Dodaj do ulubionych

KOTY szukają domu we WROCŁAWIU

IP: *.icenter.pl 30.09.03, 13:53
www.kocie-zycie.prv.pl/
pod tym linkiem możecie zobaczyć aktualne zdjęcia kociaków, które czekają w
schronisku na dom, strona będzie aktualizowana co kilka dni.
Pomóżcie mi proszę szukać im domów. Nie ma tam na razie opisów ale wszelkich
informacji o kotach udzielę na prv terrie@op.pl
pozdr
miki
Obserwuj wątek
    • Gość: miki Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU IP: *.icenter.pl 01.10.03, 12:37
      up
      napiszcie chociaż, że popytacie znajomych bo tak wydaje mi się, że prośba
      przejdzie bez echa :(
      pozdr
      miki
      • astrit Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU 01.10.03, 15:53
        Obiecuję, że popytam, sama nie mogę przygarnąć, bo mam swojego domowego, dwa
        albo trzy na dokarmianiu ( zdaje się, że na zimę zamieszkają ze mną) a do firmy
        nie mogę bo moje kaukazy akceptują tylko swoją koteczkę, żaden inny kot nie ma
        prawa się tam pojawić, chociaż było by całkiem wygodnie nawet kilku kotom... :-(
        Ale podciągam wątek.
      • Gość: dara Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU IP: 213.199.204.* 01.10.03, 15:54
        We wszystkich większych miastach jest chyba ten sam problem. W moim zresztą też.
        Zwróć przy tym uwagę, że wiele było już na tym forum próśb o ratunek i z nader
        nikłym odzewem się one spotykają:(
        Jedyna szansa jaką widzę, to odnawianie wątku codziennie lub choć co drugi
        dzień, to może się ktoś przypadkowy ulituje. Bo jak wątek przejdzie na dalsze
        strony, to praktycznie nie ma szans.
        W moim wieżowcu ostatnio przybyło dość sporo kotów - dachowców. Widzę po
        balkonach (ciekawskie wystawione łepeczki), ale ludzie mają mało kasy, a żeby
        mieć więcej kotów to trzeba sterylizować. To kosztuje.
        Niewielu też wie, że w niektórych schroniskach koty są już wysterylizowane. I
        może to właśnie wypadałoby nagłośnić i gdzie się da powtarzać?
        Ja mam już komplet.
        Ledwie wydalam finansowo, żeby wykarmić, zaszczepić, w żwirek zaopatrzyć i co
        tam jeszcze, bo gdyby nie to to i piętnaście nie byłoby za dużo. A wokół siebie
        mam samych niekociarzy, ba przeciwników kotów w ogóle :( (tego ostatniego pojąć
        nie mogę).

        Życzę powodzenia i pozdrawiam.
        • Gość: miki Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU IP: *.icenter.pl 02.10.03, 11:53
          Ogromnie Wam dziękuję dziwczyny za odzew. Faktycznie jakoś ostatnio nikt nie
          odpowiada na moje ogłoszenia ale ja się nie moge zniechęcać bo tam koty
          tygodniami siedzą w klatkach i czekają... i naprawdę są bardzo biedne i
          zaczynają po jakimś czasie chorować a opieka medyczna jest raczej kiepska.
          A ja obiecałam sobie walczyć o każde kocie życie w tym schronisku!
          więc jeszcze raz proszę wszystkich wrocławian o pomoc
          pozdr miki
          • Gość: lilka Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 02.10.03, 13:30
            przesłałam mailem do znajomych-może niech każdy prześle taki łańcuszek-więcej
            osób zobaczy
    • astrit podciągam wątek 02.10.03, 14:41

    • Gość: miki Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU IP: *.icenter.pl 03.10.03, 08:30
      wrzuciła nowe fotki, zdjełam zdjecia kotów, które w ostatnim czasie znalazły dom

      w weekend są dni otwarte schroniska, zapraszam, przyjdźcie, zobaczcie i
      pomagajcie szukać tym zwierzakom domów!!
      pozd
      miki
    • astrit Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU 03.10.03, 14:16
      Zaczynam się łamać...;-) Ale mogłabym wziąć kota tylko do domu. Mieszkam na 3
      piętrze i kot raczej nie miał by możliwości wychodzenia. Miał by towarzystwo w
      postaci mojego kocurka - kochane, ciekawskie stworzenie, wykastrowany. Inna
      kwestia, to to, czy nowy kot zostanie zaakceptowany przez mojego futrzaka. Czy
      jest szansa znalezienia w schronisku takiego kociaka?
      • Gość: miki Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU IP: *.icenter.pl 03.10.03, 15:36
        Cieszę się, że zaczynasz się łamać :). Zapewniam Cię, że mieszkanie bez
        wychodzenia jest o niebo lepsze od malutkiej klatki w dusznym baraku wśród nie
        zawsze zdrowych kotów (możliwość zarażania). Przyjdź prosze jak możesz w sobotę
        czyli jutro do schroniska koło południa. Pytaj o Agnieszkę :) czyli mnie albo o
        panią Małgosię Domańską. Jak nie możesz jutro to przyjedź w godzinach
        urzędowania biura schroniska (info na stronkach) ale zadzwoń najpierw i umów
        się z panią Małgosią. Jeśli masz starszego kota lepiej brać malucha -
        podporządkuje się i będzie ok. Jeśli masz małego kocurka to będzie mu wszystko
        jedno. Super by było gdybyś mogła jutro przyjść, sama bym Ci powieziała co i
        jak (masa moich znajomych decydowała się na drugiego kota i nie było większych
        problemów, u mnie problem był ale dlatego, że do domu przyszła starsza kotka a
        był już roczny kociak - starsza się nie chciała podporządkować) Na pewno
        znajdziesz jakiegoś odpowiedniego futrzaka!!
        pozdr serdecznie
        miki
        • Gość: dara Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU IP: 213.199.204.* 04.10.03, 10:02
          Witam raz jeszcze.

          Kocham koty bezgranicznie. Towarzyszą mi od najwcześniejszego dzieciństwa i
          przynajmniej jak dla mnie to nie Mistrz Andrzej Sapkowski wymyślił wymruczanie
          choroby przez mądrego Kota :) On to tylko pięknie napisał.
          Nie powinnam więc może wkładać tu tego postu, bo mogę kogoś zniechęcić, a mnie
          samej zależy przecież na tym, żeby jak najwięcej kotów znalazło domy.
          Zwłaszcza, że w porównaniu z psim nieszczęściem, kocie wydaje się po stokroć
          większe wskutek idiotycznych a wszechobecnych przesądów.
          Ale zdecydowałam się napisać, bo u mnie nie było łatwo gdy próbowałam
          wprowadzać "nowego". Za każdym razem albo zadomowione futrzaki bezwzględnie
          odrzucały sublokatora albo ten "nowy", nawet jeśli najmłodszy z grupy, ganiał
          cywilizowaną resztę po całym mieszkaniu. Trwało to miesiącami, choć ostatecznie
          dawałam sobie w końcu radę.
          Teraz mam sytuację względnie unormowaną, ale uświadomcie sobie, że żeby
          wprowadzić kolejnego (drugiego, trzeciego, czwartego ...) zwierzaka do M ileś
          tam, trzeba poświęcić masę czasu i cierpliwości. Czasem nawet trzeba poświęcić
          przyjaciół, którzy sytuacji takiej nie są w stanie znieść (ani pojąć).
          Uświadomcie też sobie kochani, a mówię z perspektywy ładnych ... dziestu lat,
          że ponownie odddany do schroniska, odrzucony przez "stałych" domowników kot
          może nie znaleźć następnego właściciela, i będzie (krótko, nawiasem mówiąc) żył
          porażającą w swej potędze i przez to bardziej jeszcze okrutną nadzieją.
          Wiecie, oglądałam tak jeszcze w latach chyba osiemdziesiątych (nie jestem pewna
          dokładnej daty, mogło to być pod koniec siedemdziesiątych) film dokumentalny.
          Przeprowadzane były doświadczenia na szczurach i dokładnie, krok po kroku
          filmowane (poklatkowo, czy jakoś tam, tak, że z kilku godzin kilkanaście minut
          wychodziło).
          Szczurka wpuszczono do akwarium napełnionego wodą do takiego poziomu, żeby nie
          mógł sięgnąć brzegu i się wspiąć. Utonął po mniej więcej jednej godzinie, jeśli
          dobrze pamiętam. Ostatnie chwile i agonia były pokazane w zbliżonym do
          normalnego tempie. W drugim identycznym akwarium, po pewnym czasie bezradnego
          młócenia łapkami podano szczurkowi drabinkę. Wyjęto z akwarium i wysuszono.
          Nakarmiono. Potem wrzucono do akwarium z powrotem. Pływał i żył nadzieją chyba
          przeszło cztery razy dłużej.(wybaczcie ciągłe zastrzeżenia, ale było to bardzo
          dawno i film starałam się w gruncie rzeczy usunąć z pamięci). Potem oczywiście
          utonął.
          Nie bierzcie kolejnych zwierząt, jeśli nie jesteście pewni, że możecie sobie z
          tym poradzić.
          A jeśli pewność taką macie, to przygarniajcie tyle, ile się da :(
          Bo kociego cierpienia jest na świecie niewyobrażalna ilość.

          Pozdrawiam serdecznie
          Dara

          P.S. Miki, szczerze i najgoręcej życzę powodzenia, ale zdobądź się moja
          imienniczko (Agnieszka jestem) na przygotowanie potencjalnych kandydatów do
          adopcji na ewentualne kłopoty z adaptacją. Jeśli od razu będą wiedzieli, że
          może nie być tak słodko, to może łatwiej będzie im przezwyciężyć kryzys? Każdy
          z moich (wielu) kotów jest/był indywidualistą i może w tym tkwił problem. Żaden
          nie jest w najmniejszym stopniu agresywny względem ludzi. Owszem, mam ręce
          nieco pocięte, bo najmłodszy nabytek (chyba raczej "przybytek"?) lubi "ostre"
          walki, co mnie zresztą wcale, ale to wcale nie przeszkadza. Ale nie wpływa to
          na stosunki wewnątrz kociej gromady. Te układają się własnym porządkiem rzeczy.
          Nawiasem mówiąc, mając do wyboru przytulankę, co sama pchała się na kolana
          wybrałam indywidualistę co wolał zwiedzać wszystkie kąty zamiast się do
          człowieka garnąć:) Mam więc co chciałam :)
          Kończę wreszcie.
          Hasłem: Przygarniajcie koty, bo mało jest zwierząt tak blisko związanych z
          człowiekiem i tak człowiekowi przyjaznych a traktowanych z równym okrucieństwem.

          Raz jeszcze pozdrawiam. Wybaczcie pesymizm. Naoglądałam się w życiu ogromnej
          ilości zwierzęcego nieszczęścia :(

          P.S. Moje mieszkanie jest też "bez wychodzenia", na VIII piętrze i koty znoszą
          to bardzo dobrze
          • Gość: ava Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.10.03, 12:31
            Ja kiedy przygarnialam 2 kotki to mój kocor zaakceptował je prawie od razu-ok 2
            dni :-)
          • Gość: miki Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU IP: *.icenter.pl 06.10.03, 07:55
            Masz rację pisząc takiego posta nie pomożesz kotom, które czasem tygodniami
            siedzą w małych klatkach :(( znaleźć domów.
            Ty piszesz o sytuacji, gdzie przygarnia się kota do stadka kotów, ja odpisałam
            osobie, która ma jednego kota i zastanawia się nad drugim. Poczytaj sobie
            archiwum newsów 'zwierzaki' tam sporo było na ten temat i zdecydowana większość
            ludzi, którzy pisali twierddziła, że prędzej czy później koty się dogadywały a
            często nawet bardzo zżyły ze sobą. Myślę, że decyzja na drugiego kota to
            ogromny prezent dla domowego futrzaka, szczególnie gdy się samemu nie ma czasu
            bo ileś tam godzin spędza się w pracy. Kot może jest indywidualistą ale
            potrzebuje towarzystwa.
            Mówisz o sytuacji, gdy trzeba oddać kota bo domowy gnowego nie akceptuje. Ja Ci
            powiem, że mam kocurka (1,5 roku) który po prostu musiał zamieszkać z 10-letnią
            kotką (właściwie to on musiał ją zaakceptować na swoim terytorium). Nie
            przypali sobie do gustu bo kotka z racji wieku nie chciała się podporządkować.
            Do dziś mieszkają razem i choć przyjaciółmi nie są każdy zna swoje miejsce a i
            kotka, która panicznie bała się przedtem zostawać sama w domu teraz jakoś nie
            ma z tym problemu. Masz rację, że jak się mieszka w M-ileś i ma się stado kotów
            to trzeba się zastanowić nad następnym ale nie masz racji zniechęcając kogoś do
            przygarnięcia drugiego kota. Tym bardziej, gdy ten ktoś ma możliwość wyboru
            kota a więc może wziąść w odpowiednim wieku i odpowiedniej płci tak, by łatwiej
            został zaakceptowany.
            • Gość: agga7775 Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU IP: *.pl.gepc.ge.com / *.walbrzych.dialog.net.pl 06.10.03, 10:25
              Miki,

              ja wzielam swojego kociaka wlasnie 2 tygodnie temu ze schroniska na Skarbowcow
              i niestety od nastepnego dnia po adopcji do teraz lecze go caly czas na koci
              katar (mnostwo wizyt u veta, problemy z jedzeniem etc) - a niestety byl juz
              zarazony jak go wzielam - jaka jest sytuacja teraz w schronisku, nie ma tam
              przypadkiem wiecej zarazen kocim katarem?
              Moj Gacus juz w zasadzie wyszedl na prosta, bo w koncu, po tygodniu zaczal sam
              jesc i pic, ale wygladal juz na prawde slabo i bardzo sie o niego balam (teraz
              wyglada jak kasztanowy ludek - brzuszysko na chudych nozkach - bo zre jak
              glupi).
              Cale to jego chorowanie sprawilo ze sie do tego glupolka jeszcze bardziej
              przywiazalam - ostry z nigo zawodnik, najlepiej sie bawi moja reka - a w ogole
              to chyba jakies dziecko kryzysu bo zabawki takie jak myszki i pileczki do niego
              nie docieraja, tylko foliowy worek i moja reka - strasznie kochane kocisko :)

              Pozdrowienia i powodzenia w szukaniu mieszkan dla kotkow.

              Aga
              • Gość: miki Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU IP: *.icenter.pl 06.10.03, 10:43
                No to możesz być pewna, że uratowałaś kociakowi życie. I jestem ci za to
                ogromnie wdzięczna!!! Oby takich ludzi jak Ty było jak najwięcej!
                Tam niestety opieka medyczna jest baaardzo kiepska i kociaki się od siebie
                strasznie zarażają (chore koty są często ze zdrowymi), to jest w sumie tak, ze
                jak kot trafia do schroniska i siedzi dwa, trzy tygodnie zaczyna chorować.
                Jeśli w tym czasie jeszcze znajdzie się ktoś kto go przygarnie kot ma szczęście
                bo jest leczony jak trzeba, jeśli jednak siedzi dłużej to zazwyczaj,
                szczególnie jak jest mały, po paru tygodniach pada :(
                Teraz jest tam taki czarnuszek - biedny okropnie, siedzi długo i już widzę, że
                jest chory, siedzi skulony i trzęsie się co jakiś czas. I jestem pewna, że jak
                nie zjadzie szybko domu to długo nie pociągnie. Kociak jest ogólnie
                zestresowany. Jeśli ktoś móglby się nim zająć, choćby przejściowo by dać mu
                szanse na wyleczenie bardzo proszę o kontakt.
                Tak samo starsze koty, trafiają do schroniska i po prostu w oczach marnieją!
                Dlatego tak bardzo staram się szukać im domów i zasypuję wszystkie grupy które
                się da prośbami o pomoc w szukaniu kociakom domów.
                I jeszcze raz proszę - pytajcie wszystkich dookoła czy nie mogliby przygarnąć
                jakiegoś bezdomnego kociaka.
                pozdr
                miki
                • Gość: agga7775 Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU IP: *.pl.gepc.ge.com / *.walbrzych.dialog.net.pl 06.10.03, 14:14
                  a tego ruska z nierozwinietym uchem ktos wzial?
                  bo ja to bym jeszcze jednego kociaka chciala wziac ale inny kolorek jak
                  buraska - moze rudzielca albo jakiegos tricolora (he he wybredna) - zeby moj
                  burasek mial kolege...
                  moze jakas starsza kotke (wysterylizowana i zaszczepiona najchetniej, zeby sie
                  kocim katarem nie zarazil - zeby mial 'mamuske' ;))

                  bede sie w weekend rozgladac...
                  jakby cos bylo pls daj znac agga7775@o2.pl


                  pozdrawiam
            • Gość: dara Miki :( Co ja takiego złego zrobiłam? IP: 213.199.204.* 07.10.03, 11:01
              Hej, Miki

              :((((

              Strasznie mi przykro, że mój post odebrałaś w ten sposób. Przecież napisałam w
              nim, że NIE CHCĘ ZNIECHĘCAĆ (sorry, że krzyczę, ale naprawdę przykro mi się
              zrobiło przeokropnie). Napisałam, że U MNIE TEŻ JEST WSZYSTKO W PORZĄDKU, tylko
              nie obyło się bez kocich i moich frustracji.
              Fakt, napisałam też, że może lepiej, żeby z góry na taką ewnetualność wyraźnie
              przygotować, a nie "tiu, tiu, tiukać". Bo świeżo upieczony opiekun wtedy wie,
              że taka sytuacja zdarza się mniej lub bardziej często (brak akceptacji mam na
              myśli), ale zazwyczaj wszystko w końcu się układa.
              Napisałam też, i tu zacytuję dosłownie: "Nie bierzcie kolejnych zwierzątek,
              jeśli nie jesteście pewni, że możecie sobie z tym poradzić. A jeśli pewność
              taką macie, to przygarniajcie ile się da :( Bo kociego cierpienia jest
              niewyobrażalna ilość."
              Jeśli po tym wszystkim serio uważasz, że:

              > Masz rację pisząc takiego posta nie pomożesz kotom, które czasem tygodniami
              > siedzą w małych klatkach :(( znaleźć domów.

              to strasznie, najgoręcej przepraszam. I już nie będę wtykać nosa w kocie
              sprawy. Ograniczę się do czytania. :(((

              Sądziłam głupio (?), że z tą adopcją, to trzeba trochę, z umiarem, ale i
              szczerze ostrzegać. Ostrzegać, to znów niewłaściwe słowo. Uprzedzać. Wyjaśniać,
              jak postępować ze zwierzaczkami, żeby doszły do porozumienia. Mnie za pierwszym
              razem nikt nie pomógł i byłam u skraju załamania (ponad pół roku syczenia i
              dzikich wrzasków na każdym kroku). O Internecie i internetowych poradach to
              wtedy nikt jeszcze nie słyszał. Zresztą i teraz potencjalni chętni do
              przygarnięcia nie zawsze mają Internet i tym bardziej mogą nie wiedzieć o
              możliwych trudnościach.
              A popatrz zresztą nawet na to forum (nie ten wątek oczywiście, tylko tak w
              ogóle). Ile jest rozpaczliwych apeli o pomoc dla kotów? I ile razy pojawia się
              kilkanaście, czasem kilkadziesiąt linijek dalej post "przygarnę kotka", albo
              jeszcze lepiej "skąd w miejscowość X można przygarnąć kotka" - czyli ludzie nie
              czytają wcześniejszych postów, bo by pytań takich nie zadawali.

              Jeszcze raz wyjaśniam, w życiu miałam do czynienia z kilkoma sytuacjami, gdy
              ludzie nieodpowiedzialnie brali kolejnego zwierzaczka i po paru miesiącach, nie
              potrafiąc sobie poradzić pozbywali się jednego do schroniska - nie zawsze
              oddając tego nowego :(((
              Moją intencją było zaoszczędzenie zwierzęciu takiej krzywdy! A nie zniechęcanie.
              Temu samemu celowi służył drastyczny, autentyczny filmowy przykład. Zwierzę raz
              przygarnięte (uratowane) i oddane cierpi znacznie silniej, bo po prostu ma
              nadzieję i czeka.
              Sytuacje, w których wszystko przebiega bezkonfliktowo komentarzy nie wymagają,
              tak mi się wydawało. Nawet sprzed dwóch miesięcy mam przykład, gdy karmiąca
              jeszcze (resztkami sił :D, bo 7-mio tygodniowe już kocięta) perska kotka,
              przyjęła na wychowanie trochę młodszego dzikiego malucha, którego matka
              zginęła. A wiele poradników pisze, że tak późno, to już bardzo trudno, albo w
              ogóle niemożliwe. Na przykład David Taylot w "Księdze kotów", s. 178, zaleca by
              taka adopcja odbyła się jak najwcześniej po porodzie.

              Przeczytałam ten swój nieszczęsny post jeszcze parę razy, zastanawiając się czy
              zasłużyłam sobie na Twoje gorzkie słowa i, wybacz, nadal nie widzę w nim nic
              złego i żadnej z tych rzeczy, które wydajesz mi się zarzucać. Może ... się nie
              zrozumiałyśmy? Nawiasem mówiąc nie mam "stada" kotów. Mam ich kilka.

              No nie wiem. Przychodzi mi chyba teraz zakapać łezkami najbliżej w zasięgu ręki
              położone futerko :(((, co niniejszym czynię, bo zaniepokojona kizia podtyka mi
              łepeczek nie pozwalając dalej pisać i pomiaukując nerwowo. Zresztą siedzą już
              teraz przy mnie wszystkie, nawet to najmłodsze, głupiutkie jeszcze, się
              obudziło - tyle, że nie towarzyszy mi, a rozrabia.

              Pozdrawiam i naprawdę szczerze zachęcam do adopcji. Koty, to niezmiernie
              wrażliwe, kochające zwierzęta, a kilka kotów w domu to niewiele większy kłopot
              niż jeden kot.

              A, i jeszcze jedno Miki, w piątym bodajże poście tego wątku dziękowałaś "nam
              dziewczynom" za wsparcie, zwróciłaś może uwagę? Też wśród tych dziewczyn byłam :
              (
              Tak jak i poprzednio, podnoszę wątek :( I niezmiennie życzę powodzenia w Twojej
              akcji.
              • Gość: miki Re: Miki :( Co ja takiego złego zrobiłam? IP: *.icenter.pl 07.10.03, 12:03
                Jeśli Cię uraziłam czy sprawiłam przykrość przepraszam. Nie miałam takiego
                zamiaru, wiem, że obie tak samo kochamy koty i obu nam zależy by miały domy. I
                naprawdę cieszę się, że masz na tyle otwarte serce, że byłaś w stanie przyjąć
                całe stadko :) też bym tak chciała tyle, że mi mąż nie pozwala :(
                Wydaje mi się, że trochę za bardzo wszystko bierzesz do siebie. Po prostu tak
                bardzo się rozpisałaś o tych problemach że można było wyciągnąć wniosek, że
                drugi kot to straszny problem i że 10 razy trzeba się zastanowić zanim się
                zdecyduje na adopcję. Rany, zostawmy proszę już dywagacje nt "co autor miał na
                myśli" pisząc to czy inne słowo. Nie chcę wchodzić w takie roztrząsanie.
                Jeszcze raz przepraszam.
                pozdr
                miki
                • Gość: dara Re: Miki IP: 213.199.204.* 08.10.03, 14:15
                  Dzięki za odpowiedź :)
                  Chyba też mi trochę zbyt dramatycznie wyszło :(((
                  Cenię Twoje posty i Twoją akcję i w żadnym wypadku nie chciałabym, żeby mój
                  post odwodził kogoś od adopcji, ani żeby został jako taki zrozumiany.
                  Myślę, że więcej już nie trzeba pisać. No chyba, że cichutkie przepraszam, za
                  zbyt głośne wrzaski? Łapka na zgodę? Pazurki schowane :D
                  Nawiasem mówiąc mnie też mąż nie pozwalał przed każdym następnym zwierzem :D

                  Dziękuję i pozdrawiam serdecznie
                  • Gość: miki Re: Miki IP: *.icenter.pl 08.10.03, 14:29
                    To podziel się jak udało Ci się go przekonać bardzo mi się przyda taka rada :)
                    możesz pisać na priv - adres na kociej stronie :)
                    pozdr
                    miki
                    • astrit Re: Miki 08.10.03, 15:50
                      Napisz tutaj, bo ja próbuje przekonać mojego do drugiego kota...
                    • Gość: dara Re: Miki IP: 213.199.204.* 09.10.03, 18:57
                      Przepraszam, nie zauważyłam :(
                      Pisałam do Astrit, że na chwilę wątkowi "odpuszczam" i nie zajrzałam aż do
                      dzisiaj. A tu aż dwie chętne na porady :D

                      Podzielę się bardzo chętnie, ale przeczytałam właśnie na Forum, że na privie
                      coś nie wychodzi?
                      Czas mnie dziś okropnie goni, a to dłuższa historia, więc pewnie napiszę
                      dopiero jutro.
                      Wytrzymacie dziewczyny do jutra? :D

                      Pozdrawiam
                      • astrit Re: Miki 10.10.03, 09:27
                        Gość portalu: dara napisał(a):

                        > Przepraszam, nie zauważyłam :(
                        > Pisałam do Astrit, że na chwilę wątkowi "odpuszczam" i nie zajrzałam aż do
                        > dzisiaj. A tu aż dwie chętne na porady :D
                        >
                        > Podzielę się bardzo chętnie, ale przeczytałam właśnie na Forum, że na privie
                        > coś nie wychodzi?
                        > Czas mnie dziś okropnie goni, a to dłuższa historia, więc pewnie napiszę
                        > dopiero jutro.
                        > Wytrzymacie dziewczyny do jutra? :D

                        Już jest jutro. Gdzie porady? Czekamy ;-)))



                        >
                        > Pozdrawiam
                        • Gość: dara Jak poradzić sobie z M. IP: 213.199.204.* 14.10.03, 14:04
                          Cześć!
                          No i przychodzi mi jeszcze raz przeprosić :( Nie lubię, oj nie lubię.
                          Za to postaram się wywiązać z przyjętego na się zobowiązania gruntownie.
                          Nie miałam dostępu do kompa przez tych kilka dni. Trzymam wątek w tajności najtajniejszej przez moimi kochanymi M. i D. Zwłaszcza przed D., bo w wieku jest, w którym wymaga się już rzeczowych odpowiedzi na pytania, a te, których musiałbym udzielić, byłyby więcej niż przykre. :(
                          Teraz też mam problem, bo chyba naraziłam się komuś pisząc zbyt wiele (zdaje się, że to wychodzi mi najlepiej :D) na zupełnie innym forum i mimo firewalla zainfekował mnie robactwem odłączającym klawiaturę po wystukaniu określonej ilości znaków. Do wieczora jakoś przeżyję, a potem zrobimy z M. dezynsekcję gruntowną.
                          Ze względu na przewidywaną długość postu, rozdzielę go na dwie, lub trzy części. Z góry zatem uprzedzam, że powieść będzie w "odcinkach".

                          Czytałam nowy "wrocławski" wątek. Macie duuuże serduszka dziewczyny :D

                          Jednak do rzeczy.

                          Mój M. drogi wiedział co brał :D
                          Kociara ze mnie znana była. Uwielbiam koty i koty chyba w gruncie rzeczy mnie. Od dawna nie podchodzę już do bezdomnych kotów na podwórkach, bo najdziksze bydlę łeb mi podstawiało do głaskania, o kociakach nie wspominając, bo te już w ogóle umiarkowania w czułościach nie znają. Jak byłam taka bardziej nastoletnia, to mi to nawet satysfakcję sprawiało, teraz wpadam jedynie w panikę, że nie mogę tego ciągnącego się za mną biedactwa do domu zabrać. Więc sytuacji takich unikam jak ognia.
                          Niestety.

                          Studiowaliśmy razem z M. i widział wszystkie moje kocie ekscesy. Wakacje zawsze były z kotami. Odleglejsza (miejscowo) rodzina kotów posiadała bez liku, zawsze gdzieś akurat były kocięta od zwykłych dzikusków po najbardziej rasowe syjamy. Byłam im wieczną niańką, co mój przyszły M., traktował z pobłażaniem.
                          W moim domu z kotami akurat była wtedy kilkuletnia aż przerwa. Opłakiwaliśmy wszyscy Kota. Wyjątkowego Kota mojego Taty. Nie istniał wówczas jeszcze tak palący problem bezdomnych kotów. Nikomu na myśl nie przychodziło, żeby zabijać na głucho okienka w piwnicach, truć koty itp. Więc ta bezdomność nie była tak rażąca. Wielu ludzi karmiło koty i nie budziło to takiego sprzeciwu jak obecnie.
                          Potem był ślub, własne, nieduże mieszkanko. I wreszcie mogłam sobie pozwolić na własnego futrzaka. M. z góry był z taką ewentualnością pogodzony.
                          Dostałam Dzikuskę w prezencie. Złowiona została przemyślnie. Chyba ze cztery miesiące już miała. Zadomowiła się na naszym VIII piętrze. Drugi kot pojawił się dopiero po blisko jedenastu latach. Też zresztą kotka, a nie kot.

                          Wreszcie więc przechodzę do właściwego tematu: Jak poradzić sobie z M.? Cóż dużo szczęścia miałam chyba :D

                          cd. nastąpi
                        • Gość: dara Jak poradzić sobie z M. cd. IP: 213.199.204.* 14.10.03, 14:08
                          Na znajomym podwórzu (na takich przedmieściach miasta, bardziej wieś przypominających) okociła się koteczka, której nikt o amory nie podejrzewał. Mruczanka kilkuletnia, bezdzietna do tej pory i zupełnie maleńka, chyba z 1,5 kg ważąca. Gospodarz chciał maluchy (dwójkę) potopić. Ja już wtedy byłam z tych "walczących" i powiedziałam sobie, że prędzej mnie utopią niż te kociaki.
                          Zadeklarowałam odważnie, że biorę oba. Niech karmi matkę i maluchy, a ja się po nie zgłoszę jak skończą dwa miesiące.
                          No i zaczęło się. M. nie chciał o niczym słyszeć. Dzikuska, jak przystało na dzikuskę była temperamentna i obcych nie znosiła. Ani ludzi, ani zwierząt. Kładł mi do głowy, że będziemy musieli się wynosić z własnego domu. A ja na to, że nie dam zginąć dzieciom malutkiej i niech w takim razie szuka im domów. Jeden znalazł :D Przyznaję. A jak już znalazł, to nie miał sumienia pozostawić drugiej sieroty i tak w naszym domu, niejako siłą rzeczy, znalazła się druga kicia. Moja rola była w tym przedstawieniu raczej drugoplanowa :D
                          Fakt, koszmar przeżyliśmy, ale w końcu łobuzice się pogodziły. To znaczy rozejm raczej zawarły, bo przyjaźni to między nimi nigdy nie było. Ubyło nam od razu na początku paru znajomych, bo faktycznie walki toczyły się wtedy ostre. To znaczy krzywdy sobie nie robiły jakimś cudem, tyle że goniąc się z dzikimi wrzaskami, nie patrzyły zupełnie po czym, a co gorzej po kim akurat przefruwają.
                          Pa znajomym powiedzieliśmy. W kilku wypadkach z żalem.
                          Dzikuska dokonała długiego żywota w drugiej połowie dziewięćdziesiątych i niepodzielną królową terytorium w postaci naszego mieszkania została córcia maleńkiej kici z przedmieścia (nawiasem mówiąc wspomniana dwójka okazała się jedynymi dziećmi maleńkiej). Drażliwa okropnie, histeryczka, o wszystko się dąsa i pyskuje wówczas jak najęta. Jest niemożliwie do mnie przywiązana ? bywa to nawet niekiedy uciążliwe. Ja jedna mogę jej zrobić awanturę, a nawet (niekiedy) wytrzepać kurz z futra. Mojemu M. wychodzi to zdecydowanie gorzej, a D. to już nie ma żadnych praw :D
                          Przyznam, że nie zaczęliśmy się wtedy rozglądać za drugim kotem. Po prostu nie przyszło nam na myśl. Wiecie jak jest. Dom i praca, praca dom. Aż któregoś razu, zimowym wieczorkiem mój drogi M. przyniósł do domu znajdkę. Piszczało mu coś w krzakach przy przystanku autobusowym, więc poszedł sprawdzić. Ubłocone, wychudzone, unurzane w niewiadomo czym, zarzepione (sierści praktycznie spod brudu i rzepów widać nie było) coś, po wstępnym praniu i oskubaniu okazało się persem. Skąd maleńki, niewątpliwie rasowy kociak w takim miejscu i okolicznościach, do dziś nie wiemy.
                          Oczywiście mój M., przyzwyczajony już do sielanki z jednym tylko kotem w domu, kategorycznie odmówił zatrzymania malucha.
                          I znów wzięłam na przetrzymanie. Potulnie wypisałam ogłoszenia, no bo jeśli maleństwo rzeczywiście się zgubiło i właściciel rozpacza, to nie miałabym sumienia zatrzymać. Wyperswadowałam mojemu mężczyźnie oddanie kociaka do schroniska "na przeczekanie". No i pozostało mi jedynie czekać i liczyć, że nikt się nie zgłosi. Mała, bo okazało się, że mamy szczęście do dziewczynek :D miała chore ślepka. Leczyliśmy więc czekając na reakcję z ogłoszeń, a ona biedulka, chudziutka i zapłakana stopniowo wkradała się do serca M. Bronił się ten mój facet rękami i nogami, żeby nie pokochać, ale bez skutku. O problemach kocio ? kocich tu nie piszę, bo pisałam wcześniej.
                          Koteczka została u nas. Oczywiście.
                          Potem był jeszcze jeden, starszy, przygarnięty od znajomej bardzo chorej pani kot. Był z nami krótko :( Tu nie musiałam przekonywać. Przybył do rodziny czarny króliczek miniaturowy. Też z litości. I w ramach rozważań nad uzupełnieniem stadka królików udało mi się przemycić do domu jeszcze jednego kota :D. Kiedy M. pogodził się z faktem, że jeszcze jedno zwierzę mogłoby do domu przybyć, to mu się chyba zrobiło wszystko jedno :D
                          Pomyślicie, że szaleństwo? Pewnie tak.

                          Ostatnie i najmłodsze kocię jest jak znajdeczka persem (bez rodowodu). Czarnym, czy też może dymnym. Nie robi mi to większej różnicy. Zakupiło go za ciężko zaoszczędzone pieniądze nasze D. Nie mogliśmy się sprzeciwić :D
                          Ma w związku z nim pewne ambitne plany ;) ale to już temat na inny wątek.
                          • Gość: agga7775 Dara pisz wiecej bo idzie Ci swietnie!! IP: *.pl.gepc.ge.com / *.walbrzych.dialog.net.pl 14.10.03, 16:52
                            jak wyzej - a tak nawiasem mowiac to jak duze macie mieszkanko? bo moj kot to
                            sie w moim sam jeden slabo miesci ;))
                            • Gość: dara Re: Dara pisz wiecej bo idzie Ci swietnie!! IP: 213.199.204.* 15.10.03, 12:18
                              Nie ma mowy. Nie powiem jak duże mam mieszkanko, bo wystarczy, że znajomi mają
                              mnie za zdrową na umyśle inaczej :D A tu tak na całą Polskę ... ?
                              Wystarczająco duże :D
                        • Gość: dara Re: Miki IP: 213.199.204.* 14.10.03, 14:11
                          Zadowolone?
                          Muszę pędzić.

                          Pozdrawiam
                          • astrit Re: Miki 14.10.03, 14:57
                            Zadowolone! Dzięki ;-)
                            Jak M. bedzie robił problemy, to chyba "znajdę" "zabłąkanego" kota... ;-))))))))
                            • Gość: dara Re: Miki IP: 213.199.204.* 15.10.03, 12:22
                              Albo kota w "przymusowej sytuacji", na krótko, bo nie ma gdzie się podziać :D
                              Powodzenia w przekonywaniu życzę.
                              Nic nie trwa tak długo jak "prowizorka". Więc "na krótko" zmieni się pewnie
                              w "na zawsze" ;-))))
              • astrit Re: Miki :( Co ja takiego złego zrobiłam? 08.10.03, 10:40
                Nie przejmuj się, ja zdaję sobie sprawę z możliwych trudności, ale wcale nie
                poczułam się twoją wypowiedzią zniechęcona. Wiem, że najprawdopodobniej nie
                obędzie się bez zgrzytów, ale na pewno nie oddam zwierzątka z powrotem,
                postaram się zapewnić obu jak najlepsze warunki. Z dużym zainteresowaniem więc
                czytam takie posty jak Twój, bo będę wiedziała na co się przygotować. Nie
                bedzie to mój pierwszy zwierzak, jednak większe doświadczenie mam z psami niż z
                kotami, dla tego chciałabym wiedzieć, na co powinnam się przygotować biorąc
                towarzysza dla mojego rozpuszczonego futrzanego pieszczocha.
                • Gość: dara Re: IP: 213.199.204.* 08.10.03, 14:27
                  No i mi kamień z serca zdjęłaś :D Górę kamieni całą :D
                  Cieszę się bardzo, że Cię nie zniechęciłam. Po prostu w każdym z przypadków
                  oddawania zwierzaków, o których pisałam byłam całkowicie bezsilna. :(

                  Życzę powodzenia i pozdrawiam.

                  Kończę też chyba (przynajmniej na razie) wtrącanie się do tego wątku, bo nawet
                  znajomych we Wrocławiu nie mam, więc pomóc w żaden "namacalny" sposób nie mogę.
                  No chyba, że wątek zacznie spadać, to znów trzy grosze wtrącę, ale obiecuję, że
                  już bardziej umiarkowanie ;)
            • Gość: dara cd. Miki :( IP: 213.199.204.* 07.10.03, 11:05
              Oczywiście David Taylor, nie Taylot. Za literówkę przepraszam.
    • Gość: ava Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.10.03, 18:57
      Jak dobrze że jest tylu wspaniałych ludzi którzy przygarniają te biedaki.
    • astrit I hop w górę! 15.10.03, 10:30

      • Gość: mrufka Re: I hop w górę! IP: *.vulcan.pl 16.10.03, 14:04
    • Gość: mrufka Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.10.03, 22:38
      I do góry! Bo kocięta czekają :-)
    • Gość: at Re: KOTY szukają domu we WROCŁAWIU IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.11.03, 10:46
      jako się rzekło na wstępie,
      www.kocie-zycie.prv.pl
      :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka