plume
23.09.06, 21:23
Nasz pies, widoczny na zdjeciach w sygnaturce, ponad czteroletni Niuniek, ma
od pewnego czasu jakis problem natury psychicznej. Od zawsze, tzn. odkad jest
u nas (zostal znaleziony) boi sie strzalow, petard, burzy, tym podobnych
rzeczy. To nie jest nic dziwnego, jest wiele psow ktore sie tego boja. Oprocz
tego, odkad go mamy, zawsze wykazywal duze zainteresowanie sukami i agresje
wobec innych samcow. To tez nic dziwnego, niektore psy tak maja. Po dlugim
namysle nie zdecydowalismy sie jednak na kastracje, za to dwa razy dostal
zastrzyk hormonalny, ktory mial obnizyc mu poped seksualny. W lecie tego roku
Niuniek zaczal bez wyraznego (tzn widocznego golym okiem) powodu lizac tylna
lape. Skora na lapie nie byla chora, nie bylo na niej zadnych zmian, a on
uporczywie ja lizal, az wylizal sobie rane. Nasz lekarz orzekl ze to sa
objawy depresji i zalecil mu antydepresanty - fluoksetyne. Niuniek zjadl
zalecona dawke, w miedzyczasie dostal tez drugi ze wspomnianych wyzej
zastrzykow hormonalnych, bo jego zaintersowanie sukami i niechec do innych
psow byla dosc klopotliwa. Wydawalo sie ze psu sie nastroj poprawil, przestal
lizac lape, lapa sie zagoila.... Od pewnego czasu jednak zauwazamy u niego
dziwne zachowanie - Niuniek zachowuje sie tak, jakby ciagle sie czegos bal,
dokladnie jak wtedy, kiedy za oknem jest burza, albo slychac strzelanie
petard. A nie ma burzy, nikt nie strzela. Nie zgadza sie zostawac wtedy sam w
domu (wczesniej raczej nie bylo z tym problemu), a zabrany na dwor wyraznie
sie czegos boi, zapiera sie w jednym miejscu i nie chce isc w dana strone.,
Jesli uda sie go naklonic do ruszenia z miejsca, kieruje sie od razu w strone
domu (zawsze trafia bezblednie, niewazne gdziebysmy nie byli). Nie chce
spacerowac, dwa razy podniesie noge i ciagnie do domu. Potrafi nawet
przestraszyc sie stojacego na przystanku autobusu z wylaczonym silnikiem. Nie
dzieje sie tak zawsze, czesto zdarzaja sie normalne spacery, podczas ktorych
zbiera po drodze patyki, szczeka na psy, zachowuje sie normalnie. Bylismy z
nim teraz znowu u naszego weterynarza, ktory zauwazyl dodatkowo ze pies zno
zaczal lizac lape. Zapisal mu wiec te same leki antydepresyjne. Oczywiscie
trzeba poczekac az zaczna dzialac, ale martwie sie czy to nie cos
powazniejszego :( Niczego, w naszym przynajmniej mniemaniu, mu do szczescia
nie brakuje, jest rozpieszczany, kochany, dobrze odzywiony, poswiecamy mu
duzo uwagi. On tymczasem nie interesuje sie nami wcale, nigdy nie byl
zbyt "wylewny" jesli chodzi o okazywanie uczuc, nie rzucal sie na czlowieka,
nie skakal z radosci, byl raczej powsciagliwy, ale teraz jeszcze mniej
okazuje zainteresowanie. Szuka naszej pomocy jak sie boi, potrafi w nocy
wejsc na lozko, czego nigdy dotad nie robil. Czy to moze byc jakis glebszy
problem psychiczny? Czy moglby tu pomoc behawiorysta? Jesli tak, czy moga
Panstwo polecic kogos w Trojmiescie?