mjot1
14.11.02, 18:22
Imię to nadano jej, gdy znalazła się wśród ludzi będąc jeszcze małym
pasiastym warchlaczkiem.
Była rozkoszna, rozkapryszona i psotna jak większość dzieci.
Z powodu notorycznego przekopywania całego podwórza musiała zamieszkać w
wydzielonej i odgrodzonej części obejścia.
Bardzo zaprzyjaźniła się z koniem. Spędzały ze sobą każdą możliwą chwilkę
choćby i oddzieleni ogrodzeniem, stając natychmiast w obronie, gdy drugiemu
groziłoby jakiekolwiek ewentualne niebezpieczeństwo.
Magda bardzo lubiła pieszczoty a szczególnie czochranie po
jej „subtelnym” futerku. Uwielbiała to tak bardzo, że domagała się tego przy
każdej nadarzającej się okazji. Jako istota niezwykle inteligentna doskonale
wiedziała, że największe możliwości czochrania zapewnić jej może człowiek
posiadający duże zdolności manualne.
Sposób, w jaki wymuszała czochranie daleki był od delikatności. Polegało to
na tym, że z całych swych sił parła gwizdem w delikwenta aż uległ.
Gdy wyrosła na dorodną piękną loszkę upodobania jej nie uległy zmianie,
wzrosła natomiast zdecydowanie determinacja, z jaką domagała się należnych
jej przecież pieszczot. Gdy zobaczyła tylko człowieka pędziła z impetem w
jego kierunku uderzając w niego cała swą niemałą już masą, wywracała go i
iskając ryjkiem po czochradle dopominała się swej porcji przyjemności!
I tak Magda pędziła swój beztroski żywot. Zdobyła nawet rozgłos i sławę
stając się gwiazdą zaprezentowaną w ogólnopolskiej TV.
Aż nadszedł był czas, gdy poczuła „wolę bożą” i wyruszyła w las...
Wyobraźcie sobie teraz bogu ducha winnych a nieświadomych zwykłych
grzybiarzy, których Magda napotkała w lesie.
Domagając się swej przynależnej porcji pieszczot rzucała się w ich kierunku w
dzikim szale radości, wywracała jednym uderzeniem jakiegoś delikwenta i
zaczynała podgryzać mu czochradło...
Dziwne, ale nikt nie zszedł na zawał.
Magda na wolności pożyła króciutko.
Nie mając wpojonego instynktu samozachowawczego, nie czując respektu przed
człowiekiem i jego najlepszym przyjacielem – no, bo któż ją miał tego nauczyć?
Magda została rozszarpana przez sforę wałęsających się psów!
A snuję tę opowieść, dlatego by uzmysłowić ludziskom okolicznych
miast i wsi, że w kontaktach ze zwierzem wszelakim udomowionym czy dzikim
należy kierować się tylko i wyłącznie rozsądkiem! Wszystkie inne uczucia i
argumenty nie mają żadnego znaczenia! Tylko rozsądek podpowie nam czy to małe
zwierzątko naprawdę wymaga naszej interwencji czy opieki. Jeśli górę nad
rozsądkiem weźmie chwilowy odruch zakończy się to niechybną krzywdą zwierzaka!
Ja wiem jak trudno jest usłyszeć głos rozsądku, gdy widzi się na
przykład malutkie sarniątko... Takie biedne i samotne.
Wśród cętek ten nos i te ślipięta wpatrzone w nas bez mrugnięcia... Nie dajmy
się zwieść naszej naturze. Ono nie jest porzucone!
Nie bierzmy też tego malutkiego puszystego kłębuszka, jeśli nie
stwierdziliśmy zdecydowanie, że chcemy mieć kota czy psa!
W przypadku psa musimy najpierw poświęcić sporo czasu na spokojne ustalenie,
do czego pies jest nam potrzebny oraz czym my dysponujemy (metraż, wybieg) i
dopiero pod tym kątem dobieramy rasę. Nigdy odwrotnie, bo np. rasa nam się
podoba.
Zwierzak też przecież ma uczucia!
Piszę tu prawdy oczywiste powszechnie znane. Ale czy wszystkim...?
Dla uniknięcia kilku zwierzęcych nieszczęść mogę się powtarzać w
nieskończoność...
Najniższe ukłony!
Nudzący jak zawsze M.J.