Dodaj do ulubionych

Dziabnął mnie!

22.07.03, 11:17
Wczoraj mój pies wdał się w bójkę z psem sąsiada. Chciałam je rozdzielić i
nawet mi się to udało, ale sama zostałam ugryziona w łydkę przez mojego
własnego psa! Nie wiem, czy zrobił to "przez pomyłkę", w ferworze walki, czy
ze złości na mnie, że się wtrącam.....W każdym razie czuję się okropnie, noga
boli i serce boli - nigdy mnie jeszcze w życiu żaden pies nie ugryzł, a tu
własny...
Obserwuj wątek
    • rzewuski1 Re: Dziabnął mnie! 22.07.03, 11:36
      pies jest źle wychowany ,
      trzeba dac mu nauczke by zrozumiał kto tu jest panem
      pies chce przejąć władze nad tobą bo to zwierze stadne i
      wie ze ktos musi rządzic jezeli ty nie jestes w stanie
      tego zrobic to zwierze bierze sprawy w swoje rece
      tylko terror nauczy psa gdzie jego miejsce
      pies cie ugryzłwiec cie nie szanuje
      • Gość: Flora Re: Dziabnął mnie! IP: 213.25.91.* 22.07.03, 12:17
        Ja też tak kiedyś miałam - jestem pewna, że to było przez pomyłkę - z rozpędu -
        przecież jak się zamierzył kłami, to już nie zdążył wyhamować. Psy się leją z
        dużym impetem.
        Proponuję komisyjnie uznać, że to było nieumyślne i wybaczyc mu
        • balbina2 Re: Dziabnął mnie! 22.07.03, 12:39
          Mam taką nadzieję, że nieumyślnie. Ale na razie gniewam się na niego mimo
          wszystko, a on to czuje, bo od wczoraj boi się do mnie podejść. Siedzi w kącie
          i jest smutny. Więc chyba mu przykro, że tak się stało.
          • dr.krisk No widzisz! 22.07.03, 12:50
            Pies wie, że przeskrobał niechcący. Mój bokser pare razy w ferworze zabawy
            uderzył mnie zębami i pociekła krew - potem parę dni chodził jak struty,
            zaglądał mi w oczy, na spacerze był grzeczny niesłychanie.. I to wszytsko
            pomimo tego że nie robiłem z tego problemu!
            Proszę, niech balbina przestanie chlipac i pogodzi sie z psem. No chyba że noga
            odgryziona zupełnie!
            Pozdrawiam :)
            KrisK
          • Gość: Ewunia Re: Dziabnął mnie! IP: 213.199.204.* 25.07.03, 12:51
            Hej! Wybacz pieskowi i to szybko. Są dwie możliwości. Albo ugryzł Cię umyślnie i wtedy musisz na niego troszkę uważać w podobnych sytuacjach, albo, co bardziej prawdopodobne "zdarzyło mu się" zupełnie przypadkowo. Twoje "pogniewanie się" pies odbiera jako formę kary. A ta nigdy nie powinna trwać długo - dotyczy to przecież także małych dzieci. Jeśli dziecko zostanie niesprawiedliwie ukarane, lub kara jest niewspółmierna do winy (lub zbyt długo trwa), zamiast efektu pedagogicznego budzi się naturalny bunt.
            Przytul psiaka jak najszybciej. Niech wie, że wybaczyłaś.
      • dr.krisk Mam nadzieję, że nie masz psa! 22.07.03, 12:46
        Terror.. nauczka... czys ty człowieku oszalał?
        W wychowywaniu psów nie może byc mowy o "terrorze"! Stosowanie zastraszania i
        terroryzowanie młodego psa prowadzi do wyhodowania żywej bomby zegarowej,
        zwierzaka niezrównoważonego psychicznie. Potem jest wielkie zdziwienie, że pies
        pogryzł dziecko... To przez takie jak twoja filozofie wychowania zwierząt.
        Pewnie masz kompleksy i w ten sposób je leczysz.
        Ja miałem po kolei: owczarka szkockiego, sznaucera olbrzyma i boksera.
        Wszystkie duże i wyrazistymi charakterami. Nie były nigdy bite, zastraszane i
        terroryzowane. Ale dobrze wiedziały co im wolno.
        KrisK
        P.S. Ugryzienie właściciela w trakcie rozdzielania walczących psów - tym bym
        sie absolutnie nie przejmował! Pies to nie czlowiek, pamiętajmy o tym.
      • Gość: hanka Re: Dziabnął mnie! IP: *.ichf.edu.pl 29.07.03, 12:49
        A tak poza Tobą wszyscy w domu zdrowi ?
      • Gość: hanka Re: Dziabnął mnie! IP: *.ichf.edu.pl 29.07.03, 12:54
        Moje pytanie czy poza Tobą wszyscy w domu zdrowi dotyczyło odzywiście Pana
        Rzewuskiego 1
    • Gość: Dropstar Re: Dziabnął mnie! IP: *.solcon.nl 22.07.03, 14:18
      Rozdzielanie dwoch gryzacych sie psow zasze tak sie konczy.Z cala pewnoscia
      ugryzl Ciebie przez pomylke,ale bol jest i zal tez.
      Kiedys rozdzielalam dwa moje wlasne psy i tez mi sie to przydarzylo!
      Potem dowiedzialam sie od ludzi doswiadczonych,ze "wtracanie sie" zwieksza
      tylko zacietosc walki i do tego jest NIEBEZPIECZNE dla czlowieka.Pozdrawiam
      • Gość: Jr Re: Dziabnął mnie! IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 23.07.03, 13:01
        Czasem trzeba się wtrącić żeby ratować psu życie. Moja wyżlica tak się w marcu
        gryzła ze swoją znienawidzoną sąsiadką (mam na myśli psa - dużego mieszańca),
        że niewiele by brakowało a zginęłaby tragicznie zagryziona przez tamtą, dużo
        zresztą młodszą. Musieliśmy je rozdzielić. Skończyło się tylko na przegryzionym
        gardle mojego psa, dobrze że w ogóle żyje..
    • Gość: mola Re: Dziabnął mnie! IP: 193.59.173.* 22.07.03, 14:45
      Co właściwie nalezy robic, gdy psy rzucaja się na siebie? Wiem, że teoretycznie
      należy je zostawic samym sobie, żeby ustaliły, któ w tym towarzystwie jest
      górą, ale w praktyce... Ja w każdym razie mam z tym problem, mój pies jest
      duuuży i niestety uważa, że nic co sie rusza nie ma prawa na niego warknąć - a
      jak warknie, to jazda na niego. No i nie zawsze uda mi się go wyhamować. Ludzie
      na ogół podnoszą wrzask, ja poczuwam sie do rozdzielania, ale boję się łapska
      pchać (mój jest w kagańcu, ten drugi zwykle nie). Paskudny stres.
    • Gość: zoja Re: Dziabnął mnie! IP: *.sympatico.ca 22.07.03, 15:59
      balbina2 napisała:

      > Wczoraj mój pies wdał się w bójkę z psem sąsiada. Chciałam je rozdzielić i
      > nawet mi się to udało, ale sama zostałam ugryziona w łydkę przez mojego
      > własnego psa! Nie wiem, czy zrobił to "przez pomyłkę", w ferworze walki, czy
      > ze złości na mnie, że się wtrącam.....W każdym razie czuję się okropnie, noga
      > boli i serce boli - nigdy mnie jeszcze w życiu żaden pies nie ugryzł, a tu
      > własny...

      Przez pomylke. Rozdzielanie walczacych psow to najskuteczniejszy sposob zeby
      zostac ugryzionym.
      Najlepiej to robic w dwie osoby, kazdego psa odciagnac za tyl.
      • Gość: Venus Re: Dziabnął mnie! IP: *.vs.shawcable.net 22.07.03, 20:33
        Nigdy ale to nigdy nie nalezy rozdzielac walczacych psow.
        Wlasnie dlatego ze pies bedacy pod wplywem adrenaliny dziala instyktownie i
        prawie nie widzi co gryzie, dziala na oslep. Kot tak samo.
        Wie to nawet juz krolowa angielska ktora ukochany corgi doktliwie uzarl w
        czasie walki.
        Nalezy starac sie odwrocic uwage halasem, lub jesli sa takie mozliwosci
        zarzucic psom cos na glowe co uniemozliwiloby widzenie..
        Pies z pewnoscia ugryzl cie nieswiadomie.
        Venus
      • erpa Re: Dziabnął mnie! 23.07.03, 10:41
        To okropne, jak się psy gryzą, a jeden z nich jest bez właściciela, który
        mógłby pomóc w ich rozdzielaniu. Kiedy idę z moim OGROMNYM psem (na szczęście
        łagodnym i flegmatycznym), wszystkie latające luzem małe pieski boją się go i
        bardzo szczekają, ale część po prostu rzuca się na niego i to jest najgorsze.
        Obawiam się, że kiedyś nie zdzierży prowokacji i "odgryzie się". Taki piesek
        nie jest w stanie zrobić mu poważnej krzywdy, za to on może każdego przegryźć
        na pół, a jeśli jest w kagańcu, to zadusić ciężarem, a w każdym razie
        niebezpiecznie pokaleczyć. Dlatego po mieście zawsze prowadzam go na uwięzi,
        ale przecież puszczam go luzem w lasku, na łące, nad rzeką, zawsze jest to
        ryzyko - i zdarza się, że niespodziewanie w najbardziej odludnych miejscach
        pojawiają się pieski luzaki typu kamikadze. Ponadto dobermany, które też z
        reguły na widok takiego olbrzyma dostają amoku (a on już wie, że doberman to
        jego wróg i niestety jest nastawiony na obronę, co utrudnia sprawę).
        Ludzie, nie puszczajcie tych piesków bez nadzoru, ja wcale nie chcę, żeby mój
        pies zrobił im krzywdę.
    • emka_1 na ból serca :) 22.07.03, 23:23
      Na pocieszenie historyjka: byłam szczęśliwą włascicielką cudownego, trochę
      przerośniętego border collie, ale przyplątał sie do nas wyrzucony z okazji
      rozpoczynających się wakacji mix setero-owczarka. Był uroczy i niezwykle
      sympatyczny. Postanowilismy go przechować, w nadziei, że może jednak komuś się
      zgubił. Kiedy okazało sie, ze nikt go nie szuka postanowiliśmy zaprzyjaźnić
      psy ze sobą. Początkowo mieszkały w róznych częsciach domu, razem wychodziły na
      spacer, razem przebywały w ogródku, po paru dniach, kiedy wyglądało, że chłopcy
      się polubili, wpuściłam ich obu do kuchni, gdzie panem był Scotch (border). Po
      chwili psy rzuciły sie na siebie z dziką zajadłością. Warunki fizyczne miały
      wyrównane, więc walka mogła trwać trochę dłużej niż do pierwszej krwi. Bałam
      sie dodatkowo o dziecko, które sie napatoczyło zaciekawione dziwacznymi
      odgłosami, wiec nie pozostało mi nic innego tylko rozdzielić psy własnymi,
      gołymi rękami:)) Skończyło sie na tym, że Scotch przegryzł mi na wylot prawą
      dłoń. Krew sikała na pół metra, dziecko wyło z przerażenia (zapewne
      podejrzewając, ze matka zostanie pożarta:) Moj kochany pieseczek chyba poczuł,
      że to, co mu trysneło do pyska, to jednak nie krew przeciwnika, przyhamował na
      chwilę, więc Burbon rzucił mu się do gardła. W końcu udało się przy pomocy
      krzesła rozdzielić psy, wypychając Burbona za drzwi. 7 (słownie siedem) kotów
      spokojnie obserwowało zdarzenie z szafki kuchennej i lodówki. Po rozdzieleniu
      psów , opatrzeniu wszystkich ran, moich i psich, położyłam sie na łóżku,
      przyszedł do mnie Scotch i łypiąc straszliwie przymilnie obwachiwał mi rekę,
      lizał i bardzo chciał przeprosić. Wlazł w tym celu na łózko, położył sie na
      wprost mnie i jak zwykle, na przeprosiny dawał łapę. Starym zwyczajem leżąc na
      boku i przysuwając sie coraz bliżej mnie. Skończyło sie wpakowaniem pazurów do
      oka i uszkodzeniem rogówki:)))
      Tak wiec prawie na dwa tygodnie zostałam pozbawiona prawej ręki oraz oka, co w
      przypadku praworęcznego grafika jest drobnym utrudnieniem w pracy;))))
      Dodatkowa atrakcją okazała się próba dotarcia do okulisty. Przypadkiem byłam
      ubrana na czarno, oko bolało i łazawiło okropnie, nie widziałam, więc nie
      mogłam sama zadzwonić, chciałam prosić sąsiadkę, żeby zadzwoniła po taksówkę, a
      ta uzanła, że najwyraźniej ktoś lbiski mi umarł skoro jestem w czarnej sukience
      i płaczę, więc usiłowała mnie upić koniakiem "na uspokojenie" i nie mogła
      przestać mnie pocieszać. Sama była niepocieszona, gdy okazało się, ze to tylko
      oko:)))
      Morał z tego jest taki, ze najbardziej kochający i wierny pies w ferworze walki
      swojego pana/pania ugryzie, i lepiej, zeby nie miał świadomości, że to
      zrobił:)))

      Burbon niestety musiał nas opuścić, ale znalazł kochający dom u naszych
      znajomych. Z następną znajdą, owczarkiem niemieckim już nie robiliśmy
      eksperymentów, podzieliliśmy dom na pół, wspólny był tylko przedpokój.
      pzdr.em
      • Gość: piasia Re: na ból serca :) IP: diabel:* 23.07.03, 08:27
        Emka, cudownie to opisałaś! I jeszcze ta sąsiadka... super!

        Co do ugryzienia w ferworze walki - toc przecie nawet jak się rozdziela
        walczących ludzi (np. lekko podpitych jegomościów) to też co poniektóry może
        dołożyć rozdzielaczowi. Trochę z rozpędu, a trochę żeby się nie wtrącał.

        Sprawa jest prosta - pies walczy, a tu nagle coś go łapie za kark czy plecy -
        no to odruchowo robi się HAP, zanim się sprawdzi, co to złapało. Bo przeciez
        kiedy walczę o jakies moje racje, a nagle pojawia się coś, co ZMNIEJSZA moje
        szanse na wygraną, to to coś trzeba unieszkodliwić. Proste i logiczne.

        Wybacz psu jak najszybciej. Pomyśl sobie, że człowiek by nie przeprosił w
        takiej sytuacji, tylko jeszcze zrobił awanturę, że po co się wtrącałaś...

    • Gość: sonia Re: Dziabnął mnie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.03, 08:54
      balbinko, mój własny kot lejąc się z drugim kotem tak mnie "dziabnął"
      (niestety w staw przy palcu prawej ręki )że mi świeczki stanęły w oczach i
      prawie zemdlałam z bólu.przez 3 tyg chodziłam do lekarza na czyszczenie rany
      (bez przerwy zbierała się ropa) a rękę miałam spuchniętą tak jak by mnie rekin
      użarł a nie kotek. niestety jak się pcha paluchy nie tam gdzie trzeba...a
      twojemu psiakowi jest pewnie badziej przykro niż tobie.
    • Gość: kaska to normalne, jesli...... IP: *.tele2.pl 23.07.03, 12:32
      ...podejdziesz pod pysk walczacego psa. On to robi z rozpedu niejako.
      • Gość: mona Re: to normalne, jesli...... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 24.07.03, 19:34
        emka super historia ...az z zachwytu oniemialam....moj wilczur gdy
        chodzil na zastrzyki raz dziabnal mnie w nos,ponoc pomylilo mu sie ,ze to
        ja jestem weterynarzem..mam do dzis do niego o to zal,ale on doskonale
        wie ,ze zrobil zle...i teraz jest kochaniutki...ale zastrzykow nadal sie
        boi,wiec ta przyjemnosc zostawiam mezowi.to oczywiste,ze pies instynktownie
        reaguje na bol,nie panuje nad odruchami....a moja blizna na nosie jest
        tego dowodem.
    • Gość: el Re: Dziabnął mnie! IP: *.stacje.agora.pl 24.07.03, 19:49
      Moj pies byl bardzo odważny, kiedy wiedzial, że jestem blisko. Kiedyś zaczepila
      bardzo sędziwą sukę wilczura, szczekała na nią głośno, kiedy jednak ta zaczęła
      zmierzać w strone mojej suni, mój dzielny pies schował się między moje nogi. I
      tamta staruszka przez omyłkę ?[ mam nadzieję] dziabnęła mnie. Najadłam się
      dużo strachu i miałam wielki siniec na łydce. Opowiadam to dlatego, że bardzo
      tesknie za moim psem i lubie go wspominac :), a także dlatego, że też uważam,
      ze psy w podczas ”bijatyk” robią głupoty, są nieobliczalne,chociaż oczywiście
      granica jest płynna i nalezy jej przestrzegac.Tamten własciciel oczywiscie
      przepraszal, pokazal szczepienia, ale mój pies czul sie winny - jak rzadko
      kiedy. chyba nie chciala mnie do tego wplątywac. Ale może przeceniam jej
      możliwości. Reasumując, własciciele mieli nauczkę, a psy i tak się nie lubily.
      Pozdrawiam wszystkich kochających zwierzęta
    • soczewica sposób na walczących :) 25.07.03, 13:15
      sprawdzony!
      wylać na gryzące się pieski kubeł zimnej wody - owczywiście jeśli na to
      pozwalają warunki (psy nie gryzą się na oryginalnym perskim dywanie)

      zabwna historyjka o moich kandelburych:
      pierwszy był u nas 4 lata samodzielnym władcą. kiedy przyniosłam do domu małego
      terierowatego potworka - oczywiście chciał pokazać, kto tu rządzi i rzucił się
      na małego (mniej niż 3 miesiace, zęby u nas tracił mleczne). mały narobił
      wrzasku, jakby go obdzierali ze skóry. przez moment na pierdołowatego Psa Mojej
      Matki padło podejrzenie, że przetrącił małemu kark, a to się ujawniła głośna
      natura szczeniaka (do dzisiaj jest bardzo gadatliwy, potrafi stanąć przed
      człowiekiem, miłośnie zajrzeć w oczy i powiedzieć "auałałałałał", skarżąc się
      na niesprawiedliwego Pana który pogonił żebraka od stołu).
      ale do rzeczy.
      Pies Mojej Matki pies ustalił wtedy hierarchię: on jest starszy i on rządzi,.
      przez dłuższy czas traktował małego z niechęcią, a kiedy wyrosło z niego coś na
      kształt i charakterowo podobne do teriera (silny skubaniec jest, dobrze że nie
      większy), nadal się to urzymywało. czasem wynikały bójki między psami -
      najczęściej w domu, wtedy brało się szmatę i lutowało pomiędzy nimi, albo
      czekało aż spór wygaśnie - bo one się nie gryzły ale bardzo szcekały na siebie.
      Pies Mojego Ojca (tak rozłożyły sympatię, batony jedne :) mnie przypadła w
      udziale kotka, ale to smitniejsza historia, bo ona jest patologicznie gruba i
      nie do końca sprawna umysłowo :( niestety) rządził, i czasem prowokował "walkę"
      a motywem była i jest zazdrość: o piłkę, o głaskanie, o kawałek kiełbasy.
      rzadko bo rzadko, ale Pies Matki czasem dostaje zajoba.
      no i ostatnio też tak było. rzucił się na Psa Ojca, i dwa diabły tasmanskie
      zaczęły się przewalać po kuchni. Ojcowy od jAkiegoś czasu nie da sobie w kaszę
      dmuchać (PMM ma 14 lat, PMO 9) i odszczekuje.
      i co?
      walka się skończyła. psy się rozeszły.
      a Pies Mojej Matki dostał zadyszki. zasapał się! i zaczął kaszleć. nie
      wytrzymał przepychanki, którą sam sprowokował :)
      starość nie radość ;)

      soczewica
      • venus22 Re: sposób na walczących :) 26.07.03, 21:57
        A czy przypadkiem nie traktujecie lepiej i w pierwszym rzedzie tego "nizszego' -
        z litosci?
        Bo jesli tak, to ten "wyzszy" bedzie kontynuowal walke o pozycje w "stadzie".
        Psa o wyzszej range nalezy ZAWSZE obsugiwac, karmic i piescic pierwszego.
        Plecam ksiazke Dodmana "Pies ktory za bardzo kocha."
        The dog who loved too much, by Dodman
        venus
    • Gość: Jr Re: Dziabnął mnie! IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 25.07.03, 13:19
      Jak moja wyżlica w wieku 10 mies. na mnie warknęła bo chciałam ją zrzucić z
      fotela, nie dość że wyleciała z tego fotela z hukiem, to jeszcze dałam jej
      dodatkowy wycisk. Pies musi być karcony OD RAZU, inaczej nie rozumie o co Ci
      chodzi. Dlatego nie obrażaj się na psa tylko od razu go karć, inaczej wejdzie
      Ci na głowę i dopiero będziesz miała problem!
      • advokatus_diaboli Re: Dziabnął mnie! 28.07.03, 12:46
        Gość portalu: Jr napisał(a):

        > Jak moja wyżlica w wieku 10 mies. na mnie warknęła bo chciałam ją zrzucić z
        > fotela, nie dość że wyleciała z tego fotela z hukiem, to jeszcze dałam jej
        > dodatkowy wycisk. Pies musi być karcony OD RAZU, inaczej nie rozumie o co Ci
        > chodzi. Dlatego nie obrażaj się na psa tylko od razu go karć, inaczej wejdzie
        > Ci na głowę i dopiero będziesz miała problem!

        Popieram w całej rozciągłości. Wychowywanie (również psa), to stosowanie całego
        systemu nagród i kar. Każde pozytywne zachowanie powinno być "wzmacniane"
        nagrodą, ale i w drugą stronę - każde negatywne zachowanie musi się spotkać z
        karą BEZPOŚREDNIO PO TYM ZACHOWANIU. Inaczej możesz psa w ogóle nie karać. I
        niech co wrażliwsi nie skamlą tu, że to terror, przemoc, bestialstwo, etc...
        Nie mówimy tu o fizycznym znęcaniu się nad psem. Tak jak nikt z nas nie został
        dewiantem od kilku klapsów w pupę wymierzonych przez rodziców, tak też nic sie
        psu nie stanie gdy w ramach skarcenia (współmiernie do winy) krzykniemy na
        niego, przylejemy klapsa ręką, czy nawet smyczą. To jet miłość - może
        trochę "chropowata" i surowa, ale miłość. Kształtujemy charakter psa po to żeby
        JEMU było dobrze z nami, a nam z NIM. Tak wychowuję swoje obecne psy - owczarki
        niemieckie. Trzymam je karną ręką, dzięki czemu nie wchodzą mi na głowę. Mają
        dużo swobody, cały dzień bawią się w ogrodzie z moimi dzieciakami, ale też
        wiedzą, że gdy coś przeskrobią (w tym gdy gryzą sie między sobą lub z psami
        sąsiada), to kara będzie NIEUCHRONNA. Wieczorem by przeprosić przychodzi do
        jeden czy drugi i sadza mi na kolana te swoje 35 kilogramów i wie, że zawsze go
        wtedy przytulę, pogłaszczę...
        Jako przykład innej miłości przytoczę krótką historię mojej koleżanki z pracy,
        która nigdy swego psa mieszańca nie uderzyła. Koleżanka swoją sunię pieści, śpi
        z nią w łóżku (!), zabiera na spacery, i tylko... nigdy nie skarciła za złe
        zachowanie - pogryzione buty, obsikane meble, zjedzone książki (koleżanka ma
        niezły księgozbiór - jeszcze ma ...), warczenie na właściciela... Doszło do
        tego że sunia sika i robi kupy w łóźku (w tym którym śpi razem z pancią - wtedy
        pancia przenosi sie na podłogę, na karimatę), albo przez dwie godziny nie
        pozwala wyjść swojej pani z kuchni, bo ta akurat przy wyjściu z kuchni położyła
        miskę z jedzeniem, a sunia postanowiła spożyć posiłek - na każdy ruch pani w
        kierunku wyjścia z kuchni sunia reagowała warczeniemi i obnażaniem kłów.
        Koleżanka opowiadała mi te historie płacząc, ale jednocześnie podkreśla, że ona
        nie skarci psa, bo "ona tak smutno później patrzy, bo wie, że źle zrobiła".
        Radzi sobie inaczej - pod prześcieradło zakłada folię, jedzenie stawia psu w
        innym miejscu, tak by móc potem się wydostać z kuchni... Przecież ją kocha...

        Jak widać są różne drogi do wychowania psa - sami wybierajcie...

        pzdr

        *********************************
        "Człowiek jest odpowiedzialny za to, co oswoi" - Antoine de Saint Exupery
        • Gość: piasia Re: Dziabnął mnie! IP: diabel:* 29.07.03, 12:35
          Junior pisze o czymś innym - o psie, który spróbował dominować warcząć "ten
          fotel jest mój!!!". Próbę dominacji należy natychmiast karcić. A najlepiej nie
          dopuszczać do takich sytuacji. Jak? bardzo prosto: przez drzwi my przechodzimy
          PRZED psem, na schodach nie pozwalamy mu się wyprzedzać, jemy jako pierwsi,
          nigdy nie karmimy psa przy stole, jesteśmy po prostu WAŻNIEJSI i pokazujemy to
          psu.

          Ale ugryzienie "z rozpędu", przypadkiem to nieco inna kategoria. W opisanym
          przypadku widać wyraźnie, że pies uznaje Balbinę za swoje bóstwo, i gryznął ją
          niechcący. Teraz przeprasza i prosi o wybaczenie. Myślę, że juz mu wybaczyła ;)
          • balbina2 Re: Dziabnął mnie! 30.07.03, 08:54
            Cześć wszystkim!
            Wybaczyłam mu oczywiście, niemniej siła jego dziabnięcia była straszliwa.
            Ciągle zmieniam opatrunki, z rany cieknie, fuj! Do końca życia pozostanie mi
            paskudna, wgłębiona blizna. I nauczka, żeby się w psie bitwy nie wtrącać.
            A mój pies do tej pory, kiedy przypadkowo powącha moją ranę, spuszcza łeb i
            chyłkiem wymyka się na swoje posłanie.....
            • piasia Re: Dziabnął mnie! 30.07.03, 09:24
              Balbinko!

              Fajnie że mu wybaczyłaś, źle, że rana Ci się paprze. Przyjmij sprawdzoną radę -
              okładaj ranę świeżymi liśćmi babki szerokolistnej. Znajdziesz ją na każdym
              trawniku, wygląda tak:

              www.plantator.pl/atlas_roslin/babka_szerokolistna.html

              Liść wystarczy zerwać, opłukać, wytrzeć, lekko zgnieść - i przyłożyć na ranę.
              Zagoi się szybko i bez ropienia. Liście oczywiście zmieniaj na świeże.
              Sprawdzone w każdych warunkach i przy każdym rodzaju ran z wyjątkiem
              postrzałowych ;)
              • Gość: hot_dog Re: Dziabnął mnie! IP: *.crowley.pl 30.07.03, 09:46
                psiska mają swój honor, a twój jak widać do nich należy, znaczy się jest
                naprawde mądry. Ale jesli rana sie paprze, to trzeba iść do lekarza i być może
                coś "łyknąć" lub zastosować jakis antybiotyk miejscowo na ranę. Zwierzę jak to
                zwierzę, mogło mieć jakieś "cóś" w paszczy - nawet najczyściej hodowane.Mnie
                sie kiedys paskudziło od końskiego dziabnięcia a to tylko roślinozerca.
                • balbina2 Re: Dziabnął mnie! 30.07.03, 09:57
                  dzięki,
                  babki już próbowałam, ale jakoś mi się gorzej zaogniło po tym. A może tak
                  powinno być? U lekarza byłam, dostałam antybiotyk doustnie i na ranę
                  (neomycyna). Lekarz podał mi też zastrzyk przeciwtężcowy. Tak że chyba niczego
                  nie zaniedbałam - po prostu trzeba czasu.
                  • Gość: piasia Re: Dziabnął mnie! IP: diabel:* 30.07.03, 12:41
                    dziękujmy Bogu, że to nie waran z Komodo, który ma na zębach wszystko co
                    przyroda ma najgorszego z jadem trupim włącznie. Wtedy nikt by nie mial
                    dylematów - wybaczyć czy nie bo po dwóch dniach już byśmy byli sztywni...
                  • Gość: BASIA Re: Dziabnął mnie! IP: *.piechowice.sdi.tpnet.pl 01.08.03, 15:00
                    Ja też doświadczyłam dziabnięcia przez moją foxterierkę (miała skazę i wyłaziła
                    jej sierść do gołej skóry i za którymś razem podjęcia próby posmarowania tej
                    rany po prosty mnie dziabnęła w kolano.Paprała się rana długo.skończyło się na
                    wizycie u lekarza.Sprawdzony środek zasypka (na receptę-ale można wyżebrać w
                    aptece bez) ACUDEX - zagoiła w parę dni.Zyczę powodzenia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka