osmiornica_80
13.07.05, 12:45
Niedawno się wprowadziłam, razem ze swoim kotem, takim rocznym rozrabiaką.
Mam taka sąsiadkę, jakby to delikatnie powiedzieć... mało rozgarnięta. No
dobra, głupia jest i tyle. Przytargała skądś kociaka, zostawiła go w moim
ogródku na noc.Coś mi miauczy, płacze, to go wzięłam. Jak jednego zywie to
dla drugiego też starczy.Byłam z nim dzisiaj u weterynarza, leczenie
rozpoczęte... Dodam, że ma jakieś liszaje,pchły i... rany po przypalaniu
papierosem. Teraz ona dzwoni na policję, że zabrałam jej kota i ona go chce.
Nie wiem co mam zrobić.Pomijam kase wydaną na leczenie, ale jestem pewna, że
dzisiaj go weźmie, jutro wyrzuci. Kasy nie mają w ogóle, także leczyć go nie
będą, kociak jak nie zdechnie, to na pewno pójdzie na zmarnowanie... Upierać
się przy swoim, czy oddać Teodora???