soczewica
09.07.03, 15:42
------------------------------------------------------------------------------
--
przed chwilą wróciłam ze spaceru z psami. jeden z nich ze względu na
łakomstwo musi nosić kaganie. wracaliśmy właśnie do domu, kiedy zza rogu
wyszedł facet - pies, ten w kagańcu, wystraszył się go, i zaczął szczekać.
facet, zamiast wyminąć psa, zaczął na niego wrzeszczeć, i zamierzył się
jakimś patykiem. przywołałam zwierzę. gość posunął w naszym kierunku z
kolejnym patykiem. pies szczekał.
krzyknęłam coś w rodzaju: proszę przestać, nic panu ten pies nie zrobi, bo ma
kaganiec przecież. zaczęła się pyskówka. zapięłam psu obrożę, podnoszę głowę,
a facet zmierza w naszym kierunku z wielkim kamieniem w łapie. wzięłam psa na
ręce, i coś jeszce odpyskowałam, że człowiek jest popieprzony.
ten gość zaczął grozić mi policją, łachmyta jeden. myslał że mnie wystraszy?
podałam mu adres i nazwisko.
jak sobie pomyślę, że mógł mi zabić psa (pies nie sięga mi kolana, mała
podróbka teriera) to... kutas miał szczęście, że nic mu nie zrobił, bo byłam
bliska wpadniecia w szał. naskoczyć mi może - pies był w kagańcu.
skąd się tacy ludzie biorą?...
w dodatku mam niejasne podejrzenie, że to był mój sąsiad z klatki obok.
przyszłam do domu i się popłakałam z nerwów. co za cham.