my niepoeci, my wierszokleci
wobec talentu mali jak dzieci
nikt nas nie chwali
nagród nie dali
(lecz nie zabrali)
to my, hołota,
obca nam cnota
nie dla nas cokół
klękniemy wokół
to my bez twarzy
i nie nam marzyć
prostackie tony
nie nam dyplomy
to my nieroby
co do osoby
sukcesów zero
żegnaj kariero
nie nam hołdują
nie nas smarują
nie nam wiwaty
to my psubraty
my nie są święci
my są wyklęci
my nie poeci
my wierszokleci
my nie malarze
my pacykarze
my nie artyści
my tylko statyści
my nie wielebni
my niepotrzebni
my całkiem dzicy
paranoicy
my bez ołtarzy
my bez okrzyków
a każdy marzy
ambrozji łyku
my bez poezji
pełni herezji
debile, głupy
z wsiowej chałupy
nie mamy smaku
sto innych braków
talentu, gustu
(a baby biustu !

)
my są bez lansu
bez szans do awansu
my tu gadamy
jak zwykłe chamy
przykłady liczyć
trzeba nam ćwiczyć
łyknąć kultury
sięgnąć do góry
w podany rytm klaskać
mruczeć i mlaskać
z zachwytu piejąc
my, nic nie umiejąc
nie krytykować
łeb w piasek schować
dupy wystawić
owsiki zabawić
a ja tam wolę normalny być
o dupach gadać i piwo pić
nie być poddanym, ni niewolnikiem
wolę kogutem być niż owsikiem !