Dodaj do ulubionych

smycz dla kotka

04.01.07, 11:54
Mam kotka,typowego kolanowca,ktory nie wychodzi na dwor.Widze jednak,ze coraz
bardziej interesuje sie swiatem zewnetrzym,probuje przecisnac sie przez drzwi
albo wymknac na balkon.Nie chce go puszczac luzem chociaz mieszkamy w
domku,gdyz obok mamy ruchliwa ulice i wiele kotow z sasiedzwa stacilo juz
zycie pod kolami.Pomyslalem o smyczy.czy to dobry pomysl?Koty to lubia?
Akceptuja?Prosze o wszelkie opinie
Obserwuj wątek
    • wytuli Re: smycz dla kotka 04.01.07, 13:04
      kup sprawdz na swoim :)
    • kirke18 Re: smycz dla kotka 04.01.07, 13:20
      Ja osobiście mam ogrodzony siatką balkon i moja kota niewychodząca realizuje
      sie wyjściowo przez wizyty na balkonie :-). Z tego co się dowiadywałam smycz to
      kwestia przyzwyczajenia kota, niektóre całkiem ładnie sobie radzą. Pamiętać
      nalezy jednak, że przyzwyczajenie kota do spacerów to obowiązek dla własciciela-
      no bo jak kot sie przyzwyczai do codziennych spacerów to nie ma zmiłuj- będzie
      jojczał przy drzwiach. Pozdrawiam.
      • po.prostu.ona Re: smycz dla kotka 04.01.07, 13:25
        Ja często widuję koty na smyczach, spacerują bardzo ładnie. Właściciele kotów
        wychodzących umawiają się na wspólne wyprowadzania, tak by pupile mogli się
        pobawić.
        Kilka osób przyuczyło swoje koty do spacerów bez smyczy - oczywiście pod
        nadzorem, nigdy nie wypuszczają samopas - ale w bardzo spokojnej okolicy, bez
        samochodów i dużych psów.
        • mist3 Re: smycz dla kotka 04.01.07, 21:40
          Musisz sobie odpowiedzieć jeszcze na jedno pytanie - czy jesteś systematyczną
          osobą i będziesz w stanie wychodzić z kotem codziennie - jeśli mu się spodoba?
          Jak kot się przyzwyczai do spacerów, to będzie się domagał tej rozrywki
          codziennie - wyciem, miaukiem, itp. To jest na pewno frajda - jeśli obydwu
          stronom będzie się to podobać, jeśli nie masz na to czasu - to wydaje mi się, że
          lepiej nie próbować.
          Czy kot jest kastrowany? Jeśli nie to może czuje po prostu 'zew natury' i
          kastracja mogłaby ten (i wiele innych problemów) rozwiązać.
          Jeśli masz czas i ochotę, to na pewno spacery są świetnym pomysłem - sama znam
          kilka kotów spacerowiczów :)
    • epti1 Re: smycz dla kotka 04.01.07, 22:49
      Nasz nauczyl sie wychodzic na spacery. Wystarczy wziac szeleczki i powiedziec
      "spacerek" a leci z podniesionym ogonem pomiaukujac.
      Sam idzie do windy , kolo nogi jak psiak. Tylko rzeczywiscie tak jest, ze jak
      nauczysz kota wychodzic to juz bedziesz musiala to robic.
      Nasz siersciuch rozchorowal sie na nerki i wstrzymalismy mu spacery. Niestety,
      ciezko to znosi, staje pod drzwiami i miauczy.
    • mjot1 smycz dla kotka??! 04.01.07, 22:50
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=7331873&a=7363744
      • epti1 Re: smycz dla kotka??! 05.01.07, 08:14
        hehe jaka frazesowa papka.
        "ja ci miske ryzu ty mi worek marchewki". Jak mozna placic pieniedzmi, one
        przeciez nie istnieja a sa wartoscia umowna. A zamiast antybiotykow okadzajmy
        sie palonymi galazkami jabloni, taki dym ma wlasciwosci lecznicze.

        Prosze o analize na przykladzie konkretnego przypadku. Moj kocur zostal
        sciagniety z podworka ( wolnosc ) pogryziony przez psa ( selekcja naturalna ).
        Gdyby nie trafil do schroniska ( wiezienie ) zdechlby z glodu i wycienczenia (
        cena wolnosci lub selekcja naturalna ). Po adopcji okazalo sie za ma chore
        nerki. Bez lekow oznacza to smierc ( niestety, nie nagla ) w strasznych
        cierpieniach.
        W/g Twej teorii to zwierze w imie jego dobra powinno zdechnac ponad dwa lata
        temu. Teraz cierpi skazane na zycie w niewoli zaspokajajac "ego" czlowieka.
        • mjot1 Re: ??? 05.01.07, 10:45
          Czy przygarnięcie, wyleczenie jednoznacznym jest z założeniem mu smyczy i
          kastracją?
          Nijak jakoś pojąć nie mogę spoglądając na „moje” pyszczydlaki (oczywiście
          z „odzysku”), że nieokaleczone szwędając się sobie tylko znanymi ścieżkami są
          tak biedne i nieszczęśliwe...

          Najniższe ukłony!
          Niepojętny jakiś M.J.
          • epti1 Re: ??? 05.01.07, 11:22
            A co robisz z dziecmi tych nieokaleczonych i szczesliwych siersciuszkow? Ile
            miotow rocznie przyjmujesz i zapewniasz im godziwe warunki?

            Jesli masz tylko wychodzace kocury miej swiadomosc, ze "produkuja " one sporo
            kociat rocznie. Jaki jest ich los? Ile jest topionych, ile jest zabijanych w
            inny sposob?
            Kastracja jest brutalna metoda antykoncepcji - zgadzam sie z tym. Niestety,
            konieczna. I humanitarna - wystarczy ( wybacz) miec wyobraznie. Jesli mnozysz
            zwierzeta skazujesz je na los okrutny, nie majacy nic wspolnego ze szczesliwym
            bytem wolnego stworzenia.
            A co do smyczy- coz... nie wiedzac jak reaguja koty na te forme spacerow nie
            wypowiadaj sie autorytarnie.
            Psy od wieków strozowaly przy budach, konie pracowaly w zaprzegu. Jemy
            przetworzone produkty zwierzece ze stworzen zyjacych i ginacych w starszych
            warunkach. Nosimy buty ze skory. Szanujesz wylacznie prawa Kotow do "natury" czy
            tez jestes weganinem spinajacym spodnie plastikowym paskiem?
            Moze "niepojetny"
            to nie wlasciwe slowo:-) Jesli wypuszczasz koty, ktore plodza inne koty
            proponuje nastepujace okreslenia: " nieodpowiedzialny" i "pozbawiony wyobrazni".

            pozdrawiam serdecznie
            zepsuta cywilizacyjnie JK
            :-)
            • mjot1 Re: ??? 05.01.07, 11:50
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=11202691&a=11202691
              • epti1 Re: ??? 05.01.07, 11:54
                Nie odpowiedziales.
                Co robisz z miotami swoich niewykastrowanych, szczesliwych Siersciuchow?

                pozdrawiam
                j.
                • mjot1 Re: ??? 05.01.07, 12:02
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=11202691&a=11286276
                  • epti1 Re: ??? 05.01.07, 12:23
                    >U mnie one nie wchodzą w drogę człowiekowi
                    i człowiek im w drogę nie wchodzi. U mnie nie ma problemu „niechcianych”
                    czy „niespodziewanych” ciąż!
                    Tak. Mam warunki i mam zwierzaki!<

                    Wybacz prosze ma dociekliwosc, alem zaintrygowana.
                    Analizujac Ten fragment przyjmuje iż posiadasz same niewysterylizowane kotki (
                    doskonale wiesz, ze problem niechcianych ciaz nie istnieje, Twoje kotki nie
                    miewaja potomstwa ). Dodatkowo zyjesz na kompletnym odludziu, gdzie w promieniu
                    - zalozmy 40 kilometrow nie ma zadnych kotow.

                    Jesli posiadasz Pan niewykastrowane kocury nic na temat ciaz kotek, chcianych
                    czy nie, nie wiesz.

                    Sprostuj , jesli sie myle. Posiadasz Pan Kocury czy Kociczki? Jak u Pana, Drogi
                    Oredowniku Natury z hipokryzja i odpowiedzialnośią? Jesteś Pan weganinem?


                    I jeszcze jedno mnie intryguje. Jak w świetle Twych opini wyglada sprawa
                    zwierzat w miescie? Kastracja to okaleczenie? Kot w domu jest "zabawka"? Mam
                    dobry przyklad swojego wlasnego siersciucha, ktory podalam wczesniej.

                    pozdrawiam goraco i czekam na szczegoly:-) Niezbyt dobry ze mnie krasowmowca a
                    do tego czepliwam strasznie, pomijam wiec to wszystko , co konkretem nie jest a
                    jedynie na twierdzenia wnoszace cos do naszej konwersacji uwage zwroce.
                    :-)

                    • po.prostu.ona Re: ??? 05.01.07, 13:47
                      Ja się też zastanawiam nad tym, jak udaje się pogodzić niechęć do myśliwych,
                      tych bestialskich wrogów leśnej zwierzyny, z tolerowaniem faktu, iż puszczany
                      samopas kot czyni potworne spustoszenia w populacji ptaków, dzikich gryzoni i
                      drobnych gadów. I nie uznaje okresów ochronnych.
                      • mjot1 Re: ??? 05.01.07, 14:04
                        Otóż oświadczam że nie potrafię przejść suchą stopą po łące pokrytej ranną rosą.
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=6570505&a=6570505
                        • po.prostu.ona Re: ??? 05.01.07, 14:12
                          mjot1 napisał:

                          > Otóż oświadczam że nie potrafię przejść suchą stopą po łące pokrytej ranną
                          rosą

                          Jedno nietypowe zachowanie kota wiosny nie czyni.
                      • mjot1 Re: ??? 05.01.07, 14:11
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=10567076&a=10678943
                    • mjot1 Re: ??? 05.01.07, 13:47
                      OK Lakonicznie
                      Obecny stan pogłowia kociego: Dwa kocury dachowce. Z donosów wynika, iż
                      widywane są we wsi na amorach.
                      W przeszłości były też kocice i były też ciąże.

                      Jesteś Pan weganinem?
                      Boże uchowaj. Jestem typowym mięsożercą. Nie musisz wypisywać żem w związku z
                      tym prymityw i barbarzyńca, bo wiem.
                      Dla potwierdzenia mej świadomości oświadczam, że zjadanie kiełkujących ziarenek
                      kojarzy mi się z pożeraniem embrionów.

                      Jak wygląda sprawa zwierząt w mieście?
                      Tragicznie.

                      Kastracja to okaleczenie?
                      A czymże niby jest u licha?

                      Kot w domu jest "zabawką"?
                      Zdecydowanie za często. Za często jest też więźniem.

                      Najniższe ukłony!
                      Zdziczały M.J.
                      • po.prostu.ona Re: ??? 05.01.07, 14:22
                        mjot1 napisał:

                        > Kastracja to okaleczenie?
                        > A czymże niby jest u licha?

                        Jest pozbawieniem zdolności rozmnażania. Ale nijak nie wpływa na pogorszenie
                        komfortu życia zwierzęcia, za to w bardzo znaczącym stopniu na jego poprawę.
                        Widzę to po mej kocicy, pamiętam jakim cierpieniem była dla niej ruja. I jak
                        biednie i żałośnie wyglądała wkrótce po zaznaniu "rozkoszy macierzyństwa".
                        Okaleczyłabym ją, gdybym zadecydowała, że obetnę jej łapy lub wydłubię oczy.
                        Widzę też kastrowane kocury na moim osiedlu. Te "dzikie", które skutecznie
                        wytępiły populację wróbli, niestety. Dorodne, zdrowe, duże. Ich niekastrowanych
                        konkurentów dawno zabrała kostucha. A ostatnio, po wielu latach z radością
                        zauważam, że wróbelki wracają - może dlatego, że dzięki pracy wolontariuszy
                        kocia populacja nie mnoży się opętańczo i bez kontroli, więc do osiedlowego
                        ekosystemu powraca równowaga biologiczna.
                      • epti1 Re: ??? 05.01.07, 14:50
                        Dziekuje za konkrety.
                        Jak można mniemac, mam kolejne pytanie: Co sie dzieje z potomkami Twoich
                        kocurków? Tych, co chodza do wsi na amory? Jaki los spotkal synow i cory Twych
                        zapladnianych Kociczek? Wiesz co dzieje się z kazdym z nich?

                        Co sie dzieje z kocietami w najblizszej wsi? Zyja dlugo i szczesliwie najedzone
                        i w cieple czy tez trafiaja w worku do wody? Jaka jest średnia życia Kociczki
                        dwie wsie dalej drogi Panie? Kociczki rodzacej miot za miotem?

                        Zadziwiajace, ze gdyby zaproponować Twej Połowicy jeden poród na 1,5 roku ( moze
                        jest zniewolona, w koncu to wbrew naturze nie dawac sie zaplodnic kiedy tylko
                        komorka jajowa gotowa)zapewne dozylaby sedziwego wieku 40 lat, jakiego dozywaly
                        sredniowieczne polowice?



                        Nie potepiam ludzi jedzacych mieso - bylabym hipokrytka, sama konsumuje
                        zwierzeta. Przedstawiles sie jako zwolennik natury ( wolnosc i mozliwosci
                        rozrodcze dla kotow).Dlaczego tylko dla kotow? Dlaczegoz nie dla krow?

                        Ad. kotow w miescie. Kastracja jest jedynym sposobem na powstrzymanie rosnacej
                        populacji tych zwierzat. Jest tez dla zwierzecia mozliwoscia znalezienia domu (
                        uwierz mi, w tych okropnych "wiezieniach " u mieszczuchow jest im zdecydowanie
                        lepiej niz w piwnicach .W przypadku pojawiajacego sie problemu nalezy znaleźć
                        jego rozwiazanie. W przypadku kwestionowania tego sposobu - zaproponuj inny,
                        lepszy. Sypanie papka frazesow nie prowadzi do rozwiazania - jest tylko biciem
                        piany. Wskaz wlasciwe postepowanie.




                        Jak juz wspomnialam, retoryk ze mnie kiepsciutki.
                        Z Twoich wypowiedzi wylania sie obraz czlowieka pozbawionego
                        wyobrazni,nieodpowiedzialnego i - co wiaze sie z wyobraznia tudziez jej brakiem
                        - braku umiejętnosci przewidywania. Wystawiasz ocene patrzac wylacznie na wlasne
                        podworko. To co za plotem juz nie istotne-)))

                        Jak wygladałby świat szcześliwych wolnych kotów Pana MJ? Jak wygladalo by zycie
                        mojego Kocura, gdyby go nie zgarnela jakas Dobra Dusza i nie poskladala?


                        • mjot1 Re: ??? 05.01.07, 15:32
                          Zwracam się do (wy)znawców panaceum.
                          Od kiedyż to stosuje się ów cudowny w swej skuteczności zabieg?
                          I czy faktycznie w czasach „przed” świat zalanym był hordami dzikich kotów?

                          Najniższe ukłony!
                          Zaintrygowany M.J.
    • sherman-doberman Re: smycz dla kotka 05.01.07, 13:40
      Jest parę kocich ras, które chętnie i łatwo godzą się na chodzenie na smyczy.
      Inne należałoby przyzwyczajać do tego od młodości i po trochu.
      Wypróbuj, czy lepsza smycz czy uprząż - to jeszcze w domu. Zakładaj mu na krótko, żeby przywykł do
      czegoś takiego i daj mu tak łazić po mieszkaniu. Wyjdź na klatkę, jeśli to blok i spaceruj po korytarzu.
      Moment na spacer na zewnątrz wybierz z rozwagą. Jeśli trafisz na godziny szczytu. hałas tramwajów
      czy samochodów może kota skutecznie zniechęcić do wychodzenia z domu - mój kot wychowany w
      luksusowych warunkach na wsi i chodzący na smyczy, w Warszawie wpadł na pierwszym wyjściu w
      panikę i potem wychodziłam z nim dopiero koło północy, kiedy na ulicach było pusto i cicho.
      I sprawdź koniecznie, czy kot nie może wysunąć głowy z obroży. Mój pierwszy kot, który w ogóle nie
      chciał chodzić na smyczy, na widok psa. podskoczył jak szalony, ugryzł mnie w ręką a potem wykręcił
      ciałem w taki jakiś dziwny sposób, że wyślizgnął się z obroży i dał drapaka - na szczęście było to na
      wsi tuż koło domu, więc po prostu pogalopował na taras. Tak się jakoś dziwnie składa, że moje koty
      nie akceprują uprzęży, po prostu kładą się i cześć. Ale inni używają jej bez kłopotów. Jej wyższoś-
      polega na tym, że na samej smyczy z obrożą kot może się powiesić lub. jak opisałam, wyślizgnąć.
      Uprzęż jest, albo powinna być dla kota wygodniejsza.
    • al1122 Re: smycz dla kotka 05.01.07, 13:47
      Smycz zostala nabyta a kot nie protestuje:)A przy okazji watku pojawil sie
      problem kastracji wiec informuje,ze ten kotek czeka na zabieg jak tylko jego
      stan zdrowia na to pozwoli(ma chore nerki bo zostal znaleziony na ulicy bardzo
      ciezko zatruty,na szczescie udalo sie odratowac)Drugi domowy kotek tez jest
      wykastrowany bo ma 3 lapki(wypadek samochodowy) a hormony go rozpieraly.Na
      pokrzywdzonego przez los nie wyglada i swietnie sobie radzi z poruszaniem
      sie.Chyba wiec warto bylo zwierzaka uratowac nawet kosztem
      jego "wolnosci".Chociaz sam przyznam,ze zaraz po amputacji mialem inne zdanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka