afrik1
24.11.05, 14:48
a właściwie to nie ja lecz moja teściowa. Moja córka kilka dni temu znalazła
małego wychudzonego i zmarzniętego kotka, pewnie jeszcze 2 dni i pozostało by
po nim tylko wspomnienie. Ja nie mogłam go juz przygarnąć, ale moja teściowa
kiedy usłyszła przez telefon zapłakany głos mojej córki nie mogła odmówić.
Teraz kociątko jest bezpieczne i najedzone, a moja córka .... trudno opisać.
Uważa, że dokonała czegoś najpiękniejszego na świecie, uratowała życie. To
nie ważne, że kocie życie, ale nie pozwoliła mu umrzeć, chociaż wiedziała, że
my nie możemy go zabrać i że tato będzie się złościł (my już mamy kila
zwierząt w domu). Była gotowa schować go w piwnicy i kilka razy dziennie go
odwiedzać i karmić. Ale los dla tego malucha był od chwili spotkania z moją
córką łaskawy. A moje dziecko jest najszczęśliwe na świecie.