Dodaj do ulubionych

Nawiedzeni właściciele psów

11.08.05, 10:37
Scenka z dzisiejszego ranka.
Spaceruję z moja owczarzycą. Zaraz za rogiem budynku, w którym mieszkam
natykamy się na starszą panią i biegającego luzem yorka. York zatrzymał się i
zaczyna sie powoli zbliżać. Pani, sopranem:
- Iwo! Iwo! Chodź tu! Do nogi!
Iwo oczywiście zlewka, ucieka od kobity, idzie dalej. Moja sunia przygląda
się zaciekawiona i też chce podejść, ale skracam smycz i trzymam psa przy
nodze. Nagle york rzuca się do nas z głośnym jazgotem, kobita pędzi i próbuje
go odciągnąć ("Iwo!!! Iwo!!!"), szybko odchodzę z psem kawałek dalej (sunia
ani razu nie zaszczekała czy zawarczała, patrzyła jak na wiariata)i pytam:
- Dlaczego pani pies nie jest na smyczy?
Kobietę na moment przytkało, ale zaraz wyparowała:
- A DLACZEGO PANI TU CHODZI?!

No comments :-))))))))))))

Miewacie podobne przygody?
Obserwuj wątek
    • karolcia38 Re: Nawiedzeni właściciele psów 11.08.05, 10:45
      hehehe nieźle odparła, ale przecież zawsze najlepszą obroną jest atak :)
      • marikaso Re: Nawiedzeni właściciele psów 11.08.05, 11:17
        wracamy ze spaceru , trzymam psa na smyczy (labek), widze ze biegnie w naszym
        kierunku huski znany w okolicy z licznych ataków na inne psy, a majacy bardzo,
        bardzo ,bardzo wulgarnego i nie kumatego własciciela...Huski rzuca sie na mojego
        psa. Moj z tych co sie od razu poddają, nie potrafi walczyć, udaje mu sie
        kawałek uciec-na długosc smyczy. Zatrzymuje sie akurat(koniec smyczy) na scieżce
        która kroczy własciel huskiego i facet zaczyna mnie opieprzac, ze mój pies stoi
        na srodku ścieżki (pies stał tam 1-2 sekundy).Na szczescie dla nas, a
        nieszczescie dla kogo innego, huski upatrzył sobie inną ofiare i zostawił mojego
        psa w spokoju.
    • karolcia38 Re: Nawiedzeni właściciele psów 11.08.05, 11:24
      Ide sobie z moim kundelkiem-janikiem na smyczy przez park między Konstańcińską
      a Jaszowiecka i nagle na moją sunie rzuca się ON-ka. Ja babe opieprzam i
      zwracam uwage że jej pies powinien być na smyczy i w kagańcu a ta debilka
      odpowiedziała mi, żebym sama sobie założyła kaganiec i że moja sunia to
      panikara. Postraszyłam ją Strażą miejską i szbciutko mordeczke zamknęła.
      • kamila781 Re: Nawiedzeni właściciele psów 11.08.05, 12:20
        Spotkała mnie podobna przykra sytuacja.moja mała sunia(5kg) jest notorycznie
        napadana przez sukę(dużego mieszańca).Suka ta jest bardzo agresywna w stosunku
        do mojego psa i mnie.mieszka obok w bloku i za kazdym razem kiedy idę na spacer
        boję że ją spotkamy.wiem, ze to jest chore,ale naprawdę się obawiam.dodam z
        esuka nie chodz bez opieki,ale czesto jest spuszczona ze smyczy.mimo wielu
        próśb i nawet zgłoszenia sprawy na policję psu zdarza sie chodzić luzem.to tyle!
        a odnośnie włąściciela suki to brak mi słów!pozdrawiam forumowiczów!
    • haska-mi Re: Nawiedzeni właściciele psów 11.08.05, 13:16
      Byłam na spacerze, na łące z moim 3-miesięcznym husky, z naprzeciwka nadchodził
      facet z równie małym malamutkiem. Gdy szczeniaki się zobaczyły mój wypiął
      tyłek, zaczął merdać ogonkiem i "gadać" do malamutka, który też aż się trząsł
      do zabawy. A facet szarpnął smyczą, aż malamutek pofrunął w powietrzu i obił
      się o jego nogę po czym wyskoczył na mnie z mordą, że mam zabrać tego kundla bo
      go ATAKUJE i że jak go zaraz nie zabiorę to mu kark skręci. Bez komentarza.
      • morgen_stern Re: Nawiedzeni właściciele psów 11.08.05, 14:24
        Ja też bym chętnie tego właściciela malamuta poszarpała na smyczy!
        • haska-mi Re: Nawiedzeni właściciele psów 11.08.05, 17:11
          Fakt. Szkoda mi było szczeniaka, co za życie go czeka z takim właścicielem...
          Skoro facet zachętę do zabawy u 3-miesięcznej kulki traktuje jako atak, to co
          on wie o psach?
          • kitek1555 Re: Nawiedzeni właściciele psów 11.08.05, 17:40
            ci ludzie sa smieszni <hahaha>
        • fedorczyk4 Re: Nawiedzeni właściciele psów 11.08.05, 18:47
          Moja suka na smyczy i wilczurzyca też na smyczy, pożarły się na ulicy.
          Rozdzielił je bardzo miły pan. Bardzo temu panu podziękowałyśmy i pani wilczury
          i ja, wzajemnie się bardzo przeprosiłyśmy i one odeszły, na to ze sklepy
          wyszła baba w lokówkach na łbie i z jamnikiem (bardzo lubię jamniki, nic do
          nich nie mam, wszystkie serdecznie pozdrawiam)wagi ciężkiej i jak na mnie nie
          skoczy z japą: ja to bydlę ciągle widzę bez smyczy, kaganiec takiemu i klatkę,
          policję na taką k.....jak pani etc...Zbaraniałam, bo moja suka jest i duża i
          światu mało życzliwa, więc nigdy nie chodzi naga a ja na k.... znacznie już
          jestem za stara.No i jak tu takiej nie poszczuć jej własnym psem?:-)
    • nudaa Re: Nawiedzeni właściciele psów 11.08.05, 22:13
      w mojej okolicy jest wstrętne babsko. kobieta jest prawdopodobnie chora
      psychicznie. wiem, powiecie, takim osobom trzeba pewne rzeczy wybaczać, zgadzam
      się. tylko, że ona bez przerwy doczepia się do mnie i do innych spacerujących z
      psami. sama ma psa, mieszańca, wzrostu i budowy wilka. otóż ta kobieta uważa,
      że kiedy ona idzie z psem aleją wszyscy pozostali ludzie z psami powinni
      opuścić bezzwłocznie ten teren, lub ewentualnie wziąć psa na smycz i założyć mu
      kaganiec. dodam, że jej pies (bardzo spokojny, to trzeba przyznać i rozumem
      przewyższający swoją panią kilkakrotnie)zawsze chodzi luzem i bez kagańca. jej
      pies nie może nawet powąchać mojej suczki bo jak twierdzi właścicielka
      natychmiast się zarazi (ciekawe czym). ostatnio poinformowała mnie że moja
      suczka kiedy miała 3 miesiące dotkliwie pogryzła mojego psa, który wtedy był
      mniej więcej 20 razy tak duży jak mój szczeniak. itd.itd. wiem że to osoba
      chora ale czasami mam ochotę ją kopnąć w tyłek.
      • teba18 Re: Nawiedzeni właściciele psów 11.08.05, 22:55
        Kurcze takim ludziom jakich tu opisaliscie to nic tylko pranie mozgu zrobic. ja
        Pier**** co za kretyni

        ja na moim osiedlu mam tylko jedna stara babe ktora sobie kupila dobermanke.
        Suka jako szczeniak byla super tylko miala zakaz zabawy z innymi psami bo jak
        sie szczeniaki lapia zabkami i ktorys pisnie to tak nie moze byc. To moja sunia
        sie bawila z innymi a tamta chodzila na smyczy- do roku- zero zabawy z innymi
        psami. w obecnej chwili jak suka jest puszczona i chce sie bawic z innym psem to
        biega w kolko- niestety malo ktory pies wie o co chodzi i sie jej boja a co za
        tym idzie suka od kazdego wiekszego dostaje wpierdziel bo jest chudziutenka no i
        nie wie jak sie bronic. A kobieta jest glupia i jak jej suka atakuje to wogole
        nie reaguje. czekam az ja straz miejska zlapie i da jej mandacik <diabelek>
    • mamonka01 Re: Nawiedzeni właściciele psów 12.08.05, 10:07
      Ja tam wiem jedno. Gdy mojego prowadzonego grzecznie na smyczy psa atakuje inny
      puszczony luzem, to popuszczam smyczy. Mój pies musi mieć szansę żeby się
      obronić.Nie może być ofiarą mojej poprawności. Z jakiej racji to on ma być
      ofiarą. Nie znoszę szczególnie małych jazgotliwych psiaków i ich pań "wołających
      sopranem -Iwo!Iwo!" Już pewna właścicielka wyciągała z paszczy mojego ON-ka
      swojego pudelka. Od tej pory pudel chodzi na smyczy.
      • inka28 Re: Nawiedzeni właściciele psów 12.08.05, 10:25
        A ja kiedys miałam taki przypadek, że zgłupiałam.
        Spaceruję z kundelkiem, taki do kolan kanapowiec, na smyczy. Z naprzeciwka ścieżki idzie duży pies w kagańcu, jakaś mieszanka, a jego właściciel, taki lumpowaty facet jakieś 20 metrów z nim. I ten pies rzuca się na mojego kundelka, ja w szoku, bo mój już na ziemi, popiskuje. Tamten facet zanim doszedł, minęło trochę czasu. Krzyczę na niego, żeby odciągnął swojego psa. Na co on ze stoickim (lumpiarskim?) spokojem bierze swojego psa za kark, szarpie go jakoś i próbując go odciągnąć jednym ruchem ZDEJMUJE MU KAGANIEC. Ja w szoku, że mi psa zaryzie, na szczęście po paru sekundach udało mu się odciągnąć swojego za skóre na karku. Byłam w szoku i zaczęłam krzyczeć na faceta, żeby pilnował swojega psa, bo mój był na smyczy, a on swojego puścił luzem i jak się okazało, ze słabo umocowanym kagańcem. Na to on, że zaraz może puścić swojego psa i ten pokaże mojemu psu. No to już nie podjęłam dyskusji, tylko odwróciłam się i podreptałam do domu. A ten facet szedł jeszcze za mną (jakoś tamten pies się uspokoił) i krzyczał, żebym tu wróciła. Więc się przez ramię krzyknęłam mu jeszcze na całe gardło "spier...aj", tak że się pół osiedla za mną obejrzało (poczułam się bezpieczniej, że patrzyli na mnie, tamten odpuścił).
        I tu mam dylemat - jego pies był w kagańcu, ale ewidentnie agresywny i kaganiec ściągnięty był dosłownie jednym ruchem. Co tu robić?
    • kelyana Re: Nawiedzeni właściciele psów 12.08.05, 12:09
      Duuużo było takich dziwnych wydarzeń, ale najgorzej wspominam sytuację kiedy
      mojego małego ratlera zaatakował labrador. Mało nie powiesiłam maleństwa na
      szelkach ( o tyle dobrze, że chodzi na szelkach bo w przypadku obroży skończyło
      by się gorzej ) i musiałam kręcić nim w kółko zanim zdołałam go złapać na ręce.
      Właściciel drugiego psa tylko go odwoływał z odległości paru kroków, ale już
      nie pofatygował sie żeby sciagnąć ze mnie swojego psa, który kontynuował ataki
      na mojego psa nawet jak trzymałam go na rękach. Jak labradorowi sie znudziło to
      w końcu sobie poszedł (nie powiem, żebym mu butem nie pomogła:) to właściciel
      stwierdził " To nie była moja wina" baa... teraz zagadka więc kogo???
      • livia79 Re: Nawiedzeni właściciele psów 15.08.05, 18:25
        A ja niestety wzywalam ostatnio straz miejska i grozilam sadem. W sasiednim
        bloku mieszka bowiem malzenstwo z dwoma psami - ratlerkiem i wielkim bokserem.
        Ratlerek bez smyczy i nawet obrozy sobie biega, bokser spaceruje na smyczy
        PODARTEJ I POWIAZANEJ, bez kaganca i... z 8-9 letnim chlopcem, ktory absolutnie
        nie jest w stanie go utrzymac. Po kilku ostrych awanturach, gdy ratlerek
        podbiegal i rozsierdzal mojego psa, a potem bokser wkraczal do akcji pomiatajac
        doslownie chlopakiem, ostrzegalam, ze wezwe miejskich. No i stalo sie, bokser
        pewnego dnia zerwal sie i zaatakowal. Moj pies byl w kagancu (i na smyczy), nie
        mial mozliwosci obrony, na szczescie walczyl za siebie i za mnie.
        Wezwalam "wladze", zagrozilam sadem, dzis mam spokoj, z bokserem wychodza
        dorosli. Niestety moj psiak dwukrotnie zostal pogryziony (przez dwa rozne
        boksery), sam zrobil sie bardzo agresywny w stosunku do psow. Nie atakuje sam,
        ale gotow jest polknac, gdy pies podbiegnie do niego. Zawsze na odleglosc
        ostrzegam wlascicieli luzem biegajacych psow, ze moj moze atakowac. Ale na nic
        sie to zdaje, gdy wlasciciele nagminnie nie dysponuja ani smycza, ani
        autorytetem, ani nawet obroza, za ktora mozna zlapac psa. Takich panius
        z "Iwami" spotkalam dziesiatki. Ale najbardziej wkurzaja mnie ludzie,
        wypuszczajacy na spacer np. z dobermanem czy rottweilerem dzieci. Pierwszy raz
        moj pies zostal pogryziony, gdy mial 2 miesiace. Szalonej bokserki nie
        utrzymala wowczas dziewczynka.
        • haska-mi ręce opadają 23.08.05, 22:31
          Dziś po wieczornym spacerze podjechałam pod dom, a tu w drzwiach do kamienicy
          stoi baba z pudlem i gada przez domofon. Moje psy zainteresowały się pudlem,
          więc na wszelki wypadek skróciłam smycze, mocniej chwyciłam i mówię do
          niej "przepraszam, czy może mnie Pani przepuścić". A baba na mnie tylko ręką
          machnęła i gada dalej. No więc ja głośniej powtórzyłam swoją prośbę, a ta jak
          na mnie z ryjem wyskoczyła! I zgadnijcie co powiedziała (i nie było to
          bynajmniej "przepraszam"). Otóż zapytała mnie poirytowanym i wielkopańskim
          tonem czy nie widzę, że ona "przez domofon rozmawia"! I jeszcze, że trzeba
          panować nad psami! Bezczelna, aż mnie zatkało. Odparłam, że ja chciałabym
          dostać się do domu a panować to ona powinna nad sobą. Co za ludzie, wierzyć się
          nie chce. Po wejściu do domu przyszły mi do głowy lepsze teksty, ale było już
          za późno, niestety:)
          • architekt22 Re: ręce opadają 23.08.05, 23:04
            a ja kiedys zostalam zaatakowana przez psa w kagancu, na strzezonym osiedlu;
            pies biegal po budowie, dom nieskonczony i nieogrodzony
            nawet mi przez mysl nie przeszlo, ze tam moze byc taka bestyja..

            skonczylo sie na podartej marynarce, mimo kaganca, nawet nie uslyszalam
            przepraszam, nie wspominajac o zwrocie za ubranie-wlasciciel nadbiegl i
            uartował mnie wiec widzial zdarzenie :((

            o szkodach moralnych nie wspomne-od tego czasu boje sie psów..
            za skarby nie wejde na posesje, gdzie nie ma domofonu, jest otwarta furtka-
            chocby tam byl jamnik
            sama mam psa rasy sredniej, ale nie potrafie juz ufac psom!!
            • nerusia Re: ręce opadają 20.09.05, 22:52
              Wątek w sam raz dla mnie,bo walczę już od dłuższego czasu.Mieszkam na dośc duzym
              osiedlu i "psów jak mrówków".W dodatku wszelkiej maści i autoramentu.
              Osiedle całe upstrzone tabliczkami"PSY WYPROWADZAMY NA SMYCZY I W KAGAŃCU".
              Znamienne jest jednak to,ze nie wiadomo dlaczego,tylko włascicele duzych piesków
              stosują się do tego przepisu.Ujetego nawaiasem mówiąc w regulaminie spółdzielni.
              Mam ON-ka,który jest niespotykanie łagodny i kazdy psiak,to dla niego partner do
              zabawy.Dlatego te mniejsze,biegające luzem zaczepiają go niemiłosiernie i to
              bynajmniej w celach zabawowych.Juz nie wiem co mam robić,ciągle w ruch idą
              zęby,a moje poczciwe psisko stoi i nie wie o co chodzi.Poza tym ma
              kaganiec,więc...Na moje uwagi,usłyszałam już,ze"mój pies nie lubi chodzić na
              smyczy","sama se ubierz kaganiec" itd,itp
              Wzywanie strazy miejskiej nic nie pomaga,mają to w d.. i nie przyjeżdżają.Moze
              jak dojdzie do tragedii i wataha małych,siusiających po placach zabaw i
              piskownicach jazgaczy pogryzie jakieś dziecko,to się może ktoś kurka w koncu
              obudzi.Wyjście z psem,i nie daj Boże zrobienie jakichś,choć niewielkich
              zakupów,graniczy z cudem,bo wszystkie jazgacze już wiedzą,ze mój nieagresywny i
              wykorzystują to w przemyslny sposób.Nie wspomnę o paniach,które lecą z dzikim
              wrzaskiem,kiedy moje cudo wyciaga mordę do takiego,celem obniuchania,lub moze
              ustalenia przyczyny jazgotu"niech pani trzyma tego psa!!!".Nie rozumiem,jest na
              smyczy,to jej pies podleciał i się awanturuje.A ,ze jest wielkości głowy
              mojego-to jej problem,nie?Czasem mam ochotę zdjąć mu kaganiec i wydać polecenie
              :pilnuj!moze nieco wyszczerzone ząbki ostudziły by temperamenty.Szczytem był
              tekst babska,które obrazone na mnie i resztę swiata pyskowało pod nosem mniej
              więcej tak:"to ja muszę włazić w największy śnieg,zeby zapiąć psa na smycz,bo ta
              k..a,z tym swoim bydlęciem nie moze sobie iść inną drogą!!"
              Odpadłam,zaczęłaam się śmiać,bo cóż mi pozostało?
              z pieskim i kocim pozdrowieniem...
              • extreme74 Re:nawiedzeni właściciele psów 21.09.05, 17:08
                idę sobie z moimi suniami w okolicach ogródków działkowych.One spuszczone ze
                smyczy.Nagle widzę,że jakiś facet kucnął przy bloku.Biorę moją jedną suczkę na
                smycz,bo nie wiem co ten facet robi.Idę i widzę,a on głaszcze koty,które siedzą
                w piwnicznym okienku,a tuż przy nim, też puszczona luzem jego duża suka i
                kiedy nas zobaczyła zaczęła sczekać.Szczekanie to u psów rzecz normalna,więc
                idę dalej, a ta suka za nami i szczeka.Facet,żeby mnie uspokoić zaczął mnie
                przepraszać,mówił,żebym się nie obawiała,że ona tylko tak i nic nigdy nikomu
                jeszcze nie zrobiła i w tym samym momencie ona podchodzi jeszcze bliżej do
                mojej spuszczonej suki i zaczyna się kotłowanie.Dla mnie taki widok nie był
                przerażający i tak naprawdę nic żadnej się nie stało, po prostu ostra wymiana
                zdań.Ale ja bym chciała,żeby bardziej poznać swoje psy,by móc w pewnym stopniu
                przewidzieć reakcje swoich zwierząt.Pozdrawiam
    • demonsbaby Re: Nawiedzeni właściciele psów 21.09.05, 17:15
      morgen_stern napisała:

      > Miewacie podobne przygody?

      Możesz mi wierzyć - prawie codziennie. Przecież właściciele (przepraszam jestem
      złośliwa - z natury - ale nie bierzcie sobie tego serca właściciele małych
      psów) rozwrzeszczanych pudli, jamników, ratlerków, cudaków, podstodolnikaów
      (oprócz miniatur sznaucerów - które nie wykazują psychiki "dużych psów" w
      odróżnieniu do innych miniatur) nie zdają sobie sprawy, że właściciel dużego
      psa nadwyręża ramię / rękę żeby spokojnie odprowadzić psa od "zadymy" -
      spowodowanej przez ratlerka który mysli że jest dobermanem. Ale to i tak my
      jesteśmy winni że mamy duże "bydlaki".
      • nerusia Re: Nawiedzeni właściciele psów 21.09.05, 18:03
        Dokładnie,odciągnąć ratlerka zdecydowanie łatwiej.
        Dlatego jestem za tym,aby kazdy pies przechodził szkolenie,bo te młe są po
        prostu czasem okropnie rozpieszczone i zachowują się naprawdę skandalicznie,duzo
        gorzej niż duze i zrównowazone psy.
        A zachowania psa,nie da się nigdy do konca przewidzieć,to niemozliwe po
        prostu,dlatego trzeb być,mentalnie,zawsze krok przed nim.
        pozdrawiam wszystkich
    • dr.krisk Proste rozwiazanie... 21.09.05, 17:57
      Zawsze spacerujac z moim psem nosilem gaz w kieszeni. Jak podbiegal jakis
      jazgoczacy kurdupel, albo jakis inny nieuwiazany na smyczy, obficie go
      opryskiwalem i mialem problem z glowy. Fakt, ze zuzywalem opakowanie gazu
      (duze) na miesiac, ale przynajmniej mialem spokoj, a moje stare psisko -
      bezpieczenstwo.
      Raz tylko zaatakowal nas owczarek kaukaski, ktory potraktowany gazem owszem
      cofnal sie, ale co chwila ponawial probe ataku (coraz bardziej rozwscieczony).
      Wlasciciel usilowal go przywolac zza plotu (pies oczywiscie go olewal)... gaz
      sie skonczyl, wyciagnalem noz - i wtedy dopiero facet wystartowal ratowac
      swojego psa. Na szczescie sprawa skonczyla sie bezkrwawo, ale powiem szczerze -
      bylem gotowy uzyc noza. Biedny kaukaz, ponioslby konsekwencje glupoty swojego
      wlasciciela.
      • demonsbaby Re: Proste rozwiazanie... 21.09.05, 18:59
        dr.krisk napisał:

        > Zawsze spacerujac z moim psem nosilem gaz w kieszeni. Jak podbiegal jakis
        > jazgoczacy kurdupel, albo jakis inny nieuwiazany na smyczy, obficie go
        > opryskiwalem i mialem problem z glowy. Fakt, ze zuzywalem opakowanie gazu
        > (duze) na miesiac, ale przynajmniej mialem spokoj, a moje stare psisko -
        > bezpieczenstwo.
        > Raz tylko zaatakowal nas owczarek kaukaski, ktory potraktowany gazem owszem
        > cofnal sie, ale co chwila ponawial probe ataku (coraz bardziej
        rozwscieczony).
        > Wlasciciel usilowal go przywolac zza plotu (pies oczywiscie go olewal)... gaz
        > sie skonczyl, wyciagnalem noz - i wtedy dopiero facet wystartowal ratowac
        > swojego psa. Na szczescie sprawa skonczyla sie bezkrwawo, ale powiem
        szczerze -
        >
        > bylem gotowy uzyc noza. Biedny kaukaz, ponioslby konsekwencje glupoty swojego
        > wlasciciela.

        Ja mam nadzieję, że się wygłupiasz... tzn. jakiej rasy jest twój pies? Jeśli
        jest z tych naszych "dużych bydlaków", za które zawsze dostajemy po garbie - to
        po prostu daj im sie spiąć. A agresorowi w międzyczasie rzuć na głowę kurtkę
        albo coś co masz pod ręką a potem złap za tylnie łapy - trzymaj jak najmocniej
        w górze i drzyj się jak najgłośniej po właściciela (pies zgłupieje - jak straci
        równowagę i nie ma możliwości ataku). Przeciez jazgoczące głupolki albo
        agresorki nie ponosza winy za głupkowatych pancinków.
        Pozdrowienia
        • dr.krisk A skad! 21.09.05, 19:18
          demonsbaby napisała:

          >> Ja mam nadzieję, że się wygłupiasz... tzn. jakiej rasy jest twój pies? Jeśli
          > jest z tych naszych "dużych bydlaków", za które zawsze dostajemy po garbie -
          to
          >
          > po prostu daj im sie spiąć. A agresorowi w międzyczasie rzuć na głowę kurtkę
          > albo coś co masz pod ręką a potem złap za tylnie łapy - trzymaj jak
          najmocniej
          > w górze i drzyj się jak najgłośniej po właściciela (pies zgłupieje - jak
          straci
          >
          > równowagę i nie ma możliwości ataku). Przeciez jazgoczące głupolki albo
          > agresorki nie ponosza winy za głupkowatych pancinków.
          > Pozdrowienia
          Absolutnie nie zartuje. Pies rasy bokser - agresywny w stosunku do duzych psow,
          zupelnie nie atakujacy malych jazgotliwych kurdupli. A wiec o "spinaniu sie"
          mowy nie ma. Zreszta jak to sobie wyobrazasz, mam mojego spuscic ze smyczy? W
          srodku ruchliwego miasta????
          Niczego nie bede zarzucal (Moja kurtke? Z windstoppera, za 600 zl??), lapal za
          tylne lapy itp.! A tym bardziej sie darl!
          Jestem na spacerze z moim psem na smyczy, idacym grzecznie przy nodze i nie
          bede dawal przedstawienia okolicznej gawiedzi. A gaz tylko odstrasza, na
          przyszlosc moze kurdupel zastanowi sie zanim zaatakuje.
          Przykro mi - nie ma litosci.
          • nerusia Re: A skad! 21.09.05, 19:22
            rozumiem cię,dr.krisk,sama mam te same problemy,ale czy nie sądzisz,ze pies mało
            tu zawinił?
            Gazem należałoby potraktować beztroskiego właściciela....no,przynajmniej kopa w
            .....
            • dr.krisk Sadze. 21.09.05, 19:36
              nerusia napisała:

              > rozumiem cię,dr.krisk,sama mam te same problemy,ale czy nie sądzisz,ze pies
              mał
              > o
              > tu zawinił?
              Owszem, ale nie jestem Sw. Franciszkiem z Asyzu, nie podstawiam drugiego
              policzka itp. Bronie mojego psa i tyle. Nawet gdybym mial wykopac jakiego yorka
              pod niebiosa...
          • demonsbaby Re: A skad! 21.09.05, 19:28
            dr.krisk napisał:

            > demonsbaby napisała:
            >
            > >> Ja mam nadzieję, że się wygłupiasz... tzn. jakiej rasy jest twój pie
            > s? Jeśli
            > > jest z tych naszych "dużych bydlaków", za które zawsze dostajemy po garbi
            > e -
            > to
            > >
            > > po prostu daj im sie spiąć. A agresorowi w międzyczasie rzuć na głowę kur
            > tkę
            > > albo coś co masz pod ręką a potem złap za tylnie łapy - trzymaj jak
            > najmocniej
            > > w górze i drzyj się jak najgłośniej po właściciela (pies zgłupieje - jak
            > straci
            > >
            > > równowagę i nie ma możliwości ataku). Przeciez jazgoczące głupolki albo
            > > agresorki nie ponosza winy za głupkowatych pancinków.
            > > Pozdrowienia
            > Absolutnie nie zartuje. Pies rasy bokser - agresywny w stosunku do duzych
            psow,
            >
            > zupelnie nie atakujacy malych jazgotliwych kurdupli. A wiec o "spinaniu sie"
            > mowy nie ma. Zreszta jak to sobie wyobrazasz, mam mojego spuscic ze smyczy? W
            > srodku ruchliwego miasta????
            > Niczego nie bede zarzucal (Moja kurtke? Z windstoppera, za 600 zl??), lapal
            za
            > tylne lapy itp.! A tym bardziej sie darl!
            > Jestem na spacerze z moim psem na smyczy, idacym grzecznie przy nodze i nie
            > bede dawal przedstawienia okolicznej gawiedzi. A gaz tylko odstrasza, na
            > przyszlosc moze kurdupel zastanowi sie zanim zaatakuje.
            > Przykro mi - nie ma litosci.

            Wiesz ja mam łagodnego dobermana. Wiem jak się musisz wściekać, ale zwierz to
            zwierz.
            Raz zrobiłam scene. Spuściłam sukę ze smyczy bo już mi prawie wyrwala brak po
            10 min ujadaniu i obchodzeniu przez podstodolniaka - panciusia się nie
            interesowała oczywiście - (troche mniejszy byl od mojej suki). Wsciekla sie i
            potarmosila zwierze. W miedzyczasie zadzwonilam po patrol prewencyjny, że jak
            mają czas to niech zrobią coś z bezmózgowymi wlaścicielami stworzeni w parku.
            Efekt był taki, ze polowa dostała mandaty (duże psy na smyczy bez kagańca), ja
            (co prawda pozytywnie) uszlam przed zaplaceniem odszkodowania za pogryzienie,
            ale tamtego mi potem było szkoda. Biedny piszczal strasznie. A ty tak gazem?
            Krzywdę możesz zrobić, a jak cię ktoś dupnie - to masz sprawe.
            • dr.krisk A dlaczego? 21.09.05, 19:34
              demonsbaby napisała:

              > A ty tak gazem?
              > Krzywdę możesz zrobić, a jak cię ktoś dupnie - to masz sprawe.
              >
              Jaka krzywde? Gaz kupiony legalnie w sklepie mysliwskim, pieprzowy, podrazni
              troche i zniecheci zwierzaka. Przeciez nie traktowalbym zwierzat sarinem albo
              iperytem! Tak wiec prawnie jestem w porzadku.
              Natomiast mam dosyc robienia na spacerze za szeryfa - tzn, wzywania policji,
              klotni z wlascicielami, itp. To jest moj czas wolny, i nie zamierzam go trcici
              na nerwowe przekomarzanie sie z kretynami. A moj stary pies nie jest obiektem
              do ogryzania przez jakies pokurcze.
              • demonsbaby Re: A dlaczego? 21.09.05, 20:04
                dr.krisk napisał:

                > demonsbaby napisała:
                >
                > > A ty tak gazem?
                > > Krzywdę możesz zrobić, a jak cię ktoś dupnie - to masz sprawe.
                > >
                > Jaka krzywde? Gaz kupiony legalnie w sklepie mysliwskim, pieprzowy, podrazni
                > troche i zniecheci zwierzaka. Przeciez nie traktowalbym zwierzat sarinem albo
                > iperytem! Tak wiec prawnie jestem w porzadku.
                > Natomiast mam dosyc robienia na spacerze za szeryfa - tzn, wzywania policji,
                > klotni z wlascicielami, itp. To jest moj czas wolny, i nie zamierzam go
                trcici
                > na nerwowe przekomarzanie sie z kretynami. A moj stary pies nie jest obiektem
                > do ogryzania przez jakies pokurcze.

                Przeciez cie ni krytykuje - wiec sie nie denrwuj - nie zrozumialam historii z
                gazem. Ale tam zwierza mi szkoda. Zwierza - nie wariata. Następnym razem to
                potraktuj właścicieli jak jest łagodny skutek uboczny
    • captroy Zbiorowa histeria 21.09.05, 20:13
      Sorry ,ale mam takie odczucie,ze takowa tu zapanowala.Ludzie jaki gaz jakie
      kurtki.Gdzie wy mieszkacie,ze was tak atakuja hordy roszczekanych kurdupli...?
      Mam dwa psy dla kontrastu.Jeden duzy drogi min.(sznaucer).Z racji posiadania na
      spacerach bywam czesto, i owszem czasami nas jakis maluch obszczeka,ale po
      drugiej stronie ulicy lub za siatki..Jakos trudno mi sobie wyobrazic
      rzucajacego sie yorka na onka np.Chyba,ze w zabawie...
      • don2 Re: Zbiorowa histeria 21.09.05, 20:26
        jak czytam te pierdoly to nasuwa sie tylko jeden wniosek-to nie kraj a dom
        wariatow i piszacy na tym forum ,to opowiadacze bajeczek i kopnieci w mozg.
        Czytam o psach w pismach kilku panstw i dochodze do wniosku ,ze w PL
        wlasciciele psow i kotow maja nie wszystkie klepki w porzadku. Mam
        szczescie ,ze moj pies zyl w PL ,tylko kilka miesiecy i nie zdazyl zwariowac.
        Dyletanci jestescie i wiekszosc z was nie powinna miec zwierzat domowych.
        • nerusia Re: Zbiorowa histeria 21.09.05, 21:40
          poprzedniego postu nie skomentuję bo....wiaomo:)))
          jak wspomniałam(patrz wyzej) mieszkam na osiedlu gdzie psów jest mnóstwo,zrestą
          180 rodzin w jednym bloku,więc....
          też nie mam ochoty,aby mój pies-wcielenie psiej poczciwości i łagodności był
          pogryzany(dosłownie) przez wsciekłe pokurcze z wyszczerzonymi zębami,już mi ktoś
          doradzał ten gaz pieprzowy,nie wiem czy się w koncu nie zdecyduje,bo człowieka
          szlag trafia.
          Kto nie ma tego problemu,ten tego nie zrozumie.Zresztą,co tu duzo
          mówić,wyprowadzając poprzedniego psa,który wprawdzie sam nie zaczepiał,ale
          delikatnie mówiąć,nie dał sobie w kaszę dmuchać,widziałam sytuację,kiedy taki
          właśnie pokurcz,nie mogąc dosięgnąć większego od siebie psa,bo tamten się
          bronił,próbował rozładować wsciekłośc i dosięgnąc łudki jego pani,poszły w ruch
          buty niestety,choć nie dziwę się....
          I to nie zadna psychoza,a problem,bo w innych krajach psy maja byc wyprowadzane
          na smyczy i są.Są wyznaczone miejsca,gdzxie psa mozna puścić i człowiek,który
          nie lubi psów,tam nie lezie i już.
          Się zdenerwowałam....
          • don2 Re: Zbiorowa histeria 21.09.05, 21:53
            :)))))))))))))) a jednak skomentowalas mimo woli.

            I to nie zadna psychoza,a problem,bo w innych krajach psy maja byc wyprowadzane
            > na smyczy i są.Są wyznaczone miejsca,gdzxie psa mozna puścić i człowiek,który
            > nie lubi psów,tam nie lezie i już.
            > Się zdenerwowałam....

            spokojnie,masz racje :)))
            • don2 Re: Zbiorowa histeria 21.09.05, 22:07
              zniknely 2 ostatnie wpisy-czy to taki zwyczaj na tym forum?
              • nerusia Re: Zbiorowa histeria 21.09.05, 22:19
                forum znikajacy wpisów noo....
                napisałam coś niewłaściwego?
                • don2 Re: Zbiorowa histeria 22.09.05, 10:47
                  jak pamietam to twoj wpis byl o zwierzolubie demonicznym,do ktorego ja dolozylem
                  kilka uwag.Znajoma adminow?
        • demonsbaby Re: Zbiorowa histeria 22.09.05, 10:35
          don2 napisał:

          > jak czytam te pierdoly to nasuwa sie tylko jeden wniosek-to nie kraj a dom
          > wariatow i piszacy na tym forum ,to opowiadacze bajeczek i kopnieci w mozg.

          Ciekawe... mówisz jesteśmy po lobotmii?

          > Czytam o psach w pismach kilku panstw i dochodze do wniosku ,ze w PL
          > wlasciciele psow i kotow maja nie wszystkie klepki w porzadku.

          Chyba generalizujesz... Znaczy wszyscy mamy się leczyć? Ale jak to zrobić po
          lobotomii...

          Mam
          > szczescie ,ze moj pies zyl w PL ,tylko kilka miesiecy i nie zdazyl zwariowac.

          A co już makaronika zdążyłeś ubić?

          > Dyletanci jestescie i wiekszosc z was nie powinna miec zwierzat domowych.

          Podaj definicję słowa: "dyletant" - chyba zasób twojego słownictwa składa się z
          zapożyczeń bo nie bardzo się ma piernik do wiatraka. Nie ma jak błyszczeć
          intelektem

          • don2 Re: Zbiorowa histeria 22.09.05, 10:55
            Nie wymadrzaj sie zbytnio,gdyz glownie na wpisach takich jak twoje ,wyrobilem
            sobie opinie o niektorych posiadaczach psow,kotow itd. I zaznaczam ,ze to moja
            osobista opinia To co ty nazywasz makaronikiem jest kaukazem i dobrze sie czuje.
            • demonsbaby Re: Zbiorowa histeria 22.09.05, 16:00
              don2 napisał:

              > Nie wymadrzaj sie zbytnio,gdyz glownie na wpisach takich jak twoje ,wyrobilem
              > sobie opinie o niektorych posiadaczach psow,kotow itd.......

              uuuuuuu, a gdzie definicja "dyletanta"?
              • don2 Re: Zbiorowa histeria 22.09.05, 16:10
                a gdzie niekonczace sie deklaracje milosci do swoich zwierzat i dezyzja oddania?
                Obluda ? czy ble ble ble,byle tylko cos pisac? Cos mi sie widzi ,ze umoczylas
                sie strasznie.
                • don2 Re: Zbiorowa histeria 22.09.05, 16:15
                  he he he ,znowu zniknal wpis :)))
        • fedorczyk4 Re: Zbiorowa histeria 22.09.05, 11:03
          don2 napisał:

          > jak czytam te pierdoly to nasuwa sie tylko jeden wniosek-to nie kraj a dom
          > wariatow i piszacy na tym forum ,to opowiadacze bajeczek i kopnieci w mozg.
          > Czytam o psach w pismach kilku panstw i dochodze do wniosku ,ze w PL
          > wlasciciele psow i kotow maja nie wszystkie klepki w porzadku. Mam
          > szczescie ,ze moj pies zyl w PL ,tylko kilka miesiecy i nie zdazyl zwariowac.
          > Dyletanci jestescie i wiekszosc z was nie powinna miec zwierzat domowych.

          A dlaczego Ty się nas tak czepiasz? Jeśli tak źle o nas myślisz to się nie
          wtrącaj do rozmowy i tyle. Nikt Cię nie zapraszał do niej. Czytaj dalej
          zagraniczne pisma, a nie nasze "pierduły". Pozdrowienia dla kaukaza
          • don2 Re: Zbiorowa histeria 22.09.05, 11:25
            A dlaczego Ty się nas tak czepiasz? Jeśli tak źle o nas myślisz to się nie
            wtrącaj do rozmowy i tyle. Nikt Cię nie zapraszał do niej. Czytaj dalej
            zagraniczne pisma, a nie nasze "pierduły".

            Tobie cos sie pokrecilo w w glowce co? Po pierwsze od tego jest forum,by kazdy
            KTO MA NA TO OCHOTE mogl sie swobodnie wypowiadac i WYRAZAC SWOJA OPINIE i
            nikt nie musi nikogo ZAPRASZAC !! I nie ty bedziesz mi dyktowal jakie pisma
            mam czytac.Forum to nie towarzystwo wspolnej adoracji.Zasmierdzialo zasciankiem
            z twojego wpisu fedorczyk ,oj zasmierdzialo !
            • fedorczyk4 Re: Zbiorowa histeria 22.09.05, 14:51
              don2 napisał:
              > Tobie cos sie pokrecilo w w glowce co? Po pierwsze od tego jest forum,by
              kazdy
              > KTO MA NA TO OCHOTE mogl sie swobodnie wypowiadac i WYRAZAC SWOJA OPINIE i
              > nikt nie musi nikogo ZAPRASZAC !! I nie ty bedziesz mi dyktowal jakie pisma
              > mam czytac.Forum to nie towarzystwo wspolnej adoracji.Zasmierdzialo
              zasciankiem
              >
              > z twojego wpisu fedorczyk ,oj zasmierdzialo !

              Może z mojego śmierdzi zaściankiem, (zresztą nie widzę nic złego w zaścianku)
              za to z Twojego zwykłym chamstwem. Niczego nie ośmieliłabym Ci się dyktować,
              ale podpierając się światową lekturą traktujesz nas epitetami. I nie krzycz bom
              nie głucha i nie ślepa, tylko nie lubię jak ktoś, gdy mu braknie argumentów
              merytorycznych zastępuje je wulgarnością i agresją.
      • morgen_stern Re: Zbiorowa histeria 22.09.05, 09:13
        > Jakos trudno mi sobie wyobrazic
        > rzucajacego sie yorka na onka np.Chyba,ze w zabawie...


        Taaa, ten york to po prostu chciał się z moją sunią bawić, tak bardzo chciał,
        że aż sobie płuca wypluwał z tej potrzeby :-)))))
        Może Ty nie widziałeś yorka atakującego Onka - ja widziałam :-)))))
        • captroy Re: Zbiorowa histeria 22.09.05, 18:30
          ..ja tez nie widzialem..To napewno byl york..?
    • pierozek_monika Re: Nawiedzeni właściciele psów 22.09.05, 09:22
      jakieś 2% spotkanych na spacerze właścicieli tak bym określiła - nawiedzeni.
      Czyli nie za dużo :-)
      mam jakieś szczęście :-)
      nie zaliczyłam do tej grupy właścicieli, któprzy puszczają psy na same po
      osiedlu (dla jasności: człowiek zostaje w domu, otwiera psu drzwi, i pies
      wałęsa się po osiedlu sam) - bo brakuje mi tu słowa jak ich nazwać. Na pewno
      nie nazwę ich opiekunami.
      • nerusia Re: Nawiedzeni właściciele psów 22.09.05, 13:52
        tak,i uroczo zanieczyszczona psimi odchodami klatka schodowa,bo u nas po
        schodach mało kto łazi i piesek nie moze sie wydostac
        opiekunowie...psia m..ć
        • pierozek_monika Re: Nawiedzeni właściciele psów 22.09.05, 13:58
          jeśli chodzi o odchody na klatce schodowej, to mam nieprzyjemne doświadczenia
          związane z odchodami ludzkimi.
          Niedawno temu przy okazji remontu dachu robotnicy zrobili własnie taką świeżą
          aromatyczną kupkę na półpiętrze i sprzątanie po nich przypadło w udziale
          mnie ://////////
          • don2 Re: Nawiedzeni właściciele psów 22.09.05, 14:03
            A co to ma z psami wspolnego? Trzeba bylo poinformowac robotnikow ,gdzie maja
            dostepna toalete i po krzyku.
            • pierozek_monika Re: Nawiedzeni właściciele psów 22.09.05, 14:14
              robotnicy "zrobili swoje" i poszli - nie było kogo pouczać.
              Jak chcesz, żeby miało to coś wspólnego z psami, to mam dużego psa i
              podejrzenia sąsiadów skierowały by się w moją i jego stronę gdybym nic z tym
              nie zrobiła.
              Ale ok - odpuszczam - temat na inne forum.
              • don2 Re: Nawiedzeni właściciele psów 22.09.05, 14:18
                AAA to insza inszosc,tego nie napisalas :)))
    • molly101 Re: Nawiedzeni właściciele psów 25.09.05, 00:07
      Przedstawię się. Gosia. A ja mam miniatuję i nie żadnego jazgacza, tylko yorka,
      który jak widzi innego psa to w pierwszej sekundzie ogon podkula, a w drugiej
      jest już u mnie na rękach. Tak sie boi. Wyprowadzam go na smyczy bo: po 1 bo
      tak trzeba, po 2 bo boję się, że go zaatakuje jakiś większy pies, po 3 żeby go
      ktoś nie zdeptał. Bez smyczy poczynamy sobie tylko na " bezpiecznym" terenie,
      czyli w ogródku u moich teściów ;-) Pozdrawiam.
      Aha nie wszystkie mikruski są takie wściekłe, niektóre mają tylko wściekłych
      właścicieli i im się udziela. Pozdrawiam
    • k8sz Re: Nawiedzeni właściciele psów 27.09.05, 16:29
      A ja opowiem historię z czasów kiedy chodzenie z psem na smyczy jeszcze nie
      było takie modne (jakies 10 lat tem). Moja młoda sunia ON uwielbiała wówczas
      właściwie wszystkie psy z bloku (potem jej sie zmieniło) i wśród jej przyjaciół
      było coś takiego malutkiego (wielkości świnki morskiej) z długą białą sierścią
      i ogólnie bardzo grzecznego. Któregoś dnia jak to zwykle spotkały się na
      podwórku i jak zwykle zaczęły obwąchiwać - standard, robiły to przez ostatnie
      kilka m-cy. Nagle maluch ni stąd ni zowąd ugryzł moją sunię w nos. Pojęcia nie
      ma co mu do łba strzeliło, ale w odpowiedzi moja sunia zdębiała. Na szczęście
      nie zdecydowała się oddać, ale pacnęła małego łapą. Niestety jak się później
      dowiedziałam mały podobno miał po tym pacnięciu uszkodzony jakiś nerw. Trudno w
      to uwierzyć, bo nie został tą łapą walnięty, ale naprawdę delikatnie pacnięty,
      no ale też mały był wyjątkowo mały (york to przy nim kawał byka - nie wiem skąd
      oni go wytrzasnęli).Ccuż, nie piszę tego po to, aby w jakikolwiek sposób kogoś
      winić - chodzi tylko o to, że nasze psy czasem zachowują się wyjątkowo
      nieprzewidywalnie i musimy to mieć na względzie...
    • tessciowa Re: Nawiedzeni właściciele psów 27.09.05, 16:34
      scenka z wczorajszego wieczora
      spaceruję sobie z moją suką (ON), futrzak jak zwykle w kagańcu i na smyczy, zza
      rogu wyskakuje szarżujący rottweiler w kagańcu ale luzem. Psy zaczynają
      rozjazgotaną aferę. Ponieważ kłębiły się pod moimi nogami pusiciłam sukę ze
      smyczy (mam możliwość zwolnienia karabińczyka na wyciągniętej smyczy). Po
      wykrzyczeniu dwóch komend moja suka leży a rottweier stoi z miną kretyna 2
      metry ode mnie. Przylatuje rozhiseryzowana Pańcia rota i krzyczy "do nogi... do
      nogi... do nogi.." Pies jak stał tak stoi z tak samo kretyńskim wyrazem mordy.
      Mówię do kobiety by zabrała swojego zadymiarza, a Ona znów "do nogi... do
      nogi.." pies nic. Pytam wreszcie czy jej pies ma obroże, a Ona " nie nie ma" po
      czym drżącymi dwoma palcami łapie rota za ucho... a rot pokazuje jej piękny
      garnitur uzębienia... Coś pięknego
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka