Dodaj do ulubionych

koci dylemat

23.03.06, 22:12
Jakiś miesiąc temu znalazłam na klatce schodowej kota. Później okazało się,
że to młoda kotka przywieziona do miasta od rodziny ze wsi. Wymknęła się
przez drzwi uchylone przez córkę właścicieli i chodziła tak sobie od
wycieraczki do wycieraczki miaucząc. Na jej nieszczęście, w ciągu dnia nasza
klatka schodowa jest raczej "wyludniona" - mieszkają tu głównie młodzi,
pracujący ludzie, którzy wracają dopiero późnym popołudniem. W każdym razie,
wchodzę sobie po schodach, a tu siedzi kot i miauczy. Wzięłam go do siebie
(mam już jedną kotkę), poobserwowałam chwilę i ... poszłam szukac
właścicieli. Tak trafiłam do jej domu, 2 piętra niżej. Młody meżczyzna, który
mi otworzył drzwi, był zdziwiony, że kota nie ma w domu. Czyli nawet nie
zauważyli jego nieobecności. Nie znam sie na młodych kotach (moją kocicę
dostałam już jako dorosłego osobnika) i nie wiem, czy ten kociak znaleziony
na klatce był "po prostu młody" czy chudy. W każdym razie futerko miał
czyste, był oswojony i dał się wziąć na ręce. Z rozmowy z właścicielem
dowiedziałam się, że mają go (kota) od jakichś 2 m-cy i że "musiał mieć'
uchylone drzwi na balkon (??? - I piętro, a znalazł sie na klatce).
Tymczasem dzisiaj historia się powtórzyła. Tyle że kot zawędrował juz na
dwór. Kiedy tylko go zauważyłam, od razu skojarzyłam, że to może być ten sam
co wtedy. Zawołałam go (ją) a ona od razu podbiegła i dała się wziąć do domu.
Tym razem opornie ją oddawałam ... Miałam dylemat, czy ci ludzie dobrze sie
nią zajmują, skoro znowu im uciekła, i to tym razem aż na dwór (zima!). Może
i tym razem jej nawet nie szukali... Okazało się, że "kot im zginął dzień
wcześniej" (czyli musiał spędzić noc na zewnątrz - a zdążył się już
przyzwyczaic do domowych warunków, no i nie znał terenu). Kiedy powiedziałam,
że kot ma sraczkę i może być chory, bo ma przy tym jeszcze suchy i ciepły
nos, właściciel przytaknął, że "jutro wróci żona i wezmą go do weterynarza".
Dodałam, że jeśli nie będzi ejadł i pił przez dobę, to konieczni emusi byc
zbadany przez lekarza, bo przy sraczce może się odwodnić albo coś... ale nie
wiem, czy dobrze zrobiłam... Może powinnam ją przetrzymać u siebie i
osobiście zawieźć do weterynarza...? Ale bałam się, że właściciele się o nią
martwią i że byłby to egoizm, zatrzymywac nieswoje zwierzę u siebiem, skoro
się ma podejrzenia, czyje może być.
Obserwuj wątek
    • wrexham Re: koci dylemat 23.03.06, 22:18
      moim zdaniem wyraznie widac, ze sasiad sie kotem nie interesuje i nie dba o
      niego; moze wcale kota nie chcial i po cichu pod nieobecnosc zony probuje sie
      go pozbyc, a potem przed nia bedzie "palil glupa", ze kot uciekl; widac
      wyraznie, ze to nie jest przypadek - jesli nie celowe dzialanie, to
      przynajmniej powazne zaniedbanie; na twoim miejscu gdybym mogla sobie na to
      pozwolic, wzielabym kota nastepnym razem do chaty i koniec; sasiedzi cie nie
      odwiedzaja - nikt nie musi wiedziec; ile jeszcze razy uda mu sie przezyc na
      dworze cala noc?
      wrex.
      • cat_s Re: koci dylemat 23.03.06, 22:32
        Witaj,
        Wrexham ma oczywiście 'słuszną rację'...
        Jeśli możesz sobie pozwolić na drugiego kota (i rezydent się z 'nowym' dogada) - bierz go i najwyżej kartkę, dla spokoju sumienia, gdzieś na klatce wywieś: "Kota znalazłam, ewentualnie do odebrania..."
        Szkoda kota na gości, którzy nawet nie wiedzą, że kota w domu nie ma...

        Pozdrawiam
        cat_s
        • misia007 Re: koci dylemat 24.03.06, 12:40
          Ja radze kartki nie wywieszać, jeśli jeszcze kota znajdziesz oczywiscie.Juz dwa
          razy go odnosiłaś,moze dać szanse właścicielom na odszukanie.Sprawdzić czy
          wogóle coś w tym kierunku zrobią.Pozdrawiam serdecznie.
    • rezurekcja na klatce schodowej 24.03.06, 13:13
      Mysmy tez keidys zgubili kota. Na kilka godzin. Raz przyniosla sasiadka, raz
      samismy go znalezli.
      Raz jeden zgubiismy na korytarzu psa (owczarek w typie niemieckiego),
      zorientowalismy sie, kiedy szczekanie zaczelo dobieragac z jakiejs dziwnej
      strony.
      Zwierzeta mogly wchodzic do 6 pmieszczen + balkon, wiec nas zbytnio nie
      niepokoilo, ze psa czy kota nie widac.
      • negrescafe Re: na klatce schodowej 24.03.06, 18:46
        No i właśnie , w taki to oto sposób mam kocią plagę .Ktoś jeden wyrzucił , z
        tego kolejne mioty itd...Nie mówiąc o okropnym ogródku! Zawsze był podziwiany
        (ogródek)teraz postanowiłam poprostu zlikwidować ,ze względu na koci
        fetor...brrr... nawet szkoda rąk w rękawiczkach!Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka