nie zwraca na nich
      uwagi.

      Idziemy szeroką drogą, z daleka widzę parę ludzi w średnim wieku. Na nasz widok
      (byliśmy jakieś 150 m od siebie) oboje państwo zatrzymali się. Mój pies szedł
      obok drogi z nosem przy ziemi i w ogóle nie zajmował się państwem przed nami.

      Nagle widzę, że w stojącej (ciągle daleko przed nami) parze ludzi coś się
      dzieje. On stoi i się nie rusza, ona o kilka metrów od niego zaczyna tak jakby
      garbić się, obejmować się ramionami i zginać w pasie. Przez moment wydawało mi
      się nawet, że pani owa wymiotowała, bo tak mi się skojarzyła jej dziwna
      pozycja. Ja i mój pies dochodzimy do państwa, jesteśmy jakieś 20-30 metrów od
      nich. Pies kompletnie nie zainteresowany ludźmi przed nami.

      Ale widok pani jest dziwny. Pani jest blada i struchlała. Rzeczywiście – tak
      jak mi się wydawało z daleka – obejmuje ciasno sama siebie ramionami, jest
      zgięta w pół i zaczyna nieomal przyjmować tzw. pozycję żółwia, jakiej uczą
      teraz dzieci w szkołach w ramach zabezpieczania dzieciaków przed atakami psów.
      Pan stoi od pani o jakieś dwa-trzy metry, też ma dziwną i skupioną minę,
      niemniej wygląda na zażenowanego dziwaczną sytuacją.

      Wreszcie mój pies zauważa, że dzieje się coś niesamowitego w tej pozornie
      najzwyczajniejszej terenowej sytuacji. Staje jak wryty i przez parę sekund
      przygląda się zaskoczony. Ale nic dziwnego – i on i ja jeszcze takiego
      przedstawienia nie widzieliśmy, mimo że byliśmy weteranami różnych leśnych
      niezbyt dobrych przygód. Moje nozdrza też wyczuły taki ładunek histerii,
      strachu i agresji u napotkanych państwa, że nie trzeba być psem, aby takie
      zapachy łapać z atmosfery. I się zaczęło.

      Pies jeszcze takiego czegoś nie widział. Zanim go przywołałem gwizdkiem (a
      słuchał tej komendy jak pies Pawłowa) doskoczył do skulonej pani i ją
      obszczekał. Żadnych tam zębów, czy warkotów, tylko kilka basowych szczeknięć,
      jak to u gończego. Ale natychmiast był przy mojej nodze i na smyczy. Wziąłbym
      go na tę smycz już te 150 m wcześniej, gdyby tylko w mojej głowie postało, że
      kroi się coś niedobrego. Ale sytuacja przerosła także moją wyobraźnię.

      Ludzie, co tam się wtedy działo. Doszło prawie do rękoczynów. Doszło oczywiście
      do wszelkich pogróżek prawnych wobec mnie. Każdą pogróżkę po kolei obalałem na
      gruncie merytorycznym (prawnym) i pokazując mapę oraz próbując przez wrzaski
      wytłumaczyć, że jesteśmy akurat na takim terenie, gdzie i człowiek, i pies,
      mają swoje prawa. Już powstrzymałem się od uwagi, że jeśli reprezentuje się ten
      stopień strachu i histerii, co ta pani, to nie wchodzi się do lasu. Jak na
      ironię cała awantura toczyła się 300-400 m od miejsca, gdzie kilka dni
      wcześniej spotkałem wilka. Na zakończenie poinformowałem już tylko państwa, aby
      to owego wilka bali się bardziej, niż miejskiego psa.

      Po wyczerpaniu gróźb policją i wszelkimi możliwymi strażnikami, które to groźby
      po kolei obalałem, pan wykrzyczał, że złoży na mnie skargę... do Pałacu
      Prezydenckiego. Tym sposobem w awanturze w sposób bierny wziął udział także
      Aleksander Kwaśniewski.

      Dlatego też zawsze na tym forum piszę – w tym patologicznym kraju nie ma takich
      miejsc, gdzie można puścić psa wolno. W opisanej sytuacji być może każda ze
      stron miała swoje racje, ale czy racjonalność? No ale cóż, chyba trzeba
      szanować także i takie postawy ludzkie, a jeśli nie szanować, to brać je pod
      uwagę. Chyba, że się z tym nie zgadzacie...? Tylko co ma zrobić 10 mln polskich
      właścicieli psów, aby ich ulubieńcy nie dostali zmian zwyrodnieniowych stawów
      na skutek braku ruchu...?

      Pozdrawiam

      C.
      • frunze Re: Nie Ty jedna... 29.03.04, 11:38
        Obśmiałam się jak norka :))
        A tak na poważnie. Rozumiem ludzi, którzy boją się psów. Mogli mieć złe
        doświadczenia, może kiedyś jakiś pies ich ugryzł, moze nigdy nie mieli psa i
        boją się z zasady, nie wiem. Mój pies ludźmi się nie interesuje, nie obwąchuje
        ich, nie zaczepia, o skakaniu nie mówiąc. Chodzi na smyczy. Ale nawet jak jest
        na tej smyczy i przechodzimy koło ludzi w bezpośredniej bliskości to go
        ściągam. Nie dlatego, że boję się reakcji psa - ale ludzi, niestety.
        A swoja drogą nigdy bym nie przypuszczała, jako osoba która nie boi się psów,
        że szczeniak może budzić taki respekt. Jak wołam psa do siebie i skracam smycz
        ludzie zwalniają, albo przechodzą szerokim łukiem. Jak mu zakładam kaganiec
        (żeby nie żarł z ziemi, speiszę wyjaśnić) - cała alejka nasza.
        • cattaraugus Re: Nie Ty jedna... 29.03.04, 11:49
          frunze napisała:
          > Obśmiałam się jak norka :))
          > A tak na poważnie. Rozumiem ludzi, którzy boją się psów. Mogli mieć złe
          > doświadczenia, może kiedyś jakiś pies ich ugryzł, moze nigdy nie mieli psa i
          > boją się z zasady, nie wiem.


          Ja też to rozumiem i szanuję. W windzie zawsze przyciskam psa do ściany, bo też
          szanuję fakt, że nie każdy życzy sobie być obwąchiwany i biczowany np.
          labradorowym, nieokiełznanym z radości ogonem, co akurat zachodzi w moim
          obecnym przypadku.

          Im dłużej żyję i włóczę się z jakimś swoim psem po lasach, tym mniej mam takich
          karczemnych awantur, bo już po prostu łapię psa na smycz, gdy widzę człowieka
          na horyzoncie.

          Niemniej katalog przypadków nagłych, niespodziewanych, czy nieprzewidywalnych
          wydaje się być przebogaty. Tak bogaty, że można by sobie właściwie zakazać
          wychodzenia z domu z psem.
          • frunze Re: Nie Ty jedna... 29.03.04, 12:00
            O, winda to osobny temat :)) Mój pies już się nauczył, że jak tylko wsiada do
            windy to musi klapnąć pupą na ziemię i wcisnąć się w kąt. Jednak coraz częściej
            ludzie rezygnują z jazd z nami. Z braku miejsca.
      • default Re: Nie Ty jedna... 29.03.04, 15:02
        Cattaraugus,
        ludzie naprawdę zachowują się tak, jakby się prosili, żeby pies ich zaatakował.
        Miałam podobną historię, idę sobie z moimi pieskami po takim właśnie terenie
        niczyim - gruntowa droga pośród ugorów i nieużytków, bezludzie, psy zajęte
        swoimi sprawami, a tu idzie jakiś palant drogą, w ręku trzyma jakiś kijek czy
        witkę. Psy już by go prawie minęły, kiedy palant się zatrzymał i zaczął
        wrzeszczeć "Pani zabierze te psy!!!" jednocześnie wymachując kijkiem i
        zamierzając się na moje psy. Oczywiście w tej sytuacji poczęły go zgodnie
        oszczekiwać, a ponieważ palant mimo moich próśb i tłumaczeń nie zaprzestał
        podskoków, wymachów i wrzasków, kosztowało mnie sporo wysiłku połapanie na
        smycz całej nieźle już wkurzonej czwórki.
        • cattaraugus Racja 29.03.04, 15:37
          Ano właśnie. Bywają sytuacje, że po prostu nie ma takiego psa, który sam by nie
          wyczuł, że wokół niego robi się niezdrowa atmosfera, mimo że na to nie
          zasłużył. Opisany przeze mnie przypadek to klasyka gatunku, ale mam za sobą
          przypadek również niemal identyczny do opisanego przez Ciebie.

          Ten mój ś.p. gończy polski to miał dopiero nosa na niedobre sytuacje. Ile razy
          on mi uratował skórę podczas jakichś nocnych spacerów - to bym nie policzył. On
          po prostu wiedział, że jak ktoś o coś pyta mnie na ulicy o godz. 2 lub 3 w
          nocy, to ów ktoś nie może być dobrym człowiekiem. I zaraz był warkot i zęby na
          wierzchu. A w godzinach - powiedzmy 7-22 - wszystko było OK i każdemu mogłem
          wskazać drogę albo powiedzieć, która jest godzina.

          No więc kiedyś w pobliżu miejsca, które opisałem w poprzednim poście szedł pan
          z panią i... pchali wózek z dzieckiem. Chryste, gdybyście widzieli ten teren.
          Piach po osie, oboje zmordowani, spoceni, zdenerwowani ale durni tak samo
          oboje. Jaki diabeł ich popchnął z tym wózkiem w teren, gdzie takiemu
          zaprawionemu w marszu piechurowi, jak ja, niełatwo było iść - pozostanie ich
          szaloną tajemnicą.

          I powtórka z sytuacji Twojej i częściowo mojej. Ten i tak już wściekły facet na
          widok mnie i psa (widzieliśmy się z odległości jakichś 200-250 m) bierze
          olbrzymi drąg, bite 1,5 m, przestaje pchać ten nieszczęsny wózek i ewidentnie
          czeka na walkę z moim psem. A pies wyczuł to w lot. Nigdy się tak nie zachował.
          Jeszcze nawet nie za dobrze widzieliśmy tych ludzi, a pies od razu zmienił
          krok, zrobił się czujny, sprężysty, i taki, jak tylko gończy polski potrafi się
          zachować podczas ataku na dzika. Nie będę już opisywać tego całego systemu
          fuknięć, warknięć, podskoków, stójek i całego rytuału przed ciężką walką. On
          wiedział, że facet 200 m od nas ma na niego kij.

          I znów się zaczęło. Już mi się doprawdy nie chce opisywać. Klasyczna awantura o
          nic. Tym razem złapałem psa o 100 m od tych ludzi, a i tak myślałem, że oberwę
          tym kijem i ja i mój pies. Biedny tylko ten niemowlak, ale mamuśka była z
          gatunku "klękajcie narody, bo właśnie powiłam". A dzielny samiec-obrońca wpisał
          się w widowisko znakomicie. Szkoda gadać.
      • jamniczy_fan1 Re: Nie Ty jedna... 04.04.04, 15:08
        cattaraugus napisał:

        > Jak już kiedyś na tym forum wspomniałem idąc z psem w teren zawsze kombinuję
        > tak, aby spuścić go ze smyczy w miejscu nie objętym żadnym patologicznym
        > polskim antypsim prawem i żeby nie przyczepił się do mnie żaden strażnik
        > miejski, gminny, powiatowy, leśny i międzygalaktyczny. Mając w głowie
        abecadło
        > prawne na ten temat i mapę do pokazywania, że jestem na „ziemi niczyjej&#
        > 8221;
        > poszedłem raz ze swoim gończym polskim w taki właśnie starannie wybrany teren.
        >
        > Gończy polski – wiadomo. Pies swojego właściciela i koniec kropka. To pie
        > s,
        > który nie potrzebuje żadnych powitań i pieszczot ze strony innego człowieka,
        > niż właściciel, pies który w lesie ma całą masę swoich spraw do załatwienia,
        > pies który ludzi z definicji omija wielkim łukiem i w ogóle nie zwraca na
        nich
        > uwagi.
        >
        > Idziemy szeroką drogą, z daleka widzę parę ludzi w średnim wieku. Na nasz
        widok
        >
        > (byliśmy jakieś 150 m od siebie) oboje państwo zatrzymali się. Mój pies szedł
        > obok drogi z nosem przy ziemi i w ogóle nie zajmował się państwem przed nami.
        >
        > Nagle widzę, że w stojącej (ciągle daleko przed nami) parze ludzi coś się
        > dzieje. On stoi i się nie rusza, ona o kilka metrów od niego zaczyna tak
        jakby
        > garbić się, obejmować się ramionami i zginać w pasie. Przez moment wydawało
        mi
        > się nawet, że pani owa wymiotowała, bo tak mi się skojarzyła jej dziwna
        > pozycja. Ja i mój pies dochodzimy do państwa, jesteśmy jakieś 20-30 metrów od
        > nich. Pies kompletnie nie zainteresowany ludźmi przed nami.
        >
        > Ale widok pani jest dziwny. Pani jest blada i struchlała. Rzeczywiście –
        > tak
        > jak mi się wydawało z daleka – obejmuje ciasno sama siebie ramionami, jes
        > t
        > zgięta w pół i zaczyna nieomal przyjmować tzw. pozycję żółwia, jakiej uczą
        > teraz dzieci w szkołach w ramach zabezpieczania dzieciaków przed atakami
        psów.
        > Pan stoi od pani o jakieś dwa-trzy metry, też ma dziwną i skupioną minę,
        > niemniej wygląda na zażenowanego dziwaczną sytuacją.
        >
        > Wreszcie mój pies zauważa, że dzieje się coś niesamowitego w tej pozornie
        > najzwyczajniejszej terenowej sytuacji. Staje jak wryty i przez parę sekund
        > przygląda się zaskoczony. Ale nic dziwnego – i on i ja jeszcze takiego
        > przedstawienia nie widzieliśmy, mimo że byliśmy weteranami różnych leśnych
        > niezbyt dobrych przygód. Moje nozdrza też wyczuły taki ładunek histerii,
        > strachu i agresji u napotkanych państwa, że nie trzeba być psem, aby takie
        > zapachy łapać z atmosfery. I się zaczęło.
        >
        > Pies jeszcze takiego czegoś nie widział. Zanim go przywołałem gwizdkiem (a
        > słuchał tej komendy jak pies Pawłowa) doskoczył do skulonej pani i ją
        > obszczekał. Żadnych tam zębów, czy warkotów, tylko kilka basowych szczeknięć,
        > jak to u gończego. Ale natychmiast był przy mojej nodze i na smyczy. Wziąłbym
        > go na tę smycz już te 150 m wcześniej, gdyby tylko w mojej głowie postało, że
        > kroi się coś niedobrego. Ale sytuacja przerosła także moją wyobraźnię.
        >
        > Ludzie, co tam się wtedy działo. Doszło prawie do rękoczynów. Doszło
        oczywiście
        >
        > do wszelkich pogróżek prawnych wobec mnie. Każdą pogróżkę po kolei obalałem
        na
        > gruncie merytorycznym (prawnym) i pokazując mapę oraz próbując przez wrzaski
        > wytłumaczyć, że jesteśmy akurat na takim terenie, gdzie i człowiek, i pies,
        > mają swoje prawa. Już powstrzymałem się od uwagi, że jeśli reprezentuje się
        ten
        >
        > stopień strachu i histerii, co ta pani, to nie wchodzi się do lasu. Jak na
        > ironię cała awantura toczyła się 300-400 m od miejsca, gdzie kilka dni
        > wcześniej spotkałem wilka. Na zakończenie poinformowałem już tylko państwa,
        aby
        >
        > to owego wilka bali się bardziej, niż miejskiego psa.
        >
        > Po wyczerpaniu gróźb policją i wszelkimi możliwymi strażnikami, które to
        groźby
        >
        > po kolei obalałem, pan wykrzyczał, że złoży na mnie skargę... do Pałacu
        > Prezydenckiego. Tym sposobem w awanturze w sposób bierny wziął udział także
        > Aleksander Kwaśniewski.

        hehehe....miał chyba na myśli prezydenta KACZYŃSKIEGO :)))))
        >..............
        ......a poza tym mogę się podpisać pod twą telacją wszystkimi łapami !!
        Miałam wczoraj, w bocznej ścieżynce lasu kabackiego, IDENTYCZNĄ
        kropka_w_kropkę sytuację, może nawet to byli ci sami ludzie, bo zbieżność
        zachowań wyjątkowa.
        Jedyna różnica, zresztą o drugorzędnym znaczeniu....mój piesek ma 9 mies. i
        waży 4 kg. Podkreślam, reszta sytuacji identyczna.
    • Gość: monikaM Re: Przesada... IP: 212.180.154.* 29.03.04, 11:49
      Moja córka mi się wiecznie uskarża na jakąś panią - jeszcze jej nigdy nie
      widziałam - u nas na osiedlu, która ma 2 owczarki niemieckie biegające bez
      smyczy ale w kagańcach. Otóż, gdy córka wychodzi na spacer z psem (taki podobny
      i wzrostem i urodą też do owczarka niemieckiego) dodam że na smyczy, te psy
      jakoś wyjątkowo nie lubią mojego i trącają go metalowymi kagańcami. Gdy córa
      stara się interweniować u właścicielki, ta jej odpowiada, że psy są na
      kagańcach i tyle, a nasz pies nie jest na kagańcu a powinien. I moja 9-letnia
      córka po prostu nie daje sobie rady. Wkurza mnie to i czuję się bezrada.
      • cattaraugus Re: Przesada... 29.03.04, 12:03
        Gość portalu: monikaM napisał(a):

        > Moja córka mi się wiecznie uskarża na jakąś panią - jeszcze jej nigdy nie
        > widziałam - u nas na osiedlu, która ma 2 owczarki niemieckie biegające bez
        > smyczy ale w kagańcach. Otóż, gdy córka wychodzi na spacer z psem (taki
        podobny
        >
        > i wzrostem i urodą też do owczarka niemieckiego) dodam że na smyczy, te psy
        > jakoś wyjątkowo nie lubią mojego i trącają go metalowymi kagańcami. Gdy córa
        > stara się interweniować u właścicielki, ta jej odpowiada, że psy są na
        > kagańcach i tyle, a nasz pies nie jest na kagańcu a powinien. I moja 9-letnia
        > córka po prostu nie daje sobie rady. Wkurza mnie to i czuję się bezrada.


        Ja się nie cackam w takich przypadkach. Skoro wymagam od siebie - tyle samo
        wymagam od innych. Prawo jest jednoznaczne: Nie kaganiec, ale smycz i kaganiec
        obowiązują podczas miejskiego (i nie tylko) spaceru.

        Po różnych atakach na mojego psa (na smyczy) ze strony innych spuszczonych psów
        bezpardonowo załatwiam chamom kolegium. Cham rozumie tylko język siły i kary
        finansowej. Chamowi, którego 90-kilogramowy rottweiler masakrował wszystkie psy
        w budynku, w którym mieszkam, też takie kolegium załatwiłem i jest teraz święty
        spokój. I jeszcze facet mi się kłania, choć jego synalkowie grożą mi pobiciem.
        Ale kto się boi - jest niewolnikiem, jak mówił filozof. A ja niewolnikiem nie
        jestem.
        • Gość: monikaM Re: Przesada... IP: 212.180.154.* 29.03.04, 12:18
          Mój pies jest bardzo łagodny; kaganiec i smycz jednocześnie obowiązuje w
          obiektach użyteczności publicznej a na osiedlu pies może być tylko na smyczy
          natomiast nigdy w samym kagańcu -tak mnie poinformował naczelnik straży
          miejskiej w moim mieście (dodam że winda też jest zaliczana do obiektu
          użyteczności publicznej).
        • zz_beatka Re: Przesada... 04.04.04, 17:54
          oj też tak myślę, ale mimo posiadania psów od przeszło 20 lat boję się psów ras
          bojowych i czasami wpadam w panikę widząc biegnącego w moją stronę amstafa lub
          jego mieszańca a bulteriery czy pitbule omijam szerokim łukiem jestem więc w
          stanie zrozumieć paniczne zachowanie ludzi w stosunku do psów.
          ale uważam że jest to wina niektórych właścicieli psów którzy nie myślą że żyją
          wśród innych i tak pani owczarków uważa że skoro psy mają kaganiec to może je
          puszczać. nic bardziej mylnego z doświadczenia wiem że agresywny pies w
          kagańcu może też wyrządzić krzywdę i w pobliżu budynków czy placów zabaw dla
          dzieci psy powinny chodzić na smyczy. przez takich właścicieli my właściciele
          psów dobrze wychowanych i nieagresywnych mamy później kłopoty bo na nas skupia
          się cała złość a szkoda
        • Gość: spainq Re: Przesada... IP: *.aster.pl / *.acn.pl 29.03.04, 17:33
          Uważam, że na osiedlu lepszym rozwiązaniem jest jednak smycz - po co psy na
          małej powierzchni mają kontaktować się; i tak nie pobiegają swobodnie razem, a
          wiadomo, że niedaleko bloku odczuwają silniej wykształcony instynkt obronny.
          W parku, to co innego. Jeśli pies nie rzuca się na inne, idzie bez smyczy i
          kagańca (widząc takiego, tak to interpretuję). Jeśli zaś tak, trzeba wybierać
          miejsca ustronne, żeby w ogóle spuścić go ze smyczy. Sam kaganiec jest bez
          sensu (chyba że w trakcie wizyty u weta).
            • erinaceus Re: Przesada... 30.03.04, 01:48
              Jak w kagańcu? Gdzie znajdę kaganiec dla mojego doga de Bordeaux? Poza tym w
              lecie to ona chyba by się tak zapluła, zeby padła - jak dyszy to ma żuchwę przy
              ziemi. Ja po prostu myślę, ze ludziom brak wyobraźni - nasłuchają się o pozycji
              żółwia, bezpiecznym zachowaniu itd., a nikt im nie powie, ze tak nalezy
              dopiero, gdy pies chce zaatakować. Moje suczki też głupieja, gdy ktoś zaczyna
              się kulić na ziemi, uciekac, krzyczeć, machać kijem, bo to dla nich nietypowa
              sytuacja. Nie jestem stuknięta psiarą, ale psy muszą się wybiegać ijestem
              przekonana, ze na tej ziemi jest miejsce i dla dwunoznych i dla
              czworonogów.Przecież powinno być tak, ze własciciel odpowiada za swoje
              zwierzaki i jeśli coś zrobią, to on poniesie tego konsekwencje.
              Ale zakladać a priori, ze ma psa mordercę? Jeśli więc właściciel zan swojego
              zwierzaka, i wie, że nikogo nie skrzywdzi, to dajmy mu mozliwość decydowania, w
              jaki sposób będzie z nim spacerować.
              • Gość: monikaM Re: Przesada... IP: 212.180.154.* 30.03.04, 08:00
                Niestety możecie dostać mandat za brak kagańca, nawet 250,00 zł. Sama nie
                jestem zwolenniczką kagańców, zwłaszcza tych metalowych. Dla doga de bordeaux
                rzeczywiście też nie widziałam kagańca, ala się za takim nie rozglądałam.
                Przyznajcie jednak sami że więcej jest ludzi pozytywnie reagujących na widok
                waszych pupilów ;) Fobie mają nieliczni, ci których rodzice skrzywdzili
                wychowując ich w odizolowaniu od zwierząt, bądź mających w pamięci jakieś
                negatywne doświadczenia. Nastawionych optymistycznie słonecznym rankiem
                pozdrawiam :)
                • mar.gajko Re: Przesada... 30.03.04, 08:47
                  Może powinnyśmy wszyscy "walczyć" o nakaz kagańców dla tzw. "ras agresywnych"?
                  Chociaz to tez bzdura, pieś najczęściej jest agresywny w winy właściciela a nie
                  ze swojego charakteru. Im większy pies, tym spokojniejszy, taka zasada.
                  Wyobraźcie sobie jamnika wielkości doga, toż to zagryzłoby wszystko co się
                  porusza. Moja sunia, o której tu już pisałam na formu, owczarek n., jest
                  chodzącą łagodnością, zawsze była, nie interesuje się ludźmi, chyba znajomymi,
                  których "wita" machnięciem ogonem. Dwa razy zdarzyło mi się, że zaatakowała,
                  ale "przepisowo" w obronie i bezkrwawo na szczęście.
                • Gość: BlueBerry Re: Przesada... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.04, 09:03
                  ja mam doga de bordeaux czyli psa na widok ktorego co niektorzy staja na
                  bacznosc:)) mam i smycz mam i kaganiec robiony specjalnie na jego uroczy pysk
                  (za niemale pieniadze). i powiem wam tak - nie uznaje praw ktore tylko
                  nakladaja ograniczenia i obowiazki, nie dajac nic w zamian. dopoki nie bedzie w
                  tym kraju terenow oznakowanych na spacery z psami (bez smyczy) i nie bede
                  musiala szukac "ziemi niczyjej" z mapa (jak w poscie powyzej) dopoty mam gdzies
                  nakazy i zakazy. wiec czym sie kieruje - oczywiscie zdorwym rozsadkiem. pies w
                  miejscach publicznych zawsze jest na smyczy, nauczony jest by nie podchodzic do
                  ludzi (nie chce mi sie milionowy raz tlumaczy ze pies ktory nie jest zjezony i
                  macha ogonem nie jest agresywny). kaganca nie nosi w ogole, bo nie ma takiej
                  potrzeby (nawet u weterynarza). na spacerach chodzi luzem (choc tego luzu ma
                  minimum bo jest psem po 3 operacjach i czesc zycia sila rzeczy spedzil na
                  smyczy). na osiedlu w okolicach mojego bloku rowniez chodzi luzem, bowiem zna
                  wszytskich, wszyscy znaja jego, ma swoich psich przyjaciol (i przyjaciolki!!).
                  oczywiscie podczas spaceru caly czas obserwuje teren na wypadek pojawienia sie
                  psow nie zaliczanych do przyjaciol:))) ja osiedle traktuje jak SWOJ teren i
                  zyjac tu oraz placac oplaty to ja mam prawa a nie ktos przechodzacy akurat na
                  przelaj. juz mam dosc czucia sie obywatelem drugiej kategorii tylko z tego
                  powodu ze mam psa. moj pies nie zastawia chodnikow, nie drze sie z nudow po 3
                  godziny pod blokiem, nie rozbija butelek na trawnikach, nie spiewa w nocy
                  pijackich piesni. zostal spacyfikowany w kwestii sikania (nie ma mowy o zadnych
                  chodnikach, lawkach, murkach, latarniach) kupe biedak chodzi robic w najwieksze
                  ostepy (a ja pozniej sprzatam ja w tych ostepach:))), w windzie wciska sie w
                  kat (nie chcesz jechac z psem to NIE wsiadaj!). to jest taka moja osobista
                  wojan (z zachowaniem dyplomacji i kultury) na okolicznosc panujacej paranoii.

                  moj mąż czasami to nawet wyzbywa sie kultury, czemu przestaje sie ostatnio
                  dziwic (i protestowac). przyklad - stoi sobie przy samochodzie, pod wlasnym
                  blokiem i cos tam sprzata, pies bez smyczy kreci sie doslownie obok. nagle z
                  drugiego konca placu( bedzie z 200 metrow) maszeruje do niego rozwrzeszczany
                  koles z baba z wielkimi pretensjami ze pies jest luzem i bez kaganca. trzeba
                  miec duzo zajadlosci i potrzeby w sobie by 200 metrow brnac przez trawnik w
                  celu zrobienia awantury o psa ktory nawet nie spojrzal w kierunku. oczywiscie
                  na okolicznosc krzykow pies sie mobilizuje, jezy i staje w pozycji obronnej.
                  koles wrzeszczy dalej. w momencie kiedy po raz ktorys wrzeszczy o kagancu moj
                  maz nie wytrzymuje i rzuca: " niech sie pan zamknie, bo panu przyleje a
                  kaganiec najlepiej niech pan wlozy swojej potwornie brzydkiej zonie." nastepuje
                  cisza i odmaszerowanie.
                  pytanie - jaki jest sens takiech akcji? odkucie sie na kims do kogo mozna sie
                  przyczepic? nie wiem, ale wiem ze moj maz wychodzi z takich starc zwyciesko. ja
                  przepraszajac i kajajac sie wrecz za posiadanie psa - zawsze przegrywam.
                  • cattaraugus Re: Przesada... 30.03.04, 09:38
                    Gość portalu: BlueBerry napisał(a):
                    > pytanie - jaki jest sens takiech akcji? odkucie sie na kims do kogo mozna sie
                    > przyczepic?

                    Cały ten wątek jest niejako poświęcony utracie w bezsensowny sposób cennej
                    ludzkiej energii - naszej, jako właścicieli psów, ale głównie tych, którzy nam
                    tę energię odbierają atakując nas i psy w sposób irracjonalny na dodatek z
                    typowym polskim chamstwem i agresją dnia codziennego.
                  • default Re: Przesada... 30.03.04, 09:47
                    BlueBerry napisała, że ma dość czucia się obywatelem drugiej kategorii i sądzę,
                    że wielu, jeśli nie wszyscy właściciele psów czują się podobnie. Mam psy od
                    zawsze i zauważyłam, że obecnie to zjawisko się nasila. Parenaście lat temu nie
                    było tak źle, większa była tolerancja społeczna dla psów i ich właścicieli,
                    teraz jest okropnie.
                    Mieszkam na peryferiach miasta, moja "ulica" to kawałek gruntowej drogi, przy
                    której stoją cztery domki, dokoła łąki, laski, ogródki działkowe, bardzo rzadka
                    zabudowa jednorodzinna. I nawet tutaj spacerując z psami czuję się jak
                    przemykający ukradkiem złodziej. Bo tak - na drodze spotykam ludzi, którzy
                    reagują histerycznie widząc cztery psy w kupie. Z łąki przegonił mnie jej
                    właściciel - "moja łąka to nie wybieg dla psów" - chociaż łąka od lat leży
                    odłogiem i stanowi zarośnięty chaszczami ugór. Poszłam na inne łąki to się
                    dowiedziałam, że tam czasem się pojawiają zające i żebym ich psami nie
                    straszyła. W lesie straszą mnie służbą leśną. Lasek jest częściowo prywatny,
                    nawet parę domów w nim stoi, ale ja z psami nie mogę chodzić. Ludzie wyrzucają
                    wory ze śmieciami, rowerzyści na "góralach" urządzają sobie wyścigi crossowe
                    łamiąc przy okazji drzewka i rozjeżdżając ścieżki - ale to ja jestem
                    najbardziej winna, bo spaceruję spokojnie z psami.
                    Nabawiłam się już czegoś w rodzaju fobii czy obsesji - jak tylko widzę na
                    horyzoncie jakiegoś człowieka, zaraz łapię wszystkie na smycze i odruchowo
                    układam sobie w głowie co też mu odpowiem jak się będzie awanturował.
                    • cattaraugus Po prostu - witamy w klubie! 30.03.04, 10:18
                      default napisała:
                      > BlueBerry napisała, że ma dość czucia się obywatelem drugiej kategorii i
                      > sądzę, że wielu, jeśli nie wszyscy właściciele psów czują się podobnie.


                      * Ja też.


                      > Mam psy od zawsze i zauważyłam, że obecnie to zjawisko się nasila. Paręnaście
                      > lat temu nie było tak źle, większa była tolerancja społeczna dla psów i ich
                      > właścicieli, teraz jest okropnie.


                      * Albowiem zapanował mit o podwyższonym statusie społecznym właścicieli psów.
                      Ileż razy w ostatnich latach słyszałem bzdury w rodzaju: "A kogo to stać w
                      dzisiejszych czasach na utrzymanie psa?!" albo "Pies - zabawka dla bogaczy!"


                      > Z łąki przegonił mnie jej właściciel - "moja łąka to nie wybieg dla psów" -
                      > chociaż łąka od lat leży odłogiem i stanowi zarośnięty chaszczami ugór.
                      > Poszłam na inne łąki to się dowiedziałam, że tam czasem się pojawiają zające
                      > i żebym ich psami nie straszyła. W lesie straszą mnie służbą leśną. Lasek
                      > jest częściowo prywatny, nawet parę domów w nim stoi, ale ja z psami nie mogę
                      > chodzić. Ludzie wyrzucają wory ze śmieciami, rowerzyści na "góralach"
                      > urządzają sobie wyścigi crossowe łamiąc przy okazji drzewka i rozjeżdżając
                      > ścieżki - ale to ja jestem najbardziej winna, bo spaceruję spokojnie z psami.


                      * Klasyka gatunku. Jak bym siebie czytał. Tam, gdzie ja chodzę, las dewastują
                      też motocrossowcy, ale to oczywiście ja jestem naczelnym leśnym przestępcą,
                      obecnie z labradorką uradowaną na widok każdego człowieka.


                      > Nabawiłam się już czegoś w rodzaju fobii czy obsesji - jak tylko widzę na
                      > horyzoncie jakiegoś człowieka, zaraz łapię wszystkie na smycze i odruchowo
                      > układam sobie w głowie, co też mu odpowiem jak się będzie awanturował.


                      * Witamy w klubie.
                      • neeki Re: Po prostu - witamy w klubie! 30.03.04, 21:21
                        kagance to powinno sie zakladac niektorym ludziom a nie psom.
                        moj pies zmarl prawie 2 lata temu ( mieszkalam w Gdyni ) i jakos nigdy nie
                        spotkalam sie z sytuacjami jakie opisujecie. moze dlatego ze specjalnie duzy
                        nie byl. mieszkamy pod lasem, jest wielkie pole ludzie chodza tam z psami i
                        nikt sie jakos nie rzuca.
                        niemniej jednak widac ze debile rzadza naszym krajem. coraz gorzej z
                        przepisami. pies zabawka dla bogaczy? a ja myslalam ze czasy burzujskich
                        pomyslow mamy za soba. Mao wiecznie zywy ?
                        • Gość: mkhj Re: Po prostu - witamy w klubie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.03.04, 08:19
                          Niestety wine za ludzkie (idiotyczne) reakcje na psy ponosza w dużej mierze
                          media. Co jakiś czas słyszymy - PIES POGRYZŁ DZIECKO i komentarz taki, jakby
                          conajmniej rozszalały pies zagryzł dziecko "na smierć" (sic!). A potem pokazują
                          rany dziecka i wyraźnie widać, że pies podrapał ew. lekko skaleczył dziecko.
                          Owszem tak być nie powinno, ale po zagłębieniu się w sedno sprawy okazuje się,
                          ze dziecko wlazło na nie swoją posesję lub zdrażniło psa.
                          Bywa też ,że był to pies specjalnie szkolony na psa-zabójcę. I w każdym z tych
                          przypadków nie pies byl winien tylko ludzie. I o tym powinno sie mówic w
                          mediach, a nie węszyc sensację, że znowu atak psa na człowieka. A ile jest
                          ataków ludzi na psy i inne stworzenia to o tym się nie mówi, a jeżeli juz to po
                          cichutku. A to własnie o tym należy grzmieć na cały kraj. O LUDZKIM zamyślonym
                          bestialstwie oraz o LUDZKIEJ głupocie przekraczającej wszelkie dopuszczalne
                          normy.
                          Dlaczego nikt sie tak nie czepia wandali, śmieciarzy i wszelkiego autoramentu
                          Łobuzów i huliganów?
                          • cattaraugus Bo "dobra" wiadomość - to zła wiadomość 31.03.04, 11:27
                            Gość portalu: mkhj napisał(a):

                            > Niestety wine za ludzkie (idiotyczne) reakcje na psy ponosza w dużej mierze
                            > media.


                            Wprawdzie jestem jak najdalszy od tezy, że wszystkiemu winni są dziennikarze,
                            ale z systemem pracy mediów rzeczywiście czasami trudno się zgodzić. Bo zła
                            informacja, to "dobra" (dla mediów) informacja. Nikt nigdy nie poda informacji
                            na temat tego, ile udanych akcji ratunkowych odbywa się w Polsce z udziałem
                            psów-ratowników różnych służb państwowych oraz organizacji pozarządowych i ile
                            istnień ludzkich zostało przez to uratowanych.

                            Nikt nie poda danych statystycznych na temat tego, ile w skali roku ton
                            narkotyków wykryły polskie psy różnych służb państwowych i ilu narkomanów nie
                            umrze z tego powodu w danym roku. To są informacje niemedialne, bo mało
                            atrakcyjne.

                            I tak będzie dopóki będą istnieć np. takie patologiczne "Fakty" TVN-u. Tam -
                            jeśli kiedyś odejdzie na zawsze nasz papież - pierwszą informacją dnia będzie
                            to, że matka zabiła własne dziecko, potem że pies zagryzł staruszkę, a na
                            miejscu trzecim będzie śmierć najwyższego autorytetu moralnego.

                            Przykro mi to pisać nie tylko jako właścicielowi psa, ale także jako w pewnym
                            sensie człowiekowi mediów.

                            Pozdrawiam

                            C.
    • brenya Re: Przesada... 31.03.04, 11:45
      Przeczytalam Wasz posty i przychodzi mi do glowy tylko jedna mysl.

      Syty glodnego nie zrozumie. Nigdy.

      Wierze, ze nie jestescie w stanie pojac, ze ktos sie moze bac psa. Po to w
      koncu macie psy, zeby sie ich nie bac... Ale sprawa nie zawsze wyglada tak
      rozowo.

      Czy chcecie tego czy nie, sa ludzie, ktorzy panicznie boja sie psow, a panika
      ma to do siebie, ze jest czesto nielogiczna i niezrozumiala, nawet dla samego
      panikujacego.

      Przeczytalam historie o psie, ktorzy wystraszyl kogos w lesie. Ja tez nie
      bardzo lubie takie sytuacje (tak mam i koniec i nie przetlumaczycie mi). Ja po
      prostu bardziej boje sie takiego psa w lesie niz na osiedlu. I uwazam, ze
      wlasciciel widzac, ze ktos sie zbliza powinien na ta chwile psa wziac na smycz -
      to naprawde zaden wysilek. Pamietajcie to jest Wasz pies i wy go znacie, ale
      dla innych ludzi to obce zwierze. I nic tu nie ma do rzeczy, ze Wam sie wydaje,
      ze bac sie takiego psa to glupota. Po prostu przyjmijcie za pewnik, ze sa
      ludzie, ktorzy sie boja i koniec i wezcie psa na smycz, nawet w lesie.

      Czesto nie macie pojecia co kieruje ludzmi kiedy krzycza, zebyscie zabrali od
      nich przyjaznie nastawionego jamniczka. Moja siostra w dziecinstwie zostala
      ugryziona przez wiejskiego psa, ktory urwal sie z grubego lancucha przy budzie.
      Mozecie sobie wyobrazic "przyjacielskosc" takiego psiska. W kazdym razie w jego
      przypadku przyjacielskosc ta objawila sie WYRWANIEM siostrze kawalu miesa z
      lydki. I wyobrazcie sobie teraz, po wielu latach (moja siostra jest juz po
      trzydziestce), ze widzac malego, cherlawego pieska na spacerze, moja siostra
      dostaje szoku - czyli, jak tu ktos ladnie opisal wyzej - pozycja zolwia,
      niemoznosc wykonania ruchu. I tez bedziecie jej tlumaczyc, ze jamniczek to
      przyjazne zwierze? Moze i tak, ale NIE MACIE PRAWA krytykowac czyjegos
      zachowania i smiac sie z jego prawdziwych czy wyimaginowanych strachow.

      To tak do przemyslenia...
      • default Re: Przesada... 31.03.04, 12:37
        Przeczytałaś, ale chyba jednak niezbyt uważnie, bo nikt nie kwestionował ani
        tego, że niektórzy mogą mieć jakieś fobie, ani że należy psa wziąć na smycz,
        jeśli zachodzi obawa, że zbliży się do kogoś obcego. Chodzi o to, że człowiek,
        który się boi psa tym bardziej powinien umieć zachować się w sposób nie
        prowokujący psiej agresji. To raz. A dwa - czemu uniknąwszy agresji psa, sam
        niepohamowaną agresję okazuje?? W opisanych sytuacjach ludzie deklarujący, że
        panicznie boją się psów pozostawali jednak dłuższy czas w ich pobliżu celem
        zrobienia karczemnej awantury. Po co? Skoro nic im się nie stało, nie było
        zagrożenia, pies został uwiązany - czemu nie odejdą jak najdalej od
        znienawidzonego stwora ? O to nam chodzi - o te niepotrzebne awantury.
        A tak na marginesie - mnie też pies kiedyś "wyrwał kawał mięsa", więc poznałam
        co to strach przed psem. Ale nie jest to strach irracjonalny - jak w
        przypadkach opisanych powyżej.
        • brenya Re: Przesada... 31.03.04, 13:09

          default napisała:

          > Przeczytałaś, ale chyba jednak niezbyt uważnie, bo nikt nie kwestionował ani
          > tego, że niektórzy mogą mieć jakieś fobie, ani że należy psa wziąć na smycz,
          > jeśli zachodzi obawa, że zbliży się do kogoś obcego. Chodzi o to, że
          człowiek,
          > który się boi psa tym bardziej powinien umieć zachować się w sposób nie
          > prowokujący psiej agresji.

          Jasne. To czlowiek z fobia ma sie uczyc zachowania, najlepiej isc do psychiatry
          i najlepiej jeszcze pokornie przepraszac wlascicieli psow za swoje fobie i
          schodzic im z drogi. Chyba czegos tu nie rozumiem...


          To raz. A dwa - czemu uniknąwszy agresji psa, sam
          > niepohamowaną agresję okazuje??

          A dlaczego ludzie widzac zblizajace sie niebezpieczenstwo zanim wykonaja jakis
          ruch zaczynaja krzyczec? Dlaczego tonacy ludzie walcza z ratownikiem (sa
          przypadki gdy i ratownik idzie z takim delikwentem na dno...)?
          Czlowiek spanikowany nie mysli. Czlowiek spanikowany reaguje obronnie. I musisz
          sie z tym pogodzic, ze sa ludzie ktorzy Twojego psa obcaluja, a sa tacy, ktorzy
          zaczna sie trzasc i krzyczec widzac go z 200 metrow. Nic nie poradzisz.

          W opisanych sytuacjach ludzie deklarujący, że
          > panicznie boją się psów pozostawali jednak dłuższy czas w ich pobliżu celem
          > zrobienia karczemnej awantury. Po co? Skoro nic im się nie stało, nie było
          > zagrożenia, pies został uwiązany - czemu nie odejdą jak najdalej od
          > znienawidzonego stwora ?

          Akurat bardziej w swoim poscie odnosilam sie do sytuacji w lesie i naigrywania
          z Pani, ktora robila "zolwia", bo dobrze wiem jak taki zolw wyglada. Tylko moja
          siostra po zolwiu (gdy pies juz odejdzie) nie robi awantury tylko dostaje
          spazmow. I jakos nigdy nie przyszlo mi do glowy krzyczen na nia, ze ma spazmy
          chociaz pies juz sobie poszedl...

          O to nam chodzi - o te niepotrzebne awantury.
          > A tak na marginesie - mnie też pies kiedyś "wyrwał kawał mięsa", więc
          poznałam
          > co to strach przed psem. Ale nie jest to strach irracjonalny - jak w
          > przypadkach opisanych powyżej.


          A skad wiesz czy strach Pani od zolwia byl racjonalny czy nie? Znasz ja? Wiesz
          co sie jej przydazylo w zyciu? A ludzie reaguja roznie, jedni beda uciekac
          (chociaz przeciez przed psem nie wolno- dlaczego sie nie naucza do jasnej
          cholery!), inni beda sie kulic w zolwia, inni piszczec, a inni robic awanture.
          Dla swietego spokoju psa nalezy wziac na smycz, a nie klocic sie z ludzmi czy
          ich leki sa racjonalne czy nie. Ludzie potrafia miec fobie na punkcie
          niegroznych pajakow i paru innych rzeczy rowniez.
      • Gość: BlueBerry Przesada??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 12:51
        wyobraz sobie ze mnie w dziecinstwie rowniez ugryzl duzy pies, dla odmiany
        wyszarpal kawalek ramienia rzucajac sie od tylu na moje plecy. kazdy z nas ma
        swoje doswiadczenia i kazdy z nim na swoj sposob walczy. mnie to wydarzenie nie
        przeszkodzilo w tym , ze aktualnie mam swietna reke do psow i mam tez psa (dosc
        duzego). ale bardziej ten przyklad przytaczam po to zeby napisac ze naprawde
        rozumiem ze ludzie moga nie lubic psow, moga tez sie ich bac (niezaleznie od
        wielkosci). dodatm tez ze moj maz jak go poznalam bardzo bal sie psow, a
        aktualnie jest szczesliwymi i zakochanym w swoim psie wlascicielu.
        przyjmuje za pewnik to ze sa ludzie bojacy sie spow, jak tez i to ze sa ludzie
        ktorzy nie lubia jak im sie dmucha dymem z papierosa w twarz, czy ochlapuje
        wjezdzajac samochodem w kaluze. jak i wiele innych rzeczy ktore Tobie, mnie czy
        innym przeszkadzaja w zyciu

        ale w pelni to szanuje i dlatego tez:
        psa w obecnosci innych ludzi trzymam na smyczy
        kiedy ide z nim waskim chodnikiem i ktos idzie naprzeciwko, to psa zawsze biore
        na smycz, malo tego spycham go na trawnik lub przyciskam do sciany
        zawsze odstepuje winde, nigdy nie wsiadam z psem do windy w ktorej juz ktos
        jest bez pytania czy moge wsiasc z psem
        nigdy nie pozwalam psu podchodzic do nikogo ani go obwachiwac, chyba ze ktos
        jest chetny za kontakt z psem
        dwoje sie i troje aby nikt przypadkiem nie poczul ze moj pies naruszyl jego
        wolnosc osobista oraz terytorium nietyklanosci

        i dlatego tez rowniez chcialabym by inni szanowali mnie:
        nie podchodzili do mnie i do mojego psa jesli boja sie psow, po to tylko zeby
        sie awanturowac ze pies jest bez kaganca. to nie ich sprawa dopoki pies do nich
        nie podchodzi. to sprawa moja i strazy miejskiej.
        nie wsiadali do windy w ktorej juz razem z psem jestem by potem wciskac sie
        panicznie w kat i wykrzykiwac ochy i achy jak pies obroci glowe w ich kierunu.
        windy kursuja czesto i mozna poczekac na nastepna.
        nie darli sie kiedy moj pies sika na drzewko, w tym samym momencie kiepujac
        niedopalek w trawnik

        powtorze - mam juz dosc czucia sie obywatelem drugiej kategorii tylko dlatego
        ze mam psa, ktory nota bene jest grzeczniejszy niz niejedno dziecko.

        a w kwestii Twojej siostry (bez zlosliwosci czy nasmiewania sie) - takie rzeczy
        sie leczy, podobnie jak np arachnofobie czy klaustrofobie. warto sie nad tym
        zastanowic, aby ulatwic sobie zycie.
        • Gość: monikaM Re: Przesada??? IP: 212.180.154.* 31.03.04, 13:14
          Naprawdę bardzo rozgoryczeni jesteście...musieli wam bardzo dopiec nieżyczliwi
          psom ludzie. Mnie niestety bardziej dokuczyli inni właściciele psów. Np. nigdy
          bym nie dostała ochrzanu że psa wprowadzam do sklepu, gdyby inny właściciel
          swojego psa nie zostawiał przed sklepem bez smyczy, co spowodowało że pies
          dostał się do sklepu i obsikał owoce (podobno :/ ). Inny zwyczaj to błąkające
          się po osiedlu pieski, których właścicielom się nie chce ich wyprowadzać, i
          puszczają je samopas. A młodzi chłopcy kupujący sobie amftafiki i inne mające
          opinie agresywnych rasy, i popisujący sie ich "ostrością". Albo naprawdę
          nieodpowiedzialne zachowanie właścicieli, którzy wychowują "pana i władcę" lub
          socjopatę.... A potem porządni ludzie adoptujący psa (wcale nie ze strachu i
          nie do obrony - jak sugerowano) są wrzucani do jednego wora z tymi, którzy
          nigdy psa mieć nie powinni.
        • brenya Re: Przesada??? 31.03.04, 13:18
          Rozumiem wszystko co wyzej napisalas i zgadzam sie z tym. Tyle, ze ja nie
          odnosze sie do sytuacji kiedy ludzie robia te wszystkie rzeczy o ktorych
          piszesz. Moja siostra nie wsiadla by z Toba do windy, zeby ze zlosliwosci
          zrobic Ci awanture. Ale gdyby pies biegl ja obwachac to zrobilaby zolwia i
          robila takie "iiiiiiiiiiiii". Nawet gdyby to byl tyciuni merdajacy ogonkiem
          piesek. I wez jej przetlumacz, ze zachowuje sie jak, przepraszam, idiotka!

          Zareagowalam na post, w ktorym piszaca nasmiewa sie z Pani, ktora widzac psa w
          odleglosci 200 metrow robi zolwia. Dziewczyna nie zareagowala, nie wziela psa
          na smycz i dziwi sie, ze pies leci do spanikowanej kobiety i ja obszczekuje (bo
          wyczul agresywna atmosfere...!). No co za bzdury, przepraszam bardzo.

          nie chodzi o to, zeby sie licytowac kto ile ciala stracil po spotkaniu z psem,
          chodzi o to, ze trzeba SZANOWAC ludzi i to ze maja swoje fobie. A co do
          leczenia - oczywiscie ze mozna leczyc, ale co z tego i jaki to ma zwiazek z
          tym, ze ludzie powinni trzymac psy w bezpiecznej odleglosci od innych?
          • alcoola Re: Przesada??? 01.04.04, 08:54
            brenya napisała:

            > Ale gdyby pies biegl ja obwachac to zrobilaby zolwia i
            > robila takie "iiiiiiiiiiiii". Nawet gdyby to byl tyciuni merdajacy ogonkiem
            > piesek.

            No sorry, ale takie zachowanie nie jest normalne, takie rzeczy to trzeba leczyć.

            > trzeba SZANOWAC ludzi i to ze maja swoje fobie. A co do
            > leczenia - oczywiscie ze mozna leczyc, ale co z tego i jaki to ma zwiazek z
            > tym, ze ludzie powinni trzymac psy w bezpiecznej odleglosci od innych?

            Ma taki, że dla chorego żadna odległość nie będzie bezpieczna, bo ma świra na
            tym punkcie i nie może wymagać od obcych ludzi, żeby szóstym zmysłem tego świra
            wyczuwali i łapali psy jak tylko zobaczą ludzką postać na horyzoncie. A jak
            ktoś został potrącony przez samochód i dostaje drgawek jak samochód minie go o
            kilka metrów, to co - ma się domagać żeby ruch na ulicy stawał, kiedy on
            wychodzi????
        • Gość: Marie Huana Re: Przesada??? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 31.03.04, 13:24
          Brenya. Żyjemy w społeczeństwie i jeśli ktoś w nim się normalnie zachowuje, nie
          ma potrzeby, by go z niego wykluczać albo dyskryminować.
          Ot, idzie sobie pies, bez smyczy, nawet nie zwraca na Ciebie uwagi (bo i po
          co), idź i Ty dalej, nie zwracaj na niego uwagi (on, ten pies czyli, zachowuje
          się normalnie).
          Istnieją zachowania nienormalne, a przez ludzi mniej piętnowane. Nikt wrażliwy
          na zapachy nie ma prawa powiedzieć w autobusie: śmierdzący i pachnący muszą
          wysiąść, tylko dlatego, że jest nadwrażliwy.
          • brenya Re: Przesada??? 31.03.04, 13:52
            Gość portalu: Marie Huana napisał(a):

            >> Ot, idzie sobie pies, bez smyczy, nawet nie zwraca na Ciebie uwagi (bo i po
            > co), idź i Ty dalej, nie zwracaj na niego uwagi (on, ten pies czyli,
            zachowuje
            > się normalnie).

            Ot, idzie sobie facet za Toba, srodek nocy, nie zwraca nawet na Ciebie uwagi,
            idz i Ty dalej, nie zwracaj na niego uwagi (on, ten facet czyli, zachowuje sie
            normalnie).

            Ot, plynie sobie rekin za Toba, nie zwraca nawet na Ciebie uwagi, plyn i Ty
            dalej, nie zwracaj na niego uwagi (on, ten rekin czyli, zachowuje sie
            normalnie).

            Widzisz ironie?

            Ja nie mowie o ludziach, ktorzy nie maja fobii i chca sie wyzyc na zwierzeciu,
            ja mowie o ludziach, ktorzy takie leki (irracjonalne czy nie) maja! Oczekiwanie
            od nich racjonalnych reakcji jest rownie nieracjonalne jak ich zachowanie.

            > Istnieją zachowania nienormalne, a przez ludzi mniej piętnowane. Nikt
            wrażliwy
            > na zapachy nie ma prawa powiedzieć w autobusie: śmierdzący i pachnący muszą
            > wysiąść, tylko dlatego, że jest nadwrażliwy.

            Fobie nie sa zachowaniami nienormalnymi - sa pewnym rodzajem ulomnosci, ktora
            nalezy szanowac. To nie sa fochy, czy jakies widzimisie, tylko problem, nad
            ktorym nie mozna zapanowac. Czy osoba, nie posiadajaca nog nie ma prawa
            zaprotestowac przeciwko wysokim kraweznikom? W momencie kiedy nasze zachowanie
            moze wyrzadzic komus krzywde, czy narazic go na strach - powinnismy tak sie
            zachowywac, aby tego strachu nie wywolywac. A ludzi bojacych sie psow jest
            naprawde wielu.

            Postawienie sprawy w taki sposob: niech sie lecza, oni sa nienormalni, jest po
            prostu straszliwie egoistyczne.
            • default Re: Przesada??? 31.03.04, 14:06
              Uczepiłaś się tych szczególnych przypadków niezwykle ostrych fobii, a są one
              raczej rzadkie i nie one są przedmiotem naszej dyskusji. Pisaliśmy o tym jak
              często, nagminnie i nieustannie spotykamy się z wrogością, niechęcią, agresją -
              tylko z powodu że posiadamy psa. Codziennie spotykamy ludzi ogarniętych
              fobią???? Chyba raczej nie.

              A porównywanie spokojnie przechodzącego psa do rekina to grube nadużycie.













      • cattaraugus Spróbujmy raz jeszcze - tym razem jaśniej 31.03.04, 13:20
        brenya napisała:
        > Przeczytalam Wasz posty i przychodzi mi do glowy tylko jedna mysl.
        > Syty glodnego nie zrozumie. Nigdy.


        * Być może nie dość dokładnie oddaliśmy fakt, że właśnie staramy się z całych
        sił zrozumieć i szanować ludzkie lęki przed psami.
        U mnie to już jest prawie nerwica sytuacyjna - i też prosiłbym o zrozumienie
        tego. Pójście z psem do lasu powinno być dla mnie przyjemnością, jest zaś
        koszmarem. Wchodzę do lasu i mam obręcz na żołądku z powodu obaw, czy znowu nie
        będzie jakiejś scysji. Pobyt w terenie w takiej sytuacji sprowadza się do
        nieustannej obserwacji otoczenia i horyzontu, aby własnie w porę psa złapać.
        Wraca się z takiej "miłej" wycieczki będąc bardziej zmęczonym psychicznie, niż
        fizycznie, z irracjonalnym poczuciem winy, albo z jeszcze bardziej irracjonalną
        radością "Uf, jeszcze raz udało się i nikt na nas nie napadł". Czy to normalne?


        > Wierze, ze nie jestescie w stanie pojac, ze ktos sie moze bac psa.


        * To bardzo niedobra wiara i na dodatek krzywdząca większość osób, które się tu
        wypowiedziały.


        > Po to w koncu macie psy, zeby sie ich nie bac... Ale sprawa nie zawsze
        > wyglada tak rozowo.


        * Zgadza się. Właśnie dlatego robię wszystko, aby reprezentować jak najwyższą
        kulturę utrzymania psa, ale nie jestem w stanie spełnić oczekiwań
        społeczeństwa. Jeśli facet 100-150 m przede mną bierze kij na mnie i na mojego
        psa na smyczy (jak to opisałem) i urządza mi karczemną awanturę (o co?) to
        stawiam pytanie: Kto jest chorym elementem społeczeństwa - ja, czy on?


        > Czy chcecie tego czy nie, sa ludzie, ktorzy panicznie boja sie psow, a panika
        > ma to do siebie, ze jest czesto nielogiczna i niezrozumiala, nawet dla samego
        > panikujacego.Przeczytalam historie o psie, ktorzy wystraszyl kogos w lesie.
        > Ja tez nie bardzo lubie takie sytuacje (tak mam i koniec i nie
        > przetlumaczycie mi). Ja po prostu bardziej boje sie takiego psa w lesie niz
        > na osiedlu. I uwazam, ze wlasciciel widzac, ze ktos sie zbliza powinien na ta
        > chwile psa wziac na smycz to naprawde zaden wysilek. Pamietajcie to jest Wasz
        > pies i wy goznacie, ale dla innych ludzi to obce zwierze.


        * To teraz ja - jako zapalony turysta pieszy - napiszę, czego się boję w lesie
        i proponuję porównać skalę zagrożenia, jaką niosą w lesie psy, a jaką inne
        zjawiska. Owoż boję się, że kiedyś z lasu nie wrócę żywy, albo wrócę
        okaleczony. W ciągu ostatnich 10 lat nie policzyłbym ile razy wzywałem do lasu
        policję do panów tnących samochody. Dwa razy stanąłem oko w oko z kłusownikami,
        raz z kimś, kto strzelał z domowej roboty rewolweru. W jednym z opisanych
        przypadków mój pies być może uratował mi kawałek zdrowia, bo zwyczajnie zagonił
        do samochodu panów, którym bardzo się nie spodobało, że ich nakryłem na
        demontażu auta. Dwa razy zostałem wygoniony z lasu przez policję, która
        prowadziła na kogoś obławę. Ale z lasu nie da się ot tak po prostu wyjść, więc
        bite dwie godziny wycofywałem się z terenu obławy nie wiedząc (bo i policja nie
        wiedziała), gdzie tak właściwie znajduje się przestępca. To takich zjawisk
        proponuję bać się w pierwszej kolejności, później zaś psów.


        > I nic tu nie ma do rzeczy, ze Wam sie wydaje, ze bac sie takiego psa to
        > glupota. Po prostu przyjmijcie za pewnik, ze sa ludzie, ktorzy sie boja i
        > koniec i wezcie psa na smycz, nawet w lesie.


        * Bierzemy. Trzeba jeszcze raz uważnie przeczytać nasze posty.


        > Czesto nie macie pojecia co kieruje ludzmi kiedy krzycza, zebyscie zabrali od
        > nich przyjaznie nastawionego jamniczka. Moja siostra w dziecinstwie zostala
        > ugryziona przez wiejskiego psa, ktory urwal sie z grubego lancucha przy
        > budzie. Mozecie sobie wyobrazic "przyjacielskosc" takiego psiska. W kazdym
        > razie w jego przypadku przyjacielskosc ta objawila sie WYRWANIEM siostrze
        > kawalu miesa z lydki. I wyobrazcie sobie teraz, po wielu latach (moja siostra
        > jest juz po trzydziestce), ze widzac malego, cherlawego pieska na spacerze,
        > moja siostra dostaje szoku - czyli, jak tu ktos ladnie opisal wyzej - pozycja
        > zolwia, niemoznosc wykonania ruchu. I tez bedziecie jej tlumaczyc, ze
        > jamniczek to przyjazne zwierze? Moze i tak, ale NIE MACIE PRAWA krytykowac
        > czyjegos zachowania i smiac sie z jego prawdziwych czy wyimaginowanych
        > strachow.


        * Nawet jeśli nas coś oburza w zachowaniu ludzi nie będących właścicielami
        psów, to chyba ten wątek jest poświęcony właśnie szacunkowi dla odmienności
        poglądów i stanów emocjonalnych tych, którzy za psami nie przepadają. Może nie
        dość wyraźnie udało nam się tę myśl przekazać...?


        > To tak do przemyslenia...


        * To tak do zauważenia...
        • brenya Re: Spróbujmy raz jeszcze - tym razem jaśniej 31.03.04, 14:50
          cattaraugus napisał:

          >> * Być może nie dość dokładnie oddaliśmy fakt, że właśnie staramy się z
          całych
          > sił zrozumieć i szanować ludzkie lęki przed psami.


          To dlaczego nie wzielas tego psa na smycz, kiedy kobieta robila zolwia?


          > U mnie to już jest prawie nerwica sytuacyjna - i też prosiłbym o zrozumienie
          > tego. Pójście z psem do lasu powinno być dla mnie przyjemnością, jest zaś
          > koszmarem. Wchodzę do lasu i mam obręcz na żołądku z powodu obaw, czy znowu
          nie
          >
          > będzie jakiejś scysji. Pobyt w terenie w takiej sytuacji sprowadza się do
          > nieustannej obserwacji otoczenia i horyzontu, aby własnie w porę psa złapać.
          > Wraca się z takiej "miłej" wycieczki będąc bardziej zmęczonym psychicznie,
          niż
          > fizycznie, z irracjonalnym poczuciem winy, albo z jeszcze bardziej
          irracjonalną


          Wow. Rzeczywiscie mi Ciebie szkoda. Ciekawe jak po takim spacerku czuje sie
          osoba, ktora panicznie boi sie psow.

          >
          >>
          > * Zgadza się. Właśnie dlatego robię wszystko, aby reprezentować jak najwyższą
          > kulturę utrzymania psa, ale nie jestem w stanie spełnić oczekiwań
          > społeczeństwa. Jeśli facet 100-150 m przede mną bierze kij na mnie i na
          mojego
          > psa na smyczy (jak to opisałem) i urządza mi karczemną awanturę (o co?) to
          > stawiam pytanie: Kto jest chorym elementem społeczeństwa - ja, czy on?
          >

          A moze jakbys, widzac z daleka zblizajacych sie ludzi, zawolala psa do siebie,
          wziela go na smycz i zawolala do ludzi "spokojnie, trzymam psa, prosze sie nie
          bac".

          >
          >
          > * To teraz ja - jako zapalony turysta pieszy - napiszę, czego się boję w
          lesie
          > i proponuję porównać skalę zagrożenia, jaką niosą w lesie psy, a jaką inne
          > zjawiska. Owoż boję się, że kiedyś z lasu nie wrócę żywy, albo wrócę
          > okaleczony. W ciągu ostatnich 10 lat nie policzyłbym ile razy wzywałem do
          lasu
          > policję do panów tnących samochody. Dwa razy stanąłem oko w oko z
          kłusownikami,
          >
          > raz z kimś, kto strzelał z domowej roboty rewolweru. W jednym z opisanych
          > przypadków mój pies być może uratował mi kawałek zdrowia, bo zwyczajnie
          zagonił
          >
          > do samochodu panów, którym bardzo się nie spodobało, że ich nakryłem na
          > demontażu auta. Dwa razy zostałem wygoniony z lasu przez policję, która
          > prowadziła na kogoś obławę. Ale z lasu nie da się ot tak po prostu wyjść,
          więc
          > bite dwie godziny wycofywałem się z terenu obławy nie wiedząc (bo i policja
          nie
          >
          > wiedziała), gdzie tak właściwie znajduje się przestępca. To takich zjawisk
          > proponuję bać się w pierwszej kolejności, później zaś psów.
          >

          O Boze. Czy Ty nic nie rozumiesz? Ludzie sie boja i koniec. I na nic Ci
          przyjdzie tlumaczenie mojej siostrze np. ze bardziej powinna sie bac panow
          tnacych samochody! W kazdej sytuacji moze spotkac nas cos gorszego. Czy dla
          Ciebie to naprawde taki wysilek wziac psa na smycz widzac, ze ktos sie go boi?

          >>
          > * Bierzemy. Trzeba jeszcze raz uważnie przeczytać nasze posty.
          >
          >
          >
          > * Nawet jeśli nas coś oburza w zachowaniu ludzi nie będących właścicielami
          > psów, to chyba ten wątek jest poświęcony właśnie szacunkowi dla odmienności
          > poglądów i stanów emocjonalnych tych, którzy za psami nie przepadają. Może
          nie
          > dość wyraźnie udało nam się tę myśl przekazać...?
          >
          >
          Nie wyraznie. Narazie przeczytalam tylko o sytuacji kiedy widzisz, ze 200
          metrow przed Toba kobieta kuli sie ze strachu, a Ty nawet nie bierzesz psa na
          smycz i masz pretensje, ze ona sie boi.


          >
          • default Re: Ręce opadają.... 31.03.04, 15:07
            Brenya, naprawdę wydaje mi się, że nie czytasz uważnie. Kwestia dotyczy
            społecznej nietolerancji dla posiadaczy psów, a nie przypadków fobii. Nie
            wmówisz mi, że większość społeczeństwa to osoby panicznie bojące się psów.
            A w relacji Cattaraugusa (który nie jest rodzaju żeńskiego, co także umknęło
            Twojej uwadze) wyraźnie jest napisane, że psa natychmiast odwołał i uwiązał.
            • brenya Re: Ręce opadają.... 31.03.04, 16:38

              skoro ja nie czytam uwaznie to moze zacytuje rzeczony post jeszcze raz:

              Idziemy szeroką drogą, z daleka widzę parę ludzi w średnim wieku. Na nasz widok
              (byliśmy jakieś 150 m od siebie) oboje państwo zatrzymali się. (...)
              Nagle widzę, że w stojącej (CIAGLE DALEKO PRZED NAMI) parze ludzi coś się
              dzieje. Ja i mój pies dochodzimy do państwa, jesteśmy jakieś 20-30 metrów od
              nich. Pies kompletnie nie zainteresowany ludźmi przed nami.

              (uwaga: ale ciagle nie jest uwiazany na smyczy)

              Ale widok pani jest dziwny. Pani jest blada i struchlała. (...)

              I się zaczęło.

              Zanim go przywołałem gwizdkiem (...)

              uwaga: czyli nie 150 metrow wczesniej, kiedy widac bylo, ze pani jest "blada i
              struchlala"...

              doskoczył do skulonej pani i ją
              obszczekał. Żadnych tam zębów, czy warkotów, tylko kilka basowych szczeknięć,
              jak to u gończego.


              uwaga: ach wiec to bylo tylko kilka basowych szczekniec? Ach to rzeczywiscie
              nic wielkiego... I to nie wina psa tylko Pani bo ZROBILA WROGA ATMOSFERE!!!

              Wziąłbym
              go na tę smycz już te 150 m wcześniej, gdyby tylko w mojej głowie postało, że
              kroi się coś niedobrego.


              Uwaga: jak to nie powstala, skoro mowisz, ze juz 150 metrow wczesniej
              widziales, ze Pani blada i przestraszona????? Dlaczego nie wziales wtedy psa na
              smycz? Na co czekales?



              Prosze mi nie zarzucac, ze nie umiem czytac. Nie przyczepilam sie wszystkich
              wlascicieli psow, przyczepilam sie tylko tego jednego postu i opisanej
              sytuacji. I nie mowicie mi, ze pies nie powinien byc wziety na smycz, skoro ze
              150 metrow bylo widac, ze kobieta sie boi!!! Dopiero piesek ja basowo
              obszczekal, zeby w glowie wlasciciela zaswitala mysl, ze moze lepiej wziac psa
              na smycz?

              Czy Wy naprawde nie widzicie, ze ta sytuacja byla chora? Jak mozna dopuscic,
              widzac przerazenie w czyichs oczach, zeby pies obszczekal?
            • zz_beatka Re: Ręce opadają.... 04.04.04, 18:10
              niestety Brenya charakteryzuję się tym że nigdy nie czyta uważnie postów a
              wręcz je odwrotnie interpretuje. a do tego jest przeciwniczką psów.
              ja ze swoimi psami nie miałam większych problemów poza jednym przypadkiem
              pogryzienia mojego psa przez innego. za to wszyscy koniecznie chcą je głaskać
              jedni pytają się drudzy poprostu podchodzą i głaszczą. przyzwyczaiłam się już i
              nie przeszkadza mi to pozwalam dzieciom się pobawić z dorosłymi rozmawiam a
              moim celem jest pokazać że nie wszystkie psy są złe i niezbezpieczne i chyba mi
              się to udaje. nie przejmujcie się wszędzie (niestety) jacyś dziwni ludzie
              mieszkają albo histerycy bojący się psów panicznie albo właściciele agresywnych
              morderców nie bojących się nikogo i niczego ale my właściciele normalnych psów
              powinniśmy razem trzymać i tak jak cattaragus załatwiać sprawy (dobrze że
              właściciela owego rotweilera nauczyłeś jak ma żyć w społeczeństwie)
              Pozdrawiam słonecznie
      • frunze Re: Przesada... 31.03.04, 14:14
        Brenya, nikt z nas nie neguje tego, ze ktoś sie moze bać psa. Ale jak ja się
        czegoś boję to do tego nie podchodzę. Omijam z daleka. Po prostu. Jak się boję
        wody to do niej nie wchodzę, jak się boję lasu, to do niego nie idę i wreszcie
        jak się boję psa, to przechodzę łukiem, a nie podbiegam do właściciela i na
        niego wrzeszczę..
        Ja naprawdę bardzo się staram, żeby być w porządku w stosunku do innych
        użytkowników chodników, wind, lasów i innych miejsc, gdzie pojawiam się z psem.
        Wobec tego trzymam psa na smyczy, ściągam go jak ktoś przechodzi, itp. Męczące
        jest dla mnie przy tym ciągłe wypatrywanie i typowanie - kto będzie się
        czepiał, a kto nie.
        • erinaceus Re: Przesada... 31.03.04, 22:52
          Ale dyskusja...
          No my się chyba rzeczywiście nie zrozumiemy.Ja jednak nadal bedę uważać, że
          nikt mnie nie może zmusić, zebym zawsze trzymała psa na smyczy i w kagańcu -
          nawet krzyczące, histeryczne osoby, które zupełnie nie wzbudzają
          zainteresowania w moich suczkach. Jestem odpowiedzialną osoba i wiem, ze moje
          psy nikomu nie zrobią krzywdy, a za czyjeś fobie nie odpowiadam. Może bym i
          inaczej myślała, ale to wy, nienawidzący psów, zabijacie w nas resztki chęci
          zrozumienia i dobrego do was nastawienia. Kilka dni temu byłam na spacerze z
          suczką - ogromną (dogue de Bordeaux). Na terenie zabudowanym wzięłam ją na
          smycz, a tu proszę - zza ogrodzenia chłopczyk, entuzjastycznie popierany przez
          babcie, rzuca w nią patykiem i krzyczy: zabić go. Babcia dodaje:ale bydle.
          Teraz tylko marze o tym, zeby ich spotkać w lesie lub na polu - ale wtedy suni
          nie zawołam...
    • ane.luko Re: Pytanie do cattaraugusa 01.04.04, 00:03
      Czy nie było możliwości kompletnie zignorować "dziamgotanie" (jak
      określiła "frunze" - bardzo ładnie) owej pani i pójść dalej w swoją stronę? Ja
      tak czasem robię. Mamuśka umorusanego dzieciaka się drze "Pani weźmie tego
      psa!" a ja w ogóle nie reaguję bo widzę, że psa o wiele bardziej interesują
      zapaszki w trawie niż umorusany dzieciak. Frunze, gdybym ja była psem,
      ugryzłabym tę panią również za jej reakcję - bo bardzo mnie denerwuje jak ktoś
      nie rozumie, że pies na dworze ma prawo do chwili swobody. Obiema rękami
      podpisuję sie pod pomysłem kagańców dla niektórych ludzi.
      • cattaraugus Odpowiedź cattaraugusa 01.04.04, 00:56
        ane.luko napisała:
        > Czy nie było możliwości kompletnie zignorować "dziamgotanie" (jak
        > określiła "frunze" - bardzo ładnie) owej pani i pójść dalej w swoją stronę?
        > Ja tak czasem robię. Mamuśka umorusanego dzieciaka się drze "Pani weźmie tego
        > psa!" a ja w ogóle nie reaguję bo widzę, że psa o wiele bardziej interesują
        > zapaszki w trawie niż umorusany dzieciak. Frunze, gdybym ja była psem,
        > ugryzłabym tę panią również za jej reakcję - bo bardzo mnie denerwuje jak
        > ktoś nie rozumie, że pies na dworze ma prawo do chwili swobody. Obiema rękami
        > podpisuję sie pod pomysłem kagańców dla niektórych ludzi.


        Dobre pytanie i bardzo skomplikowane zarazem. Domyślam się, że chodzi o
        tragifarsę: on, ona, ono, wózek, piach po osie wózka, ja i gończy polski
        złapany na smycz o 100 m przed wściekłym (głównie chyba na siebie) państwem.

        Odpowiedź jest wielopłaszczyznowa. Zacznijmy od tego, że odkąd mi ów gończy
        polski wywąchał kiedyś w lesie nieprzytomnego starszego pana - nie ruszam się
        do lasu bez komórki, tak jak komórek nienawidzę i staram się (mając ich dwie) w
        ogóle ich nie używać. Ale nie w lesie. Tam, po moich różnych przejściach,
        komórkę mam zawsze. Gdybym miał komórkę w chwili znalezienia tego człowieka w
        stanie wylewu to bym zadzwonił z komórki po pogotowie, a tak musiałem biec 2 km
        do płotu jednostki wojskowej, wrzeszczeć przez zaporę z drutów kolczastych,
        żeby ktoś do mnie podszedł itd., ale to inna bajka. Zaraz do tej komórki
        powrócę.

        Tymczasem odpowiadam, że oczywiście - gdyby się dało, to bym szalone a
        histeryczne i rozjuszone państwo obszedł największym możliwym łukiem, bo
        głupota ich jazdy wózkiem w piachu już i tak doprowadziła ich do wystarczającej
        autoagresji. Ale nie dało się ich obejść. Z jednej strony tej grząskiej
        piaszczystej drogi była ściana krzewów nie do przebycia, ponadto długi ciąg
        mrowisk. Z drugiej nasyp kolejowy poprzedzony rowem z wiecznym błotem, bo to
        taki dziwny teren, gdzie bagna i piachy sąsiadują ze sobą o centymetry.

        Teraz wracam do komórki. Ja w moim życiu nie podlegam (mimo różnych prób)
        zastraszeniu. Ktoś, kto szykuje się na mnie z kijem podpada pod wiele
        poważniejsze paragrafy, niż mój pies bez smyczy, a przypomnę, że i tak byłem na
        terenie ustawowo mi sprzyjającym. Była to tego rodzaju sytuacja, rozkręcona już
        prawie do zaniku hamulców moralnych, że to nie państwo, ale ja już prawie
        brałem za komórkę, aby może zadzwonić po jakąś służbę państwową.

        Słowem - nie dało się tego obejść. Za długi kij naszykowany na mnie, za wąska
        droga, za dużo nas na tej drodze i jeszcze wielki wózek dziecięcy
        marki "kareta" zakopany w piachu tej niby drogi. Nie dało się tego obejść, a
        tak całkiem nie odzywać się też się nie dało w zaistniałej sytuacji.

        Pozdrawiam

        C.
        • Gość: BlueBerry .... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.04, 08:55
          tak na bazie tej dyskusji przypomniala mi sie historyjka. kiedys idac sobie z
          psem na waskiej osiedlowej alejce napotkalam dziecko. dziecko bylo dosc
          mlodociane bo jak stanelo na przeciwno psa (bordog) to popatrzyli sobie w oczy.
          no i tak stalam sobie i patrzylam jak odbywa sie w sielankowej atmosferze
          wymiana obserwacji. pies z zaciekawieniem obwachiwal dziecko, ono spokojnie
          ogladalo psa. nagle zza zakretu wyszla matka. nie, raczej MATKA. i zobaczywszy
          wyzej opisana sielankowa scene zaczela potwornie krzyczec. na ta okolicznosc
          dziecko sie zaniepokoilo i rozplakalo. pies wyczul zmiane sytuacji i sie za
          mnie wycofal (mial wtedy rok wiec robil odwroty za moje nogi). i tak naprawde
          nie ma z tego zadnego moralu, oprocz tego jak z nostalgia wspominam czasy
          dziecinstwa i wychowywania mnie przez moim rodzicow ktorzy (sami nie mogac miec
          psa - malutkie mieszkanie) nauczyli mnie swietnego kontaktu z tymi zwierzetami,
          do tego stopnia ze co jakis czas musieli mnie sciagac z szyji wielkiego brytana
          przy oslupialym wlascicielu. oczywiscie nie uniknelam pogryzien przez psy
          (dwukrotnie) ale z drugiej strony jestem w stanie podejsc do kazdego psa, zajac
          sie kazdym psem, rozdzielic psy gryzace sie nawzajem itp.
          wiem ze w calym tym zamieszaniu nie ma regul. najwiekszy brytan bedzie
          najlagodniejszy a dziecko mojej sasiadki w twarz ugryzl (sic!) jamnik. ludzie
          sa rozni, niezaleznie czy maja psy czy tez nie. jedni maja prawo je miec, inni
          maja prawo sie ich bac. jednak nie sposob zauwazyc ze w naszym kraju od
          jakiegos czasu pojawilo sie cos takiego jak ostracyzm w stosunku do wlascicieli
          psow. i wydaje mi sie ze jesli na nas naklada sie obowiazek i koniecznosc
          umiejetnosci rozpoznawania ludzi bojacych sie psow, koniecznosc notorycznego
          ustepowania z drogi i czucia sie obywatelem drugiej kategorii, to moze jednak
          warto by bylo zeby i druga strona tez od siebie cos dala. bo nie trzeba wiele
          wysilku by ocenic zachowanie psa oraz fakt z kim jest na spacerze. nie trzeba
          wiele wysilku by nauczyc dziecko by przy psach zachowywalo sie spokojnie i w
          pierwszej kolejnosci podawalo raczke do obwachania, a nie zeby walilo psa
          piastka po glowie. zeby nie bralo kija i nie tluklo nim w ogrodzenie w celu
          zdenerwowania psa. i tak dalej i tak dalej.
          bo my (wlasciciele psow) nie mamy problemu z tym ze ktos panicznie psow sie
          boi. (szanujemy to). mamy problem z tym, ze zaczeto pałać w stosunku do nas i
          naszych psow jakas niezdrowa emocja, ktora powoduje obrazanie nas i
          wykrzykiwanie w strone naszych psow (szczegolnie duzych) rzeczy typu "co za
          bydle, trzeba go uspic". i uwierzcie mi to nie sa rzadkie przypadki. a wszystko
          to dziala w obie strony i kazda cierpliwosc sie kiedys konczy.
          a przeciez moze byc tak sympatycznie jak mialam na ostatnim urlopie nad
          polskim morzem, kiedy to moj pies robil w charakterze zakopianskiego misia i
          wszytskie dzieciaki z kempingu w wieku od 3 do 7 lat zrobily sobie z nim
          zdjecia, zmuszajac do roli fotografa mniej lub bardziej chetnych rodzicow.
    • frunze Re: A można inaczej... 01.04.04, 10:33
      Wychodzę wczoraj z pracy. Na zewnątrz jak zwykle czeka na mnie narzeczony z
      psem. I widzę taką scenę. Dzieciaczek, lat może dwa, właśnie odebrany ze żłoba
      stoi sobie przy wózeczku, obok jego rodzice, a mój Wezyr go obwąchuje. Rodzice
      zachęcają dzieciaczka do pogłaskania psa, a maluch jest zachwycony i wyciąga
      łapki, żeby to zrobić. Sielanka :) Aż miło było popatrzeć.
      • cattaraugus Albo jeszcze inaczej... 01.04.04, 12:25
        frunze napisała:
        > Wychodzę wczoraj z pracy. Na zewnątrz jak zwykle czeka na mnie narzeczony z
        > psem. I widzę taką scenę. Dzieciaczek, lat może dwa, właśnie odebrany ze
        > żłoba stoi sobie przy wózeczku, obok jego rodzice, a mój Wezyr go obwąchuje.
        > Rodzice zachęcają dzieciaczka do pogłaskania psa, a maluch jest zachwycony i
        > wyciąga łapki, żeby to zrobić. Sielanka :) Aż miło było popatrzeć.
        --------------------------------------------------------------------------------

        To mi przywodzi na myśl kolejny osobisty przypadek. Idę przez osiedle z tym
        moim gończym polskim, przechodzę obok ogródka dla dzieci. Pies oczywiście na
        smyczy. Na nasz widok dzieciak lat około 7-8 wyrywa się matce, wyskakuje na
        zewnątrz ogródka, staje jakieś 30-40 cm przed moim psem i zaczyna tupać,
        podskakiwać, machać psu rękami przed pyskiem i wydzierać się: "Uaaaaaaa!".
        Pies, aż usiadł, tak się wystraszył. A dzieciak tak robi cyklicznie przez
        kilkanaście sekund i widząc strach psa wrzeszczy "Ale się przestraszył, ale się
        przestraszył...!".

        Matka chłopaczka patrzy na to niewidzącym wzrokiem i nic. Tylko taka kretynka
        nie wie oczywiście, że u psa granica między strachem a agrsją jest tak cienka,
        że prawie nie istniejąca - jeszcze u dzikarza, jakim jest gończy polski, który
        spokojnie staje do walki z dzikiem, bo to dla niego normalka.

        A niech bym się wówczas nie zaparł z całych sił, żeby mi pies nie ruszył na
        tego gnoja. Pewnie bym to wszystko teraz pisał z komputera naczelnika więzienia.

        No i co? Gdybym nie miał zrównoważonego psa nieszczęście w jakiejś formie
        gotowe. Pytam chłopczyka na tyle głośno, aby usłyszała to kretynka, która z
        zaciekawieniem na to wszystko patrzyła: "Synku, czy nikt nigdy cię nie nauczył,
        że mógłbyś nie przeżyć takiego czegoś, co właśnie zrobiłeś?". Cisza - i ze
        strony chłopca i matki.

        Gdyby to się stało w obliczu wspomnianego przeze mnie powyżej 90-kilogramowego
        rottweilera mojego sąsiada, któremu załatwiłem kolegium, chłopak mógłby
        rzeczywiście tego nie przeżyć. Jego uroczy psiaczek atakuje wszystkie obiekty
        poruszające się - organiczne i nieorganiczne. Po sąsiedzku jest też dog
        angielski, który na przykład zjadł pekińczyka mojej sąsiadki. Nawet nie było co
        pochować. W tym przypadku również chłopiec mógłby wyjść kaleki z tej mieszaniny
        głupoty i agresji w jego wykonaniu.

        No ale coż, jak wiadomo dzisiejsze dzieci wychowywane nie przez rodziców, a
        przez domowe roboty PC i wideo, są przekonane, że mają trzy życia - jak w
        każdej porządnej grze. Tak przecież zeznał przyjemniaczek, który kilka lat temu
        wypchnął przez okno własnego ojca, a po jego śmierci przyznał, że myślał, iż
        tata właśnie miał trzy życia, a tu proszę - coś w tej grze nie wyszło...
        Procesor jakiś felerny był, albo joystic się zawiesił...
      • Gość: ane.luko Re: A można inaczej... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.04, 12:33
        Całkowicie sie zgadzam, zwłaszcza z fragmentami o ostracyzmie wobec właścicieli
        psów i o tworzeniu z nas obywateli drugiej kategorii. Część winy za to ponoszą,
        moim zdaniem, media. Co chwila słyszy się przerażające historie jak to pies
        pogryzł dzieciaka (który na pewno wcześniej go drażnił). A jak często słyszymy
        w serwisach polskich o psach które ratują ludziom życie i to na różne sposoby?
        Czyżby tylko psy na Zachodzie były takie mądre, że potrafią nawiązać kontakt z
        dzieckiem autystycznym, wiedzą jak pracować z dzieckiem z porażeniem mózgowym -
        które zmusić do wysiłku fizycznego, któremu ustąpić i oddać piłeczkę, że uczą
        okazywania uczuć i odpowiedzialności dzieci w domach dziecka? Czy w Polsce jest
        w ogóle do pomyślenia trzymanie psów w domach dziecka? Czy ludzie powszechnie
        wiedzą, że pies może być nie tylko przewodnikem niewidomego, ale wyczuć atak
        epilepsji na kilkanaście minut przed jego wystąpieniem? Albo - objawy śpiączki
        cukrzycowej? Dlaczego o tym się nie mówi? Ciągle się u nas nie zauważa jak
        wiele ludzie zawdzięczają psom.
        • cattaraugus Re: A można inaczej... 01.04.04, 12:38
          Gość portalu: ane.luko napisał(a):
          > Czy ludzie powszechnie wiedzą, że pies może być nie tylko przewodnikem
          > niewidomego, ale wyczuć atak epilepsji na kilkanaście minut przed jego
          > wystąpieniem? Albo - objawy śpiączki cukrzycowej?


          NAPRAWDĘ?!?!?!
          Czy są jakieś materiały do poczytania na ten temat?

          Pozdrawiam

          C.
          • neeki Re: A można inaczej... 01.04.04, 18:35
            tak sa ludzie ktorzy panicznie sie boja psow. sa ludzie ktorzy panicznie sie
            boja facetow po nocy. moze wprowadzmy zakaz chodzenia samotnie po zmroku tymze
            facetom. a jak taka panicznie bojaca sie osoba da facetowi w leb to tez
            bedzieusprawiedliwone?yjemu wsrod innych ludzi i zwierzat i nalezy nad soba
            panowac. ja mam uraz jak ktos za mna idzie bo mnie kiedys napadli. i czasami w
            nocy az mnie trzesie. czy to znaczy ze mam sie odwrocic i zaczac wrzeszczec
            albo od razu kopa ?
            przykro mi ze kogos pies pogryzl. ale czy to moja wina ? czesto winien jest sam
            delikwent jak w opisanych przykladach.
            ostracyzm dla wlascicieli psow mnie wkurza maksymalnie. ktoras z pan pisala ze
            nie wsiada z psem do windy jak ktos jest. to bardzo ladnie, ale moim zdaniem
            zbyt wielka to uprzejmosc. jak ja nie lubie umorusanych dzieci to matka
            takowego powinna poczekac na winde czy to ja powinnam ustapic ? pies powinien
            byc norma, jak ktos nie lubi to niech sobie poczeka.
            to samo w pociagach gdzie sie musza pasazerowie zgodzic na psa. nikt mnie nie
            pyta czy sie zgadzam zeby pan obok smierdzial a dziecko pani darlo gebenacaly
            wagon.
            ja nie przepraszalam za to ze mialam psa. nikomu tez go nie narzucalam, ale
            pies jak i jego wlasciciel ma swoje prawa. chrznie kagance i glupich polskich
            ustawodawcow. szkoda ze w polsce bardziej slucha sie wrzaskow samoobrony i
            poslow majacych glodzic swinie niz wlascicieli czworonogow.
            • cattaraugus Re: A można inaczej... 02.04.04, 00:45
              neeki napisała:
              > tak sa ludzie ktorzy panicznie sie boja psow. sa ludzie ktorzy panicznie sie
              > boja facetow po nocy. moze wprowadzmy zakaz chodzenia samotnie po zmroku
              tymze
              > facetom. a jak taka panicznie bojaca sie osoba da facetowi w leb to tez
              > bedzie usprawiedliwone? Żyjemy wsrod innych ludzi i zwierzat i nalezy nad
              soba
              > panowac. ja mam uraz jak ktos za mna idzie bo mnie kiedys napadli. i czasami
              w
              > nocy az mnie trzesie. czy to znaczy ze mam sie odwrocic i zaczac wrzeszczec
              > albo od razu kopa?
              > przykro mi ze kogos pies pogryzl. ale czy to moja wina ? czesto winien jest
              sam
              >
              > delikwent jak w opisanych przykladach.
              > ostracyzm dla wlascicieli psow mnie wkurza maksymalnie. ktoras z pan pisala
              ze
              > nie wsiada z psem do windy jak ktos jest. to bardzo ladnie, ale moim zdaniem
              > zbyt wielka to uprzejmosc. jak ja nie lubie umorusanych dzieci to matka
              > takowego powinna poczekac na winde czy to ja powinnam ustapic ? pies powinien
              > byc norma, jak ktos nie lubi to niech sobie poczeka.
              > to samo w pociagach gdzie sie musza pasazerowie zgodzic na psa. nikt mnie nie
              > pyta czy sie zgadzam zeby pan obok smierdzial a dziecko pani darlo gebenacaly
              > wagon.
              > ja nie przepraszalam za to ze mialam psa. nikomu tez go nie narzucalam, ale
              > pies jak i jego wlasciciel ma swoje prawa. chrznie kagance i glupich polskich
              > ustawodawcow. szkoda ze w polsce bardziej slucha sie wrzaskow samoobrony i
              > poslow majacych glodzic swinie niz wlascicieli czworonogow.



              Brawo neeki, ale się uśmiałem na zakończenie dnia!

              No właśnie. Jak ktoś ma histeriozę na punkcie psów, to nie idzie się do lasu,
              gdzie jest niemal gwarantowane, że spotka się psa.

              Jak ja cierpię na irracjonalną obawę przed wodą, to do cholery nie uprawiam
              rekreacji na wodzie, bo znam swoją słabość. Dlatego zostałem pilotem
              szybowcowym, bo to o tym akurat marzyłem od dzieciństwa i dla mnie "to jest TO".

              Dobry wątek o tych facetach! Z powodu posiadania psa już i tak jestem
              przestępcą i obywatelem kategorii nr 2, zaś z powodu bycia facetem, który
              nieraz musi - siłą rzeczy - iść wieczorem lub w nocy za porażoną strachem, i co
              sekundę oglądającą się za siebie kobietą, to już w ogóle jestem pataologicznym
              zbrodniarzem.
              • brenya Re: A można inaczej... 02.04.04, 12:34
                cattaraugus napisał:

                >> No właśnie. Jak ktoś ma histeriozę na punkcie psów, to nie idzie się do
                lasu,
                > gdzie jest niemal gwarantowane, że spotka się psa.
                >

                Cattaraugus - naprawde uwazasz sie ze tolerancyjnego czlowieka i piszesz takie
                rzeczy? No comments. Najlepiej, zeby wszyscy siedzieli w domu, bo Ty i Twoj
                pies jestescie najwazniejszymi uzytkownikami lasow, pastwiks i ogolnie calego
                swiata. A reszta moze Wam naskoczyc, tak? Gratuluje!

                Jeszcze raz powtorze. Wierze, ze spotykacie sie z wieloma przykrosciami ze
                strony nienawistnie nastawionych ludzi i wcale tego nie neguje i NIE O TAKICH
                PRZYPADKACH PISZE!!! Lubie psy jak wszystkie zwierzeta, ale galopujacego w
                lesie psa sie po prostu boje. I w ogole nie odnosze sie w tym watku do
                opisywanych przypadkow, kiedy ktos Was przesladuje, ale wziecie psa na smycz w
                lesie w momencie gdy widzisz, ze ktos sie moze go obawiac, nie jest rzecza po
                ktorej spada korona z glowy.

                PS. Wczoraj (dziwnie sie zlozylo, co?), mama mojego narzeczonego zostala
                pogryziona na spacerze (z psem zreszta), przez suke, ktora dostala jobla, bo
                okazalo sie, ze sie oszczenila, a "tesciowa" za blisko kolo niej przeszla.
                Stalo sie to poza miastem na terenach dzialkowych. Szczescie w nieszczesciu
                skonczylo sie na krwiakach na udzie i porwanych spodniach, bo mama zaslonila
                sie swoim psem! I co powiedzial wlasciciel? Nie zgadniecie. Ze jak sie boi to
                niech na dzialki nie chodzi...

                Pozdrawiam.
                • _kasia_ Re: A można inaczej... 02.04.04, 13:27
                  Brenya, odpuść !
                  Nie przetłumaczysz im.
                  Boisz się to się lecz, nie chodź do lasu...
                  Pamiętaj, to Ty i matki z umorusanymi dziećmi jesteście obywatelami drugiej
                  kategorii.
                  Bardzo lubię psy, za to nienawidzę ich bezmyślnych właścicieli.
                  • Gość: ane.luko Re: A można inaczej... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.04.04, 03:11
                    A tobie, Kasiu, przetłumaczymy, że nasze psy mają na dworze takie samo prawo do
                    chwili swobody jak umorusane dzieciaki? Wydaje mi się, że lubisz psy, ale tylko
                    takie z obrazków, a poza tym nic o nich nie wiesz. Gdybyś wiedziała jak
                    genialne są to stworzenia, a jak głupie dyskryminujące wymagania wobec ich
                    właścicieli, rozumiałabyś naszą frustrację. Moim zdaniem bezmyślni są ludzie
                    bojący się psów, nie właściciele psów.Niech żyją psy! A
                • cattaraugus . 03.04.04, 16:33
                  brenya napisała:
                  > Naprawdę uważasz się za tolerancyjnego czlowieka...?



                  Ależ nie, wcale nie mam się za człowieka tolerancyjnego.

                  Mam się za człowieka WYBITNIE tolerancyjnego.

                  Dlaczego? Wprawdzie jak widzę na tym forum nie tylko ja miażdżę psu kark
                  kolanem w windzie i wbijam go nieludzko w ścianę, aby broń Boże, jego oddech
                  nie musnął niczyjej dłoni, za to nie poznałem jeszcze drugiego takiego idioty
                  jak ja, który idąc z psem w teren wykonuje następujące czynności:

                  - wybiera teren objęty „Ustawą o Ochronie Gruntów Rolnych i Leśnych”, bo tylko
                  na tym terenie, moja droga brenyo, tacy jak Ty i Twoja siostra mogą mnie co
                  najwyżej zaskarżyć z powództwa cywilnego z jakiegoś nieistniejącego paragrafu o
                  zaburzeniu przeze mnie i mojego psa Waszego subiektywnego poczucia estetyki
                  krajobrazu. Na takim terenie, dopóki mój pies was nie zaatakuje, możecie sobie
                  do woli mdleć ze strachu na widok mojego upiornego labradora. Mało mnie to
                  wówczas obchodzi, ale gdy już omdlałe osuniecie się na grunt objęty „Ustawą o
                  Ochronie Gruntów Rolnych i Leśnych” – możecie na mnie liczyć. Nie przejdę obok
                  was obojętnie, tylko wyciągnę apteczkę, którą też zawsze mam ze sobą, i opatrzę
                  Wasze otarcia naskórka i stłuczenia;

                  - ma ze sobą mapę ze znanym mi statusem prawnym poszczególnych obszarów, aby
                  każdemu oburzonemu wobec mojego pobytu z psem w terenie pokazać, że mam do tego
                  prawo;

                  - ma ze sobą wizytówkę z prawdziwymi oraz łatwo i szybko sprawdzalnymi danymi
                  personalnymi i teleadresowymi. Tak na wszelki wypadek, aby chętnym do sądzenia
                  się ze mną za mój pobyt z psem w terenie ułatwić wniesienie sprawy przeciwko
                  mnie. Wyobraź sobie, że jeszcze nikt nigdy z tej wizytówki nie skorzystał;

                  - ma ze sobą telefon komórkowy, aby tym, którym nie podoba się mój pobyt z psem
                  w terenie podać ten telefon i zaproponować wezwanie (niepotrzebne skreślić):
                  policji, straży łowieckiej, straży leśnej, straży gminnej, powiatowej i jakiej
                  tam jeszcze. Cóż za dziwna sprawa – jeszcze nikt nigdy z mojej oferty nie
                  skorzystał i nie wezwał do mnie służb państwowych;

                  - ma zawsze ze sobą 300-400 zł, aby pokryć komuś koszty prania odzieży, gdybym
                  z jakichś przyczyn nie zdążył złapać mojego psa, a ów dotknąłby kogoś nosem
                  umorusanym w ziemi. Zauważasz zapewne, że jest to suma przekraczająca 4-5-
                  krotnie realne koszty usługi pralniczej. Za tę sumę można już kupić garnitur,
                  garsonkę lub niezłą kieckę. Pewnie jesteś ciekawa, czy coś takiego już mi się
                  zdarzyło. Tak. Raz. Była to starsza Pani w pięknej białej kurtce sportowej.
                  Zaoferowałem wówczas rzeczone 400 zł do wypłaty natychmiast w lesie, następnie
                  poprosiłem o przyjęcie w ramach przeprosin najlepszego wina, jakie można kupić
                  w warszawce i najdroższego kosza kwiatów, jaki w tym mieście można kupić. Żadna
                  z trzech ofert nie została przyjęta i scysja o kurtkę zakończyła się w miarę
                  sympatycznie.


                  I żeby nie było wątpliwości – więcej już dla tej części społeczności, którą ze
                  swoją siostrą reprezentujesz, ani mi się śni zrobić. To, co już dla Was robię,
                  jest wystarczająco patologiczne, jest obrazem i wyrazem Waszego terroru oraz
                  zaszczucia takich, jak ja.

                  Módl się zatem, abyś nigdy nie spotkała mnie w terenie. Podam Ci, i Twojej
                  siostrze, wizytówkę, komórkę do wezwania policji i ja, a nie policja,
                  zaproponuję spotkanie w sądzie. Będzie to bardzo interesujące spotkanie.
                  • Gość: BlueBerry Re: . IP: *.aster.pl / *.aster.pl 03.04.04, 19:06
                    nieprzejmuj sie Cattaragus. w swojej patologii nie jestes osamotniony. ja nie
                    dosc ze place to jeszcze sama zalatwiam. ostatnio na morzem, kiedy moj pies
                    uszkodzil zagiel windsurfingowy. nie dosc ze zaplacilam, to jeszcze sama
                    zabralam, zawiozlam, zalatwilam ekspresowa wymiane brytu i odwiozlam. nie czuje
                    sie z tego powodu jakims wielkim bohaterem. wydarzyla sie szkoda i trzeba bylo
                    to jakos kulturalnie zalatwic. szkoda tylko ze matki z umorusanymi dziecmi, te
                    biedne ofiary drugiej kategorii zdejmuja swoje dzieko lazace po cudzym zaglu w
                    obloconych buciorach ze szczebiotem czyz ich synek nie jest slodki (z
                    doswiadczenia).
                    Bardzo lubię dzieci, za to nienawidzę ich bezmyślnych rodzicow.
                    • cattaraugus Re: . 03.04.04, 20:46
                      Gość portalu: BlueBerry napisał(a):
                      > nie przejmuj sie Cattaragus...


                      Oczywiście, że się nie przejmuję, bo nic nie jest w stanie zakłócić bilansu
                      zysków i strat ludzkości z powodu mojej obecności z psem w terenie.

                      Po stronie strat jest nikła smużka na kurtce jednej pani w efekcie otarcia się
                      nosa mojej suczki o tę kurtkę (rzecz opisana w powyższym poście).

                      Po stronie zysków jest uratowane ludzkie życie, czego nie omieszkał
                      wypowiedzieć lekarz pogotowia wezwanego przeze mnie do znalezionego przez
                      mojego psa nieprzytomnego człowieka. Gdyby nie mój gończy polski już by ów pan
                      nie żył, bo ani ja, ani mój tata, z którym wtedy byłem, przecież byśmy go "nie
                      wywąchali", jak zrobił to pies w pewnej odległości od nas. Po wielu godzinach
                      czekania przez nas w lesie w miejscu znalezienia pana, aby się może okazało,
                      czy nie szuka go rodzina, lub inna wycieczka, może ów pan mówić o niejakiej
                      wdzięczności dla świata zwierząt - jeśli mu w szpitalu ktokolwiek powiedział,
                      kto (a raczej "co") go znalazło.

                      I tylko mam nadzieję, że ów pan może był na przykład wrogiem właścicieli psów.
                      Jeśli doszedł do zdrowia - może patrzy już na nas innym wzrokiem?
                      • neeki Re: . 03.04.04, 21:51
                        podziwiam Cie cattaragus za uprzejmosc i tolerancje. ja sie jej juz dawno
                        pozbylam. nie pozwalalam mojemu psu zalatwiac sie na czyims trawniku to i
                        potrafie ochrzanic wlasciciela ktory swojemu pozwala na moim.
                        jak mnie ktos napadal z powodu mojego psa to odpowiadalam mu w tym samym tonie.
                        i teraz jezeli znowu nabede psa to sie nie dam zaszczuc. co to za kraj to
                        szkoda gadac.
                        bo wszystko pieknie. zaplacic za zniszczone ubranie. tylko to powinno dotyczyc
                        wszystkich. ile razy mnie jakis umorusany dzieciak ubrudzil i mamuska nie
                        powiedziala nawet przepraszam. teraz w takim przypadku mowie glosno zeby
                        delikwentka zaczela panowac nad swoim potomstwem. i tez nie mam nic przeciwko
                        dzieciakom. nie znosze ich mamusiek i tatuskow ktorzy wychowuja pociechy
                        bezstresowo - czytaj : mozesz innym narobic na glowe a mama powie ze to cacy.
                        • cattaraugus Re: . 03.04.04, 22:25
                          neeki napisała:
                          > podziwiam Cie cattaragus za uprzejmosc i tolerancje. Ja sie jej juz dawno
                          > pozbylam.

                          * Ja się jeszcze staram :-)

                          > nie pozwalalam mojemu psu zalatwiac sie na czyims trawniku to i
                          > potrafie ochrzanic wlasciciela ktory swojemu pozwala na moim.

                          * W tym oceanie chamstwa, jaki nas otacza, czasami być może inaczej się na da.
                          Bo prostactwo rozumie tylko język siły. Stara to prawda, jak ten świat.

                          > Jak mnie ktos napadal z powodu mojego psa to odpowiadalam mu w tym samym
                          > tonie. I teraz jezeli znowu nabede psa to sie nie dam zaszczuc. Co to za kraj
                          > to szkoda gadac.

                          * Ano szkoda gadać, ale to już temat na inne forum.

                          > Bo wszystko pieknie. zaplacic za zniszczone ubranie. Tylko to powinno
                          > dotyczyc wszystkich. ile razy mnie jakis umorusany dzieciak ubrudzil i
                          > mamuska nie powiedziala nawet przepraszam. teraz w takim przypadku mowie
                          > glosno zeby delikwentka zaczela panowac nad swoim potomstwem.

                          Oczywiście. Nikt z nas chyba by nie policzył, ile razy wpada na nas bobas z
                          (niepotrzebne skreślić): lodem, watą cukrową, soczkiem, batonikiem. Gdybyśmy my
                          tak wzywali policję do każdego takiego incydentu, jak nas szczuje się policją
                          za spojrzenie naszego psa na jakiegoś histerycznego osobnika rodu ludzkiego -
                          banki stałyby otworem, bo nikt nie przyjeżdżałby do rabunków. Już nie wspomnę o
                          zachowaniu dzieci w środkach komunikacji, bo ten rozdział polskiego chamstwa
                          zasługiwałby na pracę magisterską.

                          > I tez nie mam nic przeciwko dzieciakom.

                          * Ja też nie. Przeciwnie - uwielbiam je i mam do nich anielską cierpliwość.

                          > Nie znosze ich mamusiek i tatuskow ktorzy wychowuja pociechy bezstresowo -
                          > czytaj: mozesz innym narobic na glowe a mama powie ze to cacy.

                          Oto Polska właśnie AD 2004. A będzie gorzej.
                  • brenya Re: . 04.04.04, 12:56
                    Cattarougusie.

                    Mysle, ze nie zrozumiales ani jednego slowa napisanego przeze mnie. I nie chce
                    mi sie po raz kolejny tlumaczyc na czym polega tolerancja i zwykla uprzejmosc
                    oraz czym sie rozni czlowiek, ktory chce Ci zrobic na zlosc od czlowieka, ktory
                    sie boi. Widocznie Ty stawiasz znak rownosci miedzy nimi, nastawiasz sie od
                    razu negatywnie do kazdej osoby i od razu podejrzewasz, ze taka osoba kieruje
                    tylko i wylacznie nienawisc do Ciebie i do Twojego psa. Trudno, mysl tak dalej,
                    ze wszyscy ludzie sa przeciwko Tobie. Szkoda tylko, ze nie zauwazyles, ze ja
                    nie pisze o takich ludziach.

                    Szkoda tez ze granice Twojej tolerancji koncza sie tam gdzie konczy sie prawo i
                    nie stac Cie na zwykla empatie.

                    I wsadz sobie w dupe te Twoje 400 zl na pranie odziezy, ktore tak
                    wspanialomyslnie oferujesz, bo nie o te 400 zl mi chodzi.

                    Nigdy nie napisalam, ze to co robisz jest patologiczne wiec nie wkladaj mi do
                    ust slow o umorusanych dzieciach i rozwrzeszczanych paniusiach - bo w ANI
                    JEDNYM MOIM POSCIE nie napisalam, ze TWoj pies jest mniej wazny od kogokolwiek
                    i nie napisalam tez, ze powinienes go trzymac w domu (Tobie sie za to zdazylo
                    nakazac wszystkim, ktorzy sie boja, zeby siedzieli w domu).

                    napisalam Ci kilkakrotnie, ze rozumiem, ze czujesz sie zaszczuty, przez rozne
                    paniusie i dzieciaki. Tylko, ze MI NIE CHODZI O TAKIE PRZYPADKI
                    • brenya Re: . 04.04.04, 13:19
                      sorry. wcisnelam za szybko enter.

                      Ile trzeba miec IQ, zeby zrozumiec co inny czlowiek pisze? Najwidoczniej Tobie
                      troszke do tej magicznej liczby brakuje.

                      Chodzi mi o zwykla uprzejmosc, empatie i wczucie sie w sytuacje innego
                      czlowieka. Nie wszyscy ludzie sa potworami gotowymi zabic Twojego psa za to ze
                      chodzi po swiecie. Naprawde sprawi Ci to przyjemnosc, ze spotykajac kiedys na
                      swojej drodze ciezko przestraszonego czlowieka, pozwolisz swojemu psu go
                      obszczekac, wystraszyc na smierc. I co wtedy? Wspanialomyslnie wreczysz mu 400
                      zl? Zajebiscie sie wtedy pewnie poczujesz. A moze jeszcze sprzedasz mu pare
                      kopow za zaklocanie psu wypoczynku na terenach rolniczych?

                      A poza tym piszesz, "Na takim terenie, dopóki mój pies was nie zaatakuje,
                      możecie sobie do woli mdleć ze strachu na widok mojego upiornego labradora". No
                      wlasnie "na widok psa". O ile dobrze umiem czytac, piszesz, ze Twoj pies
                      obszczekal Pania, ktora sie kulila ze strachu. To przepraszam nie rozumiem,
                      mdlala bo go zobaczyla czy moze pozwoliles, zeby sprawy przybraly powazniejszy
                      obrot?

                      Rozumiesz teraz o czym mowie? Masz prawo powiedziec, ze nie obchodzi Cie
                      samopoczucie jakiegos czlowieka, ktory widzi Twojego strasznego psa z
                      odleglosci wielu metrow (mimo, ze mnie akurat by obchodzilo...), ale nie masz
                      prawa dopuscic do sytuacji kiedy ten pies kogos atakuje, a tamta Pania Twoj
                      pies zaatakowal (mimo, ze dla Ciebie to bylo pare warkniec...). ROZUMIESZ W
                      CZYM RZECZ? Ty ta magiczna granice przekroczyles wtedy w lesie. Pozwoliles, aby
                      Twoj pies obszczekal kogos. NIe sadzisz chyba, ze to jest w porzadku?

                      PS. Jestem wku...iona, bo wlasciciel suki, ktora pogryzla mame, tez powiedzial,
                      ze to jej sprawa gdzie sie szweda. Tak sie sklada, ze on nie poczul sie w
                      obowiazku, zeby psa zaszczepic na wscieklizne.

                      Milego weekendu. My mamy troszke mniej udany.
                      • cattaraugus Brenyo, moja droga Brenyo 04.04.04, 13:57
                        No już. Koniec. Podajmy sobie ręce na zgodę. Taki ładny dzień, właśnie szykuję
                        ekwipunek na długą wyprawę z psem. Chętnie ufundowałbym dla Ciebie i Twojej
                        siostry 2-3 książki o zoopsychologii, abyście przestały się bać psów, albo
                        przynajmniej przestały na nie w ogóle zwracać uwagę, a to już byłoby dużo.
                        Jeśli chcesz, to - jako miłośnik zoopsychologii - napiszę Wam tu mały
                        podręcznik tego, jak zachować się wobec psa w terenie, a uratować przy tym
                        godność i nie przyjmować tzw. pozycji drzewa albo żółwia. Napiszę to również
                        jako praktyk po wielu walkach stoczonych z bezpańskimi psami (Ooo, to jest
                        dopiero temat, szkoda że nie tknięty przez Ciebie, bo TU DOPIERO jest się czego
                        bać).

                        Droga Brenyo, czy naprawdę musisz przejeżdżać się po moim IQ? Właśnie to sobie
                        niedawno po raz kolejny zbadałem. Wyszło 132. Wiem, to nie rewelacja, bo
                        geniusz rozpoczyna się od 140. Ale tak całkiem najgorzej to też nie jest.
                        Pozwoliło mi to wykonywać parę pasjonujących i nietuzinkowych zawodów, a także
                        zostać pilotem, a tam IQ nieco większe, niż przeciętne, jest potrzebne, jak
                        mało gdzie.

                        Nastraszyłem cię? Wyszedłem na aroganta? Bezdusznego, bez wyobraźni i szacunku
                        dla innych? Może to i dobrze. Takich właśnie spotkasz w terenie. Tak naprawdę
                        byłbym dla Ciebie dużo lepszy podczas leśnego spotkania, niż można by
                        wnioskować z moich tekstów.

                        Udanej końcówki weekendu

                        C.
                        • l2m Może, podzielisz się doświadczeniem? 06.04.04, 19:44
                          Chodzi mi o tę część Twej wypowiedzi:

                          cattaraugus napisał:
                          > Napiszę to również
                          > jako praktyk po wielu walkach stoczonych z bezpańskimi psami (Ooo, to jest
                          > dopiero temat, szkoda że nie tknięty przez Ciebie, bo TU DOPIERO jest się
                          > czego bać).

                          Bo obok mego miejsca pracy mieszka cholernie agresywny pies, niejedną osobę już
                          pogryzł. Ja mam na ogół poprawne stosunki z bezpańskimi (i nie tylko) burkami -
                          ale z tym nie potrafiłam się dogadać. On po prostu rzuca się, i już.
                          Dziękuję :)
                          • cattaraugus Re: Może, podzielisz się doświadczeniem? 06.04.04, 20:31
                            l2m napisała:
                            > ...obok mego miejsca pracy mieszka cholernie agresywny pies, niejedną osobę
                            > już pogryzł.


                            To najpierw poproszę o wyjaśnienie, co to znaczy, że ten pies tam "mieszka".
                            Mieszka sam na dziko w jakiejś jamie-kryjówce, czy mieszka z jakimiś ludźmi i
                            tylko nie jest przez nich pilnowany?
                      • frunze Re: . 04.04.04, 21:01
                        Brenyo, z tego co piszesz, o empatii i wczuciu się w sytuację innego człowieka
                        wynika, że idąc na spacer z psem powinnam, zamiast czerpać radość z pięknego
                        dnia i przyjemności owogo spaceru, bacznie obserwować innych ludzi, czy
                        przypadkiem histerycznie nie zareagują na mojego psa. Męczące byłyby to
                        spacery. A jakże koszmarne muszą być dla osoby, która patologicznie boi się
                        psów, zważywszy na ilość tych zwierzaków.
                        Co do szczekania. C., pisząc o tym, iż powinnaś, Ty i Twoja siostra poczytać
                        trochę o psychologii psa, miał absolutną rację. To najlepszy sposób, by pokonać
                        swój lęk - poznać "wroga". Tak jak ludzie mówią, tak pies szczeka. Wyraża tym
                        różne stany emocjonalne - radość, zaniepokojenie, ostrzeżenie, strach. Nie mów
                        więc, że pies szczekając atakuje - bo to nieprawda. I nie jest to przekroczenie
                        żadnych granic - gruba, gruba przesada, wynikająca z głębokiej nieznajomości
                        tematu.
                        I jeszcze jedno. Śpieszę wyjaśnić, iż C. mówiąc o swoim strasznym labradorze
                        ironizował, czego chyba nie zrozumiałaś, albo nigdy nie widziałaś labradora :)
                      • Gość: bartek potrafię ciebie zrozumiec.... IP: *.ruch.com.pl / *.ruch.com.pl 05.04.04, 12:07
                        to faktycznie przykre, gdy okazuje się ze ludzie kochajacy swoje psy nie widza
                        poza nimi swiata i nie szanują innych ludzi. To teroryści dla których cały
                        świat nalezy do ich psa, a inni ludzie istniejąc przeszkdzaja mu chodzic na
                        spacery... kiedyś w Opolu taki bohaterski własciciel amstafa stojąc w drzwiach,
                        szczuł klientów idacych do sklepu, ... po co ci złośliwi ludzie tam leżli,
                        powinni siedzieć w domach. Dobry dres, duży pies, i w około ma się wyludniać bo
                        inaczej poszczuje, pozatym zapłaciłem jak co roku za psa.

                        Wrogami psów, są ich niedojrzali własciciele którzy psują psom opinię!
                        pozdrawiam bartek
                        Nie oczekuj współczucia od pseudomiłośników psów, szkoda nerwów.
                        • Gość: BlueBerry potrafię ciebie zrozumiec? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.04.04, 12:47
                          czy wy wogole czytacie ze zrozumieniem? czy postanowiliscie ze wszytskich sil
                          pouogolniac?? tak sie sklada ze tutaj wypowiedzieli sie wlasciciele psow ktorzy
                          nie stoja w drzwiach sklepu i nie szczuja psem. wypowiedzieli sie ludzi tkorych
                          wieksza czesc energii na spacerach skupia sie na tym aby pies niomu nie
                          wchodzil w droge, nikomu nie stworzyl nawet hipotetycznej sytuacji zagrozenia,
                          nikogo bron boze nie obwachal. taki koles od amstafa stwarza zagrozenie i bez
                          psa. wtedy ma ze soba np noz sprezynowy. stwianie takiego przykladu w tej
                          dyskusji uraga przedewszytskim Twojej wlasnej inteligencji. to tak jakbym ja
                          podawala przyklad ze ci co nie maja psow sa fee, bo wieczorem skroil mnie z
                          torebki koles ktory nie mia przy sobie psa. litosci!!
                          a jak sie napotyka taka sytuacje jak opisales to nalezy zadzwonic na policje i
                          ktos rozsadny (z psem lub bez psa) by tak zrobil. czy naprawde uwazasz ze to
                          dziala w ten sposob?? ze kazdy kto ma psa jest moim przyjacielem i bede go
                          bronic i zaliczac do wspolnego grona milosnikow? no to gratuluje wywodu
                          logicznego.

                          i nie wiem czy zauwazyles ze ten watek jest co prawda o agresywnych
                          zachowaniach, lecz nie psow a ludzi. ludzi, ktorzy podobnie jak gostek
                          szczujacy pod sklepem amstafem, szczuja samymi soba mnie i mojego psa, majac
                          dokladnie takie same powody jak koles. czli ZADNE.

                          wkurza mnie taki nieprzemyslany belkot i wyciaganie kwestii tylko sobie
                          wygodnych. chamstwo lezy w naturze wiekszosci ludzi, z psami czy bez. szkoda ze
                          widzicie tylko jedna strone.
          • Gość: ane.luko Re: A można inaczej... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.04, 22:24
            Po polsku nie jestem pewna, ale często mówią o takich przypadkach na Animal
            Planet i National Geographic. Oczywiście, psy są do tego przyuczane, podobie
            jak do bycia psem-przewodnikiem dla niewidomych. Zapomniałam o jeszcze jednej
            własciwości psiego nosa, ale też(jak to z cukrzycą czy epilepsją) odkrytej
            przez przypadek: psi nos potrafi wykryć czerniaka, b.zjadliwego raka skóry,
            znacznie wcześniej niż człowiek swoimi metodami diagnostycznymi. Przyznam, że
            nie sprawdzałam co jest na ten temat w internecie, ale sprawdzę i jak znajdę
            coś ciekawego - poinformuję. Niech żyją psy, A.
    • cattaraugus Empatia według brenyi 04.04.04, 18:47
      brenya napisała:

      > Mysle, ze nie zrozumiales ani jednego slowa napisanego przeze mnie.

      * Fakt, unikam w życiu agresywnych histeryczek, których nigdy nie rozumiałem.

      > Szkoda tez ze granice Twojej tolerancji koncza sie tam gdzie konczy sie prawo
      > i nie stac Cie na zwykla empatie.

      * Bidulko, o empatii to Ty mało wiesz – przeczytaj jeszcze raz, najlepiej u
      Kopalińskiego. Ona może się udać tylko wtedy, gdy płynie ze wszystkich stron.
      Taki przypadek tutaj nie zachodzi. Twoja oferta dla nas to środowiskowe i
      psychiczne getto, a to możesz sobie wybić z głowy. Korzystam z prawa, bo tacy,
      jak Ty, na co dzień pokazują, że Twojej wymarzonej empatii nie ma. Zatem
      pozostaje prawo. Na szczęście. Jeszcze się w Polsce nie odbył proces o
      obszczekanie kogoś przez psa, bo aparat sądowniczy jest mądrzejszy od Ciebie i
      Twojej siostry.

      > I wsadz sobie w dupe te Twoje 400 zl na pranie odziezy, ktore tak
      > wspanialomyslnie oferujesz, bo nie o te 400 zl mi chodzi.

      * Zwyczajnie, nie wspaniałomyślnie.

      > sorry. wcisnelam za szybko enter.

      * Bo w swoim zaślepieniu agresją traktujesz „enter” jak cyngiel, aby tylko
      rozstrzelać właścicieli psów.

      > Ile trzeba miec IQ, zeby zrozumiec co inny czlowiek pisze? Najwidoczniej
      > Tobie troszke do tej magicznej liczby brakuje.

      * Jak już wspomniałem w powyższym poście moje IQ to 132. Wiem, nie rewelacja.
      Status geniusza otrzymują ci ze 140 i więcej. U nich musisz szukać zrozumienia,
      bo ja nie daję rady.

      > Chodzi mi o zwykla uprzejmosc, empatie i wczucie sie w sytuacje innego
      > czlowieka.

      * To wreszcie coś nas łączy. Też tego szukam.

      > Naprawde sprawi Ci to przyjemnosc, ze spotykajac kiedys na
      > swojej drodze ciezko przestraszonego czlowieka, pozwolisz swojemu psu go
      > obszczekac, wystraszyc na smierc.

      * Ludzie zdrowi na umyśle nigdy nie przestraszą się psa na śmierć. Chorzy, do
      czasu wyzdrowienia, muszą spacerować po takich parkach, gdzie jest zakaz
      wprowadzania psów. Ale i to nie musi być koniecznością. Terapia schizofreników
      bojących się ruchu ulicznego odbywa się właśnie na ulicy. Moja terapia, jako
      marnego żeglarza, prawdopodobnie odbywałaby się poprzez ściągnięcie ze mnie
      kapoku, a w dalszych fazach przez wyrzucenie mnie za burtę.

      > A poza tym piszesz, "Na takim terenie, dopóki mój pies was nie zaatakuje,
      > możecie sobie do woli mdleć ze strachu na widok mojego upiornego labradora".

      * Tak jest. Z tego terenu już nigdzie nie pójdę, bo innego nie ma. Tu kończy
      się i mapa, i prawo, i moja dobra wola, aby takim sprawnym inaczej, jak Twoja
      siostra schodzić z pola widzenia. Zrozumiano? Gdzie indziej już nie ma dokąd
      pójść. Zostaje tylko getto domowe. A to możecie sobie wybić z głowy.

      > No wlasnie "na widok psa". O ile dobrze umiem czytac, piszesz, ze Twoj pies
      > obszczekal Pania, ktora sie kulila ze strachu. To przepraszam nie rozumiem,
      > mdlala bo go zobaczyla czy moze pozwoliles, zeby sprawy przybraly
      > powazniejszy obrot?

      * Przy takiej prymitywnej retoryce doprawdy nie rozumiem, co Cię jeszcze
      powstrzymało nie od pytania, a od konstatacji, że oczywiście pozwoliłem na to i
      jeszcze czekałem, co będzie dalej.

      > Rozumiesz teraz o czym mowie?

      * Nie.

      > Masz prawo powiedziec, ze nie obchodzi Cie samopoczucie jakiegos czlowieka,
      > ktory widzi Twojego strasznego psa z odleglosci wielu metrow (mimo, ze mnie
      > akurat by obchodzilo...), ale nie masz prawa dopuscic do sytuacji kiedy ten
      > pies kogos atakuje...

      * Żaden mój pies nigdy nikogo nie zaatakował. Nie wiesz, o czym piszesz.
      Zaślepienie agresją i histerią odebrało Ci zdolność nauczenia się czegokolwiek
      o psach.

      > ...a tamta Pania Twoj pies zaatakowal

      * Otóż nie zaatakował. Do zrozumienia tego potrzebne jest właśnie odpowiednie
      IQ, skoro już o tym mowa, bo tylko wysokie IQ nadaje tę pokorę, która sprawia,
      że za udział w dyskusji bierze się tylko człowiek kompetentny w danej
      dziedzinie. Twoje kompetencje są na tym forum zerowe. Twoje profilowe forum, ze
      stosowną pomocą, jest tu forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=210

      > ... (mimo, ze dla Ciebie to bylo pare warkniec...).

      * Manipulacja i nadużycie. Szczeknięć, nie „warknięć”. Pamiętasz – w swoim
      zaślepieniu – jak to u mnie brzmiało? Cytuję: „Żadnych tam zębów, czy
      warkotów”. Warknięcie to agresja. Szczeknięcie to cała gama doznań psa.
      Atakujący pies nie szczeka, bo już nie ma na to ani czasu, ani możliwości.
      Piszesz socjotechniczne bzdury, którymi tylko się kompromitujesz. Pochodź sobie
      jako wolna słuchaczka na zoopsychologię (a mamy w Polsce wybitnych
      zoopsychologów), poczytaj ksiązki Desmonda Morrisa, Johna Fishera i Stanleya
      Corena, albo posłuchaj, co mówi w swoich licznych medialnych wystąpieniach
      najlepszy polski zoopsycholog dr Joanna Iracka. Wróć na to forum za parę lat, a
      dopiero wówczas będziesz (może) partnerką do jakiejkolwiek dyskusji.

      > ROZUMIESZ W CZYM RZECZ? Ty ta magiczna granice przekroczyles wtedy w lesie.

      * Nie przekroczyłem żadnej granicy. Kilka razy w tygodniu jestem obszczekiwany
      przez psy na ulicy i nie wychodziłbym z sądów grodzkich, gdybym chciał na to
      reagować.

      > Pozwoliles, aby Twoj pies obszczekal kogos. NIe sadzisz chyba, ze to jest w
      > porzadku?

      * Jedyne, co jest nie w porządku, to rzeczy następujące:
      - cierpisz na analfabetyzm funkcjonalny, czyli brak zdolności rozumienia
      czytanego tekstu, i zabierasz tylko ludziom czas;
      - używasz agresywnego i chamskiego języka;
      - manipulujesz tekstem, czyli posługujesz się kłamstwem;
      - wymagasz pomocy terapeutycznej, a nie bierzesz się za leczenie;
      - nie opiekujesz się swoją siostrą, która wymaga poważniejszego leczenia. Ty
      zatem jesteś przestępczynią, bo brak opieki na członkiem rodziny jest karalny.

      > Jestem wku...iona, bo wlasciciel suki, ktora pogryzla mame, nie poczul sie w
      > obowiazku, zeby psa zaszczepic na wscieklizne.

      * I to Cię misiaczku zaślepia. Jak już nie będziesz miała strzałów krwi do
      mózgu możesz zacząć udzielać się publicznie.
    • frunze Re: Wczorajszy spacerek... 05.04.04, 13:27
      Wyszliśmy sobie na wieczorny spacerek. Idziemy, idziemy, miło jest. Za chwilę
      dobiega nas jakiś dziwny, piszczący dźwięk. Mój pies zatrzymał się, nadstawił
      uszu i czeka. Za chwilę pojawił się mały, uroczy chłopczyk na rowerku.
      Przeraźliwy dźwięk dobiegał z czegoś przymocowanego do rzeczonego rowerka, nie
      wiem co to było, może jakiś nowy rodzaj dzwonka, który zastąpił stary, poczciwy
      dzownek mechaniczny?? Chłopczyk zaczął jeździć niedaleko nas, rowerek wciąż
      upiornie piszczał, a chłopczyk głęboko patrzył nam w oczy. Mój pies powoli
      dostawał szajby, zaczął szczekać i miotać się (na smyczy, spieszę wyjaśnić).
      Odciągnęłam go, a teraz żałuję, że nie nawrzucałam chłopczykowi, albo jeszcze
      lepiej jego matce, stojącej parę metrów dalej i absolutnie nieinteresujacej się
      swoim dzieckiem.
    • gapka Re: Przesada... 06.04.04, 02:19
      tak sie Wam wydaje ze jak jest teren bezsmyczowy to ludzie wzystko akceptuja.
      Ja nadal musze uwazac, jak ludzie malych psow reaguja i lapac swojego psa bo
      jest duzy. Maja pretensje ze moj pies podbiega i ich piesek nie moze sobie sam
      pobiegac.

    • cattaraugus Dla brenyi: Elementarz, BHP i surwiwal 06.04.04, 13:17
      Dla brenyi:

      Elementarz, BHP i surwiwal

      Napisałem to specjalnie dla Ciebie. To efekt moich kilkunastu leśnych walk z
      psami dzikimi lub chwilowo pozbawionymi ludzkiej kontroli. Nie z takim psami,
      których właścicielami są tutejsi forumowicze, jak mi się zdaje. To także efekt
      poznawania przeze mnie przez wiele lat „zoopsychologii kynologicznej”, że tak
      powiem.

      Miej tę wiedzę, ale niech Ci ona nie zatruje życia. To taka sama wiedza, jaką
      trzeba mieć na temat żmij, kleszczy, kun leśnych, wiewiórek, lisów i wilków,
      gdy idziesz do lasu, a coś z tego inwentarza Cię ugryzie, albo szykuje się do
      ugryzienia. Bez takiej wiedzy nie wchodzi się do lasu. I źli lub głupi ludzie
      nie mają z tym nic wspólnego.


      1. Atakujący pies nie szczeka, bo nie ma takiej możliwości. Atakujący pies
      wydaje dźwięk, którego żadne dźwiękonaśladowcze zabiegi literackie nie są w
      stanie oddać i to ten dźwięk pochłania atakującemu psu cały aparat głosowy tak,
      iż nie jest on zdolny do szczekania. Ten specyficzny dźwięk atakującego psa to
      mieszanina syku i charczenia. To już nawet nie jest warkot.
      Wniosek: Gdy idziesz, a obszczekuje Cię pies, sytuacja jest bezpieczna.
      BHP: W najmniejszym stopniu nie zwracasz na takiego psa uwagi, nawet na niego
      nie patrzysz. Traktujesz jak powietrze i idziesz, jak szłaś. Psy mają to do
      siebie, że nie mają cierpliwości i szybko się nudzą każdą sytuacją. Nudzą się
      tym szybciej, im bardziej przedmiot ich chwilowego zainteresowania nie
      podejmuje żadnej gry. Ty żadnej gry nie podejmujesz i maszerujesz dalej.

      2. Od obszczekania kogoś, do aktu agresji droga jest bardzo, bardzo daleka,
      albo nawet niemożliwa.
      Wniosek: Idziesz, tak jak szłaś, bo sytuacja jest bezpieczna.
      BHP: Nie przyspieszasz, nie uciekasz, nie machasz rękami, nie krzyczysz. Dwóch
      ostatnich czynności psy nie cierpią, więc nie eskalujesz konfliktu.

      3. Jak rozpoznać pierwsze oznaki agresji?
      - pies zaczyna warczeć
      - rozszerzają mu się źrenice
      - zaczyna mu drgać górna warga
      - staje mu sierść na grzbiecie i przy ogonie
      Wniosek: Masz do czynienia dopiero z pierwszymi oznakami agresji. Nadal masz 95
      proc. szans na spokojne pozbycie się intruza:
      BHP:
      a) Spokojnie zatrzymujesz się;
      b) Nie wykonujesz żadnych gwałtownych ruchów;
      c) Kategoryczny zakaz patrzenia psu w oczy. Najlepiej w ogóle na niego nie
      patrzeć. Patrzysz na horyzont i stoisz nieruchomo. Pamiętaj – dla psów
      (szczególnie dla samców) patrzenie im w oczy jest oznaką agresji i częścią
      rytuału przygotowawczego do walki. Dlatego pod żadnym pozorem nie patrzysz psu
      w oczy, bo w tej sytuacji on pomyśli, że to raczej Ty się szykujesz do walki;
      d) Ta rada pewnie Cię teraz zirytuje, ale starasz się nie denerwować i nie
      pocić.

      4. Rozwój sytuacji – do wszystkich wymienionych wcześniej wstępnych oznak
      agresji pies unosi całkowicie górną wargę, pokazuje zęby, pręży się.
      BHP:
      a) Stoisz na baczność;
      b) Bardzo powoli zaczynasz unosić ręce. Unosisz je tak, aby Twoja postać
      utworzyła formę krzyża, czyli trzymasz ramiona poziomo. Stoisz tak i nie
      patrzysz na psa. Masz tzw. pozycję drzewa. Nadal jest 30-50 proc. szans na
      pozbycie się napastnika. Czas takiego stania wynosi 5-15 min, albo tyle, ile
      oczywiście wytrzymasz. Psu powinno się rychło znudzić to, że nic się nie
      dzieje, nie walczysz z nim, ani nie rywalizujesz o nic – słowem, że nie
      podjęłaś żadnej gry.

      5. Robi się nie za dobrze.
      Są oczywiście osobniki, które „idą na skróty” i z powyższego elementarza biorą
      do swoich walk niewiele. Ostatnimi oznakami agresji są:
      - nisko pochylona głowa, wręcz prawie przy ziemi;
      - górna warga odwiedziona w górę tak, że praktycznie nie jest już widoczna,
      czyli całe zęby na wierzchu;
      - napięcie i pozycja do skoku.
      BHP: Pozycja żółwia.
      a) Bardzo powoli klękasz;
      b) Nakrywasz/osłaniasz głowę rękami - wszystko robisz bardzo powoli;
      c) Przyjmujesz pozycję czołobitnego muzułmanina w meczecie - też bardzo powoli;
      d) Absolutnie nic nie może odstawać od Twojej sylwetki, nawet mały palec. Każda
      odstająca od Ciebie część wywoła atak psa, więc trzeba się postarać, aby nic
      nie odstawało.
      e) Robisz się zbitą kulką mięśni i tak trwasz, aż pies sobie pójdzie. A pójdzie
      prędzej lub później, bo się znudzi w myśl zasady braku cierpliwości opisanej
      powyżej.

      Tyle w największym skrócie. Jeśli wystarczy Ci odwagi - psiego napastnika w 60-
      70 proc. przypadków można odstraszyć krzykiem, ale takim na całego, absolutnie
      z całych sił. Bardzo dużo załatwia odważny wykrok w stronę psa i wrzask na całe
      gardło w rodzaju „Poszedł!!!!!!!!” Od wielu lat tak walczę z potężnym
      owczarkiem belgijskim, który uciekł z hodowli blisko mojego domu, zdziczał i
      osiedlił się w jednym z lasów, do których chodzę. Wiele razy próbował mnie
      poskrobać zębami, ale za każdym razem udaje mi się go przegonić
      najpotężniejszym ryknięciem, na jakie mogę się zebrać. Pamiętaj – pies
      nienawidzi krzyku i normalnie się go boi. Zawsze masz więc przy sobie potężną
      broń w strunach głosowych. Jest taki fajny opis dr. Johna Fishera, jak usadził
      jednym – ale naprawdę najpotężniejszym z możliwych – ryknięciem gigantycznego
      rottweilera na dodatek dominanta.

      To, co opisałem, zatrzymuję na pewnym etapie, jaki uważam za wykonalny dla
      kobiety. Nie opisuję moich walk z psami w obronie siebie i mojego psa, bo to
      już ani się specjalnie nie nadaje na forum publiczne, ani też nie bardzo jest
      wykonalne dla przeciętnych kobiet – tak z przyczyn fizycznych, jak i
      psychicznych.

      Pozdrawiam

      C.
        • cattaraugus Trochę inna bajka 06.04.04, 13:42
          kobbieta napisała:
          > No a jak pies warczy na wlasciciela gdy je? Czy tez mozna krzykiem mu
          > zabronic warku?


          To klasyka błędów wychowawczych i rodzącej się z tego dominacji. Taki pies musi
          być poddany reedukacji. Domyślam się, że jako szczenię nie miał zabieranej
          miski podczas jedzenia. Dobrze zgaduję? Daję głowę, że tego elementu wychowania
          szczenięcia nie przeprowadzono z tym psem, dlatego teraz myśli, że jest nie
          tylko panem miski, ale całego pomieszczenia, w którym znajduje się miska, gdy
          on je.

          To niebezpieczne. Znam przypadki ciężkich pogryzień właścicieli przez takie
          psy. Krzyk na psa przy jedzeniu nie da wiele i doprowadzi do eskalacji sytuacji
          a być może do walki, bo jedzenie to dla psa jeden z najważniejszych rytuałów i
          pies-dominant tutaj nie odpuści. Domyślam się też, że jako szczenię ten pies
          jadł PRZED ludźmi, a nie PO posiłkach ludzi? Czy dobrze zgaduję? Bo opis tej
          sytuacji pasuje jak ulał do tego kolejnego błędu wychowawczego.

          Jak powiadam - pies do kompleksowej reedukacji. Na krzyki przy misce już nieco
          za późno.

          Pozdrawiam

          C.
      • Gość: Joanna Trochę nie w temacie IP: *.volkswagen.de 06.04.04, 15:06
        Nie zagłębiam się w powyższą dyskusję, ponieważ mam wrażenie, że trochę się
        rozminęliście. Jako właścicielka szczeniaka chciałabym z jednej strony żeby
        wybiegał się swobodnie, poznał inne psy i oswoił z miastem, wodą innymi ludźmi
        i nieznanymi dźwiękami, a z drugiej strony nie chciałabym, żeby kiedykolwiek i
        komukolwiek zrobił krzywdę, dlatego gdzie tylko mogę puszczam go wolno i pilnie
        obserwuję. Ale ja nie o tym chciałam pisać.
        Dzięki za elementarz. Przeczytałam kilka książek na temat psów, ale jest to
        stanowczo za mało. To co napisałeś przyda mi się do wyczuwania nastrojów mojego
        psa, kiedy spotyka się z innymi psami. Czasami nie wiem czy on się jeszcze bawi
        czy już tak strasznie nie lubi tego psa, którego spotkał na swojej drodze, że
        będzie próbował zachować się agresywnie. No i to, żeby nie patrzeć psu w oczy -
        nie wiedziałam i z całą pewnością zrobiłabym odwrotnie. Podziwiam wiedzę :)
        Pozdrawiam.
      • l2m Re: Dla brenyi: Elementarz, BHP i surwiwal 06.04.04, 20:36
        Przepraszam, nie doczytałam się tego Twego postingu, zanim zadałam swe pytanie
        (gdzieś tam wyżej). Chodziło mi w tym pytaniu o sposób postępowania z bardzo
        agresywnym bezpańskim psem, z którym nie potrafiłam nawiązać porozumienia.
        Właśnie krzykiem, dokładnie tak jak Ty to opisałeś, go odstraszam. Ale
        chciałabym Cię spytać - czy nie ma jakichś bardziej radykalnych sposobów, ażeby
        za każdym razem, jak jemu będzie się podobało palętać na podwórku, nie drzeć z
        całej siły gardło?
        • cattaraugus Krótka piłka 06.04.04, 21:34
          l2m napisała:

          > Przepraszam, nie doczytałam się tego Twego postingu, zanim zadałam swe
          > pytanie (gdzieś tam wyżej). Chodziło mi w tym pytaniu o sposób postępowania z
          > bardzo agresywnym bezpańskim psem, z którym nie potrafiłam nawiązać
          > porozumienia. Właśnie krzykiem, dokładnie tak jak Ty to opisałeś, go
          > odstraszam. Ale chciałabym Cię spytać - czy nie ma jakichś bardziej
          > radykalnych sposobów, ażeby za każdym razem, jak jemu będzie się podobało
          > palętać na podwórku, nie drzeć z całej siły gardło?


          Jest taki sposób i również go tu wcześniej opisałem. Najskuteczniejszy na całym
          bożym świecie. Radykalna rozprawa z właścicielem tego psa. Policja, sąd grodzki
          i na początek 500 zł kary. Gwarantuję, że od tej pory będzie święty spokój. Nie
          wolno godzić się na takie zjawiska. Ten kraj wygląda tak, jak wygląda, bo
          wszystkiego się boimy i wolimy udawać, że zagrożenia dnia codziennego nie
          istnieją. Istnieją, ale wiele z nich jest łatwych do zwalczenia i nie wolno się
          tego bać ani wstydzić.
          • Gość: Nyssa RE IP: *.clubnet.pl 06.04.04, 22:23
            Zastanawia mnie dlaczego jest taka nietolerancja w stosunku do właścicieli
            psów. Sama mam z tym problem....Mam dość rozwydrzonych dzieci rzucających w
            moje psy kamieniami(lubią na balkon rzucać jak psy na słoneczku leżą),
            nawiedzonych staruszek , które uważają że psy powinny miszkać na wsi (ostatnio
            zasłyszana uwaga kiedy stałam z psami pod sklepem), "inteligentnych matek"
            które powtarzają dzieciom " nie patrz na pieska bo jest zły, moze cie
            zjeść......skąd ten debilizm u ludzi?
            Czasem staram się zrozumieć ludzki obawy, ludzie mają prawo się bać ale to
            przeradza się w psychoze.
            Niektore wypowiedzi mozna zachowywać jako złote myśli.
            Jakis czas temu dowiedziałam się od pewnej pani że boksery sa na liście
            najgroźniejszych psów :) Groziła mi strażą miejską. Zaznaczam mam tylko dwa
            boksery. Cóż jej mogłam powiedzieć, nie chciało mi się polemizować z ignorantką.
            Najzabawniejszy incydent: Pani w średnim wieku spacerowała z 2
            kilową "Perełką", miałam psy na smyczy. Perełka podbiegła i zaczęła
            obszczekiwać mnie (w sposób specyficzny dla małych psów), psy zareagowały.
            Pies uciekł (nawet go nie dotkneły, tylko pokazały zęby i zawarczały) a ja
            wysłuchałam cały monolog......jaka to jestem głupia koza (mam 25 lat czy moge
            to jako kompelement odebrać), że takie psy mam wyprowadzać tam gdzie jest pusto-
            no ale żeby tam dojść chcąc nie chcąc musze przejść przez teren zamieszkany-
            nie umiem sie teleportować do lasu narazie.
            Nigdy nikogo nie zmuszałam do kochania moich psów, szanuje innych ludzi ale
            sama też chciałabym odrobiny szacunku. Jestem odpowiedzialna za psy ale nie
            moge być odpowiedzialna za nieobliczlne zachowania ludzi.(w tym także dzieci)
            PS. Cattaraugus......mądrze piszesz, dobrze że są jeszcze tacy ludzie jak ty ;)
            Pozdrawiam wszystkich bezwyjątku (tych co lubią i tych co sie boja też......





    • kobbieta Re: Przesada... 07.04.04, 00:25
      moj jak byl maly to pozwalal bez problemu dotykac sie nawet jak jadl.Machal
      przy tym ogonem.Nawet nie probowalismy mu miski wziac bo by z pewnoscia oddal.
      Zaczal byc zaborczy jak osiagnal gdzies 7miesiecy.
      • cattaraugus Re: Przesada... 07.04.04, 00:43
        kobbieta napisała:
        > moj jak byl maly to pozwalal bez problemu dotykac sie nawet jak jadl.Machal
        > przy tym ogonem.Nawet nie probowalismy mu miski wziac bo by z pewnoscia
        > oddal. Zaczal byc zaborczy jak osiagnal gdzies 7 miesiecy.


        ... czyli w tym wieku, gdy pies zaczyna coraz śmielej badać na ile może sobie
        pozwolić i ile otoczenie wytrzyma jego postaw dominacyjnych. Miskę trzeba
        zabierać niestety od przybycia do domu, czyli od 8 tygodnia. Nawet jak oddaje
        jedzenie bez problemów, to o to właśnie chodzi. Aby mu się utrwalało, że my
        jesteśmy panami, także miski. I nie ma w tym nic okrutnego, choć miażdżąca
        większość właścicieli psów ma przed tym ćwiczeniem opory. Niepotrzebnie. Potem
        tylko są ciche a dramatyczne problemy w domu i wstyd przed znajomymi, że
        pogryzł nas własny pies.
        • default Re: Pytanie do cattaraugusa-patrzenie w oczy 07.04.04, 09:27
          O tym patrzeniu w oczy wiedziałam, ale zastanawia mnie czy TYLKO wyrazem
          dominacji jest fakt, że pies patrzy w oczy. Jeden z moich psów (nie jest alfą,
          nie usiłuje dominować ani w stosunku do reszty psów, ani w stosunku do mnie)
          uwielbia wprost patrzeć mi w oczy! Siada koło mnie, kładzie łeb na kolanach i
          wlepia we mnie te brązowe gały przepełnione miłością i uwielbieniem. Nie staram
          się na ogół swoim wzrokiem zmusić go do odwrócenia się, często w ogóle na niego
          nie patrzę, ale chyba nie odbiera tego jako sygnał podporządkowania? Pies jest
          niesamowicie karny i posłuszny, wykonuje moje polecenia "bez szemrania"
          wystarczy gest albo wymowne spojrzenie, więc chyba raczej nie?
          • cattaraugus Re: Pytanie do cattaraugusa-patrzenie w oczy 07.04.04, 11:21
            default napisała:
            > O tym patrzeniu w oczy wiedziałam, ale zastanawia mnie czy TYLKO wyrazem
            > dominacji jest fakt, że pies patrzy w oczy.

            * Nie tylko. Dominant także opiera łapę/łapy albo głowę na kłębie innego psa,
            albo też układa się do snu mając za "poduszkę" kłąb innego psa, a "poddany" nie
            protestuje. Można zrobić bardzo łatwe doświadczenie. Położyć dłoń na kłębie
            swojego psa i tak przez jakiś czas naciskać go w tym miejscu. Osobniki o
            mentalności "poddanych" pogodzą się z tym, albo wręcz usiądą i spuszczą wzrok.
            Gagatki z "charakterkiem" nie wytrzymają takiego eksperymentu i odskoczą od
            tego czegoś, co ich naciska na kłąb. Tak zresztą eliminuje się potencjalnych
            dominantów przy zakupie szczenięcia. Jest to jeden z pięciu testów, jakie
            trzeba wykonać podczas zakupu psa, żeby później mieć święty spokój - chociaż co
            kto woli, znam takich, co wolą psy z charakterem.

            > Jeden z moich psów (nie jest alfą,
            > nie usiłuje dominować ani w stosunku do reszty psów, ani w stosunku do mnie)
            > uwielbia wprost patrzeć mi w oczy!

            * Właśnie dlatego, że nie jest alfą. Jego ta gra nie obchodzi, bo mu dobrze na
            świecie tak, jak jest :-)

            > Siada koło mnie, kładzie łeb na kolanach i
            > wlepia we mnie te brązowe gały przepełnione miłością i uwielbieniem. Nie
            > staram się na ogół swoim wzrokiem zmusić go do odwrócenia się, często w ogóle
            > na niego nie patrzę, ale chyba nie odbiera tego jako sygnał podporządkowania?
            > Pies jest niesamowicie karny i posłuszny, wykonuje moje polecenia "bez
            > szemrania" wystarczy gest albo wymowne spojrzenie, więc chyba raczej nie?

            Cóż, po prostu łatwy egzemplarz. Moja suczka, gdy karcę ją wzrokiem, jest
            zdruzgotana. Aż żal patrzeć, jak tuli uszy po sobie, a minę ma po prostu
            przerażoną. I zaraz wykonuje to, co "poddani" wykonują osobnikowi "alfa"
            • default Re: Pytanie do cattaraugusa-patrzenie w oczy 07.04.04, 12:34
              cattaraugus napisał:
              Dominant także opiera łapę/łapy albo głowę na kłębie innego psa,
              > albo też układa się do snu mając za "poduszkę" kłąb innego psa, a "poddany"
              nie protestuje.
              ---Tak, znam to. U mnie alfą jest suka, często np. "gwałci" całkowicie jej
              podporządkowaną siostrę. Niemniej, kiedy ostatnio obydwie naraz miały
              cieczki, "gwałciły się" na przemian. Widocznie alfie się spodobało ;)))

              > Gagatki z "charakterkiem" nie wytrzymają takiego eksperymentu i odskoczą od
              > tego czegoś, co ich naciska na kłąb. Tak zresztą eliminuje się potencjalnych
              > dominantów przy zakupie szczenięcia. Jest to jeden z pięciu testów, jakie
              > trzeba wykonać podczas zakupu psa, żeby później mieć święty spokój - chociaż
              co kto woli, znam takich, co wolą psy z charakterem.

              ----To ja. Moja dominująca suka jest moim oczkiem w głowie i mam do niej
              szczególny sentyment. Ona co prawda uznaje moje zwierzchnictwo, ale np. za nic
              w świecie nie poda mi łapy. Kiedy ją proszę "daj łapę", mruży oczy, odwraca
              głowę i udaje że mnie nie słyszy - ale nie odchodzi! Siedzi i całą postawą
              mówi : NIE DAM BO NIE!
              Od paru miesięcy mamy nową sunię, obecnie ma pół roku i widzę, że szykuje się z
              niej niezły kawał cholery. Przed alfą to jeszcze ma jakiś respekt, ale druga
              suka (6-letnia) już nie ma nic do powiedzenia, mała potrafi zabrać jej kość,
              natomiast sama groźnie odszczekuje, gdy tylko tamta zbliży się do jej gnata.
              No i do mnie też jest pyskata - reaguje poszczekiwaniem jak się na nią krzyczy,
              ponadto wymusza podanie jedzenia szczekaniem. Ona jest raczej niejadkiem,
              zachciewa jej się jeść o różnych porach i wtedy zaczyna szczekać na mnie, aż
              pójdę do kuchni i dam jej michę. Wiem że to źle ale nie mogę znieść tego jej
              dziamgania - jest zdecydowanie bardziej uparta ode mnie. Zastanawiam się, czy
              nie wyrośnie z niej druga alfa i odbierze władzę tej obecnej? Jak temu zapobiec?

              Pozdrawiam i dzięki za ciekawe wypowiedzi.
              • cattaraugus Re: Pytanie do cattaraugusa-patrzenie w oczy 07.04.04, 12:48
                default napisała:
                > Moja dominująca suka jest moim oczkiem w głowie i mam do niej
                > szczególny sentyment. Ona co prawda uznaje moje zwierzchnictwo, ale np. za
                nic
                > w świecie nie poda mi łapy. Kiedy ją proszę "daj łapę", mruży oczy, odwraca
                > głowę i udaje że mnie nie słyszy - ale nie odchodzi! Siedzi i całą postawą
                > mówi : NIE DAM BO NIE!

                * Aaaa, bo łapy to odrębny rozdział. Dominant nienawidzi dotykania w łapy, a
                szczególnie w przednie. Wprawdzie dotyczy to głównie psów, ale suki-dominantki
                dużo lepsze pod tym względem zapewne nie są.

                > Od paru miesięcy mamy nową sunię, obecnie ma pół roku i widzę, że szykuje się
                > z niej niezły kawał cholery. Przed alfą to jeszcze ma jakiś respekt, ale
                druga
                > suka (6-letnia) już nie ma nic do powiedzenia, mała potrafi zabrać jej kość,
                > natomiast sama groźnie odszczekuje, gdy tylko tamta zbliży się do jej gnata.
                > No i do mnie też jest pyskata - reaguje poszczekiwaniem jak się na nią
                krzyczy, ponadto wymusza podanie jedzenia szczekaniem. Ona jest raczej
                niejadkiem,
                > zachciewa jej się jeść o różnych porach i wtedy zaczyna szczekać na mnie, aż
                > pójdę do kuchni i dam jej michę. Wiem że to źle ale nie mogę znieść tego jej
                > dziamgania - jest zdecydowanie bardziej uparta ode mnie.

                * Fajny zestaw gagatków! Nie wiem, czy gratulować, czy współczuć? :-)

                > Zastanawiam się, czy nie wyrośnie z niej druga alfa i odbierze władzę tej
                > obecnej? Jak temu zapobiec?

                * Niczego z tym nie robić - samo się wszystko ułoży. Sztuczne sterowanie w
                relacjach pies-pies nam udać się nie może. Co innego pies-człowiek. Poczekać,
                aż psy same się dogadają między sobą, a że szczeble drabiny społecznej mogą się
                nieco przeszeregować przy tej okazji - trudno. Natura jest mądrzejsza od nas.

                Pozdrawiam

                C.
                • default Re: Pytanie do cattaraugusa-patrzenie w oczy 07.04.04, 13:43
                  cattaraugus napisał:

                  >* Niczego z tym nie robić - samo się wszystko ułoży. Sztuczne sterowanie w
                  > relacjach pies-pies nam udać się nie może. Co innego pies-człowiek.


                  No właśnie, to co robić z tym dziamgotem o miskę? Ona jest strasznie uparta,
                  poza tym jeśli nie dam jej jeść (a dzieje się to zwykle wieczorem) to pójdzie
                  głodna spać i będzie się kręcić całą noc - już to znam.
                  A jak reagować w sytuacji : "Kryśka, zostaw to!" Łobuzerskie spojrzenie i "Hau,
                  hau, hau" połączone z przypadaniem do ziemi i odskakiwaniem?

                  Cattaraugus, powinieneś zostać ekspertem tego forum !

                  Pozdr,
                  def
                  • cattaraugus Re: Pytanie do cattaraugusa-patrzenie w oczy 07.04.04, 14:04
                    default napisała:

                    > cattaraugus napisał:
                    > > Niczego z tym nie robić - samo się wszystko ułoży. Sztuczne sterowanie w
                    > > relacjach pies-pies nam udać się nie może. Co innego pies-człowiek.

                    > No właśnie, to co robić z tym dziamgotem o miskę? Ona jest strasznie uparta,
                    > poza tym jeśli nie dam jej jeść (a dzieje się to zwykle wieczorem) to pójdzie
                    > głodna spać i będzie się kręcić całą noc - już to znam.
                    > A jak reagować w sytuacji : "Kryśka, zostaw to!" Łobuzerskie spojrzenie
                    > i "Hau, hau, hau" połączone z przypadaniem do ziemi i odskakiwaniem?

                    * Jak bym widział mojego uparciucha i terrorystkę zarazem. Odpowiedź jest tylko
                    jedna. Miłość wobec psa, ale jednocześnie stanowczość, stanowczość i raz
                    jeszcze stanowczość. Moja sunia wie, że nie wydusi ode mnie miski przed
                    sygnałem "Wiadomości" TVP1. Na ten sygnał - gdy ja jestem w domu - suńka kręci
                    piruety i robi stójki, bo to jest jej sygnał na miskę. Gdy tylko nie ma mnie w
                    domu zaczyna się psi terror i obszczekiwanie, żeby dać miskę ok. godz. 18.
                    Proszę o wybaczenie, ale nie wierzę, aby istniał na świecie pies zdolny do
                    obrażenia się na nieterminowo podaną miskę i do pójścia spać na głodniaka. A
                    jeśli jednak istnieje taki egzemplarz - to odpowiedź jest twarda, ale tylko
                    jedna. Jak się obrazi - trudno, pójdzie spać głodna. Obrazi się następnego
                    dnia - też trudno, też pójdzie głodna. Na takie fochy nie ma innej rady, jak
                    przegłodzenie. Rzecz jest superbezpieczna, bo wiadomo, jak długo pies może nie
                    jeść bez żadnych konsekwencji zdrowotnych. Najważniejsze jest picie. Ale po tym
                    wszystkim zawsze coś w psie pęka i pokornieje po takich przypadkach,
                    najczęściej raz na zawsze w myśl zasady, że na przykrych doświadczeniach pies
                    uczy się najszybciej i trwale, najczęściej na całe życie.
                    • frunze Re: To i ja mam pytanie... 07.04.04, 14:28
                      ...naszego forumowego eksperta ;)
                      Moj szczeniak ciagnie na spacerach. W domu nie dominuje, daje sobie zabrać
                      miskę, kość i co tam jeszcze, przepuszcza mnie w drzwiach, dostaje jeśc
                      ostatni, itd. W każdym bądź razie respektuje moje pierwszeństwo i, nazwijmy
                      to, "zwierzchnictwo". Czy w takim razie ciagnięcie mogę złożyć na karb wieku
                      dziecięcego i niepohamowanej ciekawości mojego psa?
                      Zaznaczam, że zupełnie nic na niego nie działa. Ani stanie murem, jak zaczyna
                      ciagnąć, ani szarpanie smyczą (no, może trochę osłabia, ale nie eliminuje).
                      Robię wtedy różne sztuczki, wołam go na "do mnie", nagradzam smakołykami,
                      staram sie odwrócić jego zainteresowanie od rzeczy, która tak pochłonęła jego
                      uwagę, ze ja prawie wylądowałam na pysku ;)
                      Pozdrawiam.
                      • cattaraugus Re: To i ja mam pytanie... 07.04.04, 14:46
                        Temat-rzeka, albo raczej temat-książka. Nic dziwnego, że wszystkie światowe
                        podręczniki poświęcają temu mniejszy lub większy rozdział.

                        Zawsze mówię, że to takie proste - tylko jeden milion razy trzeba
                        wypowiedzieć "równaj!", aby pies się tego nauczył. Mówiąc poważne tu też trzeba
                        wykorzystać psychikę psa i jego sposób postrzegania świata, w którym to
                        sposobie są tylko dwa stany: "jest mi dobrze" albo "jest mi źle".

                        Do nauki chodzenia przy nodze służy obroża samozaciskowa (nie mylić z
                        kolczatkami), bo tu właśnie najlepiej pies odczuwa, że jest mu źle, gdy tylko
                        ciągnie.
                        Jest też trening, jaki wykonuje się przy jakiejś długiej ścianie. Prowadzimy
                        psa pomiędzy naszym kolanem a ścianą w taki sposób, że niemalże przyciskamy go
                        do ściany tak, aby jego barki (czyli to naturalne poszerzenie psa) nie
                        przecisnęło się między naszą nogą, a ściną. W ten sposób przed nami jest tylko
                        głowa psa, czyli tak, jak to powinno być na powietrzu.
                        • frunze Re: To i ja mam pytanie... 07.04.04, 14:57
                          No właśnie, tylko że o łańcuszkach zaciskowych słyszałam różne opinie, również
                          taką, że najlepiej stosować ją pod okiem jakiegoś szkoleniowca (??).
                          Wezyr z reguły chodzi równo, dopiero gdy coś zobaczy/wywącha dostaje małpiego
                          rozumu.
                          No dobrze, ale jak wyrówna, to nagradzać go? Co zrobić, żeby nie skojarzył
                          sobie - ciągnę - dostaję smakołyk?
                          • cattaraugus Re: To i ja mam pytanie... 07.04.04, 15:04
                            frunze napisała:
                            > No dobrze, ale jak wyrówna, to nagradzać go? Co zrobić, żeby nie skojarzył
                            > sobie - ciągnę - dostaję smakołyk?


                            Z ciastkiem - jak z Oscarem. Tylko za rzeczy wybitne, bo inaczej właściciel
                            staje się jedynie pudłem na ciastka.

                            U mnie ciastko jest tylko za natychmiastowe przyjście do nogi na dźwięk
                            gwizdka, gdy lata "to to" samo i chce albo prysnąć gdzieś dalej, albo przywitać
                            się na przykład z nieznajomym.
                            • frunze Re: To i ja mam pytanie... 07.04.04, 15:15
                              My się uczymy wszystkiego na ciachach, ochach i achach (na spacerach biorą mnie
                              pewnie za niespełna rozumu, tak głośno się cieszę...) i jak na razie działa - z
                              wyjątkiem ciagnięcia :/
                              A co do smakołyków to tu się z Tobą nie zgodzę. Według mnie psinę trzeba
                              nagradzać, musi mieć (na poczatku oczywiście, w trakcie nauki), jakąś
                              motywację, żeby do ciebie przyjść.
                              • cattaraugus Re: To i ja mam pytanie... 07.04.04, 15:36
                                frunze napisała:

                                > A co do smakołyków to tu się z Tobą nie zgodzę. Według mnie psinę trzeba
                                > nagradzać, musi mieć (na poczatku oczywiście, w trakcie nauki), jakąś
                                > motywację, żeby do ciebie przyjść.

                                W szczenięctwie ciastko za co 10. dobrze wykonane polecenie. Później za co 20.
                                Nie policzyłbym, ile znam takich psich cwaniaczków, co nawet "siad" nie zrobią,
                                zanim się nie rozejrzą po ludziach, czy się to opłaci, czy też nie. Jeśli nikt
                                nie sięga do kieszeni, to taki psina mocno się zastanowi, czy to "siad"
                                wykonać. Wszytsko fajnie i miło dopóki nie dochodzi do takich patologii. Potem,
                                jak się nie da ciastka za byle - to warkot! Też takie przyjemniaczki znam.
              • cattaraugus Re: Pytanie do cattaraugusa-patrzenie w oczy 07.04.04, 14:55
                andrzejjewski napisała:
                > a gdzie jest te kleb?

                Kłąb - najwyższy punkt tułowia, położony na szczycie łopatek. Tyle definicja.
                To ten punkt ciała już nie na poziomej części tułowia, a jeszcze nie na karku.
                To te 2-4 cm "fazy przejściowej" od tułowia do szyi.
          • Gość: lw Re: Pytanie do cattaraugusa-patrzenie w oczy IP: *.crowley.pl 07.04.04, 13:30
            Moje obie suczki reagują tak samo,ta którą teraz mam to istna pacyfistka-jak
            pies warknie na nią to od razu się kładzie na plecach albo usilnie wylizuje go
            po pysku(ale np.obcego psa lub jeśli jest w towarzystwie psów z osiedla każdego
            który im się nie spodoba-oszczeka razem z nimi),co prawda nie opiera pyska na
            mnie ani łap,ale np.jak idzie spać to zwala się niemalże na mnie i nie ma to nic
            wspólnego z dominacją-po prostu chce być jak najbliżej,podobnie na spacerze jak
            jakiś pies ją zbyt napastuje to opiera mi się o nogi-szuka bliskiego kontaktu.No
            i to wpatrywanie we właściciela-wtedy gdy czeka aż zawołam ją żeby przyniosła
            piłkę(sama się tego nauczyła-w końcu to mieszaniec o wojskowym usposobieniu
            -owczarka niemieckiego),gdy chce mi coś zakomunikować-np.wyjście na spacer lub
            chęć zjedzenia czegoś co je właściciel-szuka kontaktu wzrokowego i jak to się
            często mówi "wpatruje się błagalnym wzrokiem",lub przy pieszczotach wpatruje się
            wzrokiem,który mówi-ale mi dobrze,drap jeszcze.Tak więc samo patrzenie w oczy
            nie jest chyba sygnałem samym w sobie,a tylko w połączeniu z sytuacją i
            pozostałymi gestami-napięte mięśnie(jak np.u osoby która się boi psa no i u
            psa,który przygotowuje się do walki)i sytuacja naruszenia terenu na przykład.
            Bardzo dużo w literaturze jest poświęcone tym skrajnym w chierarchii stada
            osobnikom,a ja sobie myślę,że takie zachowanie psa w stosunku do właściciela
            jest nawiązaniem do zachowań między zwierzakami,które mają tą samą,gdzieś
            pośrodku pozycję w stadzie i dzięki temu,że trzymają się razem mają korzyści-we
            dwóch łatwiej się bronić i utrzymać pozycję,przecież w świecie zwierząt też
            istnieje coś takiego jak przyjaźń-(choćby te rózne śmieszne filmy nagrywane
            przez właścicieli-przyjaźń między kotem i psem,psem i gołębiem, wyłączjąc z tego
            oczywiście impreeting-czyli uznawanie za rodzica osobnika,który spędza z
            noworodkiem pierwsze tygodnie życia)np.związywanie się zwierząt które są
            poligamiczne w stałe pary,pozostawanie ze sobą dłużej zwierząt z jednego
            miotu,gdy powinny się rozejść i utworzyć własne rewiry,pozwolenie młodym na
            zostanie przy smicy,choć zwykle po osiągnęciu takiego wieku powinny być
            odpędzone.No i nie da się ukryć,że zwierzęta żyjące poza stadem własnych
            osobników przejmują zwyczaje(pies potrafi się nauczyć,że patrzenie w oczy
            właściciel nie odczytuje jako prowokację do walki i nie reaguje atakiem a wręcz
            przeciwnie-kojarzą się z tym zwykle miłe rzeczy-bo kochający właściciel jako
            człowiek=wzrokowiec dużo wpatruje się w psa chcąc odczytać jego chęć i spełnić
            zachcianki),uczą się innego języka ciała-tych z którymi się wychowują,np.tresura
            powoduje zmiany zachowań i uczy psa odczytywania nowych gestów i dźwięków(słów).
            To wpatrywanie się w oczy u psa bardzo związanego z właścicielem,"oswojonego "
            może być dla takiego psa zgubne,bo w spotkaniu z psem bardziej dzikim odczyta to
            wpatrywanie jako coś normalnego a nie jeden z elementów przygotowywania się do
            ataku(zresztą widać to po szczeniakach,które podchodzą do każdego psa i nie
            potrafią odczytać mowy jego ciała,dopiero po kilku przykrych faktach uczą się,do
            jakich psów lepiej się nie zbliżać,choć czasem kojarzą to niestety też z ogólnym
            wyglądem np.rasą).
            • cattaraugus Wszystko racja 07.04.04, 13:41
              To wszystko oczywiście racja. Moje posty dotyczą sytuacji napięć lub ostatniej
              fazy przed jakąś formą starcia na linii pies-pies lub pies-człowiek. Bo cały
              ten wątek mówi przecież o sytuacjach konfliktogennych.

              Są dziesiątki sytuacji, gdy kontakt wzrokowy jest jak najbardziej "pokojowy",
              bo w końcu któż z nas nie jest pod nieustanną obserwacją swojego psa, który
              wszak zawsze chce wiedzieć "A co to teraz będzie się działo?"

              Pozdrawiam

              C.
            • saavage Re: Pytanie do cattaraugusa-patrzenie w oczy 08.04.04, 22:00
              Swietnie sie to czyta :) gratuluje wiedzy ekspertowi :)

              Mam sunie, ktorej nikt sie nie boi (jamnika) i nawet straznicy miejscy
              usmiechaja sie pod nosem jak zapinam ja na smycz na ich widok :D

              Jak wiadomo jamniki rzadza swoim wlascicielem i w ich przypadku nie rozpatruje
              sie czy to osobnik alfa , czy nie, itp.

              Chociaz za osobisty sukces uwazam nauczenie pieska kilku komend (nie czesto
              widzi sie jamnika podajacego lape lub dajacego glos na zadanie ;>)

              Pozdrawiam
              • jamniczy_fan1 Re: Pytanie do cattaraugusa-patrzenie w oczy 09.04.04, 11:07
                saavage napisała:

                > Swietnie sie to czyta :) gratuluje wiedzy ekspertowi :)
                >
                > Mam sunie, ktorej nikt sie nie boi (jamnika) i nawet straznicy miejscy
                > usmiechaja sie pod nosem jak zapinam ja na smycz na ich widok :D
                >
                > Jak wiadomo jamniki rzadza swoim wlascicielem i w ich przypadku nie
                rozpatruje
                > sie czy to osobnik alfa , czy nie, itp.
                >
                > Chociaz za osobisty sukces uwazam nauczenie pieska kilku komend (nie czesto
                > widzi sie jamnika podajacego lape lub dajacego glos na zadanie ;>)
                >
                > Pozdrawiam
                Ty chyba żartujesz???;)
                No to moje jamniki, to geniusze (??)
                  • jamniczy_fan1 Re: Pytanie do cattaraugusa-patrzenie w oczy 09.04.04, 11:28
                    default napisała:

                    > jamniczy_fan1 napisała:
                    >
                    >
                    > > Ty chyba żartujesz???;)
                    > > No to moje jamniki, to geniusze (??)
                    >
                    > To nie brak inteligencji utrudnia szkolenie jamników, ale ich upór i
                    > niezależność.
                    W ogóle nie musiałam ich szkolić. Mimo niezależności i uporu wszystko " w lot"
                    chwytały ( przyswajały ) :))) Serio.
                • saavage Re: Pytanie do cattaraugusa-patrzenie w oczy 09.04.04, 16:01
                  Nie nie zartuje...

                  I nie mysle tak dlatego, ze moja jamniczka jest oporna, tylko widze inne psy i
                  slysze opinie ich wlascicieli.

                  A Tobie gratuluje psow lub cierpliwosci...

                  Choc mam nadzieje, ze nie postepowales z nimi jak znajomi, ktorzy "nauczyli"
                  jamnika nie wchodzenia do lozka zamykajac go, wyjacego, na noc (kilka) w
                  lazience...

                  Pozdrawiam
                  • jamniczy_fan1 Re: Pytanie do cattaraugusa-patrzenie w oczy 09.04.04, 18:30
                    saavage napisała:

                    > Nie nie zartuje...
                    >
                    > I nie mysle tak dlatego, ze moja jamniczka jest oporna, tylko widze inne psy
                    i
                    > slysze opinie ich wlascicieli.
                    >
                    > A Tobie gratuluje psow lub cierpliwosci...
                    >
                    > Choc mam nadzieje, ze nie postepowales z nimi jak znajomi, ktorzy "nauczyli"
                    > jamnika nie wchodzenia do lozka zamykajac go, wyjacego, na noc (kilka) w
                    > lazience...
                    >
                    > Pozdrawiam
                    Możliwe, że mam ponadprzecietne serce i cierpliwość do jamniorów. Nigdy nie
                    sprawiały mi kłopotów i żaden nie sypiał w łóżku ludzkim. W jakimś tam sensie,
                    mówiąc skrótem myślowym "TRUDNE" bywały 4 dni pierwsze po oddzieleniu
                    szczeniaka od ich mamy. Te kilka pierwszych dni wymagały scisłej konsekwencji w
                    postępowaniu i dużo "ciepła". Wychowywanie jamników jest chyba dla mnie tak
                    miłe, że może niedostrzegam jakiś trudów z tym związanych. Żaden mój jamnik
                    nie był szczekliwy, agresywny. A może miałam szczęście do jakichś specjalnych
                    egzemplarzy ? No nie wiem. Z jamnikami rozumiemy się bardzo dobrze.
                    pozdrowiam światecznie, j_f
        • sojkas Re: Przesada... 11.04.04, 19:41
          Ufffff...
          Przeczytalem ten watek (czuje sie jak Odyseusz wracajacy do domu :))
          Kilka skromnych uwag :
          1) Cattaraugus - silnie promujesz szkolenie behawioralne. Wpomniales przy tym,
          ze jest to (pomimo roznych opinii) dosc trudna sprawa? Trudna z prostego
          powodu : wymaga ogromnej konsekwencji, na ktora w stosunkach z psami stac
          niewielu ludzi. Ja swoja Astre wpuszczam na lozka, spi ze mna, wyleguje sie tam
          kiedy chce, choc jest to niedopuszczalne - ale z gory wiedzialem, ze nie bede w
          stanie jej tego zabronic. Wszelkie pisanie, ze szkolenie zajmuje 5/10 min.
          dziennie to bzdura, o szkoleniu nalezy pamietac caly czas, dlatego bardziej to
          przypomina wychowanie, niz tradycyjne szkolenie i IMHO jest zdecydowanie
          trudniejsze. Oczywiscie efekty sa swietne, mamy ufnego, poslusznego psa, a
          zachowanie to przychodzi mu w sposob naturalny. No ale pracy takze jest duzo.
          Ksiazka Fischera jest dobra, ale po jej lekturze mozna odniesc wrazenie, ze
          pies to taki barszcz-instant, t.zn. 5 minut dziennie i gotowe.
          Tymczasem wychowanie szczeniaka zaczyna sie od pobudki, poprzez posilki i
          spacery, az po sen. Zreszta mozna przy uwaznej lekturze samemu to wywnioskowac,
          szczegolnie gdy opisywane jest rozwiazywanie konkretnego problemu i zalecenie
          wlascicielom ogromnych zmian w ich zachowaniu, rytmie dnia, diecie etc. etc.
          Sluchanie pojedynczych porad moze zakonczyc sie zle. Co jesli wlasciciel
          duzego, silnie dominujacego psa postanowi od jutra "pokazac kto tu jest Alfa" i
          zacznie od wyrywania psu miski...
          2) Spuszczanie psa ze smyczy. Postawa zaprezentowana powyzej jest STRASZNIE
          szowinistyczna. Sam uwielbiam psy, mam z nimi kontakt "od zawsze", jednak
          rozumiem ludzi obawiajacych sie luzno biegajacych pupili. Oto scena, ktorej
          bylem uczestnikiem :
          Ide na uczelnie. Droga prowadzi przez las/park, w ktorym czesto spotykam psy.
          Jednak z powodu pory i dnia jest pusto (poniedzialek ok 9 rano)
          sze dziwne krzyki... Po chwili widze biegnacego w moja strone kawal amstaffa.
          Za nim chlopak moze 15-letni z krzykiem "Wracaj! Do nogi!"
          Pies zatrzymuje sie moze 5 metrow ode mnie i zaczyna sie we mnie wpatrywac.
          Wlasciciel (dobiegajac) oczywiscie zapewnia, ze pies nie gryzie (tak, od razu
          polyka, sobie mysle :) )Spuszczam wzrok, "podporzadkowywuje sie" pies
          uspokojony, daje sie nawet zapiac na smycz.
          Pytanie : czy kiedykolwiek slyszeliscie, zeby wlasciciel biegl za psem z
          krzykiem : "Uwaga!! To zabojca!! Zagryza wiewiorki i hipopotamy!!" Nie. Kazdy
          zapewnia, ze JEGO pupil, NIGDY NIGDZIE, nie ma szans. Jednak przypadki
          pogryzienia zdarzaja sie. Gdyby mialbym pewnosc, ze wszystkie psy sa wlasciwie
          ulozone : prosze bardzo. Ale tak nie jest. Pisze to, co pisze, choc dziesiatki
          razy spotkalem sie z chora reakcja na moja ulubienice (a ma dopiero !!! 4,5
          miesiaca i jest malutka-> staffik)Tak to juz jest, ze swiat jest ludzi, a psy
          sa tu tylko dla naszego towarzystwa, ktorego nie wszyscy sobie zycza.
          Wyobrazcie sobie odczucia osoby chorobliwie bojacej sie psow, ktora nagle widzi
          biegnace w jej kierunku spore "bydle". Mam znajomego z podobna fobia : na widok
          wiekszego psa robi sie blady, wycofuje sie i ma trudnosci z wypowiedzeniem
          slowa.
          Zreszta jestem takze milosnikiem zwierzat znacznie "gorszych" - pajakow
          ptasznikow. To jest dopiero "jazda" z ludzmi. Moze to mnie nauczylo
          cierpliwosci i wyrozumialosci? :D
          Ku przemysleniom na Swieta.
      • default Re: Boze, 100 postow... 07.04.04, 13:38
        gaz.gaz.gaz.na.ulicach napisała:

        > ...o tym, ze jakis frustrat wydarl sie na pieska?
        Tak można by pomyśleć, przeczytawszy tylko pierwszy post. W tzw. międzyczasie
        wywiązała się na bardzo ciekawa dyskusja na różne tematy związane z relacjami
        psio-ludzkimi. Może dobrze by było przenieść ją na nowy wątek?
      • neeki Re: Boze, 100 postow... 07.04.04, 18:29
        calkiem ciekawa dyskusja poczytaj sobie ;)
        brenya rozumiem Twoje rozgoryczenie. wspolczuje siostrze ze zostala pogryziona
        przez psa. jednak ludzie ktorzy histerycznie reaguja na psy robia to
        najczesciej dlatego ze nie potrafia przezwyciezyc strachu. pewnie nigdy nie
        probowali. jak spadniesz z konia to musisz znowu na niego wlezc albo trudno Ci
        bedzie kiedykolwiek znowu jezdzic. to samo z psami, nie mozna tego strachu
        umacniac. wiem ze latwo mowic, ale jednak zyjesz w spoleczenstwie, a jego
        elementem tez sa psy. i nie mozesz wymagac od ludzi zeby swoje psy prowadzali
        cale zycie na smyczy i w kagancu. a ponadto jezeli boisz sie psow to narazasz
        sie jeszcze bardziej na atak.
        mam kolezanke ktora ugryzl pies i potem jej mama caly czas jej wmawiala ze musi
        uciekac i bac sie kazdego psa bo to sie powtorzy. dziewczyna jest juz dorosla
        a caly czas skacze gdy jakis pies sie do niej zbliza. a wcale tak byc nie
        musialo.