Dodaj do ulubionych

Bezdomne psy

14.11.05, 12:49
Oyo pewna histroia z poradnika domowego
Jeszcze pół roku temu był psem łańcuchowym na wsi.Pewnego dnia zranił się w
łapę.Nikt nei zauważył bo kogo interesuje podówrkowy burek.Choc wdała się
gangrena.Pieskowi pomogli dopiero sąsiedzi.Noge trzeba było amputować ale
piesek maiła szczeście trafił teraz do szczęśliwych ludzi.Dziś mieszka w
ciepłym domu i biega po łace, nie pamietając, że brakuje mu jednej nogi.
Co o tym powiecie ludzie są bardzo bardzo nie czuli.Choć mam 13 lat wiem o
tym dużo i gdy tylko widze na ulicy bezdomengo psiaka to w oczach mam
łzy.Bardzo cześto gdy gdzieś się wybieram biorę kromki chleba ipod rodze
karmię napotkane pieski. A ludzie patrz i się śmieją.Prosto w oczy!! Czy wy
tez nie zauważacie krzywdy zwierząt powiedzcie tylko ja ot widze nie rozumiem.
Czekam z niecierplwością na odpowiedz
Obserwuj wątek
    • sylwia736 Re: Bezdomne psy 14.11.05, 13:03
      niestety ludzie są często tacy jak opisujesz ,lecz rób swoje nie przejmuj sie
      podłoscią i brakiem serca innych, jest wiele takich cichych wolontariuszy jak
      Ty, ja też nie potarfię obojętnie przejść koło psa czy kota potrzebującego
      pomcy ,właśnie od dwóch miesięcy mam kotkę ,która chciała u nas
      zamieszkać .Bardzo się cieszę że 14 latek jest taki odpowiedzialny i wrażliwy
      na los czworonogów, to napaja optymizmem ,że świat nie jest taki zły. Życzę Ci
      powodzenia i wielu życzliwych ludzi na drodze pozdrawiam cieplutko
      • dynda92 Re: Bezdomne psy 14.11.05, 13:13
        Dziękuje pani za tak miłe słowa.Naprawdę to boli gdy przechodze obok
        zagłodzonego zwierzaka.Postanowiłam ze coś z tym zrobię mam silną wolę zostałam
        wegetarianką załóżyłam bloga ale to mało ciągle za mało gdy dorosnę założę
        schronisko w którym bedzie dużo ciepła dla czekających na to
        zwierzaków.Pozdrawiam
    • dynda92 Re: Bezdomne psy 14.11.05, 13:29
      Pewnie jesteście ciekawi o czym będzie ten artykuł będzie to i cierpieniu
      zwierząt a dokładniej to o tym co mnie dręczy na co dzień. A zaczęło się to tak
      parę lat temu gdy miałam zamiar przejść prze ulicę stanął na pasach samochód na
      przodzie a dokładniej na szybie widniał napis: Przewóz zwierząt. Byłam wtedy
      mała wtedy nie wiedziałam co to jest więc zapytałam mamę o co chodzi z tym
      napisem niestety chyba takiej odpowiedzi nie oczekiwałam. Mama odpowiedziała
      krótko te zwierzęta jadą na śmierć. Jechały w samochodzie krowy w mojej małej
      główce wymyślałam sobie niewiarygodne rzeczy że one tylko jadą tam a później
      ich nie zabiją tylko wypuszczą gdzieś na polanę i tam będą miały spokojne życie
      ale wcale tak nie było to tylko mój wymysł. Chyba właśnie tego dnia zrozumiałam
      że zwierzęta bardzo cierpią a dzisiaj chciałam wam przedstawić mój pogląd
      patrzenia na to. Dowiedziałam się wiele na ten oraz inne tematy związane ze
      zwierzętami. Przeczytałam wiele stron o tym, przyznam się płakałam gdy czytałam
      je. I powiem szczerze że za każdym razem jak sobie pomyślę o tym jest mi bardzo
      źle i chce coś z tym zrobić chyba robię porozsyłałam na różne forum, wysyłałam
      e-malia i pomysły do stron które czytałam, zostałam wegetarianką, teraz jestem
      w trakcie zakładania strony internetowej bo chce powiedzieć całemu światu że są
      jeszcze ludzie zauważające inne istoty oprócz nas. Głównym moim problemem są
      pieski ponieważ właśnie te zwierzątka spotykam najczęściej na ulicy. Bo
      przecież sami sobie jeść nie kupią chodzą i szukają. Pomyślmy my sobie siedzimy
      w ciepłym mieszkanku a one szukają jedzenia. I co one nam zrobiły żeby ich
      gdzieś przywiązać w lesie i zostawić i później umierają w samotności z głodu
      lub z tęsknoty za tym okrutnym właścicielem myślę że ten artykuł da wam trochę
      do myślenia! Przeczytajcie cały ten tekst a zrozumiecie co mi leży na sercu.
      Teraz może tekst który sama na pisałam ale dużo mnie to kosztowało łez:
      Witajcie nazywam się Maks. Już od dwóch lat mieszkam z kochającym panem . Mój
      właściciel pewnego wieczora zabrał mnie do lasu myślałem że to na spacer
      niestety on tak nie myślał. Wziął sznurek pociągnął za moją malutką obrożę i
      poszedł w kierunku wyjścia. Ja bardzo płakałem za nim chyba mnie słyszał i się
      wrócił niestety nie po to że zmienił swoją decyzję tylko po to żebym już nie
      skowyczał kopnął mnie nogą w głowę a później w przednią łapkę. Nie miałem już
      siły upadłem. Gdy już wstałem nikogo nie było widziałem tylko krew wtedy
      zorientowałem się że zostałem mocno zraniony w tylną łapkę żebym nigdzie nie
      uciekł. Nic mi nie zostało wtedy już rozumiałem że właściciel już mnie nie
      potrzebuje znajdzie sobie jakiegoś lepszego rasowego no bo po co mu jakiś
      kundel. A ja tak go kochałem. Później nie pamiętam co było. Wiem że obudziłem
      się na jakimś stole nade mną była pani w białym długim płaszczu. Tak jakby
      uśmiechnęła się do mnie ale ja już byłem strasznie wykończony ale bardzo bałem
      się zaufać próbowałem uciec z stamtąd ale nie dało się miałem za mało siły.Za
      chwileczkę otworzyły się drzwi i usłyszałem: pani weterynarz czy będzie można
      przyjść za chwileczkę do wyrwania tego zęba? Wtedy zrozumiałem że jestem tam
      gdzie kiedyś byłem ze swoim panem u weterynarza .Za 1 tydzień trafiłem do
      schroniska było tam pełno psów właścicielem była pani Gosia. Była bardzo miła
      dawała na jeść ale nie potrafiła zapewnić nam tego co właściciele czyli że
      będzie kochać nas tylko jednych bo tak się nie da. Zaprzyjaźniłem się z wieloma
      innymi psami: Bulkiem- który został wyrzucony przez swojego pana przez okno,
      Perełką- którą znaleźli w rowie wygłodzoną. widocznie nie tylko ja przeżyłem
      coś strasznego. Gdy już przyzwyczaiłem się tam przebywać było mi tam dobrze.
      Pani nasza zmarła wpadła pod samochód tuż przy schronisku wtedy już nie mogłem
      tego wytrzymać straciłem już dwa razy kogoś bliskiego. I co teraz z nami będzie
      co zadawałem sobie takie pytanie. Przyszedł pan które chciał mnie wziąć
      niestety gdy już miałem wyjeżdżać ze schroniska zadzwonił do niego telefon z
      wiadomością że jego ciocia jest bardzo chora i musi do niej jechać .To było w
      tym momencie najważniejsze wiec nic z tego nie wyszło. Dużo moich kolegów
      znalazło dom ale ja nie. Nie rozumiałem co się dzieje dużo również moich
      kolegów jak i koleżanek uciekło na ulicę stamtąd bo nie miał się kto nami
      opiekować nikt się nie zajął schroniskiem .Ja zostałem. ale w najbliższym
      czasie przyjechała jakaś młoda para wzięli mnie i jeszcze jednego pieska na
      początku byłem trochę zmieszane uczucia miałem. Może gdy ich pokocham znowu ich
      stracę ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło kiedyś gdy jechałem
      samochodem zobaczyłem przez szybę mojego kolegę Bulka chodził obok jakiegoś
      śmietnika i szukał jedzenia był cały brudny nikt go nie kochał. Widać że nikt
      się nim nie opiekuje był bardzo chudy gdy przechodził przez ulicę samochód go
      potrącił i przejechał dalej. Nie miałem co zrobić położyłem się i
      zasnąłem..............
      Jest to opowiadanie które napisałam ja sama
      Jest to szara rzeczywistośc
    • sylwia736 Re: Bezdomne psy 14.11.05, 13:53
      Piękne naprawdę jestem pod wrażeniem ciepła jakie płynie z Ciebie i wielkiego
      serduszka a przy tym takie piękne opwiadanie ,widać ludzie szlachetni o dobrym
      sercu mają również ukrtyte taleny pielegnuj go i nie pozwól by ta szara
      rzeczywistość zmieniła w Tobie to co czujesz i pragniesz osiągnąć,
      • dynda92 Re: Bezdomne psy 14.11.05, 14:16
        Kochani dziękuje Wam bardzo ale to bardzo za tak miłe słowa.I staram sie ze
        wszytskich sił aby każdy choc troszke nabrał szacunku dla zwierzątek.Bo dzięki
        nim mogę się oderwać troszkę od szkoły.Mieszkam w bloku na podwórko przychodzi
        taki piesek Tygrysek kuleje od kąd pamietam na jedną nóżkę mieszkasz tez obok
        mnei taka starsza pani któa codziennie chodzi do sklepu kupuje resztki i karmi
        pieski.Niestety pani jest bardzo nie zadbana ale mysłi o zwierzakach.Bardzo ja
        podziwiam chociaż ma koło 60 jest silna i bardzo dobra.Mieszkam w bardzo małym
        miasteczku jakim jest Rawa błąkają sie psy.Pewnego dnia gdy przechodziłam obok
        sądu leżał tam taki piesek pojawił sie neidawno nei znałam go podeszłam do
        niego pogłaskałam (pewnie wiele z Was sie boj głaskać wcale sie nie dziwię
        różne są pieski nie które zostały tak mocno skrzywdzone że sie boją i sie
        bronią).Szedł za mną jak sie odracałam on odwracał również główkę.Doszlam do
        sklepu miesnego zostały mi pieniążki z chebka i kupiłam mu jakieś resztki
        położyłam mu a on sie na mnie spojrzał.Pani która przechodziła powiedziała że
        ona też go karmi i wyjęła z reklamówki bułeczkę i podała mi żeby mu dała wiecie
        co czułam było to nie samowite.Teraz często daję jeśc temu pieskowi.Ma on taką
        na ustach rozwalona wargę taki wielki bąbel nie wiem co to jest ale jest nie
        groźny wręcz przyjazny.I na rączce miał jakby jakieś slady po pobiciu.Ale już
        ładnie sie zarasta:)
        Cieszę sie że mogę to komuś opisać bardzo Wam za to dziekuje.
    • b-beagle Re: Bezdomne psy 14.11.05, 14:00
      Pozdrawiam cie bardzo serdecznie . Bądź zawsze taka a świat może choć trochę
      stanie się lepszy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka