Dodaj do ulubionych

Czy to prawda

IP: *.mel.connect.com.au / *.gw.connect.com.au 22.11.02, 00:58
Czy to prawda ze jak jest kot w domu to tam nie ma myszy bo myszy wiedza ze
tam jest kot, jesli nawet mlody 6cio tygodniowy kocik. A czy jest roznica
czy to samiec zcy samica jesli chodzi o myszy?
Dziekuje
Obserwuj wątek
    • Gość: kot Re: Czy to prawda IP: *.mech.pw.edu.pl 22.11.02, 10:52
      Witaj!
      To prawda, myszy wyczuwają zapach kota, nawet jeśli my go nie zauważamy,
      niezależnie od tego, czy to kot, czy kotka. Kiedyś poradziłem sobie ze
      szczurami, które w zimie nocowały w moim samochodzie i wszystko gryzły, w ten
      sposób, że wstawiałem pod maskę silnika kuwetę z zasikanym żwirkiem.
      Pozdrawiam.
    • ildiavolo Re: Czy to prawda 22.11.02, 11:16
      Gość portalu: Stefania napisał(a):

      Witaj,

      > Czy to prawda ze jak jest kot w domu to tam nie ma myszy bo myszy wiedza ze
      > tam jest kot, jesli nawet mlody 6cio tygodniowy kocik.

      Tak, prawda. Kot zostawia zapach. Zawroc uwage jak obciera sie wasami i cialem
      o meble i... o ludzi :) Ten zapach czuja myszy.

      A czy jest roznica
      > czy to samiec zcy samica jesli chodzi o myszy?

      Dla myszy nie ma to zadnej roznicy. Sam zapach sie liczy.

      > Dziekuje

      Pozdrawiam, slonecznego weekendu :)
      Il Diavolo
    • Gość: magdalena Re: Czy to prawda IP: 217.97.128.* 22.11.02, 17:12
      tak, i dlatego warto też dokarmiać dzikie koty (jeżeli ktos w ogóle potrzebuje
      uzasadnienia!) - kręcące sie w piwnicy lub w oklicach śmietnika koty
      gwarantują, że nic innego tam się nie kręci...
    • mjot1 Nie wszystko jest takie proste... 22.11.02, 20:13
      Hmmm... Czy ja mam jakieś inne koty? Czy może w mej okolicy szwendają się
      jakieś bohaterskie myszy?

      Faktycznie logika czy też instynkt samozachowawczy winny nakazywać myszowatym
      po wyczuciu zapachu kota by wynieść się jak najdalej!
      Jednak z mych obserwacji wygląda to nieco inaczej.
      Otóż zawsze jesienną porą zjawiają się w naszej chałupince myszy polne i leśne,
      ale bywa też, że pojawi się i mysz domowa. Pierwszej myszy domowej doczekaliśmy
      się dopiero po siedmiu latach mieszkania w „krzakach”. Wiecie, jaka to była dla
      nas radość? Stwierdziliśmy z Moją Zdecydowanie Lepszą Połową, że skoro raczyła
      zamieszkać z nami mysz domowa to nareszcie nasza chatka stała się prawdziwym
      domem!
      Ale wracając do tematu.
      Myszowatym tym nie przeszkadza zapach kota, który to zapach musi być przecież
      wszędzie skoro kot jak to kot wszędzie wścibia swój nos. Włażą do chałupy i
      cześć! Wtedy tak naprawdę najskuteczniejsza jest łapka na myszy. Wyłapuję te
      kilka czy kilkanaście egzemplarzy i spokój do następnej jesieni! Kocur niby coś
      tam wyczuwa niby stwarza pozory polowań, ale faktycznie łowi poza domem. To
      widać!
      Ostatnio miałem nawet taką z lekka zaprzyjaźnioną mysz polną. Gdy spotykaliśmy
      się patrzyliśmy sobie w oczy, ona nawet raczyła obwąchać moje kapcie, po czym
      wolniutko ruszała w z góry upatrzonym kierunku na przykład pod fotelem, na
      którym dzielnie spał kot. Ostatnio jej nie widuję. Może ze względu na panujące
      jeszcze ciepełko wyruszyła sobie w las?
      W łowieniu myszy w domu skuteczniejsze od kota było nasze suczydło rasy
      owczarek niemiecki. Gdy wyczaiła mysz warowała tak długo aż „zwierza” dopadła.
      A tak naprawdę to mysz ma w sobie pewien urok, szczególnie polna z tą pręgą na
      grzbiecie, z uszkami i z tymi slipiętami...

      Najniższe ukłony!
      Twierdzący, że wszystko jest jednak zawiłe M.J.
      • Gość: magdalena Re: Nie wszystko jest takie proste... IP: 217.97.128.* 22.11.02, 20:52
        bardzo ciekawe. Ja zreszą też znam przypadek kota, który podczas letnich
        miesięcy spedzanych na wsi, dzielnie łowi myszy i nawet znosi trofea
        właścicielom, a na mysz w domku w ogóle nie zwraca uwagi. Może domowe koty
        uważają, że wszystko co w domu to też domowe i ma prawo?
        • deotyma23 Re: Nie wszystko jest takie proste... 22.11.02, 22:19
          Miałam kiedyś w domu myszy........nie mogłam ich wytępić a okrutne szkody
          czyniły. Udałam się do schroniska gdzie nabyłam kota wraz z "instrukcją obsługi
          kota" . Kocisko było piękne rude, wypasione i jak myszy latały po domu to sobie
          w najlepsze chrapał.....................
          Jakiś czas potem do domu dostaliśmy pod opiekę psa dobermana - nie wiem co on
          tym myszom zrobił ale znikły na zawsze.
          A swoją drogą to jedna z tych myszy miała zwyczaj ostentacyjnego wchodzenia do
          pokoju- gdy rodzina po obiedzie deserek zjadała i herbatkę popijała- mysz
          wchodziła spokojniutko do pokoju stawała w progu na dwóch łapkach- rozglądała
          się i... spokojnie maszerowała do kuchni. Rytuał ten był obserwowany przez nas
          codziennie - mysz nigdy się nie spóźniała:))
        • Gość: Agnes Re: Nie wszystko jest takie proste... IP: atol:* / 192.168.1.* 11.12.02, 08:53
          Gość portalu: magdalena napisał(a):

          > bardzo ciekawe. Ja zreszą też znam przypadek kota, który podczas letnich
          > miesięcy spedzanych na wsi, dzielnie łowi myszy i nawet znosi trofea
          > właścicielom, a na mysz w domku w ogóle nie zwraca uwagi. Może domowe koty
          > uważają, że wszystko co w domu to też domowe i ma prawo?


          Moj kot bardzo lubil moje dwa chomiki... niestety bez wzajemnosci...
          on do kiziania a one z zebami... gryzly go skubane do krwi

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka